30.08.08, 23:45
„Mroczna aleja wczorajszego dnia”

Wczorajszy dzień powraca tu
ciemną aleją dziewczęcego snu
Ktoś w księdze mroku zamknął los
by grzech zapomnienia stawał się co świt
Lecz coraz częściej słyszysz głos
I krew pulsuje intensywnie zbyt

Wiec kiedy tylko oczy zmrużysz na oślep pragniesz ku marzeniom iść
Z raniących bose stopy cierni wróżysz czy to się stanie właśnie dziś
czy to już dziś

Tańczmy w powietrzu podaj dłoń
Zanurzmy ciała w nocy toń

Odbądźmy wśród gwiazd pogański chrzest
ich wieczny blask naszą szansą jest


Nauczę cię czułości choć cała drżę
Opowiem o jasności i sprawię że
Nie zlękniesz się nagości w ogrodzie czarnych róż
Uleczę cię z szaleństwa oswoję je
Uwierzysz że przekleństwa ominą cię
Bo magia czarnoksięska przestanie działać już

Dotknij mnie i przekonaj się co jest siłą
Dotknij mnie i przekonaj się
tak
to miłość

Więc kiedy tylko oczy zmrużysz na oślep pragniesz ku marzeniom iść
Z raniących bose stopy cierni wróżysz czy to się stanie właśnie dziś
Czy to już dziś

Tańczmy w powietrzu podaj dłoń
Zanurzmy ciała w nocy toń

Odbądźmy wśród gwiazd pogański chrzest
ich wieczny blask naszą szansą jest



pl.youtube.com/watch?v=J6Az3snCiAM&feature=related
Obserwuj wątek
    • Gość: viviene Re: Na dwa pa IP: *.crowley.pl 31.08.08, 08:54
      takie to prawdziwe,ze az przerażające:)
      • dwausmiechy Re: Na dwa pa 31.08.08, 21:16
        prawda taka bywa :)) np
        "Rumieńce lata pobladły,Liść złoty z wiatrem mknie.
        I klonom ręce opadły, i mnie... "
    • altinka Jak pięknie ...:) 31.08.08, 14:11
      W zmierzchu ciepłych półtonach, półcieniach,
      w biały jaśmin spowitej altanie,
      w atmosferze pełnej zrozumienia
      odbywało się nasze spotkanie.

      Na spotkaniu tym obecni byli:
      jeden księżyc, na niebie gwiazd parę,
      jeden słowik, co opodal kwilił,
      i ten jaśmin pachnący nad miarę.

      Jaśminowe chłonąc aromaty
      i słowika recital szalony,
      rozmawiałam z tobą na tematy
      interesujące obie strony.

      Blade gwiazdy świeciły wysoko
      i choć pora zrobiła się nocna,
      bezpośrednio i z troską głęboką
      przebiegała dyskusja owocna.

      Potem lok odgarnąłeś mi z czoła,
      dając dowód, że lody skruszone,
      tak przynajmniej powiada się w kołach,
      co od dawna są do nas zbliżone.

      I słuchałam w ten wieczór czerwcowy,
      rozmarzona, wzruszona szalenie,
      jak przebiegać ma proces odnowy
      i kontaktów dalsze polepszenie.

      Wsłuchiwałam się pełna rozkoszy,
      jak zapewniał baryton twój ciemny,
      że nim świt mroki nocy rozproszy,
      zaufanie powróci wzajemne.

      Nie wiem ja, czy się spełnią te plany,
      czy się miłość twa przeszkód nie zlęknie,
      lecz na razie przyznaję, kochany,
      mówić o tym potrafisz przepięknie ...

      (Relacja liryczna W.Młynarski)
      • dwausmiechy Re: Jak pięknie ...:) 31.08.08, 20:59
        Na srebrnym balkonie pękatym,
        w smudze lipowych olejków,
        milczymy. W skrzyniach drżą kwiaty,
        powój dźwiga noc w poblakłym lejku.

        Twoje usta są teraz nocne,
        i blade jak usta księży.
        Oczy masz srebrne i mocne,
        a włosy przygładzone przez księżyc.

        Księżyc ma kołnierz z tęczy.
        Wszystko jest dziś maskaradą.
        Jak pajac przede mną klęczysz...
        Teraz maskę nakładasz bladą.

        Czy ci wierzyć? Z chmur kapią blaski,
        niebo jest jak puch perlicy,
        a cień twój długi i płaski
        zaczepia kobiety na ulicy!


        M.Pawlikowska Na balkonie
        • altinka A gdy uwierzy mimo cienia 01.09.08, 18:35

          dwausmiechy napisała:

          (...)

          > Czy ci wierzyć? Z chmur kapią blaski,
          > niebo jest jak puch perlicy,
          > a cień twój długi i płaski
          > zaczepia kobiety na ulicy!
          >
          >
          > M.Pawlikowska Na balkonie

          To czy ...

          "Tak bałeś się miłości mej
          A ja kochałam cię mniej
          Wystarczył mi
          Twój uśmiech i
          Obecność i więcej nic
          Lubiłeś z kimś nagle wyjść i pójść
          Jak każe męski obyczaj wasz
          Wystarczył mi wbity w ścianę gwóźdź
          Na którym wisiał twój płaszcz

          Poszedłeś sobie któregoś dnia
          W tę stronę gdzie los cię niósł
          I chociaż wziąłeś ze sobą płaszcz
          To w ścianie był jeszcze gwóźdź

          Przez lata mgła i wiatr, i deszcz
          Ze sobą niosę swój chłód
          A w moim domu gorzej niż źle
          Ze ściany wyjęto gwóźdź

          Przez lata mgła i wiatr, i chłód
          Nie było jeszcze najgorzej tak
          Bo choć ze ściany wyjęto gwóźdź
          Pozostał mi po nim ślad

          Aż wreszcie ślad bezpowrotnie znikł
          Gdy przykrył go nowy tynk
          Została pewność, że gwoździa ślad
          Przedwczoraj jeszcze tam był

          Tak bałeś się miłości mej
          A ja kochałam cię mniej
          Wystarczył mi
          Twój uśmiech i
          Obecność i więcej nic
          Nadstawić twarz na serdeczny wiatr
          I słyszeć cichy gitary śpiew
          A co ja z tego wszystkiego mam
          Kochany, nie twoja rzecz

          (J.Kofta, wg N.Matwiejewej)

          pl.youtube.com/watch?v=6RdzJxhfyxQ
          • dwausmiechy a to było dla przyjemności :) 06.09.08, 22:04
            -Czy może pan zostać tutaj całą noc
            I być ze mną
            Żebym nie musiała obsługiwać żadnego z tych głupców

            ^Dobrze zostaję.

            -Tylko niech się pan we mnie nie zakocha
            Z takimi jak pan to wszystko możliwe

            ^Po pierwsze za duzo pani gada
            A po drugie marnuje się pani

            -Marnuję się! Zaraz powie mi pan, że jestem inna niż wszystkie
            I że chciałby pan ze mną uciec w jakieś wiejskie zacisze
            Niech pan lepiej idzie do domu

            ^Nie pójdę do domu, bo w domu czuję się mniej więcej tak jak pani tutaj. A o
            wiejskim zaciszu to możemy ewentualnie potem jeszcze pomówić
            Chodźmy tańczyć


            -To są straszne dziwki, udają wielkie damy ale kradną gdzie się da i każda
            sprzeda się za kawałek guzika
            Ja niedługo będę taka sama
            Dobrze że pan przyszedł . Własnie takie cos jak pan jest mi potrzebne.
            Takie ni to ni owo.
            Pierwszy raz mam wrażenie , ze jestem tu dla przyjemności


            -Kim pan właściwie jest?

            ^Ba. Sam chciałbym to wiedzieć

            -Tak pan mówi czasem jak poeta. Bez sensu ale ładnie. Niech pan powie co pan
            właściwie robi w życiu?

            ^Szukam pozytywnych wartości.

            -Co to znaczy?

            ^Nic nie znaczy tak sobie powiedziałem

            -No to co to za sens tak sobie mówić?

            ^Przecież jesteśmy tu dla przyjemności.

            -Prawda…


            pl.youtube.com/watch?v=nNrT9ys6-EU&feature=related
            • altinka Pożegnania 06.09.08, 23:37
              W tym filmie miłość zwyciężyła.
              Ten film ... ma klimat, którego potem nie odnalazłam w żadnym innym.
    • obrotowy proponuje jednak nie liczyc 31.08.08, 14:28
      na udany poganski chrzest z "przystojnymi arabami"
      (celowo z malej litery)

      to moze sie nie udac.
      a znam zbyt wiele takich przykladow.
      • dwausmiechy Re: proponuje jednak nie liczyc 31.08.08, 19:43
        hahaha
        zły kierunek, wychowałam się na Starej Baśni więc "pogański chrzest" kojarzy mi
        się zdecydowanie z braćmi Słowianami, oczarami, gusłami w głębokiej puszczy,
        mglą nad bagnami i krzykiem pustułki,
        mru mru
        wyprawy krzyżowe to już nie moja bajka :D
        • obrotowy Re: proponuje jednak nie liczyc 31.08.08, 22:00
          dwausmiechy napisała:
          > wyprawy krzyżowe to już nie moja bajka :D

          no to moja bajka , bo je lubie i byly sluszne

          ale jesli nie chodzi (Ci) o islamuskow
          - to odetchnalem :)
          • dwausmiechy Re: proponuje jednak nie liczyc 06.09.08, 22:15
            Nie martw się :)) No Pasarán !


    • dwausmiechy Re: Na dwa pa 12.09.08, 21:34

      A gybyśmy nigdy się nie spotkali
      Minęli na życia tle?
      I gdyby nas nic nie łączyło wcale
      A wspólny los wahał się?

      Kto postanawia,
      Że jedyny raz na Ziemi
      Na jedną chwilę, ty i ja
      Odnajdujemy się
      I zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat?

      A gdybyśmy nie pokochali nigdy
      Zgubili, spóźnili się?
      Byliby z nas ludzie zupełnie inni.
      A czy szczęśliwi, kto wie?

      Ale uznano,
      Że jedyny raz na Ziemi
      Na jedną chwilę, ty i ja
      Mamy odnaleźć się
      I zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat

      Czasami myślę o prawdobodobnym świecie,
      Gdzie jednak się mijają ślady naszych stóp.
      Co wtedy dzieje się z duszami naszych dzieci,
      Nim czyjaś inna miłość je zaprosi tu?

      Kto postanawia,
      Że jedyny raz na Ziemi
      Na jedną chwilę, ty i ja
      Odnajdujemy się
      I zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat?

      pl.youtube.com/watch?v=NyXjMM19zoY&feature=related
    • Gość: pożegnanie Re: Na dwa pa IP: *.chello.pl 13.09.08, 09:56
      pl.youtube.com/watch?v=kXKxgoY_NdU
      Wystukaj po torach do mnie list
      Wtedy naprawdę nie wyjedziesz cała
      Niech będzie w nim lokomotywy gwizd
      Tylko to zrób jeszcze dla mnie - Mała

      Wystukaj po torach do mnie list
      Choćby w alfabecie Morse'a
      Moja ulica jeszcze twardo śpi
      Jeśli tak chcesz w liście zostań

      A mogliśmy - Mała - razem łąką iść
      Świt witać po kolana w rosie
      A mogliśmy - Mała - razem piwo pić
      Dom nasz zamienić na sto pociech

      A mogliśmy - Mała - konie kraść
      Z niebieskiego boskiego pastwiska
      A mogliśmy - Mała - w środku lata
      Zbudować słoneczną przystań

      Napisz od serca do mnie list
      I zamieszkaj w tym liście cała
      Niech śmiechu dużo będzie w nim
      Obiecaj mi to dzisiaj - Mała

      Napisz od serca do mnie list
      Lecz - proszę - nie wysyłaj go nigdy
      W szufladzie zamknij go na klucz
      Niech czeka wciąż lepszych dni...
      • osv Kto to wie... 13.09.08, 10:11
        "Vem vet..."

        Du är en saga för god för att vara sann
        det är en saga i sig att vi funnit varann
        vi kunde lika gärna
        aldrig nånsin mötts
        eller var vårt möte
        redan bestämt långt innan vi fötts
        vem vet, inte du
        vem vet, inte jag
        vi vet ingenting nu
        vi vet inget idag
        vem vet, inte du
        vem vet, inte jag
        vi vet ingenting nu
        vi vet inget idag

        Vem vet, inte du
        vem vet, inte jag
        vi vet ingenting nu
        vi vet inget idag
        vem vet, inte du
        vem vet, inte jag
        vi vet ingenting nu
        vi vet inget idag

        Du är en saga för god för att vara sann
        det är en saga i sig att vi funnit varann
        vi kunde lika gärna
        aldrig nånsin mötts
        eller var vårt möte
        redan bestämt långt innan vi fötts
        vem vet, inte du
        vem vet, inte jag
        vi vet ingenting nu
        vi vet inget idag
        vem vet, inte du
        vem vet, inte jag
        vi vet ingenting nu
        vi vet inget idag

        pl.youtube.com/watch?v=42JOswXMm64


        " Kto to wie..."

        Ty jestes BAJKA, ktora jest zbyt piekna, aby byla prawdziwa.
        To juz jest samo w sobie bajeczne, ze my odnalezlismy siebie.
        Moglibysmy rownie dobrze
        nigdy sie nie spotkac...
        A moze to spotkanie zaplanowane bylo
        zanim jeszcze sie urodzilismy?
        Kto to wie? Nie Ty.
        Kto wie? Nie ja.
        Nie wiemy nic na teraz.
        Nie wiemy niczego na dzis.
        Kto to wie? Nie Ty.
        Kto wie? Nie ja.
        Nie wiemy nic na teraz.
        Nie wiemy niczego na dzis.

        Kto to wie? Nie Ty.
        Kto wie? Nie ja.
        Nie wiemy nic na teraz.
        Nie wiemy niczego na dzis.
        Kto to wie? Nie Ty.
        Kto wie? Nie ja.
        Nie wiemy nic na teraz.
        Nie wiemy niczego na dzis.

        Ty jestes BAJKA, ktora jest zbyt piekna, aby byla prawdziwa.
        To juz jest samo w sobie bajeczne, ze my odnalezlismy siebie.
        Moglibysmy rownie dobrze
        nigdy sie nie spotkac...
        A moze to spotkanie zaplanowane bylo
        zanim jeszcze sie urodzilismy?
        Kto to wie? Nie Ty.
        Kto wie? Nie ja.
        Nie wiemy nic na teraz.
        Nie wiemy niczego na dzis.
        Kto to wie? Nie Ty.
        Kto wie? Nie ja.
        Nie wiemy nic na teraz.
        Nie wiemy niczego na dzis.

        Bajecznej jesieni...
        i SLONCA
        ...takiego jak dzis.

        : ))
    • saszka77 Re: tylko trochę z innej bajki... 14.09.08, 09:06
      Ujrzałem kometę ze złotym warkoczem,
      zaśpiewać jej chciałem, lecz znikła mi z oczu
      Raz jeszcze błysnęła tam w drzewach, a potem
      Zostały mi w oczach monety dwie złote.

      Monety ukryłem pod dębem w szczelinie,
      nim znowu nadleci, nasz czas dawno minie
      Nas już tu nie będzie ,gdy ona powróci
      A chciałem komecie piosenkę zanucić.

      O lesie, o trawie, o wodzie
      O śmierci, z która nam zmierzyć się przychodzi
      O zdradzie, miłości , o świecie
      O wszystkich ludziach,co tu na tej żyli planecie.

      Ruszają pociągi w niebieskie rozjazdy
      Pan Kepler ustalił im tam rozkład jazdy
      Odnalazł wpatrzony w gwieździste przestrzenie
      blask tej tajemnicy, co jest nam jak brzemię.

      Cień wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie,
      że tylko z człowieka się człowiek narodzi
      Że drzewem z gałęzią wciąż łączy się korzeń
      Krew naszych nadziei szybuje przestworzem.

      Ujrzałem kometę na niebie szerokim
      jak relief artysty z minionej epoki
      Sięgnąłem, by chwycić, zatrzymać dla siebie
      I naraz pojąłem, jak mały jest człowiek.
      Jak posąg Dawida wykuty w marmurze
      Wciąż stałem, czekałem komety tam w górze.

      Ech, pycho żałosna! Gdy znów błyśnie w drzewach
      nas juz tu nie będzie, kto inny zaśpiewa.

      O lesie, o trawie, o wodzie
      O śmierci, z którą nam zmierzyć się przychodzi.
      O zdradzie, miłości, o świecie
      Piosenka będzie to o nas i komecie.

      www.youtube.com/watch?v=eIct9dw65cY
      • osv Re: tylko trochę z innej bajki... 14.09.08, 11:07
        Niebo złote ci otworzę,
        w którym ciszy biała nić
        jak ogromny dźwięków orzech,
        który pęknie, aby żyć
        zielonymi listeczkami,
        śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
        aż ukaże jądro mleczne
        ptasi świst.

        Jeno wyjmij mi z tych oczu
        szkło bolesne - obraz dni,
        które czaszki białe toczy
        przez płonące łąki krwi.
        Jeno odmień czas kaleki,
        zakryj groby płaszczem rzeki,
        zetrzyj z włosów pył bitewny,
        tych lat gniewnych
        czarny pył.

        Kto mi odda moje zapatrzenie
        i ten cień, co za tobą odszedł?
        Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc,
        jak rośliny - są coraz młodsze.

        I niedługo już - tacy maleńcy,
        na łupinie orzecha stojąc,
        popłyniemy porom na opak
        jak na przekór wodnym słojom.

        I tak w wodę się chyląc na przemian
        popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
        tylko płakać będą na ziemi
        zostawione przez nas nasze cienie.

        Ziemię twardą ci przemienię
        w mleczów miękkich płynny lot,
        wyprowadzę z rzeczy cienie,
        które prężą się jak kot,
        futrem iskrząc zwiną wszystko
        w barwy burz, w serduszka listków,
        w deszczów siwy splot.

        Jeno wyjmij mi z tych oczu
        szkło bolesne - obraz dni,
        które czaszki białe toczy
        przez płonące łąki krwi.
        Jeno odmień czas kaleki,
        zakryj groby płaszczem rzeki,
        zetrzyj z włosów pył bitewny,
        tych lat gniewnych
        czarny pył.

        Długą wijącą się wstęgą głos ciepły w powietrzu stygnie,
        aż jego dosięgnie w zmroku i szept przy ustach usłyszy.
        "Kochany" - szumi piosenka i głowę owija mu, dzwoni
        jak włosów miękkich smuga, lilie z niej pachną tak mocno,
        że on, pochylony nad śmiercią, zaciska palce na broni,
        i wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy - czuje,
        że skrzypce grają w nim cicho, więc idzie ostrożnie powoli,
        jakby po nici światła, przez morze szumiące zmroku
        i coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków,
        aż się dopełnia przestrzeń i czuje głos miękki
        stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągniecie ręki.
        "Kochany" - szumi piosenka, więc wtedy obejmą ramiona.

        Las nocą rośnie. Otchłań otwiera
        usta ogromne, chłonie i ssie.
        Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
        i krzyk wysoki we mgle, we mgle.

        Jeno wyjmij mi z tych oczu
        szkło bolesne - obraz dni,
        które czaszki białe toczy
        przez płonące łąki krwi.
        Jeno odmień czas kaleki,
        zakryj groby płaszczem rzeki,
        zetrzyj z włosów pył bitewny,
        tych lat gniewnych
        czarny pył.


        www.youtube.com/watch?v=FwwZZTSQwHk

        " Du Sålde Våra Hjärtan "

        Du sålde mitt hjärta
        på realisation
        och du sålde min stolthet
        på närmaste auktion
        du sålde min värdighet
        och min innersta hemlighet
        av allt det jag gav har du ingenting kvar
        jag ger vad jag har
        men du ger ingenting tillbaks

        Jag lämnar dig här
        jag måste gå nu
        ja, jag lämnar dig här
        för jag vill aldrig, aldrig, aldrig bli som du

        För du sålde ditt hjärta
        du sålde din själ så inte känner du smärta
        när jag tar mitt farväl
        inget smärtar en hjärtlös man
        säg vad en man utan hjärta inte kan
        av allt det jag gav har du ingenting kvar
        jag ger vad jag har
        men du ger ingenting tillbaks

        Så jag lämnar dig här
        jag måste gå nu
        ja, jag lämnar dig här
        för jag vill aldrig, aldrig, aldrig bli som du

        Du sålde mitt hjärta
        och allt som var vårt
        jag undrar än hur du kunde
        du sa det var inte svårt
        nej, inget smärtar en hjärtlös man
        säg vad en man utan hjärta inte kan
        av allt det jag gav har du ingenting kvar
        jag ger vad jag har
        men du ger ingenting tillbaks

        Så jag lämnar dig här
        jag måste gå nu
        ja, jag lämnar dig här
        för jag vill aldrig, aldrig, aldrig bli som du
        för du sålde våra hjärtan
        du sålde våra hjärtan
        ja, du sålde våra hjärtan
        du sålde våra hjärtan

        *****

        "Ty sprzedales NASZE SERCA"

        Sprzedales moje serce
        za bezcen na wyprzedazy.
        Sprzedales moja dume
        na najblizszej aukcji.
        Sprzedales moja godnosc
        i moje najskrytsze mysli.
        Z tego co Ci ofiarowalam
        nie masz juz nic.
        Daje to co mam,
        Ty w zamian nie dajesz nic.

        Zostawiam Cie tutaj.
        Musze juz isc.
        Tak, zostawiam Cie tutaj,
        bo ja NIGDY, NIGDY, NIGDY
        nie chce byc taka jak Ty.

        To Ty sprzedales NASZE SERCA,
        Sprzedales swoja DUSZE, wiec nie odczujesz bolu,
        kiedy odejde.
        Nic nie jest w stanie zranic faceta
        bez serca.
        Powiedz mi, czego nie jest w stanie zrobic
        facet bez serca.
        Z tego co Ci ofiarowalam
        nie masz juz nic.
        Daje to co mam,
        Ty w zamian nie dajesz nic.

        Zostawiam Cie tutaj.
        Musze juz isc.
        Tak, zostawiam Cie tutaj,
        bo ja NIGDY, NIGDY, NIGDY
        nie chce byc taka jak Ty.

        Sprzedales NASZE SERCA
        i wszystko co bylo nami.
        Zapytalam Cie, jak mogles?
        Odpowiedziales: To nie bylo trudne,
        faceta bez serca nie boli.
        Powiedz mi, czego nie jest w stanie zrobic
        facet bez serca.
        Z tego co Ci ofiarowalam
        nie masz juz nic.
        Daje to co mam,
        Ty w zamian nie dajesz nic.

        Zostawiam Cie tutaj.
        Musze juz isc.
        Tak, zostawiam Cie tutaj,
        bo ja NIGDY, NIGDY, NIGDY
        nie chce byc taka jak Ty.

    • dwausmiechy przewrotnie :) 21.09.08, 20:25
      * * *

      W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
      Zapodziani po głowy, przez długie godziny
      Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
      Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

      Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
      Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
      Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
      I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

      Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
      A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
      Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
      Owoce, przepojone wonią twego ciała.

      I stały się maliny narzędziem pieszczoty
      Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
      Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
      I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

      I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
      Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
      Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
      A chruśniak malinowy trwał wciąż
      dookoła...................................................................................................................

      pl.youtube.com/watch?v=yKaB-6QtAO4&feature=related
      • osv Lirycznie... 24.09.08, 21:05
        pl.youtube.com/watch?v=8rXG1A_E4rQ
        pl.youtube.com/watch?v=5TqVtr9mMVc&feature=related
        : ))
        • osv Autumn leaves... 27.09.08, 11:16
          pl.youtube.com/watch?v=K7-haKkFnT8
          pl.youtube.com/watch?v=L3YVil3Ajjs&feature=related
          pl.youtube.com/watch?v=wazOhkRuySI&feature=related
          • dwausmiechy Re: Autumn leaves...z ;) 30.09.08, 22:09

            pl.youtube.com/watch?v=VrmcMmXIiqs
      • altinka Re: przewrotnie, cd 27.09.08, 18:44
        "Siedzieliśmy jak w kinie
        na dachu przy kominie,
        a może jeszcze wyżej
        niż ten dach, dach, dach.
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Znalazłam cię w rynsztoku,
        bez szelek i widoków,
        za włosy cię wywlokłam
        spoza krat, krat, krat.
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Kazałam cię wyczyścić,
        posłałam do dentysty,
        wsadziłam pół Cedetu
        na twój grzbiet, grzbiet, grzbiet.
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Włóczyłam cię po sklepach,
        bo byłeś jak Mazepa,
        samego masz obuwia
        z dziesięć par, par, par.
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Prosiłam godzinami,
        byś przestał jeść palcami,
        mówiłam co spasiba,
        co pardom, dom, dom.
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Wbijałam w łeb,
        jak dziecku,
        po rusku, po niemiecku:
        nie na to jest perfuma,
        byś ją pił, pił, pił.
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Przytyłeś mi - ty łotrze,
        bo miałeś według potrzeb,
        czy dziś obywatela
        na to stać?
        A ty mnie precz wygnałeś
        i tamtą pokochałeś,
        to po całowałeś mnie
        wtedy tak?

        Ty jesteś kawał drania,
        to nie do wytrzymania,
        na diabła mi potrzebny
        taki chłop, chłop, chłop?
        Wystawię ci rachunek
        za wikt i opierunek,
        za każdy pocałunek -
        zapłać!
        Albo wróć.
        Wróć."

        pl.youtube.com/watch?v=zgcVDLKMtRQ
        :)
        • dwausmiechy Re: przewrotnie, cd 30.09.08, 21:54

          No to czego chcesz?
          Moje kiecki chcesz - to bierz.
          Nie bogaty z ciebie czart,
          bierz co chcesz:
          czarne perfumy, tuzin kart.
          No to o co grasz?
          Parę oczu chcesz - to masz,
          pare kobiet, pare lat,
          bierz co chcesz,
          gramy na forsę: szach i mat.

          Pan unosi brew,
          pan apetyt ma na krew,
          bardzo proszę - podpis mój.
          Jasna rzecz, gra jest o skórę,
          nie o strój.
          No, jak tak to tak.
          Jest pergamin, sznur i hak,
          popatrz, diable prosto w twarz,
          graj va banque.
          Moje warunki dawno znasz.
          Na pokuszenie zawiedź mnie,
          w niebo-piekło ze mną zagraj raz.
          Przypomnij zapach grzechu, wstrzymaj czas.
          Ach, na pokuszenie,
          zawiedź,
          zawiedź,
          zawiedź,
          zawiedź mnie.

          No to czego znów?
          Już dostałeś stada krów
          i czerwony nosisz pas,
          a ty co?
          Nowe rozdanie,
          jeszcze raz?
          Gwiżdzę na ten świat,
          chcesz - to gramy, bo to grat.
          Miska wody,
          mury gór,
          szary świt,
          czarne perfumy,
          błagań chór.
          Na pokuszenie zawiedź mnie,
          w niebo-piekło ze mną zagraj raz.
          Przypomnij zapach grzechu, wstrzymaj czas.
          Ach, na pokuszenie zawiedź,
          zawiedź,
          zawiedź
          zawiedź mnie.

          pl.youtube.com/watch?v=8c9rL9oOhlM&feature=related
          • altinka Re: przewrotnie, cd 01.10.08, 17:38
            "Podaję Ci rękę, ty mówisz że mało
            Podaję Ci usta, ty prosisz o więcej
            Oddaję Ci serce, oddaję Ci ciało
            Ty czekasz i mówisz, to mało, to mało

            Masz oczy marzące, i styl bycia luźny
            Na pozór łagodny, okrutny jesteś i próżny
            Kiedy zechcesz jestem, gdy zechcesz odchodzę
            Czego pragniesz jeszcze, bym mogła z Tobą być

            Tak mało zostawiłam, sobie do obrony
            Ty nienasycony, wciąż nienasycony
            Oddałam Ci serce, oddałam Ci ciało
            Odchodzisz i mówisz, mało..."

            pl.youtube.com/watch?v=iW--otrdjMg

            • dwausmiechy Re: przewrotnie, cd 01.10.08, 20:24
              W rozgwarze kawiarnianym
              W przyćmionym świetle lamp
              Znów siedze zasłuchana
              w melodię bliską nam

              Codziennie zmierzchu pora
              Tu do mnie wiodła cię
              I było tak do wczoraj a dziś wiem, że

              Nie oczekuję dziś nikogo
              Dzień dobry już nie powiesz mi
              Jednak powstrzymać się nie mogę
              By nie spoglądać w stronę drzwi

              I każdy przykrym jest natrętem
              Kto chce twe miejsce zając mi
              Każdemu mówię że zajęte
              Jakbyś za chwilę miał tu przyjść


              Ja dobrze wiem, że dłonie moje
              już nie odkryją rąk twych drżenia
              I każdy zmierzch tu znajdzie mnie
              Tu wyraźniejsze są wspomnienia

              Nie oczekuję dziś nikogo
              I nic nie zmienią przyszłe dni
              Lecz nie przychodzić tu nie mogę
              Bo wszystko cię przybliża mi

              Pamięć wciąż odtwarza
              Twój każdy czuły gest
              Przez mgłę widziane twarze
              Codziennie nikną gdzieś
              Lecz dźwięki fortepianu
              Z obłoków znoszą mnie
              I obraz przywołany rozmywa się …

              Na dwa -
              pl.youtube.com/watch?v=zzk6JTzrOss&feature=related
              pl.youtube.com/watch?v=AZ11nXl-SL4&feature=related
              • altinka Re: przewrotnie, cd 03.10.08, 19:26
                TOCZY SIĘ ŻYCIE
                sł. Marek Atkonis

                Taneczny krąg
                Błyszczący bąk
                Pędzi na wznak
                Czegoś mi brak

                Kumpel nie pije
                Sprzedaje bałach
                Obok panienka
                Z tym z owym spała

                Toczy się życie
                Zabawa trwa
                Wszystkie numery
                Się bracie zna

                Tę malą znam
                Tekst ma ten sam
                Ta nie dojedzie
                Do raju bram

                Życie pytanie
                Tanie nad wyraz
                Bajer zostaje
                Reszta to szmira

                Toczy się życie
                Zabawa trwa
                Wszystkie numery
                Obstawiam ja

                Miłosny dramat
                Wiadome skutki
                Ona za cwana
                A ty za krótki

                Karuzel mknie
                Ale nie mnie
                Mnie to stanowi
                Z kim bracie śpię

                Toczy się życie
                Zabawa trwa
                Wszystkie numery
                Obstawiam ja

                Barman ma dzisiaj
                Kiepskie pomysły
                Ja spadam stary
                Panienki prysły

                Taneczny krąg
                Las głów i rąk
                Porażki smak
                Czegoś mnie brak

                Toczy się życie
                Zabawa trwa
                Wszystkie numery
                Obstawiam ja

                pl.youtube.com/watch?v=_5KQ_V-ZJNw
    • dwausmiechy Re: Na dwa pa 30.09.08, 21:55
      Leśmian Bolesław

      ***Ty pierwej mgły dosięgasz

      Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady
      Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,
      I tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,
      I zdybawszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie.

      A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci
      Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,
      I twe dłonie, jak w pąki, mnę w zdrobniałe pięście,
      By się w nich docałować twych chrząstek i kości.

      A one wypukleją na dłoni przegibie,
      Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,
      I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,
      Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.

      Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,
      A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,
      Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,
      Chwila — a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.

      pl.youtube.com/watch?v=1-s5SfgmdIk&feature=related
      • altinka Re: Na dwa pa 01.10.08, 17:52
        Rozmowa liryczna
        (K.I.Gałczyński)

        "- Powiedz mi jak mnie kochasz.
        - Powiem.
        - Więc?
        - Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
        Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
        W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
        W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
        I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
        I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
        nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
        W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
        I na końcu ulicy. I na początku.
        I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
        W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
        W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
        Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
        I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
        - A latem jak mnie kochasz?
        - Jak treść lata.
        - A jesienią, gdy chmurki i humorki?
        - Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
        - A gdy zima posrebrzy ramy okien?
        - Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
        Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
        A za oknami śnieg. Wrony na śniegu."

        :)
        • dwausmiechy Re: Na dwa pa 01.10.08, 19:40
          Kiedy umrę kochanie
          gdy się ze słońcem rozstanę
          i będę długim przedmiotem smutnym

          Czy mnie wtedy przygarniesz
          ramionami ogarniesz
          naprawisz co popsuł los okrutny

          Często myślę o tobie
          często piszę do ciebie
          głupie listy - w nich miłość
          głupie listy - w nich uśmiech

          potem w piecu je chowam
          płomień skacze po słowach
          nim spokojnie w popiele nie uśnie

          patrząc w płomień kochanie
          myślę - co też się stanie
          z moim sercem miłości głodnym

          a ty nie pozwól przecież
          żebym umarł w świecie
          który ciemny jest który
          ciemny jest i chłodny

          Kiedy umrę kochanie
          gdy się ze słońcem rozstanę
          i będę długim przedmiotem smutnym

          Czy mnie wtedy przygarniesz
          ramionami ogarniesz
          naprawisz co popsuł los okrutny

          Często myślę o tobie
          często piszę do ciebie
          głupie listy - w nich miłość
          głupie listy - w nich uśmiech

          A ty nie pozwól przecież
          żebym umarł w świecie
          który ciemny jest który
          ciemny jest i chłodny

          pl.youtube.com/watch?v=vfnyJwi1AL4&feature=related
          • osv Agape... 01.10.08, 19:50
            pl.youtube.com/watch?v=unMJMv3f1w0
            • dwausmiechy Re: Agape... 01.10.08, 20:29
              Julian Tuwim
              Przy oknie

              Przy oknie
              Wiem... Siadłaś teraz przy oknie
              I patrzysz...
              Kasztan pożołkły przed twym oknem stoi
              I liście roni... jesienne liście...
              Deszcz kropi... kasztan moknie,
              Wiem: siadłaś teraz przy oknie,
              Jesienią ci się w dobrych oczach smutki,
              Te twoje smutki: dziwne... przypomniane...
              Lecą, lecą z kasztanu liście,
              Powiędłe,obłąkane,
              Szelestnie naziem się kładą,
              Żałobnie... złociście...
              — A może świeci słońce?

              . . . . . . . . . . . . . . . . .
              A ja wiem, że ty myślisz o mnie,
              Bo byłem u ciebie wczora...
              Pamiętasz? smuciłem się ogromnie,
              Bom miał od ciebie jechać,
              (...Cichości, cichości jesienna...)
              Bom miał od ciebie jechać,
              Nie patrzeć już w twe dobre oczy
              Ani do ciebie się uśmiechać,
              (...Cichości... cichości jesienna...)
              Uśmiechać się, jak Pani chora,
              Co w wielkiej sali kona...
              Ja byłem u ciebie wczora,
              Ja wiem...

              — A może świeci słońce?
              . . . . . . . . . . . . . . . . .

              Na ulicy nikogo nie ma,
              Ciche, ciche jest twoje miasteczko,
              Tylko lecą z kasztanu liście,
              A kasztan moknie, moknie...
              Siedzisz, moja miła, przy oknie,
              Siedzisz, moja dobra, przy oknie,
              Moje jasne, kochane słoneczko,
              Moje smutne, nienazwane szczęście!
              ...W pokoju zegar cyka,
              Jak co dzień, jak co chwila,
              (Lecą, lecą z kasztanu liście...
              ...Cichości, cichości jesienna...)
              Takaś ty już zmęczona,
              Senna,
              Główka na bok się przechyla,
              Łza w oczętach zalśniła —
              — Ach, o czymżeś się zamyśliła?
              — Ach, czemużeś się zasmęciła?
              I ja tu taki samy..
              Ja też...
              Tak się już dobrze znamy,
              Tak się już dobrze znamy...
              — Wiesz?
              — — Lecą z kasztanu liście,
              Żałobne, obłąkane,
              Naziem się kładą złociście,
              A kasztan moknie, moknie,
              Siedzisz, moja dobra, przy oknie,
              Siedzisz, moja miła, przy oknie...
              — A może świeci słońce?




              --
              :))
              • osv Spotkanie... 05.10.08, 20:53
                ...wtedy swiecilo SLONCE / 28.09.08 /... : ))

                fotoblogg.files.wordpress.com/2007/09/kronetorp_sky.jpg
                W tym romatycznym wiatraku spotkalam autorke tomiku wierszy AGAPE...
                Przedtem 27.09.08, widzialam jej sztuke ZGAGA w Hotelu STAR...
                Tez GEMINI ; )) ...osobista rozmowa i dedykacja... i te zyciowe
                momenty... i te wypadki_przypadki ; ))

                www.dorotastalinska.pl/
                Dla sympatykow osv...

                "ANIOL i BLEKITNA PEGAZ_A..."

                Pewnego dnia siedzial sobie Aniol na kamieniu nad brzegiem morza...
                Patrzyl na zlodowaciale morze i na niebo pelne szarych chmur.
                Wtedy podszedl do niego Bog i klepnal go w ramie swoja wielka dlonia.

                - " Hej, Janiol, powiedzial.
                Teraz bedziemy sie bawic!"

                Bog ciagle chce sie bawic. Wtedy zapomina, ze nie ma ani mamy, ani
                taty, poniewaz on byl tym, ktory pojawil sie pierwszy na Ziemi.
                Ale dzis Aniol potrzasnal przeczaco glowa.
                - " Nie, nie teraz. Mysle o tym, co mi sie snilo."
                - " Przeciez dobrze o tym wiem. - odparl Bog. Ja wiem wszystko.
                Ale chyba mozemy przez chwile zgdywac zagadki?" - i objal Aniola
                swoimi poteznymi ramionami.
                - " No, dobrze, juz dobrze! ...ale w taim razie tylko jedna! " -
                powiedzial Aniol.
                - " Dwie!" - odparl Bog i uniosl w powietrze trzy palce.
                - " OK! Niech ci bedzie."- zgodzil sie Aniol.
                - " Co to jest?...co pozera, nie majac ust, co ma wiele jezykow i
                umiera w zetknieciu z woda?"

                Bog zastanawial sie przez dluzsza chwile. Podrapal sie po glowie i
                kopiac w gore chmure ze sniegiem, zawolal:
                - " Zegar! To jest zegar, prawda?" - wykrzyknal i rozpromienil sie
                caly.
                - " Alez skad! To OGIEN!" - odrzekl Aniol. Nie wiesz tego? To jst
                ogien, ktory jest tak goracy, ze parzy, i ktorego mozna ugasic woda,
                i jego plonace jezyki, swieca jak Slonce."
                - " Acha, Slonce! - zasmial sie Bog. Tak, to juz wiem, co to jest."

                Bog tak bardzo sie cieszyl, ze mogl byc ze swoim najlepszym
                przyjacielem i odgadywac zagadki, chociaz zawsze zgadywal zle.
                - " Ta teraz, bedzie juz ostatnia." - powiedzial Aniol. ...wiec
                uwazaj i skup sie! "
                - " Co to jest, co dzwieczy smiechem, kiedy mowi, co kaze komus
                biec, co przynosi szczescie na kazdej z nog?..."

                Wtedy zasmial sie Bog...
                - " To jestes ty, Janiol!"- powiedzial. To jestes caly ty! "
                Ale Aniol odpowiedzial, ze on myslal o koniu, o ktorym snil tej nocy.

                Tego wieczoru, ze sniegu na plazy, stworzyl Bog konia.
                Stworzyl go po to, aby ucieszyc Aniola. I wykreowal go dokladnie tak,
                jak Aniol go mu opisal, bo do tej pory, sam nigdy nie stworzyl
                zadnego konia.

                Ten kon mial mocne, smukle nogi i glowe zwrocona ku morzu...
                - " Czy taki kon bedzie odpowiedni?" - zapytal Bog.
                Aniol przyjrzal sie koniowi stworzonemu przez Boga.
                - " Raczej nie." - odparl Aniol."Uszy ma za dlugie, wyglada bardziej
                na osla. I ma za krotki ogon. Ogon musi byc dlugi, aby rozwiewal sie
                na wietrze, kiedy ona bedzie biec."
                - " To ma byc klacz?!" - zdziwil sie Bog, kiedy skracal uszy koniowi
                i wydluzal jego ogon.
                - " Tak." - odparl Aniol. I ona musi byc BLEKITNA."

                Bog zmarszczyl swoje jasne brwi.
                - " No, nie wiem."- zamruczal pod nosem do siebie.
                Jakies takie, co to moga biegac i maja cztery nogi, robilem, ale
                nie na niebiesko! Brazowe, czarne, zolte lub biale, to tak...
                ale nigdy w zyciu niebieskie."
                - " A moze ty nie potrafisz? " - powiedzial Aniol.
                - " Oczywiscie, ze potrafie!" - odparl Bog.
                Ja moge stworzyc wszystko co zechce."
                I Bog klepnal konia po zadzie, a ona natychmiast zrobila sie tak
                niebieska, jak letnie niebo i morze.

                Aniol nie mogl oderwac od niej wzroku. Patrzyl na jej kopyta i szyje,
                na jej nowo uformowane uszy, i na jej silne i smukle nogi.
                - " Spraw, aby ozyla! " - wyszeptal. Dobry Boze, daj jej zycie!"
                - " Zrobie to jutro, Janiol." - powiedzial Bog i przetarl palcem
                kacik oka. " Teraz chce, abys zaspiewal dla mnie kolysanke. Jestem
                po prostu niebiansko zmeczony!"

                I Aniol zaspiewal mu kolysanke. Bog, jak kocem, otulil sie
                czerwonymi chmurami zachodzacego slonca. Najdelikatniejszy ich rabek
                przlozyl sobie do us.Piesn Aniola, zamknela jego powieki. Wzdychal
                przez chwile, pozniej oddychal juz spokojnie i gleboko.
                Wtedy zapadla ciemnosc. Kiedy zapada ciemnosc - Bog spi.

                Ale Aniol nie mogl zasnac. Poszedl nad brzeg morza i siedzac na
                kamieniu, wpatrywal sie w BLEKITNA klacz profilem zwrocona w strone
                Ksiezyca. "Jutro."- pomyslal Aniol. "Jutro."

                Nastepnego dnia, Bog chcial na sniadanie kasze. A potem chcial
                zjezdzac na sankach po zlodowacialym pagorku.
                - " Ty nie zapomniales, tego co obiecales? " - zapytal go Aniol.
                - " A niby co takiego?" - zdziwil sie Bog. " Mam umyc zeby? Czy to
                jest to, czego zapomnialem zrobic?"
                - " Nie! "- odparl Aniol. " Ty obiecales mi, ze ty ozywisz dzis
                BLEKITNA."

                Poszedl wiec Bog z Aniolem nad brzeg morza na plaze. Poglaskal
                BLEKITNA po grzywie, dotknal nosem jej nozdrzy i dmuchnal w nia
                zycie.
                - " Bedziesz sie nazywala BLEKITNA PEGAZ_A.
                Bedziesz mogla galopowac i skakac tak, ze twoj ogon bedzie
                rozwiewac sie na wietrze. I twoje chrapy beda miekkie jak
                rzodkiewka." - powiedzial Bog.
                - " Chyba brzoskwinia..." - sprostowal Aniol.
                - " Co takiego? " - zdziwil sie Bog.
                - " To brzoskwinie sa miekkie jak jedwab." - wyjasnil Aniol.
                - " Tak, wlasnie." - odparl Bog. " I bedziesz kochac Aniola, tak jak
                ja to czynie..."

                W taki sposob BLEKITNA PEGAZ_A obudzila sie do zycia.
                Dotknela policzka Boga swoimi jedwabistymi chrapami, pozniej dlugo
                patrzyla na Aniola. Zrobila na poczatek pare niesmialych krokow, aby
                poczuc, jak to jest kiedy sie stapa po ziemi. Pozniej poderwala sie
                do galopu, zatanczyla na tylnych nogach, tak, ze snieg zawirowal w
                Sloncu.
                - " Ale ona mi sie udala! "- wykrzyknal z zadowoleniem Bog.
                - " Tak." - potwierdzil Aniol. " Ona jest najlepsza ze wszystkiego
                co stworzyles dotychczas."

                - " Jakie wszystko jest piekne!" - powiedziala BLEKITNA PEGAZ_A.
                Jak cudownie jest zyc! Biec, oddychac, tanczyc! A wy...
                kim jestescie? " - zapytala.

                - " Ja jestem Aniol." - odparl Aniol.
                - " A ja nzywam sie Bog." - powiedzial Bog." To ja ciebie stworzylem.
                Co teraz robimy?"

                Wtedy odpowiedziala BLEKITNA PEGAZ_A, ze oni moga jej dosiasc.
                Pierwszy sprobowal Aniol. Trzymal sie mocno jej grzywy, kiedy ona
                tanczyla na tylnych nogach dokola. Pozniej przyszla kolej na Boga,
                ale on spadl z niej od razu.
                - " Tego nie da sie zrobic! Aj,aj!" - jeczal Bog. " Potluklem sobie
                kolano! "
                I wtedy Aniol podmuchal mu na to sluczone kolano.
                - " Chodz... " - powiedzial. " Posadze cie przed soba,obejme wpol i
                przytrzymam moimi ramionami."

                BLEKITNA PEGAZ_A stapala bardzo ostroznie. Niosla na grzbiecie obu
                przyjaciol, dopoki Bog nie mial juz dosc.
                - " To wcale nie jest takie zabawne! " - marudzil Bog.
                Mam posciski na siedzeniu i kreci mi sie w glowie od tej jazdy."
                - " ODCISKI! " - sprostowal Aniol." Mowi sie odciski, a nie pociski!"
                - " Nie obchodzi mnie, jak sie to mowi!"- zniecierpliwil sie Bog.
                Chce zejsc! Nie chce juz tej jazdy! Chce bawic sie w chowanego
                za tym duzym kamieniem!"
                - " Zaczekaj tu!"- powiedzial do Boga Aniol, kiedy ten zsuwal sie na
                ziemie. " Wrocimy do ciebie niedlugo. Chcialbym pojezdzic na niej
                jakis czas."

                Nie bylo ich caly dzien.
                Aniol uwazal, ze bylo tak cudownie ujezdzac ja, ze zapomnial o
                czasie. BLEKITNA PEGAZ_A chciala zobaczyc wszytko to, czego
                dotychczas nie znala. Jechali przez Bialy Las. Widzieli zajaca,
                biegnacego przez pola i slyszeli krzyk mew znad morza. I Aniol uczyl
                ja wszystkiego, i mowil jej, jak wszystko sie nazywa...

                - " To jest gora."- powiedzial Aniol.
                - " Jak wiele rzeczy istnieje! "- dziwila sie BLEKITNA PEGAZ_A.
                - " Tak, juz wiesz." - odpowiedzial Aniol.
                - " I jest tak pieknie!"- dodala BLEKITNA PEGAZ_A.
                - " Tak, jest pieknie!" - pow
                • osv Re: Spotkanie... 05.10.08, 20:56
                  Kiedy tak stali zatopieni w ciszy, zapatrzeni w dal, BLEKITNA
                  PEGAZ_A wskazala glowa w kierunku, gdzie ziemia stykala sie z
                  niebem...
                  - " A tam?" - zapytala. " Co jest tam, za horyzontem?"
                  - " Tego nikt nie wie."- odparl Aniol. " Tam jest RAJ. Sen, ktory
                  snil Bog siodmego dnia, kiedy spal.
                  Ale jak tam jest, tego nie wie nikt, nawet Bog sam."

                  Wtedy otrzasnal sie Aniol, jakby sam obudzil sie ze snu.
                  - " Naturalnie, Bog! " - zawolal. " Musimy sie pospieszyc! "

                  Kiedy wrocili spowrotem, Bog mial kwasna mine i byl i niezadowolony.
                  Zanurzyl stopy w zaspie sniegu i patrzyl na nich czerwonymi oczyma.
                  - " Gdziescie byli?" - marudzil. " Mielismy byc razem i bawic sie w
                  chowanego."
                  - " Wybacz."- powiedzial Aniol. "...ale czas nam tak szybko uplynal."
                  - " Wam, tak, ale nie mnie! "- odparl Bog. " Mnie zajelo to tysiac
                  lat! "

                  Wtedy Aniol przytulil okragle cialo Boga, a BLEKITNA PEGAZ_A
                  dotknela jego karku swoimi jedwabistymi chrapami, aby przestal sie
                  juz gniewac i byl pogodny.
                  - " Teraz bedziemy sie bawic!"- zawolal Aniol.
                  - " Swietnie! "- odparla PEGAZ_A. Razem z Aniolem schowala sie za
                  smukla brzoza i Bog odnalazl ich bez trudu. Pozniej przyszla kolej
                  na Boga. On schowal sie za znany sobie kamien. Aniol i BLEKITNA
                  PEGAZ_A biegali dookola i udawali, ze nie moga go znalezc.
                  - " Gdzie on moze byc?"- wolali do siebie glosno.

                  Szukali go za drzewami i krzakami, a Bog smial sie do siebie. W
                  koncu wyszedl z ukrycia, kiedy juz nie mogl dluzej tego wytrzymac.
                  - " Hallo! Jestem tutaj !" - zawolal.
                  - " Jak milo cie widziec!" - powiedzial Aniol. " Balem sie, ze juz
                  nam zginales."
                  - " Ja nigdy nie gine."- odparl Bog. " Ale teraz jestem juz glodny."

                  Jedli wiec gorace parowki, ktore Bog zrobil z paru patykow. Potem
                  Aniol spiewal piesn o lesie, polach i uciekajacym zajacu. To byla
                  piekna piesn. Pomimo to Bog wzdychal i wygladal na smutnego.
                  - " Co ci jest? "- zapytal go Aniol. " Czy nie byo fajnie sie bawic?"
                  - " Owszem." - westchnal ciezko Bog. " Ale to nie bylo tak, jak
                  przedtem."

                  Od tego dnia Aniol i BLEKITNA PEGAZ_A nie rozstawali sie ani na
                  chwile.
                  Bog widywal Aniola, jak z rozpostartymi skrzydlami jechal na
                  BLEKITNEJ PEGAZ_IE.
                  Slyszal PEGAZ_E smiejaca sie w oddali, a kiedy zapadal zmierzch,
                  widzial wzrok Aniola kierujacy sie zawsze w jej strone. Bog nigdy
                  przedtem nie widzial Aniola tak szczesliwego.
                  I nie potrafil zrozumiec, dlaczego sam byl wtedy taki smutny.
                  - " Musisz gapic sie na nia caly czas?" wyrzucil z siebie Bog. " Czy
                  myslisz, ze mam oczy z guzika?
                  Dlaczego nie patrzysz na mnie w taki sposob? "
                  - " Na ciebie?!" - zdziwil sie Aniol. Alez ja na ciebie patrzylem
                  przez cale zycie!"


                  Wtedy pomyslal Bog, ze moze Aniol wkrotce sie znudzi BLEKITNA
                  PEGAZ_A i sprawil, ze dni mijaly tak szybko. Tego roku wiosna byla w
                  lutym. Przylaszczki zakwitly na wzgorzu i trawa zielona lsnila na
                  polach.
                  Ale Aniol wpatrywal sie w BLEKITNA PEGAZ_E i tak. Lato nadeszlo
                  gorace, i Slonce prazylo bez umiaru. Jaskolki przecinaly powietrze i
                  mewy zanurzaly sie w zielono-niebieskim morzu.
                  Aniol i BLEKITNA PEGAZ_A pobiegli ku morzu...
                  - " Chodz! " - wolali do Boga - " Chodz i poplywaj z nami!" Ale on
                  patrzyl tylko na kamienie na plazy.
                  - " Nie chce sie kapac! " - odparl Bog. " Pojde sie polozyc."
                  - " Nie badz dziecinny! " - odparla BLEKITNA PEGAZ_A. " Jest
                  przeciez srodek dnia i swieci Slonce."
                  - " To nie ma znaczenia, bo kiedy ja zamykam oczy, robi sie noc." -
                  powiedzial Bog.

                  Udajac, ze spi, lezal Bog z wpol przymknietymi oczyma. Aniol zdazyl
                  juz zaspiewac mu kolysanke na dobranoc i otulic go kolderka z chmur.
                  Na plazy, czekala na Aniola BLEKITNA PEGAZ_A.
                  - " Czy on juz zasnal?" - zapytala.
                  - " Tak, on juz spi."- odpowiedzial jej Aniol.
                  Wtedy ona pochylila sie nad nim i pocalowala go delikatnie i czule.
                  I Bog widzial jak Aniol przygarnal ja do siebie.
                  - " Tak bardzo cie lubie." - wyszeptala PEGAZ_A.
                  - " A ja kocham cie ponad wszystko! "- mowil Aniol.

                  Wtedy pozalowal Bog, ze stworzyl BLEKITNA PEGAZ_E. Nigdy przedtem
                  niczego nie zalowal.
                  Ani pajkow, ani ostow , ani wezy, ale tej pieknej PEGAZ_Y zalowal.
                  - " Wolalbym, aby ona nie istniala."- powiedzial do siebie.

                  Nastepnego dnia BLEKITNA PEGAZ_A zniknela.
                  - " Na pewno poszla sie wykapac o poranku." - pomyslal Aniol. " Ona
                  tak bardzo kocha plywac."
                  Spojrzal w strone blekitnego morza, ktore lsnilo, wielkie i
                  blyszczace.
                  Pobiegl w pola zielonej trawy i wdrapal sie na wysoka gore, z ktorej
                  mozna bylo widziec hen, daleko, ale nie widzial BLEKITNEJ PEGAZ_Y
                  nigdzie.
                  - " Gdzie ona moze byc ?" - zamartwial sie Aniol. " Dlaczego ode
                  mnie odeszla?".
                  - " Moze sie zgubila? " - powiedzial Bog." Pobawimy sie teraz? "
                  - " Nie. "- odparl Aniol.

                  I kiedy zapadl zmierzch, zaczal Aniol spiewac tak smutne piesni, ze
                  zanikly gwiazdy, a Bog nie mogl zasnac. Potem lezal Aniol na plecach
                  i wzdychal, sluchajac oddechu , ktorego nie bylo.
                  Wtedy polozyl Bog na nim swoja reke...
                  - " Jutro na pewno bedziesz szczesliwy." - powiedzial Bog.
                  - " Nie, nie bede! " - odpowiedzial Aniol z rozpacza. " Bez niej nie
                  bede nigdy szczesliwy ! "
                  - " Bedziesz, bedziesz! Byles przeciez szczesliwy przedtem. Kiedys
                  byles szczesliwy, chociaz bylismy
                  tylko my dwaj. Nie bylo przeciez nikogo, kiedy bawilismy sie w
                  zgadywanie zagadek. I wieczorem
                  przy kolacji byles tylko ty i ja."

                  - " To byles ty, prawda?" - zapytal Aniol.
                  - " O co ci chodzi?" - zmieszal sie Bog i zaczal wpatrywac sie w
                  niebo.
                  - " To ty sprawiles, ze ona odeszla." - glos Aniola drzal.

                  Bog ukryl twarz w swoich dloniach.
                  - " Ja nie chcialem, Janiol." - zaszlochal Bog. " Zrobilem tylko cos
                  w moim snie..."
                  - " I gdzie ona teraz jest? " - zapytal Aniol zamierajacym glosem.
                  - " Ona jest we snie."- odparl Bog.

                  Nastepnego dnia, wialo od morza. Aniol stal na brzegu i rzucal
                  kamieniami do wody. Potem powiedzial, ze udaje sie na poszukiwanie
                  BLEKITNEJ PEGAZ_Y.
                  - " Nie idz, Janiol! " - prosil Bog. " Nikt przytomny nie dotrze do
                  tego snu i kiedy sie juz tam dotrze, to nie ma stamtad powrotu. Ja
                  nawet nie pamietam, jak tam jest!"
                  - " Wiem, ty nic nie pamietasz..." - powiedzial Aniol.
                  - " ... i poza tym ... ja nie zasne bez twojej kolysanki na
                  dobranoc. " - dodal Bog placzliwie.
                  - " Wiem." - odparl Aniol.

                  Tego wieczoru, kolacje zjedli wczesnie. Bog zrobil wafle z lisci
                  klonu. I Aniol spiewal piesn o tesknoscie,
                  dopoki Ksiezyc nie pojawil sie na niebie i Bog nie zasnal z kciukiem
                  w swoich ustach.
                  - " Jestes tam ?" - zapytal Bog przez sen.
                  - " Tak, jestem." - odparl Aniol.
                  Poglaskal Boga po policzku i cichutko wymknal sie stamtad.

                  Letnie noce nigdy nie sa czarne, tylko granatowe.
                  Aniol slyszal smiech BLEKITNEJ PEGAZ-Y w szumie morskich fal, kiedy
                  szedl wzdluz plazy. Slyszal jej szept w szumie lisci, kiedy szedl
                  przez las. Zatrzymal sie na szczycie gory.
                  Patrzyl tam, gdzie ziemia laczy sie z niebem.
                  - " Tam. "- pomyslal. " Musze tam isc! "

                  Cala noc szedl Aniol nieznanymi sobie szlakami. Gwiazdy blyszczaly
                  na firmamnecie. Jego serce dudnilo, tak, jak kopyta BLEKITNEJ
                  PEGAZ_Y. Wspinal sie na niebieskie wzgorza, przeplynal szeroka
                  rzeke. Potem dotarl do laki, ktora pelna byla piasku i przedmiotow,
                  ktorych nigdy w zyciu nie widzial.
                  Tam znalazl kamien, ktory spiewal jak ptak.
                  - " Co to jest za miejsce? " - zapytal zdumiony Aniol kamienia.
                  - " Tu jest wszystko to, co Bog zaczal i nigdy nie dokonczyl..." -
                  odparl mu kamien. " Dokad zmierzasz? "
                  - " Do RAJU." - odparl Aniol. " Czy wiesz, gdzie to jest? "
                  - " Nie , nie wiem. Nigdy o tym nie slyszalem." - i zaczal znowu
                  spiewac.

                  Aniol kontynuowal swoja wedrowke, az do utraty sil. Wtedy dotarl do
                  LASU ROZPACZY, gdzie cienie sa czarniejsze od sadzy. Tam usiadl
                  skulony pod galeziami drzewa.
                  - " Nie uda mi sie!" - pomyslal z rozpacza, Bog mial racje. Nigdy
                  tam nie dojde. Nigdy nie zobacze mojej
                  BLEKITNEJ PEGAZ_Y.

                  • osv Re: Spotkanie... 05.10.08, 20:58

                    Potem zasnal, z twarza wtulona we mchy. Spal snem glebokim, tak
                    glebokim, jak nigdy przedtem, bo bez PEGAZ_Y, nie chcial juz nigdy
                    wiecej sie obudzic. Snil o rybach, zabach i jaszczurkach.
                    Obudzilo go swiatlo.
                    - " Musialem isc we snie." - pomyslal.

                    Stal nad brzebiem morza. Od strony lasu, dobiegal go spiew ptakow.
                    Po niebie plynely blekitne chmury.
                    Aniol oplukal twarz woda, ktora byla krystalicznie czysta. Potem
                    zaczal isc znowu.
                    Szedl wzdluz plazy, brzegiem morza.
                    Nie uplynelo duzo czasu, kiedy ja ujrzal.

                    BLEKITNA PEGAZ_A stala calkiem spokojnie i zula zielona trawe.
                    Kiedy Aniol zblizyl sie do niej, podniosla glowe i delikanie
                    nozdrzami poglaskala go po policzku.
                    - " Jak dlugo to trwalo... " - wyszeptala.
                    - " Wiem, ale przyszedlem tak szybko, jak moglem." - powiedzial
                    Aniol.

                    Pozniej jezdzili oboje wokolo po okolicy, aby Aniol mogl zobaczyc
                    jak wyglada RAJ.
                    Przygladal sie lasom, gorom, i lakom z kwiatami koniczyny.
                    - " Tutaj jest tak samo, jak w normalnym swiecie!" - powiedzial
                    Aniol.
                    - " Oczywiscie, a jak ty myslales?! " - zasmiala sie PEGAZ_A. "
                    Chodz, poplywamy razem!"

                    Plywali dlugo, az ich ciala drzaly z zimna. Pozniej polozli sie w
                    zielonej trawie tulac i grzejac sie nawzajem.
                    Wokol nich zebraly sie owce i krowy, aby im sie przyjrzec.
                    - " Teraz juz zawsze bedziemy razem. "- wyszeptala PEGAZ_A. " Nigdy
                    stad nie odejdziemy! ".
                    - " Niestety, ja musze wrocic do Boga." - powiedzial Aniol.

                    Wyruszyli nastepnego dnia. Dzikie gesi przekrzykiwaly sie nawzajem w
                    zatoce.
                    - " Boje sie, ze nie znajde drogi powrotnej."- powiedziala
                    PEGAZ_A. " Nie pamietam, jak sie tutaj znalazlam."
                    - " Nie martw sie, ja znajde droge powrotna."- pocieszal ja Aniol.

                    Ale chociaz szli caly dzien, ciagle wracali do tej samej zatoki.
                    Wtedy Aniol przysiadl sobie na chwile i zdjal kleszcza, ktory wbil
                    mu sie pod skore.
                    - " Nie mozesz zaspiewac jakiejs piesni? " - zapytala PEGAZ_A.
                    I Aniol zaczl spiewac o wielkich kamieniach, i o sztuce ukrywania
                    sie. Kiedy skonczyl uslyszal, czyjes chrapanie, gdzies daleko,
                    daleko stad.
                    Wtedy wstal.
                    - " Chodz!"- powiedzial do BLEKITNEJ PEGAZ_Y. " Juz wiem, w ktora
                    strone isc! "

                    Doszli do celu o zmroku.Wtedy wyrosl przed nimi wielki mur, BLEKIKTA
                    PEGAZ_A krzyknela ze strachu.
                    - " Zamknij oczy." - powiedzial Aniol. " Poprowadze cie!"
                    Przeprowadzal ja przez ciemnosc. Przed nimi rozciagal sie LAS
                    ROZPACZY, gdzie cienie byly czarniejsze od sadzy.
                    - " To tylko jeszcze kawalek, to juz niedaleko..." - mowil Aniol.
                    Teraz juz mogl slyszec spiew kamienia, wtedy juz wiedzial dokladnie,
                    jak mial isc.
                    Przedzierali sie przez Niebieskie Wzgorza, a potem jechali jeszcze
                    cala noc.

                    Bog wlasnie sie przebudzil i przecieral sobie oczy ze snu.
                    - " Wstaliscie juz? "- zapytal ich. " Zaspalem? "
                    - " Nie, wlasnie sie obudziles , o odpowiedniej porze."- odparl mu
                    Aniol.
                    - " To dobrze, mialem taki straszny sen." - powiedzial Bog. " Snilo
                    mi sie, ze jestem strasznie samotny.
                    Gdzie byliscie? "
                    - " W RAJU. Ale teraz juz jestesmy spowrotem." - odpowiedzial Aniol.

                    Potem usiedli pod klonem. Jego liscie lsnily czerwono i zolto, bo to
                    juz zrobila sie jesien. Siedzieli i sluchali szumu fal. Aniol i
                    BLEKITNA PEGAZ_A opowiadali Bogu o RAJU, o ktorym on snil, i o
                    ktorym zapomnial.
                    Kiedy skonczyli, powiedzial:
                    - " Opowiedzcie mi to jeszcze raz."
                    - " Nie, teraz opowiemy ci zagadke. Sluchasz?" - odparl Aniol.
                    Bog skinal glowa i zmarszczyl czolo.
                    - " Co to jest, co zawsze bylo, co pozwala Sloncu oswietlac niebo i
                    co jest moim najlepszym przyjacielem?" - zapytal Aniol.
                    - " Czy to jest mozliwe, abym to mogl byc ja? " - zdziwil sie Bog.
                    - " Tak, to wlasnie jestes ty! Zgadles! "- powiedzial Aniol i
                    usmiechnal sie.

                    Tego wieczoru podgrzewali puszke fasolki w zarze zachodzacego Slonca.
                    - " Opowiedzcie mi o RAJU jeszcze raz."- poprosil Bog. " Opowiedzcie
                    mi o kleszczach, dzikich kaczkach, o wszystkim! "
                    - " Dobrze, juz dobrze, ale najpierw musisz dorzucic drwa do
                    ogniska." - powiedzial Aniol.


                    Patrzyli jak plomien bucha iskrami w niebo. Potem opowiadali mu o
                    kleszczach, o owcach, i o krowach, i
                    o niebieskim morzu, ktore podplywa do brzegu RAJU.
                    - " Tego samego koloru, co ty BLEKITNA PEGAZ_O?" - zapytal Bog.
                    - " Tego samego koloru, co ja, choc bardziej mokre.." -
                    odpowiedziala mu PEGAZ_A.
                    - " A milosc ?"- zapytal Bog. "Opowiedzcie mi o milosci."
                    - " Ona jest tak goraca, ze parzy skore." - powiedzial Aniol.
                    - " Jak ogien? " - zapytal Bog z usmiechem, bo przeciez pamietal o
                    tym, ze ogien jest goracy.
                    - " Tak, wlasnie."- odpowiedziala mu BLEKITNA PEGAZ_A. " Ale zar
                    milosci jest tak delikatny, jak moje nozdrza. I on sprawia, ze
                    serce stuka tak, jak moje kopyta i sprawia, ze czujesz sie
                    szczesliwy i zwariowany."
                    - " Kreci ci sie ze szczescia w glowie, wszystko jest do gory
                    nogami!" - powiedzial Aniol i dolozyl sobie wiecej fasoli.
                    - " Jak to jest, kiedy sie kreci w glowie to ja wiem! "- zasmial sie
                    Bog i zakrecil palcem po czole.
                    Nie musisz mi o tym mowic. Opowiedz mi o milosci."

                    - " Ona sprawia, ze chcesz byc ciagle z kims razem. " - powiedzial
                    mu Aniol. ... bo jesli nie, to twoja tesknota gna lotem ptaka przez
                    morza..."
                    - " ... i to ja je stworzylem! " - dorzucil Bog.
                    - " Kogo? " - zapytala BLEKITNA PEGAZ_A.
                    - " No, ptaki." - odpowiedzial Bog, jedzac fasolke. " Zrobilem je z
                    gliny i z lisci. Dmuchnalem w nie mojego ducha i wtedy one zaczely
                    krazyc w przestworzach. Jaszczurki nigdy tego nie robily."
                    - " To prawda."- odparla PEGAZ_A. " ....ale tesknota tak wlasnie
                    robi.
                    Kiedy ma sie kogos, kogo sie kocha, nie potrzeba nic wiecej... "

                    Bog poklepal sie po brzuchu.
                    - " Ja juz nie potrzebuje wiecej fasolki."- powiedzial. " Nie jestem
                    juz glodny. Czy sadzicie, ze i ja poznam kiedys milosc?"
                    - " Z pewnoscia! "- odparl Aniol." Ale czasami trzeba dlugo czekac."
                    - " ... wiec pojde juz spac! " - powiedzial Bog. " Kiedy sie spi,
                    czas plynie szybciej."

                    I Bog polozyl sie w tej zielonej, miekkiej trawie. Aniol spiewal mu
                    kolysanke, dopoki gwiazdy nie zaplonely na niebie. Wtedy zasnal
                    Bog , jak dziecko.

                    Aniol i BLEKITNA PEGAZ_A wycofali sie cichutko na plaze. Poczuli jak
                    ich skora plonie zarem milosci.
                    Ich serca, stukaly jak kopyta PEGAZ_Y, a potem krecilo im sie w
                    glowie tak, ze nie wiedzieli juz gdzie jest gora, a gdzie dol.

                    A w trawie spal Bog i usmiechal sie przez sen. Snil o RAJU i o
                    milosci, ktora kiedys nadejdzie.

                    *********************************************************************
                    ****************************************************

                    "ÄNGELN och DEN BLÅ HÄSTEN"

                    autorzy : ULF STARK i ANNA HÖGLUND

                    tlumaczenie: osv



                    DOBRANOC*
                    : ))







                    • Gość: Alienek Jego oczy IP: *.centertel.pl 06.10.08, 20:24
                      Poniewaz jak najbardziej jestem sympatykiem Osv, dziekujac jej za kolejne tlumaczenie, wysile sie na cos krotkiego, nazwalem to "Jego oczy", dla kontrastu - nie chodzi o Boga.

                      Jego oczy

                      Czy widzieliscie kiedys jego oczy? Sa piekne, duze i wyraziste. Pozornie pozbawione emocji. Lecz jak ktos spojrzy glebiej, zobaczy otchlan. Sa bardzo smutne, lecz niezdolne do placzu. Blagaja, wrecz zebrza o milosc - lecz - niezdolne sa do jej przyjecia. Kazde darowane uczucie zamieni sie we wrak, ktory osiadzie na dnie bezdennej pustki smutku. W jego wewnetrznym swiecie smutek i samotnosc nie sa przyczyna placzu i motorem dzialania. Staly sie bezpieczna przystania, usmierzeniem bolu, narkotykiem i znieczuleniem, wrecz - przyjemnoscia. Jak do tego doszlo? Nawet Wszechmocny nie jest w stanie tego zmienic. Trudna zagadka.

                      Widzieliscie kiedys jego oczy? Kto widzial, wie, ze nie mozna sie w nie wpatrywac zbyt dlugo, choc przyciagaja jak magnes. Bo - one tez - wpatruja sie na nas.

                      Dobranoc :)
                    • dwausmiechy Re: Spotkanie... 14.10.08, 19:20
                      pl.youtube.com/watch?v=3heBX-I9Hu4 :)
          • altinka Re: Na dwa pa 03.10.08, 19:32

            Kwiaty nocy

            Ktoś mi dał ciszę
            Ktoś mi dał wiarę
            Tylko nagle skończył się świat
            Nie wiem sam kiedy
            Może to boli

            vampiria.wrzuta.pl/audio/10iPfoIv32/paranormal_-_kwiaty_nocy
            Ja i tak nie czuję już nic

            Może jest słońce za moim oknem
            Nie patrzę tam, bo wiem
            Że kwiaty nocy pachną najmocniej
            I tylko odnaleźć je

            Widzę jak tańczysz
            W moim ogrodzie
            Gdybym umiał patrzeć jak ty
            Chciałem coś zmienić
            Nie wiesz jak bardzo
            Szkoda, że nie czuję już nic

            Może jest słońce za moim oknem
            Nie patrzę tam, bo wiem
            Że kwiaty nocy pachną najmocniej
            I tylko odnaleźć je

            Wiem, że rozumiesz
            Czasem się boję
            Uwierzyć w to, że mogę coś mieć
            Nie chcę już dłużej, patrzeć ci w oczy
            Bo moich snów za dużo w nich jest

            Bo chciałem mieć wszystko
            Chciałem mieć słońce
            Tylko nagle skończył się świat
            Ciągle tu jestem
            Lepiej już odejdź
            Zostaw mnie, bo nie czuje już nic

            I popatrz na słońce za naszym oknem
            I nigdy nie mów, że
            Że kwiaty nocy pachną najmocniej
            Bo trudno odnaleźć
            • osv Na trzy pa... 12.10.08, 17:01
              "NIEWIERNY CZAS" /Dorota Stalinska/

              Smutna panienko - niewierny czas
              postawil Ciebie na mej drodze.
              Smutna panienko - porwac bym chcial,
              lecz kon w niewoli, porwac nie moge.
              Smutna panienko - Twoje oczy
              swieca tak tesknie jak gwiazdy noca.
              Smutna panienko - nie nie patrz tak,
              nie patrz tak na mnie... bo i po co!


              "WYZNANIE"

              "Ja znam siebie!" Coz to znaczy?
              Pan zupelnie nie zna mnie!
              I opatrznie Pan tlumaczy
              te nierozegrana gre.
              " Nie chce klopotow!" Boze moj!
              Znaczy, ze ja - to niby klopot?
              Szkoda! bo tak przyjemnie jest,
              gdy widze Pana przy mnie obok.
              " Ja wiem, co robie!" oho, ho!
              To brzmi juz prawie jak wyznanie.
              " Nie moge tanczyc z Pania, bo...
              wiem, czym sie skonczy taki taniec!"


              "I TYLKO KSIEZYC"

              I tylko Ksiezyc
              posrod nocy...
              I tylko lampy
              cieply blask...
              I tylko w mroku
              czyjes oczy...
              I tylko slow
              tajemna gra...

              A potem zal,
              ze tylko tyle...
              A potem wstyd,
              ze tylko tak...
              A potem lez
              mgliste motyle...
              A potem smiech,
              ze taki placz...

              pl.youtube.com/watch?v=V9Viq3S6UZI&feature=related
              ...bez zbednych sladow ; ))


              P.S.
              Z pospiechu, w ostatnim tlumaczeniu zrobilam wiele bledow,
              szczegolnie drazni /mnie : ) /blad gramatyczny w tytule, powinno
              byc: "ÄNGEL och DEN BLÅA HÄSTEN" : ))
              Sorry!
              • osv Re: Na trzy pa... 12.10.08, 17:17
                " ÄNGELN och DEN BLÅA HÄSTEN "
                Självklart! : ))
            • dwausmiechy bez słów 14.10.08, 19:29
              pl.youtube.com/watch?v=4mFEJ7lpXLc&feature=related
              • osv bez słów... 14.10.08, 19:53
                ...inaczej

                pl.youtube.com/watch?v=dRAnIIegyRY
    • dwausmiechy Re: Na dwa pa 14.10.08, 18:41
      Besame, besame mucho!
      niech inni od nas się uczą
      jak kochać i jak żyć
      Besame, besame mucho
      dziś zakochani nie muszą
      z miłością się kryć

      Całuj mnie, całuj kochana!
      Ten pocałunek dziś dla nas
      niezwyklą ma moc
      W pięknym śnie trwajmy do rana
      niezapomniana
      niech będzie szalona ta noc

      Każdy twój uśmiech
      i czułe spojrzenia
      spełnione marzenia i sny.
      Całuj, nim uśniesz
      a wszystko się zmienia
      bo nikt nie całował jak ty

      Całuj mnie, całuj mnie mocno
      niech rozpali nas wiosna
      i porwie ten blues.
      Całuj mnie, całuj mnie całuj
      swych pocałunków nie żałuj
      nie żaluj swoich ust..

      Besame...

      pl.youtube.com/watch?v=Esdl_3kKSBk&feature=related

      /sł.polskie.W.Dąbrowski/
      • osv ...inaczej 14.10.08, 19:57
        pl.youtube.com/watch?v=gPRESlT4Ccg
        • dwausmiechy zupełnie inaczej ;) 14.10.08, 20:14
          pl.youtube.com/watch?v=-jmIyb8TIB0
    • Gość: ... Re: Na dwa pa IP: *.chello.pl 19.10.08, 12:01
      Przyjdź taki jaki jesteś, taki jaki byłeś
      Taki jakim ja chcę, żebyś był
      Przyjdź jako przyjaciel, jako przyjaciel, jako stary wróg
      Nie zważaj na czas, pospiesz się.
      Masz wybór, nie spóźnij się
      Odpocznij tu, jak przyjaciel, jak stare wspomnienie

      Przyjdź zabłocony, umazany wybielaczem
      Taki jakim chcę żebyś był
      Jako trend, jako przyjaciel, jako stare wspomnienie

      I przysięgam ci - nie mam broni
      Nie ja nie mam broni...

      pl.youtube.com/watch?v=40BGgK4-AbM
      • osv Re: Na dwa pa 19.10.08, 15:20
        www.youtube.com/watch?v=yWnRuG4OUUo&NR=1
        ...i wychodze na wieczor poezji
        Jacka Telusa...
        Moj wybor.
        • kacper777777 Re: Na dwa pa 19.10.08, 19:11
          Pszyjemnego wieczoru.
          • osv Re: Na dwa pa 19.10.08, 22:01
            pl.youtube.com/watch?v=rN29hZ3pYMg&feature=related
            Dziekuje... byl pszyjemny : ))

            Wzajemnie : ))
    • dwausmiechy Re: Na dwa pa 13.12.08, 22:23
      Nie muszę pytać czy otworzysz,
      Bo wiem, że jeśli zjawie się to w progu będziesz stać
      I zdejmę płaszcz podszyty lękiem
      Gdy przy mnie i przy nikim więcej
      Twoja jasna twarz

      Dajesz mi niepokorne myśli, niepokoje.
      Tyle ich wciąż masz –kochana.

      Nie myśl, że nie miniemy nigdy się, choć łatwiej
      Razem iść pod wiatr

      Podtrzymywałeś moja głowę
      Nie roztrzaskałam skroni o podłogę
      Póki, co
      Przed snem wypowiedz moje imię
      Przybędę wraz ze świtem
      Proszę nie śpij jestem już!

      Dajesz mi niepokorne myśli, niepokoje.
      Tyle ich wciąż masz –kochana.

      Nie myśl, że nie miniemy nigdy się, choć łatwiej
      Razem iść pod wiatr..


      pl.youtube.com/watch?v=_G3QKqGwi3I&feature=related

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka