Dodaj do ulubionych

chyba nie dam rady....

07.10.13, 10:23
Przyjechalam do Londynu za mezem ,zostawilam dom prace, przyjaciol i rodzine w Pl. Chyba nie dam rady zyc tutaj, ciagle placze. To chyba byl błąd, boję się że już mam deprechę. A jakie były wasze początki. Ja nie pracuje ,mamy dzieci więc muszę z nimi siedzieć w domu. Jest mi naprawdę ciężko jakbym mogła to już teraz spakowalabym walizki i kierunek PL. powiedzcie jak sobie poradzić.
Obserwuj wątek
    • e-vil Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 10:46
      taki wyjazd to nei dla każdego niestety.. dla niektórych zmiana otoczenia to radość, motywacja, adrenalina.. dla innych strach, depresja, smutek i tęsknota za dawnym otoczeniem - widocznie w PL było Ci lepiej a nowa rzeczywistość rozczarowała.. brak przyjaciół też robi swoje.. a i pora roku niesprzyjająca. Dla mnie wyjazd to była przygoda - wyjechałam w lecie, jako bezdzietna panna i z możliwością powrotu gdyby coś było nie tak.. komfort psychiczny ogromny, zero odpowiedzialności za inne osoby - a że było piękne lato to i nastrój dobry - w pracy nowe znajomości, nowe przeżycia - pełna ekscytacja.. teraz po latach mnie trochę sentymentalnie bierze na myśl o PL..
    • pelagia_pela Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 10:50
      Ile lat maja twoje dzieci? Musisz wyjsc z domu. Sprobuj znalezc jakas kolezanke Polke na poczatek z dziecmi. Patrzylas jakie sa zajecia dla dzieci w twojej okolicy? Bylas w bibliotece?
    • led-a Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 10:59
      Bylam w bibliotece i szukam nowych znajomych, dzieci maja 10 i 5 lat, do szkoly jeszcze nie chodza - brak miejsc. Poznalam kilka dziewczyn ale one od lat w UK ,pracuja . Czuje sie nie potrzebna , nie chce mi sie zyc. :(
      • pelagia_pela Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 11:02
        Nie wiedzialam,ze jest juz tak zle, ze nie ma nigdzie miejsc w szkolach?? Serio, nie ma szkoly dla twoich dzieci? Nigdzie? Pytam, bo moje mlodsze I sie nie znam.
        • ingaki Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 11:15
          Moja siostra czekala miesiąc na szkole I dostala miejsce.
      • steph13 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 12:00
        led-a napisał(a):

        > dzieci maja 10 i 5 lat, do szkoly > jeszcze nie chodza - brak miejsc.

        A kiedy szkola dowiedziala sie, ze ma dwoje dzieci przyjac od wrzesnia? Zamieszkaly tu maz, nie wiedzial sie, ze nie zalatwia sie tego od reki? Ludzie, z jakiej wy planety zjezdzacie?


        • dorcian Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 12:25
          Mysle, ze wiekszosc z tych, co przyjechaly tutaj do pracujacego juz meza a w pl zostawily swoja wlasna prace stawiajac niejako wszystko na jedna karte przezywalo na poczatku podobne emocje. Porownanie do bezdzietnej panny bez zobowiazan I otwarta opcja powrotu jest delikatnie mowiac nietrafione.
          Kazdy poczatek jest trudny, musisz sama sobie odpowiedziec na pytanie czy jak wrocisz to bedziesz szczesliwsza biorac pod uwage obecny uklad czyli maz pracujacy tutaj. Ja przyjezdzajac bylam w podobnej sytuacji, w Polsce zostawilam dobra prace, przyjechalam z trzyletnim dzieckiem do meza, ktory pracowal tu od paru miesiecy, zdazyl nawiazac nowe znajomosci, mial tez czesc znajomych jeszcze z Pl ze swojego miejsca pracy. Dokladnie znam uczucia, ktore opisujesz. Pomoglo mi znalezienie polskiej tu zadomowionej kolezanki (dzieki pracy meza ja poznalam). Przez nia poznalam jej - juz mieszanych polskich I angielskich znajomych. W miedzyczasie corka poszla do przedszkola, ja znalazlam prace (ponizej kwalifikacji I okropna ale od czegos trzeba bylo zaczac). Nie bez znaczenia bylo wsparcie meza, ktory wyjatkowo rozumial jak sie wtedy czulam.
          Jezeli jest mozliwosc I chcesz wracac do Polski - wracaj teraz, nie czekaj, az dzieci zaczna tu szkole I nawiaza nowe znjomosci. Jesli to niemozliwe, daj sobie czas na oswojenie z nowa sytuacja ale zmien nadtawienie, nie traktuj tego jak zeslania a bardziej jak wyzwanie z ktorym musisz sie zmierzyc. W obu przypadkach najgorsze, co mozesz zrobic to ogladac sie za siebie I roztrzasac co by bylo gdyby...
          • londynwarszawaparyz Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 12:46
            Mialo byc cud malina i lepsze zycie, a jest jak jest? Siedzisz w domu, nie znasz jezyka i tesknisz? I wcale nie jest rozowo? Maz wraca po pracy wieczorem i nie ma sily pogadac a Ty caly czas z dziecmi, ktore na dodatek szkoly nie maja? Spakuj sie i wroc. Emigracja nie jest dla kazdego. Osobiscie nie wyobrazam sobie siedzenia w domu, w obcym kraju i czekania na meza az wroci z pracy. Bez znajomych, bez mozliwosci pogadania z kimkolwiek. Wyizolowana w innym kraju, przyjechalas tu prac i sprzatac dom? Zalatw szkole dzieciom. To powinno byc priorytetem a nie uzalasz sie nad soba. Im tez latwo nie jest. A potem idz do pracy. Jakiejkolwiek. Takiej, gdzie Cie przyjma, bo bez jezyka jest coraz trudniej o jakakolwiek prace. Chyba ze jezyk znasz, to plus tylko bo bedzie latwiej. A jezeli sie tu nie widzisz, szkoda tracic cennych lat swojego zycia, tych mlodych jeszcze, na uzeranie sie na zycie nie takie w innym kraju. Nie masz komfortu psychicznego, wyobrazasz sobie takie zycie przez najblizsze kilka lat? Zaloz sobie czas, np miesiac, na realizacje planow szkola-praca, jezeli sie nie powiedzie wroc z dziecmi poki nie zaczna szkoly. Nia ma sensu sie rozmieniac na drobne. Zastanow sie czego ty chcesz, i dzialaj, zamiast pisac dziewczyny pomozcie. Wiekszosc z osob na tym forum ma prace, dzieci i czuje sie tu dobrze. Mamy znajomych. Nie chca wracac do Polski wiec nikt Ci nie pomoze poki sama nie wezmiesz sie w garsc. I pomysl o dziaciakach- moga czuc sie podobnie jak Ty. Wyrwane z kontekstu, bez szkolnych kolegow, bez jezyka, zagubione i zahukane. Jezeli cala trojka macie takie odczucia to nie ma co sie meczyc. Dla mnie wyjazd byl przygoda i sprawdziane jak sobie poradze.Bo zawsze sobie radzilam :) I sie udalo. Wszystko co trudne i nowe bylo ciekawym wyzwaniem a nie pasmem udrek. Poprostu inne podejscie i inna psychika. Emigracja jest nie dla kazdego...trezba byc silnym psychicznie by jej podolac, widze to po kilku latach spedzonych na obczyznie.
            • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:28
              londynwarszawaparyz napisał(a):
              >a nie uzalasz sie nad soba

              ktoś tu niedawno pisał, że nie ma do jedzenia nic innego niz tikka, że wszędzie dużo innych nacji, a co to bedzie jak zjada Bułgarzy i Rumuni, o Polakach nie wspominając... Nie użalaj się tylko pakuj tobołek i wracaj do Polski, tam zalew emigrantów raczej ci nie grozi...
        • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:24
          Na pewno z innej niż ty, dziewczyna ma doła, a ty kopiesz... Patrzysz jeszcze lustro, czy juz czujesz do siebie obrzydzenie...
          Mój syn dostał szkołę w ciągu tygodnia...
          • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:25
            Oczywiście powyższy post dotyczy postu stef.
    • ann.38 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:09
      Może to banalne, ale prawdziwe- początki są zawsze trudne. Nawet zamierzone i zaplanowane zmiany większość ludzi jednak przeżywa. Skoro zdecydowaliście się zostawić dom i wyjechać do innego kraju mając dzieci w wieku szkolnym, to prawdopodobnie są jakieś powody, jest coś co jest tutaj lepsze niż było w Polsce. Spróbj o tym pomysleć. Dzieci pójdą do szkoły, to będziesz miała trochę czasu dla siebie. Poszukaj w okolicy jakiejś szkoły językowej (chyba, że znasz język bardzo dobrze), poszukaj gdzie w Twoich okolicach są oferty pracy. Trzymaj się jakoś, bo musisz dodać otuchy dzieciom i wspierać je w początkach szkolnych.
      • led-a Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:20
        Nie mowcie ze nie tesknicie za rodzicami ,rodzeństwem, za spotkaniami niedzielnymi.? Za rodzinnymi stronami? Tak poprostu za ludzmi ktorych spotykalo sie codziennie?
        • illegal.alien Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:23
          Ojej, no pewnie, ze tesknimy, ale UK to nie koniec swiata i mozna regularnie latac do Polski (i z Polski).
          Ja za 'rodzinnymi stronami' nie tesknie, bo w Polsce najwazniejsza jest dla mnie moja rodzina (i troche znajomi, chociaz sila rzeczy coraz mniej). A z rodzina widuje sie bardzo regularnie, jest telefon, Skype, mail, Facebook i Bog jeden wie co jeszcze.
          W przeciwienstwie do dziewczyn powyzej nie radze Ci sie pakowac po pieciu minutach pobytu tutaj tylko zaczac ukladac sobie zycie - nie rozpamietywac jak to fajnie bylo w Polsce, bo w koncu z jakiegos powodu jestescie tu, nie?
          • led-a Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:29
            Tak jestem tutaj z bardzo waznego powodu. chcialam zeby moja rodzina sie nie rozsypala. Chcialam sie zapytac jak to bylo u was? Czy moze ja jestem jakas nienormalna ze tak tesknie.
            • illegal.alien Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:33
              Nie jestes - na poczatku to normalne.
              Ja juz kilka razy pisalam, ze przyjechalam tu jako osoba dosc mloda (17 lat), wiec tesknilam jak szalona.
              Teraz po 10 latach tu jest moj dom, moja rodzina, moje miejsce na ziemi.
              I jasne, tesknie czasem za rodzicami, ale moge do nich praktycznie w dowolnej chwili zadzwonic, a jak mam ogromna potrzebe to i poleciec ;)
              Musisz po prostu sobie zaczac ukladac zycie tutaj, zaczynajac od swoich miejsc i znajomych - to nie jest proces szybki i prosty, ale nie jest tez niemozliwy :)
            • londynwarszawaparyz Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:35

              > Tak jestem tutaj z bardzo waznego powodu. chcialam zeby moja rodzina sie nie ro
              > zsypala. Chcialam sie zapytac jak to bylo u was? Czy moze ja jestem jakas nieno
              > rmalna ze tak tesknie.

              Mase osob teskni ale sa proprytety. Najwazniejsza jest TWOJA rodzina, ta tu na miejscu, maz i dzieci. Jestescie razem. Jezeli nie chcesz zeby sie rozsypalo, walcz o lepsze jutro zamiast sie uzalac ze tesknisz za familia w Polsce. Jest internet, pogadaj z mama na Skype. Zadzwon. A potem wez sie w garsc i szukaj szkoly dla dzieci i pracy. U mnie bylo inaczej, bo ja mysle przede wszystkim o swojej rodzinie, tej, ktora mam na miejscu. Mi ma byc dobrze. Rodzice sa w kraju, radza sobie. Pociesze Cie- nie widzialam sie z nimi na zywo i kraju nie bylam odkad tu przyjechalam (kilka lat) i wcale mnie to nie boli i nie tesknie wybitnie. Codziennie do bolu moge gadac z nimi jezeli bede chciala. Ale mam swoje zycie i nie zawsze czas.
            • ann.38 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:50
              led-a napisał(a):

              > Tak jestem tutaj z bardzo waznego powodu. chcialam zeby moja rodzina sie nie ro
              > zsypala. Chcialam sie zapytac jak to bylo u was? Czy moze ja jestem jakas nieno
              > rmalna ze tak tesknie.
              Wiesz, każdy ma inną sytuację, to trudno porównywać. Podejrzewam, że niektórzy mieszkając w UK mają większy kontak z rodziną niż inni mieszkając w Polsce. Oczywiście żal było mi zostawiać Warszawę, ulubione miejsca, a nawet nie ulubione, ale po prostu znane. Z powodów materialnych nie wyjechałabym, bo nie jestem typem przebojowym i nie podejmuję ryzyka. Ale w mojej sytuacji tutaj jest lepiej bezdyskusyjnie. Polubiłam swoje nowe miejsce, teraz tutaj mam ulubione, znane miejsca, wiem, że zapuka sąsiadka kociara szukając znowu swoich podopiecznych, wiem, przy którym domku będzie stał starszy pan, który zza płotu wita przechodzących itp. Ogólnie panująca życzliwość raczej sprzyja adaptacji do nowych warunków. Ja osobiście w Polsce miałam lepsze możliwości pracy zgodnie z wykształceniem i relacji koleżeńskich też nie mam tu wiele, ale dzieci zadowolone, starsze na studiach, więc i ja zadowolona.
            • ta_ruda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 15:17
              hey.

              To bardzo normalne co przezywasz, nie kazdy przezywa taka zmiane tak samo, zalezy to od wielu rzeczy. ALe i w teorii i w praktyce to calkiem normalna reakcja na zmiane miejsca zamieszkania.

              Postaraj sie jak najwiecej spedzac czas z ludzmi, wychodz na spacery, czytaj forum, staraj sie pzonawac nowych znajomych, zapisz sie do biblioteki, jest tez skype, facebook i telefony do utrzymywania kontaktow z rodzina i znajomymi w Polsce.
              Staraj sie przezywac tylko jeden dzien, czyli takie 'one day at a time', nie mysl o tym co jutro, za tydzien (tzn planuj ale jak wstajesz rano to mysl tylko o tym co na dzis masz zaplanowane i co dzis masz zrobic.

              Powodzenia. z czasem najprawdopodobniej bedzie latwiej, choc mnie zajelo 1.5 roku aby naprawde zaczac sie cieszyc zyciem tutaj.
        • londynwarszawaparyz Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:30
          > Nie mowcie ze nie tesknicie za rodzicami ,rodzeństwem, za spotkaniami niedzieln
          > ymi.? Za rodzinnymi stronami? Tak poprostu za ludzmi ktorych spotykalo sie codz
          > iennie?

          Nie tesknie. Jest Skype, tanie polaczenia, im rzadziej rozmawiam z rodzina tym mniej klotni :) Znajomych moge miec na Facebooku. Dwie godziny samolotem i jestem w domu. Tu jest moj dom, i tu jest moja rodzina, ktora zalozylam. Nigdy nie mieszkalam na kupie rodzicami, zebym miala tesknic za wspolnym gotowaniem, czy obiadami, czy wogole za spedzaniem czasu z nimi non- stop-wystarcza mi co jest, jak mieszkalam w Polsce bylo tak samo, mialam swoj dom i swoja rodzine a rodzice mieszkali u siebie i widywalam sie z nimi raz w tygodniu maxymalnie. Nie tesknie za pania z kiosku widywana codziennie ani za listonosem, jezeli o to pytasz. Najwazniejsze tu i teraz a nie co za Toba 1700 km od domu czyu ile tam. Tu masz rodzine, dzieci. Nie najwazniejsze sasiadki i znajome od plotek teraz- wez sie w garsc i ogarniaj tu sobie zycie i swojej rodzinie.
        • steph13 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:36
          led-a napisał(a):

          > Nie mowcie ze nie tesknicie za rodzicami ,rodzeństwem, za spotkaniami niedzieln
          > ymi.? Za rodzinnymi stronami? Tak poprostu za ludzmi ktorych spotykalo sie codz
          > iennie?

          Ja kwestie ewentualnej tesknoty przemyslalam przed wyjazdem, biorac pod uwage fakt, ze I tak nie mieszkalam z rodzina bo po studiach zostalam w Warszawie. Wiec na codzien nie bylo wiekszej roznicy czy bylam w Warszawie czy w Londynie. W tamtych czasach nie bylo tanich biletow lotniczych wiec kontakt byltylko listowny I telefoniczny I bylo OK. Jesli szybko rzucisz sie w wir tutejszego zycia to przestaniesz zyc wspomnieniami z kraju. Aby to osiagnac trzeba wyjsc z domu, poszukac pracy, brac udzial w szkolnym zyciu dzieci I raptem moze sie okazac, ze tesknota juz tak nie doskwiera. Bardzo waznym jest, zwrocic uwage jak klimatyzuja sie tutaj twoje dzieci I ulatwic im przyzwyczajenie sie do nowej rzeczywistosci - w koncu sa tutaj w wyniku twojej a nie ich wlasnej decyzji. Zestresowana I zaplakana mama w niczym im nie pomaga.
          • londynwarszawaparyz Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 13:41
            Bardzo waznym jest, zwrocic uwage jak klimat
            > yzuja sie tutaj twoje dzieci I ulatwic im przyzwyczajenie sie do nowej rzeczywi
            > stosci - w koncu sa tutaj w wyniku twojej a nie ich wlasnej decyzji. Zestresow
            > ana I zaplakana mama w niczym im nie pomaga.

            Swieta racja! Pisalam rowniez autorce watku, ze dzieci przezywaja to nie mniej niz Ty. Sa bez jezyka, bez szkolnych kolegow i kolezanek, bez pani z przedszkola. Nie ma baci i dziadka, tylko smutna mama, ktorej zle i tata- wiecznie zapracowany. Moga byc przestraszone, zestresowane jak Ty. Dzieci latwiej sie aklimatyzuja- ale Twoja rola by im to ulatwic, a nie myslec o sobie (co wynika z Twojego postu, ani slowa o dzieciakach jak to znosza- czy maja szkole-jak im idzie integracja z tutejszym srodowiskiem?)
          • illegal.alien Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 14:04
            Otoz to - ja mieszkalam przez dwa lata na wsi w Walii, a jedyne polaczenie do Wroclawia bylo z Londynu przez Warszawe (albo Niemcy). Podroz zajmowala mi caly dzien, a i tak dwa razy na sam weekend wielkanocny przylecialam (lekcje konczylismy w czwartek po poludniu, a zaczynalismy od nowa od wtorku rano - na szczescie mi sie udalo z czwartku zwolnic, wiec bylam w domu od piatku do niedzieli, w poniedzialek juz wracalam :), nie wspominajac o tym, ze bilety 10 lat temu kosztowaly co najmniej 1500 zlotych od osoby :) (ale przynajmniej kanapke w samolocie dawali :P)).
            Czasami sobie te czasy przypominam, jak jade na lotnisko z pracy, zeby po dwoch godzinach byc juz z rodzicami ;) I nawet z komorki do mamy moge zadzwonic za pol-darmo, a nie jak kiedys.
            Serio, teraz jest super i jak Steph napisala - Warszawa czy Londyn, nie ma znaczenia - wiem, o czym mowie, bo przez dobrych kilka lat moj brat mieszkal w Warszawie - czas podrozy mielismy porownywalny, ewentulanie ja mialam krotszy :) (nie wspominajac o tym, ze ja sobie w samolocie moglam kimnac, on jezdzil samochodem, bo o pociagach to nawet nie ma co pisac ;)).
            • steph13 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 14:12
              illegal, pamietam czasy kiedy aby zadzwonic do rodzicow raz na tydzien w niedziele, zbieralam monety na uliczny coin box, po czym stalam z pelna garscia w kolejce, I jak dobrze poszlo to polaczylo, jak nie to kasa polknieta I nic z tego. A przeloty do Warszawy kosztowaly ponad £300 wiec przy zarobbkach barmanki £40 na tydzien odwiedziny w kraju nie wchodzily w rachube. Poza tym, za czasow PRLu paszporty dawano na jeden wyjazd I odbierano po powrocie wiec nikt ochoczo nie wybieral sie na urlop do kraju. Moze to wlasnie zmuszalo ludzi do szybkiej tutaj asymilacji, angazowania w tutejsze zycie i pozostawiania przeszlosci za soba?
              • illegal.alien Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 14:43
                No nie, PRLu nie pamietam, bo jak sie skonczyl to ja jeszcze do przedszkola nie chodzilam :P
                Ale w internacie nie mielismy internetu w pokojach, nie wolno bylo miec komorek i mieszkalysmy po 4 w pokoju, wiec trzeba bylo sie wstrzelic z telefonami do mamy miedzy pozostale 3 dziewczyny (i 3 strefy czasowe ;)).
                Dzwonilam na karty z Post Office :)
                Serio, nostalgia mnie zaraz ogarnie :P
        • liley11 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 16:04
          Nie, nie tesknie. Bardziej tesknie za domem, bedac na wakacjach w Polsce. Smutne moze dla kogos, ale prawdziwe. Nie znosze polskiego wtykania nosa we wszystkie sprawy prywatne. Spotkania z rodzicami, tesciami i reszta rodziny raz na jakis czas uwazam za zdrowy uklad- dla zdrowia psychicznego i naszej rodziny (maz i dwojka dzieci). Znajomych mam tutaj. Ci blizsi co zostali w Polsce - spotykamy sie raz na jakis czas, telefonujemy, skype.
    • plain-vanilla Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 14:27
      No ale jak to bylo? Maz powiedzial, przylatuj i ty sie spakowalas, wskoczylas w samolot i przylecialas z dziecmi? Ja rozumiem, ze taka decyzje planuje sie na dlugo przed realizacja. Przede wszystkiem tata mogl juz zawczasu zorientowac sie, jak wyglada proces aplikacji o szkole dla dzieci i zlozyc aplikace zanim dzieci przylecialy z Polski. Teraz to juz chyba miejsca w najgorszych szkolach zostaly, bardzo daleko od domu i znowu mozna sie zdolowac dojezdzajac godzine do szkoly w jedna strone. Moze faktycznie sie spakuj, wroc do Polski. Poczytaj na spokojnie forum, bo to kopalnia wiedzy o codziennym zyciu, bezpiecznych dzielnicach i porzadnych szkolach i wtedy sprobuj jeszcze raz. Przez rok dzieci przygotuja sie jezykowo, ty tez psychicznie i jezykowo, jesli potrzebujesz.
      • almamag Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 14:35
        plain nie zawsze mozna zlozyc aplikacje zanim dzieci z Polski przyleca
    • plain-vanilla Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 14:32
      Na pocieszenie napisze, ze ciesz sie, ze masz dzieci w wieku szkolnym. Jak tylko pojda do szkoly, bedziesz mogla skupic sie na sobie, zadbac o rozwoj jezykowy albo zawodowy lub ruszyc prosto do pracy. Ja przyzylam straszna samotnosc z niemowleciem sama w domu, nikomu nie zycze tego, duzo moglabym napisac o moich poczatkach tutaj.
      • dorcian Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 15:05
        Ale to wlasnie o takie poczatki w przypadku autorki tego watku chodzi. Znam to forum od 8 lat. Dawno temu, kiedy pojawial sie watek kogos zdolowanego emigracja mozna bylo liczyc na jakies wsparcie, pocieszenie, ze bedzie lepiej itp. podejrzewam, ze dlatego, ze wiekszosc forumowiczek jechala na tym samym wozku. Teraz wiekszosc tej wiekszosci porosla w piorka I najwyrazniej zapomniala jakie byly poczatki. To juz kolejny watek rozwijajacy sie w kierunku "to po cos tu przyjechala glupia I do tego z dziecmi". Zapomnial wol jak cieleciem byl.
        Nie wszystko da sie w zyciu zaplanowac, a I noga sie zawsze powinac moze I nawet najlepiej zorganizowane plany moga runac z hukiem z takich czy innych powodow. Moj przyjazd tutaj byl zaplanowany na pol roku do przodu, maz dostal prace jeszcze bedac w Polsce, zarabia bardzo dobrze, bedac w pl z rodzina widywalismy sie raz lub dwa razy do roku ze wzgledu na odleglosci a mimo to tesknilam bardzo na poczatku, mialam bardzo trudne momenty, bliska bylam pakowania walizek I powrotu. To sa normalne przezycia kazdego kto z takich czy innych powodow zostawia swoja mala stabilizacje I nie zawsze ma wybor, zeby jednak zostac. I ostatnia rzecza, jaka chce uslyszec zakladajac tego rodzaju watek jest oskarzenie, ze jes sie bezmyslnym, samolubnym I naiwnym.
        Dlaczego juz tak niewiele z was stac na dobre slowo, wsparcie czy rade a w zamian tak chetnie I bez znajomosci sytuacji tej osoby oceniacie I wydajecie opinie?
        • londynwarszawaparyz Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 16:01
          Tera
          > z wiekszosc tej wiekszosci porosla w piorka I najwyrazniej zapomniala jakie byl
          > y poczatki. To juz kolejny watek rozwijajacy sie w kierunku "to po cos tu przyj
          > echala glupia I do tego z dziecmi". Zapomnial wol jak cieleciem byl.

          W obronie innych formulowiczek, w tym siebie, dodam, ze takich tematow na tym forum bylo bardzo wiele. W zasadzie pojawiaja sie cyklicznie co jakis czas. I wyglada zawsze tak samo- starsze wiekiem emigracyjnym i wlasnym doswiadczeniem radza, nieraz skrytykuja, ale odpowiedza za zadane pytanie. Kazdy ma prawo do wypowiedzi. A te "nowe" nie zawsze sluchaja, zaraz sie obrazaja, strzelaja fochy i wylewaja zale jak to na tym forum nic napisac nie mozna bo zaraz cie "zjedza", skrytykuja i zmieszaja z blotem :P
          Ja z perspetywy forum widze to inaczej. Znam je od klilku lat. Bywalam tu wczesniej. Tez pisaly mi rozne osoby co i jak powinnam zrobic w poczatkach emigracji. Uslyszalam tez wiele przykrych slow, ale tez bylo z perspektywy czasu wiele trafnych odpowiedzi- tylko wtedy ja patrzec moglam na to tak, jak ze nikt nie jest tu przyjaznie nastawiony a rady sa zle, nikt nie rozumie mojego polozenia :D Po czasie okrzeplam, poznalam realia, sama od podszewki, i widze jak czesto dziewczyny tu piszace maja racje- nawet jezeli nie jest to ujete w mile slowka :)
          Teraz emigracja ponad to jest prostsza niz kiedys, wiec nowi emigranci maja latwiej. Fora sa pelne informacji jak zalatwic szkole/jak znalezc prace/jak sie przygotowac do wyjazdu. A nadal pojawiaja sie pytania (zwykle te same) typu jak przezyc emigracje, czy powinnam wracac do Polski itp. Mozna przewidziec wczesniej swoaja przyszlosc w nowym kraju, chocby czesciowo, lepiej sie do niej przygotowujac zawczasu. Wtedy nie ma rozczarowan.
          • ann.38 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 16:12
            Rady zawsze są pożyteczne, nawet jeżeli nie ta osoba, bo już za późno, to inna skorzysta. Tyle, że nie potrzebne są jakieś wkręty oceniające, personalne. Nie znasz przecież całej historii, sytuacji osoby, pytającej o radę. Róznie się ludizom układa. Nie zawsze chcą tutaj wszystko opisywać. Pytania/wykrzykniki- a co tak wsiadłaś do samolotu jak mąż kazał i przyleciałaś- są zupełnie zbędne. Nawet jak ktoś popełnił błąd, to takimi wstawkami nie pomożemy. Może są osoby, którym pomaga jak się im nawciska, ale nie znając osoby, lepiej spróbować tego drugiego sposobu- życzliwej, albo po prostu zwyczajnej rady, co teraz ma zrobić. Fakt, trzeba do znudzenia pisać o koniecnzości wczesniejszego zorientowania się co do skzoły, bo pewnie większość zakłada, że skoro jest obowiązek szkolny, to zawsze przyjmą, a potem trzeba niestety czekać, a dzieci tracą czas.
          • dorcian Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 16:35
            Ten post nie dotyczy zalatwiania roznych "rzeczy" czy rozczarowania emigracja. Dotyczy zwyklych ludzkich emocji zwiazanych z dosc drastyczna zmiana w zyciu. Tak, mogla przewidziec, ze bedzie jej ciezko. Nie, dosc trudno jest przewidziec w takiej sytuacji jak bardzo ciezko moze byc. O ile jestem w stanie zrozumiec besztanie tych co tu przyjechali, siedli na tylku I pytaja co im sie nalezy o tyle mierzi mnie taki sam stosunek do tych, co maja problem z emocjonalnym przestawieniem sie na nowe realia. Tez orientuje sie juz, jak dziala tutaj wiele rzeczy I jak sie rozne sprawy zalatwia ale nie czyni mnie to ekspertem we wszystkim I nie upowaznia do oceninia innych, szczegolnie jesli sa w sytuacji zalozycielki tego watku.
          • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:51
            londynwarszawaparyz napisał(a):
            >starsze wiekiem emigracyjnym i wlasnym doswiadczeniem ra
            > dza, nieraz skrytykuja, ale odpowiedza za zadane pytanie.

            Hahaha dobre, ubawiłam się po pachy, rady w stylu : forum.gazeta.pl/forum/w,37418,147302806,147305894,Re_chyba_nie_dam_rady_.html
            Faktycznie budujące i podnoszące na duchu...

            >A te "nowe" nie zawsze sluchaja, zaraz sie obrazaja, strzelaja fochy i
            > wylewaja zale jak to na tym forum nic napisac nie mozna bo zaraz cie "zjedza",
            > skrytykuja i zmieszaja z blotem :P

            Przepraszam, autorka chyba nie zdążyła wynurzyć nosa z bajora jakim ją potraktowałyście...,
            bo ośmieliła się powiększyć liczbę imigrantów, do tego z dwójką dzieci...

            >Teraz emigracja ponad to jest prostsza niz kiedys, wiec nowi emigranci maja lat
            > wiej. Fora sa pelne informacji jak zalatwic szkole/jak znalezc prace/jak sie pr
            > zygotowac do wyjazdu.

            Szczególnie od ciebie...
            • londynwarszawaparyz ampiltuda 07.10.13, 22:54
              Wylalas swoj jad? W poprzednim watku na Steph, teraz kolej na mnie? jutro na kogo? udajesz taka swietna i z dobra rada lecaca, a ublizasz na tym forum tym co wd ciebie sa chamskie i wszystkowiedzace? a sama lepszy przyklad dajesz? tyle razy mialas pisane- nie do ciebie sie pisze, po co sie wcinasz? zeby znowu kogos zmieszac za swoje wypowiedzi z blotem? nie chcesz, nie czytaj moich postow. przestan ciagle krytykowac, spojrz na te bajki, ktore ty piszesz i wieczna fale krytyki do tych, co maja inne zdanie niz ty.
              • ampiltuda Re: ampiltuda 08.10.13, 00:27
                ... pozostawię to już bez komentarza...poniżej pewnego poziomu nie zejdę...


        • led-a Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 16:28
          Dzieki Dorcian, tez tak mysle. Nie jestem idiotka ktora przyleciala tu bo tak jej sie zachcialo, tylko czlowiekiem ktory teskni i ma uczucia. Szkoda ze od rodakow tylko jad sie wylewa. Moj maz jest tu bardzo dlugo ma dobra prace i widok na awans. Niestety nie wszystko daje sie zaplanowac.
          • klara11 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 17:21
            led-a nie czytalam wszystkich komentarzy, bo nie chce sobie psuc pieknego dnia.
            Ja tez przyjechalam tu za mezem i tesknilam okrutnie za zyciem w Polsce. Bylo bardzo ciezko, szczegolnie, ze ja wyjezdzajac zostawialm piekne, nowe dopiero co urzadzone mieszkanie, znajomych, rodzine. Nie przyjechalam do Uk aby sobie poprawic standard zycia, tylko aby rodzina byla razem. Powiem szczerze, ze standard zycia to chyba mamy gorszy w UK. Poczatki byly strasznie trudne ryczalam po katach, wszystko porownywalam do Polski i wyzywalam sie na mezu. Tak jak Ty czulam sie zupelnie bezuzyteczna i do nieczego. Na to wszystko trzeba czasu. najwazniejsze abys sie nie zamykala w domu, wychodz do ludzi, szukaj znajmych , moze zajecia w bibliotece, jakies grupy w kosciele, poszukaj jakis zajec w college. Piszesz , ze mieszkam w Londynie, ja pod Londynem, jesli to nie daleko to z mila checia spotkalabym sie z Toba. Glowa do gory:-)
            • led-a Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 17:59
              Klara to co napisalas.......to tak jakby o mnie. Szkoda ze nie mieszkasz w Londynie , napewno mialybysmy duzo tematow.
              • klara11 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:24
                A gdzie konkretnie mieszkasz w Londynie? Ja mieszkam w Datchet kolo Windsor
                • led-a Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:48
                  Mieszkam na Woolwich Arsenal
                  • klara11 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 19:25
                    Oh, to niestety dosc daleko ode mnie. Ale jesli chcesz pogadac to mozemy sie umowic na prv. moj mail to gosiacaren@gmail.com
              • gabez1 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:29
                Ciesze sie Klara, ze sa jeszcze takie osoby, jak Ty na tym forum.
                Do autorki:
                Nie bylo Mi latwo na poczatku, ale paradoksalnie bylam w lepszej sytuacji, bo moj syn ni emial jeszcze obowiazku szkonego, wiec bylo o jeden temat mniej do przeskoczenia.
                Moj maz przyjecjal pierwszy, przed Nami. My dojechalismy pol roku pozniej, jak mial oszczednosci, prace i dobre mieszkanie w spokojnej dzielnicy.
                Ja mialam tak, ze na poczatku nie tesknilam za bardzo z krajem, rzucilam sie w wir zajec, namietnie sprzatalam cala chate, zaczelam troche dorabiac, kiedy moglam.
                Dla mnie priorytetem bylo to, ze bylismy razem, poniewaz te pol roku osobno bylo najgorszym czasem w Naszym Zyciu.
                Paradoksalnie zaczelam tesknic za Polska, po ktorys tam odwiedzinach kraju, ale wiem, ze nigdy tam nie wroce. Tu zyje Nam sie lepiej, mamy swoj dom (na kredyt), jestesmy szczesliwi. Czasami przychodzi tylko taka nostalgia. Moj Maz nie odczuwa jej wcale. Ale ja szybko ja zwalczam, rzucajac sie w wir zajec.
                Wszystko zalezy wiec od konretnej osoby, rodziny.
                Radzilabym Ci zajac sie dziecmi calkowicie w tym momencie, wspolnie spedzac czas i dzwonic do gminy namietnie, zeby pamietali o szkolnej aplikacji.
                Nie wiem, jak u Was z jezykiem angielskim, moze moznaby takze w miedzyczasie probowac go doskonalic?
                Iddzcie do biblioteki, do parku, gdziekolwiek, by poznac otoczenie. Moze poznacie kogos milego?
                Pomoze Ci takze przekopywanie tego forum, bo to prawdziwa kopalnia o Zyciu tutaj.
                Jakakolwiek decyzje podejmiesz, zycze Wam powodzenia!
              • onmytoes Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 21:09
                hej led-a, w Londynie jest silna frakcja bardzo fajnych forumowych babek, ktore rowniez spotykaja sie na zywo, chodza razem na lunche, kawki, wystawy, pikniki ;)
                Nie poddawaj sie, wbrew pozorom, jest tu sporo zyczliwych osob, ktore rozumieja Twoje rozterki i nie czuja koniecznosci pouczania czy krytykowania.
                Jesli masz ochote to odezwij sie na gazetowy.
            • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:22
              Witaj w klubie led-a. Czułam dokładnie to samo. Przez pierwszy miesiąc ryczałam, leżałam w łóżku i ryczałam... I było to hotelowe łóżko, bo firma opłaciła nam pobyt dopóki nie znajdziemy domu. Gdybym od razu miała co sprzątnąć i gdzie ugotować może byłoby lepiej, ale gwarancji na to też nie ma :)
              Jak widzisz sępy krążą, ale nie bierz sobie do serca rad, żebys wracała, albo, że emigracja nie dla Ciebie, czy z jakiej planety zjechałaś. To są ciężkie przypadki nieokreślonej jeszcze przez medycynę, jednostki chorobowej. Mają urojenia, więc może to schizofrenia... Niektórym wydaje się na przykład, że po ich przyjeździe granice powinny zostać zamknięte dla reszty imigracji:)) Inne np uważają, że w Londynie nie można kupić do jedzenia nic poza tikką.
              Podaj maila, pogadamy prywatnie, żeby nie dawać im chorej satysfakcji.
              Podobnie jak Klara nie przeczytałam dokładnie bredni jakie wypisują wszystkowiedzące, szydzące , bo szkoda czasu.
              Jak będziecie miały pytania tez chętnie podpowiem.
        • plain-vanilla Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 18:23
          Oczywiscie zycze autorce watku powodzenia. Nie pisalam, ze jest bezmyslna czy naiwna. Oczywiscie nie da sie wszystkiego w zyciu przewidziec. Nie zapomnialam moich poczatkow ani tego, ze nikt mi w niczym nie pomog oraz tego, ze nie znalam tego forum, co chyba bylo moim najwiekszym niedopatrzeniem, patrzac z perspektywy czasu na tony informacji, ktore z tego forum wynioslam. W zwiazku z tym chcialabym oficjalnie Wam, dziewczyny, podziekowac za wszystkie rady i wskazowki. Jak mnie znacie, to wiecie, ze pytam o konkretne sprawy i konkretnie odpowiadam, jak ktos o cos pyta.
          • murasaki33 Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 19:29
            Kazdy teskni, mniej lub bardziej, z czasem coraz mniej...
            Jak juz dzieci pojda do szkoly, Ty pojdziesz do pracy, bo UK ma zalete - mozliwosc pracy na czesc etatu i od razu poczujesz sie lepiej. Poza tym mozesz zglosic sie jako wolontariusz w wielu miejscach, rowniez w szkole Twoich dzieci i to tez pomoze w odnalezieniu swego miejsca na ziemi.
            Woolwich mowisz - zawsze sie usmiecham z nostalgia na to slowo, tam spedzilam swoje pierwsze 6 mies w UK.
          • kalpa Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 19:58
            Led-a, ja miałam też taki krytyczny początek, na dodatek nasze małżeństwo zaczęło się sypać. Koooszmar.... wyjechałam z Polski za mężem, który jak się okazało uciekał już ode mnie i wyjazd do Anglii był chyba nieuświadomiona właśnie próbą odcięcia się od rodziny.
            Przyjechałam parę lat temu, bez znajomości angielskiego, z dwójka maluchów, zostawiłam rodzinę, przyjaciół , pracę etc.
            A tu zastałam chłodnego męża, deszcz, kompletny brak pieniędzy, obcy język, zero przyjaciół i myslałam, że zwariuję. ... Jak ty...
            Potem powoli zaczęło się lepsze, bo znalazłam kursy angielskiego, poznałam kilka mam Polek, w tym jedną, która stała się moją najlepsza przyjaciółką, dzieci poszły do szkoły z czasem. Moje małżeństwo się rozpadło, ale już wtedy miałam prace, mój angielski był o niebo lepszy...
            Zajęło mi to trzy lata, żeby się przestawić na tutejsze tory.
            Teraz mija siedem, moje życie jest o wiele lepsze. mam dobra pracę, przyjaciółkę od serca, chodzę do college na kursy księgowości- angielski może nie idealny, ale jednak obłaskawiony ;)
            Dzieci czują się jak u siebie, wynajmuje malutkie mieszkanko, ale przytulnie je urządziłam, wiec jest miło ...
            Nie poddawaj się, z czasem bedzie lepiej:)
            Na pewno potrzebujesz trochę czasu, dzieci też, wy jako rodzina..
            Emigracja to wielki przewrót w życiu, więc na to trzeba dużo dużo czasu i cierpliwości.
            W wielu miastach działają polskie szkoły- warto tam iść choćby dla poznania nowych znajomych :)
            Pisz, nie zostawaj sama ze swoim smutkiem, bo się zamęczysz:) :)
            Pisz i badź z nami to ci troszkę łatwiej to wszystko będzie znosić :)
            pozdro i misiaczki przytulaczki :)
            • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 20:28
              Kalpa noooo, gratuluję Ci odwagi! ja chyba nie zostałabym tu sama z dziećmi. Trzeba mieć naprawdę silny charakter, żeby nie napisać jaja...
              Ja się tułałam między Polską a Anglią dwa lata, ale u mnie była odwrotnie, to mąż nas tu ciągnął, gdybym została w Polsce, to nasze małżeństwo mogłoby ucierpieć. I tak nie było kolorowo, moja aklimatyzacja kosztowała nas sporo nerwów, tęsknota za rodziną zżera mnie do tej pory.
              Teraz sytuacja zaczyna się normować syn poszedł do szkoły, chodzi na zajęcia dodatkowe, więc myśl o powrocie na razie odeszła na drugi plan. To jest nasze drugie podejście do pobytu tutaj, dlatego teraz jest trochę łatwiej. za pierwszym razem, 8 lat temu, pisałam wyżej, leżałam w łóżku i wyłam.
              Led-a dasz radę, za jakiś czas Ty będziesz tu pisać, to co kalpa i inne dziewczyny, i to Ty będziesz podnosić na duchu nowe Matki Polki:)
            • ssabaudia Re: chyba nie dam rady.... 07.10.13, 20:41
              Też jestem tutaj niedługo! Doskonale Cię rozumiem, pierwsze kilka tygodni przeleżałam w sypialni i ryczałam.
              Plusem okazało się posiadanie dziecka w wieku przed- przedszkolnym - health visitor poleciła mi wyjście na play group - gdzie poznałam kilka fajnych osób, jedną koleżankę poznałam na placu zabaw, przyjaciólkę pod szkołą Starszego. I tak po lekku do przodu.
              Tęsknota też mną szarpie okrutnie - ostatnio popłakałam się na spacerze - na widok kobiety z owczarkiem niemieckim - musiałam zostawić moją Sierściunię w Polsce i bardzo brakuje mi spacerów z |Nią na których mogłam się trochę oderwać.
              Brakuje mi lasów, brakuje mi gór.

              Niektóre typy tak mają - i to jest jak Rosja, tego nie ogarniesz.

              Rozejrzyj się pod szkołą, może będą jakieś inne mamy Polki, może jeśli Ci to pomoże idź do kościoła.
              Wiesz co mi bardzo pomogło? Wolontariat - poszłam na kilka dni do sklepu Chartity, pogadałam sobie, pośmiałam się, nauczyłam kilku rzeczy.

              3maj się Babeczko!

              ps. i nie zważaj na niektóre takie MUNDRE co włażą na forum, żeby sobie tylko jadu ulać i innych skopać, nie warto, trzeba odsiać...
              • yourdoubt Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 10:43
                Krótko, bo z telefonu pisze. Wiem co przezywasz. Dla mnie 1 rok tutaj to był koszmar, którego nawet nie lubię wspominać; ciężka ciąża, braki finansowe, kryzys w związku plus zero znajomych. Ryczalam nie raz i zalowalam przyjazdu. Co dzień oglądałam ściany i sufit z łóżka. Nikomu nie życzę tego co ją przeżyłam w 1 roku ( dobre na książkę). Obecnie minęły 3 lata od przyjazdu. Różnica w tym jak jest teraz jest kolosalna. Język dużo lepszy, znajomi, co dzień z synkiem chodzę na grupy...
                Będzie lepiej, trzeba najgorsze przetrwac. Sciskam mocno i tule.

                Ps. A ja się na emigrację wogóle nie nadaję, kocham stabilizację i to co znane. A jednak jakoś się przystosowalam;-)
        • yumemi Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 13:33
          Tera
          > z wiekszosc tej wiekszosci porosla w piorka I najwyrazniej zapomniala jakie byl
          > y poczatki. To juz kolejny watek rozwijajacy sie w kierunku "to po cos tu przyj
          > echala glupia I do tego z dziecmi". Zapomnial wol jak cieleciem byl.

          Docian, powiem Ci szczerze ze takich watkow nie pamietam, ani podobnych dylematow.
          Ja pamietam watki sprzed lat gdzie ludzie najpierw szukali pracy, dowiadywali sie itp.
          Pamietam kilka dziewczyn z 'dawnych' czasow i w sumie dzieci rodzily sie tutaj w UK wiec nie bylo dylematu co ze szkolami, moze dlatego?

          Mnie tez przyznaje sie bez bicia, dziwi to jak ludzie rzucaja wszystko w Polsce i jada tutaj z dziecmi w ciemno, no ale nie moja sprawa.
          • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 14:24
            yumemi napisała:
            > Mnie tez przyznaje sie bez bicia, dziwi to jak ludzie rzucaja wszystko w Polsce
            > i jada tutaj z dziecmi w ciemno, no ale nie moja sprawa.

            Wiesz, na pewno zdarzają się i takie przypadki, ale myślę, że jednak większość "zasięga języka"
            My byliśmy dobrze przygotowani, to jest nasze drugie podejście, i powiem Ci, że życie potrafi zaskoczyć. Spotykam ludzi i każdy ma inny obraz rzeczywistości. Mąż na początku pracował dla małej firmy, wyjazdy służbowe miały być sporadyczne, ale okazało się, że jednak będzie ich więcej, za wszystko musiał płacić z własnej kieszeni, a rozliczać przy następnej wypłacie. Wreszcie poprosił pracodawcę o zaliczkę, bo zaczęło być widać dno w portfelu, a on na to użyj karty kredytowej... :) mąż mówi nie mam, nie dostałem, szef nie mógł uwierzyć, że ktoś może nie mieć karty kredytowej...
            Chcę przez to powiedzieć, że ludzie pomogą Ci owszem, ale nie zawsze możesz te rady zastosować w swoim przypadku.
            Odnośnie tych, którzy jak piszesz, rzucają wszystko i przyjeżdżają z dziećmi w wakacje. Często jest tak, że to jest naprawdę spontaniczna decyzja. Może ktoś stracił pracę w Polsce i zapada decyzja o wyjeździe, bo inaczej nie będzie co do garnka włożyć, jeżeli wydarzyło się to w lipcu, to i tak wcześniej jak w połowie września dziecko miejsca w szkole nie dostanie. Trzeba mieć trochę empatii, szczególnie w przypadkach kiedy nie znamy prawie żadnych przesłanek jakie kierowały ludźmi.
            • szprotka6 Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 15:28
              Ta jazda w ciemno moze u kazdego wygladac inaczej...Chyba tyko jasnowidzowi udaje się nie jechac w ciemno;-) No bo czy da się WSZYSTKO do konca przewidziec? A zwlaszcza wlasną reakcję emocjonalną na zmiany? W 100% na pewno nie.
              Dla kogos wyjazd w ciemno to będzie: zbieram graty (albo nawet nie) i jadę, na miejscu wszystkiego się dowiem albo mi powiedzą, znajdę dom, pracę, szkolę.
              A dla drugiego to "ciemno" wiąze się z roznymi kwestiami, na ktore niesposob się przygotowac, mimo ze w wielu kwestiach jest przygotowany do wyjazdu swietnie (poczucie osamotnienia, tęsknota, rozczarowanie, kryzys zwyczajnie).

              Z kilku postow przebija się ton-nie umiesz emigrowac, nie emigruj, wracaj do domu. Autorka pisze o jak najbardziej ludzkich rzeczach, psychicznej slabosci, do ktorej kazdy ma prawo.

              Gdy zakladają tu wątki dziewczyny w 42 tyg ciązy i mowią ze zwariują jak zaraz nie urodzą/boją się porodu to idąc w podobną nutę trzebaby im powiedziec, ze jak nie umieją znosic ciazy i porodu to nie powinny w nią zachodzic, albo ze się do niej nie przygotowaly...
              A one się pewnie swietnie przygotowaly, pokoj dla dziecka jest, porod opracowany w detalach, znieczulenia, imię dla dziecka, ciuszki...
              Nie ma ludzi w 100% odpornych tak jak nie ma udanych prawdziwych związkow, w ktorych nie ma klotni.

              Osobiscie jestem za szanowaniem wlasnych emocji, to sztuka byc z nimi w kontakcie, umiec je rozpoznawac i dawac sobie przyzwolenie na ich przezywanie.
              Pozdrawiam Cię autorko wątku:-)
              • led-a Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 16:02
                Dla informacji , wyjazd byl zaplanowany wszystko odbylo sie wedlug planu. Tylko nie przewidzialam ze moze byc problem ze szkola. Znam kobiety ktore wyjechaly do mezow tak jak ja i nie mialy takich problemow ,moze dlatego ze wyjechaly do innych mniejszych miast. Co niektorzy nie wiedza jak ciezko jest znalezc fajne mieszkanie z dwojka dzieci. Ciagle nam odmawiano, pomyslalam nawet ze latwiej moze by bylo z pieskiem :) Jak tylko znalazl maz M my w Pl czekalismy tylko na koniec roku szkolnego zeby dzieci pozegnaly sie z nauczycielami i kolegami. Zaraz nastepnego dnia wyruszylismy w droge. Wszystko sie prawie udalo..... nie przewidzialam ze tak bede tesknic. Jestem tylko czlowiekiem. A wiecie co powiedzial moj synus , mama dla mnie jestes bohaterka,uratowalas nasza rodzine. Dziekuje wam wszystkim za slowa pocieszenia .
                • yumemi Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 16:44
                  led-a napisał(a):

                  >Wszystko sie prawie udalo..... nie prze
                  > widzialam ze tak bede tesknic. Jestem tylko czlowiekiem.

                  No jak kazdy z nas. Pisalas ze w Polsce mialas prace - zawsze warto sie zastanowic czy lepiej by wam w Polsce nie bylo. Dla wielu cena rozlaki z rodzina jest nie do przejscia.
                  Wbrew pozorom, zdziwilabys sie ilu Polakow tutaj wcale nie zyje na wyzszym poziomie niz mieli w Polsce, rozejrzysz sie po forum i sama zobaczysz.
            • yumemi Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 16:42
              Odnośnie tych, którzy jak piszesz, rzucają wszystko i przyjeżdżają z dziećmi w
              > wakacje. Często jest tak, że to jest naprawdę spontaniczna decyzja.

              Wiem i dlatego nie mam zamiaru oceniac, wiem ze jedni planuja bardziej inni mniej, i czesto to kwestia osobowosci.
              Mi jest latwo mowic bo w sumie nigdy nie wyemigrowalam tylko po prostu tak sie zlozylo ze tutaj studiowalam po maturze i potem juz zostalam, wiec nie mialam dylematow z dziecmi, dzieci przyszly po 10 latach:)

              Trzeba mieć trochę empatii,
              > szczególnie w przypadkach kiedy nie znamy prawie żadnych przesłanek jakie kiero
              > wały ludźmi.
              Zgadza sie, moge nie rozumiec ale empatia sie nalezy.
              Swoja droga ciekawe jak to wyglada odwrotnie, komus noga podwija sie w UK, wraca do Polski, jak jest ze szkola?
              • szprotka6 Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 16:48
                > Swoja droga ciekawe jak to wyglada odwrotnie, komus noga podwija sie w UK, wrac
                > a do Polski, jak jest ze szkola?

                Biorac pod uwagę niz demograficzny, sa przyjmowane pewnie z dnia na dzien...Znam 2 rodziny, ktore w ostatnich 2 latach wrocily do Polski i dzieci zaczęly bez problemu szkołę- oni wracali w polowie letnich wakacji, do 1 wrzesnia bylo kilka tygodni, zaczęli wraz z rozpoczęciem roku szkolnego.
              • ampiltuda Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 21:34
                Nam się może noga nie podwinęła, ale spadło na nas za dużo problemów. W połowie roku szkolnego zabrałam córkę ze szkoły (w Polsce) i przyjechałyśmy tu (mąż był już od ponad roku), a w wakacje już wracaliśmy, bo ja nie dałam rady psychicznie. Byłam w depresji poporodowej i myslałam, że tu oszaleję. Po powrocie było już za późno na składanie papierów do szkół, więc posłałam do prywatnej z zamiarem zabrania jej po roku, ale została i zdała maturę.
                Ale tak naprawdę, to jest loteria, zależy od miejsca i od ludzi. Znajomy męża wrócił do Polski po kilku latach z Hiszpanii i poczatkowo dyrekcja nie chciała przyjąć jego córki do 2 kl liceum, ale on się uparł, przedłożył argumentację i dyrekcja ustąpiła. Czy to była dobra decyzja nie wiem, może dziewczyna nadrobi zaległości, może będzie musiała powtórzyć, to akurat są bardzo indywidualne kwestie.
                Słyszałam też historię o dziwczynce, która w Anglii była w szóstej klasie, w Polsce wiekiem odpowiednio była w czwartej i tak została przyjeta, ale nauczyciele jej nie klasyfikowali, bo stwierdzili, że nie nadrobiła materiału, ze względu na słaby j.polski w mowie i piśmie. Nie było też chęci pomocy ze strony szkoły...
    • lianis Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 10:15
      Mysle, ze poczatki emigracji tylko dla wybranych sa latwe, reszta musi sie dostosowac do nowych realiow, moj maz moze przez to ze jako dziecko z rodzicami zmienial miejsce zamieszkania co chwilke, nie ma zadnych problemow z asymilacja i od razu w nowym miejscu czuje sie super, dla mnie jednak bylo to wywrocenie swiata do gory nogami i dlugo sie przystosowywalam. Teraz czuje sie tu dobrze, tu jest moje miejsce, moi przyjaciele, moj dom.
      Mieszkam daleko od Londynu, na wiosce, ale regularnie tlumacze rozklad zajec dla lokalnego Children Centre, sprobuj poszukac jednego w swojej okolicy, w tym naszym raz w tygodniu odbywaja sie dwugodzinne zajecia ESOL, rodzice poznaja jezyk i kulture, a panie zajmuja sie dziecmi. Wiem, ze w innych okolicznych Children Centre tez takie zajecia sa. Sa one bezplatne. Poszukaj tez moze na stronie swojego lokalnego urzedu Family Learning, oni tez organizuja bezplatne zajecia jezykowe na roznych poziomach zaawansowania, zreszta nie tylko jezykowe. Pozwoli Ci to wyrwac sie z domu, poznac ludzi, osluchac sie z jezykiem, zaczac wlasne zycie.
      Powodzenia
      • black_currant Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 13:17
        Dziewczyny madrze pisza - poczatki sa najtrudniejsze, potem, w miare oswajania nowego miejsca i poznawania nowych ludzi bedzie coraz lepiej.
        Ja ze swojej strony chcialam polecic strone meetup.com - moze tam uda Ci sie znalezc przyjazne dusze w okolicy?
    • aniaheasley Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 17:24
      Emigracja nie jest dla kazdego, tak samo jak nie dla kazdego jest mieszkanie w kraju urodzenia.
      Sa ludzie, ktorzy po zrobieniu pierwszych niepewnych krokow na angielskiej (skrot od brytyjskiej) ziemi nidgy nie ogladaja sie za siebie, i uwazaja, ze to byla najlepsza decyzja w ich zyciu, na tym forum jest ich kilka.
      Sa tacy, co siedza okrakiem przez cale dlugie lata, na tym forum jest ich tutaj troche.
      No i sa tu tacy, co nigdy tak naprawde nie opuscili Polski, i probuja ja tutaj cegielka po cegielce odbudowac, przy pomocy przyslowiowego polskiego masla i fryzjera.
      Sa tez tacy, co nigdy nie powinni wyjezdzac z Polski na dluzej niz przepisowe 2 tygodnie na chorwackiej plazy, bo tylko tam nad Wisla czy Odra, z rodzicami, przy serniku i krupniku niedzielnym potrafia byc zadowoleni z zycia. Moja mama, i moja najblizsza przyjaciolka zdecydowanie naleza do tej ostatniej grupy.
      Od Ciebie nalezy decyzja, ktora z tych sciezek wybierzesz. Juz widac chyba, ze nie wybralas tej pierwszej, bo jak siedzisz i placzesz to chyba sie w Anglii nie zakochalas od pierwszego kroku i wejrzenia.
      Szkoda zycia na bycie nieszczesliwa.
      Wyjdz z domu, nawiaz znajomosci, idz do szkoly jezykowej, kup chleb w Tesco, a nie w Polish Delicatessen, pojedz w weekend do centrum miasta, zobacz cos o czym slyszalas w Polsce, ze warto zobaczyc, otworz sie na swiat, nie marnuj czasu i zycia. Ogladaj tutejsza telewizje, nie szkodzi ze na poczatku malo bedziesz rozumiala, cos tam zawsze zrozumiesz. Kup gazete, idz do kawiarni, przejedz sie autobusem, zacznij oswajac ten kraj.
      Nie wszyscy mieli trudne poczatki. Nie wszyscy namietnie tesknili. Nie wszyscy czuli sie samotni, ale wiele z nas tak wlasnie zaczynala, wiec to co przechodzisz to jest normalne. Ale to przejdzie. Od Ciebie zalezy tylko kiedy, czy za 5 miesiecy czy za 5 lat.
    • o-wita Re: chyba nie dam rady.... 08.10.13, 21:47
      Bardzo dobrze Cię rozumiem prawie 2m-ce siedziałam w domu po przyjeździe do Anglii , chodziłam na rozmowy o pracę itp.ale niestety nic nie było nie miałam się do kogo odezwać bo mieszkamy u Anglików ,których praktycznie więcej nie ma niż są mąż wychodził po południu do pracy i wracał w nocy i ja zostawałam sama.Na dodatek słyszałam od niby znajomego ,że nic ze sobą nie robię,że siedzę tu już tyle czasu i nie mam pracy. Teraz od niedawna zaczęłam pracować i wracam z pracy z płaczem co innego było mówione ,a co innego robione jest .Koleżanki z pracy niektóre nawet młodsze niż ja traktują mnie jak zwykłego popychla muszę się dwoić i troić gdy one stoją ja muszę wykonywać pracę, którą powinny wykonywać też one. Ostatnio nawet do tego stopnia,że musiałam czyścić podłogę zdzierając resztki z niej paznokciami i usłyszałam,że nie ma czasu na guzdranie, Nawet wiedząc ,że dopiero uczę się nikt nie wprowadził mnie we wszystko co powinnam wiedzieć ,a jedyne co słyszałam to musisz sobie sama radzić nikt nie ma czasu,żeby ci pokazywać i tłumaczyć sama musisz się uczyć .Bardzo się cieszyłam na tą pracę po tylu m-cach zwłaszcza , a teraz zaciskam zęby każdego dnia,ale z dnia na dzień mam nadzieję,że będzie lepiej i na pewno nie dam się zniechęcić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka