Witam serdecznie,
2 tygodnie temu mój synek wylał na siebie szklankę z wrzątkiem

Poparzenia II stopnia klatki piersiowej i brody. Pod bródką stopień II/III. Groził mu przeszczep,udało się go uniknąć. Byliśmy w szpitalu na ul.Szpitalnej przez 9 dni, miał naklejone plastry granuflex thin. Teraz zdjęto mu te plastry,mamy smarować jedynie maścią tranową. Za 2 dni do kontroli do docenta Mańkowskiego.
Mam parę pytań, byłabym wdzięczna za pomoc.
Rany synka są na chwile obecną czerwone. Kiedy one zaczynają "blednąć"? Czy to normalne że każą nam smarować tylko maścią tranową? Czy u kogoś tak wyglądała terapia ?
Kiedy ta skóra na klatce i bródce powróci do "normalności? Czy powróci? Jak zapobiec blizną?
Opieka w szpitalu była bardzo dobra, jedyny minus to mało informacji.
Pan docent gdy byliśmy u niego nie był zbyt rozmowny. Być może moje pytania są błahe czy też głupie dla kogoś jednak byłabym wdzięczna za jakiekolwiek informacje. Oczywiście czytałam w internecie sporo na ten temat,jednak będę wdzięczna za każdą radę. Moje nerwy,stres nie pozwalają mi "trzeźwo" myśleć,wybaczcie chaotyczność mojej wypowiedzi.
Może są tu rodzice dzieci poparzonych z Poznania i poleciliby jakiegoś lekarza?
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź,pozdrawiam i z góry dziękuję.