Dodaj do ulubionych

Erwin Kruk

25.05.06, 22:37
Śpiew nasz
Już tylko w kancjonałach,
A kancjonały - w rękach umarłych.
Wolność nam się śniła
i wszystko się ziściło
W muzyce piasku:
Nasze groby
nad nami się zapadły.
Obserwuj wątek
    • tralala33 Re: Erwin Kruk 25.05.06, 22:37
      WYJDŹ NAPRZECIW
      Jeżeli pochodzisz ze starych,
      Dawno wymarłych plemion,
      Jeśli nie znasz języka
      Ani sposobu,
      Jak można to udowodnić,
      Popatrz w niebo,
      Nad którym zawisł jastrząb w południe,
      Podnieś ziarenko piasku,
      Źdźbło trawy, gałązkę jałowca,
      Stań nad wodą,
      W której mija twoje odbicie,
      Wyjdź naprzeciw wieczoru.
    • tralala33 Re: Erwin Kruk 25.05.06, 22:37
      ŚLADY
      Szlaki jantarowe i ścieżki niedźwiedzie,
      bóstwa pogańskie można wyliczać,
      Bezdenna jest pamięć. Religią jej - kłamstwo
      i moja tradycja staroplemienna,
      co jak skrzep bursztynu
      w chrobocie gwary odciska się
      niewyraźnym echem. To tylko północ -
      ona prowadzi przez tysiąclecia
      Warmów i Sasinów. To tylko ja,
      który szamoczę się między tym, co jest,
      a przeszłym. Więc tak oto stoję pokornie
      wobec nie oswojonego języka. I wiem,
      że coraz więcej jest we mnie
      błędów i wahań, które trwają.
      Nawet mówię: azyl mój był z międzyczasu.
      • rita100 Re: Erwin Kruk 26.05.06, 20:10
        "Szlaki jantarowe i ścieżki niedźwiedzie,
        bóstwa pogańskie można wyliczać,
        Bezdenna jest pamięć."

        Tylko w pokorze milczeć przy takich słowach Erwina Kruka.
        Bardzo dużo korzystałam z jego opracowań internetowych.
        • tralala33 Re: Erwin Kruk 26.05.06, 21:47
          Jeszcze jeden wiersz z FO:

          NIEBO, ZIEMIA
          Nie bój się.
          To bezbronne
          Niebo się zatraca
          U twych stóp.
          Nie broń się.
          To ziemia wraca,
          Przytula się
          Do twych ust.

          * * *
          Chodź ze mną, synu północy,
          Twoje znaki: jastrząb i ryba,
          Ich lot opadający
          Nad ogrodami starych jałowców,
          Ich lot przez zapomniane sny,
          Ale dalej
          Jest las, jezioro
          Kolebie się w jego wnętrzu,
          I co przejrzyste staje się
          Oddechem mgły. Jeżeli nie umarłeś -
          Chodź, zanurzymy się w cienie i światła,
          Uniesiemy sumiennie powieki.
          Drobna koniczyna
          Biegnie wśród piasków, powój
          Trzyma się kurczowo kamieni.
          Nie widzisz mnie, synu północy?
          Jestem plamą rdzy,
          Której nie zetrzesz, choć możesz
          Udawać, że mnie nie znasz.
          Ja urodziłem tę północ, teraz
          Jej gwiazda trzyma mnie
          Przy życiu. Pod cieniami
          Jastrzębia i ryby
          Pulsuje twoja krew,
          Wieloimienna - w locie opadającym
          Przez zapomniane sny.
          Chodź ze mną.
          Zanucimy cicho piosenkę o miłości,
          Zanim zmrozi nas chłód
          Martwego krajobrazu.
          Tam tlą się jeszcze twoje znaki:
          Las i jezioro, jałowce na wzgórzach zapomnianych.
          Piasek i rzeki, które płyną na przemian,
          Jak korzenie,
          Przez ciebie, przeze mnie.

          Chodź ze mną, mój wierszu.
          Musimy się o tym przekonać.

          • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:51
            Erwin Kruk - o antologii "Pieśni duchowne i poemata światowe" oraz o tym, skąd
            płyną źródła

            Prozy kolejowe

            Ta książka została wydana w Gołdapi. Gdyby zdobyć się na żart, można by
            powiedzieć, iż jest ona wyrazem swoistego EGO-izmu. Jakkolwiek ma
            podtytuł "Antologia mazurska", to przecież nie całe Mazury obejmuje, ale ich
            północno-wschodni skraj, od dawnych miast powiatowych: Ełk, Gołdap, Olecko,
            nazywany po wojnie skrótowo: EGO. Może lepiej by było powiedzieć: Mazury
            garbate, jednak ta nazwa jakby wychodzi z użycia. W każdym razie książka
            stanowi jeszcze jeden dokument, o ciekawym i z lekka zapomnianym życiu duchowym
            i kulturalnym dawnych Mazur. Na Mazurach żyli i komponowali swoje pieśni i
            poematy autorzy tej antologii, wiejscy wierszopisarze, którzy w drugiej połowie
            XIX wieku stanowili swoisty fenomen w polskiej kulturze ludowej. Utwory
            niektórych z nich, dzięki tej publikacji, zostały przypomniane.
            W antologii Zbigniewa Chojnowskiego, poety, krytyka literackiego i historyka
            literatury, uhonorowany został zatem skrawek Mazur. Można by pomarzyć, aby ta
            antologia obejmowała całe tereny mazurskie. Na razie ważne jest jednak to, że
            pierwszy krok ku jej powstaniu został zrobiony.
            Trzy są podstawowe źródła pisane, z których teksty znalazły się w antologii
            mazurskiej.
            Najstarsze źródło to dwa roczniki "Przyjaciela Ludu Łeckiego", wydawanego z
            przerwami w latach 1842-1845 przez Wilhelma Menzla, nauczyciela gimnazjum w
            Ełku. Stąd jako antologista Zbigniew Chojnowski wypisał jeden utwór. Ale dwa
            następne źródła, z których zaczerpnął najobficiej, to wydawnictwa XIX-wiecznego
            pisarza mazurskiego Marcina Gerssa: "Kalendarz Królewsko-Pruski Ewangelicki"
            (KKPE) i "Gazeta Lecka" (wydawana w Lecu, dzisiejszym Giżycku), których on był
            redaktorem i wydawcą. Można rzec bez popełnienia pomyłki, że bez Marcina Gerssa
            i jego kalendarzy ludowa poezja mazurska nie stanowiłaby swoistego fenomenu w
            XIX-wiecznej kulturze ludowej.
            Antologia o staroświeckim tytule "Pieśni duchowne i poemata światowe" wypływa z
            tych źródeł i daje temu wyraz. To są odniesienia bezpośrednie. A przecież
            wszystkie one mają swój wzorzec w śpiewnikach kościelnych i domowych, czyli w
            kancjonałach, które trafiły do mazurskich rąk w pierwszej połowie XVIII wieku i
            odtąd towarzyszyły im w życiu kościelnym i domowych przez lat ponad dwieście.
            Wróćmy na chwilę jednak do najstarszych źródeł, skąd autor antologii wypisał
            parę wierszy, a mianowicie do "Przyjaciela Ludu Łeckiego" wydawanego w latach
            1842-1845. Marcin Gerss był jednym ze współpracowników pisma. Tu na ogół
            podkreśla się rolę Gustawa Gizewiusza. Lecz oprócz niego drukowali w tym piśmie
            swoje utwory rymowane lub poetyckie tłumaczenia, zarówno Marcin Gerss, jak i
            Jan Marczówka, nauczyciel ze Starych Juch, potem pracujący w szkole w Grabniku.
            Współpracownikami pisma byli także: kandydat na kaznodzieję ewangelickiego
            Skubich, pastor Skrodzki z Kalinowa, nauczyciel Kozłowski z Suczek i inni. Na
            skutek aktywności politycznej Gizewiusza, który w wydanym w Lipsku dodatku
            do "Przyjaciela Ludu Łeckiego", który wtedy przestał się już ukazywać,
            rozprawił się z wymową wiersza Jana Marczówki "Względna rada" (gdzie m.in.
            znajduje się fraza: "Ucz się bracie po niemiecku, będziesz dobrym chłopem"),
            Jan Marczówka postrzegany bywał przez historyków literatury jako "czarna owca"
            mazurskiej poezji ludowej. Nie wydaje mi się to słuszne.
            cdn
            • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:52
              Gdy patrzy się na ogólny poziom kultury twórców mazurskich, w tym na ich
              kulturę literacką, to okazuje się, że z grona autorów wierszy, drukujących
              w "Przyjacielu Ludu Łeckiego", wiejski nauczyciel Marczówka jest autorem
              wyróżniającym się spośród innych. Tak to postrzegał już Wojciech Kętrzyński w
              swoich "Szkicach Prus Wschodnich" (1876). Zresztą Jan Marczówka drukował
              później swoje utwory u Jana Karola Sembrzyckiego w "Mazurze" i w "Mazurze
              Wschodniopruskim", podobnie jak m.in.: Jan Domasz (ur. w 1849 r. w
              Mieruniszkach, pow. Olecko) czy bracia Donderowie, Jan i Samuel (wywodzący się
              ze wsi Lipińskie, pow. Ełk). Nawet Tadeusz Oracki w książce "Rozmówiłbym
              kamień" (s.164), gdy z pola politycznych bojów przechodzi do wartości utworów
              publikowanych w "Przyjacielu Ludu Łeckim", właśnie o Janie Marczówce, autorze
              10 tekstów, napisał: "Pisał on sporo, tłumaczył nieźle, a jego własne utwory
              wykazują, że miał chyba największy 'talent' wśród wszystkich współpracowników
              pisma."
              Jak się wydaje, rola "Przyjaciela Ludu Łeckiego", wydawanego w latach 1842-1845
              w Ełku, nie polegała tylko na tym, że mazurscy wierszopisarze mieli po raz
              pierwszy możliwość publikowania, ale że pismo to przypomniało dawne utwory,
              świadczące o tym, że wierszowanie mazurskie nie wyrasta na surowym korzeniu. Z
              rękopisu podano tu do druku najstarszy polski chłopski utwór - utwór Frycza
              Olszewskiego, a z kancjonałów znane już Mazurom utwory, a mianowicie utwór "O
              wtargnięciu tatarskim do Prus roku 1656", podawany także pod tytułem "Ojczyzno
              tęskliwa, zalewaj się łzami", Tomasza Molitora (1616-1682), proboszcza w
              Różyńsku, oraz utwór Michała Grodzkiego "Mór w Prusiech 1709 r.", w którym
              pierwsza litera każdej kolejnej zwrotki układa się w taki napis: "Michał
              Grodzki, rektor z Cichów komponował". Tak oto swoje nazwisko utrwalił XVIII-
              wieczny autor - nauczyciel z miejscowości Ciche w powiecie oleckim, zmarły po
              roku 1747. Autor przeżył epidemię dżumy, która w latach 1709-1711 pochłonęła
              tysiące ofiar na Mazurach. Utwór Grodzkiego "Mór w Prusach" wydrukowany został
              w mniej znanym kancjonale, a mianowicie w "Pieśnioksięgu czyli Kancjonale
              Gdańskim" (1803, 1840 - Nowy Pieśnioksiąg) Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza.
              cdn
              • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:52
                Oczywiście, nieprzebraną skarbnicą kultury mazurskiej jest "Kalendarz Królewsko-
                Pruski Ewangelicki" (KKPE) Marcina Gerssa. Jako redaktor i wydawca "Kalendarzy
                Królewsko-Pruskich Ewangelickich" (37 roczników w latach 1860-1895)
                oraz "Gazety Leckiej" (wydawanej z przerwami w latach 1875-1892), zamieszczał
                nadsyłane utwory i publicznie do ich nadsyłania zachęcał. Książka roczna miała
                swoje stałe działy. Na początku znajdowały się zwykle pieśni nabożne tłumaczone
                przez Gerssa, "które w polskim kancjonale nie stoją". W kalendarzu na rok 1866
                Gerss pisał: "Już w kalendarzu na rok 1864 przypominaliśmy, że w rękach wielu
                mieszkańców mazurskich piosnki i opowieści się znajdują, które jeszcze nigdy
                drukowane nie były, lecz które od starodawnych lat, od pokolenia do pokolenia,
                tylko w pisanych książkach są zawarte. Nazywają się piosnkami spisanymi. Są
                dokazem, że i między ludem się tacy znajdują, którzy do ułożenia pieśni talent
                mają. Odtąd podamy corocznie jedną albo parę takowych piosnek do znajomości
                powszechnej, aby je przed zagubieniem zachować." A rok wcześniej, w kalendarzu
                na rok 1865, Marcin Gerss napisał: "Poeci mazurscy, o których pierwej nikt nie
                wiedział, mieli odtąd sposób poemata swoje dać drukować i imię swoje wsławić."
                Nie byłoby tych wierszopisarzy, przynajmniej w większości, gdyby nie Marcin
                Gerss i jego działalność. Można powiedzieć, że antologia mazurska
                Chojnowskiego "Pieśni duchowne i poemata światowe" jest swoistym hołdem,
                oddanym Marcinowi Gerssowi.
                Kiedy Gerss krzątał się koło wydawnictw, mieszkał w Lecu, dzisiejszym Giżycku.
                Jednak Zbigniew Chojnowski, który ułożył tę antologię ("Wypisał, opracował i
                wstępem opatrzył"), nie omieszkał przypomnieć jego rodowodu, a mianowicie,
                że "to właśnie niedaleko Gołdapi, w Kowalkach, 23 października 1808 roku
                urodził się Marcin Gerss, któremu mazurska twórczość ludowa zawdzięcza
                najwięcej". Marcin Gerss zmarł w sędziwym wieku, 25 marca 1895 roku w Lecu, a
                więc sto dziesięć lat temu. I jak we wstępie pisze Zbigniew Chojnowski: "Losy
                Gerssa wiodły go przez Kamionki, gdzie uczęszczał do szkoły, wieś parafialną
                Grabowo, gdzie ksiądz zainteresował się 'ciekawym na naukę chłopakiem', przez
                Karalene pod Wystrucią, gdzie ukończył 'szkołę pomocniczą przy seminarium'. W
                zawodzie nauczyciela pracował w Mikołajkach, w Szestnie i w Sterławkach
                Wielkich. Od 1850 roku mieszkał w Lecu."
                cdn
                • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:53
                  W antologii "Pieśni duchowne i poemata światowe" najliczniej prezentowana jest
                  twórczość Jana Luśtycha (Lustiga). Miał on lekkość pisania, czuł przyrodę,
                  układał też zgadywanki, drukowane w czasopismach. Tu, w antologii, mamy
                  pochwałę kobiety, która rozwiązała ułożoną przez niego łamigłówkę. Napisał o
                  tym wiersz. Inny wiersz, często cytowany, ale w antologii Chojnowskiego
                  pominięty, to utwór "O macierzyńskim języku", gdzie m.in. Luśtych pisał:
                  "Macierzyński język nam od Boga dany,
                  Jest bardzo przyjemny, śliczny, pożądany."
                  Szkoda, że w antologii nie ma wiersza Luśtycha, napisanego po śmierci Jana
                  Jenczio, bibliofila, misjonarza i gospodarza w Markowskich, autora wiersza "O
                  siedmiu słowach Chrystusowych". Bo to byłoby świadectwo, że ci Mazurzy, którzy
                  drukowali swoje poematy, wykazywali zainteresowanie pracami innych i z
                  szacunkiem odnosili się do siebie. Wygłaszał Luśtych pochwałę "kraju
                  mazurskiego", w wierszu pod tym właśnie tytułem (KKPE 1901). Ale ten sam wzór,
                  w którymś z kolejnych roczników kalendarza, wykorzystał, aby napisać,
                  jak "śliczny jest niemiecki kraj". Sporo pisał wierszy religijnych. W
                  wierszu "Kościół cichowski", zamieszczonym w antologii, napisał notą "Tobie,
                  nieśmiertelny Panie". Jest to odwołanie do pieśni 812 z "Nowo wydanego
                  Kancjonału Pruskiego". Nb. pieśń, 811, będąca odwołaniem do Psalmu 146, zawiera
                  taką strofę: "Ledwo mi już ducha stanie; ale Tobie, mocny Panie! świadomo, że
                  bez winności cierpię takie boleści".
                  Zwracam uwagę na słowo "świadomo", bo używa go i Gerss w pieśni o cesarzu.
                  Chojnowski wyjaśnia, że to znaczy: wiadomo. Jan Luśtych (także: Lustig),
                  urodzony w roku 1833 w Małych Zawadach, pow. Olecko, korzystał z różnych form
                  wypowiedzi. O jego młodości dowiadujemy się m.in. z wierszowanej
                  autobiografii "Mój bieg życia". Nb. w podobny sposób, ale bardziej rozwlekły i
                  szczegółowy, był w XX wieku "Mój życiorys" warmińskiego wierszopisarza Michała
                  Lengowskiego. Na pogrzebie Luśtycha pastor Popowski z Cich recytował napisany
                  przez siebie, a potem wydrukowany wiersz o mazurskim poecie ukochanym. Fragment
                  tego wiersza jest w książce T. Orackiego "Rozmówiłbym kamień...", na stronie
                  218:
                  Już po wszystkim twym śpiewaniu
                  I też gospodarowaniu,
                  Mój poeto ukochany,
                  Wszystkim nam nie zapomniany!
                  Bóg otworzył ci na gody
                  Drzwi do niebieskiej gospody.
                  cdn
                  • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:55
                    Ale... Zbigniew Chojnowski nie odwołuje się do "Nowo wydanego Kancjonału
                    Pruskiego", który został ułożony, we współpracy z innymi duchownymi, przez ks.
                    Jerzego Wasiańskiego z Nidzicy. Pierwsze wydanie ukazało się w 1741 roku w
                    oficynie Hartunga w Królewcu. Tych wydań do lat trzydziestych XX wieku było
                    ponad 70, a może nawet dwa razy tyle, jak napisał znawca bibliografii druków
                    ewangelickich Władysław Chojnacki. Tymczasem każdy z chłopskich wierszopisarzy,
                    który komponował pieśni nabożne, korzystał ze wzorów zaczerpniętych z
                    kancjonału, nawiązywał do nich lub podejmował na nowo znane tematy. Frazeologia
                    zatem z tych wierszy, które przynależą do staropolszczyzny, również w XIX i na
                    początku XX wieku pojawiała się w tych rymowanych tekstach.
                    Warto zwrócić uwagę na tytuły rozdziałów, jakie mamy w "Nowo wydanym Kancjonale
                    Pruskim". Znajdowało się tam wszystko, co do chwalenia Boga i chwalebnego
                    żywota było potrzebne. Oto tytuły od rozdziału XXV do XXXII: "O prawdziwym i
                    fałszywym chrześcijaństwie", "O mizerii ludzkiej i zginieniu","O pokucie
                    prawdziwej i nawróceniu", "O wierze prawdziwej", "O chrześcijańskim
                    żywocie", "O modlitwie", "O żywności duchownej", "O duchownym boju i
                    zwycięstwie". Wszystkich rozdziałów jest 59, a do tego dwa "przydatki", które
                    ten rejestr pomnażają.
                    Pieśń ostatnia, nosząca tytuł "Serdeczne o zachowanie Piosnek świętych
                    modlitwy", nr 904, w strofach 7 i 8 tak brzmi:
                    O szczęśliwym dla tego, że nam osobliwie
                    ten dar Boga wielkiego
                    łaska miłościwie
                    do tych czas daruje, że każdy między nami
                    chwałę boską
                    piosnkami mnożyć usiłuje.

                    Że nie tylko śpiewamy, lecz i zrozumiemy,
                    co w piosneczkach żądamy
                    i o co prosiemy.
                    Tych pociech nie mają, którzy obcym językiem,
                    nie wiedząc o co, krzykiem
                    do Pana wołają.

                    I właśnie ta pieśń dla wiejskich wierszopisarzy stanowiła inspirację: "Każdy
                    między nami chwalę boską mnożyć usiłuje". I nie da się ukryć, że właśnie ten
                    kancjonał ku temu skłaniał. Na dobrą sprawę można by przywołać księgę Psalmów i
                    zawołanie z psalmu 149: "Śpiewajcie Panu pieśń nową". Tu jednak, przecież
                    powołując się na psalmy, ta zachęta została wyrażona wprost. Kiedyś, gdy
                    zajmowałem się badaniem twórczości Michała Kajki, wskazywałem również, że
                    przytoczone tu strofy z pieśni 904 i on cytował w swoich drukowanych
                    artykułach. Mało tego, gdy oglądałem rękopisy jego utworów w Ośrodku Badań
                    Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie, znalazłem potwierdzenie, że i jego
                    twórczość religijna to pieśni duchowne. Wydawcy jego utworów
                    zmienili "duchowne" na "duchowe". W rękopisie jednak pozostał, lekko zatarty
                    przez wodę lub łzę współczesnego badacza, taki zapis "Z duchownej mej niwy
                    zebrałem snop plonu."
                    Z bardziej znanych poetów ludowych (mieszkających w okolicach Ełku, Gołdapi i
                    Olecka), antologista pominął braci Donderów, Samuela i Jana, z Lipińskich; nie
                    drukowali u Gerssa, więc ich nie ma. W wydawnictwach Marcina Gerssa nie
                    drukował Michał Kajka. Jego nieobecność byłaby usprawiedliwiona, gdyby we
                    wstępie autor podał, że twórczość Michała Kajki (choćby ze względu na jej rangę
                    i poświęcone jej książki) wyłącza z tego przeglądu poezji ludowej.
                    cdn
                    • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:56
                      Do antologii mazurskiej, oferowanej czytelnikom przez Chojnowskiego,
                      z "Przyjaciela Ludu Łeckiego" wszedł tylko jeden utwór. Jest to nauczyciela
                      Kozłowskiego z Suczek poemat "Boże, cóż na nas przepuszczasz! czyli biada nam
                      Mazurom", długi i poruszający wiersz o klęsce nieurodzaju i głodu na Mazurach w
                      1844 roku. Również z "Gazety Leckie" Gerssa znalazł się w antologii tylko jeden
                      wiersz. Wiersz Tobiasza Stullicha "Jesień" (GL 1888 nr 42), "wójta i członka
                      rady kościelnej w Staczach" w powiecie ełckim. Ten utwór jest ozdobą tego
                      wydawnictwa. Stullich napisał wiele pieśni religijnych, wzorowanych na
                      melodiach z kancjonału. Przy wielu podawał, jaką nutą śpiewać. Publikowane były
                      też w kalendarzach Gerssa. Piękne są jego utwory o przyrodzie, jak "Pieśń
                      wiosenna", "Wiosna", "Pieśń na lato" Jak twierdzą znawcy, Stullich to przed
                      Kajką jeden z najbardziej świadomych poetów ludowych. Język jego wierszy jest w
                      miarę klarowny, poprawny; posługiwał się licznymi porównaniami i przenośniami.
                      Zamieszczony w antologii "Pieśni duchowne i poemata światowe" Stullicha "Poemat
                      na dzień urodzin [...] sędziwego i sławnego Redaktora [...]" też nacechowany
                      jest godnością.
                      Pozostałe utwory, które zawiera antologia, wypisane zostały z roczników
                      kalendarzy Marcina Gerssa. Obok utworów religijnych znajdują się tu "poemata
                      światowe", czyli rymowane opowieści ucieszne, często dotyczące zdarzeń z życia
                      konkretnych wsi. Jak już wspominałem, bogato prezentowany jest Jan Luśtych, a
                      także - jeszcze mniej od niego znany poeta o zacięciu satyrycznym - Jan Domasz
                      z Mieruniszek. Za kalendarzem pojedynczo prezentują swą twórczość i inni
                      autorzy. Dwa tu są wyjątki. Jeden dotyczy właśnie Tobiasza Stullicha i jego
                      utworu "Na Nowy Rok". Utwór został przypomniany za "Kalendarzem dla Mazurów",
                      wydawanym w Działdowie przez Emilię Sukertową-Biedrawinę. Tymczasem redaktorka
                      często korzystała z przedruków. To dobrze, że zaznaczono skąd jest utwór, ale
                      to może sprawiać wrażenie, iż Tobiasz Stullich sam ten utwór do "Kalendarza dla
                      Mazurów" (1932) posłał. Tymczasem on już dawno odszedł, jak to mówiono na
                      Mazurach, z doczesności do wieczności. Drugim przedrukiem, podanym
                      za "Kalendarzem dla Mazurów" (1931), ale już zapewne wcześniej publikowanym,
                      jest utwór Jana Kraszewskiego (robotnika rolnego z Imionek) "O miłości Bożej".
                      cdn
                      • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:57
                        Nie zajmuję się poszczególnymi utworami. Wydało mi się rzeczą pożyteczną
                        zwrócić uwagę na podglebie piśmiennictwa mazurskiego, na żywe dla twórczości
                        ludowej źródła. Pod tym względem północno-wschodni skrawek Mazur i dzisiaj może
                        budzić refleksje, w jaki sposób ten świat był zapisywany. Dzięki odczytaniu
                        tego zapisu możemy poznawać Mazurów, ich dawną obecność przejawiającą się w
                        różnorakich formach życia duchowego. Były to nade wszystko dążenia oświatowe i
                        edukacyjne, mające na Mazurach długą historię. Dość powiedzieć, że pod koniec
                        XVIII wieku już ponad 80 procent młodzieży w wieku szkolnym umiało tu czytać i
                        pisać.
                        Cóż się mogło urodzić na Mazurach garbatych? - oto jest pytanie. W 1945 roku
                        ten garb zdjęto i wymienione okolice pozostały poza województwem olsztyńskim. I
                        od razu oczyszczono je z obcej przeszłości, drażniącej władze i nowych
                        mieszkańców. Uczyniono to tym sprawniej, że terenu tego nie wyliczono nawet do
                        tzw. Ziem Odzyskanych, gdzie przynajmniej od czasu do czasu, choćby ze względów
                        propagandowych, zwracano uwagę na ludność autochtoniczną i jej położenie. Z
                        perspektywy Białegostoku takie niuanse nie wchodziły w rachubę.
                        Pierwszą osobą z Olecka, która w znaczący sposób wspierała literacką
                        polszczyznę i wykazała dbałość o wykształcenie, był Balthasar von Fuchs, radca
                        krajowy i starosta olecki, dawny uczeń szkoły książęcej w Ełku. Przekazał on w
                        testamencie z roku 1635 olbrzymi kapitał na szkołę (10 tysięcy marek), z
                        którego odsetki pozwoliły na zatrudnienie w Ełku czwartego nauczyciela -
                        prorektora, do którego obowiązków należało nauczanie "prawdziwego i czystego"
                        języka polskiego. Z jego fundacji korzystano jeszcze w XIX wieku.
                        cdn
                        • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:58
                          W Olecku urodził się Jan Moneta (1659-1735), kaznodzieja polsko-ewangelicki,
                          tłumacz, autor podręcznika do nauki języka polskiego "Enchiridion Polonicum".
                          Był lektorem języka polskiego w gimnazjum akademickim w Gdańsku, a także
                          współwydawcą jednego z kancjonałów polskich. W Wojnasach koło Olecka przyszedł
                          na świat w 1790 roku Krystyn Lach Szyrma - pisarz i uczony, profesor filozofii
                          na Uniwersytecie Warszawskim. W Olecku żył i pracował w latach 1820-1837 pastor
                          August Fryderyk Czygan - założyciel i redaktor pierwszego polskiego pisma
                          religijnego na Mazurach "Nowiny o Rozszerzeniu Wiary Chrześcijańskiej",
                          wychodzące aż do 1894 roku. Czygan przewodniczył w 1836 roku synodowi pastorów
                          mazurskich w Olecku, na którym to podjęto uchwałę przeciwko usuwaniu języka
                          polskiego ze szkół na Mazurach.
                          Tu wreszcie w 1856 roku urodził się Jan Karol Sembrzycki - redaktor pism dla
                          ludności mazurskiej, folklorysta. Stał się propagatorem i organizatorem
                          Towarzystwa Czytelni Ludowych. Był jednym z pierwszych polskich folklorystów i
                          etnografów zajmujących się Mazurami, po którego prace i dzisiaj się sięga. Jego
                          ojciec, nauczyciel Karol Sembrzycki, wydał w Olecku zbiorek pt. "Powieści i
                          pieśni dla Mazur" (1866). Niestety, ten zbiorek znam tylko z omówień. Karol
                          Sembrzycki pomagał badaczom w zbieraniu folkloru i drukował wiersze. M.in. w
                          utworze "O krainie mazurskiej. Sielanka", wydrukowanym w kalendarzu Gerssa na
                          rok 1866, pisał:
                          "Chwalcie wy inne kraje i strony, jak chcecie,
                          dla mnie nasze Mazury najlepsze na świecie".
                          Tego utworu Karola Sembrzyckiego w antologii nie ma. Można żałować, że został
                          pominięty. A przecież i tu znajduje się potwierdzenie, jak bardzo Mazurzy
                          kochali swój kraj rodzinny.
                          cdn
                          • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:59
                            W związku z tym, że we wstępie do antologii mazurskiej Zbigniew Chojnowski
                            przywołał humoreskę Siegfrieda Lenza, w której dziadek narratora, zamiast
                            walczyć z generałem Gawryłą, z podszeptu mazurskiego diablika "Cytaj cajtungi",
                            oddawał się lekturze starego kalendarza mazurskiego, warto powiedzieć rzecz
                            następującą: W Olecku nie dostrzeżono, że Siegfried Lenz, urodzony w Ełku
                            pisarz, w pierwszym zbiorze swych opowiadań (ukazały się w polskim przekładzie
                            jako "Słodkie Sulejki", 1988) stworzył literacką legendę Sulejek, miejscowości
                            realnie istniejącej opodal Olecka. Humoreski Lenza ukazują życie duchowe
                            mieszkańców wioski, kiedy świat jeszcze nie miał historii, a cywilizacja
                            dopiero docierała do mazurskich wsi. Wyrastają z mazurskich "opowiadań
                            uciesznych".
                            Nawet sam fakt, że w roku 1879 Olecko stało się stacją na linii kolejowej
                            Wystruć - Darkiejmy - Gołdap - Olecko - Ełk, ma w opowiadaniach Lenza swoje
                            zabawne i pełne humoru odniesienia. Tak jest w opowiadaniu "Wąskotorowa kolejka
                            imienia Paula Poppa", gdy pisarz kreśli obraz uroczystego otwarcia kolejki. Nie
                            mogło się obyć bez przemówienia. Gość z miasta porównał otwarcie kolejki do
                            przybliżenia Ameryki do Sulejek: : "Ameryka była, niech to licho, ładny kawałek
                            stąd. Bo i któż miał możliwość tak raz, dwa, tam pojechać? (...) Ale teraz
                            Ameryka - czy wiecie, co się stało? - zbliżyła się. Teraz wszyscy możecie,
                            słowo honoru, sięgnąć ręką Ameryki." Gdy myśli się o miejscowościach, które
                            były z dala od wielkiej historii, przypomina się wyprawa do Olecka - wyprawa w
                            obce strony, wozem; całe Sulejki podążały, aby było raźniej. Odbyło się
                            uroczyste poświęcenie. "Najpierw sobie trochę odpoczęli, a później podreptali w
                            milczącym wzburzeniu drogą powrotną do Sulejek i zostawili kolejkę samej sobie.
                            Gdy zaś - co również jest rzeczą potwierdzoną - przybyli do Sulejek,
                            społeczność zgotowała im takie przyjęcie, jakim nikt na Mazurach nie mógł się
                            dotąd poszczycić."
                            cdn
                            • rita100 Re: Erwin Kruk - skąd płyną źródła 26.05.06, 21:59
                              Dziś już nie można powiedzieć, jak bohaterowie humoresek Siegfrieda Lenza,
                              żyjący w baśniowych Sulejkach, że Olecko to obce strony. Nie kolej jednak
                              sprawiła, że można "sięgnąć ręką Ameryki". Myślę, że dla lepszego samopoczucia
                              ważne jest również to, co o swoim świecie możemy innym powiedzieć. Słuszność ma
                              autor tej antologii, Zbigniew Chojnowski, kiedy we wstępie pisze: "Każdy
                              skrawek ziemi powinien wypowiadać się głosami jej mieszkańców: i tych, których
                              los się zamknął, i tych, którzy go właśnie kształtują."
                              Czy będzie to Atlantyda Północy, jak nieopatrznie napisał autor we wstępie,
                              idąc za programem "Borussii"? Raczej nie. Zgrabność sformułowania, przejętego w
                              Olsztynie w sposób wtórny z legendy o Vinecie jako Atlantydzie Północy, jest
                              zadziwiającą falsyfikacją. Świat Mazur, jakkolwiek się zmienił po wojnie, jest
                              mimo wszystko światem zapisanym. Wystarczy pochylić się nad źródłami, aby ten
                              zapis odczytać. Jest to świat konkretny, dotyczy konkretnych osób i miejsc. Kto
                              szermuje pojęciem "Atlantyda Północy", jak np. Wspólnota Kulturowa "Borussia"
                              powstała w 1990 roku, temu proponuję mój tekst "Legenda Bałtyku" (E. Kruk:
                              Szkice z mazurskiego brulionu, 2003, s. 162-164). Wspominam tam, że wydana
                              wcześniej, bo w 1988 roku, w Lipsku książka Ingrid Lange nosi tytuł "Vineta.
                              Atlantis des Nordens".
                              Możliwe jednak, że choćby ze względu na "poemata światowe" czy opowiadania
                              ucieszne, a także na humoreski Siegfieda Lenza o Sulejkach, ten mazurski świat,
                              z lekka ukazany w antologii, mógłby mieć swoją nazwę - na przyład: Przystanek
                              Sulejki.
                              Erwin Kruk

                              www.slapik.pl/zbliska/7.htm
                              To się nazywa wiedza zródełsmile
        • tralala33 Re: Erwin Kruk 26.05.06, 21:48
          I kolejny post Rity:

          Wśród wierszy, z najnowszego tomu "Znikanie", które Erwin Kruk przeczytał
          podczas piątkowego spotkania w olsztyńskiej parafii ewangelickiej, był
          poruszający utwór "Co zostało".

          Autor przeczytał wiersz o swojej rodzinnej wsi "która się w sobie zapadła". W
          tej wsi już "niczego nie ma co było". Zostało tylko słońce, które "Toczy się po
          niebie jak piłka". Autor tłumaczył, że oczywiście tom "Znikanie" pisał
          przeciwko... znikaniu. Przytoczył słowa Lutra: Gdybym dowiedział się, że jutro
          świat zginie, posadziłbym jabłoń... - Żyć trzeba tak, żeby się nie wstydzić
          tych chwil przeżytych i zauważać, że żyje się wśród innych ludzi o innej
          wrażliwości - powiedział Erwin Kruk w trakcie spotkania.

          Poeta przeczytał również wiersz "Mazury", jedyny tekst literacki po 1945 roku
          napisany po mazursku. Poeta objaśnił znaczenie niektórych z nich. Jak bredy i
          łgi ( bzdury i łgarstwa) czy: pozbadli (przejrzeli na wylot). To ostatnie użył
          w gorzkiej frazie:

          "Boć obcy ludzie okolice obsiedli
          I wnet pozbadli, że nas
          Jak miotłą to popycha się, to wymiata".

          Na przykład słowo kadyk, które po mazursku znaczy jałowiec, jest zapożyczeniem
          z języka pruskiego.
          • rita100 Re: Erwin Kruk 26.05.06, 22:03
            Jak widzisz Tralala, Kruk jest jednym na którym opierała się ma wiedza.
            Bardzo literacko popularyzuje Mazury.
            Jest godny takiej nagrody , a może i większej.
            • tralala33 Re: Erwin Kruk 26.05.06, 22:18
              ten artykuł to faktycznie kompendium wiedzy. Muszę jeszcze raz dokładniej
              przeczytać, żeby zrozumieć dlaczego Erwin Kruk z takim rozdrażnieniem odbiera
              frazę 'Atlantyda Północy'.
              • rita100 Re: Erwin Kruk 26.05.06, 22:28
                To jest bardzo naukowy artykuł, trzeba mieć duża wiedzę naprawdę by tak napisać.
                Ale dziś to zatanczyliśmy sobie ładnie z Erwinem Krukiem. Niech wie, że jest
                znany łu noju. smile
                • rita100 Re: Erwin Kruk 27.05.06, 21:56
                  Opowieść o Warmii i Mazurach oraz ich katolickich i ewangelickich mieszkańcach
                  ukazuje skomlikowane dzieje tych ziem od czasów plemion pruskich po
                  współczesność. Warmia i Mazury były przez wieku wielokulturowe, przyjmowały i
                  rodziły wygnańców. Mimo tragicznej nieraz historii to nadzwyczajna kraina,
                  wciąż czekająca na odkrywców.
                  www.najlepszyprezent.pl/index.php?akcja=book&id=9788373840287
                  Może by tak kupić tą ksiązkę ?
                  • rita100 Re: Erwin Kruk 27.05.06, 22:00
                    Na dodatek zauważyłam, ze Erwin Kruk przetłumaczył wiersze Kętrzyńskiego
                    zobaczcie
                    lo1.gizycko.edu.pl/szkola.php?m=patron_t
                  • tralala33 Re: Erwin Kruk 27.05.06, 22:46
                    6.93 cena nie do wiary. Zapłaciłam więcej i nie żałuję.
                    • rita100 Re: Erwin Kruk 27.05.06, 22:48
                      bo to nie jest cena, to jest obniżka o taką kwotę.
                      • tralala33 Re: Erwin Kruk 27.05.06, 22:51
                        No to dałam się nabrać na super okazję sad Jutro przejrzę jeszcze raz tę książkę
                        i napiszę w Ksiojżkach.
                        • rita100 Re: Erwin Kruk 27.05.06, 23:00
                          A to heca, bo będziesz musiała zalożyć nowy watek z ksiójżkami , bo tamten ma
                          już seteczkę smile
          • tralala33 Re: Erwin Kruk 29.05.06, 21:02
            Znalezione przy artykule o bałtyjskich Prusach:

            "Ze starych ksiąg, z zasłyszanych legend,
            Z mojej ciemności, która wciąga mnie w głąb
            Ku cieniom chłodnego światła, Z mojej przekory, z wiary
            Dawnych astrologów
            Buduję Moją mityczną ojczyznę."

            Erwin Kruk
            • tralala33 Re: Erwin Kruk 09.06.06, 20:43

              Erwin Kruk o mazurskiej gwarze


              aw 09-06-2006

              Mazurzy wymierają, a wraz z nimi ich gwara. Ale dopóki żyje choć jeden
              człowiek, który ją zna, warto o nią dbać, warto o niej dyskutować - mówił Erwin
              Kruk uczestnikom seminarium zorganizowanego w Olsztynie przez Niemiecko-
              Europejskie Centrum Kształcenia w Hesji


              W tym roku cykliczne seminarium organizowane przez centrum skupiające ludzi,
              którzy po wojnie osiedlili się w Hesji, odbywa się w Olsztynie i jest o
              Mazurach. Uczestnicy słuchają odczytów o historii krainy, jej mieszkańcach, ich
              religijności i obyczajach. Jednym z zaproszonych przez Niemców prelegentów był
              Erwin Kruk, Mazur, poeta, prozaik i felietonista. Miał mówić o "Mazurach
              dawniej i dziś".

              Zanim jednak wszedł do sali, w której miał głosić wykład, spotkał w holu
              Helmuta Kowalewskiego, uczestnika seminarium, który wyjechał z Nidzicy do
              Niemiec w 1958 roku. Obaj znają mazurską gwarę. Erwinowi Krukowi przypomniały
              się żartobliwe wierszyki z dzieciństwa, które z błyskiem w oku zaczął
              recytować. - Nie mówiłem ich od lat - śmiał się poeta. - Ale widać głęboko
              zapadły mi w pamięć.

              Podczas wykładu Kruk mówił o tym, skąd wywodzą się Mazurzy. Przypomniał
              pogardę, jaka ich otaczała na przełomie XIX i XX wieku, obraźliwe dowcipy i
              przysłowia na ich temat ("Gdzie się kończy kultura, tam spotkasz Mazura" itp.) -
              jego zdaniem były wynikiem niemieckiej propagandy. Poeta przypomniał też ich
              tragedię po 1945 roku, gdy musieli wyjechać do Niemiec, ponieważ polskie władze
              traktowały ich jako ludzi obcych. Ci, którzy zostali w Polsce, nie czuli się
              komfortowo. - Gdy szedłem do szkoły czy kościoła, musiałem uważać, żeby nie
              mówić nic mazurską gwarą, bo się ze mnie śmiali - opowiadał poeta, który w
              latach 40. wychowywał się w Dobrzyniu koło Nidzicy.

              Według szacunków Kruka, dziś żyje około pięciu tysięcy ludzi, którzy znają
              mazurską gwarę. - Język wymiera razem z ludźmi. Moim zdaniem dopóki żyje choć
              jeden człowiek, który ją zna, warto o nią dbać, warto o niej dyskutować -
              stwierdził i przeczytał w oryginale poświęcony córce Elizie wiersz z ostatniego
              tomiku "Znikanie". - To jedyny wiersz napisany po 1935 roku w mazurskiej
              gwarze - przyznał Kruk.

              Niemcy słuchali oczarowani, Polacy przyznawali, że nie spodziewali się usłyszeć
              wiersza w takim brzmieniu.

              miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3407459.html
              • tralala33 Re: Erwin Kruk 27.06.06, 20:47
                miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3446704.html
                Przyjaciele, historycy i literaci sprawili mazurskiemu pisarzowi i poecie
                Erwinowi Krukowi nietypowy prezent na 65. urodziny - wydali książkę o nim i
                tematach, z którymi całe życie się zmaga.

                (...) książka ma niewiele wspólnego z podręcznikiem. To bardziej pamiętnik
                Kruka spisany przez bliskich mu ludzi. „Urodziliśmy się w jednym powiecie
                niborskim (Neidenburg), ale ja urodziłem się w 1914 roku, a Erwin Kruk w 1941.
                (...) Tak się złożyło, że łączy nas wspólne, głębokie zainteresowanie
                tożsamością etniczną i historyczną tego regionu, i działanie na polu sztuki.
                Moje - skierowane przede wszystkim w stronę sztuki wizualnej, środkami wyrazu
                Erwina Kruka stały się literatura i poezja” - pisze w niej malarz Hieronim
                Skurpski. „W okresie wojny - gdzieś w 1941 roku - naszkicowałem pomysł
                obrazu »Pusta noc «. (...) I oto w latach powojennych na półkach księgarni
                znalazłem tytuł ten na okładce powieści Erwina Kruka”.

                Profesor Janusz Małłek, syna Karola Małłka, jednego z największych mazurskich
                twórców, zdradza w książce, „kto stoi” za Krukiem. „Mój Ojciec czuł, że ma
                przed sobą potencjalnego poetę i pisarza, który będzie mówił o ludzie, z
                którego się obydwaj wywodzą i o losach ludu mazurskiego. Czasami rubaszny mówił
                do Niego po mazursku, jakby chciał przyspieszyć literacką wenę swojego
                rozmówcy: »Oj Kruku, siedź ty na dupsie i psis «”.

                Takie zdania sprawiają, że książka, choć opasła, nie nudzi, a jej autorzy nie
                stawiają Krukowi pomnika, ale portretują go. Tyle że nie na każdej karcie.
                Bo "Z dróg Erwina Kruka" nie jest tylko książką o Kruku. To też - a może nawet
                przede wszystkim - opowieść o Mazurach jako krainie pięknej, ale dla wielu
                obcej, dzikiej, ale i zacofanej. To też opowieść o wymierającym na naszych
                oczach mazurskim ludzie, któremu nie tylko po wojnie władza rzucała kłody pod
                nogi, ale aż do lat 90. uniemożliwiała zrzeszanie się, wspólne działanie. To
                książka o wszechobecnej przez lata na Mazurach i na ich rdzennych mieszkańcach
                krzywdzie, biedzie, niedoli, niesprawiedliwości. Proszę się jednak tym nie
                zniechęcać! To nie jest książka pesymistyczna! Kończy ją zdanie: "Maj 2006.
                Erwin Kruk pisze".

                Dziś (czyli jutro)spotkanie z książką

                Z dróg Erwina Kruka. Na 65. urodziny. Praca zbiorowa pod redakcją i z
                wprowadzeniem Zbigniewa Chojnowskiego, wydawca Polskie Towarzystwo Czytelnicze
                Oddział w Olsztynie, 2006. Promocja książki dziś o godz. 17 na olsztyńskim
                zamku (Sale Kopernikowskie).

                • rita100 Re: Erwin Kruk 07.07.06, 21:22
                  Tak Erwin Kruk to dzisiejszy największy znawca tradycji Warmi i Mazur -
                  popatrzcie co znalazłam.
                  Artykuł Erwina Kruka.

                  Muszę go przytoczyć , bo doskanaly
    • rita100 Re: Erwin Kruk 07.07.06, 21:30
      To tak dla przypomnienia..... smile
      • rita100 Re: Erwin Kruk 07.07.06, 21:48
        A przy okazji dzięki tej stronce wiele rzeczy znalazłam - dobrze, że sobie
        przypomniałam smile
        • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:13
          www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/JJenczio.htm
          A to fajnie opisany życiorys Jana Janeczko przez Edwarda Kruka
          Mazurskie życiorysy
          Jan Jenczio
          czyli
          Przykładny gospodarz,
          który odmienił wieś
          Dawne to czasy, z zamierzchłej przeszłości, ale godne przypomnienia. Niewiele
          na Mazurach było takich wiosek, jak Markowskie pod Oleckiem. Motorem przemian,
          jakie dokonały się tam w XIX wieku, był Jan Jenczio (1797 - 1884), światły
          gospodarz z tej pogranicznej mazurskiej wsi. Dokonał rzeczy, których innym się
          nie udało. Dostrzegając wcześniej warunki, w jakich swój żywot wiodą Mazurzy,
          nie tylko pokazał, że można żyć inaczej niż do tej pory, ale - co było
          trudniejsze i wymagało długich lat społecznego działania - skłonił całą
          społeczność rodzinnej wioski, aby porzuciła zgubne nałogi i zabobony. Był
          miłośnikiem polskiej książki i bibliofilem, autorem wierszy i artykułów, ale
          przede wszystkim jako człowiek głęboko religijny kładł nacisk na chrześcijańską
          praxis.
          cdn

          • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:13
            Gdy dokonały się przemiany
            Jan Jenczio miał szczęście, że zainteresowanie jego osobą i jego pracą przyszło
            wtedy, gdy zmiany się już dokonały. Znalazło to potwierdzenie w odmienionym
            wizerunku wsi, w obyczajowości jej mieszkańców; wieś stała się zasobniejsza,
            bardziej dbała o stan budynków, o uprawę roli, o zwierzęta gospodarskie. Tam,
            gdzie było pustkowie, pojawiły się kwitnące ogrody. Bo na początku, jak po
            latach mógł stwierdzić, nie miał znikąd poparcia i występował sam przeciw
            wszystkim. Był przeklinany i wyklinany, zwłaszcza przez tych, którym publicznie
            wytykał grzeszne czyny i prowadzące ku zgubie nałogi.
            W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku, kiedy efekty przemian
            poczęły przynosić owoce, coraz głośniej było na Mazurach o wsi Markowskie pod
            Oleckiem. Ta wieś to był wyjątek. Naczelne władze kościelne, ewangelickie, do
            których słał listy, z powagą traktowały jego starania o to, by Mazurom zapewnić
            lepszą opiekę duchową. Zdarzało się więc, że przedstawiciele tych władz, gdy
            podróż ich wiodła na wschodni kres Mazur, zaglądali po drodze do wyjątkowej
            wsi, w której dokonały się tak cudowne przeobrażenia.
            cdn
            • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:14
              Porządek i ładny wygląd
              Nic dziwnego, że starano się poznać człowieka, który do tych przemian
              doprowadził. Wszystkie artykuły o Janie Jenczi i wsi Markowskie, jakie i po
              wojnie poczęły się ukazywać w naszej prasie regionalnej, mają jedno źródło.
              Opierają się na sprawozdaniu pastora Fryderyka (Friedricha) Salomo Oldenberga z
              Centralnego Komitetu do spraw Misji Wewnętrznej w Berlinie. W swoim niezwykle
              interesującym i obfitującym w bystre obserwacje sprawozdaniu, pozostającym w
              rękopisie pod tytułem "Zur Kunde Masurens", poświęcił on osobny rozdział
              dokonaniom Jana Jenczi, gospodarza z mazurskiej wsi.
              Gdy Oldenberg przybył do tej wsi w 1865 roku, biorąc po drodze tłumacza z
              Olecka (nauczyciela i poetę ludowego Karola Sembrzyckiego), gdyż Jenczio mówił
              tylko po polsku, ksiądz Oldenberg napisał: "Już na pierwszy rzut oka wyróżnia
              się Markowskie porządkiem i ładnym wyglądem domów, przyjemnych i odznaczających
              się dostatkiem. Stajnie i stodoły zbudowane są w znacznej części z kamienia. W
              uprawę ogrodów włożono tutaj chyba taką troskę, jakiej nie widziałem dotychczas
              w mazurskich wioskach."
              Odtąd działania Jenczi podawano jako przykład, ile można by zrobić dobrego na
              Mazurach, gdyby i w innych wioskach znaleźli się ludzie tak światli i pobożni,
              którzy własnym przykładem i pracą potrafią zyskać autorytet i zmienić
              otoczenie. W kręgu zainteresowań światłego gospodarza był rozwój życia
              duchowego społeczności wiejskiej. Nie wystarczało mu, że w rodzinnej wsi ludzie
              żyli pobożniej i lepiej, kiedy w tej samej parafii w Wieliczkach, poczynając od
              sąsiednich wiosek, panowała "ciemność w wierze". Taka sama - jak trzydzieści,
              czterdzieści lat temu w Markowskich.
              cdn
              • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:15
                Źródłem zmian pobożność
                Gdy w 1865 roku opowiadał gościowi z Berlina o swych zmaganiach, Jenczio
                przypominał swoje trudne początki. Jego gorliwość w walce z zabobonami i
                nałogami miały ten skutek, że zrazu całe Markowskie było przeciwko
                niemu. "Jeśli nad wsią przeszła burza lub spadł grad, to mówiono: Jenczio temu
                winien." Jenczio podkreślał swoje ścisłe związki z Kościołem. Zawsze gorliwie
                uczęszczał na nabożeństwa. To mu jednak nie wystarczało. W roku misji i
                ewangelizacji warto podkreślić, że działalność pobożnego mazurskiego gospodarza
                miała charakter misyjny. Przecież ośmielony tym, że otrzymał zgodę konsystorza
                królewieckiego, organizował on od dziesięciu lat też godziny pobożności w swoim
                własnym domu. Zjawiało się tam przeciętnie około 60 osób. Można powiedzieć, że
                jeszcze wtedy, gdy nie było struktur ruchu gromadkarskiego, "zacny Jan
                Jenczio" - jak go określał jeszcze za jego życia historyk Max Toeppen,
                autor "Historii Mazur" (1870) - pełnił dla tych, którzy chcieli go słuchać,
                także rolę świeckiego kaznodziei.
                Gdy inni autorzy opierali swoją wiedzę o działalności Jenczi na relacji pastora
                Oldenberga, w ostatnich latach olsztyński historyk Grzegorz Jasiński poszerzył
                dotychczasową wiedzę o nim o nowe fakty. W publikacji ogłoszonej
                w "Komunikatach Mazursko-Warmińskich" (1992 nr 2) przytoczył materiały
                dotychczas nieznane. W archiwach berlińskich odkrył bowiem blok listów
                dotyczących Jana Jenczi. Nowe fakty, interesujące jeśli chodzi o problemy życia
                religijnego na Mazurach, mogą być doskonałym przyczynkiem do rozwinięcia
                zagadnienia, jak pod nieobecność pastorów i nauczycieli, wycofujących się z
                dawnej roli przywódców, w życiu społeczności wiejskiej tworzyły się, często w
                sporze z nimi, nowe elity.
                Mimo nowych szczegółów, pasjonujących niekiedy i prostujących błędy, sam opis
                żywota Jana Jenczi dokonany przez pastora Oldenberga nie traci niczego na
                znaczeniu. Rozdział jego sprawozdania, poświęcony wizycie w Markowskich, jest
                oddaniem hołdu mazurskiemu gospodarzowi. Ten fragment sprawozdania (zresztą
                jedyny) przetłumaczył Edward Martuszewski i zamieścił prawie w całości w swej
                książce "Polscy i niepolscy Prusacy" (1975).
                cdn
                • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:15
                  Jak potwierdził to w swych badaniach Grzegorz Jasiński, Jan Jenczio mimo
                  młodego wieku, gdy jeszcze jego ojciec prowadził gospodarstwo, wybrany został
                  na przewodniczącego rady parafialnej przy kościele w Wieliczkach i funkcję tę
                  sprawował do końca życia. Jak wielu Mazurów ze starszego pokolenia, nie znał
                  języka niemieckiego. Nie przeszkodziło mu jednak to, by od 1840 roku zostać z
                  wyboru wójtem. Po dziesięciu latach stanowisko wójta piastował już jego starszy
                  syn, a on, jako osoba ciesząca się szacunkiem, kilkakrotnie był wybierany na
                  ławnika w sądzie wiejskim. W roku 2000 całe sprawozdanie do Centralnego
                  Komitetu do spraw Misji Wewnętrznej ukazało się w formie książkowej. Jest to
                  teraz książka ?Przyczynki do poznania Mazur? Friedricha Salomo Oldenberga,
                  wydana nakładem Wydawnictwa Naukowego Semper w Warszawie. Tekst przełożyła
                  Małgorzata Szymańska-Jasińska, a opracował i wstępem poprzedził Grzegorz
                  Jasiński.
                  cdn
                  • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:16
                    Biblioteka Jana Jenczi
                    Jenczio był chłopskim bibliofilem. W języku polskim gromadził literaturę
                    religijną i żywił do niej nabożny stosunek. Miał 90 różnych tytułów, w tym
                    czternaście zbiorów kazań. Trzymał te książki w oszklonej szafce. Wiele tam
                    było "białych kruków". Za największy skarb uważał postyllę Lutra, tom o dużym
                    formacie, oprawiony w skórę, prawdopodobnie wydanie z 1574 roku w tłumaczeniu
                    Hieronima Maleckiego. Równiež z XVI wieku miał kazania Grzegorza z Żarnowca, a
                    poza tym trzymał popularne na Mazurach dzieła Jana Arndta "O prawdziwym
                    chrześcijaństwie", kazania Samuela Dambrowskiego oraz - wielce przez Jenczia
                    cenioną książkę - Davida Holaza "Zbawienny ťłaski Ewangeliczney Porządek". Tę
                    książkę wznowił własnym sumptem. Ukazała się w oleckiej drukarni Edwarda
                    Peglaua w 1859 roku. Choć to była książka pobożna i wydana po polsku, z jej
                    rozprowadzeniem miał Jenczio wszelako kłopoty.
                    Synowie Jenczi, w przeciwieństwie do ojca, posługiwali się także językiem
                    niemieckim. Starszy syn jako wójt czytał niemiecką gazetę rolniczą, a jej
                    rocznik oprawił. Za pomocą krzywulca często zwoływał chłopów i to, co
                    przeczytał o nowych metodach gospodarowania, tłumaczył im na język polski.
                    Młodszy syn Jenczi był "złotą rączką". Ozdobił szczyt domu pomysłowym zegarem
                    słonecznym. Zbudował też fisharmonię, na której akompaniował śpiewającym
                    podczas domowych nabożeństw. Reperował zegary ścienne, sporządzał udane kopie
                    dzieł malarskich.
                    cdn
                    • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:16
                      By oświecać lud mazurski
                      Stary Jenczio, uwolniony od prac gospodarskich, coraz bardziej poświęcał się
                      swojej pasji religijno-społecznej. W Markowskich nawet z karczmy usunięto
                      gorzałkę, a zaufany dzierżawca podawał gościom tylko piwo, a z nowości -
                      nieznanej dotąd na mazurskiej wsi - herbatę. Nie było tu mowy o dzikich
                      tańcach. Tymczasem Jenczio nadal snuł plany, by móc oświecać ludzi w dalszej
                      okolicy i sprowadzać ich na dobrę drogę. Uzyskał zgodę władz kościelnych i w
                      1867 roku wyruszył na trasę. Spotykał się i prowadził rozmowy z tysiącem
                      Mazurów. Z tych spotkań wyniósł jednak przeświadczenie, że ciągle największym
                      wrogiem jest "ciemność w wierze". Oprócz wygłaszanych kazań, religijne treści
                      przekazywał też w formie wierszowanej. Ostatnio w antologii ludowej poezji
                      mazurskiej "Pieśni duchowne i poemata światowe" (Gołdap 2004), autor wyboru i
                      opracowania Zbigniew Chojnowski przypomniał religijny wiersz Jana Jenczi "O
                      siedmiu słowach Chrystusowych", którego pierwodruk ogłoszony był w "Kalendarzu
                      Królewsko-Pruskim Ewangelickim" na rok 1872.
                      Jan Jenczio nie znalazł naśladowców i współpracowników wśród swoich ziomków.
                      Zdaniem historyków, jego działalność była czym wyjątkowym i zgoła sensacyjnym w
                      skali całych Mazur. Jego śmierć, która nastąpiła 7 lutego 1884 roku, stała się
                      głośnym wydarzeniem w okolicy. Jeden z ludowych poetów mazurskich, Tobiasz
                      Stullich, uczcił jego pamięć wierszem.

                      Erwin Kruk
                      • tralala33 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:21
                        Jeden z ludowych poetów mazurskich, Tobiasz Stullich, uczcił jego pamięć
                        wierszem.
                        Ciekawe, czy zachował się ten wiersz? Czy pan Erwin kruk go czytał - nie
                        zacytował, szkoda.
                    • tralala33 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:20
                      I co tu powiedzieć, gdy dzisiaj są tacy studenci, którzy przyznają, że żadnych
                      książek nie mają i nie czytają sad
                      • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 17.07.06, 22:32
                        Też zauważyłam , ze ten wiersz powinien zacytować , byłaby całość , a tak to
                        szukaj wierszu jak wiatru w polu.
                        A studenci musza dorosnąć do swojego celu. My potrafimy się tym bawić i cieszyć
                        z czego pewnie dla nich jest tylko obowiązek.
                        • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 12.09.06, 21:20
                          www.jednota.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=56&Itemid=47
                          No lobaczta co noma przygotował Erwin Kruk - to Tralala wysznupała.

                          " Pisarz mazurski Edwin Kruk, który podjął się przygotowania wspomnień do
                          druku, pisze w przedmowie: (...) Ks. dr Alfred Jagucki był pierwszym
                          ewangelickim duchownym, który w roku 1945 przybył na Mazury (...)"
                          • rita100 Re: Erwin Kruk - Jan Jenczio 06.03.07, 20:34
                            Erwin Kruk
                            Włożył ogromną pracę w tłumaczenie poezji Wojciecha Kętrzyńskiego. Bardzo ładnie
                            to zrobił, chyba oddał ducha poezji Kętrzyńskiego.
                            • rita100 Re: Erwin Kruk - artykuł 03.08.07, 20:51
                              www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4352094.html
                              Bardzo ciekawy artykuł z osobistymi wspomnieniami


                              Polacy drugiej kategorii?

                              - Już w dekretach "o mieniu poniemieckim i opuszczonym" z 6 marca 1946 r. czy "o
                              zagospodarowaniu ziem odzyskanych" z 8 września 1946 r. pisano o ziemiach
                              odzyskanych, ale nie o ludzie odzyskanym.

                              Wspominam te dekrety, bo pierwszy - o mieniu - dotknął i mnie. Całe życie
                              przeżyłem na Warmii i Mazurach. Urodziłem się w 1941 r. pod Nidzicą - 50 km od
                              Olsztyna - i do 1945 r. mieszkałem w domu rodzinnym. Potem wojenna komendantura
                              sowiecka zorganizowała opuszczenie...

                              ...czyli wyrzuciła pana rodzinę z domu.

                              - Jako niespełna czteroletnie dziecko znalazłem się w tzw. obozie
                              infiltracyjnym, jak wszyscy mieszkańcy mojej wsi. Ludzi trzymano w stodołach i
                              oborach. Sprawdzano, co im można zabrać, dorosłych przesłuchiwano, kierowano do
                              robót na wschodzie albo do prac porządkowych. W mojej wiosce była epidemia
                              tyfusu i z rodziny ocalałem tylko ja i dwóch braci.

                              Ziemia mazurska na Mazurach jest polska, ale Mazurom zabrana.

                              Potem o Mazurach i Warmiakach nie mówiło się w ogóle. Kiedy jednak Instytut
                              Sztuki PAN przed kilkoma laty wydał folklor muzyczny (zbierany w latach 50. i
                              60. ), to było tego aż pięć woluminów. Wcześniej folklor Warmii i Mazur badali
                              studenci i asystenci prof. Witolda Doroszewskiego - to znaczy, że byli ludzie,
                              którzy mówili gwarą, byli ludzie, którzy znali pieśni, i było ich sporo.
                              cdn
                              • rita100 Re: Erwin Kruk - artykuł 03.08.07, 21:05
                                Po 1956 r. mówiło się o tzw. gospodarstwach spornych. Spornymi gospodarstwami
                                nazywano te, do których chcieli wrócić Warmiacy czy Mazurzy często mieszkający
                                kątem w tej samej wsi, ale tam już byli osadnicy. Takich gospodarstw, o których
                                pisano w ówczesnej prasie, było ponad dwa tysiące.
                                W czasie Października '56 Warmiacy i Mazurzy wystosowali do rządu i partii
                                obszerny memoriał. M.in. wskazywali, że cała ludność miejscowa w regionie ma
                                tylko 12 osób z wyższym wykształceniem, z czego 4 zdobyło je przed wojną. A
                                tylko 50 ma wykształcenie średnie.
                                ----
                                (Jo mom nowet take dokumenty jek moj tatula musioł łudokumentować wykszołcenie,
                                a buło to po wojnie, to te świadectwa só takie cikawe, kedajs woma to skseruje)
                                cdn
                                • rita100 Re: Erwin Kruk - artykuł 03.08.07, 21:07
                                  Tam, gdzie nie ma możliwości wytworzenia inteligencji, dochodzi do anomii i
                                  rozpadu wspólnoty. To samo, choć nie o takiej skali, dotknęło inne grupy
                                  etniczne - na przykład 56 tys. Ukraińców i Łemków, którzy trafili na Mazury w
                                  ramach akcji "Wisła".

                                  Ten stan anomii, czyli rozpadu więzi społecznych, zmienia się dopiero w
                                  ostatnich kilkunastu latach dzięki samorządności lokalnej. Widać tworzenie
                                  wspólnoty regionalnej, chociaż ciężko to idzie.

                                  Co zrobić z roszczeniami obywateli polskich, którzy mieszkają w Niemczech?

                                  - Dużo się mówi o roszczeniach niemieckich - mało o tym, że władze powinny pomóc
                                  tym, którzy na Mazurach stracą domy.

                                  Nie jestem prawnikiem, ale jeśli przez 30 lat ktoś mieszkał w domu,
                                  przeprowadzał remonty, płacił podatki... Społeczność gminy, ale także państwo,
                                  powinny teraz wziąć za tych ludzi odpowiedzialność. A tu się tylko mówi: "o,
                                  wyrzucają z polskiej ziemi". Nie mówi się o tym, że trzeba zapewnić dach nad
                                  głową tym, którzy wyrokami sądów zmuszeni są do opuszczenia tych domów.

                                  Po 1989 r. wiele osób próbowało odzyskać swoje majątki. Ale ich wnioski trafiały
                                  do sądów apelacyjnych i grzęzły. Nie znam żadnego przykładu, żeby otrzymał zwrot
                                  majątku ktoś z tych Mazurów, którzy mieszkają w Polsce i dopominają się o
                                  własność swoją czy rodziców. Być może moja wiedza jest niepełna. Ale wspominam
                                  tych, którzy mówili mi, że skierowali sprawy do sądów.

                                  Kiedy byłem w Senacie I kadencji [1989-91], próbowałem uregulować tę sprawę. To
                                  wymagało jednak inicjatywy ustawodawczej, a kadencja była krótka. Zostało
                                  poczucie...

                                  Braku zadośćuczynienia?

                                  - Nie. Nierówności wobec prawa i smutku. Nie można stwarzać takiej sytuacji, że
                                  ci, którzy mieszkają w domach przesiedleńców, mieszkają na czyimś. Każdy
                                  chciałby mieszkać na swoim. Sytuację prawną trzeba uregulować.

                                  Nie można jednak robić akcji politycznych. Jesteśmy demokratycznym państwem
                                  prawa i współpracujemy z państwami demokratycznymi, w których liczy się godność
                                  człowieka, prawa obywatelskie i prawo własności. Nie można mówić o roszczeniach
                                  niemieckich, tylko o roszczeniach ludzi, którzy dawniej mieli majątek.

                                  * Erwin Kruk - pisarz, poeta. Senator I kadencji z rekomendacji "Solidarności".
                                  Mieszka w Olsztynie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka