zojka33
15.01.16, 00:06
Wczorajsza moja rozmowa z córka (6lat) trochę mnie zastanowiła. Brzmiało to mniej więcej tak:
- Co było w szkole?
- Robiliśmy muzykę (z francuskiego: faire de la musique)
- Acha, graliście? Na czym grałaś?
- Na patykach (pokazuje grę na jakimś bliżej niezidentyfikowanym instrumencie)
- A inni?
- Na... takie okrągłe i bam! (pokazuje)
- Acha, talerze?
- Były też... (pokazuje, potrząsa)
- Grzechotki?
- I... (tu słowo po francusku)
- Hm... nie znam tego słowa, nie wiem co to za instrument...
- I był też... (pokazuje)
- Flet?
- Tak. A Lisa grała na triangle!
- Na trójkącie?
Ona jest dopiero w zerówce. Ostatnio, nie chce za bardzo opowiadać o szkole, na ogół jak ja pytam co było w szkole to mówi, że nie pamięta. A ten wczorajszy dialog to była jedna wielka pantomima. Mimo, że jej polski jest nadal silniejszy od francuskiego i mimo tego, ze ona zna te wszystkie słowa po polsku, w domu mamy i flet, i grzechotki i trójkąt - córka brzdąka na nich czasem i wiem że zna ich nazwy bo ich używa. Ale jak ma opowiadać o szkole to tak jakby tylko te francuskie słowa jej przychodziły do głowy. A to dopiero poczatek. Co będzie za parę lat? O bardziej skomplikowanych sprawach, abstrakcyjnych nie da sie przeciez pogadac za pomoca pantomimy... Wasze rozmowy z dziećmi o tym co było w szkole tez tak wyglądają?