mamakrzysia08
26.07.09, 23:30
Witam,
Ostatnio mało się dzieje na forum, więc postanowiłam ku otusze
innych mam podzielić się kilkoma co prawda nie stricte
okulistycznymi ale za to optymistycznymi wiadomościami.
Po pierwsze, trzy tygodnie spędzone non-stop z Krzyśkiem z okazji
urlopu spowodowały, że początki jego destruktywnych zachowań
(uderzanie mnie, szczypanie, bicie głową w różne rzeczy) po prostu
zniknęły. No i setki spotykanych ludzi nie interesujących się jego
okiem bardziej niż przyglądanie się z bezpiecznej wg. Krzyśka
odległości też bardzo uspokoiły tego mojego małego panikarza. Te 3
tygodnie to była świetna inwestycja w odzyskiwanie spokoju przez
młodego człowieka. Po powrocie do "normalnego życia" pojawiły nam
się pewne problemy ze spaniem, ale tak zawsze mamy po wszelakich
wyjazdach i jest to chyba normalna reakcja na - co by tu nie
powiedzieć - jednak stres, jakim dla małego dziecka jest
podróżowanie. W końcu 4,5 tysiąca kilometrów samochodem potrafi
wykończyć i dorosłych.
Po drugie sygnalizowanie, że ta zołza soczewka się przesunęła na
stałe weszło do kanonu zachowań Krzyśka. Nie jest niestety tak
pięknie, że jak zgubi, to coś sygnalizuje, bo mu to nie przeszkadza,
ale jak mu się przesunie, to przychodzi, pokazuje, że mu przeszkadza
i sam się kładzie na plecki do poprawiania, i w zasadzie nie trzeba
go trzymać przy tym zabiegu. Pewnie z czasem i zgubienie nauczy się
sygnalizować. No i najnowsza soczewka, następczyni naszej pierwszej
prawdziwej zguby dopiero raz wypadła przy tarciu oka, więc nie mamy
okazji do takich ćwiczeń (na szczęście!!!).
Po trzecie, odpukać, zakładanie soczewki i plastra robi się ostatnio
coraz łatwiejsze. A im łatwiejsze się robi, tym mniej go
przytrzymuję (przytrzymuję tylko głowę i lewą rączkę, a przy
zdejmowaniu tylko głowę), a im ma więcej swobody, tym spokojniej to
przyjmuje. Chyba u Krzycha głównym powodem buntu nie jest
manewrowanie przy oku ale samo pozbawienie go wolności. Może uda mi
się za parę tygodni czy miesięcy dojść do etapu, że będziemy
zakładać wszystko na stojąco jedynie w zatrzymaniu z biegu?
(rozmarzyłam się...).
Trzy tygodnie spotykania różnych ludzi i w sumie prawie trzy
miesiace bez badań okulistycznych (i bez lekarzy w ogóle)
spowodowały, że na szczepieniu u pediatry Krzyś był spokojniejszy
niż jak to zwykle bywało odkąd mamy soczewkę, prawie w ogóle nie
marudził i ledwie co zapłakał przy oglądaniu gardła i uszu. W
sierpniu jedziemy do Prostowej, a we wrześniu do dr Hautza, więc
pewnie sielanka na tym polu nie potrwa długo, no ale zawsze to
coś. :-)
Wszystkim życzę co najmniej równie udanych wakacji!
Pozdrawiam,
mama Krzysia