ofiara14
26.08.14, 00:06
Moja borderka rzuciła mnie po roku znajomości. Pewnej pięknej soboty, przez telefon. Dowiedziałem się wtedy, że nic nie wnoszę do związku, że nie wyobraża sobie dalszego utrzymywania ze mną kontaktu. Owszem, potrzebowała mnie wcześniej, ale teraz już nie. To było jak zderzenie z samochodem.
Zakochałem się w niej można powiedzieć od pierwszego wejrzenia. Poznałem ją w jej gorszym okresie. Źle się czuła, miała myśli samobójcze, ataki paniki. Ale przez to przeszła, i gdy poczuła się lepiej, dużo lepiej - powiedziała, że to koniec, i trzasnęła słuchawką.
To było prawie dwa miesiące temu. Myślałem o psychologu, nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Czasem myślałem o śmierci, zagłuszałem to alkoholem. Ale czas robi swoje. Spotkałem ją miesiąc po rozstaniu. Nie wracałem do naszej rozmowy telefonicznej ( chociaż to ona cały czas mówiła ), byłem uprzejmy, spokojny i szybko, po paru zdaniach, się oddaliłem. Od tej pory nie mamy ze sobą żadnego kontaktu.
Owszem, myślę czasem o niej; o tym, co było. Tak szybko nie można zapomnieć. Czasem jest mi smutno, ale życie toczy się nadal. Nie mam do niej pretensji. Jest chora, a ja wiedziałem o chorobie. Myślę, że z każdym dniem będzie lepiej. Zająłem się pracą. Na razie nie szukam nikogo.