czy u Was też jest podobnie? mieszkamy za granicą 10 lat, dziecko tutaj urodzone, od 8. miesiąca życia w miejscowym żłobku, teraz ma 4 lata i właśnie poszło do szkoły
od zawsze biadolenie ze strony dziadków, którzy sami nie znają żadnego języka obcego, więc pojęcia o dwujęzyczności, zwłaszcza dzieci nie mają, że 'biedne dziecko', bo ma 'namieszane w głowie' itp. Tłumaczę, że przeciwnie, że wychowywanie w dwujęzycznym świecie wspaniale poszerza postrzeganie tegoż i że właśnie dziecku uczenie się dwóch języków nie sprawia trudności, bez bólu dostanie je w pakiecie
teraz poszła do szkoły (dwa tygodnie temu), a jako że jest dzieckiem nieśmiałym, na razie obserwuje, nie ma jeszcze nowych koleżanek i zawsze tak było w nowym otoczeniu. Ale zdaniem dziadków 'to dlatego, że nie rozumie', 'to na pewno z powodu języka'
jak wytłumaczyć, że dziecko zna język, tylko ma taki charakter nieprzebojowy? zaczynam już wpadać w nerwowość słysząc te bzdury, ale jak powiedziałam dziś mamie przez telefon, żeby się nie wypowiadała na temat, o którym nie ma pojęcia, to odpaliła, że 'pozjadałam wszystkie rozumy' (jestem, owszem, podwójnym filologiem i nawet licencjat jeden robiłam z dwujęzyczności

)) i obraza majestatu
czy ja się, na Boga, wypowiadam o księgowości, na której się nie znam i która jst domeną mojej mamy? odnoszę wrażenie, że w Polsce wszyscy się znają na wszystkim, a czego sami nie rozumieją, to sobie po swojemu wymyślą