xiontz
04.05.09, 10:19
Kwitną kasztany i magnolie a to znak, że zbliża się majowa MK. Majowa zawsze
jest fajowa. Dużo ludzi, żywioł, rozpierducha. Ile będzie w tym roku? 3 może 4
tysiące ludzi. Kto wie, może kiedyś uda się rozbuchać majową masę do rozmiarów
budapesztańskich. To by była masakra dopiero! Piękne marzenie - miasto tonące
w rowerach.
Nic, trzeba puścić smsy po znajomych, wysłać maile, zmobilizować leniwych i
niedzielnych cyklistów. Raz w roku można przecież się postarać! Ba, to nasz
zbiorowy obowiązek!
Organizatorzy martwią się czy starczy im ludzi do zabezpieczenia przejazdu, a
malkontenci i tak będą narzekać, że godzina odjazdu nie ta, że tempo było
wolne, że babcia przeszkadzała, czy że nie podpisali się pod jakimś listem do
HGW. Ale w przejeździe MK o coś przecież chodzi - nie jest to wyścig, ani
wycieczka rowerowa po mieście.
Dlaczego jeżdżę w WMK? Głupie pytanie, to jakby zapytać dlaczego jeżdżę na
rowerze. Masa jest taka jak ja sam. Masa to ja. Masa to nie tylko organizator,
który zabezpiecza przejazd. Masa to my wszyscy. Masa to "dzieciak" na bmx
jadący obok po torowisku tramwajowym. Masa to babcia w skórzanym kapeluszu.
Masa to rolkarze i riksza. Masa to ci co jadą w "obcisłym" i ci co w zwykłych
jeansach. Masa to składaki, kolarki, górale i holendry. Masa to również
przechodnie, którzy machają i pozdrawiają. Jest i ma być różnorodnie i
kolorowo. Bezpiecznie i odpowiedzialnie (tzn. odpowiadam za siebie i za to co
robię w czasie przejazdu).
Apel do wszystkich (do organizatorów i do malkontentów) na koniec tych
majowych wynurzeń:
Nie zapinajmy wszystkiego na ostatni guzik! Więcej luzu! Więcej uśmiechu i
radości. Jezus kocha nas WSZYSTKICH!!! Pedałujmy wszyscy razem aż do
wybudowania 150 km dróg rowerowych w Warszawie! Ba 1500 km!
X.