Dodaj do ulubionych

cmentarz dla luster

07.05.10, 17:39
Mam 26 lat. Skończyłam studia, pracuję o ironio - jako terapeuta.
Miesiąc temu lekarz zdiagnozował BPD. Wcześniej ta nazwa kojarzyła mi się z nickami blogujących nastolatek - pociętych żyletką, wołających syrenim śpiewem o pomoc.
Dwa i pół roku temu skończył się mój jedyny poważny emocjonalnie związek. O koniec oskarżałam Jego, wszak zostałam ostentacyjnie zdradzona. Teraz wiem, że to nie takie oczywiste, że kij ma jednak oba końce.
Lekarz po wysłuchaniu mojego curicullum vitae powiedział, że to dlatego taka jestem: bo mnie przez pierwszy rok życia nikt nie dotykał. Leżałam w szpitalnym łóżeczku i czekałam na nowych rodziców albo na śmierć.
Podleczyłam się po tamtym rozstaniu, by ponownie się zakochać. Tak. Od pierwszego wejrzenia. Bardzo chciałam miłości, bliskości i prefekcyjnej bratniości dusz. Poleciałam w tę relację z ogromnym ładunkiem emocji. Dostałam subtelnego kosza: nie, nie chcę się znów angażować, też mnie skrzywdzono.
Tak zaczęła się moja tragedia. Zawalił się cały mój świat, z fundamentami włącznie. Zaczęłam pić, film urywał mi się nawet na trzeźwo, masakrowałam depresyjnymi listami całe bliskie otoczenie, groziłam samobójstwem, marniałam w oczach. Jedno Jego miłe słowo wystarczyło, bym odżyła i jedno zimne, bym znów zakopywała się w grobie. Jednej nocy pisałam do niego "żałuję, że Cię poznałam" a następnego dnia przepraszałam i tak w kółko.
Lunatykuję za dnia i w nocy. Niczego potem nie pamiętam, budzę się z pokaleczonymi stopami, albo ubrana w nieznanej okolicy. Każde słowo mnie rani, kocham ludzi i nienawidzę ich. Nienawidzę siebie, nie mogę patrzeć w lustro choć podobno jestem piękna. W nic i w nikogo już nie wierzę. Jestem potworem, którego należy zamknąć lub zabić, by już nikogo nie skrzywdził.
I nikt niczego nie widzi, bo już sama nawet nie wiem ile mam na sobie masek...
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka