Dodaj do ulubionych

czy moge zapodac wam wiersza na dzien dobry?

07.03.06, 16:40

Obserwuj wątek
    • kolorowa_diablica Re: czy moge zapodac wam wiersza na dzien dobry? 07.03.06, 16:43
      noo... dawaj smile
    • tygrysio_misio refletsja na dzis 07.03.06, 16:44
      ZBIGNIEW HERBERT
      „PIECIU”


      1

      Wyprowadzają ich rano
      na kamienne podwórze
      i ustawiają pod ścianą

      pięciu mężczyzn
      dwu bardzo młodych
      pozostali w sile wieku

      nic więcej
      nie da się o nich powiedzieć



      2
      kiedy pluton podnosi
      broń do oka
      wszystko nagle staje
      w jaskrawym świetle oczywistości

      żółty mur
      zimny błękit czarny drut na murze
      zamiast horyzontu

      jest to moment
      buntu pięciu zmysłów
      które rade by uciec
      jak szczury z tonącego okrętu

      zanim kula dojdzie do miejsca przeznaczenia
      oko zauważy nadlatujący pocisk
      słuch utrwali stalowy szelest
      nozdrza napełnia się ostrym dymem
      muśnie podniebienie płatek krwi
      a dotyk skurczy się i rozluźni

      teraz już leżą na ziemi
      cieniem nakryci po oczy
      pluton odchodzi
      ich guziki rzemienie
      i stalowe hełmy
      są bardziej żywe
      od tych leżących pod murem

      3

      nie dowiedziałem się dzisiaj
      wiem o tym nie od wczoraj
      więc dlaczego pisałem
      nieważne wiersze i kwiatach

      o czym mówiło pięciu
      w nocy przed egzekucją

      o snach proroczych
      o przygodzie w burdelu
      o częściach samochodu
      o morskiej podróży
      o tym że jak miał piki
      nie trzeba było zaczynać
      o tym że wódka najlepsza
      po winie boli głowa
      o dziewczynach
      owocach
      o życiu

      a zatem można
      używać w poezji imion greckich pasterzy
      można kusić się o utrwalenie barwy porannego nieba
      pisać o miłości
      a także
      jeszcze raz
      ze śmiertelną powagą
      ofiarować zdradzonemu światu
      róże



      • tygrysio_misio refleksja na dzis 07.03.06, 16:44
        sie znow zaplulam i niewyaznie napislam
        • kolorowa_diablica Re: refleksja na dzis 07.03.06, 16:45
          a czegoś bardziej optymistycznego nie masz?
          • tygrysio_misio Re: refleksja na dzis 07.03.06, 16:47
            a czy ta koncowka nie jest optymistyczna?

            ale jak chcesz to maszsmile
    • tygrysio_misio Specjalnie dla Diablątka 07.03.06, 16:49
      PAN COGITO A DŁUGOWIECZNOŚĆ

      1
      Pan Cogito
      może być z siebie gumny

      przekroczył granicę życia
      wielu innych zwierząt

      gdy pszczoła-robotnica
      odchodzi na wieczny spoczynek
      Cogito - osesek
      cieszył się wybornym samopoczuciem

      kiedy okrutna śmierć
      zabiera mysz domową
      przebył szczęśliwie koklusz
      odkrył mowę i ogień

      jeśli wierzyć
      teologom ptaków
      dusza jaskółek
      ulatuje do raju
      po dziesięciu
      ziemskich wiosnach

      w tym wieku
      panicz Cogito
      studiował ze zmiennym szczęściem
      IV klasę szkoły powszechnej
      i zaczeły interesować go kobiety

      potem
      wygrał drugą wojnę światową
      (wątpliwe zwycięstwo)
      dokładnie kiedy koza
      wędruje do Walhalli kóz

      dokonał rzeczy nie lada
      wbrew paru dyktatorom
      przekroczył Rubikon półwiecza
      skrawiony
      ale żywy

      pokonał
      karpia
      aligatora
      kraba

      tezaz znajduje się
      między ostatecznym czasem
      węgorza
      i ostatecznym czasem
      słonia

      tu
      szczerze mówiąc
      wygasają ambicje
      Pana Cogito

      2
      wspólna trumna ze słoniem
      wcale go nie przeraża

      nie łaknie być długowieczny
      jak papuga
      lub Hippoglasus vulgaris

      a także
      orzeł podniebny
      pancerny żółw
      głupawy łabędź

      Pan Cogito
      chciałby do końca
      śpiewać urodę przemijania

      dlatego nie łyka Gelee royale
      nie pije eliksirów
      nie paktuje z Mefistem

      z troską dobrego ogrodnika
      hoduje zmarszczki na twarzy

      pokornie przyjmuje wapno
      które odkłada się w żyłach
      cieszą go luki pamięci

      nieśmiertelność
      od dzieciństwa
      wprawiała go w stan
      tremendum
      zazdrościć bogom czego?
      -niebiańskich przeciągów
      -partackiej administracji
      -nienasyconej chuci
      -potężnego ziewania
      • kolorowa_diablica Re: Specjalnie dla Diablątka 07.03.06, 16:50
        tego pana cogito to ja tłukłam do obrzydzenia w nie tak dawnej przeszłosci...
        już ja sobie lepiej sama cos znajde tongue_out
        • tygrysio_misio Re: Specjalnie dla Diablątka 07.03.06, 16:52
          czyzbys nie podziellala mojego oczarowania Herbertem??
    • tygrysio_misio bajeczka z morałem 07.03.06, 16:55
      ZBIGNIEW HERBERT
      WILK I OWIECZKA

      Mam cię -powiedział wilk i ziewną.Owieczka obróciła ku niemu załzawione
      oczy.-Czy musisz mnie zjeść? Czy to naprawdę konieczne?
      -Niestety muszę.Tak jest we wszystkich bajkach: Pewnego razu nieposłuszna
      owieczka opuściła mamę. W lesie spotkała złego wilka,który...
      -Przepraszam tu nie jest las,tylko zagroda mego gospodarza. Nie opuściłam
      mamy. Jestem sierotą. Moją mamę zjadł także wilk.
      -Nic nie szkodzi. Po śmierci zaopiekują się tobą autorzy pouczających
      czytanek. Dorobią tło,motyw i morał. nie miej do mnie żalu. Pojęcia nie masz
      jak to głupio być złym wilkiem. Gdyby nie Ezop,usiedlibyśmy na tylnych łapach
      i oglądalibyśmy zachód słońca. Bardzo to lubię.
      Tak,tak,kochane dzieci. Zjadł wilk owieczkę,a potem oblizał się. Nie
      naśladujcie wilka,kochane dzieci. Nie poświęcajcie się dla moralu.
      • suczka78 Re: bajeczka ;p 07.03.06, 17:02
        Jak trzy wektory wyznacznik do zera przyrównały

        Za siedmioma przestrzeniami, za siedmioma podprzestrzeniami dana była pewna
        unormowana, dobrze uporządkowana rodzina wektorów w1, w2, w3, ... Nie były one
        przynależne do żadnej wartości własnej, a mimo to rodzina żyła zgodnie i
        szczęśliwie. Nie mieli żadnych kłopotów, prócz jednego: jak zarobić na życie.
        Od okresu do okresu, od -π do +π pracowali w pocie czoła w bazie
        wielowymiarowego Sympleksu - wyzyskiwacza, darmozjada i homotopijcy, który całe
        swoje życie przeżył według zasady najmniejszego działania. I ruszyli się
        wektorowi bracia, striangulowali Sympleks, zrobili z niego Kompleks, ale doli
        swej nie polepszyli. Wyczynia on z nimi swoje homologiczne sztuczki: a to na
        brzeg wyrzuci, a to obszar określoności do punktu ściągnie...

        Niedorze żyć z takim kompleksem - doszli do wniosku bracia. Nie ma na niego
        żadnych ograniczeń. I umyślili trzej najstarsi bracia: w1, w2 i w3 wyruszyć w
        świat, obejść wszystkie przestrzenie i podprzestrzenie, wszystkie powierzchnie
        i rozmaitości i znaleźć dogodny i prawy układ współrzędnych.

        Pokłonili się po raz ostatni starej Macierzy, podjęli ją za kolumny, a potem
        wyszli na czysto potencjalne pole i ruszyli ze skokiem h/2 dokąd oczy poniosą.
        π idą, 2π idą, 3π idą, a potencjał wokół nich maleje i maleje. Popatrzyli
        bracia, a tu przed nimi na gładziutkiej płaszczyźnie zespolonej bieleje potok
        stabilny. Nie zwyczajny to potok, bo w podkowie Smale'a się zawijający.

        -Ech połowić by rybki - westchnął w1.
        -A czemuż by nie? - zgodzili się bracia.
        Z punktu brzegowego zarzucili swą sieć epsilonową, którą już dziad ich dziada w
        nieośrodkowych oceanach domykał. A trzeba wam wiedzieć, że drzewiej nie takie
        epsilony jako dziś bywały. Patrzą bracia: w sieci ryba-sigma się trzepocze,
        ludzkim głosem przemawia:
        -Nie gubcie mnie, mili moi, wypuśćcie mnie do wody, a jeszcze się wam za to
        odwdzięczę.

        Wypuścili ją bracia na wolność, a sami dalej poszli. Uszli trochę, więcej niż
        0, mniej niż ∞, patrzą: przy drodze mały parametr stoi, z głodu płacze.
        Ulitowali się nad nim bracia, nakarmili. Zaczął rosnąć parametr, a gdy osiągną
        lokalne maksimum, pokłonił się braciom w pas i powiada: "Pamiętajcie o mnie, a
        ja jeszcze się wam mogę przydać". I przepadł tak, jakby go w ogóle nie było.

        Pociemniało nagle niebo, słońce schowało się za czarną chmurę. Zawirowały w
        powietrzu liście Kartezjusza, zakręciły turbulentne wiry na polach wektorowych
        zakołysały się snopy koherentne, źdźbła z nich wiązkami lecą. Ogniste
        błyskawice rozdarły niebieską sferę Riemanna. Obejrzeli się bracia, szukają
        schronienia. Patrzą: przy drodze stoi chatka na kurzej łapce.

        -Chatko, chatko, odwróć się do nas plusem, do lasu minusem!

        Zakołysała się chatynka, zakręciła. Weszli bracia do środka i dusza im się
        raduje. Stoi na środku izby stół i ugina się od jadła. Podjedli bracia,
        pytają: "Jest tu kto? Odezwij się, w imię Boże". Patrzą, a zza pieca wychodzi
        kudłaty stwór: ni to wektor, ni to skalar, szczeciną pokryty, zakuty w łańcuchy.

        -Witajcie, mileńcy moi. Jestem dobrym czarodziejem, a nazywam się Ko-Szi Mak-
        Loren. Już pół życia tu siedzę pod strażą okrutnej Nabli-Jagi, bo nie
        stosowałem się do jej zasady nieoznaczoności...

        Nie zdążył dokończyć, bo oto zaświszczało i zaszumiało coś za
        chatką . "Uciekajmy", wykrzyknął Ko-Szi Mak-Loren. Rozkuli go bracia i biegną
        wszyscy ile sił w nogach. Obejrzeli się za siebie i widzą: leci po niebie
        przepiękna Delta. Uderzyła Delta o ziemię, stanęła na głowie i zmieniła się w
        straszną Nablę-Jagę. "Czuję, czuję, wektorami tu pachnie". Ale wektorów i Ko-
        Szi Mak-Lorena już ani śladu.

        Wyprowadził Ko-Szi braci na geodezyjną, pokazał drogę do Dziwogrodu (który
        będziemy oznaczać przez Divgrad), a sam poszedł swoją drogą. Poszli bracia po
        linii geodezyjnej, a przed nimi rosły mury Divgradu, podobnie jak rośnie wykres
        tangensa przy argumencie dążącym do π/2. A rozbiegały się z nich promienie
        złociste, tak, jak rozbieżne są sumy częściowe szeregu harmonicznego. Zaszli
        bracia do otwartej (a nie domkniętej) gospody "Pod Pierwiastkiem", pogadali z
        karczmarką, grubą Tyldą, a ona opowiedziała im o wielkim nieszczęściu, jakie
        nawiedziło ich gród.

        Książę Divgradu, wielki Tensor Holomorficzny X, dobry, kowariantny pan,
        wyprawił Bal Niezmienniczy z okazji 16 rocznicy urodzin swej córki, pięknej
        Rezolwenty. Takiego balu jeszcze nie było w jego obszarze holomorficzności.
        Przyjechał na bal sam książę d'Y ..., w samosprzężonej kolasce przybył graf
        Sinus ze swoją Sinusoidą. Wielowymiarowa muzyka delikatnie unosiła się po
        salach balowych, przy hiperbolicznych stolikach starsi grali w quasipreferansa,
        w lożach młodzi oddawali się całkowaniu po dt. Strojna w liberie służba na
        każde skinienie różniczkowała gościom jadło i napitki. Przygasło nagle światło,
        po ścianach zatańczyły figury Lissajous, wypłoszyli się goście. A gdy znów
        rozbłysło światło, spostrzeżono, że Rezolwenty-krasawicy ani śladu. Metodą
        sprowadzenia do niedorzeczności wykazano, że porwał ją zły czarownik
        Vandermonde. Dostał się on na bal naruszając warunki holomorficzności Cauchy-
        Riemanna i wykonując zręczne podstawienie w szeregach straży.

        Mocno wryła się braciom w duszę opowieść Tyldy. I postanowili zmierzyć się ze
        strasznym Vandermondem i wyzwolić z jego rąk nadobną Rezolwentę. Przez szereg
        dni i nocy przygotowali się do wyprawy, wreszcie powróżyli sobie z hodografu i
        ruszyli w drogę.

        Bajka przędzie się wartko, lecz rzecz wolniej się toczy. Niełatwe warunki
        brzegowe zagradzały braciom drogę do sąsiedniego obszaru, najeżonego
        pseudowektorami, w którym panowała klasowa nierówność Schwarza. Ale po obwiedni
        dostali się bracia do punktu rozgałęzienia, w którym tablica stoi: "Na lewo
        pójdziesz - współrzędne pogubisz, na prawo pójdziesz - nieskończoność
        zobaczysz, prosto pójdziesz - przetransponujesz się". Zmartwili się bracia. "Co
        robić?", nie wiedzą. Nagle jak spod ziemi wyrasta przed nimi dobry znajomy Ko-
        Szi Mak-Loren.

        -Znam, znam wasze zmartwienia, bracia moi. Trudna to rzecz pokonać
        Vandermonde'a. Jego śmierć wyznacza wyznacznik. A wyznacznik ten leży w
        dodekaedrze, dwie macierze w bok od cyklu Hamiltona. A dodekaedr leży w
        ikosaedrze. A ikosaedr jest ściśle związany z zerami funkcji meromorficznej:
        pierwszy węzeł zwyczajny, drugi nie ściągalny, trzeci - logarytmiczny. A
        funkcja ta ma osobliwość w biegunie i dostać się tam - trudna sprawa. Leży on
        za 2+3i górami, 3-2i lasami, w zespolonej przestrzeni złego chana Banacha. A
        przy biegunie siedzi stwór-potwór o przestępnej liczbie zębów, wołają na niego
        Dekrement. A z drugiej strony siedzi pies Funktor, sobaka złowroga, sierść na
        nim jak na jeżu z m kolcami, ogon zwija się jak w lemacie o wężu, funktorów
        pochodnych nie ma, bo nieaddytywna bestia. Taki to wyznacznik trzeba dostać i
        przyrównać do zera.

        Znów wskazał im Ko-Szi drogę i poszli nią bracia, aż doszli do brzegu
        niepustego obszaru, wypełnionego cieczą nieściśliwą. Patrzą, myślą, co robić,
        nie wiedzą. Nagle wychyliła pyszczek z cieczy sigma-ryba, ludzkim głosem
        przemówiła:
        -Teraz ja się wam przydam.
        Przewiozła ich na drugi brzeg i wskazała dalszą drogę. Nie zdążyli bracia
        przejść nawet 2 okresów, kiedy zagrodziła im drogę nieciągłość pierwszego
        rodzaju. Ale któż to przed nimi skacze? Mały parametr!
        -Wyście mi pomogli, a teraz ja wam pomogę - powiada.
        Uderzył o ziemię, rozwinął się w szereg, zwiększył stopnie przy kolejnych
        wyrazach, potem raz jeszcze i jeszcze raz i przeszli bracia Ck - gładko na
        drugą stronę.
        -A teraz idźcie po śladach operatorów prosto do bieguna - mówi.

        Znaleźli w1, w2 i w3 ślady - patrzą, a rozchodzą się one na trzy strony świata.
        Poszli bracia każdy w swoją stronę. Szedł w1, szedł, a tu jak spod ziemi
        wyrosły przed nim nieprzeliczalne hordy chana Banacha, wszyscy (poz
        • suczka78 Re: bajeczka ... cią dalszy ;p 07.03.06, 17:06
          Znaleźli w1, w2 i w3 ślady - patrzą, a rozchodzą się one na trzy strony świata.
          Poszli bracia każdy w swoją stronę. Szedł w1, szedł, a tu jak spod ziemi
          wyrosły przed nim nieprzeliczalne hordy chana Banacha, wszyscy (poza może
          skończoną ilością) w formie jordanowskiej, ostrzyżeni równo niczym nawias
          Poissona.

          -Ech nie ujrzę ja już swoich braci-wektorów - pomyślał w1 i rzucił się na
          wrogów. Ale oto już bracia nadbiegli. Pokonali złego czarnoksiężnika. Psu
          Funktorowi rzucili padlinę. Połknął Funktor jeden kęs, drugiego nie może, bo
          nieaddytywny. Udławiła się bestia i zdechła. A tu zatrzęsła się ziemia, wpadła
          w rezonans i rozpękła się góra. Wyłazi ohydny stwór-potwór Dekrement. Nie
          stracili głowy bracia. Ze sznurków i lin skonstruowali za pomocą cyrkla i
          linijki 17-kąt foremny. Narzucili bestii na łeb, zaciągnęli. Zaplątał się
          potwór, przewrócił się na bok i wyzionął ducha.

          Znaleźli bracia licznik i mianownik funkcji meromorficznej, wyznaczyli
          pierwiastki, strywializowali węzły, dobrali się do ikosaedru, wydostali
          dodekaedr, pobiegli po cyklu Hamiltona, otrzymali wyznacznik - i przyrównali go
          do zera.

          Tak oto przyszedł koniec na Vandermonde'a. A przed braćmi pojawiła się
          Rezolwenta, cała i zdrowa.

          co było do okazania

          Uwaga1. Bajka napisana jest dla przypadku n0 = 3. Posługując się metodą
          indukcji zupełnej Czytelnik bez trudu uogólni ją na przypadek dowolnego n ≥ 3.

          Uwaga 2. W ogólnym przypadku w drugą stronę bajka nie pójdzie.

          Autor: ?
          To jest bajka ;p

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka