Dodaj do ulubionych

Ameryke odkryli;)

08.09.08, 13:32
Przeciez to nie jest nowa sprawa, juz od kilku lat sie tak dzieje:
wiadomosci.onet.pl/1821030,28350,wiadomosceu.html
To juz wole tutejsze "sets", gdzie dzieci sie tez segreguje, ale tylko pod
wzgledem wynikow w nauce, nie zamoznosci rodzicow (bo pod tym wzgledem dzieli
sie na publiczne i niezalezne szkoly po prostu). No i jest mozliwosc ruchu
gora-dol w setach, jesli sie uczen poprawi/pogorszy, co chyba jednak stymuluje
do nauki w jakis tam sposob (pamietam jak mlodsza corka mowila, ze chce jak
najszybciej nauczyc sie jezyka, zeby wyjsc z grupy dzieci co ledwo czytaja).
A jak sie juz dostanie dzieciak do klasy "biedakow", a potem sie rodzinie
poprawi, to co, zmienia klase? Watpie, zreszta to byloby dopiero glupie.
Obserwuj wątek
    • annika13 Re: Ameryke odkryli;) 08.09.08, 13:39
      dawno temu jak chodzilam do liceum to byl podzial na tych z miasta
      i na tych ze wsi (oczywiscie ci drudzy byli gorsi), siedzialam z
      dziewczyna ze wsi a bylam z miasta wiec moja rola w klasie byla
      jakby posrodku dla tych z miasta bylam zdrajczynia a dla tych ze wsi
      za bardzo z miasta...czasy sie zmienily teraz zlotowka kroluje w
      szkole i ma znaczenie o podziale i przynaleznosci ...szkoda dzieci...
      • gypsi Re: Ameryke odkryli;) 08.09.08, 13:54
        Ja bylam w klasie jedyna tzw. dojezdzajaca, ale jakos nie bylo problemow, nigdy
        w kazdym razie oficjalnie. Moze dlatego, ze nie bylam mniej oblatana niz
        miastowi, a moze dlatego, ze nigdy nie mowilam, ze mieszkam "w malej
        miejscowosci pod O.", a dobitnie, zem baba ze wsi;)
        Poza tym wszyscy bylismy wtedy tak samo udupieni, a ci co mieli znacznie lepiej
        to zwykle byli kolaboranci, wiec starali sie nie kluc w oczy majatkiem.
        • moni73 Re: Ameryke odkryli;) 09.09.08, 11:52
          Ja nie pamietam by w czasach kiedy ja do szkoly chodzilam byly takie
          podzialy... W klasie byly dzieci ze wsi ale nikt ich nie napietnowal
          czy przenosil do jednej klasy. Podobnie z zamoznoscia bylo - ot bylo
          pare osob "nadzianych " mieli lepsze ciuchy i lepsze wyposazenie
          piornikow ale nie byl to jakis problem. Ci biedniejsi ( w tym ja ;))
          zadroscili im i tyle:)

          W Polsce moj syn chodzil do szkoly katolickiej. Bardzo dobrej
          szkoly. I tam juz niestety bylo widac ze podzial jest . Do szkoly
          dostawaly sie dzieci najzdolniejsze bo na dzien dobry mialy egzamin.
          Szkola w rankingach wypadala bardzo dobrze i o to wlasnie dyrekcji
          chodzilo. Mowiac szczerze nie zastanawaialm sie wtedy jakos
          szczegolnie nad tym... Po prostu uznalam ze mlody zdolny i ma
          szczescie ...
          Mam jednak troje dzieci , i nie mam pojecia jakby bylo w przypadku
          tych mlodszych, bo nie doczekali w Polsce do wieku szkolnego.

          Teraz jak sie nad tym zastanawiam, dochodze do wniosku ze to glupie
          bardzo, takie segregowanie pod wzgledem zdolnosci czy wynikow. To
          takie odbieranie szansy tym dziecxiom ktore na poczatku
          gorzej "wypadly ". Przeciez to ze 7 latek mial problemy z czytaniem
          nie oznacza ze jako 10 latek bedzie sie gorzej uczyl! Ehhh
          • gypsi Re: Ameryke odkryli;) 09.09.08, 12:53
            Dlatego podobaja mi sie tutejsze sety - nic nie jest na zawsze i mozna sie poprawic.

            Sluchalam dzis Trojki rano, dzwoniacych sluchaczy, czytali tez maile od, bardzo
            rozne. Jeden nauczyciel napisal, ze takiego problemu nie ma, bo on tego nie
            robi. W ilu szkolach moze uczyc 1 nauczyciel, w 100? Nawet jak przychodzi na
            godziny, to max pewnie w 5. A ile jest szkol w Polsce?
            To jak na podstawie siebie samego mowic, ze tak sie nie dzieje, bo ja tego nie
            robie? To tak jak ja zaczelabym zaprzeczac, ze zaden lekarz w Polsce nie bierze
            lapowek, bo ja nie biore, litosci...

            Nauczyciele (zwlaszcza nauczycielki), to w wiekszosci jednak specyficzny ludek.
            Okazuje sie, ze tutaj lekarze maja o nich takie samo zdanie jako o pacjentach,
            jak w Polsce - czyzby tak bylo na calym swiecie? Zawod zmienia, czy juz
            wczesniej majacy "te" cechy ludzie go wybieraja?
            I nie zebym miala cos przeciwko nauczycielom w ogole, w koncu oboje rodzice
            byli. I tato ma "te" cechy (zwariowalabym, gdybym byla jego lekarzem;) a mama w
            ogole:)
            • derka1 gypsi? 09.09.08, 19:48
              gypsi napisała:

              Nauczyciele (zwlaszcza nauczycielki), to w wiekszosci jednak specyficzny ludek.
              > Okazuje sie, ze tutaj lekarze maja o nich takie samo zdanie jako o pacjentach,
              > jak w Polsce - czyzby tak bylo na calym swiecie?

              Przepraszam ale z ciekawosci zapytam - a jakie? Ucze w UK od ponad 9 lat, za dwa
              tygodnie mam sie stawic u swojej GP, wiec chcialabym wiedziec co w jej medycznej
              glowie na moj temat drzemac moze :-). Prosze o podzielenie sie ta cenna informacja.
              • yoskaiga Re: gypsi? ja też 09.09.08, 20:30
                Tak trochę z innej beczki. Mój zaprzyjaźniony polski ginekolog zawsze powtarzał
                ,ze dwa rodzaje kobiet są najgorszym materiałem do rodzenia dzieci.
                Takie które wiedzą o rodzeniu wszystko i takie, które wiedzą wszystko lepiej.
                Te pierwsze to:
                Lekarki ,
                A te drugie to:
                Nauczycielki :)
              • gypsi Re: gypsi? 09.09.08, 22:10
                Juz Ci Yoskaiga pokrotce napisala;)

                Kiedys nie rozumialam wymownych spojrzen starszych kolegow, kiedy po trudnej
                rozmowie z trudnym pacjentem dochodzilo do zawodu i padalo: nauczyciel. Szeptali
                pod nosem: no i wszystko jasne.

                Teraz rozumiem, na te ilosc, ktora zdarzylo mi sie spotkac i tam i tutaj (a
                tutaj zawsze pytam o zawod, bo nie znam jeszcze wszystkich naszych pacjentow)
                przytlaczajaca wiekszosc, odwaze sie nawet okreslic, ze jakies 95%, po pierwsze
                zachowuje sie w gabinecie jakby robila ci laske, ze w ogole przyszla i odpowiada
                na pytania.
                Po drugie: odpowiada tak niekonkretnie, jak tylko mozesz sobie wyobrazic, np. na
                proste pytanie od kiedy? odpowiada "od rocznicy slubu" na przyklad. Dalej nie
                wiesz, czy to od dni, tygodni miesiecy czy lat.
                Po trzecie: kazdy pacjent ma jakies wyobrazenie co mu jest i co mniej wiecej
                lekarz moze zaproponowac, ale nauczyciele (-lki) z reguly maja wyobrazenia albo
                dziwaczne albo bardzo wysrubowane. Np. "chce sobie zrobic wszystkie badania",
                "to na pewno rak", "to nie moze byc tak trywialne", itd.
                Po czwarte: z reguly nie wierza w to co mowisz i leczenie im nie pomaga, bo nie
                uznaja go za skuteczne. Dlatego laza od lekarza od lekarza, czesto prywatnie,
                wydajac fortuny na kolejne leki na recepte.
                Po piate: uwielbiaja zazywac rozmaite preparaty dostepne bez recepty -
                witaminki, zen-szen, gingko, itp. ale jesli zaproponujesz miod, cytryne, syrop z
                cebuli dziecku, patrza jak na wariata. Z ciemnogrodu zreszta. W Polsce
                oczywiscie, bo tutaj nawet nie proponuje. Nie jest EBM (evidence based
                medicine), wiec nie istnieje.
                Po szoste i ostatnie, bo mi sie elaborat zrobil: w przytlaczajacej wiekszosci to
                hipochondrycy, czesto z choroba lekowa i niska samoocena. Oczywiscie nigdy nie
                wierza, ze ich problem moze miec podloze psychologiczne, moj najbardziej skrajny
                przypadek, to babka okolo 40-tki, ktora z (podobno niskiej) nauczycielskiej
                pensji wylozyla na kilka prywatnych wizyt u profesora, TK brzucha, gastro- i
                kolonoskopie, bo nie chciala mi uwierzyc, ze to depresja. Jak profesor
                zasugerowal wizyte u psychiatry, to sie wsciekla, a potem pomstowala u mnie na
                niego, ze debil, co sie nie zna i tylko na koszty ja narazil. Oczywiscie po
                wszystkich antydepresantach bylo jej gorzej i mowy nie bylo, zeby odczekala 2-3
                tygodnie az zaczna dzialac. A jak skonczyla to nie wiem, bo wyjechalam i
                uwolnilam sie od niej. Znaczy zyje i wyglada tak samo jak zawsze - teraz ok. 45
                lat albo i wiecej, do pracy mini, ostry makijaz i tipsowe szpony, ktore robi
                sama i ozdabia tak, ze ratunku...

                Moja rada: rozmawiaj z lekarzem jak z normalnym czlowiekiem, uwierz, ze w
                mwdycynie jest lepszy od Ciebie, ale oczywiscie wyslucha (a tutaj to czesto i
                zapyta) jakie sa Twoje "ideas, concernes, expectations". Powodzenia:)
                • vierablu Re: gypsi? 09.09.08, 22:33
                  Po drugie: odpowiada tak niekonkretnie,
                  --> lata praktyki w unikaniu odpowiedzi na pytania uczniow, na ktore sie nie zna
                  odpowiedzi

                  Po trzecie: kazdy pacjent ma jakies wyobrazenie co mu jest i co mniej wiecej
                  lekarz moze zaproponowac, ale nauczyciele (-lki) z reguly maja wyobrazenia albo
                  dziwaczne albo bardzo wysrubowane. Np. "chce sobie zrobic wszystkie badania",
                  --> lata praktyki w mowieniu innym, przez kilka godzin dziennie, co, jak i kiedy
                  nalezy robic

                  Po czwarte: z reguly nie wierza w to co mowisz
                  --> lat praktyki w kontaktach z nieustannie klamiacymi uczniami

                  Po piate: uwielbiaja zazywac rozmaite preparaty dostepne bez recepty
                  --> lata praktyki w wyszukiwaniu skutecznego srodka na wtloczenie wiedzy do glowy -

                  Po szoste i ostatnie, bo mi sie elaborat zrobil: w przytlaczajacej wiekszosci to
                  hipochondrycy, czesto z choroba lekowa i niska samoocena
                  --> choroby psychosomatyczne wywolane nieustannym stresem (kilka godzin dziennie
                  pod krytycznym obstrzalem 20 niechetnych do wspolpracy osob?
                  • gypsi Re: gypsi? 09.09.08, 23:28
                    Fajnie byloby zrobic badanie porwnawcze mlodych nauczycieli, ktorzy dopiero
                    zaczynaja prace, z tymi, co po 25 lat pracuja. Ciekawe, co by wyszlo, czy to
                    postepuje wraz z dlugoscia stazu w szkole?

                    Dobrze wiem, ze to trudna praca, stresujaca i niewdzieczna, ale inne
                    zestresowane grupy zawodowe jakos tego nie maja...
                    • vierablu Re: gypsi? 09.09.08, 23:57
                      Gypsi, warunki pracy nauczycieli sa wlasciwie nieporownywalne z niczym innym. W
                      jakim innym zawodzie czlowiek jest codziennie poddawany wielogodzinnej,
                      drobiazgowej ocenie dokonywanej przez kilkadziesiat osob na raz? No moze jeszcze
                      aktorzy, ale oni tez zdaje sie nie naleza do zachowujacych sie 'dziwnie'.
                      Na dodatek przygotowanie do zawodu (w Polsce) w bardzo niklym stopniu - jezeli w
                      ogole - obejmuje trening uczacy radzenia sobie z trudnymi osobami, stresem i
                      byciem non stop na widoku.
                      • yoskaiga Re: gypsi? 10.09.08, 00:20
                        Nauczycielem jest się do końca życia. Czyli ja od ponad 20 lat. 15 przepracowałam w szkole średniej , 10 zarządzając tą szkołą w Polsce. Któregoś dnia przyszła do mnie moja koleżanka matematyczka ( baaardzo dobra ) i powiedziała, że obcięła uczniowi X włosy , bo tyle razy mu mówiła ,ŻE NA JEJ LEKCJI ma mieć związane!!! To był dzień kiedy podjęłam decyzję. Jak będę tu pracować do emerytury to też mi odbije.
                        Ostatnie piec lat w Polsce pracowałam, jak to się mówi poniżej własnych kwalifikacji zajmujac się podatkami ale powoli wracałam do normalności ku wielkiej radości rodziny.
                        W swoim życiu pedagogicznym poznałam paru bardzo, na prawdę bardzo dobrych nauczycieli. Paru. Reszta choruje na tzw.pięć minut władzy. I jest to nie do uleczenia. Piszę teraz tylko i wyłącznie o polskim szkolnictwie na tutejszym się nie znam.
                • derka1 Re: gypsi? 10.09.08, 00:48
                  Nie wiem czy sie smiac czy plakac.

                  Nigdy w zyciu sie tak nie zachowywalam, nie wazne czy w obecnosci lekarza czy
                  kogokolwiek innego, wiec bardzo prosze o nie wrzucanie mnie w te przedziwne
                  szufladki. Wydaje mi sie, ze kolegow w pracy tez mam absolutnie normalnych.
                  Coz za okropny stereotyp. Chyba w ogole przestane chodzic do lekarza.
                  • gypsi Re: gypsi? 10.09.08, 01:01
                    A zaczniesz do kogo? :)

                    Moze i stereotyp, tylko skad sie wzial? Myslisz, ze lekarze go sobie wymyslili?
                    Nie, to efekt wieloletnich, a nawet zaryzykuje twierdzenie, wielopokoleniowych
                    doswiadczen.
                    I nie jest tak, ze wchodzi pacjent, pytamy o zawod, slyszymy: "nauczyciel" i sie
                    od razu stroszymy i nastawiamy negatywnie.
                    Nie, ale jesli pod koniec konsultacji z "upierdliwym" pacjentem (przy czym dla
                    mnie pacjent upierdliwy, to nie taki, ktory duzo pyta czy dyskutuje, ale ten,
                    ktory probuje mi narzucac, jak go leczyc i udowadnia jak to ja sie na medycynie
                    nie znam;) zapytasz o zawod, to w 9 przypadkach na 10 to jest... nauczyciel wlasnie.

                    Jeszcze zapomnialam o dwoch drobnych sprawach, bardzo typowych - namietnym
                    czytaniu ulotek lekowych i natychmiastowym rozwijaniu wszelkich niepozadanych
                    objawow (Pani opisanej w poscie wyzej jako przyklad nasza apteka - na moja
                    usilna prosbe - wyciagala ulotki z pudelek z lekami, bylo wtedy gut;) oraz
                    charakterystycznym tutaj zagajeniu: "Doctor, I've read on the internet...". Jak
                    to slysze, uwaga mi sie wyostrza natentychmiast:) I w 9 przypadkach na 10 jest
                    to... Wiadomo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka