Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    nie da się

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.08, 16:37
    Czy istnieją jakieś granice (poza prawami fizyki), które ograniczają jazdę na
    rowerze? Np. konwenanse, wstyd, moralność, bo ja wiem, obciach. Niektórzy są
    zdania, że na rowerze nie da się pojechać np. do teatru, czy na ślub. Jakie
    jest wasze zdanie na ten temat? Czy ktoś z was miał np. kłopoty z powodu
    niewłaściwego stroju, albo np. wstydził się gdzieś wejść, bo był ubrany
    "rowerowo". Ja codziennie śmigam na rowerze do roboty i mam gdzieś to, co
    myśli o tym szef, koledzy i cały świat. W operze na rowerze jeszcze nie byłem,
    może ktoś z was był?
    Obserwuj wątek
      • Gość: ka2 Wszystko się da. IP: *.limes.com.pl 07.02.08, 19:59
        do opery to nie, ale 2 zdarzyło mi się jechać rowerem do teatru.
        Oczywiście nie byłem ubrany "rowerowo", tylko normalnie, w marynarce i krótkim
        płaszczu. Tak było wygodniej, bo nie chciałem sobie psuć wieczoru szukając
        miejsca do zaparkowania samochodu.
        Rower to holenderski mieszczuch. nie rozumiem, dlaczego miałby to być problem.
        co do ślubu, to widziałem w zeszłym roku jeden, gdzie i panna młoda i pan młody
        przyjechali rowerami :) ale to byli maniacy MTB oboje, więc dość specyficzny
        przypadek i w sumie się nie liczy :)
      • boruta_wwa Re: nie da się 07.02.08, 20:27
        cóż, w Warszawie w pewne miejsca po prostu strach jechać ze względu
        na obawę przed kradzieżą, no chyba że ma się dwa lub więcej rowerów
        a w tym jeden spisany na straty, ja nie mam więc nie wszędzie udam
        się rowerem, ale ogólnie jeśli chodzi o ubiór to nie u mnie
        problemów...
        b.
      • Gość: kondor Re: nie da się IP: *.interq.pl 07.02.08, 21:20
        Nie wiem czego ale gdy mijam w niedzielne ranki gromady ludzi idących do
        kościoła to czuję się jakoś dziwnie.Ja w kolorowe "piórka"
        przystrojony,a po obu stronach drogi ludziska w garniturach i odświętnych
        kieckach.Spojrzenia tez jakieś dziwne mają
        • Gość: bajbus Re: nie da się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.08, 21:37
          > Nie wiem czego ale gdy mijam w niedzielne ranki gromady ludzi idących do
          > kościoła to czuję się jakoś dziwnie.Ja w kolorowe "piórka"
          > przystrojony,a po obu stronach drogi ludziska w garniturach i odświętnych
          > kieckach.Spojrzenia tez jakieś dziwne mają

          to jest to. To jest jakaś nisza dla producentów odzieży rowerowej. Powinni
          wypuścić odświętne stroje rowerowe. Np. na zewnątrz eleganckie lakierki męskie a
          od spodu bloki spd, spodnie zwężane z odpowiedniego materiału np z membraną. Z
          suwakiem w odpowiednim miejscu, tak że po rozpięciu mamy normalne spodnie w
          "kancik". Odpowiednio skrojona marynarka, z rozpinanymi pachami i plecami do
          wentylacji. Wszystko w eleganckich kolorach. itp itd.
          • Gość: maksior5 Re: nie da się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.08, 15:35
            elka.fm//index.php?option=com_content&task=view&id=19602&Itemid=192
            ;)
            • Gość: maksior5 Re: nie da się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.08, 15:36
              Poprawka:

              radio.elka.pl/Foto/070923maraton/pages/image201.html
              ;)
      • dobiasz Re: nie da się 07.02.08, 21:45
        Gość portalu: bikeholic napisał(a):

        > Czy istnieją jakieś granice (poza prawami fizyki), które ograniczają jazdę na
        > rowerze? Np. konwenanse, wstyd, moralność, bo ja wiem, obciach.

        Zwierzęta ograniczają tylko prawa fizyki. Homo sapiens wynalazł jeszcze kulturę
        osobistą, takt, gust a przede wszystkim zdrowy rozsądek i wolną wolę. Aczkolwiek
        nie każdy homo jest sapiens, trolle też mają swoje nisze ekologiczne.
      • Gość: Jacu Re: nie da się IP: *.icpnet.pl 07.02.08, 22:31
        Na ślub rowerem - zdarzało się że na ślub grupowo jechaliśmy rowerami, ale to
        były śluby członków klubu rowerowego i młodzi na 100% nie czuli się z tego
        powodu urażeni.

        Z racji zawodu mój rower parkował w wielu reprezentacyjnych miejscach, potknął
        się o niego nawet premier naszego pięknego kraju, niemniej zawsze działo się to
        za zgodą prezesa czy innego prominenta (mój rower bez dozoru nie zostaje). Nie
        wiem co niestosownego w stroju rowerowym - swego czasu prowadziłem "objazdowe"
        biuro, wielu dzwoniących z pilną sprawą było informowanych, że mogę podjechać
        dziś rowerem albo za 2 dni "oficjalnie", w większości przypadków rower nie był
        przeszkodą - co najwyżej portier miał dziwną minę. Niemniej nigdy nie "miałem
        gdzieś" co pomyśli osoba z którą się spotykam - na radę nadzorczą w lajkrowym
        wdzianku bym nie poszedł, ale do bajeranckich gabinetów mi się zdarzało. Nie
        wyobrażam sobie jednak formalnie reprezentować "cudzej" firmy w takim stroju.

        Nie forsowałbym pstrokatego rowerowego stroju jako ubranie wieczorowe, nie pałam
        entuzjazmem do jazdy rowerem w eleganckim ubraniu (bez pampersa na rower
        niechętnie wsiadam), nie widzę też sensu w łączeniu ekskluzywno-eleganckich
        rozrywek z jazdą rowerem. Ale do marketu w sportowym stroju i SPD bez cienia
        skrupułów wejdę.
        • Gość: dobiasz Re: nie da się IP: *.dip.t-dialin.net 07.02.08, 22:56
          > Z racji zawodu mój rower parkował w wielu reprezentacyjnych miejscach, potknął
          > się o niego nawet premier naszego pięknego kraju

          Który? :-)

          Ad praca: Mój szef - Grek - przeżył szok kulturowy dwa lata temu kiedy było
          naprawdę bardzo gorąco i on, człowiek śródziemnomorski bądź co bądź, przyjeżdżał
          do pracy klimatyzowanym Audi a ja rowerem ;-] Od tego czasu nie dziwi go ani
          kiedy jeżdżę w lipcu ani w styczniu ;-]

          Ad inne okazje: Nie ubieram się "na rowerowo", ale w Berlinie rękawiczki
          rowerowe albo spięte odblaskami nogawki u spodni nikogo nie dziwią. Zdarza mi
          się też dość często jeździć w marynarce, wiosną albo jesienią, kiedy nie jest na
          to za gorąco.

          Ad okazje ekskluzywno-eleganckie: Kwestia ubrania się do opery albo do kościoła
          to po prostu sprawa kultury osobistej. Oczywiście są ludzie, którzy na pogrzeb
          własnej matki ubiorą hawajki a do teatru spodenki z pampersem ale poza
          nielicznymi wyjątkami z tego typu szczeniactwa i udowadniania sobie czegośtam
          się wyrasta.

          > Niemniej nigdy nie "miałem gdzieś" co pomyśli osoba z którą się spotykam

          To jest właśnie kwestia kultury osobistej i na tym polega życie w
          społeczeństwie. Szkoda, że niektórym trudno to zrozumieć.

          Pozdrawiam
          D.
          • Gość: Jacu Re: nie da się IP: *.icpnet.pl 07.02.08, 23:31
            > Który? :-)

            Ten od grubej kreski, zwany żółwiem. Nie wiem jak mu się to udało, rower
            parkował tam bardzo długo, ale chyba tylko on jeden go nie zauważył... nie wiem
            czemu, ale jakoś utkwiła mi ta scena w pamięci.

            Potem rower przez jakiś czas na wizyty polityków (masowo "partyjni celebryci"
            reklamówki i debaty przedwyborcze kręcili) był przeparkowywany w jakieś
            niedostępne dla gości miejsce...
            • Gość: bikeholic Re: nie da się IP: *.chello.pl 08.02.08, 11:23
              Czyli da się jednak czasem pojechać w marynarce na rowerze?
              Ale raczej nie u nas - czegoś takiego jako żywo nie zobaczysz. Ciągle jesteśmy
              zadupiem i zaściankiem Europy - obowiązuje tylko sportowy sznyt i koniecznie
              rower górski/szosowy, bo miejski holender to jest dla gejów. Kiedyś w Kopenhadze
              na wycieczce liczyłem stosunek rowerów miejskich do "sportowych" - wynosił mniej
              więcej 10:1, u nas jest zupełnie na odwrót.
              A przejazd golasów na rowerach? W Hiszpanii, Francji - normalka. Niemcy mają
              nawet Dzień Gołego Rowerzysty.
              Drogi rowerowe to ważny problem ale mentalność tego społeczeństwa, nawet tych,
              co to wyjechali na Zachód, pozostawia wiele do życzenia. Chamstwo, brak
              tolerancji i kultury, obrzucanie nienawiścią wszystkich, którzy choć trochę się
              wyróżniają i chcą żyć na przekór drobnomieszczańskim zachowaniom...
              • dobiasz Re: nie da się 08.02.08, 13:02
                Gość portalu: bikeholic napisał(a):

                > Ciągle jesteśmy
                > zadupiem i zaściankiem Europy - obowiązuje tylko sportowy sznyt i koniecznie
                > rower górski/szosowy, bo miejski holender to jest dla gejów.

                Większość moich zroweryzowanych znajomych z Polski kupiła rower nie po to, żeby
                jeździć po mieście tylko żeby robić na nim wypady poza miasto i podejrzewam że
                wielu Polaków używa roweru właśnie w ten sposób - jako środek weekendowej
                rekreacji a nie komunikacji po mieście. Jak jazda miejska przestanie przypominać
                rosyjską ruletkę, to ludzie będą kupować rowery miejskie.

                Na podwórku u mnie przed firmą typowe miejskie holendry to jakieś 10%, nie
                więcej. Większość ludzi jeździ jednak na rowerach uniwersalnych - krossowych itp.
                • Gość: bikeholic Re: nie da się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.08, 16:53
                  > Większość moich zroweryzowanych znajomych z Polski kupiła rower nie po to, żeby
                  > jeździć po mieście tylko żeby robić na nim wypady poza miasto i podejrzewam że
                  > wielu Polaków używa roweru właśnie w ten sposób - jako środek weekendowej
                  > rekreacji a nie komunikacji po mieście. Jak jazda miejska przestanie przypominać
                  > rosyjską ruletkę, to ludzie będą kupować rowery miejskie.

                  A więc jednak się przyznałeś. I po co było się tak zapierać. O jakiej cyklozie
                  ty mówisz, skoro rower to dla ciebie środek do weekendowej rekreacji.
                  A najbardziej mnie ubawiło to o rosyjskiej ruletce...
                  Od razu widać, że nigdy nie jeździłeś po mieście, no chyba, że tylko w obrębie
                  swojego podwórka :)
                  I po co była cała tak kłótnia?
                  • dobiasz Re: nie da się 11.02.08, 16:57
                    Gość portalu: bikeholic napisał(a):

                    > A więc jednak się przyznałeś. I po co było się tak zapierać.

                    Czego niby się zapierałem?

                    > O jakiej cyklozie ty mówisz

                    No właśnie. Mówiłem gdzieś o jakiejś cyklozie?

                    > skoro rower to dla ciebie środek do weekendowej rekreacji.

                    Tia. A do pracy jeżdżę hulajnogą.

                    > A najbardziej mnie ubawiło to o rosyjskiej ruletce...
                    > Od razu widać, że nigdy nie jeździłeś po mieście, no chyba, że tylko w obrębie
                    > swojego podwórka :)

                    Sure.

                    > I po co była cała tak kłótnia?

                    Bo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Poproś może kogoś dorosłego o pomoc.
                    • Gość: bikeholic Re: nie da się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.08, 10:49
                      > Bo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Poproś może kogoś dorosłego o pomoc.

                      Ach, więc miałem przyjemność z Panem dorosłym, mądrym i wszystkowiedzącym, który
                      mocą swego Autorytetu wysyła w świat swoje wyroki typu:
                      >> Na rowerze nie da się pojechać do filharmonii, bo marynarka się pogniecie.
                      Koniec i kropka.
                      Połowa życia zmarnowana przez tą filharmonię! A jest jeszcze opera, teatr,
                      muzea. No dalej, co jeszcze mi napiszesz w odruchu bezsilności i kłótliwej
                      natury? Wymyśl coś takiego, żeby poszło mi w pięty, a twój Autorytet wielkiego
                      bajkera ocalał z tej jałowej kłótni.
                      Chciałem się pogodzić, ale ty wolisz konfrontację. Ok. Czekam na twój
                      uszczypliwy komentarz.
                      • Gość: d. Re: nie da się IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.08, 23:44
                        > Czekam na twój uszczypliwy komentarz.

                        Sorki, mam ważniejsze zajęcia niż kopanie się z internetowymi trollami.
              • Gość: Jacu Re: nie da się IP: *.icpnet.pl 08.02.08, 13:45
                > Czyli da się jednak czasem pojechać w marynarce na rowerze?

                Da się, tyle że większość osób nie uzna takiego rozwiązania za atrakcyjne. Po
                pijaku rowerem czy samochodem można stracić prawko itd - praktyczniej jednak
                taryfą czy komunikacją miejską. Jak chcesz porządnie wyglądać to rowerem
                wygnieciesz się niemiłosiernie - już lepiej mniej oficjalnie niż w koszuli psu z
                gardła wyszarpniętej i wymiętej marynarce(wg mnie przynajmniej). Przebieranie
                się czasem bywa kłopotliwe - od pytania "czy można" lepiej zadać "po co".

                >obowiązuje tylko sportowy sznyt

                Kiedyś jeździłem w różnych ciuchach. Od kiedy zrujnowałem się po raz pierwszy na
                sportowe wdzianko nie lubie jeździć w niczym innym - tak jest duuużo wygodniej.
                Na rowerze ze sportową geometriach w zwykłych ciuchach jest baaardzo
                niewygodnie. Styl jazdy mam też sportowy, rower używam głównie do wyżycia się
                fizycznego i odreagowania od ponad 20lat, więc nie bardzo czuję że podążam za
                jakimiś trendami (mam MTB od czasu gdy modne były BMXy). Jak ktoś chce jeździć
                rowerem dla przyjemności (a nie dojeżdżać) to sportowe ciuchy są godne polecenia
                - występują też w całkiem stonowanych barwach.

                >bo miejski holender to jest dla gejów
                nie bardzo widzę sens wygłaszania takich uwag, na tym forum jakiś
                gej/les/bi/trans uważająca że holendry są dla niego pewnie się znajdzie.


                W Poznaniu jest ostatnio bardzo dużo rowerów miejskich (bardzo różnych), sporo
                ludzi dojeżdża rowerami w różne miejsca. Pod marketami rowerów jest sporo, nawet
                przy bardziej "eleganckich" świątyniach handlu rower się zwykle znajdzie.
      • dr.krisk Dress Code. 08.02.08, 11:17
        Rowerem nie jeżdżę w garniturze - z przyczyn praktycznych: nie chcę
        go zniszczyć, a kombinacje ze spinaniem nogawek są śmieszne.

        > Ja codziennie śmigam na rowerze do roboty i mam gdzieś to, co
        > myśli o tym szef, koledzy i cały świat. W operze na rowerze
        > jeszcze nie byłem,
        > może ktoś z was był?
        To już przegięcie. Nam może zwisać kto i jak ubrany przychodzi do
        pracy, ale jednak radziłbym nieco liczyc się ze zdaniem otoczenia.
        Potem ktoś inny wpadnie na pomysł że np. nie interesuje go czy innym
        przeszkadza jego zwyczaj bekania przy jedzeniu.....
        Żyjemy wśród innych ludzi i musimy jakoś znaleźć złoty środek
        pomiędzy sprzecznymi często wymaganiami.




        • Gość: bikeholic Re: Dress Code. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.08, 10:38
          no tak od razu przegięcie i bekanie.
          No ale ja już tak mam, nikt mi nie będzie mówił jak mam się ubierać do pracy,
          bez względu na to jak i czym przyjeżdżam. Na szczęście w mojej firmie panują
          ludzkie zasady i cenią mnie jako człowieka, a nie trybik w maszynie w
          garniturkowym uniformie.
          Zresztą spocony buc w garniaku śmierdzi o wiele gorzej niż jak ja po rowerze. Z
          tą różnicą, że ja się myję przed pracą, przebieram w czyste i świeże ubranie.

          > Żyjemy wśród innych ludzi i musimy jakoś znaleźć złoty środek
          > pomiędzy sprzecznymi często wymaganiami.

          Jeśli wejdziesz między wrony, krakaj jak i ony.

          b.
          • dr.krisk Dlaczego buc? 12.02.08, 11:13
            Gość portalu: bikeholic napisał(a):

            > Zresztą spocony buc w garniaku śmierdzi o wiele gorzej niż jak
            > ja po rowerze.
            Garnitury oddaje się do czyszczenia. Średnio co dwa miesiące.
            I dlaczego od razu - buc?
            Sam piszesz, że strój nie określa człowieka.....
            • Gość: bikeholic Re: Dlaczego buc? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.08, 16:25
              nie napisałem, że każdy kto nosi garnitur/ marynarkę to buc, tylko że buc, w
              marynarce, jak się spoci to też śmierdzi tak sam jak cyklista w swoim wdzianku.
              Nie określam ludzi po stroju. Sam chodzę czasami elegancko ubrany i pod krawatem.
      • Gość: diafora da się IP: *.lodz.mm.pl 11.02.08, 21:20
        Wszędzie się da.
        Zaliczyłam operę z rowerem - po prostu wstawiłam go na strzeżony parking dla
        pracowników, zaś elegancką suknię, korale i pantofelki przywiozłam w sakwie,
        którą z kolei zostawiłam w szatni.
        W Polsce zaliczyłam tak dziesiątki razy muzeum - w tym Zamek Królewski. W
        Austrii, Belgii, Holandii, Ukrainie - kościoły i muzea, we Francji - zamki nad
        Loarą, Wersal, Luwr itp. Do każdej pracy dojeżdżam rowerem i przebieram się w
        służbowe stroje.
        Dziwnie patrzą tylko urzędnicy i hipermarketowcy, szczególnie zimą. W małych
        miejscowościach też oglądają się ludzie , ale raczej życzliwie.
        Doszłam do punktu, w którym normalnie i "na miejscu" czuję się głównie w
        rowerowej odzieży. Każda inna jest tak niewygodna i niepraktyczna, że jedynym
        usprawiedliwieniem do jej zakładania jest funkcja reprezentacyjna.
        Nie szata zdobi człowieka, to fakt, ale już na pewno nie rowerowe gacie z
        pieluchą :) Jakoś odbiera nam to całe dostojeństwo i powagę należną z wieku lub
        z urzędu. Nie zawsze starcza mi też cierpliwości na znoszenie szykan. Przyznaję,
        że kiedy z kumplem zostaliśmy potraktowani lekceważąco przez jubilera przy
        próbie kupna zaręczynowego pierścionka z brylantem - zrobiłam w salonie
        karczemną awanturę. Zadośćuczynieniem była mina gościa, kiedy kumpel wyciągnął z
        kieszeni na plecach kartę i bez mrugnięcia zapłacił prawie 4 tysiące zł. Na
        dodatek kazał sobie pierścionek ładnie zapakować i dostarczyć pod wskazany adres
        razem z koszem kwiatów dla narzeczonej. Zostawiliśmy tego durnia w kompletnym
        stuporze i oburzeni poszliśmy odpinać rowery...
        • Gość: Jacu Re: da się IP: *.icpnet.pl 11.02.08, 22:53
          Jak ten "dureń" miał prowizję to jakoś się pocieszył. Niemniej sprzedawcy często
          oceniają ludzi po stroju. Idziesz w garinturze - rzucają się stadnie na człowieka.

          Szukasz taniego komputera, znajdujesz w necie ciekawą ofertę, jedziesz w
          wygodnym ciuchu do sklepu/hurtowni rzucić okiem, nikt się nie ruszy - za szmaty
          przyciągasz gościa, z nieskrywanym grymasem przymuszasz go do współpracy, pytasz
          czy mają 20sztuk i domagasz się upustu wspominając że potrzebujesz jeszcze paru
          drobiazgów - zakłopotana mina sprzedawcy bezcenna... (w marynarce chyba nikt nie
          przewala pół tony komputerów)

          Ale są też specjalistyczne sklepy w których z plecakiem na ramieniu kupując
          drobiazg za 1,50pln proponują kawę i ciastko w trosce aby dopieścić klienta
          który potencjalnie może decydować o poważnych zakupach... i to w naszym pięknym
          kraju ;)

          Kiedyś modne było przepędzanie rowerzystów na stacjach benzynowych - teraz chyba
          zrozumieli że rowerzyści czasem mają też samochód...
          • Gość: d. Re: da się IP: *.dip.t-dialin.net 11.02.08, 23:05
            To się zdarza wszędzie. W pewnym sklepie rowerowym w Czechach pan też się dąsał,
            że "nie rozumie po polsku", dopiero jak zamachałem kartą to się zainteresował
            moimi pytaniami a jak kupiłem rower to skakał wkoło mnie jak ratlerek. Typowa
            mentalność handlarza z prowincji (nie żebym miał coś akurat do Czechów - to się
            zdarza wszędzie). W dużych miastach, gdzie pełno freaków, sprzedawcy są
            przyzwyczajeni że koleś w łachmanach albo ciuchach rowerowych to może być
            milioner, który taki właśnie ma stajl albo tak mu wygodnie ;-]
          • Gość: d. Re: da się IP: *.dip.t-dialin.net 11.02.08, 23:47
            > Kiedyś modne było przepędzanie rowerzystów na stacjach benzynowych - teraz chyb
            > a
            > zrozumieli że rowerzyści czasem mają też samochód...

            Nie żeby serwisanci rowerowi wznosili się na jakiś wyższy stopień abstrakcji.
        • dr.krisk No właśnie.... 12.02.08, 11:10
          Gość portalu: diafora napisał(a):

          > Wszędzie się da.
          > Zaliczyłam operę z rowerem - po prostu wstawiłam go na strzeżony
          parking dla
          > pracowników, zaś elegancką suknię, korale i pantofelki przywiozłam
          w sakwie,
          > którą z kolei zostawiłam w szatni.
          Czyli jednak Dress Code. Nieważne czym się przyjeżdża, noblesse
          oblige.
          Nie wyobrażam sobie pójścia do teatru w powyciąganym swetrze i
          brudnych dżinsach. Jak ktoś lubi - jego sprawa. Ale ja po prostu nie
          mogę.
          Moim studentom odradzam natomiast przychodzenie na egzaminy w
          garniturach (sam chodzę w swetrze). Ale nie wyobrażam sobie, aby
          ktoś przymaszerował w dresie, albo żarówiastym kolarskim stroiku.
          Przyznam się, że nie podoba mi się nadmierne rozchełstanie w stroju
          i zachowaniu.

          • Gość: ann Re: da się !!! IP: *.chello.pl 12.02.08, 12:51
            do opery na rowerze można, bo czemu nie?
            ja pojechałam akurat na "Don Giovanniego" w Teatrze Wielkim (wawa),
            do kina czy w gości też udaję się na rowerze :)

            • Gość: ann Re: da się !!! IP: *.chello.pl 12.02.08, 13:06
              dodam, że jeżdżę na codzień rowerem miejskim, bez "wyżywania się",
              w stroju całodziennym, najchętniej zresztą w spódnicy - jest
              wygodnie, musi mieć tylko odpowiedni krój...

              do "specjalistycznych" ubranek jeszcze nie doszłam, a poza tym
              w mieście jednak lubię wyglądać jak czlowiek, a może nawet powiem
              więcej - jak kobieta ;)
          • Gość: Bikeholic Re: No właśnie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.08, 16:35
            > Moim studentom odradzam natomiast przychodzenie na egzaminy w
            > garniturach (sam chodzę w swetrze). Ale nie wyobrażam sobie, aby
            > ktoś przymaszerował w dresie, albo żarówiastym kolarskim stroiku.
            > Przyznam się, że nie podoba mi się nadmierne rozchełstanie w stroju
            > i zachowaniu.

            Wszystko zależy - można wyglądać czysto, elegancko w dresie i kolarskim stroiku
            - a mimo marynarki, sprawiać rozchełstane wrażenie. Ja swoim studentom nie
            robiłem wykładów, o tym jak się mają ubierać i nigdy nie zwracałem na to uwagi,
            kto i w czym przychodzi, czy to na egzamin, czy na zwykłe zajęcia - ważna dla
            mnie była wiedza, sposób myślenia, zaangażowanie w studia.
            Owszem, gdyby ktoś nie mył się od miesiąca i śmierdząc utrudniałby prowadzenie
            zajęć, pewnie wyrzuciłbym go "dla dobra ogółu". Ale w czym miałby mi
            przeszkadzać "radykalny" strój? Godziłby w moją wrażliwość estetyczną?
          • Gość: diafora a ja sobie wyobrażam IP: *.lodz.mm.pl 12.02.08, 22:49
            Do teatru lubię chodzić w sukienkach - gdzieś je jednak trzeba przywdziać, bo
            inaczej zajmą się nimi mole;)
            Podkreśla to dla mnie " wyjściowy" charakter wyjścia.
            Ale bez przesady. Jeśli mam ten komfort, że po pracy mogę udać się do domu,
            odświeżyć, przebrać, odpocząć i wprowadzić się w odpowiedni nastrój - to nie ma
            sprawy. Gorzej, gdy się pracuje do 18-stej i trzeba w 45 minut dostać się do
            teatru na drugi koniec miasta. Kiedyś zabrałam ekspedientkę wprost ze sklepu -
            kupowałam coś na ząb i jakoś tak się zgadało, że ja mam wolny bilet, a kobieta
            za chwilę kończy pracę. Żałowała, że nie może pójść, bo to pewnie ciekawe
            przedstawienie. No to powiedziałam, że może - ze mną, a koleżanki zastąpią ją
            przez ten ostatni kwadrans pracy. Zdjęła tylko fartuch i poszła w tym, w czym
            stała. I dobrze. Nie wyglądał ani świeżo, ani elegancko, ale spędziła ciekawy
            wieczór bez oglądania się na to, co o jej stroju pomyślą inni ludzie. Dla mnie
            jej zachowanie było przejawem sporej odwagi, a nie nonszalancji wobec innych
            uczestników imprezy kulturalnej...
            • dr.krisk Re: a ja sobie wyobrażam 12.02.08, 23:42
              Gość portalu: diafora napisał(a):

              > Dla mnie
              > jej zachowanie było przejawem sporej odwagi, a nie nonszalancji
              wobec innych
              > uczestników imprezy kulturalnej...
              Jasne - ale to była sytuacja wyjątkowa.
              Ja miałem problemy gdy jeździłem motocyklem: po pierwsze okropnie
              się jest ochlapanym błotem, po drugie - uświniony olejem (to był
              zabytkowy motor...).
              Dlatego na uroczyste okazje jeżdżę samochodem (taksówkarzom też
              trzeba dać zarobić). Nie chce mi się gimnastykować z przebieraniem,
              itp.
              • Gość: bikeholic Re: a ja sobie wyobrażam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.08, 09:42
                Jest taka grupa ludzi, którzy chodzą do teatru po to tylko, żeby popatrzeć sobie
                na innych, zrobić "obrażoną" wielkopańską minę w stronę tych, co przyszli w
                dżinasach, skrytykować fryzurę tej czy tamtej pani. O takich mówi się, że BYWAJĄ
                w teatrze...
                • dr.krisk Re: a ja sobie wyobrażam 13.02.08, 09:45
                  Zgadza się - to ja!
                  :)
                  • Gość: Jacu Re: a ja sobie wyobrażam IP: *.icpnet.pl 14.02.08, 00:00
                    "Chamstwu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom" - wie to nawet
                    Dudek.

                    Jak to ujął Kobuszewski - chamstwo i drobnomieszczaństwo z ciebie wylazło ;)
                    • Gość: jantor Re: a ja sobie wyobrażam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.08, 10:45
                      Bylo jeszcze:
                      "Nie bądż rura i nie pękaj!"
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka