splenda
09.10.03, 06:38
czytajac watki wegetatianow automatycznie wyczuwam ze wegetarianie wyraznie
usiluja wykazac sie jakas 'boska wyzszoscia' nad miesozernym plebsem. Nic,
tylko ktorys tam Brumbak zaraz powie ze sie mianowal nastepnym swietym i
przywodca kosciola szaolinow. Cikawi mnie wiec jak te 'swiete nieomal' osoby
czyli nasi wegetarianie radza sobie z dawaniem w zyle itp. Mysle sobie, co ja
bym zrobil jakby mnie napadlo zle z wegetarianstwem (uwielbiam jezyk wolowy w
chrzanie, zajadam sie golonka wieprzowa, nozki w galarecie maja na mnie
wiekszy urok niz wegetarianska laska o wygladzie z Planety Malp. A wiec
jezeli chodzi o marycha to spoko chyba, nie. Jezeli chodzi o wodzie to tez
ok, no w koncu rzadko sie spotyka wodki z dodatkiem krwi. Piwo no problem,
ale unikac tego staroangielskiego do ktorego dodaje sie kaplona... Palic
mozna bo to jest naturalne, nie? Wrong! Do tytuniu dodaje sie toluen i
amoniak a wiec dostaje sie szybciej kuku. Ale zaraz, toluen i amoniak sa
organiczne a wiec mozna pufac legalnie i zaden kamasutra nie ma prawa nas
obsztorcowac. Kawa? Dobra ale czy nie lepiej po swojsku, zbozowa?
Acha, jem kaszanke, jem watroby (moga byc z BSA). Smalec jem ze swini a nie z
jakiejs tam parlatki. Zycze wam duuuzo soji!