Na początku chciałam podziękować za przyjęcie mnie do forumowego grona ,
jestem naprawdę szczęśliwa

dziekuję Kiranno
Man na imię Monika i mieszkam we Wrocławiu , chciałabym napisać jak zaczęła
się moja przygoda z Turcją...oceńcie sami...bo dla mnie do tej pory jest to
cos nieprawdopodobnego
Pewnego pięknego dnia , bedąc w psychicznym dole umówiłam się z moją
przyjaciółką która notabene jest wróżką (znaną i bardzo wziętą) na małe
spotkanie. Chciałam wybrać się gdzieś na odpoczynek , ponieważ byłam zmęczona
problemami które zatruwały mi życie a w szczególności moim mężem.Po krótkiej z
nia rozmowie i po położeniu kart , powiedziała mi że muszę udać się własnie do
Turcji , że to diametralnie zmieni moje życie. Wykupiłam więc tygodniowa
wycieczkę, zostawiłam dziecko u dziadków i poleciałam.....
Już w pierwszy dzień byłam zachwycona , udręką były dla mnie tylko panujące w
Alanyi upału (sierpień). Poznałam mnóstwo ludzi i pewnego męzczyznę.
Spedzaliśmy ze sobą kazda wolną chwilę , praktycznie nie sypiałam gdyż on
pracował do późna a potem.....nocne życie....
Po tygodniu wróciłam do domu , ale Turcja została w moim sercu , wiedziałam że
tam wrócę....
Wróciłam po 5 tygodniach , tym razem na 2 tygodnie. Moje życie nabierało
rumieńców , zakochałam się w otwartości tych ludzi , w tym kraju który kryje w
sobie wiele niespodzianek. Moje zauroczenie nie było kwestią poznania
męzczyzny , coś mnie ciągnie tam , do tych ludzi i do tego
..hhmm...zapachu....sposobu życia , możliwości.
Po powrocie do Polski , do domu moja dusza nie miała już spokoju ...czułam ,
że muszę zrobić coś ze swoim życiem i choć moje małżeństwo nie było ani złe
ani dobre....rozwiodłam się. Zostawiłam dom pełan luksusów , przepychu i męża
z pełnym kontem. Za całe zaoszczędzone pieniądze chciałam kupic mieszkanie w
Alanyi.....niestety rodzina wybiła mi to zgłowy argumentując tym , że mam małe
dziecko które musi być wychowywane tu gdzie się urodziło. Zostałam ,
urzadziłam się w Polsce i.....i mam w sobie niepokój którego nie potrafie
poskromić. Moje ja , moja dusza ciągnie tam....do tamtego świata. Cały czas
utrzymuję kontakt internetowy z tureckimi przyjaciólmi , coraz bardziej na
jednym z nich zaczyna mi zależeć. Jest bardzo wytrwałym człowiekiem i tez po
przejściach....naprawdę się rozumiemy. Bardzo chciałabym pojechać na okres
sylwestrowy do Istambułu ale zupełnie nie wiem jak...jest tyle przeciwności.
Moje ja , moja dusza , zyją w rozterce.....czuję , że muszę podjąc próbę bycia
tam przez jakiś czas bo zwarjuję , chce wiedzieć czy to tylko moja wyobraźnia
czy naprawde będę tam szczęsliwsza.....
To tak pokrótce...moje myśli i odczucia...
Powiedzcie mi proszę czy możliwy jest taki zbieg okoliczności? Odkąd tam
wyjechałam całe moje myśli krązą wokół tego kraju...czy ten kraj tak zaraża?
Monia