mmmal
31.10.05, 13:14
Słuchajcie, słuchajcie :)
Po 3 (słownie trzech, o zgrozo!) miesiącach, z nie do końca jeszcze zrośniętą kończyną (wszystko u mnie wyjątkowe, nawet piszczele;)) i w związku z tym z siodełkiem obniżonym na maxa i w ortezie (zamiast spd;)) i w ogóle niezmiernie ostrożnie WSIADŁAM NA ROWER! :)))
Jeżdżę już od 3 dni i specjalnie przyjechałam 12 kilosów do jedynej w okolicy metropolii z kafejką, by podzielić się z Wami receptą na szczęście (nie móc przez jakiś czas, potem jest jeszcze przyjemniej;)) tudzież pewną hipotezą: że człowiek, zanim stał się erectus, jeździł na rowerze - mnie znacznie lepiej wychodzi jazda, niż chodzenie (wciąż wdzięcznie powłóczę uszkodzoną kończyną;))
Nieco dziwnie wygląda moja jazda, pewnie mijacie mnie z prędkością światła, więc nawet tego nie zauważam ;) Po raz pierwszy błogosławię płaskatość Wielkopolski, bo żaden podjazd nie wchodzi w rachubę, jeśli nie można obciążać w pełni obu nóg. Ale za to jeżdżąc po leśnych dróżkach zieram grzyby do kaptura i kieszeni i też jest fajnie :) No, euforia po prostu! I jeszcze ta pogoda...
Pozdrawiam, Mmal