Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    rower...po przerwie

    31.10.05, 13:14
    Słuchajcie, słuchajcie :)
    Po 3 (słownie trzech, o zgrozo!) miesiącach, z nie do końca jeszcze zrośniętą kończyną (wszystko u mnie wyjątkowe, nawet piszczele;)) i w związku z tym z siodełkiem obniżonym na maxa i w ortezie (zamiast spd;)) i w ogóle niezmiernie ostrożnie WSIADŁAM NA ROWER! :)))
    Jeżdżę już od 3 dni i specjalnie przyjechałam 12 kilosów do jedynej w okolicy metropolii z kafejką, by podzielić się z Wami receptą na szczęście (nie móc przez jakiś czas, potem jest jeszcze przyjemniej;)) tudzież pewną hipotezą: że człowiek, zanim stał się erectus, jeździł na rowerze - mnie znacznie lepiej wychodzi jazda, niż chodzenie (wciąż wdzięcznie powłóczę uszkodzoną kończyną;))
    Nieco dziwnie wygląda moja jazda, pewnie mijacie mnie z prędkością światła, więc nawet tego nie zauważam ;) Po raz pierwszy błogosławię płaskatość Wielkopolski, bo żaden podjazd nie wchodzi w rachubę, jeśli nie można obciążać w pełni obu nóg. Ale za to jeżdżąc po leśnych dróżkach zieram grzyby do kaptura i kieszeni i też jest fajnie :) No, euforia po prostu! I jeszcze ta pogoda...
    Pozdrawiam, Mmal
    Obserwuj wątek
      • mmmal Re: rower...po przerwie 31.10.05, 13:33
        Właściwie to nie 12, a 15 + drugie tyle z powrotem.
        Nie mogłam się opanować, uważam, że w moim stanie (bynajmniej nie błogosławionym) to niemmmal wyczyn ;)
        Pozdrawiam :)
        • Gość: orangetractor Re: rower...po przerwie IP: *.aster.pl 31.10.05, 15:10
          rzeczywiscie w tym stanie niemmmalekko
          podziwiam i zycze szybkiego powrotu do zdrowka :)
        • dr.krisk Tez pozdrawiam i gratuluje, ale prosze... 31.10.05, 15:44
          .. bez przesady. Bo jak sie znowu wylozysz, to moze byc niemilo....
          KrisK Zatroskany
          • slav4 Re: Tez pozdrawiam i gratuluje, ale prosze... 31.10.05, 17:52
            A mięśnie bardzo ci sflaczały ? Pamiętam że kiedyś miałem zwichniętą nogę .
            Tylko zwichniętą, nie złamaną, ale nie "używałem" jej jakieś 4-5 tygodni. Po
            zdjęciu ortezy i innych "usztywniaczy" była jak "nie moja". Cieńsza o dobre dwa
            centy w obwodzie i jakaś taka flakowata.
            No ale jak rusztowanie w porządku, to wszystko można odbudować, czego i Tobie
            życzę.
            • mmmal Re: Tez pozdrawiam i gratuluje, ale prosze... 02.11.05, 10:28
              Ha, lewej łydki mi ubyło chyba połowę! ;)
              Za to prawa (na której skakałam te 3 miesiące) nieźle przypakowana.
              Pora znaleźć złoty środek ;)
            • Gość: diafora Re: Tez pozdrawiam i gratuluje, ale prosze... IP: *.aplikom.com.pl 03.11.05, 16:15
              Mięśnie flaczeją, jak się ich nie ćwiczy. Złamanie nie przeszkadza w
              steatchingu. Choć boli, niestety. Po 3 miesiącach w gipsie łydkę miałam
              szczuplejszą i wiotką, ale nie kompletny flak.
      • Gość: diafora Re: rower...po przerwie IP: *.lodz.mm.pl 31.10.05, 22:02
        I tak trzymać. Ja po złamaniu spiralnym oglądałam przez 9 miesięcy sufit i
        koszmarną sztabę przykręconą do piszczeli. I jeżdżę nadal. Choć już nigdy zimą i
        w czasie gołoledzi... Ale frajda pozostaje i doskonale wiem, co czujesz. Wsystko
        przed Tobą! Ja rekonwalescencję uznałam za zakończona dopiero po mięsięcznej
        rowerowej wyprawie do Francji. A moze ta jesień jest tak słoneczna specjalnie
        dla Ciebie? Pozdrawiam.
        • mmmal Ja Ci, nadobna Diaforo, serdecznie dziękuję :) 02.11.05, 10:41
          Miesięczna wyprawa, powiadasz, ale jesli pozowlisz, to już w przyszłym roku ;)
          Straszliwego mam cykora w obliczu śliskich powierzchni, sama rozumiesz. Też mi
          chcieli jakowąś płytką piszczel obwinąć, no ale to zrastania kości nie
          stymuluje i oznaczałoby dwie operacje.
          Jak przetrwałaś tak długaśne unieruchomienie - to stąd teraz w Tobie taki
          pałer? ;)
          Pozdrawiam :)
          • diafora Re: Ja Ci, nadobna Diaforo, serdecznie dziękuję : 02.11.05, 11:04
            Mmmal, to było okropne! Tym bardziej, że zapowiadali zrastanie się kości na
            jakieś 2 lata, o ile zatrzymają martwicę... Ja po prostu w to wszystko nie
            wierzyłam!!! Nie przyjmowałam do wiadomości, i już! I planowałam wyprawę,
            namawiałam na wyjazd koleżankę cyklomaniaczkę oraz projektowałam rower leżący z
            napędem ręcznym. A na normalny rower wsiadłam zanim jeszcze odkręcili mi tę
            konstrukcję nośną. Wyglądałam co prawda jak Robokop i przy wsiadaniu
            zaczepiałam tą sztabą o pedał z takim obrzydliwym zgrzytem... A ludzi na ulicy
            mdliło na mój widok - szczególnie, gdy przyjrzawszy się uświadamiali sobie, że
            śruby przechodzące przez skórę tkwią w kości - mówię Ci, cyrk na kółkach:)
            • mmmal Re: Ja Ci, nadobna Diaforo, serdecznie dziękuję : 02.11.05, 13:44
              Do diaska, Diaforo, a ja chciałam być oryginalna, a tylko plastik mam na
              nodze ;) Choć niektórzy zaczęli mnie nazywać artuditu, to ja stanowczo wolę
              udawać tego animowanego kulejącego pana z czołówki "W starym kinie" ;)

              I widzisz, stanowimy namacalny dowód, że rower lepszy od nóg :)
      • uruk-hai Re: rower...po przerwie 01.11.05, 00:10
        tiaaa, tej to dobrze :) - winszuję, gratulacje i zazdrościć zaparcia(samo) i
        życzę wszystkiego jaknajlepszego :)

        mi po wczorajszej wycieczce się odechciało na razie, niedługo po obraniu kursu
        powrotnego do domciu i osiągnięciu ostatniego leśnego spłąchetka zaczęło się:
        najpierw dętka do wymiany, nastała ciemność w między czasie, zaraz potem szlag
        trafił tylną przerzutkę, po czterdziestu minutach walki w ciemnościach sobie
        poradziłam ale za to parę kilometrów dalej się fajnie wykopyrtnąłem i rozbiłem
        kolanko, posykuję jeszcze teraz ale chiba niedogodność przechodzi ......
        oczywiście łapy w smarze (i nie tylko) po tym wszystkim po łokcie :)

        pozdrawiam ciepło :)
        • dr.rocco Re: rower...po przerwie 01.11.05, 16:52
          No to dobrze , ze jezdzisz , tylko z rozsadkiem :)
          W tym roku pogoda jest laskawa dla nas , dzis tez bylo pieknie , tylko dzis
          bylem groby odwiedzic , wiec dzis nie posadzilem swojego tylka na rowerku :(
          no ale jutro sie odrobi , jesli bedzie tak pieknie jak dzisiaj , a jak bedzie
          zimniej , to tez wyjde na rower , byle ulewy nie bylo.

          Smigaj w najlepsze i forme musisz odbudowac , z czasem przybedzie , tylko
          pamietaj , ze to co ci sie stalo moze sie znowu przytrafic , wiec pelna uwaga
          na drodze.........
        • mmmal Jesli Cię to pocieszy, Uruku... 02.11.05, 13:38
          ...to mnie w moim superarcyordynaryjnym nowiutkim boulderku-zabójcy niewiast ;)
          siadł przedni hamulec, hehe ;) Lewy klocek w ogóle nie wracał do pozycji
          wyjściowej, a ponieważ śrubokręty gdzieś pogubiłam, musiałam biedaka chwilowo
          spacyfikować (ale po konsultacjach z pewnym profesjonalnym źródłem wiedzy o
          bicyklach naprawiłam i działa).
          Przy okazji sprawdziłam kondycyję tylnego - działa jak żyleta!

          No i uważaj na kolano!
          Pozdrawiam, Mmal
      • mmmal a wczoraj prawie 50!!! ;) 02.11.05, 10:34
        Tylko nie pytajcie o czas, dłuuuuugo to trwało, ale fajowsko było :)))
        Czujność zachowuję niebywałą, co nie przeszkadza w odczuwaniu radochy. Choć
        muszę przyznać, że prześladują mnie wizje rozmaitych fikołków, więc tym nawet
        gdy mogę, to się zanadto nie rozpędzam.
        Dzisiaj trochę mina mi zrzedła, bo mgła i ślisko, jak widzę wysoki krawężnik,
        to uciekam ;)
        Pozdrawiam :)
        • dr.rocco Re: a wczoraj prawie 50!!! ;) 02.11.05, 13:15
          Przejdzie ci ten uraz , z iloscia pokonanych kraweznikow :) , za jakis czas
          bedziesz je pokonywac ........ no ale moze zawsze bedziesz przez moment o tym
          myslec.. znam taki przypadek.......
          • mmmal Re: a wczoraj prawie 50!!! ;) 02.11.05, 13:32
            Trauma traumą, ale wiesz, dopóki nie stanę mocno na pedałach OBUNÓŻ, dopóki nie
            wyczuję nowego amorka (na razie skróciłam mu wodze fantazji;)) i dopóki na
            zdjęciu kontrolnym na Gwiazdkę nie zobaczę nowej kości - krawężnikom mówię
            NIE ;)
            Zresztą nie ma tego złego... Pamięć o upadku wyostrzy moje zmysły.
            Co to za przypadek? Jakaś niemiła autopsja? ;)
            • dr.rocco Re: a wczoraj prawie 50!!! ;) 02.11.05, 19:15
              Przypadek taki , ze kolega z ktorym jezdze mial wypadek , na moich oczach sie
              to rozegralo , jechalem za nim , no i na dosc wysokim krawezniku popelnil
              blad i jego palce zacisnely hamulec , wylecial jak z procy , szybko sie pozbieral,
              jeszcze razem zrobilismy 30 kilometrow , no ale po powrocie do domu juz go reka
              bolala , skonczylo sie calym rokiem bez jazdy na rowerku , bo 6 miesiecy mial
              reke w betonie , a kolejne 6 miesiecy powracal do zdrowia , do dzis nie ma
              pelnej sprawnosci , no ale dzis jezdzi , a wypadek mial miejsce we wrzesniu , ale
              nie w tym wrzesniu , tylko rok temu , najlepsze jest to , ze czesto wykonywal
              karkolomne zjazdy , popisy i bylo ok , a na takim piardzie sie rozwalil , no ale
              dzis w jego swiadomosci to pozostalo , juz nie jest tym czlowiekiem ,
              jezdzi szybko , ale juz bardziej sie pilnuje....
              Ja sam pare dni temu malo co sie nie zabilem , jechalem kreta droga w lesie ,
              szybki zjazd , mialem sluchawki i muzyczka byla piekna , nie slyszalem
              ciagnika ktory sie pojawil pare metrow przed moim rowerem , droga byla taka
              waska , ze nie bylo miejsca na miniecie ciagnika , ostro hamowalem , kola
              tanczyly i jakims cudem mi sie udalo go wyminac , pobocza nie bylo , bo to
              urwisko :) no ale zyje , tylko jak pomysle ile razy moglem juz zejsc z tego
              swiata , to dopada mnie zaduma........
              Zwracam uwage na zachowanie bezpieczenstwa bo juz sporo kolegow polamanych bylo
              w tym jeden juz nie zyje , no ale ja jak jade to czesto sie ciesze ta chwila i
              zapominam o calym swiecie... taka slabosc.
              • Gość: Jacu Re: a wczoraj prawie 50!!! ;) IP: *.icpnet.pl 03.11.05, 14:13
                No zapomnieć jest czasem ciężko, sam mam pare miejsc gdzie wykazuje niezwykłą dla siebie ostrożność.

                Pierwsze to zjazd na polnej drodze Poznań-Uzarzewo, prosty zjazd z zakrętem w połowie, za zakrętem po lewej urwisko, po prawej głęboki rów i pręty zbrojeniowe pod ogrodzenie... tyle że pewnego razu tuż za zakrętem oprócz standardowych atrakcji był jadący pod górę spychacz... wielkim fuksem udało się go ominąć ale od tego wydarzenia hamulce na tym zjeździe już nie próżnują.

                Kiedyś w Beskidach pędząc w dół wąską krętą górską ścieżką spotkałem kombajn z rozłożoną na calutkiej szerokości drogi kosą... widok czegoś takiego zbliżającego się z ogromną prędkością pozostał na długo ;)

                A największą krzywdę zrobiłem sobie na płaskiej, mokrej, prostej asfaltowej drodze, gdy pędząc na końcu grupy z nową potwornie śliską na asfalcie oponą pokonywałem tory kolejowe... przywaliło mną o ziemię tak błyskawicznie i z taką siłą że otwierając oczy zupełnie nie wiedziałem co się stało i dlaczego obok leży rower a wokół są ludzie...
                • dr.rocco Re: a wczoraj prawie 50!!! ;) 03.11.05, 14:52
                  Wlasnie , to sa doswiadczenia ktore sie nabiera z czasem , rozsadek poplaca,
                  bo mozna zostac uziemionym na dlugi czas albo nawet do piachu.....

                  No wiec teraz moge isc na rower !!!
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka