Gość: ja
IP: *.chello.pl
22.05.09, 22:17
rok temu znalazłam Go na naszej-klasie, kolega z równoległej klasy, z czasów
gdy mieliśmy naście lat, wesoły, zawsze optymista, jeden z niewielu w moim
życiu, którzy nie dopieprzali się do mnie seksualnie, facet z którym można się
przyjaźnić bez podtekstów, dobry kumpel i dusza człowiek
skończył studia, nie ożenił się, słyszałam pogłoski, że ponoć miał jakieś
problemy ze zdrowiem.
pomyślałam, że może Go odwiedzić kiedyś powspominać dawne czasy, przecież
kilkadziesiąt razy w roku przejeżdżam przez miejscowość gdzie on mieszka,
wystarczyło się zatrzymać i zajrzeć do jego sklepu, powiedzieć "hej ! kopę lat
! co u Ciebie ?" ...
tak, jak tylko będę mieć więcej czasu to tak zrobię. jak tylko minie "bo".
bo nawał pracy, bo kolezanka ma problemy, bo jestem zmęczona, bo umówiłam się
na koncert, bo były facet robi sceny, bo pogoda brzydka, bo mam tyle spraw na
głowie.
dziś dowiedziałam się.
kilka dni temu zmarł .
klepsydra "po długiej i ciężkiej chorobie"....rak.
żegnaj Dobry Duchu
żałuję, że nie znalazłam tej chwili.