ally-t
13.10.11, 15:08
Sorry, watek dosyc wyrwany z kontekstu, ale jestem w ciezkim szoku i musze sie podzielic :)
Gadalam przed momentem z kolezanka z pracy - babka 37 lat stara sie zajsc w ciaze, ale nie moze. I tak zawodzi, ze wszyscy wokol zachodza, a ona nie moze i sie denerwuje (generalnie, bardzo zazdrosna jest o wszystko i wszystkich, ale w tej sprawie sie nie dziwie, po jakims czasie kazdy zaczyna sie martwic). Wiec pytam jej, czy probowala testow owulacyjnych - a ona na to, ze w nie nie wierzy. OK, wiec pytam, czy wylicza sobie dni plodne. A ona na to, ze w to tez nie wierzy!!!!!!!!!! Wiec mowie jej, ze w calym cyklu jest tylko okolo tygodnia, kiedy istnieje prawdopodobienstwo zajscia w ciaze (oczywiscie generalizujac, ale mniej wiecej tak jest). A ona wielkie oczy i zachichotala mowiac, ze na pewno sciemniam... W koncu powiedziala, ze sobie wygugluje... Hello, Mariolka!
W Polsce uczylismy sie o tym na biologii, nawet jakbym nie umiala obliczyc dni plodnych, to wiem, ze istnieja... Czy tu tego nie ucza, czy to z niej taki tuman (bym sie nie zdziwila!)