Dodaj do ulubionych

Pamiętnik

28.09.07, 23:20
Pracujesz przez lata na swój wizerunek, nawiązujesz dialog z
klientami o których wiesz wszystko, masz pomysł, awansujesz ponieważ
masz predyspozycje-zdolności organizacyjne, wylatujesz ponieważ
potrzebne jest miejsce i zaczynasz od dołu ale widzisz, że
szefowa/szef nie czuje klimatu-może i dużo wie ale nie
czuje...itd...itd...ciężko wracać, to nie cieszy...Pozdrawiam.
Zaczynam ten wątek po to, żeby każda/y napisał o sobie.
Obserwuj wątek
    • blabla3 Re: Pamiętnik 01.10.07, 20:54
      Napiszę może przekornie, ale tak to widzę...Im więcej możesz dać z
      siebie tym więcej jest brane,w zamian..wielkie nic; nawet nie ma
      dziękuję. W zamian plany, za które po wykonaniu 70% - 5% premii??Od
      mojej podstawy - starczy na karmę dla psiaka na pół miesiąca.
      • jestem_jestem_wszystkim Re: Pamiętnik 01.10.07, 21:28
        Jeżeli wierzysz w ideały, to zrobisz nawet 150% ale gdy poznasz o co
        chodzi naprawdę i stracisz wiarę, wtedy twoje ideały stają się twoją
        autodestrukcją i w walce którą prowadzisz stajesz się ofiarą własnej
        strategii. Nie da się podnieść, trzeba by sobie zrobić format, gdyż
        resety nie pomagają. Odejście oznacza ucieczkę od problemu, który
        może się pojawić gdzie indziej również.
        Jak to zrobić, żeby móc tu pracować i nadal pozostać sobą???
        Przecież chyba nie każdy musi być szczurem!
        • tylko_spokojnie Re: Pamiętnik 02.10.07, 21:36
          Witam,
          Od dłuższego czasu poszukiwałam "bratniej duszy", a dziś bardzo
          potrzebowałam takiej lektury... Dziękuję.
          Rzeczywiście po latach walki nie potrafię rzucić papierami i
          powiedzieć, że mam dość - bawcie się dalej beze mnie!
          Nie wiem skąd i dlaczego ale mam wrażenie, że nie przyniesie mi to
          ulgi. Przez ostatnich kilka lat walczyłam o normalność:
          - lojalność i zaangażowanie zespołu,
          - godność, uczciwość i rzetelne ocenianie wyników/pracy.
          To nawet nie dziwi, że ciągle było za mało. Taki to już ten świat.
          Udało mie się stworzyć ZESPÓŁ, który w ramach współodpowiedzialności
          za członków potrafił pokonywać coraz to nowe granice. Co jest
          największą dumą - uczciwie wobec siebie, klientów, procedur i z
          najwyższą dbałością o poziom obsługi.
          Dziś ciągle mam kaca, a z każdym dniem po moim odsunięciu (za
          niesatysfakcjonujące wyniki) coraz większeg - zostawiłam ludzi
          nieprzystosowanych do oczekiwań tej fali...
          Pokazując tym ludziom normalność zniszczłam ich spokój i ich
          przyszłość - zafundowałam im rozterki, wewnętrzną walkę i skazałam
          na porażkę w tym wyścigu szczurów.
          Kto dał mi prawo to takiego wpływania na losy pracujących ze mną
          ludzi?! Mam z tym wszystkim wielki problem, ale ciągle walczę bo nie
          rozumiem jak w tej Firmie, która ma tak dobrze i dokładnie spisane
          wszystkie zasady pracy i współpracy (choćby w kodeksie etyki...),
          jak można karać ludzi za dobrą pracę?
          • alternatywy5 Re: Pamiętnik 03.10.07, 16:29
            "Nie wiem skąd i dlaczego ale mam wrażenie, że nie przyniesie mi to
            > ulgi. Przez ostatnich kilka lat walczyłam o normalność:
            > - lojalność i zaangażowanie zespołu,
            > - godność, uczciwość i rzetelne ocenianie wyników/pracy."
            Powtarzające sie losy wielu z ludzi niszczonych przez tę firmę .
            Ale ulga przyszła po 3 miesiącach od dnia kiedy odeszłam z tej
            chorej fabryki. A wiesz co było najgorsze , że nikt nie zapytał
            dlaczego .
            Segregator "nagród , dyplomów uznania" i oddział bardzo wysoko w
            rankingu - to wszystko za mało by poprosić pracownika odchodzacego
            by sprawę przemyślał. Chora duma i próżnośc - to są ludzie z którymi
            się współpracuje. Gra idzie o przetrwanie a nie o zespół , wyniki,
            dobre samopoczucie, koleżeństwo, zwykłą ludzką pracę i dobre
            stosunki. To forum też wskazuje na jakość wielu pracowników- buta,
            cwaniactwo a przede wszystkim po prostu zwykłe chamstwo , więc czy
            warto. Brak zwykłej życzliwości , troski , wpółczucia i uśmiechu
            zabije każdego. No cóż ucza wszystkich asertywności wypierając tym
            samym empatię. Wyrzuty sumienia - Oni już dawno zapomnieli !!!!!!!!!!

            • tylko_spokojnie Re: Pamiętnik 04.10.07, 22:22
              Tak sobie myślę, że "oni" to nie wszyscy nasi pracownicy.
              Zgadzam się z teorią, że przykład idzie z góry i właśnie dlatego nie
              potrafię zabrać swego segregatora i zacząć myśleć już tylko o sobie
              i świętym spokoju.
              Wiem to bez sensu i nie z tego śiata, ale przyznam, że miałam okazję
              usłyszeć kiedyś że "pani to taki młody stary człowiek" i przyznam,
              że mimo swoich "młodych" lat właśnie ten komentarz pielęgnuję w
              pamięci jako jeden z największym zawodowych komplementów, jaki udało
              mi się kiedykolwiek usłyszeć.
              Piszesz, że uczestnicy tego forum to dowód na poziom naszych
              praconików... wybacz, ale nie zgadzam się w tej kwestii z Twoją
              opinią. Moim zdaniem ci tutaj to w zdecydowanej większości objaw
              choroby, jaka nas toczy, ale ci prawdziwi, stanowiący większość
              (przynajmniej ciągle na to liczę) nie mają tyle energii, donośnego
              głosu czy wystarczająco dużo asertywności, aby się odezwać. Toczą
              swoje ciche boje o normalność i jśli nie dostaną jakiegoś wsparcia
              to niestety przegrają. Nie wiem czy mam rację, ale może moja
              szamotanina sprawi, że ktoś "z tych normalnych" pójdzie o krok dalej?
        • sroka69 Re: Pamiętnik 02.10.07, 21:57
          pko "wyprało" mnie z entuzjazmu. nauczyło, że nie warto starać się,
          bo i tak nikt tego nie zauważy ani tym bardziej
          doceni... "wierchuszka" wyciska nas jak cytrynki, zabiera to, co
          najlepsze aby potem wyrzucić... jestem teraz szaraczkiem
          wyrabiającym minimum. jeszcze tu pracuję, bo chyba jakaś głupia
          jestem mając wciąż nadzieję, że będzie lepiej. że pracownik zacznie
          w końcu coś znaczyć.
          doczekam się?
          odzyskam zapał?
          czy poczuję, że MOJA firma o mnie dba?
          • tylko_spokojnie Re: Pamiętnik 04.10.07, 22:40
            Entuzjazm czy zapał to rzeczywiście towar coraz bardziej deficytowy.
            Pamętam chwile, gdy dzięki atmosferze tyraliśmy nocami i nikt z nas
            nie liczył na pochwały czy nagrody. To było oczywiste że robimy to
            co trzeba i ten nawał pracy to coś zupełnie oczywistego.
            Dziś patrzę na swój były Wydział i widzę apatię, zniechęcenie i
            ciągle jeszcze niedowierzanie, że ostatnie decyzje kadrowe to
            ostateczny dowód na nowy standard.
            Pamiętam momenty, gdy mimo okazji, propozycji i perspektyw ludzie z
            tego Wydziału nie brali pod uwagę tych otwierających się przed nimi
            możliwości. Dziś mam świadomość, że ten największy skarb tej firmy
            będzie się stopniowo wykruszał. Niestety nie dlatego, że tym ludziom
            przestało się chcieć.
            Może dlatego warto nadal mieć zapał i jeszcze resztkami sił próbować
            coś uratować z TEGO prawdziwego NASZEGO PKO?
            • zwiazkowiec Re: Pamiętnik 05.10.07, 00:00
              ano własnie...

              Przychodziłem do pracy w sylwestra i pracowałem do 23-ej,a następnego dnia w
              nowy rok od 10-ej do 18-ej. a byli tacy co dłuzej siedzieli.. Przychodziłem do
              pracy w soboty, niedziele i wolne dni majowe - jak było trzeba. Ale: kiedyś
              uczciwie za to płacono-za nadgodziny. Nie wykręcali sie sianem: że nei ma kasy,
              ze jest limit nadgodzin na miesiac na wydział, że lepiej godziny do odbioru.
              I jeszcze niedawno przychodziłem w soboty i niedziele-jak już nawet nie płacili
              - tylko były do odbioru te dni, ale było trzeba przyjść. Tyle ze już nikt mi za
              to nie podziękował, wrecz przeciwnie-stale mało i mało... Wiec już teraz jako
              wolny człowiek ciesze sie ze moje szefostwo(już byłe) teraz trzęsie dupami, bo
              ludzie przestali sie bać i idą na zwolnienie lekarskie, na wychowawczy, albo sie
              zwalniaja jak ja. Już nie ma kto robić wyników... Mądrość przysłowia: jak sobie
              poscielesz tak sie wyśpisz-sprawdza się.
              • czlowiek_z_dolu Re: Pamiętnik 05.10.07, 15:29
                Przepraszam za objętość wypowiedzi ale pomyślałam, że „pamiętnikowy” wątek to
                miejsce, gdzie podsumuję etap mojej zawodowej tożsamości z PKO BP, a że podobnie
                jak czuk1, związana byłam z tym bankiem „od zawsze” fizycznie i emocjonalnie,
                trudno w kilku zdaniach przekazać to co w mojej ocenie warte jest refleksji.
                Pozdrawiam Cię czuk1, choć widzę, że chyba ostatnio, zaniedbujesz swoją
                aktywność na forum... :)

                Pracowałam w tym banku na różnych stanowiskach, bez układów, znajomości, jak
                zwykło się mawiać należałam do tych ludzi „z ulicy”. Trudno mi dziś podsumować
                to, czego doświadczyłam w sposób jednoznaczny. Zawsze z sentymentem będę
                wspominała ten bank z przed lat, gdy praca tu dawała maksymalną satysfakcję, a
                klient był jego najwyższą wartością i zapewne dlatego też po latach niełatwo
                było pogodzić się z rzeczywistością, która zaczęła przerażać. Świadomość
                istnienia klienta, który był w centrum zainteresowania nie oznaczała wcale, że
                pracownicy nie byli wówczas doceniani. Pracodawca doskonale potrafił łączyć te
                wartości, którzy angażowali się, nie pozostawali nie zauważeni. Oczywiście
                odstępstwa w tym zakresie istniały,... ale pracowników łączyły fantastyczne
                więzi emocjonalne, wspólna realizacja celu i proklientowskie nastawienie, więc
                takie przypadki były w tym wszystkim bez znaczenia. Nie było planów
                sprzedażowych, stresów, gonitwy. Pracodawca potrafił zadbać również o
                niematerialne wartości, mając świadomość, że atmosfera w miejscu pracy nie
                pozostaje obojętna na proces sprzedaży. Pracownicy z rodzinami spędzali
                wspólnie czas na wycieczkach, imprezach firmowych, nie zaniedbywano imprez
                integracyjnych, więc często te sympatie przenosiły się na grunt prywatny. I
                właśnie w tym okresie od starszych koleżanek (bo kolegów to na palcach jednej
                ręki...) na co dzień uczyłam się sumienności, zawodowej rzetelności wobec
                klienta i zaangażowania w jego sprawy. Kiedy dzisiaj wspominam ten czas muszę
                stwierdzić, że nieliczne wówczas koleżanki mogły pochwalić się dyplomem wyższej
                uczelni, jednak to nie przeszkadzało, by z młodych ludzi wykształcić oddanych,
                lojalnych bankowi pracowników. Jednak ci ludzie nie zostali przygotowani do
                czasów, które wkrótce nastały. To co funkcjonowało latami zburzono. Rozpoczęła
                się walka o klienta, która przy niewłaściwie określonych zadaniach, z czasem
                zaczęła przybierać formę wojny pomiędzy oddziałami, potem już między wydziałami,
                ale ileż trzeba by mieć siły, by walczyć z nieomylnymi specjalistami w
                regionach, centrali banku, którzy kończąc kolejną podyplomówkę, w jednym palcu
                mieli strategie marketingowo-sprzedażowe i byli przekonani o słuszności ich
                przeniesienia „z za oceanu” na polski grunt. Nikt nie zwrócił uwagi, że kraj po
                transformacji, którą przeszedł bank, którego podwaliną była Pocztowa Kasa, nie
                może przyjąć strategii właściwych dla rynków zagranicznych, bez procesu
                przygotowana tych zmian i bez wsparcia technicznego. Bez modyfikacji i
                przystosowania go do realiów funkcjonowania na polskim gruncie, uwzględniającego
                strukturę posiadanego portfela i ludzi, którzy utożsamiając się z tym bankiem, z
                wielkim oddaniem zapewniali mu latami zysk. Sytuacja wymknęła się chyba nieco z
                pod kontroli, jeśli oczywiście komukolwiek zależało na utrzymaniu lojalnych
                klientów i lojalnych pracowników. Brak pomysłu na przebudowę tego, jakże
                specyficznego systemu bankowego doprowadził do sytuacji, z którą teraz na co
                dzień muszą zmierzyć się ci którzy pozostali i ci, nowi, którzy dysponują
                akademicką wiedzą. Rozpoczął się wielki proces migracji klientów i pracowników.
                Rozwiązań na ten stan upatrywano w planach sprzedażowych, nie uwzględniając
                lokalnych możliwości ich realizacji. Z przywoływanego już rynku zachodniego na
                szczeblu centrali wyliczono (czy też starano się wyliczyć, rentowność danego
                oddziału), przerzucając tym samym ciężar odpowiedzialności z tytułu prowadzonej
                działalności bezpośrednio na pracowników oddziałów. Tylko, czy można ludzi
                obarczać odpowiedzialnością za eksploatacje wielopiętrowych zabytkowych
                kamienic, za podjęte decyzje o remontach tych obiektów? To z góry skazane jest
                na niepowodzenie, załoga okrojona bowiem do granic możliwości, ma udźwignąć
                ciężar finansowy decyzji podjętych przed laty, ma zapewnić zysk funkcjonującym
                jednostkom specjalistycznym, które go nie generują....przepraszam, ale
                zapędziłam się w swoich przemyśleniach, a zamierzałam skoncentrować tym razem na
                sobie, ale to jedynie potwierdza emocjonalne związanie z bankiem.
                Tak więc wszystkie „wojny” w przedstawionym aspekcie musiały wreszcie dosięgnąć
                walk wewnątrz samych wydziałów, kończąc na bitwach „biurko w biurko”. Miałam to
                szczęście, że nie doświadczyłam już tego agonalnego etapu. Ostatni rok
                wielokrotnie jeszcze podejmowałam z przełożonymi próby dyskusji, przygotowywałam
                analizy i opracowania zestawiając z sobą wartości sprzedaży z uwzględnieniem
                kodeksowych norm czasu pracy, wskazywałam, na konieczność zapewnienia bieżącej
                obsługi, pisałam pisma...nigdy bowiem, nie należałam do grona kadry, która
                zachowuje się biernie. Przekonywałam, argumentowałam, „wierciłam” przysłowiową
                „dziurę w brzuchu” i niejednokrotnie byłam wysłuchiwana. Pewnie czasem tak „dla
                świętego spokoju”, bo generalnie nie lubi się w banku zbyt dociekających,
                niepokornych,...a próbujących zarządzać, choć to zarządzanie najlepiej, by
                sprowadzało się do przekazywania poleceń „z góry” swoim pracownikom,
                bezwzględnego posłuszeństwa i tłumienia wszelkich oznak niezadowolenia już w
                zarodku. Nigdy nie zgodziłam się z tak postrzeganą rolą szefa i cieszę się, że
                pomimo wszystkich okoliczności „nie sprzedałam się” i wytrwałam. Dziś wiem, że
                naiwnością były próby ratowania tego co latami zostało zbudowane, miałam
                świadomość, że to jest koniec, że właśnie zbliża się stan agonalny, wojna
                „biurko w biurko”, że nie wytrzymamy w wydziale kolejnego roku absurdów, pracy
                ponad siły...Nie chciałam poddać się, jeszcze liczyłam... nie wiem na co, na
                cud? Nie udało się....

                ...minął prawie rok od mojego odejścia...

                (...) obiecywałam sobie, że w lipcu odpocznę , nabiorę sił. Jednak w czasie
                urlopu zdałam sobie sprawę, że nawet nie potrafię już wypoczywać. Nie miałam
                ochoty na żaden wyjazd, spędziłam go w domu, choć myślami byłam w pracy. Czułam,
                że tracę wiarę we własne możliwości, że te ostatnie kilka miesięcy kompletnie
                mnie zrujnowało nie tylko fizycznie, emocjonalne ale i intelektualnie.
                Wiedziałam, że dzieje się coś niedobrego, stale towarzyszyło mi uczucie lęku,
                pojawił się ucisk w klatce piersiowej i bóle głowy, które były nie do
                zniesienia. Najbliżsi przyzwyczaili się, że z byle powodu czuję się
                rozdrażniona, że próby podjęcia rozmowy zazwyczaj wywołują płacz. Dziś zdaje
                sobie sprawę, że jeszcze rok temu, to co działo się w moim życiu zawodowym, nie
                pozostawało obojętne wobec najbliższych. Jednak wtedy bank był najwyższą
                wartością. Wiem, to idiotyczne, ale wiem to teraz. Mąż i córka widzieli moją
                szarpaninę na co dzień, wychodziłam rano, wracałam po 21 i tak „na okrągło”, to
                oni wielokrotnie podejmowali próby, aby wspólnie znaleźć rozwiązanie. Doceniłam
                to po czasie, wówczas nie ułatwiałam im tego zadania, choć coraz bardziej
                zdawałam sobie sprawę, że nie mogę dalej tak funkcjonować. Powrót po urlopie
                okazał się trudny... zaległości się piętrzyły, kolejne zmiany, prawie 300 nowych
                wiadomości w skrzynce, pracownicy, telefony i oczekujący klienci. Musiałam
                powrócić do wytężonej pracy....
                Coraz bardziej narastało we mnie jednak jakieś poczucie krzywdy... winy....
                Przestraszyłam się, gdy ucisk w klatce piersiowej utrzymywał się kolejny
                tydzień... We wrześniu lekarz stwierdził zespół nerwicowo – depresyjny, musiałam
                podjąć stosowne leczenie. Pierwsza rozmowa była trudna, ale z każdą wizytą było
                coraz lepiej..
                • czlowiek_z_dolu Re: Pamiętnik 05.10.07, 15:48
                  ...opowiedziałam o swojej roli zawodowej, o rosnących oczekiwaniach, o pracy po
                  godzinach, o poczuciu bezsensu i wpływie tej sytuacji na życie prywatne. Wtedy
                  poczułam ulgę. Środki farmakologiczne pozwoliły mi się wyciszyć, nabrać
                  dystansu....Czas leczenia był jednocześnie czasem głębokiej refleksji. Całe
                  życie poświęciłam temu bankowi, klientom i wierzyłam, że to właściwe.
                  Maksymalnie zaangażowana, pełna entuzjazmu, zawsze dyspozycyjna,... kosztem
                  własnego zdrowia, kosztem najbliższych. Być może wielu uzna to za dezercję,
                  tchórzostwo... Dziś inaczej patrzę na tamten czas i żałuję, że nie miałam odwagi
                  zrobić tego wcześniej, dużo wcześniej. To dziwne, broniłam się przed podejściem
                  decyzji o odejściu, bałam się, że to będzie dla mnie katastrofa, że nie poradzę
                  sobie. Nic bardziej mylnego, kiedy podjęłam decyzję o odejściu, niemal
                  natychmiast poczułam ulgę, wkrótce powróciła chęć do życia. To cudowne uczucie,
                  od dawna nic nie sprawiło mi takiej ulgi. Żartowałam z lekarzem, że może za
                  jakiś czas wprowadzona zostanie nowa jednostka chorobowa, którą nazwą syndromem
                  PKO?... gdy byłam przekonana o słuszności decyzji, oznajmiłam to lekarzowi i
                  chciałam wrócić do pracy, by rozwiązać umowę o pracę. Najtrudniejsza była
                  rozmowa z ludźmi z wydziału, tu były emocje, szloch. Przeprosiłam, że nie dałam
                  rady, że ich zawiodłam, może gdybym była młodsza? Dawali z siebie i miało to
                  bezpośrednie przełożenie na wynik wydziału, nigdy nie musiałam się wstydzić, ale
                  wciąż było mało... i mało....gdyby zapewne nie te ostatnie 4 lata pracy w banku,
                  nigdy bym się z nim nie rozstała, zabrzmi to górnolotnie, ale czułam się
                  odpowiedzialna za klientów, tak jak mi to przed laty wpajano i te wartości
                  starałam się przekazywać młodszym koleżankom i kolegom. Żal, że „z góry” tego
                  nie widać... Dziś bogatsza o doświadczenia wiem, że poza pracą są inne wartości,
                  które zaniedbywałam... Podsumowanie? Myślę, że każdy po przeczytaniu tego tekstu
                  powinien mieć prawo do własnej oceny... Mój wydział „w starym” składzie
                  „rozsypał się”. Z ośmioosobowej „drużyny” w perspektywie 6 miesięcy umowę o
                  pracę rozwiązało 5 osób. Może to jest „jakaś” puenta tej wypowiedzi? A nawet
                  jeśli,... kogo to obchodzi??? Cieszę się, że dziś jest normalnie,... to
                  niesamowite, ale pracując mam czas podzielić się z Wami tym co czuję, kiedyś
                  było by to mało prawdopodobne. Takie emocjonalne, długotrwałe związanie z
                  pracodawcą, którego ewolucję obserwowałam ze stadium ideału przez obojętność, a
                  kończąc na praktykach sprzecznymi z zapisami prawa pracy, musiało pozostawić
                  piętno w mojej psychice. Zregenerowałam siły i dziś już bez emocji potrafię
                  spojrzeć na to, co poza mną. Tym co pozostali, chciałabym życzyć...? a no
                  właśnie, nie bardzo wiem... ale chyba mądrych, przemyślanych decyzji i szefów,
                  którym nigdy nie zabraknie entuzjazmu i wiary w sukces.


                  • alternatywy5 Re: Pamiętnik 05.10.07, 18:13
                    Powiem krótko, krok po kroku spotkało mnie to samo .Czytając ten
                    Twój pamietnik dostrzegłam swoją pracę , zaangażowanie, naiwną
                    wiarę, upokorzenie, zniszczenie. No cóż róznica polega na tym , że
                    ja odeszłam gdy uporczywy ból, strach, lęki nocne, koszmary i
                    natręctwo myśli były już dla mnie nie do zniesienia. Teraz wiem , że
                    nie warto poświęcać siebie bo życie po raz drugi nie będzie nam
                    dane. Rany po PKO leczę dopiero od 6 miesięcy-bez pomocy doktorów
                    ale rozumiem jak to boli i jak trudno zapomnieć i jak trudno było
                    zrezygnować. " Moi" ludzie też powoli odchodzą. Ale niktórzy moi
                    przełożeni uznali , że wygrali swoją wojenkę. I niech tak zostanie
                    wbrew wszystkiemu zyczę wszystkim moim przyjaciołom i
                    nieprzyjacielom - zdrowia i SUKCESÓW.
                    • tylko_spokojnie Re: Pamiętnik 10.10.07, 21:48
                      Dziękuję Wam.
                      Nie wiem jak i dlaczego, ale lektura Waszych wspomnień działa
                      kojąco. !?
                      Uświadomiłam sobie, że wartością samą w sobie jest normalność i
                      determinacja w dotychzasowej walce o utrzymanie jej w relacjach z
                      klientami i współpracownikami.
                      Dziś:
                      Mam poczucie porażki - tego jestem pewna od dłuższego czasu.
                      Mam niedosyt i żal do siebie - że nie udało mi się obronić ludzi.
                      Mam satysfakcję - mimo wszystko - że nie złamałam kręgosłupa, choć
                      przyznam, że rany leczyć będę jeszcze długo.

                      Dziś patrzę z boku jak krok po kroku niszczony jest cały nasz
                      dorobek. Wspominam wszystkie ciężko wypracowane osiągnięcia i
                      sukcesy. Patrzę jak każda kolejna decyzja następców/zastępców
                      wykreśla nas z historii tego Banku, Oddziału, Wydziału.
                      Dziś jestem w stanie tylko sparafrazować sama siebie: BĘDZIE DOBRZE -
                      choć niestety już nie tu.

                      PS. Dziś miałam kolejną ciekawą rozmowę (jedną z tych ostatnich) i
                      ze zdziwieniem stwierdziłam, że dziś (dzięki wspomnieniom) mogę
                      powiedzieć sobie że z pracy w PKO jestem dumna. Mam jednak
                      świadomość, że nowe PKO już tej satysfakcji mi nie da, więc muszę w
                      końcu odpuścić i zachować tak wiele jak się da z tego co było naszym
                      PKO.
                      To brzmi dziwnie w ustach kogoś kto przed PKO miał okazję pracować w
                      dwóch innych bankach, ale dzięki LUDZIOM, których tu spotkałam, to
                      właśnie PKO jest miejscem, w którym miałam okazję dostać najlepszą z
                      możliwych szkół życia. Dziękuję Wam wszystkim!
                      • zwiazkowiec Re: Pamiętnik 11.10.07, 20:21
                        Ano właśnie...Ja też tu w tym PKo spotkałem wspaniałych ludzi, i nadal utrzymuję
                        z nimi kontakt. Tyle ze w PKo są oni niedoceniani, alo niewystarczająco doceniani.
                        • jestem_jestem_wszystkim Re: Pamiętnik 16.10.07, 20:41
                          I przepadł mój wątek, tak samo jak ja. Decyzja bardzo trudna ale po
                          przegranych bitwach chyba lepiej się poddać i zachować ostatnie
                          resztki motywacji, na działanie poza obecnym miejscem pracy. Przykro
                          jak cholera ale kogo to obchodzi, po prostu życie - jeden się
                          cieszy ,a obok drugi umiera. Punkt widzenia zależy od punktu
                          siedzenia, wiadomo. To jest troche jak te wybory, niby powinno się
                          iść bo jesteśmy suwerenami, gdy jednak uświadomimy sobie...a zresztą
                          szkoda tych wywodów przecież jestem malkontentem/tką, pozdrawiam
                          wszystkich normalnych (życiowych) ludzi i proponuję wszystkim innym
                          zaczynać zmiany od siebie-zawsze zaczynaj od siebie, potem wymagaj
                          od innych. Cześć

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka