kladek
18.10.05, 12:42
Przepisałem to z gazety Echo Miasta (16.10.2005)
„Profesor Pisze:
Strach przed rowerem.
Nasze ulice, niestety, nie wszystkie są dobrze oświetlone.
I dla wielu warszawskich kierowców spowite ciemnościami
drogi są nie byle jakim utrudnieniem w jeździe.
Ale te braki oświetleniowe nie są jedyną zmorą
Zmotoryzowanych warszawiaków ( a i przejezdnych tez).
Prawdziwym przekleństwem – szczególnie na tych
Ciemnych drogach – są... niektórzy rowerzyści!
Otóż lubią się oni poruszaniu po drogach
(i nic nie przeszkadza, że są one marnie oświetlone)
swoimi welocypedami również nieoświetlonymi!
I pomyka sobie taki cyklista na rowerze,
na którym nie ma żadnej lampki.
Gna na złamanie karku wzdłuż, a czasami nawet wszerz
jezdni niczym się nie przejmując.
Jakież stwarzają oni zagrożenie...
Jakie ryzyko wypadku... I powiem szczerze,
nigdy nie dane było mi spotkać policjanta, który by takiego
niefrasobliwego rowerzystę zatrzymał, pouczył czy ukarał.
A taka bezkarność jest – nie bójmy się użyć
słowa – demoralizująca!
I ci cykliści terroryści, za nic mające wszystkie zakazy i nakazy,
opanowali także chodniki dla pieszych! I gnają po nich z wielkimi prędkościami,
A piesi (dla których przecież są trotuary)
mszą uskakiwać przed szaleńcami na dwóch kołach.
A kto nie zdąży... Jego strata!
Marek Kwiatkowski"