Dodaj do ulubionych

wierzysz.....?

28.06.08, 00:50
w coś co sie nazywa miłość...

takie uczucie które nie zna granic, które pomimo wszystko trwa jest
i będzie bo w to wierzysz i masz świadomość że tak jest bez względu
na czas i sytuację:)))

to cudowne czuć cos takiego mieć tego świadomość pełną i nie
zachwianą....

a jednocześnie mieć świadomość niespełnienia tego uczucia nijak ani
w czsie... ani w przestrzeni:)))

tylko myśli i marzenia nieujarzmione wciąż błakaja się po głowie i
nadają sens życiu:)))

bo może kiedyś ....
Obserwuj wątek
    • jane-k-kos Re: wierzysz.....? 28.06.08, 01:56
      Wierzę, w uczucie, które się nigdy nie wypali, które będzie zawsze trwać.
    • katinka6 Re: wierzysz.....? 28.06.08, 11:29
      leniwykot napisał:

      > w coś co sie nazywa miłość...
      >
      > takie uczucie które nie zna granic, które pomimo wszystko trwa
      jest
      > i będzie bo w to wierzysz i masz świadomość że tak jest bez
      względu
      > na czas i sytuację:)))
      >
      > to cudowne czuć cos takiego mieć tego świadomość pełną i nie
      > zachwianą....
      >
      > a jednocześnie mieć świadomość niespełnienia tego uczucia nijak
      ani
      > w czsie... ani w przestrzeni:)))
      >
      > tylko myśli i marzenia nieujarzmione wciąż błakaja się po głowie i
      > nadają sens życiu:)))
      >
      > bo może kiedyś ....


      Już nie.


    • legalna.brunetka Re: wierzysz.....? 28.06.08, 22:30
      wierzę................ właśnie w to "pomimo wszystko" bez względu
      czas i sytuację
      nawet jeśli jest nie spełnione
      nawet jeśli nie wypowiedziane
      nawet jeśli to tylko/ aż myśli, że może kiedyś......
      dzisiaj wiem, że wierzę.................
      jest mi trudno..... ciężko......... ale to właśnie sens mojego
      życia...
      przy okazji.... dziękuję Ci M.......
    • tini_1 Re: wierzysz.....? 28.06.08, 23:58
      Bardzo fajnie to ujales, mam zupelnie identyczne odczucie :)

      Znam to doskonale, bo cos takiego akurat przezywam i dlatego w to wierze!
      • only_aguska Re: wierzysz.....? 29.06.08, 23:10
        Przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna istnieje ale do czasu...pozniej i tak beda
        ze soba:) wiem po sobie..:) A milosc jest piekna tylko trzeba ja zrozumiec:)
        • tini_1 Re: wierzysz.....? 30.06.08, 09:05
          Gorzej, kiedy oboje sa w zwiazku...wtedy milosc musi byc odstawiona na boczna
          szyne...:(((
          • docelowo Re: wierzysz.....? 30.06.08, 10:11
            to co napisałeś to już nie miłość, to już religia!;-)))
          • only_aguska Re: wierzysz.....? 30.06.08, 11:06
            Dlaczego odstawiona? Nie wydaje mi sie...:) Jesli czlowiek czlowieka kocha to
            czemu ma to odstawiac???
            • tini_1 Re: wierzysz.....? 30.06.08, 13:20
              only_aguska napisała:

              > Dlaczego odstawiona? Nie wydaje mi sie...:) Jesli czlowiek czlowieka kocha to
              > czemu ma to odstawiac???

              Bo nie mozemy zyc z dwoma partnerami, trzeba sie decydowac na jednego, a jezeli
              jest sie w zwiazku i zakochasz sie w innym, co wtedy? albo rozwod, albo
              odstawienie na boczny tor...moze nawet rownolegly....
              Zycie komplikujemy sobie sami, wiem, ale czy milosc nie mozna sobie wybierac,
              ona przychodzi nagle i niespodziewanie......wiec co wtedy? myslisz ze rozsadek
              wystarczy? Znasz odpowiedz? :)
              • only_aguska Re: wierzysz.....? 30.06.08, 14:47
                Jesli sie zakochamy w kims innym to dlaczego mamy sie meczyc z kims kogo nie
                chcemy? W zyciu tak bywa i nalezy sie z tym pogodzic.... Nic na to nie
                poradzimy. Moze troche szczerosci i odwagi a bedzie dobrze..bo nam sie wydaje ze
                to jest trudne ale nalezy tylko sprobowac...
      • only_aguska Re: wierzysz.....? 10.07.08, 19:51
        No wlasnie:)
    • Gość: co za róznica? Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 13:30
      Wierzę, że miłość naprawdę istnieje, ale nie dla mnie.
      • leniwykot Re: wierzysz.....? 30.06.08, 13:34
        eeee tam dla każdego miłość istnieje tylko może jeszcze sie o nia
        nie potknąłes:)
        • Gość: co za róznica? Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 14:32
          'nie potknęłaś':)
          Zakochiwałam się, platoniczne lub na odległość, ale nie wierzę w to,
          że można mnie pokochać raz na zawsze, a innej opcji nie biorę pod
          uwagę.
        • Gość: milosc Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 14:36
          A ja myślę,że jeśli jesteś w związku i ulegasz każdej
          nowej miłości to ....jeszcze niejedna "miłość" przed Tobą :)
          pewnie w życiu chciałaś być:pisarką, malarką, pielęgniarką,
          przedszkolanką, aktorką, antropologiem i
          wiele wiele innych zawodów chodziło ci po głowie ;)


          prawda, że poniekąd nie mamy wpływu na to w kim się zakochamy, ale
          co z tym zrobimy zależy *poniekąd* od nas samych
          ..to tak trochę, jak z marzeniami: mówisz sobie: chcę być lotnikiem!
          i
          -dążysz do tego (=realizujesz to, jesteś zadowolony/zrealizowany)
          -słomiany zapał się kończy, albo pierwsza lepsza przeszkoda cię
          zniechęta, i już zmienaisz "kurs" i ...zostajesz marynarzem albo
          architektem
          -czujesz się
          w roli architekta, nigdy ci sie to nie nudzi, jest to nieustającym
          źródłem twojej radości, inspiracją, twoim powietrzem, czujesz się
          jak to niektorzy mówią "jak ryba w wodzie"
          nie wiemy, czy to, że zostałeś architektem, to
          przeznaczenie/przypadek, oraz czy gdybyś został lotnikiem(niektórzy
          mają intuicję-na przykład ja!!!), z podobną pasją realizowałbys się-
          jendak jako "zrealizowany architekt" czujesz, że
          jednak dobrze się stało, że zostałeś architektem...
          albo: przez całe życie wykonujesz zawód architekta z przymusu, z
          niechęcią, w głębi duszy przez całe życie mówisz sobie:
          mogłem zostać pilotem!czemu nie zaostałem pilotem..( tak myślisz, bo
          jesteś rozczarowany architekturą, ale nie wiesz, czy gdybyś został
          pilotem, nie byłoby podobnie)


          Można być radykalnym i na tyle być niezdolnym do wykonywania zawodu,
          który nie przynosi satysfakcji ,że zmienić się...z architekta w
          pilota :) a to wymaga wytrwałości i odwagi!

          *poniekąd*: (niektórzy nazywają to przeznaczeniem, niektórzy
          przypadkiem) są ludzie, którzy mimo uporu, z jakim dążą do
          konkretnego celu (ten sam przykład: chcą być architektem) mimo
          przeszkód i nie poddawania się przez długi czas, realizacja celu
          odbywa się tak pokrętnymi drogami, że lądują na półce "pilot" mimo,
          że można by rzec, że zrobili wszystko, co w ich mocy by być
          architektem=czasem jakieś (uparte)działania prowadzą do celu, do
          którego się wcale nie dążyło, a który przynosi
          satysfakcję( wtedy zaczynamy rozumieć, dlaczego nie nie mogliśmy
          zostać architektem)

          ja jestem realista ;)
          Co nie przeszkadza mi być fantastą :)

          A "miłość" ...jest inspiracja dla filozofow, poetow i pisarzy, ale
          jak jest z nia naprawdę, każdy sam sobie musi odpoweidzieć...
          może to "miłość" do "następnego razu"

          każdy wie jedno:że zakochać się to fajne uczucie, ale jak to mawiali
          wszyscy dobrego serca, prawdzią przyjaźń i prawdziwą miłość poznaje
          się "w biedzie" :P:p

          zaraz tu jakiś forumowy krzykacz na mnie nakrzyczy, więc już
          znikam ;)
          • Gość: co za róznica? Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 14:47
            Jestem wolna.Myślę, że miłość bardzo pomogłaby mi przejść przez
            życie, przez takie życie, ale chyba nie we mnie odwagi do tego, by
            pokochać albo dać się pokochać. Duzo za to we mnie obaw, że to
            właśnie jak piszesz "do następnego razu" ze strony ewentualnego
            partnera.Zakochanie to miły stan, ale jeśli jest realny i
            dwustronny, a miłość to zakochanie i coś jeszcze.
            • katinka6 Re: wierzysz.....? 30.06.08, 20:54
              Gość portalu: co za róznica? napisał(a):

              > Jestem wolna.Myślę, że miłość bardzo pomogłaby mi przejść przez
              > życie, przez takie życie, ale chyba nie we mnie odwagi do tego, by
              > pokochać albo dać się pokochać.

              Popatrz na zakochanych jak rozkwitają!:) Nie chciałabys tak? Może
              warto dać się pokochać. I kogos pokochac, żeby tez rozkwitł. Choćby
              tylko dlatego:) Na pewno jeszcze potrafisz.

              Duzo za to we mnie obaw, że to
              > właśnie jak piszesz "do następnego razu" ze strony ewentualnego
              > partnera.Zakochanie to miły stan, ale jeśli jest realny i
              > dwustronny, a miłość to zakochanie i coś jeszcze.
              • Gość: co za róznica? Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 22:48
                Może potrafię, ale sama siebie powstrzymuję, z różnych względów.
                • katinka6 Re: a może warto... 01.07.08, 11:22
                  Gość portalu: co za róznica? napisał(a):

                  > Może potrafię, ale sama siebie powstrzymuję

                  W takiej sytuacji to chyba nie warto:) Może trzeba pozbyć się swoich
                  obaw? Ja nie wiem, jak to jest, ale może kiedy spotyka się tego
                  właściwego człowieka to jest trochę tak jak z powrotem do miejsca, w
                  którym czujemy się bezpiecznie. No nie wiem:) Ale Ty pomyśl:)I
                  sróbuj!:)

                  A tak nawiązując jeszcze do jednego z wcześniejszych postów, na
                  odległość zakochać się raczej nie można. Wydaje mi się, że mozna się
                  natomiast kimś zaciekawić na tyle, że chciałoby się go lepiej
                  poznać. Nie można mylić tego z uczuciem, jak sądzę:)

                  Powodzenia!:)

                  PS. Tak nawiasem mówiąć, to udzielając się w tym wątku mam wrażenie,
                  że piszę sama do siebie:))))

                  • Gość: co za róznica? Re: a może warto... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 15:17
                    Pozbyć się obaw? Nie potrafię tego zmienić. Powód? Prawdopodobnie
                    jestem bardzo chora, nie umrę od tego, ale nie chcę nikomu życia
                    niszczyć. Ten argument nie trafia do mężczyzn, bo ja taka słodka i
                    kochana jestem i deklarują opiekę. Nie chcę tak. Nie potrafię tego
                    momentu przeskoczyć :-( Chciałabym kochać i czuć się kochana, ale w
                    tej sytuacji wolę zrezygnować :-( Miłość na odległość, teraz wiem,
                    że to nie miłość a zauroczenie kimś, ale mimo wszystko to było
                    piękne i nieważne, że dostarczyło nieco bólu. :-)

                    Tobie również powodzenia życzę :-)
                    • only_aguska Re: a może warto... 01.07.08, 15:32
                      Ale moze jedank warto dac sie pokochac i co najwazniejsze zakochac sie..:)
                      Dowiedziec co tak naprawde kryje sie pod slowem"milosc" to nasze zycie i mimo
                      wszystko powiinismy z niego korzystac. Choroba to jest trudna sprawa ale czy
                      mamy zrezygnowac ze szczescia bo jestesmy chorzy? Jesli ktos sie w nas zakocha
                      to nie wazna jest choroba tylko szczescie... Jezeli deklaruja opieke to cos
                      czuja i dajmy sobie poczuc to samo:)
                      • Gość: co za róznica? Re: a może warto... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 16:20
                        Może warto, ale boję się bólu, mojego. :-( Wiem że egoistycznie
                        myślę, ale wiem też jacy potrafią być mężczyźni. Dla mnie choroba
                        stanowi wytłumaczenie. Może będę tego żałowała, bo powinnam
                        korzystać z życia, dopóki mogę, ale coś mnie ciągle powstrzymuje.
                        Może za długo nie było w moim zyciu uczucia i przywykłam?
                        • Gość: katinka6 Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 21:17
                          Do tego nie da się przywyknąć. Oczywiście, trzeba umieć być samemu
                          ze soba, ale to jest za mało. Choćby po to, żeby móc na świat
                          patrzeć też oczami drugiego człowieka - o ile wiecej można wtedy
                          przeżyć!:) No nie chciałabyś?:) Chyba warto:)

                          A chorobę to pewnie jakaś wymówka:) Ona nie może być przeszkodą.
                          • only_aguska Re: na pewno jest różnica 01.07.08, 21:48
                            Tez mi sie tak wydaje... Chroba nie moze byc powodem aby sie nie zakochac...:D
                            Po to zyjemy i nalezy oddac sie wszystkiemu.. a nie pozniej zalowac:D
                            • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 22:29
                              To nie jest tak, że mam serce z kamienia. Zakochuję się, ale wiem o
                              tym tylko ja. Ta choroba stanowi dla mnie wystarczającą barierę.
                              • only_aguska Re: na pewno jest różnica 02.07.08, 00:00
                                Ta bariere sama sobie budujesz...Ja bym tak nie zrobila. To jest zycie... i tym
                                bardziej skoro jestes chora powinnas sie zakochac i dac sie pokochac.
                                • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 11:23
                                  Ta bariera jest budowana od wielu lat. Choroba tylko ją umocni.
                                  Nie chcę, żeby to była "łapanka" bo ktoś musi się mną zaopiekować
                                  jak Rodziców nie będzie.
                                  • only_aguska Re: na pewno jest różnica 02.07.08, 11:34
                                    Ale to nie o to chodzi... Poprostu czlowiek jest aby kogos kochac i byc
                                    kochanym. Dlaczego masz rezygnowac ze szczescia skoro jestes chora? To nie jest
                                    powod...poprostu moze tobie jest tak dobrze...a jesli tak to twoje zycie..
                                    • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 12:00
                                      Nie. Nie jest mi dobrze z tym, ze sama siebie blokuję podświadomie.
                                      W tym momencie patrzę na siebie jak na wadliwą jednostkę. Łatwiej mi
                                      uniknąć bólu rozczarowania niż pokochać i zostać porzuconą. Lepszy
                                      ból z braku miłości chyba.
                                      • only_aguska Re: na pewno jest różnica 02.07.08, 12:48
                                        To robisz jak chcesz.. twoje zycie
                                        • Gość: co za róznica? jak w nicku n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 13:24
                                          • Gość: katinka6 Re: zmienić nick:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 15:01
                                            A skąd masz pewność, że zostaniesz zostawiona? Wiem, że można mieć
                                            różne doświadczenia, które wpływają na nasze życie, ale nie każdy
                                            jest taki sam. Chciałabyś usłyszeć, że wszystkie kobiety są takie
                                            same? Bo ja nie:) Jesteśmy pewnie w jakimś tam stopniu podobne, bo
                                            trudno, żeby było inaczej, ale mamy też zupełnie odmienne cechy. Tak
                                            samo jest z facetami. Wiem, co to znaczy, bać się jak stąd do końca
                                            kosmosu:), ale może należy dać komuś szansę - jeśli się kogoś
                                            spotka. Pomimo wszystko, a może właśnie dlatego:) I postarać się nie
                                            wierzgać, choć o to diabelnie trudno, bo najczęściej robi się to
                                            podświadomie i właśnie ze strachu - to jest tak, jak ze zwierzętami,
                                            które kąsają, kopią i robia krzywdę często właśnie dlatego, że się
                                            boją, a nie dlatego, że są złe. Kiedy zaczniesz się tak zachowywać,
                                            koło zaczyna się powoli zamykać... i znowu boli:)

                                            Wszystko wymaga ogromnej pracy nad sobą. Jeżeli starcza sił, trzeba
                                            to robić dla własnego dobra. Bo w pewnym momencie może zacząć ich
                                            brakować z róznych przyczyn, niekiedy zupełnie z tym bezpośrednio
                                            niezwiązanych.
                                            • only_aguska Re: zmienić nick:) 02.07.08, 16:56
                                              Zgadzam sie z toba:)
                                            • Gość: co za róznica? Re: zmienić nick:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 23:10
                                              Nie mam też pewności, że będzie inaczej.
                                              Dlaczego to wszystko musi być takie trudne?? Dlaczego tak się gubię
                                              w tym "dorosłym życiu"? Grzęznę w czymś o czym myślałam, że jest
                                              wolna od tego. W stereotypach.
                                              Tak się bac sie w moim wieku, to jakas paranoja. :-(
                                              Nie wiem jak pracować nad sobą, by to zmienić. Ja po prostu nie
                                              wiem. :-(
                                              • only_aguska Re: zmienić nick:) 02.07.08, 23:14
                                                Moze wiecej wiary w siebie? czlowiek uczy sie na bledach...uczy sie przez cale
                                                swoje zycie. Nie zawsze wszystko jest takie jak bysmy chcieli;] Ale na tym to
                                                wszystko polega;] Trzeba zawsze po kazdym upadku stawac z podniesiona glowa i
                                                nie martwic sie tym co bylo i co bedzie.
                                                • Gość: co za róznica? Re: zmienić nick:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.08, 10:10
                                                  Wiara w siebie. Wiem, mam z tym problem, ale nie mam pojęcia jak to
                                                  zmienić. :-( Coraz trudniej mi wstać z kolan. Nie umiem nie myśleć o
                                                  innych ani nie martwić się. :-(
                                                  • only_aguska Re: zmienić nick:) 03.07.08, 10:59
                                                    Nie wiem jak mam ci pomoc... Pomysl ze zycie jest jedno i szkoda czasu na
                                                    zamartwianie sie..:)
                                                  • Gość: co za róznica? Re: zmienić nick:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.08, 12:36
                                                    Ja to wiem, ale nie wiem jak olać problemy i nie zamartwiać się do
                                                    przodu.
                                                  • Gość: kotki2 Re: zmienić nick:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.08, 13:25
                                                    Gość portalu: co za róznica? napisał(a):

                                                    > Ja to wiem, ale nie wiem jak olać problemy i nie zamartwiać się do
                                                    > przodu.

                                                    Nie mów "co za różnica" tylko nabądź jakiegoś Kotka, wystarczy
                                                    spojrzeć na ten śliczny koci puchaty pyszczek,żeby zapomnieć o
                                                    wszystkich kłopotach, no, chyba,że masz alergię, jak się pobawisz z
                                                    kotkiem, to od razu smętne myśli przepadną, nie bedzie czasu się
                                                    zamartwiać!
                                                  • bez.wiary Re: zmienić nick:) 03.07.08, 14:03
                                                    Chciałabym, ale rodzina mi na to nie pozwoli bo Oni nie lubią
                                                    kotków. Mówią, że śmierdzą, drapią i są głupie. Nie zgadzam się z
                                                    tym, ale co to zmienia? Nic. Więc co za róznica? :-(
                          • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.08, 22:27
                            Ja nie umiem za bardzo, ale nie ma wyjścia.
                            Ta choroba to poważna sprawa. Nie umiałabym obarczyć sobą kogoś kogo
                            pokocham.
                            • Gość: nielogiczna Re: na pewno jest różnica IP: *.adsl.inetia.pl 03.07.08, 21:10
                              Kochasz. On jest chory. To obarczenie...?

                              "odłamałam gałąź miłości
                              umarłą pochowałam w ziemi
                              i spójrz
                              mój ogród rozkwitł

                              nie można zabić miłości

                              jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
                              odrasta
                              jeśli w powietrze rzucisz
                              liścieje skrzydłami
                              jeśli w wodę
                              skrzelą błyska
                              jeśli w noc
                              świeci

                              więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
                              ale serce miłości mojej było domem
                              moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
                              i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
                              moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

                              więc pogrzebałam moją miłość w głowie
                              i pytali ludzie
                              dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
                              i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
                              i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

                              chwyciłam miłość aby ją połamać
                              lecz giętka była oplotła mi ręce
                              i moje ręce związane miłością
                              pytają ludzie czyim jestem więźniem"

                              to Poświatowska...
                              Nie bój sie kochać, miłość to życie.
                              • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.08, 21:50
                                Nie. To ja jestem chora i za nic nie pozwalam siebie pokochać, bo
                                nie chcę sobą nikogo obarczać. Nie pozwalam też sobie na uczucie
                                realne ze strachu.
                                • Gość: nielogiczna Re: na pewno jest różnica IP: *.adsl.inetia.pl 04.07.08, 22:21
                                  Wiem, że to Ty jestes chora. Chciałam żebyś postawiła się w odwrotnej sytuacji - czy kochanie chorego traktowałabyś jako obarczenie? przeszkodę nie do przekroczenia? A co jesli chory kocha chorą, są z góry skazani na przegraną? Ale czy uczucie samo w sobie nie jest już wystarczającą wartością?

                                  "Nie pozwalam sobie na uczucie" - to znaczy, ze to nie jest uczucie, to dopiero jego ślad, przeczucie. Jeśli dopadnie Cię "to" nie uciekniesz, nim się spostrzeżesz już będzie za późno. Oczywiście decyzja czy związać się z kimś czy nie, już jest na etapie rozumowym, ale nie uczucie, ono się po prostu pojawia czy chcesz czy nie i angażuje wszystkie zmysły.

                                  A czego się boisz?
                                  • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.08, 23:52
                                    Stawianie się w odwrotnej sytuacji nic nie da, dlatego, że ja wiem,
                                    iż sprawa dotyczy mnie. Nie zniosłabym tej litości, lęku w Jego
                                    oczach co przyniesie jutro, strachu itd. Dlatego napisałam, że nie
                                    pozwalam sobie na uczucie, czyli już na ten pierwszy etap, na coś
                                    nad czym ponoć się nie da zapanować.
                                    Pytasz czego się boję? Boję się miłości, życia, przyszłości. :-(
                                    • Gość: katinka6 Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.08, 01:10
                                      Wiesz, mam na swojej jednej głowie tyle, że starczyłoby na trzy
                                      głowy i jest mi z wielu względów ciężko. Mam ponoć trudny charakter,
                                      co też jest w pewnym sensie "chorobą":) Ale pomimo tego oraz tego,
                                      co napisałam wyżej, że raczej nie wierzę już w uczucia, to tak sobie
                                      myślę, że gdybym spotkała dziś kogoś, kto zniósłby moją "chorobę" i
                                      obdarzył mnie pomimo niej uczuciem, to chyba nie potrafiłabym nie
                                      odpłacić mu tym samym. Choćby po to, żeby mieć się do kogo
                                      codziennie usmiechnąć i poczuć się bezpiecznie, bo wtedy wszystkie
                                      strachy wydają się mniejsze lub w ogóle znikają. I tego życzę:)

                                      Powodzenia!:)
                                      • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.08, 11:40
                                        Trudny charakter? Mnie bardzo ciężko do czegokolwiek przekonać.
                                        Chyba też nie mam łatwego charakteru. Może to wynika z tego, że
                                        nigdy mi nie mówiono, że jestem mądra, ładna, nigdy mnie nie
                                        nauczono samodzielności, wiary w siebie itp. Wiecznie roztaczano
                                        nade mną parasol ochronny. A jednak ciągle mnie pchano w ramiona
                                        chłopaków, mężczyzn. Wiedząc jaki jest tata i brat, buntowałam się.
                                        Teraz to mężczyźni chcą mnie zdobyć a ja jestem niedostępna. Wiem,
                                        że pewnie miło by było być z kimś, poczuć ciepło w sercu, poczuć się
                                        spokojnie i bezpiecznie, tylko czy ja tak bym potrafiła? Może ja po
                                        prostu jestem zimna i nie umiałabym?
                                        • only_aguska Re: na pewno jest różnica 06.07.08, 18:22
                                          A moze powiinas sama zobaczyc???? Nie zadawaj tych pytam nam tylko sobie ale
                                          najpierw musisz sie przekonac aby odpowiedziec na te pytania.
                                          • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.08, 11:23
                                            Sobie? Ja znam odpowiedź, albo tylko tak mi się wydaje.
                                        • katinka6 Re: na pewno jest różnica 06.07.08, 19:05
                                          Wątek miał być romantyczny, a robi się psychologiczny:) Ale tak
                                          bywa:)


                                          Gość portalu: co za róznica? napisał(a):

                                          > Trudny charakter? Mnie bardzo ciężko do czegokolwiek przekonać.
                                          > Chyba też nie mam łatwego charakteru.

                                          Napisałam o trudnym charakterze, bo nie znalazłam równie ważnego
                                          porównania do choroby, o której piszesz. Upór nie zawsze jest czymś
                                          nagannym. Wszystko zależy od sytuacji. Jeżeli potrafi sie uzasadnić
                                          swoje stanowisko, to trwanie przy nim chyba nie jest czymś złym.
                                          Zawsze jednak trzeba być gotowym negocjacji:) Uzywanie argunemtu" Bo
                                          tak!" świadczy raczej o braku szacunku dla drugiego człowieka.

                                          to wynika z tego, że
                                          > nigdy mi nie mówiono, że jestem mądra, ładna,

                                          Dom jest na pewno najpierwszym i najważniejszym miejscem, w którym
                                          kształtujemy się jako ludzie. Wyniesiony z niego obraz nosi się w
                                          sobie całe zycie i niezmiernie trudno jest się go pozbyć, jeżeli
                                          jest zły. Zdarza się, że nawet jako dorośli ludzie ciągle patrzymy
                                          na siebie okiem rodzica, a to potrafi bardzo negatywnie rzutować na
                                          relacje z ludźmi. Bo w ich oczach nie widzimy ich, tylko to, od
                                          czego chciałoby się uciec. A intencje ludzi są czasami zupełnie
                                          inne. Ale do tego trzeba dojść, a droga jest bardzo długa. Czasami w
                                          trakcie jej przebywania bardzo dużo się niszczy.


                                          nigdy mnie nie
                                          > nauczono samodzielności, wiary w siebie itp. Wiecznie roztaczano
                                          > nade mną parasol ochronny.
                                          Nie wiem, jak to jest, bo ja zawsze musiałam być samodzielna i nikt
                                          mnie przed niczym nie chronił. Zawsze sama podejmowałam decyzje i
                                          ponosiłam ich konsekwencje. I tak jest do dziś.


                                          A jednak ciągle mnie pchano w ramiona
                                          > chłopaków, mężczyzn. Wiedząc jaki jest tata i brat, buntowałam
                                          się.
                                          > Teraz to mężczyźni chcą mnie zdobyć a ja jestem niedostępna.

                                          Hm, no skoro chcą Cię zdobywać, to chyba masz powód do zadowolenia:)
                                          Bo mnie nie zdobywają:( Myśle, że po prostu jest fajnie stworzyć coś
                                          WSPÓLNIE z drugim człowiekiem.

                                          Wiem,
                                          > że pewnie miło by było być z kimś, poczuć ciepło w sercu, poczuć
                                          się
                                          > spokojnie i bezpiecznie, tylko czy ja tak bym potrafiła?
                                          Może ja po
                                          > prostu jestem zimna i nie umiałabym?

                                          Na to pytanie możesz odpowiedziec tylko Ty sama.

                                          Powodzenia!:)
                                          • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.08, 11:39
                                            Ja tylko napisałam, że wierzę, że miłość istnieje, ale nie dla mnie.
                                            To Wy ciągniecie mnie za język, próbujecie zmienić we mnie co nieco.
                                            Moj upór wynika raczej z przekory, grzęźnięcia w bagnie.
                                            Drażni mnie już wszystko w domu, ale nie mam wyjścia i muszę słuchać
                                            tej całej pseudo-psychologicznej papki co to powinnam zrobić, jak to
                                            powinnam zareagować itd.
                                            Nie mam dla siebie litości, to fakt.
                                            No cóż, Ty byłaś samodzielna, a na mnie wiecznie chuchano i
                                            dmuchano. Teraz zbieram tego efekty, bo teraz nagle mam być
                                            samodzielna bo mam tyle to a tyle lat.
                                            Co do mężczyzn, Oni lubią to jak wyglądam, ale nie da się mnie
                                            polubić takiej jak jestem teraz. To jest oczywiście moje zdanie.
                                            A zimno we mnie, wynika z obawy, tylko.
                                    • Gość: nielogiczna Re: na pewno jest różnica IP: *.adsl.inetia.pl 08.07.08, 21:15
                                      Alez ja właśnie piszę o Tobie :) Chciałabym, zebyś chociaz w słowach wyszła poza ten magiczny krąg - "ja i strach". W sumie niewiele tu napisałeś, ale słowo strach, boje się jest odmieniane przez wszystkie przypadki i w różnych osobach.
                                      Broń Boże nie chcę lekceważyć Twoich uczuc ani choroby, na pewno nie jest Ci łatwo w życiu, jeszcze z taką rodziną, w której nie czujesz oparcia. Ale wybacz - moim zdaniem Twoja choroba to tylko zasłona dymna, co innego jest problemem a choroba to tylko wygodna wymówka, zeby nic z tym nie robić. Przez całe życie nie będziesz mogła uciekać przed miłością. Kiedyś staniesz z nią twarzą w twarz. I co wtedy zrobisz? Oczywiście własną postawą można zabić najpiękniejsze, rodzące się uczucie, Tylko po co...

                                      Napisałes, ze może nie jesteś zdolna do uczuć, miłości, do bliskości z drugim człowiekiem. Moim zdaniem jesteś :) pod warunkiem, że sama sobie nie wmówisz, że tak nie jest...


                                      • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.08, 13:07
                                        Jak mam to zrobić? Jak w słowach wyjść poza strach? Czuję jasno
                                        blokadę. Co innego w przypadku ludzi pozornie zdrowych, co innego w
                                        moim przypadku, gdy już od 17.go roku życia bywam w szpitalach raz
                                        na jakiś czas. Ostatnim razem, 4 lata temu, postawiono mi wstępną
                                        diagnozę, którą lekarz-specjalista obalił. Niby poczułam ulgę, ale
                                        podświadomie dalej w to brnęłam. W tym roku to wróciło na całego.
                                        Tym razem zostanie postawiona ostateczna diagnoza, mam nadzieję.
                                        Piszesz, że choroba to zasłona dymna? Może. :-( Mając ponad 30 lat i
                                        nigdy nie będąc z mężczyzną, mam prawo się bać. Wiedząc dodatkowo,
                                        że wisi nade mną topór, tym bardziej. Wegetując od wielu lat jeszcze
                                        bardziej.
                                        Jeśli stanę z miłością oko w oko, zatrzasnę jej drzwi przed nosem.
                                        Do uczucia trzeba dorosnąć. Boję się, że raniłabym tylko sobą,
                                        zamiast dawać z siebie to, co najlepsze.
                                        • Gość: nielogiczna Re: na pewno jest różnica IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.08, 20:38
                                          Wiesz, nie chcę nie chcę tutaj rzucać radami typu "zrób to a to i będziesz szczęśliwa". Będziesz albo nie będziesz, to zależy od wielu czynników, nie ma prostych recept na skomplikowane problemy. Jeteś przekorna - ja też :) Dlatego wybacz, że jak reszta, "ciągnę Cię za język" ale to przecież niemożliwe żeby młoda osoba skazywała się na takie życie.

                                          Masz prawo się bać, strach to naturalna reakcja na nieznane. Każdy się boi, doświadczenie w związkach nie chroni (albo tylko w pewnym stopniu) przed błędami, porażkami, porzuceniami, zdradami... Pytasz czy będziesz ranić - no pewnie tak :) Tak mi sie wydaje, że byłabyc bardzo "najeżona" i zniechęcała swoją postawą "kandydata na kandydata", żeby sobie Bóg wie czego nie pomyślał i żeby od początku zobaczył jaka jesteś okropna. To może zniechęcać... Postawa Twojej rodziny mnie nie dziwi, najpierw chuchali i dmuchali na chorą a teraz usiłują nadrobić to co zaprzepaścili przez poprzednie lata i "wypychają" Cię do życia. Martwią się o Ciebie, chcą dla Ciebie jak najlepiej ale marnie im to wychodzi, jak widać. Ale oni to oni, a to przecież Twoje życie, mogą pomagać i wspierać, mogą przeszkadzać ale koniec końców Ty zostaniesz ze sobą, ze swoim życiem i z tym bagażem.

                                          Co robić? to trudne pytanie... Pierwszy krok już zrobiłaś - nie podoba Ci się Twoje dotychczasowe życie, weszłaś na forum, żeby o tym powiedzieć, to pierwszy krok do zmian. Moim zdaniem na początek, żeby zniwelować słowo STRACH zacząć pisać/mówić "boję się ale.." chcę spróbować, zobaczyć jak to jest, a może się uda...? Druga rzecz - w tym wątku tak wygląda że jesteś Ty, strach i choroba (plus rodzinka) a jacyś znajomi, koleżanki, koledzy...? Twoje życie nie może się koncentrowac li tylko na chorobie (choć siłą rzeczy tak się dzieje) i na facecie, którego nie chcesz. A myślałaś o profesjonalnej pomocy, kontakcie z psychologiem? My, jak tu wszyscy jesteśmy, możemy dawać Ci tysiąc rad i pisać, pisać, pisać i trzymać kciuki ale realnej pomocy na forum nie znajdziesz...

                                          Kończąc już mój przydługi post, życzę Ci z całego serca, żeby diagnoza okazała się pomyślna i żeby demony z przeszłości nie wpływały aż tak bardzo na przyszłość :)


                                          • Gość: co za róznica? Re: na pewno jest różnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.08, 13:59
                                            Czy kiedykolwiek czułaś zagrożenie dla Twojego zycia? Ja czuję
                                            teraz, bo co to będzie za życie jeśli diagnoza się potwierdzi?
                                            Choroba mnie nie zabije. Nie wiem czy cieszyc się czy płakać. :-(
                                            Postawiłaś wstępną diagnozę mnie. " byłabyc bardzo "najeżona" i
                                            zniechęcała swoją postawą "kandydata na kandydata ". Już taka
                                            jestem. Jeśli znajdzie sie ktoś kogo to nie zniechęci, to pewnie
                                            pęknę.
                                            Co do rodziny, wtedy nie byłam chora. Dopiero jak miałam 17 lat
                                            poszłam do szpitala. Później były 4 lata przerwy i wszystko szybko
                                            wróciło do normy u mnie. Rodzina przywiązała mnie do siebie i trudno
                                            mi sie wyrwać z tych lin krępujących mnie i duszących jak fikus
                                            drzewo. Niewiarygodne jaki wpływ na człowieka może miec rodzina i
                                            otoczenie.
                                            Koledzy, koleżanki, znajomi? Są w necie, tylko. W życiu realnym
                                            jestem niejako dla rodziny. Co mówią, to robię. :-(
                                            Nie chcę psychologa, dlatego, że wstydzę się mówić o sobie komuś
                                            kogo nie znam. Wiem, ze Was też nie znam, ale tutaj czuję się
                                            anonimowa poniekąd.
      • Gość: co za róznica? Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.08, 22:16
        Dziękuję wszystkim osobom dyskutującym ze mną za próbę otworzenia mi
        oczu.
        • only_aguska Re: wierzysz.....? 12.07.08, 16:54
          Prosze bardzo:)
    • czarnulka19575 Re: wierzysz.....? 30.06.08, 23:06
      wierze, ale co do miłości to mi się raz przytrafiła, byłam jak obłąkana, nie
      wiedziałam jaki jest dzien tygodnia, zdarzyło mi sie wyjsc w niedziele do pracy
      (nigdy nie pracuje w wekendy), wyjśc z psem na dwór i wrócic bez niego, wkładac
      chleb do lodówki a masło do chlebaka, gościom postawic na ławie na serwetkach
      kawę zasypana ale nie zalana wodą (a jak niosłam powolutku to jesczcze starałam
      sie nie rozlać), spóźniać się notorycznie do pracy a na pytanie prezesa dlaczego
      się spóźniłam odpowiadałam z uśmiechem, że miałam miły ranek. Ogolnie mówiąc
      miłość jest gorsza od sraczki;)
      Ale chciałabym już jej dostać;(
      • katinka6 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 11:26
        Myslę, że dla dobra otoczenia powinnaś być zawsze zakochana:))))) I
        nie mam nic złego na myśli! Zmartwił mnie tylko powrót ze spaceru
        bez psa:(
        • czarnulka19575 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 11:39
          suka wróciła po kilku godzinach w miłym otoczeniu kilku samców;
          ((((((((((
          • czarnulka19575 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 11:40
            a tak sobie właśnie pomyślałam, że moze jakby ktoś mnie tak
            zgubił;))))))))
            • katinka6 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 15:40
              czarnulka19575 napisała:

              > a tak sobie właśnie pomyślałam, że moze jakby ktoś mnie tak
              > zgubił;))))))))

              Wiesz co? Tylko nie zrozum mnie źle, proszę! Mam ostatnio strasznie
              kiepski czas w życiu, ale przyznam, że po przeczytaniu Twoich postów
              uśmiałam się do lez:))))))))))))))))) To pewnie też dlatego, że
              natychmiast wyobrażam jako scenki to wszystko, o czym piszesz:))))

              Pozdrawiam:)
      • tini_1 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 12:27
        To sa typowe objawy:))
        Ja juz wstawilam zelazko do lodowki :))
        Jaki pomylony jest wtedy swiat, kiedy to sie przytrafi:)
        Pomimo tych wszystkich glupich bledow jest cudownie:)
        Dobrze tylko, ze nie wszyscy zakochuja sie w tym samym momencie, wtedy swiat
        stalby do gory nogami, :))
        • only_aguska Re: wierzysz.....? 01.07.08, 13:09
          Ale nie zawsze jest tak pieknie... Czasem ta milosc jest nieodwzajemniona;/
          • tini_1 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 13:13
            Fakt, wtedy jest do doooo...:(
            • only_aguska Re: wierzysz.....? 01.07.08, 14:30
              No wlasnie... Jest smutek, lzy i rozczarowanie... brak odwagi i wiary w siebie i
              zaczyna sie myslenie...
      • grazulka5 Re: wierzysz.....? 05.07.08, 21:14
        ja nie wiem czy pokocham ponownie, czasami wydaje mi się, że jestem
        wypalona w środku, za dużo rozczarowań, tylko ta myśl , że inni
        ludzie zakochują się ze wzajemnością mnie trochę przygnębia....
        • only_aguska Re: wierzysz.....? 06.07.08, 10:15
          Milosc przychodzi wtedy kiedy tego nie oczekujemy...;] Ale jest piekna mimo ze
          czasem nie odwzajemniona...:) Piekna rzecza jest to ze mozemy kogos kochac i byc
          kochanym;] To zycie..ono nas uczy tej"milosci" ktora odrzucamy nie raz!
    • czarnulka19575 Re: wierzysz.....? 01.07.08, 16:02
      zapomniałam jeszcze dodać, że w owym czasie kiedy byłam zasiurana po uszy,
      wracając z pracy potykając się o wystające z chodnika nierówno położone kafle,
      oczywiście z telefonem w ręku, bo jakże inaczej:), nie rozumiejąc zupełnie
      kierowców, którzy zdenerwowani na mnie trąbili , bo chodizłam jak święta krowa
      tam, gdzie akurat nie wolno przechodzić (ja nie patrzałam na nich, bo wierzyłam,
      ze im się bardzo podobam i dlatego trąbią). No i tak własnie pewnego dnia idąc
      jak ciele malowane wzdychając, potykając się zasżłam pod dom ale nie mój tylko
      moich rodziców, bo jakoś tak zapomniało mi się, że kilka lat mieszkam na innej
      ulicy.
      • sheilarock Re: wierzysz.....? 03.07.08, 22:14
        Ja myślałam kiedyś podobnie, nie kochać jest lepiej, bo to słabość,
        ktoś to wykorzysta, będę cierpieć.

        A teraz nagle zrozumiałam ile czasu straciłam..
        (nie jestem teraz szczęśliwie zakochana- dodaję)

        Bo jak przeczytałam ostatnio: nie wolno nam rezygnowac z miłości..
        nawet za cenę rozczarowań, porażek... kto z niej rezygnuje -
        przegrywa życie...

        • only_aguska Re: wierzysz.....? 03.07.08, 22:53
          Pieknie napisane:D
        • katinka6 Re: wierzysz.....? 04.07.08, 20:10
          Przechodząc dziś koło stojaka z gazetami, na pierwszej
          strinie "Gali" lub Vivy" - zawsze mi się te gazety mylą:) -
          zaobaczyłam zdjęcie Kasi Kowalskiej w ciąży i jej słowa, których
          dokładnie nie pamiętam, ale chodziło o to, że trzeba umieć znaleźć w
          sobie odwagę do bycia z drugim człowiekiem. Przypomniały mi się
          natychmiast takie przeczytane kiedyś gdzieś słowa: "Odwaga nie
          polega na tym, aby się nie bać, tylko aby ten strach w sobie
          przełamywać". To "przełamywanie" bywa dla niektórych jednostek:)
          bardzo trudne, ale może warto. Dopóki starcza sił. I właśnie żeby
          nie przegrać życia:)
          • Gość: nielogiczna Re: wierzysz.....? IP: *.adsl.inetia.pl 04.07.08, 22:26
            Tak. Do miłości, jak i do życia potrzeba odwagi.
            • Gość: lodiczna Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.08, 23:12
              Czyli większość osób rozwiedzionych to nieodważni,
              którzy uciekają przed życiem i jego problemami?
              • Gość: nielogiczna Re: wierzysz.....? IP: *.adsl.inetia.pl 04.07.08, 23:25
                ??? kompletnie nie rozumiem Twojego toku rozumowania. Odwagą bywa zakończenie związku a czasem kontynuowanie. Zaczynanie "od nowa" z tą samą osobą bywa trudniejsze ale czasem niemożliwe, dlatego ludzie się rozstają. I własnie po rozwodzie trzeba mieć odwagę, żeby pokochać i dać sobie szansę życia w nowym związku, tak jak np. cytowana wyżej Kasia Kowalska.
                • Gość: lodiczna Re: wierzysz.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.08, 15:51
                  Oczywiście szansę na nowy związek ma każdy ale większość "marnieje" w samotności
                  albo wiąże sie z przypadkowymi osobami.
                  Rozwód dla nowej miłości ma sens.
    • Gość: niedowiarek Re: wierzysz.....? IP: *.adsl.inetia.pl 13.07.08, 15:36
      NIE WIERZĘ !!!!!!...już w nic nie wierzę-oooooooo,i taka będę,KONIEC
      I KROPKA !!!!
      • only_aguska Re: wierzysz.....? 13.07.08, 16:03
        hehe:) Dobre niedowiarku.. A czemu nie wierzysz?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka