Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    wjechał we mnie samochód

    IP: 57.66.53.* 25.09.06, 11:47
    Wjechał we mnie samochód na jednym z warszawskich skrzyżowań. On skręcał w
    lewo, ja jechałam prosto. Mam duży trekingowy rower, ja sama jestem duża
    (180) i ubieram się na rower możliwie jaskrawie - ciężko mnie nie zauważyć.
    Strażnik miejski, który był świadkiem zdarzenia, nie miał najmniejszych
    wątpliwości, że wina leży po stronie kierowcy scenica i bez wstępów spytał,
    czy chcę wzywać policję.
    Nic mi się nie stało, rower też wyszedł bez uszczerbku, kierowca wyraził chęć
    zadośćuczynienia, więc zrezygnowałam z policji, sądów i innych przyjemności
    administracyjnych.
    Zastanawiam się czy gość nie zauważył mnie bo był zaspany, czy dlatego że
    zagapił się w drugą stronę chcąc włączyć się do ruchu, czy też to wrześniowe
    słonko tak go oślepiło.
    No i zastanawia mnie jeszcze, czy wyrzuty sumienia, jakie ma kierowca
    scenica, wystarczą, żeby w przyszłości bardziej na nas uważał...

    Obserwuj wątek
      • mallard Re: wjechał we mnie samochód 25.09.06, 11:56
        Gość portalu: Gata napisał(a):

        > No i zastanawia mnie jeszcze, czy wyrzuty sumienia, jakie ma kierowca
        > scenica, wystarczą, żeby w przyszłości bardziej na nas uważał...

        W tych wyrzutach najprawdopodobniej pomogła mu Twoja płeć...
        Gdybyś była facetem, to pewnie wyskoczyłby z mordą i wciskał, że to Twoja wina!
        No chyba, że się mylę.

        Na moją koleżankę też najechał jakiś koleś, a potem giął się w ukłonach.

        Pozdrawiam
        • dr.rocco Re: wjechał we mnie samochód 25.09.06, 16:08
          Mi ciagle wyskakuja przed rower , maja w dupie mnie i moje prawo pierszenstwa
          przejazdu , to ze szybko jade i nie moge stanac w miajscu tez ich nie
          interesuje.
          • Gość: kondor Re: wjechał we mnie samochód IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.09.06, 22:36
            ..."kierowca wyraził chęć zadośćuczynienia, więc zrezygnowałam"...
            Ja także kiedyś zapoznałem się z twardą nawierzchnią,gdy nie ze swojej winy
            leżałem na drodze.Prosta droga na przeciwko samochód zatrzymał się przy osi i
            przepuścił jadący przede mną pojazd.Mnie oczywiście już nie przepuścił tylko
            ruszył.Chwyciłem za hamulce i jednocześnie coś tam krzyczałem.Pewnie ten krzyk
            obudził kierowcę bo zatrzymał się ale na mojej połowie.Odbiłem w prawo ale już
            nie zdążyłem ominąć tylko kołem wyrżnąłem w zderzak. Jak leżałem na ziemi to
            jedna myśl mi tylko przewinęła się. Jak wstanę to chyba gościowi nawtykam. Już
            miałem "mięsem rzucać" a tu niewiasta wyskakuje z samochodu i pierwsze co
            powiedziała to że nie widziała jak jechałem.Przepraszała i powiedziała że
            wszystkie koszta pokryje żeby tylko milicji nie wzywać. Zerknąłem na
            rower ,koła całe nawet dzielnie to zniosły lakier na swoim miejscu.Manetka
            prawa starta ale działa. Kości nie połamane.Szlak mnie trafiał ale cóż miałem
            robić.Kobitka roztrzęsiona bliska zawału.Pytała czy mi się coś nie stało.
            Kolarz twardzielem jest. Siadłem na rower i pojechałem. Na drugi dzień dopiero
            bark i najgorsze nadgarstek spuchnięty i dość obolały. Przez trzy tygodnie
            każda wyprawa przypominała mi o tamtym zdarzeniu.
            Gata- my rezygnujemy z zadośćuczynienia,a kiedyś to się może dla nas źle
            skończyć.
            mallard -prawdę piszesz..Ta płeć ma wpływ na naszą reakcję i zachowanie się na
            drodze
            • Gość: diafora Re: wjechał we mnie samochód IP: *.lodz.mm.pl 26.09.06, 07:00
              Nie do końca macie rację z tą płcią.
              We Wrocławiu na koleżankę jadącą szosowym rowerem najechał gość, który tuż przed
              skrzyżowaniem gwałtownie chciał zmienić pas. Zagapił się i zamiast jechać
              prosto, wjechał na pas do skrętu w lewo. Uznał, że jeżeli nie widzi przed sobą
              samochodu, to miejsce jest puste i potrącił zatrzymującą sie na swiatłach
              dziewczynę.
              Jaka była pyskówka, że dla rowerów to są specjalne ścieżki i dlaczego baba pcha
              mu sie przed maskę ( zaznaczam, że na tym pasie dla jadących prosto ona była
              dużo wcześniej, niż on !!).
              Jak się gość dowiedział, ile kosztuje zósemkowane tylne koło i ewentualnie rama,
              jeżeli poszła też geometria - to sie zapluł, że chce go dziewczyna naciągnąć, bo
              w Tesco można za te pieniądze kupić 3 rowery i on nie będzie płacił za czyjeś
              fanaberie.
              Sam wezwał policję, bo stwierdził, że nie będzie gadał z oszustką. Miał tylko
              biedaczek nieludzkiego pecha - jednym ze świadków wypadku był właściciel
              warsztatu rowerowego, a wezwany policjant miał siostrzeńca trenujacego kolarstwo...
              • Gość: kondor Re: wjechał we mnie samochód IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.06, 20:54
                Wniosek z tego wypływa jeden. Gdy dojeżdżamy do świateł to zatrzymujmy się na
                pasie
                po środku.Nie zostawiajmy miejsca z żadnej strony na samochód. Nikt wtedy wam
                się nie wciśnie i nie będzie zajeżdżał drogi gdy światła się zmienią. Ja staram
                się tak robić co daje mi przewagę na starcie.
                Kumpel na krzyżówce szosówką wpakował się na samochód który wymusił
                pierwszeństwo. Facet zwątpił jak się dowiedział ile kosztuje koło do takiego
                roweru nie mówiąc o ramie. Szczęśliwie dla kumpla wszystko to sfilmowała przez
                przypadek ,kamera ustawiona na stacji CPN tuż koło skrzyżowania.Dowód nie do
                podważenia kto był winowajcą.
                ..."Nie do końca macie rację z tą płcią"...
                Mimo wszystko ja się będę upierał przy swoim.
      • Gość: Szczep Re: wjechał we mnie samochód IP: *.devs.futuro.pl 26.09.06, 08:42
        Uwaga! Są też tacy kierowcy co polują na stłuczki. Raz mi się zdarzyła taka
        sytuacja: ruszam na światłach za kobitą w mocno odrapanej, starej fieście,
        ponieważ na światłach był sznurek samochodów trochę to trwało zanim
        dojechaliśmy do pasów. I wtedy patrzę kątem oka na kolor światła i dokładnie
        widziałem jak w momencie przejścia zielone-żółte babka wciska ostro hamulec.
        Wcześniej zdążyliśmy się rozpędzić do około 30kmh i ona na poślizgu zatrzymała
        się już w połowie zebry a ja już nie zdążyłem jej ominąć ani wyhamować. Nic mi
        się nie stało, ale rower miał złożony widelec a samochód dwie kolejne rysy od
        rogów. Babka chciała 600 skończyło się na 400. Pojechałem na policję pytać czy
        w takich ekstremalnych przypadkach też wina leży po stronie najeżdżającego od
        tyłu - no i niestety potwierdzili. Fakt - mogłem być trochę ostrożniejszy (i
        teraz już jestem) - no ale nie spodziewałem się takich zachowań ze strony
        kierowcy. Coś mi się wydaje, że chodziło o kasę...
      • Gość: Hektor Re: wjechał we mnie samochód IP: 194.39.141.* 26.09.06, 11:58
        Moim zdaniem w takich przypadkach warto jednak wezwać policję. Tuż po zderzeniu
        człowiek jest tak nabuzowany adrenaliną, że niewiele czuje. Ja kiedyś
        zaliczyłem lot nad kierownicą hamując przed wymuszającym samochodem. Niby nic
        mi się nie stało - lekko otarte kolano i trochę obolała ręka. Dopiero na drugi
        dzień zacząłem naprawdę odczuwać skutki. Wizyta u lekarza i zdiagnozowane
        złamanie nadgarstka. Parę tygodni w gipsie, strata premii w pracy, a po fakcie
        to nawet nie byłem pewien jakiej marki był samochód, mimo że kierowca się
        zatrzymał. Jeśli już bez policji to koniecznie zażądać oświadczenia sprawcy
        wypadku, podania danych, numeru rej. samochodu itp. Rower na pierwszy rzut oka
        może być OK, ale potem może wyjść, że jednak rama skrzywiona, że piasta już się
        tak nie kręci, że coś pękło itd. Bez papierka szukaj wiatru w polu.

        Bezpiecznej jazdy życzę
        Hektor
        • a54 Re: wjechał we mnie samochód 29.09.06, 21:28
          > Moim zdaniem w takich przypadkach warto jednak wezwać policję. Tuż po
          >zderzeniu................
          ...........
          > człowiek jest tak nabuzowany adrenaliną, że niewiele czuje.


          Potwierdzam. Co prawda to nie zderzenie było, ale spadek ze stromej górki.
          Dojechałem do domu ponad 30 km. Na następny dzień okazało się, że bardzo boli
          mnie bark i nie mogę ruszać ręką.Przez 2 miesiące miałem kłopoty z wykonywaniem
          prostych czynności. Po 3 czy 4 miesiącach odzyskałem dopiero pełną sprawność
          ręki, a pomogło mi chyba pływanie w dość chłodnej wodzie, bowiem wtedy z dnia na
          dzień zwiększał się zakres ruchu ręki bez uczucia bólu.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka