dirgone
23.10.06, 15:32
Nie jadam mięsa i często zjedzenie czegoś na mieście (bezmięsnego i zdrowego)
jest dla mnei bardzo trudne. Chodzi mi o zjedzenie czegoś na szybko i w miarę
tanio.
W sobotę byłam na zakupach w pewnym centrum handlowym. Byłam głodna, więc
ucieszyłam się na widok Green Waya, o którym czytałam gdzieś na forum, że jest
wegetariański i podobno dobry.
Podeszłam z myślą, że będę miała diabelnie trudny wybór, bo uwielbiam jeść, a
tu na pewno taaki wybór. Menu nad barem wyglądało imponująco, gorzej w
naturze. Powykładane kulki serowe, kotleciki i takie tam niczym w wygladzie
nie odbiegały od makdonaldowych brokułów i kalafiorów i panierce - tak samo
tłuste, jakby ktoś je zanurzył w starym tłuszczu i zapomniał o nich przez
godzine. Może jest to całkiem niezłe w momencie spozywania, lecz po 15
minutach nadchodzą mdłości i wstrętny posmak w ustach. Naleśniki ze szpinakiem
(kocham szpinak) wyglądały równie nieapetycznie. Pomyślałam o pierogach - całe
szczęście dwie osoby przede mną je kupowały. Jeden chłopak zamówił ruskie -
kiedy je dostał, widać było po jego twarzy, że nie wie, czy je wziąć, czy
rzucić nimi w kucharza - wyglądały jakby się rozpływały na talerzu. Ponadto
pierwsze słyszę, żeby ktoś gdzieś nakładał na pierogi tak solidną porcję
tłuszczu i cebuli.
Dziewczyna za chłopakiem wzięła pierogi z kapustą - powiedziała, ze chce
podsmażane, bez tłuszczu i bez cebuli. I owszem, dostała, tyle że nie
odsmażone, a smażone jak frytki w głębokim tłuszczu. Pierogi były "wzdęte" i
równie tłuste co wyżej wymienione potrawy.
Jako że byłam nadal zdecydowana coś tam zjeść (taki masochizm), zdecydowałam
się na tortillę z warzywami. nie było. Oki, zdarza się. No to poprosiłam o
pitę (to zepsuć naprawdę trudno). Pani wyjęła chlebek, rozłożyła i już chciała
wsadzać surówkę, kiedy się zapytałam, czy to jest z cebulą. Pani w szoku, nie
wie co odpowiedzieć. w końcu wyjąkała, że tak (tym razem ja w szoku) i że jest
tylko jakaś taka pozostała, z kapusty pekińskiej (kapusta pekińska i ogórek
kiszony. może coś w tej surówce jeszcze było, ale nadmiar kapusty pekińskiej
to zagłuszył).
Jeśli chodzi o cebulę, to wytłumaczę mój szok. Nie o to chodzi, że to było z
cebulą (której nie cierpię, a ze mną mnóstwo ludzi - cebula jest, hm,
dyskusyjna), tylko o to, że we wszystkich kanapkarniach pytają się, czy chcę z
cebulą, czy też nie. A tu nie było pytania, bo nawet nie było takiej opcji! A
w owej surówce cebuli było naprawdę mnóstwo, w dużych kawałkach. Pani napchała
pitę surówką z kapusty pekińskiej. Przechodzi do sosu - jestem przyzwyczajona,
że też się mnie zawsze pytają (głupi apetit czy oscar!), a pani nic, zanurzyła
chochlę i już prawie polewa, a ja co to za sos. Ona na mnie, że jest do wyboru
czosnkowy lub paprykowy. Ja załamka. Czosnek nie podlega dyskusji, wiadomo o
co chodzi (mnóstwo ludzi go nie je). Sos paprykowy może więcej je, ja akurat
rzeczy paprykowych nie lubię. No ale jestem przyzwyczajona, że są sosy
warzywne, słodko-kwaśne i tego typu, a tu TYLKO czosnkowy i paprykowy!
Chciałam sos, no bo bułka z kapustą pekińską to było dla mnie za mało, więc
uznałam, że przeboleję odrobinę paprykowego (całe szczęście że poszedł na
dolną partię). Wtedy zauwazył mnie kierownik (chyba) i powiedział, że mogę
ewentualnei dostać vinegret (tak to się pisze?nie pamiętam). No to dostałam na
wierzch.
Pitę dostałam do ręki, bez żadnego widelca ani słowa, gdzie on jest. Ja
zapomniałam, ze powinnam wziąć, ale może obsługa również. A potem nie chciało
mi się już wracać. Zjadłam pitę do połowy (część z vinegretem) i doszłam do
części dolnej z odrobiną sosu paprykowego. I tu zagwostka - nie jadam czosnku,
bo go nie cierpię, ale dałabym sobie rękę uciąć, że w sosie paprykowym był
czosnek. Ale może ja po prostu nie wiem, jak on smakuje. Po jednym kęsie
czułam ten dziwny smak przez godzinę, a smak sosu paprykowego raczej znam
(choć też nie przepadam). Resztę pity wyrzuciłam.
Przepraszam za tak długi post, ale musiałam się wypisac. Po prostu miałam
nadzieję, ze trafiłam na fajny barek wegetariański, a to co zobaczyłam ( i
zjadłam) załamało mnie. Jeśli mięsne osoby oceniają wegetarian po takim
jedzeniu, to wcale się nie dziwię, że tak wielu nie chce tego tknąć. Może i ja
jestem wybredna z moją fobią cebulowo-czosnkową, ale jakoś nigdy nie miałam z
tym większego problemu, dopiero tutaj. O "walorach" zdrowotnych tego jedzenia
nie bedę nawet wspominać.