Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kradzieze - groza czy nie groza?

    24.10.05, 15:19
    Czy Waszym zdaniem klodka z linka stalowa, tzw. zmijka wystarcza czy to za
    malo? Mam nowy rowerek, ladny scott i sie boje, ze go ktos wyrwie. Z drugiej
    strony kupowanie tzw. lancucha za 200-300 zl mi sie nie usmiecha, bo to jedna
    czwarta wartosci roweru.
    Poza tym - czy napady na rowerzystow naprawde zdarzaja sie czesto? Moj kolega
    okleja swojego gianta jakimis tasmami klejacymi, zeby nie bylo widac ze nowy.
    Myslicie, ze to ma sens czy tez to histeria?
    T
    ps. MIeszkam w warsz..
    Obserwuj wątek
      • Gość: Jacu Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.icpnet.pl 24.10.05, 15:44
        Kupno łańcucha mija się z celem
        - dobrego rowerka nie zostawia się bez opieki i tyle,
        jak nie masz linki to nie kusi żeby zostawić rower.

        Rower do parkowania pod sklepem kosztuje: <200pln rower + zabezpieczenie 100pln
        (U-lock lub potężny łańcuch), droższe po prostu z czasem zmienią właściciela.


        Co do napadów to raczej paranoja, jeśli nie poruszasz się po ulubionych przez "element" bocznych uliczkach to nic złego cię nie spotka
        (przynajmniej nie w stolicy Wielkopolski).

        Sam (i wielu znajomych) poruszam się zwykle rowerkiem o wartości typowej starej BMki - na ulicy bez opieki nigdy go nie zostawiam, ale oszpecanie roweru jest chorym pomysłem.
        • nrg67 Re: Kradzieze - groza czy nie groza? 24.10.05, 15:58
          Dzieki.Choc czesciowo nie zrozumialem - co to znaczy "jak nie masz linki to nie
          kusi zeby zostawic rower"? Z Twojego pisania wynika chyba tyle, ze mam miec dwa
          rowery: dobry na wycieczki i zly na miasto? O to chodzi?
          Poza tym jako Poznaniak na emigracji w Warszawie informuje, ze Warszawa pewnie
          jest bardziej niebezpieczna od Poznania, ale tez bez przesady - warszawiacy
          bardzo lubia opowiadac legendy o tym, jak w ich miescie jest niebezpiecznie i
          strasznie, zwykle przy tym przesadzaja i to grubo, calkiem, jakby bylo sie czym
          chwalic...
          • Gość: Jacu Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.icpnet.pl 24.10.05, 16:37
            Dokładnie, takie są smutne ograniczenia dla kosztownych rowerów
            - pod żadnym pozorem nie warto oddalać się od nich dalej niż 5m.

            Niestety najłatwiej trwale pozbyć się roweru zostawiając go na kilka sekund pod sklepem (kiedyś nawet bezczelna banda młodocianych próbowała skroić mój licznik gdy stałem 3m od rowerka i uzgadniałem ze znajomymi co mają mi kupić do żarcia... że o pościgu za tylną lampką którą jakiś kolo mi próbował spod tyłka zakosić nie wspomnę). Każde zabezpieczenie da się otworzyć jeśli zdobycz jest tego warta.

            Złomowaty rower na miasto ma masę zalet, może być całkiem wygodny, zwłaszcza jeśli składa się on po części z odpadów z jego kosztownego brata. Najlepiej jeśli cena zabezpieczenia dorównuje cenie zabezpieczonego nim roweru, a wszystko trzyma się na śrubki. (droższe części można np podpisać pilnikiem...)
          • Gość: bassPL Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.10.05, 01:00
            To przyjezdni są autorami mitów, spotka się jeden z Wielkopolski z takim z
            kieleckiego w ciemnym zaułku i afera gotowa. Tak bardzo był potrzebny ten wtręt
            całkiem poza tematem ?
            To ja sie zrewanżuję. Płacimy w Wawie największe stawki OC, bo wypadkowość duża.
            No duża, bo przyjezdni poruszają się z takim fasonem jakby traktorem po wino do
            geesu jechali.
            Pisz o rowerach a od Warszawiaków się zwyczajnie odp.....l.
            • Gość: Jacu Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.icpnet.pl 25.10.05, 02:01
              No to już wiem dlaczego w Polsce tak kocha się Stolyce...

              ...ostatnio nawet kilknastu takich ze stolicy przyjechało do poznania w piłke pograć, a potem całą noc na rynku słychać było pieśni poznańskich kibiców o warszawskiej drużynie i ich uczuciach do niej ;)

              Poznań to cudowne miasto, sklepów mamy sporo, nikt po wino do wawy nie jeździ.
              Co do stolicznego sposobu jazdy, to nie w każdym mieście klakson jest tak chętnie używany; u nas w centrum traktora nie spotkasz.

              Sorry za offtopic, ale jak przeczytalem że poznaniacy z kielczanami jezdza do wawy robic afery to nie moglem sie powstrzymać ;)

              _____________
              F ck
              all I need is U
          • Gość: Diafora Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.lodz.mm.pl 25.10.05, 20:16
            Ja tam traktuję rower jak środek transportu, który ma mnie dowieźć do celu i
            poczekać na mnie, gdy zapragnę wrócić. W związku z czy dojeżdżam nim do pracy,
            do urzędu, robię zakupy w hipermarkecie itp. Jak do tej pory wystarczy mi gruba,
            1,8metra linka przewleczona przez ramę, przednie koło i trwały element
            krajobrazu. Inna rzecz, że do parkowania wybieram miejsca widoczne lub pobliże
            handlujących lub parkingowych, których prosze o "rzut oka", bywa, że za drobną
            opłatą np. 1 zł.Rower skradziono mi 2 razy - raz z kawiarni internetowej
            (przypięty 1,5m od stanowiska właściciela, który podobno niczego nie zauważył...
            Choć osobiście bardzo w to wątpię). Drugi raz zza kraty oddzielającej kawałek
            korytarza od reszty klatki schodowej( po 10 latach bezpiecznego przechowywania
            roweru w tym miejscu - sąsiad po pijanemu nie zamknął za soba kraty). Nigdy
            natomiast nic takiego nie przydarzyło mi się w mieście, parku czy na
            podmiejskiej drodze. A jako kobieta teoretycznie jestem "łatwym" łupem. Do
            posiadania drugiego, miejskiego roweru dorosłam 2 lata temu, kiedy kupiłam
            używanego Herkulesa z bębnowymi hamulcami. Po prostu nie żal mi go opierać o mur
            czy taplać zima w słonej brei, a hamulce są idealne na jesienno - zimowe słoty,
            bo działają w każdych warunkach. Dzięki temu mam rower wyprawowo - wyciczkowy w
            lepszym stanie i kojarzący się z instytucją wakacji. Polecam wszystkim to
            rozwiązanie! Kupno holendra za 200 zł nie rujnuje, a pozwala spać spokojnie.
        • Gość: Roberto Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: 217.17.37.* 25.10.05, 03:57
          Chyba panicznie przesadzasz z ta ostroznoscia. Ja jezdze od 5 lat na rowerku
          wartym 4,5 tys pln, zostawiam go na wiele godzin nawet bez dozoru wrokowego i
          nadal sie nim ciesze. Caly pic polega na tym, ze rowerek jest zapiety solidnym
          U-lockiem oraz czasami nedzna linka a ponadto ...jest w specyficzny sposob
          pomalowany.
          • nrg67 Re: Kradzieze - groza czy nie groza? 25.10.05, 10:32
            NO wlasnie: mam podobne wrazenie, tzn. nie spotkalem sie z proba kradziezy
            rowerka, ale moze naiwny jestem? Wiec moze mi powiedz: lepiej lancuch czy
            lepiej U lock? Oraz - co to znaczy "specyficznie pomalowany"? W jakies ciapki
            czy tez chodzi o to, zeby po prostu wygladal staro?
            z gory dziekuje
            pzdr
            • Gość: Jacu Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.icpnet.pl 25.10.05, 14:46
              Zmienisz zdanie jak się spotkasz...
              • Gość: orangetractor Re: Kradzieze - groza czy nie groza? IP: *.aster.pl 25.10.05, 17:43
                nie zostawia sie roweru samego i basta, chyba ze nikomu nie sprawia roznicy
                kilka tys. w ta czy w tamta...
                zadne ulocki ani tym bardziej linki nie pomoga przy piłce i nożycach do metalu.
                Poprostu wprowadza sie wszedize rower ze soba/bierze sie grata za 120 złotych,
                ewentualnie poprostu jedzie sie autobusem :)
                pozdrawiam...
      • Gość: marcin ha Re: Kradzieze - zgroza! IP: *.plusgsm.pl 25.10.05, 18:29
        nrg67 napisał:

        > Czy Waszym zdaniem klodka z linka stalowa, tzw. zmijka wystarcza czy to za
        > malo?

        Każdą linkę stalową, nawet najgrubszą a nawet opancerzoną metalowymi łuskami
        (tzw. "kiełbasę") można przeciąć w kilka sekund prymitywnymi, tanimi i
        powszechnie dostępnymi (zwykle nawet na byle budowie) narzędziami.

        Jedyne trudniejsze do sforsowania zapięcie to u-lock albo łańcuch z grubych
        ogniw - ale nie byle jaki za 40-50 złotych, tylko z hartowanej stali a takie
        kosztują grubo ponad 150 PLN.

        prawie wszystko na ten temat jest tu: www.rowery.org.pl/kradzieze.html

        marcin ha
        www.rowery.org.pl
      • Gość: gosc duża przesada IP: *.crowley.pl 26.10.05, 11:46
        z tymi kradzieżami w Polsce. Mi do tej pory ukradli dopiero trzy, które były w
        jakiś sposób zabezpieczone, w tym jeden w połączeniu z włamaniem, a jestem już
        po czterdziestce troszkę. Jeden (czwarty) natomiast wystawiłem na ulicę,
        którego chciałem się pozbyć. Na dobrą sprawę można było nim nawet odjechać przy
        odrobinie chęci. Bardzo szybko zmienił właściciela. Tak to u nas jest. Jeżeli
        rowerek nie jest przyspawany do słupa, to znaczy że niczyj, że leży i że można
        go sobie zabrać jak pięć złotych i chuchnąć.
        • dr.rocco Re: duża przesada 26.10.05, 13:59
          U nas w 3 miescie to sa miejsca gdzie mozna dostac w ryj i nie masz rowerku,
          i mozesz wygladac prawie jak Pudzianowski, i skroja ci rowerek jesli bedzie
          wart wiecej niz tysiac zl. I widze juz co by bylo jak mojego treka bym zostawil
          przed sklepem , nawet na pare minut , nawet 3 linki nie pomoga.......
          • stefan4 Re: duża przesada 26.10.05, 14:12
            dr.rocco:
            > U nas w 3 miescie to sa miejsca gdzie mozna dostac w ryj i nie masz rowerku,
            > i mozesz wygladac prawie jak Pudzianowski, i skroja ci rowerek jesli bedzie
            > wart wiecej niz tysiac zl.

            Prosze Cie, powiedz mi, gdzie sa te miejsca. Bo od wielu lat jeżdżę po
            3-Mieście rowerem znacznie droższym niż tysiąc złotych i nie chciałbym ani się z
            nim rozstać ani dostać w ryj. Których dzielnic mam unikać?

            Aha, po Brzeźnie, Przeróbce, Orunii, Witominie i Chylonii jeżdziłem i jak dotąd
            nic.

            dr.rocco:
            > I widze juz co by bylo jak mojego treka bym zostawil przed sklepem , nawet na
            > pare minut , nawet 3 linki nie pomoga.......

            Zostawiam przed sklepami, zamkniętego na U-loka. Raz straciłem czerwoną lampkę
            migotkę.

            - Stefan

            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • paranormalny Re: duża przesada 26.10.05, 14:49
              stefan4 napisał:
              > ... Aha, po Brzeźnie, Przeróbce, Orunii, Witominie i Chylonii jeżdziłem i jak
              dotąd nic.

              Nie trać nadziei:)) Wypróbuj jeszcze Olszynkę w ładną/ciepłą pogodę -
              najlepiej w okolicach mostku nad opływem Motławy:)
              Jeśli i tam nic cię nie spotka, to powinieneś zagrać w TOTO --> masz niebywałe
              szczęście :)))
            • dr.rocco Re: duża przesada 26.10.05, 15:20
              No wiec jest to droga dla rowerow od brzezna do sopotu ta przy morzu , jest tam
              taki odcinek przy lasku , tam czesto poluja , orunia tez nie jest lepsza ,
              wrzeszcz , zwlaszcza stary , no i przy dworcu pkp , to najbardziej , a tak to
              wlasciwie wszedzie mozna sie nadziac , zwlaszcza na osiedlach.
              • stefan4 Re: duża przesada 26.10.05, 16:24
                dr.rocco:
                > No wiec jest to droga dla rowerow od brzezna do sopotu ta przy morzu

                Tam czasem jeżdżę jesienią albo wiosną. W sezonie turystycznym unikam jak
                ognia, bo tam czyhają niebezpieczeństwa innego rodzaju. Na razie nic.

                dr.rocco:
                > wrzeszcz , zwlaszcza stary , no i przy dworcu pkp

                No, co Ty, tam jeżdżę ciągle. I nic, jak wyżej.

                paranormalny:
                > Wypróbuj jeszcze Olszynkę w ładną/ciepłą pogodę - najlepiej w okolicach mostku
                > nad opływem Motławy:)

                Aha, zrobię to w najbliższą wiosnę, skoro trzeba w ciepłą pogodę.

                Ale wiecie, skoro w celu zostania obrabowanym mam tak starannie wybierać
                dzielnicę, lasek, odcinek drogi, dzień, pogodę itp., to czy coś grozi tym
                jeżdżącym zwyczajnie i niewysilającym się, żeby wybrać?

                - Stefan

                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                • nrg67 droga przy morzu 27.10.05, 13:20
                  Sluchaj, a tak na inny temat: ja sie wybieram na weekend jesienia do Sopotu.
                  Chetnie bym pojezdil gdzies wzdluz morza z moim piecioletnim smykiem, ktory
                  wlasnie sie nauczyl jezdzic bez kolek na rowerze ;-) Czy jest tam gdzies taka
                  trasa, na ktorej dorosly z dzieckiem moze sobie spacerowo (czyli bez wielkich
                  wzniesien) pojezdzic? Chodzi mi glownie o to, ze mlody ma klopoty z gardlem i
                  im blizej jest morza, tym dla niego lepiej, a w chlodne miesiace trudno go
                  przekonac do kapieli ;-) spacery rowerowe sa rozwiaaniem idealnym, tylko
                  pytanie, gdzie najlepsze nadmorskie trasy?
                  ;-)
                  t
                  • stefan4 Re: droga przy morzu 27.10.05, 20:48
                    nrg67:
                    > Czy jest tam gdzies taka trasa, na ktorej dorosly z dzieckiem moze sobie
                    > spacerowo (czyli bez wielkich wzniesien) pojezdzic?

                    No właśnie jest od Brzeźna (dzielnica Gdańska) do Sopotu, jakieś 10 km.
                    Najbliżej Zatoki jak się tylko da bez wjeżdżania na wydmy. Jej główna letnia
                    wada, mianowicie makabryczny tłok, teraz chyba nie będzie Ci już doskwierać, bo
                    jest po sezonie. Co kilkaset metrów są wejścia na plażę, więc jak byś chciał
                    kawałka ekstremy, to i po piasku możesz pojechać. Możesz też jeszcze przedłużyć
                    w stronę Gdyni-Orłowa parkiem, potem trochę po górkach a potem plażą. Można
                    jeszcze dalej do Gdyni, ale to już wymaga tragania roweru pod strome górki, nie
                    da się podjechać. Za to widok na Zatokę z redłowskiego klifu świetny. Zamiast
                    syna zabierz tam jakąś kobietę, zobaczysz jak wymięknie.

                    Jakby policja się pokazała, to przejeżdżajcie z drogi dla rowerów na chodnik (w
                    całej gdańskiej części są zrośnięte, różnią się tylko kolorem; bliżej Sopotu są
                    rozdzielone), bo droga dla rowerów jest drogą publiczną i do samodzielnego
                    prowadzenia po niej pojazdu potrzebne jest albo 18 lat, albo 10 lat i karta
                    rowerowa.

                    - Stefan

                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka