Gość: Zdolowany
IP: 81.210.14.*
03.10.04, 21:29
Jak mnie cos powaznie zdoluje to biore rower i jade. Jade najszybciej jak potrafie i najdalej jak zdolam. Niestety kondycje mam dobra, bo w ogole duzo jezdze...
Pierwsza czesc trasy mija niezauwazona, bo caly czas mysle a druga czesc to odreagowanie polegajace na maksymalnym wykanczaniu sie (jakos samo tak sie to uklada). Kiedy wchodze do domu, swieci mi rezerwa i musze isc spac.
Rower jest niezlym lekarstwem na przygnebienie. A po kilometrach mozecie zobaczyc, ze sporo tego poszlo w asfalt. Dzisiaj na przyklad 70km AvS 27km/h. Ale to nie depresja, to tylko tesknota :)
Uwielbiam moj rower i mam nadzieje, ze juz niedlugo zaczne na nim jezdzic jak dawniej, czyli leniwiej. Chociaz na to sie nie zanosi...