Dodaj do ulubionych

"Na tropach Smętka"

31.08.06, 20:25
Melchior Wańkowicz
(cytaty)
Z przedmowy do przedwojennego wydania:

" Pojechaliśmy sondować dusze ludzkie, poczuć zapach ziemi, dziejów i spraw
dnia codziennego "

Z przedmowy do powojennego wydania:

"Członkowie Związku Polaków w Niemczech z innych terenów wyrazili życzenie,
aby książka "Na tropach Smętka" znalazła naśladowców w stosunku do innych
terenów polskich, jak Pogranicze, Górny Sląsk itp.
Nie ulega wątpliwości, iż w czasie wojny osoby i organizacje na wszystkich
terenach w Niemczech ucierpiały w równej mierze takie samo prześladowanie jak
Prusy Wschodnie."

" Nie wątpię, że mamy ciężkie zawinienia w stosunku do tamtejszej ludności.
Może jednaka książka moja przyczyniła się do zbytnich uogolnień: 'Oto jakie
skarby polskości mieliśmy sygnalizowane i cośmy z nimi uczynili ?'
Melchior Wańkowicz 1956 rok
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Dedykacja 31.08.06, 20:26

      Mamie, do której zawsze się wraca - Załoga 'Kuwaki'

      "Naród powinien być wciąż czujny i uważny, pamiętając, że na takiej równinie
      przejściowej, pozbawionej granic strategicznych, granice etnograficzne wykreśla
      jedynie energia i kulturalna praca narodu; wzmagając się, wzbierając niejako i
      promieniując, posuwa ona te granice dalej przed siebie; słabnąc, opadając
      pozwala na cofanie się ich."
      Wacław Nałkowski 'Terytorium Polski historycznej jako indywidualność
      geograficzna.
      • tralala33 Re: Dedykacja 31.08.06, 20:32
        'A widzisz ty, Melchiorze,
        oną gwiazdę zbawienia?
        Zostaw służbę we dworze,
        pojedziesz bez wątpienia.'

        W moim wydaniu 'Na tropach Smętka' te słowa są na stronie 13.
        • rita100 Re: Dedykacja 31.08.06, 20:35
          Tak zaczyna się planowanie wyprawy w Prusy Wschodnie - co za książka !
          Bandziem Tralala szli rozdział po rozdziale, bo każdy rozdział jest ważny i
          niesamowicie przekonywujący , ciekawy i historyczny.
          Fejn co mnielim takiego Wańkowicza.
          • rita100 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 20:37
            Ruszamy
            "Daleka jest droga do Prus Wschodnich. Daleka przez paszporty. Daleka przez
            inną walutę, przez inny język, przez brak konwencji turystycznej, przez
            niezachęcające miny gospodarzy tego terenu. Daleka przez brak dróg. Tam, na
            zachodzie, po wojnie zostało przeciętych 12 linij kolejowych, 32 szosy, 122
            drogi. Tu, na wschodzie, bo jedziemy przez Grajewo, nigdy nie było dogodnych
            połączeń. W rezultacie do kraju 3000 jezior."
            • rita100 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 20:38
              Rozmowa Wańkowicza z córką w pociągu:
              - Nie martw się, że nie douczyłaś się niemieckiego, bo wszędzie tam rozmówisz
              się po polsku.
              - Dlaczego ?
              - Bo to, w istocie, polski kraj. Bo tam mieszka 400 000 ludności mówiącej po
              polsku.
              - To czemu nie wrócili po wojnie do Polski ?
              - Mogli przyjść, ale nie wrocić, bo w niej nigdy nie byli. Mieszkają na tej
              ziemi od siedmiuset lat. W ciągu tego czasu tylko przez dwieście lat byli w
              luźnym związku z Polską jako państwo lenne, w którym i wtedy rządzili Niemcy.
              Wyznają wiarę ewangielicką. O Polsce wiedzieć nie chcą, a raczej po prostu nie
              wiedzą nic. A w czasie plebiscytu w 1920 r, ktory miał rozstrzygnąć, za kim
              zdeklarują się Mazurzy, murem wypowiedzieli się przeciw przyłączeniu do Polski.
              - A mowią po polsku ?
              - Mówią po polsku.
              - To sa Polacy...
              - Ja tak sądzę. Ale oni nawet o tym nie wiedzą. Oni niezupełnie zdają sobie
              sprawę, że ich mowa jest polska.
              - Nie rozumię.
              - Nie ty jedna. Ja sam jeszcze nie wszystko rozumię.
              Jadę, żeby zrozumieć, i ty mi pomozesz. Dlatego należy, żebyś się nauczyła
              spraw tej ziemi."
              --
              Tak się kończy I rozdział
              • rita100 Re: Ruszamy 01.09.06, 20:39
                Tak , teraz będziemy wędrować tą krainą poszukując nie , nie polskości ale
                ducha tej ziemi, będziemy z Wańkowiczem i jego córką wąchać ziemię, a co będzie
                piszczało w trawie sami ocenicie. Nie opieramy się o podręczniki, o przekazaną
                nam suchą wiedzę historyczną, o polityczne sfary, zawiść, zazdrośc czy nienawić.
                Będziemy wędrować wśród ludu, ludu tam zamieszkałego i zobaczymy.... sami
                zobaczycie, sami ocenicie. Będziemy wsłuchiwać się w głos ziemi, bo to ona
                zacznie mówić.
                Nad nami niebo
                a prawo moralne w nas
              • tralala33 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 20:48
                A tak w tej mazurskiej godce łopowziadali sobzie Mazury ło Kłobuku, słudze
                Smętka:
                Kłobuk ? O ja dobrze nie wjem (...) C'i to prawda ?
                Tak stare ludzie gadali, to on tam pszenicy przyniesie. Kołbuk to ma być taki
                ptak do wron'i (podobny), esce więksy, czarny. On mały, a potem od razu taki
                duży sie zrobi kołbuk. To ma być bodaj prawda. Tego kołbuka to musi karmić
                jajkami, najlepiej on lubi jajka smażone i kotlety. Jek sie dobrze jego
                nakarmi, to on pszenice nosi. On tak bez drzwi nie wychodzi, ino bez komin. Jek
                sze idzie za nim, to on w jeziora wprowadzi.
                To u nas tak mówili, co jeden gospodarz mniał tego kołbuka, to ta jego żona go
                futrowała (karmiła). A ta żona niała służące, ona nała; ona sie tylko zajmowała
                z tym, to ona raz wyjechała i kazała tej służącej, że nała jajka usmażyć temu
                kołbukowi. Zaraz na góre pokazała, w jakie mniejsce. Naznaczone mniejsce b'iło,
                gdzie on zawsze jad. Ona zabron'iła, nie wolno b'iło jej powiedziać, tej
                służacej, nikomu. Ale tam w tym samym gospodarstwie to słuz'ił taki chłopak. I
                ona szie trzymała z nim, i ona powiedziała temu chłopokoju, ze ta pani kazała
                jajka usmażyć i-na góre zanieść, a ten chłopak mówi: "Jakaś ty głupia, lepiej
                te jajka usmaż nam". Zjedli te jajka razem z to dziewc'ino i poszli do cjlewa i
                kupe włożyli na ten talerz. I postawili ten talerz na góre temu kołbukow'i na
                sniadanie.
                Ale on nie zjad to. Na drugi dzień ta pani przyjechała i jak do gori wlazła na
                górę, to on jej powiedział, i dlacego ona tak kazała. To on jej tak dał, ze
                chora b'iła. Tam mówili na kolonji w Malszewie, ne ?

                Opowiadała H.Materna, wieś Jedwabno, pow.Nidzica, 1949 (Mazury)
                • rita100 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 20:57
                  I ło Kłobuku tyż tamój na wsi łopoziadajó chłopi, no ale łóni to sia bali
                  Kłobuka. Tyż bandzie ło Klobukach i Jedwabno. Tlo musiwam siengnóń wstecz, aż
                  pod Grunwald.
                  • tralala33 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 21:43
                    To bandziewam wspominać dawne dzieje. A tero zaśpsiewojmy na mazurskó nute

                    Zalecałem się Podolancce,
                    Przepiułem woły na gorzałecce,
                    Przepiułem woły, przepiułem konia,
                    Podolancka nie bédzie moja.

                    Zalecałem się trzy ćwierci roku,
                    Zganilic mi ją sąsiedzi z boku;
                    Drugie dziewcyny majo pierzyny,
                    A ty se swojo na grochowiny!

                    Dalic mi zonę i posag nie mały,
                    Starego kozucha ctery kawały
                    I przywiedlic mi też kobylisko,
                    Wprowadziłem je na zapłocysko.

                    A wzilk już tamój siedział za płotem,
                    Lec ja raz wcale nie wziedział o tem;
                    Jesce to dobrze, że pan Bóg racył,
                    Ze on mię tamój raz nie zobacył.

                    Przyjdę do kobyły, kobyła niezywa,
                    Na wujowym ogon, na stryjowym grzywa.

                    Dalic mi żonę, ona gadać nie chce,
                    Dalic mi i krowę, krowa wstawać nie chce;
                    Ja krowę podnosę, ona mię się wali,
                    Bodajze cię razem diabli z posagiem porwali.
                    (Burkarty, pow. niborski)
                    • rita100 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 21:51
                      "Drugie dziewcyny majo pierzyny,
                      A ty se swojo na grochowiny!"

                      To chyba sobie wyśpiewuje córka Wańkowicza , ale tylko dwa wersety, a tu mowam
                      całość.

                      Nowet sobzie podkresliłam co znoczy - na grochowiny ?
                      • rita100 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 21:52
                        rita100 napisała:

                        > "Drugie dziewcyny majo pierzyny,
                        > A ty se swojo na grochowiny!"
                        >
                        > To chyba sobie wyśpiewuje córka Wańkowicza , ale tylko dwa wersety, a tu
                        mowam
                        > całość.
                        >
                        > Nowet sobzie podkresliłam co znoczy - na grochowiny ?
                        grochoziny - resztki rośliny po wymłóceniu grochu
                        już mom ze slowniczka

                        • tralala33 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 21:57
                          Jak ktoś był bogaty to miał pierzynę z gęsiego puchu. A jak ktoś był biedny to
                          spał na grochowinach sad
                          • rita100 Re: Ruszamy - I rozdział 01.09.06, 22:03
                            na dzisiejsze czasy mozna to porównać na spaniu na styropianie wink)))
                            Tak , trzeba znać takie powiedzenia. Ach, przypomnialam sobzie co mom nowe
                            poziedzenie i przyslowie z I rozdziału. Łuz lece wsadzać do kóntów.
                            • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 22:03
                              Pościan (cień)- rozdział II

                              Perkunie dievaiti
                              Ne muszk Pruszaiti
                              Bet muskie Gudan,
                              Keip szuni rudan !

                              (Perkunie bozku,
                              Nie bij Prusaka,
                              Bij za to Niemca
                              Jak rudego psa)*

                              * Tę pieśń podaję za berlińskim "Cechem". Co prawda spotkałem ten tekst jako
                              litewski, przy czym słowo Gudan podane jako 'poganin'.
                              Pościan - wyrażenie mazurskie, określające cień, jaki rzuca na ścianę
                              pojawiający się upiór.
                              • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 22:05
                                "Nawet Niemcy, jak Berthol, Bender, Obermuller, a zwłaszcza wielki odkrywca
                                Mazurów, niemiecki Kętrzyński, dr Toeppen - zgadzają się, że ziemia ta, przed
                                nadejściem Prusów była zamieszkiwana przez Słowian.
                                Pan Max Worgitzky, z zawodu syrowar, zrządzeniem losu dyktator plebiscytowej
                                akcji niemieckiej i organizator terroru, przechodzi nad tymi wywodami do
                                porządku z ironicznym uśmiechem: "Pojęcia historyczne obumierają, stosunki
                                polityczne i granice mogą się zmieniać, ale prawo zawsze pozostaje po stronie
                                życia".

                                Zgadzamy się z p. Worgitzkym. I dlatego sięgamy w przeszłość tylko tak daleko,
                                jak to się wydaje nam potrzebne, aby zrozumieć duszę tej ziemi."
                              • tralala33 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 22:10
                                Pościan - wyrażenie mazurskie, określające cień, jaki rzuca na ścianę
                                pojawiający się upiór.
                                Dobrze co do punocy eszcze daleko!
                                • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 23:48
                                  Już nie daleko.
                                  Zwie się ona - Prusy. To tu, między deltą Wisły i Niemna a Pojezierzem Pruskim
                                  i ścianą lasów, w ciągu długich wieków przedhistorycznych wyrobiła się rasa
                                  ludzka, bardzo odrębna i odporna, która przetrwała do naszych czasów.(...)
                                  Lud ten - z różnych szczepów złożony - zasiadł się mocno w lasach i bagnach.
                                  (...)
                                  Nie pomogło na nich dobre słowo św. Wojciecha ani św. Ottona, okrutnie
                                  zabitych. Nie pomogły ani Chrobrego, ani Krzywoustego wyprawy. Kraj był tylko
                                  srogą zimą dostępny. Skubał tam ich opat Gotfryd z Santyru znad Wisły, ze swymi
                                  cystersami zbrojne wyprawy czyniąc. Ale wiecej z tego było jazgotu niż chwały
                                  Pańskiej."
                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 23:49
                                    Bieg dalszych wypadków jest każdemu Polakowi dobrze wiadomy. Jak Zakon Rycerski
                                    Marii.... jak w 1228 roku zjeżdza pierwszy krzyżacki hufiec, w dwa lata potem
                                    osiada pierwszy landmistrz, Herman von Balke, równocześnie w zanadrzu wioząc
                                    sfałszowany dokument kruszwicki, z którego na całe stulecia legenda poszła, że
                                    Konrad Mazowiecki wzywał Krzyżaków, nie mogąc się obronić pruskim napadom. W
                                    trzy lata potem już staje obronny Grudziądz, a pobożny chrzestny ojciec
                                    pruskich książątek, cysters Chrystian, ktory ze zgrozą donosił do Rzymu, że
                                    Krzyżacy nie chcą stawiać kościołów i zabijają neofitów, już siedzi w
                                    krzyżackim więzieniu, a jego biskupstwo zostaje złupione doszczętnie.
                                    Kończy sie program polski. Program pokojowej penetracji."
                                    • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 23:50
                                      W dalszej części tego rozdziału Wańkowicz mówi: że szli polscy ludzie, jak św.
                                      Wojciech, jak św. Bruno i z niezbrojnymi rękami niosący Slow Boże i ginący za
                                      nie... nie na próżno. Bo przecie miedzy sam gąszcz pono nieposkromnionych
                                      Prusaków, którch nawrócić się nie udało, szły sobie pielgrzymki z Polski na
                                      miejsce pochowania św. Wojciecha, oprowadzane przez Prusaków. Język polski był
                                      dość dobrze znany w Prusach, bo przecież jak stwierdza Bruckner "nazwy
                                      narzędzi, kruszców, roślin, gospodarskie od 'polonizmów w słownictwie pruskim
                                      się roją. Bo przecież Prusacy, studiujący na uniwersytecie w Krolewcu, jeszcze
                                      w XIV wieku zapisywali sie do nacjo polskiej, nie zaś niemieckiej.
                                      • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 23:50
                                        "Na jakiś czas ząbkująca, niepewna własnego stylu polska państwowośc zatraciła
                                        w rozgrywce wschodniej z Niemcami prymat. Smętek, piękny i zły duch tej krainy,
                                        który śmierci oddał św. Wojciecha, święcił triumf. Ale nie na zawsze. Odtąd już
                                        trop jego znajdziemy wszędzie. Tropić go będziemy w dziejach.
                                        Czy i teraz odprawuje w tej ciemnej ziemi swe praktyki ?
                                        Jedziemy go tropić na wodzie i na lądzie, kajakiem, autem, koleją, parowcem,
                                        końmi, na rowerze i pieszo, od wsi do wsi, w lesie i w polu, w chałupie i w
                                        stodole, na wsi i w mieście - wszędzie i na każdym miejscu."
                                        • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 02.09.06, 23:51
                                          Do Prus Wschodnich wjeżdzamy starą bramą wpadową i wypadową; od Polski jedno
                                          jest takie wejście do tego kraju tu, na jego wschodzie, na dawnej ziemi
                                          Jadźwingów i jeden jak najdalej ku Wiśle, ku Drwęcy, na Działdów - Olsztyn -
                                          szlak, ktorym dążył Jagiełło pod Grunwald. W środku, miedzy tymi dwiema
                                          bramami, obszerne bagna i rozległe puszcze przecinają dopływy Pissy, Szkawy,
                                          Rozogi, Omulewa, Orzyca.
                                          Tamtędy szedł Jagiełło.
                                          • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 03.09.06, 09:28
                                            Człowiek mieszkaniec tych ziem nauczył się zamieniać prymitywny, chrapliwy
                                            okrzyk bojowy w sterty kunsztownie wydanych druków; a przecież nie wynalazł
                                            nikt innego prawa niż prawo silnijszego. a przecież prawo to pełni się w
                                            dzungli wschodniopruskiej tak, jak pełniło się od wieków, od lat.
                                            W tym zmaganiu od lat byliśmy żywiołem w defensywie. Historia tej ziemi to
                                            jakbyś na morze patrzył, wzburzone wiatrem zachodnim; w jakiejkolwiek epoki
                                            przekrój spojrzymy, wszędzie znajdziemy profil fal pędzonych wiatrem dziejowym,
                                            na Polskę zwróconym. Przecież ląd polski trwał. I kiedy już napór dochodził do
                                            apogeum, zawsze powstawał dziejowy wir, na którym załamywała się niemczyzna.
                                            A ląd trwał.
                                            • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 03.09.06, 09:29
                                              Czy zmacamy stopą ten ląd podwodny, podniemiecki ?
                                              Nigdy chyba, od czasów, kiedy, jak np w napadach 1431 r, 'latrones eruce
                                              signati', jak Długosz nazywał Krzyżaków, kastrowali ludność w podbitych
                                              ziemiach, 'aby wytępić polskie plemię' - nigdy chyba ta polskość tak głeboko,
                                              tak beznadziejnie nie zanurzyła się w niemieckim topielisku jak obecnie, po
                                              strasznej pamięci plebiscycie, kiedy za Polską opowiedziało się zaledwie 0,7%
                                              Mazurów."
                                              • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 03.09.06, 09:31
                                                Teraz, gdy od sześćdziesięciu lat kilkadziesiąt roczników wychowało się w
                                                zupełnie niemieckiej szkole, lud ten, lud , z ktorego duszy wyrwano wiarę
                                                katolicką, łączącego go z Macierzą - lud z jednej strony o slepą granicę
                                                moskiewską niby o ścianę przyparty, z drugiej i od Powiśla i od morza odcięty
                                                grubym wałem niemieckim - lud nie mający tradycji państwowych Rzplitej,
                                                przefiltrowany przez tygielek pruskiej idei dynastycznej i drylu wojskowego,
                                                wyrosły na materialistycznej nauce pastorów w kulcie dla tego dobrobytu, który
                                                mu Rzesza niosła - ten lud z książek i opowiadań wydawał nam się zmurszałym
                                                pokładem jakichś przedpotopowych lasów, przez które przeszedł kataklizm. Tak
                                                sprawę ocenili i Niemcy, których polityka jako leitmotiv względem Mazurów
                                                wzieła hasło pastora Hensela, posła Mazurów do parlamentu: 'Man soli den
                                                Sterbenden ruhig sterben lassen' czyli należy pozwolić umierającemu skonać w
                                                spokoju.
                                                cdnj
                                                • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 20:56
                                                  To piszemy dalszy bieg wydarzeń. Rozdział jest tak ciekawy, że pomijając go nie
                                                  zrozumielibyśmy dalszego biegu wydarzeń.

                                                  "Niemiecki miecz, niemiecki pług, niemiecka praca - zdobywały tę ziemię niczyją
                                                  i mają oni do niej równe prawo historyczne jak my. A że za nami stoi wymowa
                                                  matki-ziemi i nieubłagana logika geograficzna, że wiem jako Polak, iż jakoś tam
                                                  jednak tyleśmy razy ginąć mieli i Bóg był łaskaw - więc to wszystko nie było mi
                                                  straszne. Ale przyznam się, ze mróz mi szedł po kościach, ilekroć znajdowałem u
                                                  Niemców troskę o zachowanie mazurskiej odrębności, coś jak troskę Jankesów o
                                                  rezerwaty indiańskie. Tośmy już tak z kretesem przegrali, że zaczynamy dla
                                                  samych Niemców stanowić wartość muzealną ? - pytałem siebie."
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 20:58
                                                    " I postanowiłem iść na tą ziemię i ryć w tej martwej lawie, szukać tego
                                                    wewnętrznego ognia, którego "sto lat nie wyziębi". Musi gdzieś ten ogien być,
                                                    skoro Niemcy, wbrew Henslowym wywodom, od 1912 roku wszystkie ograniczenia
                                                    antypolskie i na Mazury rozciągnęli, daleko sięgając poza rejencję Olsztyńską,
                                                    het ! - na okręgi Olsecki, Gołdapski, Węgoborski, Rastemburski...
                                                    To, com zobaczył, to jest nadzieja. To, com przywiózł to jest wiara.
                                                    Zawdzięczam to Niemcom. Widziałem ich obawy. I wiem, że w ten sposób nikt się
                                                    nie boi - trupa.
                                                    Ale kiedym jechał, nie wiedziałem tego, co wiem. Nikt nie mógł mi dać żadnych
                                                    kontaktów. Konferowałem z byłym przedwojennym redaktorem "Mazura", p.
                                                    Zielińskim.
                                                    Jechałem - na ślepo.
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 20:59
                                                    Nie może się obejśc bez liczb i statystyki...
                                                    "Urzędowe spisy niemieckie mówiły o straszliwym pogromie mowy polskiej. Oto
                                                    tabelka oparta na niemieckich spisach ludności w poszczególnych miastach:
                                                    Spis ludności polskiej w Prusach Wschodnich:
                                                    1867r - 344 800 mowiących po polsku
                                                    1890r - 328 000
                                                    1900r - 288 950
                                                    1905r - 287 562
                                                    1910r - 263 888
                                                    1925r - 97 424 ( szok ! )

                                                    Samo zestawienie wyników z 1910 i 1925 roku mówi samo za siebie. Teza, że język
                                                    mazurski nie jest językiem polskim jest usilnie przez Niemców propagowana. W
                                                    książce wydanej w 1935 r dr. Gollub pisze: " Z całą słusznością możemy
                                                    przeciwstawiać język mazurski językowi polskiemu jako zjawisko odrębne;
                                                    uważajuąc go za polski dialekt jest to zapoznawać istotę Rzeszy.

                                                    Ta teza uporczywie powtarzana, przeszła do świadomości samych Mazurów, którzy
                                                    nie podejrzewają, że mówią po polsku. "
                                                    Tymczasem oba sąsiadujące narody zaczerpnęły wzajemnie od siebie szereg
                                                    wyrazów."
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 21:00
                                                    Wańkowicz wspomina też o mowie pruskiej:
                                                    "A jako najdawniejsza warstwa jezykowa płynie gdzieś tam ciemną smugą ode dna
                                                    tej mazurszczyzny spuścizna Prusaków, wymarłego plemienia. Żyje po nich w
                                                    mazurskiej mowie jałowiec jako kadyk, jodła jako jeglija, dziewczyna jako
                                                    marial. Podejrzewam, że jajło, jak lud mazurski nazywa polowanie, ma też
                                                    pochodzenie pruskie.
                                                    Ile razy udało mi się zidentyfikować wyraz staropruski, ogarniało mnie
                                                    wzruszenie."
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 21:24
                                                    "W starych gadkach mazurskich stale powtarza się motyw przeszkód, które
                                                    wyczyniają obce potwory w drodze do celu.
                                                    W tym naszym dążeniu do zbliżenia z Mazurami pierwszy nam zabiegł drogę Ełk,
                                                    dawniej Łek.
                                                    Ełk - przez Kazimierza Jagielończyka z ziemią zrównany, za czasów krzewiącej
                                                    się pod opieką Rzplitej reformacji dźwignięty (że aż w polowie szesnastego
                                                    wieku krakowianin Małecki - Malecius - drukarnię polską tutaj gotyckim szryftem
                                                    założył), przez Tataróqw w siedemnastym wieku złupiony, a w osiemnastym
                                                    wyludniony przez zarazę, w dziewiętnastym szczerzący ku Rosji zęby wojskowym
                                                    garnizonem, w czasie wielkiej wojny przez nich zniszczony, przy czym, gdy walka
                                                    trwała na ulicach miasta. "wiele grobów otwartych zostało", jak pisze nam
                                                    współczeny dr Orłowicz."
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 21:27
                                                    "Nie wiem, co współczenym otwarte groby powiedziały, ale wiem, ze bezpośrednio
                                                    po bitwie zjawił się na rynku Kaiser Wilhelm i Ełk krzyczał mu hoch ! Mój
                                                    fryzjer, goląc mnie, opowiada, jak wylazł wówczas z lochu i krzyczał hoch. A
                                                    potem jako ojciec chcrzestny Ełku, zameldowała się cała Oberschlesien i
                                                    odbudowała miasto i powiat. Mazurzy po powiecie spotykani, których domy
                                                    ocalały, mieszkają gorzej niż ich sąsiedzi i dotychczas opowiadają jak o
                                                    nieszczęściu, ze dom ich nie uległ zniszczeniu. ( dobre )
                                                    A kiedy przyszedł plebiscyt - proszę - jesteśmy na rynku: trzy kamienie
                                                    niemiecki znaczą zwycięstwo Niemiec - w sercu mazurskiej ziemi. Trzydzieśći
                                                    sześć tysięcy głosów za Niemcami, czterysta czternaście glosów za Polską."
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 21:28
                                                    No i jesteśmy w Ełku, porządnie zabudowany, pełen towarów echt modern za
                                                    szybami szerokich witryn sklepowych. Na skrzyżowaniu stał Niemiec w rajtroku, z
                                                    długim pejczem i komenderował.
                                                    Niemiec podniósł wzrok na mnie. Poczułem , ze mimo woli unikam głośnego
                                                    mówienia po polsku, ze milknę , że wzrok moj biega po szyldach. Znajduję na
                                                    nich takie nazwiska: Gonschorrek, Quitschalla, Quiatkowsky i Salowssky - smętne
                                                    kikuty obumarłej przeszłości.
                                                    W Krolewcu widziałem szyld Schultz za czasów może krzyżackich przywędrował, a
                                                    kiedy inne wiatry powiały, zatrzymał von, ale zniemczył pisownię.
                                                    Tropiąc tę historyczną sprawę, idziemy w dół ku jezioru, kędy mieszka
                                                    najbiedniejsza ludność; w stukocie drewnianych kłumpi, od babulin sunących z
                                                    nosidłami po wodę może usłyszymy dźwięk mowy.
                                                    Ale babuliny milkną, słysząc naszą polską rozmowę i nieufnie, jak wielkie szare
                                                    myszy, wsiąkają po zaułkach słowiańskiej biedoty.
                                                  • rita100 Re: Pościan (cień)- rozdział II 04.09.06, 21:29
                                                    "Nie udała się ta pierwsza wyprawa po jezyk polski. Uciekano na dzwięk tego
                                                    języka. Postanawiam sobie, że na przyszłość będę zwracać się tylko po
                                                    niemiecku. Po co mama z polskiego słowa robić stracha na wróble.
                                                    Tak ruszamy w głab kraju. Przelatujemy wielkie, zielone obszary Puszczy Piskiej
                                                    (Jańsborskiej). Będziemy nią spływać, ale obecnie musimy dostać się do
                                                    Szczytna, gdzie nas czeka zamówiony w fabryce niemieckiej motorek.
                                                    Jesteśmy na stacji Kurwie. Spłyniemy z Pupy."
                                                  • rita100 Re: Dragan nach Westen - rozdział III 05.09.06, 21:17
                                                    Dragan nach Westen - rozdział III
                                                    "Skoro więc dziś myślimy o nowych obszarach w Europie, musimy myśleć w
                                                    pierwszej mierze o Rosji i otaczających ją państwach. Naszym zadaniem będzie
                                                    wytrwała praca niemieckiego pługa, dla ktorego obszarów dostarczy miecz."
                                                    Adolf Hitler Mein Kamgf, tom II strona 742

                                                    W Szczytnie, po niemiecku Ortelsburg zwanym, jako , że w nim rycerz Ortulf w
                                                    końcu XIVw zamek krzyżacki wzniósł, stajemy przd Jurandową bramą cieżkiego
                                                    zamczyska. Może to z tego okienka na wieży śpiewała Danusia ?
                                                    O Danusi ślad zaginąl, ale jej śpiewka, tłucze się po Prusach wschodnich.
                                                    Steffen cytuje taką piosenkę z sąsiedniej Warmii:

                                                    Tralala wcześniej zaśpiewała piesniczke:

                                                    Oj, kieby ja była,
                                                    Mało jaskólecko,
                                                    Poleciałabym ja
                                                    Do Westfalii mnasta.
                                                    I łuszadabym se
                                                    Na westfalskim moszcze,
                                                    Przyglondałabym sze
                                                    Ty westaflski szlachcze.

                                                    Owa 'westfalska szlachta' - to emigranci z Prus Wschodnich, pracujący w
                                                    westfalskich grubach (kopalniach). Nie chodzą oni już w klumpiach, mają rowery,
                                                    patefony, piękne dewizki na bruślacu (kamizelce), miejskie kiputy (kapelusze),
                                                    a ich fejlinki chodzą w fajnych bklajdach (sukniach).
                                                  • rita100 Re: Dragan nach Westen - rozdział III 05.09.06, 21:18
                                                    I mamy , inny poziom życia. To ważne , by pokazać , że Niemcy nie mogli się
                                                    przystosować do Prus wschodnich, gdzie bieda piszczała na każdym kroku. Jednak
                                                    uciekali do miejsc przemysłowych. I to właśnie ukazane jest w tym rozdziale.
                                                    "Mamy niezrównany dokument tego określenia formami życia na zachodzie, nie
                                                    wyłączając ' miłości po saksońsku', w pamiętnikach naszego robotnika
                                                    Wojciechowskiego.
                                                    "Inaczej rzecz sie ma, gdy osadzony na Mazurach, zdawałoby się mocno i od
                                                    stuleci Salcburczyk zbiera manatki i szoruje nach Heimat. To już ucieczka, i
                                                    ucieczka, ktorej żadne wysiłki niemieckie powstrzymać nie mogą. Niemczyzna w
                                                    całej Przybałtyce - znajduje się w odwrocie. Znajduje się, mimo wszystkie
                                                    pozory, mimo wszystkie sukcesy - w odwrocie na ziemi mazurskiej.
                                                  • rita100 Re: Dragan nach Westen - rozdział III 05.09.06, 21:19
                                                    Ucieczka do Rzeszy z Prus Wschodnich, w/g niemieckich obliczeń z 1929r wynosiła
                                                    około 20 000 ludzi rocznie.
                                                    Licząc koszty wychowania czlowieka na 3000 mk - Prusy Wschodnie tracą na rzecz
                                                    Rzeszy 60 milionów marek rocznie.
                                                    I tak zaczyna się ciąg ze wschodu na zachód. Tak zaczyna się wędrówka ludów,
                                                    jakiej nie znają dzieje.
                                                    Statystyki i liczby oparte na zródłach niemieckich są do wglądau na str 40 -42
                                                  • rita100 Re: Dragan nach Westen - rozdział III 05.09.06, 21:20
                                                    Na tle tej całej sytacji demograficznej Prus Wschodnich zauważyć należy, że
                                                    największa rozrodczość w Prusach Wschodnich ma ludność polska.

                                                    80% przyrostu naturalnego Prus Wschodnich emigruje na zachód

                                                    I nic nie pomoże subwencjonowanie wielkich zakładów Schichau w Elblągu czy
                                                    Zakładów Przetwórsw Mięsnych w Krolewcu, budowanie kanałów wielkim nakładem
                                                    kosztów, śrubowanie przemysłu Prus Wschodnich w tak forsownym tempie. Nic nie
                                                    pomoże. Sami Niemcy, jak dr E.Maschke, gwiazda wschodząca
                                                    wschodnioprusoznawstwa (1935r) twierdzi, że z tej dzielinicy nie zrobi się
                                                    dzielnicy przemyslowej.
                                                    W tym wypadku, jak widziecie to worek pieniędzy bez dna.
                                                    A przy tych wszystkich wysiłkach - zaiste ironia losu - lud, pomimo kazań
                                                    patriotycznych, marzy o 'westfalski szlachcze'.
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 06.09.06, 22:09
                                                    Soczyć - tropić
                                                    To jest ważny rozdział, by zrozumieć i zobaczyć to czego w żadnych
                                                    podrecznikach i artykułach historycznych nie znajdziemy, dlatego będzie trochę
                                                    dłuższy ten rozdzał. Wiem , wiem , mogę zanudzać tymi tekstami, ale śledząc
                                                    słowo po słowie zrozumiemy wreszcie co w trawie piszczy.
                                                    Nabierzemy szacunek do własnej ziemi i już nikt nam nie powie - że tam gdzie
                                                    się kończy kultura to znajdziesz Mazura.

                                                    " Do Pup jedzie się godzinę kolejką ze Szczytna. Wyładowujemy sie na małej
                                                    stacyjce Kurwie. Razem z nami wysiada jakieś młode małżeństwo z Nadrenii, które
                                                    przyjechało kajakować do tej Finstere Ostelbien. Są pełni dumy ze swego wyczynu
                                                    i młoda Niemeczka nieco nieufnie spogląda na te rozjeżdzone w piasku koleiny,
                                                    na czarne sylwetki świerków, wybiegające tuż nad drogę, na stare olsze, w
                                                    ktorych troi jej się może Erlkonig." (kraina Elfów)
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=42176251&v=2&s=0
                                                    Prosze , spójrzcie na te zdjęcia dzisiejsze krainy Elfów
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 06.09.06, 22:10
                                                    Dotychczas nie słyszeliśmy mazurskiej mowy, choć już trzeci dzień jesteśmy w
                                                    Prusach Wschodnich, Puby - to wielka wieś, licząca 1000 mieszkańców, tutaj więc
                                                    wreszczie zetkneliśmy sie z Mazurami.
                                                    W Szczytnie w gospodzie Junga karczmarz mowi po niemiecku i nie rozumie po
                                                    polsku. Wchodzimy na salę ogolną, aby zapoznać sie z ludnością. Sala tonie w
                                                    oparach piwa. Wiejskie osiłki w czapkach, spod których wyglądają zmierzwione
                                                    włosy, w porozpinanych kamizelkach, rozwaleni przy stołach, na których szklą
                                                    się rozlane trunki, bełkocą pijanymi głosami. Jest dzień powszedni. W jednej ze
                                                    starych kronik kościelnych tego kraju jest zanotowany zwyczaj - ze sołtysi
                                                    karali wieśniaków grzywną piwną, od czego bardziej jeszcze wzrastało pijaństwo,
                                                    bo juźci grzywny nikt za kołmierz nie wylewał.
                                                    Tego dowcipnego spsobu miał nauczyć Mazurów Smętek, opiekujący się w tym kraju
                                                    niemieckimi sprawami od prawieków."
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 06.09.06, 22:12
                                                    Tego Smętka to nie Żeromski wymyślił; w jednym z małych miasteczek na Mazurach,
                                                    w Pasymie, w sklepie sprzedającym przybory pismiennicze i wodę kwaitową
                                                    znalazłem broszurę 'O diable w Pasymie', pióra miejscowego pastora, broszurkę,
                                                    ktora tak pochodzenie sztuk diabelskich w Prusach Wschodnich wyjaśnia:
                                                    "W diabelskiej stolicy książe piekielny, kierujący wydziałem niemieckim, od
                                                    chwili powstania Zakonu Krzyżackiego przyglądał mu się pieczołowitym okiem.
                                                    Miał bowiem pewność, że prawdziwe diabelskie jestestwo najpiękniej da się
                                                    kultywować w obfitującej w gwałty atmosferze Prus Wschodnich".
                                                    Ambasador diabelski, zesłany w tym celu na ziemię, paraduje w płaszczu
                                                    krzyżackim, zakłada wyszynk piwa, opodatkowany przez Zakon, i rozpaja ten kraj
                                                    po to, aby kolega czcigodnego autora, inny pastor, cytowany już przez nas poseł
                                                    do parlamentu, Hensel, mógł stwierdzić, ze "pijaństwo i kłamstwo to narodowe
                                                    cechy Mazura".
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 06.09.06, 22:13
                                                    Ta piękna opinia pana posła mazurskiego jest tylko odblaskiem opini, którą mają
                                                    Niemcy o swoich rodakach.
                                                    O rodakach pisze Schafarika w 1837r, że to naród mazurski z mieszaniny litewsko-
                                                    lechickiej i wprowadził nazwę Mazur od litewskiego 'mazuras' - mały czlowiek.
                                                    Krosta , który w 1875 r zdefiniował 'że to ewangieliccy mieszkańcy Prus
                                                    Wschodnich z mową mazurską', aż wreszcie przyjęto obecną tezę dr. Golluba,
                                                    że 'jako Mazur określamy Niemców, którzy pochodzą od dawnych kolonistów
                                                    puszczańskich'.
                                                    Ale ta pogarda, którą odczuwają Niemcy względem Mazurów, jest najlepszym
                                                    świadectwem, że ta adaptacja im się nie udaje.
                                                    "Wo sich aufhort die Kultur, fangt sich zu leben an Mazur."
                                                    Gdzie się kończy kultura, tam znajdziesz Mazura.
                                                    Oświadczył,jeden z Niemców już w trzecim dniu spływania. I odtąd ten dwuwiersz
                                                    pakował mi do uszu każdy spotkany Niemiec.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 07.09.06, 22:00
                                                    "Po brudnych i pełnych robactwa ciałach mazurskich kobiet poznaje się ich
                                                    pochodzenie" - pisze znany pisarz Wolzogen. - "Mazurzy nie nadaja się na żadne
                                                    stanowiska kierownicze, są jednak dobrymi ordynansami oficerskimi".
                                                    (...)
                                                    Nie , to nie są rodacy Niemców. Zahukany lud trzymany w żelaznych kleszczach,
                                                    odciety od żródeł twórczosci - od pnia narodowego, o duszy romańskiej.
                                                    Patrzymy od swego stolika w karczmie na ten zapijający się miszvolk. Piją
                                                    wprost z butelek. Stoją gromadkami po sali, każdy trzyma swoją butelkę w ręku i
                                                    z ust ich bluzga - wreszcie słyszana mowa polska....
                                                    Mowa ta cuchnie niemczyzną i wyświechtana plugastwem.
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 07.09.06, 22:02
                                                    Ten pierwszy wieczór przed spływem był najcięższy.
                                                    " Moze istotnie - podczas gdy na Śląsk do Polski wlały się bramą morawską ludy
                                                    alpejskie, rasa dzielna i odporna, która wieki germanizacji przetrwała i dała w
                                                    rezultacie plebiscyt śląski, może kiedy z południo-wschodu zasiliły naszą
                                                    ojczyznę elementy dynarskie, pełne inicjatywy, gorącokrwiste, kiedy z północo-
                                                    wschodu weszły sarmanckie elementy, hartowane jak stal, władcze, organizujące
                                                    wschód Europy - to tu może, na północo-wschód, wyciekała prasłowiańska ropa,
                                                    szara, nijaka ?
                                                    Nie chcę pisać książki "hacerskiej", używając określenia niemieckiego; nie chcę
                                                    pisać książki propagandystycznej; chcę być ze swoim czytelnikiem najszczerzej -
                                                    nie okłamałem go dotychczas nigdy. A może to jest istotnie miszvolk, z ktorego
                                                    nic już sie nie da wykrzesić ?"
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 07.09.06, 22:04
                                                    "Przypomniałem sobie, jak w piśmie "Cech" skarży sie felietoniście Frytzowi z
                                                    Płowców niejaki Libaś (zmarurzone imię Gottlieb). Bo kiedy na pytanie Niemców,
                                                    kim są Mazurzy, odparł, ze to taki mysfolk - pytający wyraził mu oburzenie. Na
                                                    to Frytz z Płowców replikuje mu tak:
                                                    " Wies ty, Libasiu, co bym ja ci miał na to odpoziedzieć ? Ja bym cię musiał
                                                    bez kul słomy psełozyć, kłonico okładać i ło słuchać, cy ty esce zyjes ? "
                                                    ---
                                                    No i z tym medykamentem dzisiaj zaśniemy, bo w Mazurze taka dusza , co zagrajó
                                                    to sia rusza wink)
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 07.09.06, 22:05
                                                    A teraz trochę wyjasnień , jak to się dzieje, ze Wańkowicz z córką tak
                                                    swobodnie penetrują teren Prus Wschodnich, tak niedostepny i niebezpieczny dla
                                                    Polaków.

                                                    "Mam list od komory. Jest to przede wszystkim list naczelnego
                                                    redaktora "Angriffu", hitlerowskiego lejborganu, którego redakcja,
                                                    dowiedziawszy się od jednego z niemieckich dziennikarzy, ze wybieram się do
                                                    Prus Wschodnich, zaproponowała mi napisanie atrykułu pt. Ein Pole erlebt
                                                    Ostpreussen.
                                                    Nie wydaje mi się, abym jakoś potrafił napisać do "Angriffu" o tym, jak
                                                    przeżywałem jako Polak wycieczke do Prus Wschodnich, albo też żeby "Angriff"
                                                    drukować zechciał moje wynurzenia. Ale jestem za ten list, "od komory nam
                                                    wydany", wdzieczny: zapewniał on nie tyle 'Butter i Futter', ile uchylenie się
                                                    od nieprzyjemności, na które jeszcze przed paru laty każdy przyjeżdzający z
                                                    Polski był narażony."
                                                    No to teraz zaczynamy na całego 'soczyć'- tropić mowę polską.
                                                    cdnj
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 08.09.06, 22:01
                                                    Mein Wirth, geschwind auf Tisch Butter
                                                    A dla konia dobry futter.
                                                    Mamy listy drukowane
                                                    Od komory nam wydane.

                                                    śpiewka mazurska

                                                    I kiedy tak w karczmie futrujemy sie zupką kminkową na zimno, z pływajacymi w
                                                    niej słodkimi ciasteczkami (diabelski wymysł), słyszę nad sobą:
                                                    - Diobeł! toć waść mówzio po mazursku ?
                                                    Wiem, że słowo 'diabeł' w krainie Smętka jest przekleństwem potocznym jak u
                                                    nas 'psiakrew' i śląskie 'pierona' i służy też do wyrażania zdumienie.
                                                    Nie obrażam się więc, a przeciwnie, czuję, ze ów waść od razu przerzuca między
                                                    nami więź. Więc odpowiadam szybko:
                                                    - Nie po mazursku, tylko po polsku.
                                                    - Toć nie cygańta - odpowiada młody, dzwięczny głos - dyć jo syćko rozumiem.
                                                    Podnoszę głowę. Przede mną stoi młody chłopak lat dwudziestu kilku i życzliwie
                                                    się śmieje wspaniałymi zębami.
                                                    Rozśmieszył nas i wzruszył:
                                                    - Jak nie wierzycie, to mówcie z córką, taki mlody dziewcak nie będzie cygonił.
                                                    W miarę jak to trwa, twarz chłopaka przybiera całą gamę uczuć: widać na niej
                                                    najpierw błogie zadowolenie, potem skoncentrowaną uwagę, wreszcie silne
                                                    wzruszenie.
                                                    Chłopak 'zaleszczył się ' ( zapalił się), wali mnie po ramieniu tak, ze mi ręka
                                                    cierpnie, i krzyczy na całą karczmę jak w polu:
                                                    - Toć jo syćko rozumiem, toć jo syćko rozumiem. Nie cyganieta ? To tak ludzie w
                                                    Polsce mówzio ? Dyć to noso gadko. Toć jo moge wsendy Polskom reizować ....
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 08.09.06, 22:02
                                                    Skłębione uczucia nie mogą sobie znaleź ujścia w słowach. Patrzy rozjaśnionymi
                                                    oczami i powtarza: 'toć jo rozumiem', jakby obmacywał jakiś cenny, a nie
                                                    ogarniety jeszcze całkowitą świadomością dar.
                                                    - Psiwa - woła do gospodarza - psiwa dla nich (to znaczy dla mnie) i dla
                                                    frejlinki. To nama to poziedajo, co Poloki lichy naród, a to chlop fest !...
                                                    Nowe palnięcie w ramię wali się na mnie jak grzmot.
                                                  • rita100 Re: Noc nad Jeziorem Uplickim roz. V 08.09.06, 22:03
                                                    Noc nad Jeziorem Uplickim roz. V

                                                    Ci jednak co patrzą
                                                    do dna źródeł - dzieci,
                                                    zwierzęta, matki , starcy
                                                    i poeci - widzą wciąż jeszcze
                                                    oblicze tej tragicznej
                                                    smutnej ziemi, zobojętniałej
                                                    - jak za kratami -
                                                    w głebokiej melancholii.
                                                    Ernest Wichert

                                                    Musik der Unterwelt -
                                                    wenn in der Nacht
                                                    die schwarzen Walder -
                                                    tausend Walder stohnen,
                                                    wenn durch die Waldnacht
                                                    dumpf die Walder drohnen,
                                                    als ware Rings
                                                    die Holle aufgewacht.
                                                    Fritz Kudnig
                                                  • rita100 Re: Noc nad Jeziorem Uplickim roz. V 08.09.06, 22:04
                                                    Kraina wschodniopruska , to kraina gdzie jest wielka masa wilgoci. Ten stan
                                                    rzeczy sprawia, ze raz po raz Prusy Wschodnie ulegają klęsce deszczowej, jak
                                                    np. w pamiętnym 1844r kiedy deszcz trwał bez przerwy cały lipiec i sierpień,
                                                    przy czym ludzie umierali jak muchy; klęska była tak wielka, ze aż Fryderyk
                                                    Wilhelm IV zwiedził osobiście zadeszczone tereny i dodawał ludności otuchy.
                                                    Stąd wieka niepewnośc gospodarki rolnej. Dla przykłady rolnictwo ma tu do
                                                    wykorzystanie przecietnie 153 dni w roku, gdy w Rzeszy od 178 do 210 dni.
                                                  • rita100 Re: Noc nad Jeziorem Uplickim roz. V 08.09.06, 22:05
                                                    "Wybitny i utalentowany pisarz wschodniopruski, Ernest Wiechert ( nie mylić z
                                                    Ernestem Wichertem, autorem powieści historycznych z dziejów Prus Wschodnich),
                                                    tak pisze o wrażeniu, jakie na nim wywiera przyroda 'rodzinnego' kraju:
                                                    Są lasy, ktore nas uszczęśliwiają jak jany uśmiech matki ziemi, ale są i lasy,
                                                    które niewysłowionym smutkiem obejmują czlowieka jak ofiarę wydaną na ich
                                                    pastwę. Wchodzisz do nich niby do obcego miasta i myślisz, ze je opuścisz przez
                                                    inną bramę. Widzisz przecież już po pierszym kroku, że tej innej bramy nie ma i
                                                    że już nigdy z nich nie wyjdziesz tym samym. Zatruły twoją krew ciemnym
                                                    smutkiem trupiarni.
                                                    Tak odczuć krajobraz mazurski mógł tylko człowiek obdarzony wprawdzie dużą
                                                    wrażliwością, ale obcy duszy tego kraju."
                                                  • tralala33 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 08.09.06, 22:06
                                                    rita100 napisała:

                                                    > - Psiwa - woła do gospodarza - psiwa dla nich (to znaczy dla mnie) i dla
                                                    > frejlinki. To nama to poziedajo, co Poloki lichy naród, a to chlop fest !...
                                                    > Nowe palnięcie w ramię wali się na mnie jak grzmot.
                                                    Psiwa dla frejlinki? Wenowejta, bezalkoholowego wink
                                                    Pełna życia to opowieść Wańkowicza, nie zestarzała się.
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 08.09.06, 22:17
                                                    To chyba najlepszy przykład dał Wankowicz , taki energiczny i wiemy przecież ,
                                                    ze w karczmach tak było. I ten uszczęśliwiony Mazur.
                                                    Właściwie to on tak opisuje jakbym sama brała w tym szukaniu polskości udział.
                                                    Nie wiesz Tralal, czy Wańkowicz napisał jakąś ksiązkę o powojennych czasach ?
                                                    Czytam też literaturę śląską, trochę, i poznałam życiorys folklorysty przed
                                                    wojenny i tego samego powojenny, gdzie walczył za Polskę przed wojną, a po
                                                    wojnie , nie powiem co by żalował, ale powiem , że coś ukrywa, nieopowiedział,
                                                    lub nie mógł dopowiedziec , lub mu nie dano. Zatajono.
                                                    Chciałabym poznac powojenne zdanie Wańkowicza.
                                                    Pewnie zadaje niewygodne pytania.
                                                  • tralala33 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 08.09.06, 22:27
                                                    Wańkowicz wrócił do Polski dopiero w 1958 roku. Wiele się już wtedy zmieniło na
                                                    Mazurach. Nie sądzę, by wrócił na swe kajakowe szlaki. Rito, powiedz, która
                                                    córka towarzyszyła mu w wyprawie - Krystyna czy Marta?
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 08.09.06, 22:35
                                                    haha, ciajżkie pytanie, bo łón tó córe nazywał rózniście , raz Sancio Pancza,
                                                    roz Tiuli, a roz kortofel wink)) Nie znam zyciorysu Wańkowicza, ale ziem co gwołt
                                                    ludzi go nie lejdowało. Bo jek sia ludzie pytajo co cytam i łodpoziadam co
                                                    Wańkowicza to mózió co nie lejdujó jygo, a sójsiadka ksiójzki nowet nie
                                                    przeczytała, bo jó nudziła ta ksiójzka.
                                                    Do tyj ksiójzki trza duszy mazurskiej i poznania cosik nieco.
                                                  • rita100 Re: "Soczymy" mowę polską roz. IV 09.09.06, 20:42
                                                    Dzisioj spotkałam panią, ktora pamięta Wańkowicza i powiedział co to buł jyj
                                                    idol. To emerytka, pracowała w gazecie, ale nic nie wie o losach Wańkowicza po
                                                    wojnie. Wie , że lata wojny chyba spędził w Ameryce , ale nawet nie wie gdzie
                                                    jest pochowany i dlaczego tak cisza jest wokół niego.
                                                  • rita100 Re: Rozdział V 09.09.06, 20:46
                                                    Cóż z tej krainy może zrozumieć Niemiec ? Nie rozumie tego Ernst Wiechert, nie
                                                    rozumieją tysiączni kajakowcy, uwijający się po 'wunderschonach' Mzurów. Ci
                                                    wszyscy pewno muszą doznawać takich uczuć, jak ów młodociany
                                                    korespondent 'Grossdeutsche Jugendbund' (maj 1927), ktory pisze o noclegu we
                                                    wsi mazurskiej: "Nie jesteś tu w domu, u siebie, to nie twój obyczaj, nie twoje
                                                    jestestwo. Obca krew i żadnej więzi, która nas łączy"..
                                                    Ernst Wiechert pisze: "Krew duszy tego kraju (...) to to, że jego ciemne rzeki
                                                    płyną do Narwi, że nazwiska jego wiosek brzmią tajemniczo, jak Zakręt, jak
                                                    Sowiróg, a ja nie wiem, co to znaczy. ŻE oblicze jego mieszkańców zachowało
                                                    skryte i bojaźliwe milczenie".
                                                    Skryte i bojaźliwe milczenie !
                                                    Czy to nie siedemset lat rządów rodaków Wiecherta wszczepiło w duszę tego ludu
                                                    nieuleczalną, zdawałoby się, nieufność, ponurość i skrytość.
                                                  • rita100 Re: Rozdział V 09.09.06, 20:47
                                                    Milczenie - to istotnie główny kanon, wedle Mazura warunkujący uchronienie się
                                                    od niepowodzeń. W wielu miejscowościach kraju, w związku z legendami
                                                    otaczającymi; pokrzyżackie zamki, powtarza się ten sam motyw: krolewnę,
                                                    więzioną w lochach i zaczarowaną, wyratuje tylko ten, kto ją bedzie mocno
                                                    trzymał w ramionach i niósł w MILCZENIU. Przy pierwszym słowie zapada się pod
                                                    ziemię.
                                                    Siewca, wychodzący siać, przekrada się na swe pola bocznymi drogami, aby nie
                                                    spotkać ludzi i nie być zmuszonym do złamania MILCZENIA.
                                                    W Wielką Sobotę gospodarz z rzeki lub stawu świtaniem nabiera w MILCZENIU wody,
                                                    która staje się wodą oczyszczającą.

                                                    Skryte i bojaźliwe milczenie.... Leży ono na tej ziemi wszędy, kędy Smętek
                                                    przeszedł. Wiele o nim będzie w tej książce....
                                                  • rita100 Re: Rozdział 10.09.06, 21:28
                                                    Tak sobzie mysle , co Wańkowicz tlo psisze ło ciemnych stronach, ło
                                                    cierpieniach a nic nie psisze ło dobrych stronach. Bo przecie dzianki Niemcom
                                                    szczycimy się bogactwem przeszłości. Smutna tó ksiójżka, bardzo smutna i tlo ło
                                                    cierpieniach. Ciekawam co by Wańkowicz móził ło dzisiejszych ciasach i
                                                    powojennych. Daczemu sia nie wypowiadał po wojnie, daczemu znikł w ciszy ?
                                                  • rita100 Re: Pogaduszki w Pieckach Krutyńskich 12.09.06, 22:03
                                                    Pogaduszki w Pieckach Krutyńskich
                                                    "Okazało się, ze wieś nazywa się Piecki Krutyńskie, bo ongiś tu założyli piece
                                                    starowierzy wygnani z Rosji.
                                                    Robimy sobie tu labę. Spotykamy staruszka.
                                                    Stary nazywa sie Wilhelm Kopka i szczyci się tym, że służył w armii pod trzema
                                                    cesarzami: wzieto go do wojska na parę tygodni przed śmiercią Wilhelma I, po
                                                    raz drugi przysięgał Fryderykowi III, ktory panował tylko przez trzy miesiące,
                                                    i wreszcie przysięgał Wilhelmowi II.
                                                    "Ja sie tym sławię mówił z dumą stary"
                                                    Ta wiernośc dla dynastii jest cechą charakterystyczną Mazurów."
                                                  • rita100 Re: Pogaduszki w Pieckach Krutyńskich 12.09.06, 22:04
                                                    "Wszak nikt inny, tylko parokrotnie cytowany przeze mnie Gizewiusz, wielki
                                                    obrońca mowy, który gdyby go w 38 roku życia śmierć nie zabrała, sprawiłby może
                                                    z Prusami to, czego na Ślasku dokonali Miarka i Lompa, wszak to Gizewiusz wita
                                                    Fryderyka Wilhelma IV - objeżdzającego Mazury - kantatą;
                                                    "I w naszych sercach miłość pała ku Tobie, Królu, Ojcze Drogi... Witają Cię
                                                    polskie Prusaki: niech im 100 lat Krol żyje taki... Wierzaj nam Krolu: Prusy
                                                    stare i te tu nasze polskie strony czystą Ci zachowuja wiarę - o! nie masz
                                                    wierniejszych niż ony..."
                                                  • rita100 Re: "Hospodi pomiłuj" w Dorf Eckersdorf 13.09.06, 20:49
                                                    "Hospodi pomiłuj" w Dorf Eckersdorf
                                                    "Tu w Wojnowie znajduje się sekta rosyjska Filiponi.
                                                    Rząd niemiecki borykając się z Drang nach Westen ludności Prus Wschodnich,
                                                    wiecznie poszukujący osiedleńców zgodził się przyjąć Filiponów o oto między
                                                    1828 przywędrowało 38 rodzin sektanckich, w liczbie 213 osób. Wyspecjalizowali
                                                    się oni w handlu owocami po całych Prusach wschodnich, pobudowali się
                                                    moskiewską modłą, a nad brzegami Krutyny wyskoczył szereg domków - łaźni
                                                    rosyjskich, które każda filiponcka rodzina budowała dla siebie.'
                                                  • rita100 Re: Armie mózgów w sporze z niebiosami 13.09.06, 20:51
                                                    Armie mózgów w sporze z niebiosami
                                                    "Jakiż rząd może mieć dostateczną ilość pieniędzy, aby od niebios porządek
                                                    świata odkupić"

                                                    (Memoriał o kolonizacji Prus Wschodnich złożony w 1822 r przez Teodora von
                                                    Schona, Nadprezydenta Prus Wschodnich.)

                                                    Jest to rozdział poświęcony gospodarce i inwestycji Niemców w Prusy Wschodnie z
                                                    dokładnymi liczbami, nazwiskami. I z kolonizacją, z urzędnikami i z wielką
                                                    pracą nad tym terenem.
                                                    Ułamek tej pracy przedstawia się też w powstawaniu nowych , coraz nowych
                                                    urzędów, instytucji itd.
                                                    Pieniądze są połykane z dnia na dzień str.79.
                                                    "Ładny grosz kosztuje nas ta cała zabawa. Wieczna Osthife (pomoc dla Wschodu)
                                                    Miliony wyrzucone za okno. Tam dopiero sie widzi, jak pięknie jesteśmy
                                                    rządzeni. Wszystko to, rzecz prosta, nie ma najmniejszego sensu. W ciągu
                                                    najbliższych pięciu lat wszystko to dostanie się w polskie rączki. Tam już i
                                                    bez tego wszyscy są na pół Polacy. Mamy też co się tak rozbijać o ten obcięty
                                                    kikut; nie bedziemy przez niego bogatsi."
                                                    I dalsze tabelki i przykłady str do 88
                                                  • rita100 Re:Łupiący się fort i rześkie wieki 14.09.06, 21:52
                                                    Łupiący się fort i rześkie wieki

                                                    "I tak zatrzymujemy sie w miejscowości Iznoty nad Czarną Rzeką. Ma praę chalup
                                                    odrzuconych od siebie, nieufnych.
                                                    Bór jest czarny, woda w rzece czarna, czarne olchy zwisające nad wodą. Zdrugiej
                                                    strony wzgorza, na którym stoją domy, szkli się nieruchomo jezioro. Tchnie
                                                    puszczą.
                                                    Trafiliśmy do przybyszów z zachodu, do Niemców. O trybie życia kolonistów
                                                    niemieckich pisze autor niemiecki, dr Engel, ze "ścisły związek z przeszłoscią
                                                    został zatarty tam, gdzie tylko osiedlili sie Niemcy. Istotnie wnętrze
                                                    apatramentow naśladuje mieszczański tryb życia. Pluszowe taboreciki. patarafki,
                                                    wyszywane reczniki, fotografie, laurki i aforyzmy, morze aforyzmów.
                                                    - Czyż wam rząd niemiecki nie pomógł ?
                                                    Pomogł. Naturalnie, ze pomógł. Darowano im cały dług.
                                                    U Polaków było przeciwnie: za wytrwanie na wschodzie należały sie cięgi.

                                                    "W oberży w Mikolowie w karcie restauracyjnej był "befsztyk a la Kościuszko",
                                                    ale to było jeszcze przed plebiscytem, teraz ten sam befsztyk jest " a la
                                                    Hindenburg"
                                                  • rita100 Re:Łupiący się fort i rześkie wieki 15.09.06, 22:50
                                                    .... subwencje państwowe. Sam poseł Sejmu Pruskiego Baczewski powiedział "
                                                    Skoro sobie uprzytomnimy, te cyfry, skoro się widzi jak wyrzuca się miliony na
                                                    patriotyzm wschodniopruski, to trzeba sobie powiedzieć , że ten patriotyzm
                                                    pachnie źle, skoro każe się opłacać milionami marek. Jest to nic więcej, jak
                                                    kupno dusz za judaszowe srebrniki. Z chwilą gdy milionów zabraknie, uschnie
                                                    roślina cieplarniana. "
                                                    No, ale właśnie w dobie Rzeszy hitlerowskiej, w dobie nakręcania koniunktury,
                                                    pieniądze płyną do tego kraju tak jak nigdy.
                                                    To nie jest akcja gospodarcza i kolonizacja. Kalkulacji w tym nie szukać.
                                                    - To - fort.
                                                  • rita100 Re:Łupiący się fort i rześkie wieki 16.09.06, 21:09
                                                    Plyniemy dalej 'Kuwaką'
                                                    "Za tą wyspą odsłonił się oczom naszym przylądek werżniety głeboko w wody
                                                    jeziora, przylądek, ktory nazywa się Skonał. Jezioro Nidzkie leży w centrum
                                                    Puszczy Piskiej (Jańsborskiej) i kto wie, jakie historyczne sprawy dały chrzest
                                                    temu przylądkowi.
                                                    Na przylądku stało jakieś gospodarstwo. Cumujemy.
                                                    Właścicielem gospodarstwa jest mister Grenda. Wychodzi przed nas
                                                    - A toć chodźta - powiada - możeta u nas przenocować.
                                                    Gwarzymy sobie. Opowiadam mu dość popularną w Prusach wschodnich anegdotkę:

                                                    Der liebe Gott zabawił się w Harun al Raszyda i udał się w pielgrzymkę po
                                                    ludzkim łez padole.
                                                    Niebawem ujrzał czlowieka siedzącego nad drogą i płaczącego rzewnie.
                                                    - Czego płaczesz dobry czlowieku ? - zapytał Pan Bóg.
                                                    - Straciłem żonę - brzmiała odpowiedź.
                                                    I Bóg wskrzesił mu żonę.
                                                    Następny płaczący rozpaczał po stracie dziecka. I bóg przywrócił mu dziecko. I
                                                    tak szedł po ziemi i czynił dobrze i ocierał łzy ludzkie.
                                                    Aż pewnien kolejny beksa, zagadnięty przez Boga, pokręcił głową.
                                                    Nie , Panie Boże, na moje nieszczęście nawet Ty nie poradzisz - jestem
                                                    rolnikiem w Prusach Wschodnich.
                                                    I dobry niemiecki Bóg usiadł razem z biedakiem w rowie przydrożnym, i płakali
                                                    obaj gorzko i bezradnie.
                                                  • rita100 Re:Łupiący się fort i rześkie wieki 16.09.06, 21:10
                                                    "Pytam starego Grende, od kiedy tu siedzi na tej ziemi. Śmieje się, bo śmieje
                                                    sie chętnie i wiele, ale nie odpowiada, bo i cóż mógłby odpowiedzieć: to tak,
                                                    jakby kto jeglinę w boru pytoł, odkąd tam rośnie.
                                                    Grenda kraje chleb i uśmiecha sie przyjaźnie.
                                                    Grenda nic od nas za nocleg nie wziął. Grenda nie trzyma pachołkow. Po obejściu
                                                    Grendy biegają spasione kiźlaki.
                                                    Grenda glosował w czasie plebiscytu za Niemcami i mówi o tym jak o czymś
                                                    naturalnym.
                                                    Grenda mówi z dziećmi po niemiecku.
                                                    Grenda rozpromienia się na dzwięk mowy polskiej.
                                                    Polska o Grendzie nic nie wie, Grenda o Polsce nic nie wie.
                                                    Grenda - to wieki.
                                                    Grenda udaje się na spoczynek obładowany kupą książek polskich drukowanych
                                                    szwabachą.
                                                    Ksiązki które są u Grendy (strona 100)
                                                  • rita100 Re:Smętek nas podchodzi 18.09.06, 21:11
                                                    Pchamy sie wiosłami, bo motor w tym zielsku nie mógłby pracować. W pewnym
                                                    miescu jakiś chłopaczek woła, że dalej przejazd jest gesperrt.
                                                    Chłopak mówi, że możemy przenocować w stodole, a rano za pieć marek przewiezie
                                                    nas do Wiartla.
                                                    Rozmawiamy z gospodarzem i sołtysem Martinem Pupilarskim, Mazurem.
                                                    A więc , przede wszytkim o wojnie. Żyje ona w pamięci ludzi w tych stronach.
                                                    Puszcza Piska pełna była jęku rannych i świstu kul i nie masz takiej na niej
                                                    polany , gdzie by nie byli zakopani zmarli.
                                                    Stary Pupilarski wrócił wtedy z sianożęcia, a tu nie ma już żony. Pupilarska ma
                                                    obecnie osiemdziesiąt pięć lat, miała więc wówczas sześćdziesiąt pięć. Mimo to
                                                    popędzono ją wraz z innymi jeńcami cywilnymi do Rosji, gdzie przesiedziała nad
                                                    Wołgą cztery lata.
                                                    - Po co tym wojakom była tako - dziwuje się Pupilarski pokazując na żonę. -
                                                    Staro to , koślawo....
                                                    Potem stary przechodzi na politykę...
                                                  • rita100 Re:Smętek nas podchodzi 18.09.06, 21:12
                                                    Do sołtysa przychodzi brać zaświadczenie na krowę jeden z sąsiadow; bez
                                                    zaświadczenia nie sprzedałby jej na jutrzejszym jarmarku w Piszu.
                                                    Pytam , czy zaświadczenie jest obowiązujące.
                                                    - Jawohl. Vielleicht in Polen ist nicht notig, aber bei uns....
                                                    - "Kłos się korzy, że niesie dar Bozy, ktory prosto stoi, to z pustoty swoi" -
                                                    mruczy stary Pupilarski.
                                                    Budzi nas sołtys o trzeciej w nocy, dobrą wróżbę niesie, ze oprosiła się świnia.
                                                    Słysząc jak sołtys przemiawia do maciory najczulszą polszczyzną, wyciągam z
                                                    mantelzaków butelkę Moselwein, podryptałem do chlewa i powiadam:
                                                    - Skoro ze świniokiem mózita nasom gadkom, to i ze mno waść moze.
                                                  • rita100 Re:Smętek nas podchodzi 18.09.06, 21:13
                                                    Ruszamy dalej
                                                    "Teraz przecinamy puszczę drogą wysadzoną klonami, które nad nami sklepiają
                                                    zielony dach. Za nimi jodły. Kto słyszał wysadzać drogę w lesie. A jeśli - to
                                                    czemu nie owocowymi drzewami ? Bo idzie o to, by drogę skryć w tunelu listowia.
                                                    By polscy lotnicy nie widzieli, kiedy tą puszczą przed wiekami, ruszy kolejna
                                                    Ostreise."

                                                    Der Walder unendliche Heere,
                                                    Die wachsam nach Polen sechen !...
                                                  • rita100 Re:Smętek nas podchodzi 18.09.06, 21:14
                                                    Soltys Pupilarski jest dzieckiem tej puszczy. Pytam go, co on myśli o
                                                    korridorze. Myśli, że należy go Niemcom oddać. Pytam go, czy chciałby być
                                                    świadkiem ponownej wojny. Nie, nie chciałby. Wojna 'nie śmie' być. Hitler to
                                                    zrobi bez wojny, Hitler jest wielki. Hitler jest Fuhrer, Hitler wie dobrze, co
                                                    robi.
                                                    Gdzieś w Berlinie peroruje Hitler nowo objawionymi prawdami 'przebudzony'
                                                    Niemiec, a w puszczy Piskiej soltys Pupilarski zachłystuje się z zachwytu nad
                                                    rzezią 30 czerwca, wierzy bez wahania, ze Pomorze przyjdzie do Niemiec z
                                                    powrotem, bo tak chce Fuhrer, że przyjdzie bez wojny, bo tej nie chce Hitler,
                                                    bo stanowczo jej nie chce Pupilarski, ktory był w niewoli angielskiej, bo tego
                                                    nie chcą miliony Pupilarskich.
                                                    Pragnę bliżej sie dowiedziec jak to sie stanie, ze bez woli Polski, a jednak
                                                    bez wojny - Pomorze ma wrócić do Niemiec. Pupilarski nie umie tego określić,
                                                    ale wie , ze to sie zrobi.
                                                    Więc złosc mnie bierze i grzebię w plecaku i wyciagam i odczytuję
                                                    Pupoilarskiemu bajkę, ktorą znalazłem w którymś z roczników "Ziemi Wschodnio-
                                                    Pruskiej" - pisma wydawanego przez związek emigrantów z Prus Wschodnich (po
                                                    plebiscycie musiało opuścić granice tego kraju dziewięć
                                                    tysięcy 'skompromitowanych' osób)
                                                    A bajka brzmiała tak :
                                                    Buł sobzie......
                                                    będzie jutro i to w gwarze warnijskiej.
                                                  • rita100 Re:warmijska bajeczka 19.09.06, 20:49
                                                    Buł sobzie na jednam gospodarstzie dorosły syn przy rodzicach. Tanże namozioł
                                                    zawdy łojca, żeby sąsiadozi łukraść wołu tłustego i go zarżnąć, a bandą miali
                                                    gwołt miajsa i bandą mogli psiańć razy w tygodniu miajso jeść. Łojciec go
                                                    łodmozioł, że to niedobrze, że to grzech, ale syn go jeno zawdy z tym
                                                    namozianiem manczuł i nareszcie ojciec przystoł na to łukradzenie.
                                                    Jek woła łobciągneli i miajso aszykowali, to sia łojciec do syna tak
                                                    łodezwoł: "Synie, teroz sia zwosz na woga i jek woła zjewa, to sia przekonowa
                                                    siułam zostali cianższe." I jek łojciec chcioł, to i tak źrobzili i sia zwożyli.
                                                    Jek wołu zjedli, to sia znów zwożyli i dziwno, że łojciec był 20 funtów
                                                    ciajszy, a syn psiantnoście funtów lżejszy. Syn sia dziwował temu, jek to może
                                                    być, ale łojciec mu to wytłomaczył.
                                                    "To wej buło tak, mój synie, jo poszedłem do sąsiada i wołu w nocy kupsiłem i w
                                                    nocy potem go wyprowadziłem i zarżnelim, jo wej jod ze spokojnem sumnieniam
                                                    jakby swoje miajso i mi polubziło, a ty wej jodłeś jek łukradzione ze strachem
                                                    i bojołeś sia przytem zawdy, coby sia nie wydało złodziejstwo. Łod tygo
                                                    strachu, łod niespokojnego sumniania toś wej schudnoł i mosz teraz nauczkę, że
                                                    cudze kradzione nie ukorni." Syn przychwolił łojcu prowda i przyłobziecoł, ze
                                                    już nidgy go chęć do kradzieży nie weźmie."

                                                    To jest warmijska bajeczka panie Pupilarski, ale Warmiaki też w waszej
                                                    prowincji mieszkają. Ja myslę, ze mają recht i że to, że kradzione nie korni
                                                    (nie tuczy).
                                                  • rita100 Re:warmijska bajeczka 19.09.06, 20:50
                                                    Zostawiamy sołtysa Pupilarskiego i udajemy się do miasta. Pisz jest trojga
                                                    imion, tak jak ogromna ilość miast w tym kraju. W istniejącym - od
                                                    czasów,,ktorych nikt nie określi - Piszu, u ujścia Pissy zbudowali Krzyżacy w
                                                    1345r zamek drewniany, w szesnaście lat potem zresztą przez Kiejstuta spalony,
                                                    i nazwali go Johannisburg, skąd poszło Jańsborg i Puszcza Jańsborska.

                                                    Tu w Piszu zostawiamy składak, bo teraz bedziemy trzy tygodnie objeźdzać Prusy
                                                    Wschodnie autem. Zacznie się nowa partia podróży i nowe przygody.
                                                  • rita100 Re: jesteśmy w Piszu 20.09.06, 21:17
                                                    Zostawiamy kajak i idziemy na jarmark piski. Niczym sie nie rózni od jarmarku w
                                                    Polsce. Tyle , ze stragan jest udekorowany od gory flagami hitlerowskimi ze
                                                    swastyką.
                                                    Spiekota jest niesłychana, zachodzimy więc do piwiarni ludowej przyjrzeć się,
                                                    jak chłopkowie zapijają transakcje. Tak jak wszędzie na rynku, mówią ze sobą po
                                                    polsku. I na te tematy, na ktore zawsze mówią Polacy, gdy sa w knajpie i w
                                                    kupie.
                                                    Podchodzę do ich stolika (ledwo ujrzeli zbliżającego sie inteligenta, zaczęli
                                                    ze sobą rozmawiać po niemiecku) i zapytuję:
                                                    - Przepraszam, w jakim to panowie języku rozmawiali ?
                                                    - Po mazursku - mowią
                                                    - Po mazursku ? Przepraszam bardzo, ja jestem cudzoziemiec, dzienikarz
                                                    belgijski, nie orientuję się w tutejszych stosunkach, co to za jezyk, nie
                                                    słyszałem o nim.
                                                    - To tu tak mowią w Prusach Wschodnich. Ale my tu jesteśmy Kernpreussen, w
                                                    sercach jesteśmy prawdziwi Prusacy.
                                                    - Przepraszam - nalega uparty 'Belg' - ale jadąc tutaj zatrzymałem się trzy dni
                                                    w Warszawie, mowa panów wydała mi sie podobna.
                                                    - Aber wo ? - z ogromnym tupetem replikuje krępy Mazur z wąsami (okazał się
                                                    następnie Wilamem Stasikiem z Kociołka - jak mi zapisał w notatniku: Wilam
                                                    Staschik aus Kessel, Kreis Johannisburg) - to wcale nie jest nic podobnego do
                                                    polskiej mowy.
                                                    Inni potakaj:
                                                    - Tak, tak - nas by Poloki nie zrozumieli.
                                                  • rita100 Re: jesteśmy w Piszu 20.09.06, 21:17
                                                    Zaczyna sie pogaduszka. Nowi przyjaciele, obyczajem mazurskim, zaraz stawiają
                                                    mi piwo.
                                                    - Oho, Poloki to jest gierige Nation. Oni chcieli Prusy Wschodnie dostać. Przez
                                                    tę chciwość to w swoim czasie swoje państwo zgubili.
                                                    Ogromnie ciekaw jestem tej historiozofii i już mam kazać podać koniaku, kiedy
                                                    ukazuje się sołtys z Piecków Krutyńskich. Tedy szybko płacę rachunek i
                                                    proponuję Mazurom, aby wyszli przed piwiarnię, to ich sfotografuję. I tak
                                                    znaleźli sie w tej ksiażce.
                                                  • rita100 Re: jesteśmy w Piszu 23.09.06, 20:55
                                                    Na tej ziemi pokój oznaczał kontynuację wojny. z Niemca - marzyciela stworzono
                                                    Niemca-żołnierza - w tej ziemi uśmiech jest czymś wygnanym. Sami Niemcy jak np.
                                                    Bugumił Goltz, piszą, że " na świecie niewiele żyje ludów, ktore by były równie
                                                    szorskie i bezwzględne schroffer, scharfer und rucksichtsloser jak Wschodnio-
                                                    Prusacy".
                                                  • rita100 Re: W dżungli 25.09.06, 20:48
                                                    Chciałem poznać na Mazurach tę ludność, która jest w walce, ktora uległa
                                                    prześladowaniom. Dotychczas wiązała mnie konieczność trzymania się szlaków
                                                    wodnych. Obecnie mam swobodne ręce. Postanowiłem nie uciekać się o pomoc ani
                                                    nawet informatorów do Związku Polaków. Dałoby mi to od razu pewne nastawienia,
                                                    a tak sam poszukuję.
                                                    Głosno było w kraju o Jedwabnie, więc pojechałem."
                                                    Traf zdarzył, ze w tej wycieczce pojechałem do Pasymia i wizytowałem
                                                    miejscowego proboszcza, na chibił trafił, nie wiedząc, jak sie nazywa i czy
                                                    jest Niemcem ?
                                                    Z Pasymia poszedłem do odległego o 14 km Jedwabna.
                                                    Obejrzawszy gospodę Welskoppa, miejsce pamiętnej masakry, postanowiłem i w
                                                    Jedwabnie zajrzeć do miejscowego, świeżo wzniesionego koscioła katolickiego.
                                                    Mały kościółek na froncie miał wyimaginowaną ogromną figurkę świętą.
                                                    Ks Brzeszczyński, zastrachany, jak wszyscy tu księza, pochodził z ludności
                                                    polskiej nie chciał sie dać sfotografować.
                                                  • rita100 Re: W dżungli 25.09.06, 20:48
                                                    Niepozorny księzaszek z Jedwabna, siedzący nawet nie na parafii, a na filii
                                                    mającej dwieście kilkadziesiąt dusz, nie uniknął swego losu. Opowiedział mi
                                                    swoje biedne nad wyraz życie, zycie pariasa w sutannie.
                                                    Polska ? - Bywał w nadgranicznych parafiach...
                                                    Dalej .... nie, nigdy nie zdarzyło mu sie pojechać dalej.
                                                    "Wie pan, ja nigdy w życiu nie miałem pieniędzy. Raz tylko.."
                                                    Czuję , że nastąpi coś ważnego
                                                    - Raz tylko - mówi stary ksiądż - jeden nasz ksiądz był chory, to go trzeba
                                                    było odwieźć do Poznania i on mi zapłacił za drogę.
                                                    - Podobało sie ksiedzy ?
                                                    - Byłem wówczas w Gnieźnie, w katedrze dawnych królów polskich - pochyla sie do
                                                    mnie staruszek.
                                                    Teraz zaczęły sie lać szczegółowe opisy skarbów katedry gnieźniejskiej: a to
                                                    ile w niej drzwi ważą, a to kto w poddziemiach leży, a to jakie skarby mieściły
                                                    się w skarbcu. Opowiadanie to musi być nieraz powtarzane przez ksiedza; musi to
                                                    być jego popisowy kawałek.
                                                    Więc kiedyśmy się tak oto o tych drzwiach gnieźnieńskiej katedry rozgwarzyli,
                                                    zapytałem ksiezaszka, jak tu sie dzieje w tym Jedwabnie i jak to było przed
                                                    paru laty z tą zbrodnią u Welskoppa.
                                                    Ale księzaszek natychmiast wciąga sie w swoją skorupę.

                                                    Tralala - dobry ten opis gnieźnieńskiej katedry smile
                                                  • rita100 Re: W dżungli 25.09.06, 20:49
                                                    Stary ksiądz mówi o parafianach. Skoro ma ;dwadzieścia dusz', to nie więcej niż
                                                    trzydzieści rodzin. Czy tylko z Jedwabna ? Ach nie, np jutro przychodzi do
                                                    pierwszej komuni córka Kiwickiego z Dłużca. Okazuje się , że Kiwicki ma
                                                    karczmę, ale mu bieda doskwiera, bo Niemcy nie chcą dać koncesji, bo Kiwicki
                                                    pracował przy plebiscycie.
                                                    Jadę więc do Dłużyc
                                                    Zachodzę do oberży Kiwickiego. Jak zwykle, w pierwszej sali znajduje się
                                                    szynkwas i sklep. Za szynkwasem napis Bier wird im Laden nicht getrunken - a
                                                    więc istotnie odmawiają mu koncesji.
                                                    cdnj
                                                  • tralala33 Re: W dżungli 25.09.06, 21:15
                                                    "- Byłem wówczas w Gnieźnie, w katedrze dawnych królów polskich - pochyla sie
                                                    do mnie staruszek.
                                                    Teraz zaczęły sie lać szczegółowe opisy skarbów katedry gnieźniejskiej: a to
                                                    ile w niej drzwi ważą, a to kto w poddziemiach leży, a to jakie skarby mieściły
                                                    się w skarbcu. Opowiadanie to musi być nieraz powtarzane przez ksiedza; musi to
                                                    być jego popisowy kawałek."
                                                    A ja muszę przyznać, że kiedy byłam mała, chyba nawet bardzo mała, to myślałam,
                                                    że w każdym mieście jest taki zamek jak w Olsztynie i w każdym mieście jest
                                                    taka katedra jak w Gnieźnie smile Dopiero później zrozumiałam, że nie każde miasto
                                                    ma tyle szczęścia do zabytków. Zobaczcie teraz katedrę oczami dzieci
                                                    www.polonijka.com/galeria_artystyczna1.htm
                                                  • rita100 Re: W dżungli 25.09.06, 21:21
                                                    Bardzo fajna ta stronka dla dzieci - i co mi się podoba , że rysuneczki sa
                                                    podpisane i mowią co to jest, bo ja w tym wypadku napewno jestem mniej
                                                    uswiadomiona niż te gnieźnińskie dzieciaczki, które w ten sposób ucza się
                                                    miasta.
                                                  • rita100 Re: W dżungli 26.09.06, 21:23
                                                    Niestety jest to długi rodział to spróbuję opisac go krótko w czym rzecz. A
                                                    więc wchodzi Wańkowicz to tej Kiwickiego karczmy, czlowieka prześladowanego po
                                                    plebiscycie i zamawia objad. Najprzód wita się po niemiecku. Chłopak bezradnie
                                                    wyciąga ręce i mowi , ze objadu nie będzie. Wańkowicz się denerwuje i
                                                    odpowiada, po polsku - kury chyba się nie przestały nieśc na wsi i po chwili
                                                    idzie Kiwicki zadowolony i niesie jajecznicę z kiełbasą i kawę. Przysiada się.
                                                    - Pan z Warszawy ?
                                                    - Tak jest !
                                                    I zaczyna sie rozmowa. Pekają tamy, a Kiwicki zaczyna opowiadać. To jest
                                                    tragedia rodzinna - sąsias Stenzel, Niemiec zastrzelił brata Kiwickiego.
                                                    Stenzel został skazany na dwa lata więzienia , ale po roku wyszedł i dalej
                                                    mieszkają obok siebie w wielkiej niezgodzie.
                                                    "Przed domem Kiwickiego wznosi się dąb, zasadzony na pamiątkę niemieckiego
                                                    zwycięstwa plebiscytowego. Pod dębem kamień pamiątkowy. Dom Stenzla jest tuż i
                                                    łączy sie z obejściem Kiwickiego. Z jednej strony puszcza, z drugiej woda. I to
                                                    miłe życie miezy zabojcą brata a wójtem Nowocieniem, w nowym cieniu
                                                    plebiscytowego dębu przed oknami.
                                                    Stary Kiwicki nie prenumeruje już ani "Mazura" , ani "Gazety Olsztyńskiej".
                                                    Prenumeruje hitlerowską "Tenneberg Warte", którą zaprenumerować poradził
                                                    żandarm. A przed swoją chałupą siedział morderca Stenzel i obserwował gości
                                                    sąsiada.
                                                  • rita100 Re: W dżungli 26.09.06, 21:24
                                                    Wracałem z tego pierwszego 'lądowego' objazdu Mazurów pod ciężkim wrażeniem.
                                                    Syn Kiwickiego, uważający się za Niemca, działacz plebiscytowy,
                                                    czytający "Tannenberg Warte", zbrodnia omal bezkarna, ruch religijny
                                                    wynaturzony, ksiądz zastraszony, zagnany jak zwierzę. - Dosyć chyba jak na dwa
                                                    dni objazdu.
                                                    Wracamy do Olsztyna, gdzie czeka go coreczka z pioseneczką:
                                                    "Jo w piecku zapale, izdebkie zamiote,
                                                    Włosecki rozcese i kliecek obłoke."

                                                    - No , to prędzej oblekaj ten klejcyk (sukienkę) i pójdziemy Olsztyn oglądać.
                                                    -----
                                                    A jó mózie: ściójgajta te klejcki i buksy i do łoża, bo jutro dopsiero bandzie
                                                    dalyj.
                                                  • tralala33 Re: W dżungli 26.09.06, 21:48
                                                    Ta historia Kiwickiego, Stanzela i zastraszonego księdza coś mi bardzo
                                                    przypomina tę powieść Kirsta 'Wilki'. Widać nie była to fikcja czystej wody.
                                                  • rita100 Re: W dżungli 26.09.06, 21:53
                                                    Poważnie - Tralala, to jo jó przepisze szczegółowo do kóntka Krista - łoj,
                                                    Tralala, am pod łogromnym wrażeniem.
                                                  • rita100 Re: histori rodziny Kiwickich 27.09.06, 21:33
                                                    Wracamy do histori rodziny Kiwickich, do wsi Dłużec , gdzie znajduje się oberża
                                                    Kiwickich.

                                                    "I kiedy tak siedzę z synem i starym Kiwickim, nagle syn , patrząc na ojca
                                                    powiedział:
                                                    - Zbrodniarz idzie....
                                                    Za oknem przesuwała sie sylwetka z lekka pochylonego czlowieka w filcowym
                                                    kapeluszu. Ta pochylona chuda postać wydaje mi się, jakby miała w sobie coś
                                                    sępiego.
                                                    - Co to za czlowiek ?
                                                    I nagle pękają tamy. Stary Kiwicki zaczyna mówić.
                                                    Ten czlowiek to sąsiad, Stentzel. Niemiec. W czasie plebiscytu odgrażał się na
                                                    Kiwickiego i jego brata. Ale od plebicytu minął rok i nic nie zaszło. Bracia
                                                    mieli się na ostrożnosci.
                                                    Latem 1921 siedzieli w domu ze starą matką. Była godzina dziewiąta i mieli
                                                    kłaść sie spać. Gdy nagle pod oknem rozległ się ochrypły krzyk : "Verflchte
                                                    Pollacken!.."
                                                    To krzyczał Stentzel i obrzucał rodzinę Kiwickich wymysłami.
                                                    Kiwiccy siedzieli cicho, nie dając się wywabić.
                                                    Wówczas Stentzel zaszedł za załom jeziora i stamtąd począł strzelać w dach
                                                    Kiwickich. Strzelał kilami. Dachówki pękały i odłamki spadały na dół.
                                                    Wtedy młodszy brat Kieickiego pobiegł do wojta prosić o pomoc. Pomocy nie
                                                    dostał. Stentzel spostrzegł, że udało mu sie wybawić kogoś z domu, przybiegł
                                                    zza jeziora i czekał ze strzelbą w reku.
                                                    Przywarci do okiennic Kiwiccy usłyszeli w pewnej chwili jego głos: "Jungs, geht
                                                    an die Seite, jetzt knalle ich den Pollacke nieder !" (Usuńcie się, chlopcy, ja
                                                    teraz zabiję tego Polaka).
                                                    Młodszemu Kiwickiemu towarzyszyło dwóch wiejskich chłopaków.
                                                    Po czym bezpośrednio buchnął strzał. Stara Kiwicka wyskoczyła przed dom. Na
                                                    ulicy leżał jej syn. Gdy starszy brat dobiegł do niego, już konał. Był trafiony
                                                    kulą spiłowaną (dum-dum) z odległości trzech kroków. Kula mu "wyniosła drugą
                                                    stroną dwa funty mięsa".
                                                    Po zmarłym pozostała wdowa i troje dzieci.
                                                    Stentzel został skazany na dwa i pół roku więzienia. Po upływie półtora roku
                                                    darowano mu resztę kary. Wrócił i na drugi zaraz dzień począł chodzić ze
                                                    strzelbą koło obejscia Kiwickich, groząc, ze ich powystrzela.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: histori rodziny Kiwickich 27.09.06, 21:34
                                                    Trzeba było uciekać. Pośpiesznie wydzierżawiono oberżę Niemcowi i wyniesiono
                                                    się na Warmię.
                                                    Niemiec był partyjnym hitlerowcem i nie chciał płacić tenuty "zdrajcy". W
                                                    obejściu Kiwickiego rozgospodarowały się jakieś Arbeitsfronty czy inne
                                                    organizacje niemieckie. Przebudowano, przestawiano bez gospodarza.
                                                    (czy to nie nawiązanie do artykułu z Angory ?)
                                                    Przecież gospodarz sie zjawił. Po układzie polsko-niemieckim powiał inny wiatr.
                                                    Był w stanie wygrać sprawę przeciw nieuczciwemu dzierżawcy i wyeksmitować go.
                                                    Myslał, że spokojnie poprowadzi oberżę.
                                                    Wówczas pozbawiono go koncesji.
                                                    O tą koncesję toczy sie teraz z mazurskim uporem walkę.
                                                  • rita100 Re: gród Olsztyn 29.09.06, 21:19
                                                    Idziemy sobie tym grodem Olsztynem, ktorego ongiś jeszcze burmistrzujący tu z
                                                    ranienia Kapituły Warmijskiej kanonik Kopernik przed oblegającymi wojskami
                                                    W.Mistrza bronił. Na ratuszu bareliefy, obrazujące najście Rosjan na Olsztyn w
                                                    czasie wielkiej wojny.
                                                    "Wie pan - mowił miejscowy fryzjer - byli tylko przez jedną noc, ale przez tę
                                                    noc musiało im miasto 15 000kg chleba upiec".
                                                    W muzeum miejscowym zwiedzamy etnograficzny dział warnijski. Turyści z Rzeszy
                                                    słuchają nabożnie przewodnika, a przewodnik im demonstruje - Erste Fase, zweite
                                                    Fase. Przy warsztatach tkackich znowu: - Erste Fase... zweite...przewodnik jest
                                                    dokładny, zna swój fach, nauczył się nawet nitki skręcać, motki zakładać.
                                                    Przy żarnach ręcznych znowu rozkład na fazy, znowu Niemiec zna tę technikę
                                                    mielenia ganz genau.

                                                    Pisze rzetelną prawdę. I wraz ze mną czytelnik widzi. że te wszystkie fazy, że
                                                    te wszystkie formy życia, że te wszystkie perspektywy, którymi idzie postęp na
                                                    zacofaną wieś polską - są niemieckie.
                                                  • rita100 Re: Jeszcze o plebiscycie 10.10.06, 20:21
                                                    Jeszcze taki ciekawy urywek wyjaśniający czasy plebiscytu w Prusach Wschodnich

                                                    "Akcja plebiscytowa została przez Niemców ujęta w żelazne ręce organizacji i
                                                    terroru. Próbującym agitować za Polską przetrącano kości doraźnie i tłumaczono
                                                    dobitnie, jaki czeka ich los gospodarczy, gdy utrwali się ostatecznie panowanie
                                                    niemieckie.
                                                    W rece mi wpadły teraz jeszcze, po piętnastu latach, przechowane starannie
                                                    odezwy i broszury niemieckie. Oto najczęściej powtarzane argumenty:

                                                    W Polsce służba wojskowa trwa sześć lat, gdy w Niemczech przymus wojskowy jest
                                                    zniesiony.
                                                    Polska ma 56% analfabetów, wsie są po 100 kilometrów odległe od kolei.
                                                    Podatki w Polsce są piętnastokrotnie większe, bo musi płacić część alinckich
                                                    kosztów wojny.
                                                    Polska nie ma materiałów budowlanych, zarobki są w niej znacznie niższe, dzień
                                                    pracy dłuższy, a ziemia trzykrotnie tańsza.
                                                    Polska jest silniej zageszczona, cenę produktów rolnych ma wiel niższą, a
                                                    przemysłowych wyższą.
                                                    Niemcy całe niebawem zostaną zelektryfikowane, a 'wy' w Plsce przy nafcie
                                                    bedziecie czytać polskie gazety".
                                                  • rita100 Re: Jeszcze o plebiscycie 10.10.06, 20:22
                                                    "Cóz na to odpowiadała agitacja polska ? Była nad wyraz nieumiejętna, kłamliwa,
                                                    słaba i nieszczera. Zapewne, zawsze można tak mówić, ze ludzie byli
                                                    nieodpowiedni, że można było dobrać lepszych. Ale istotnym winowajcą były
                                                    długie, kilkusetletnie dzieje, w czasie których zawsze ilekroć jakieś żywe siły
                                                    tego kraju zwracały się do Polski o pomoc, były haniebnie przez Polskę
                                                    zdradzane i pozostawione same sobie.
                                                    Przesadzam ?...
                                                    Pamiętacie, ze jedziemy do sadyby Linkowej, ze jesteśmy po zgliszczach tego
                                                    ostatniego wybuchu polskości, że prawować się tu będą nie o utorturowane ciało
                                                    Kalksteina, nie o Rotha za Polskę zgnojonego w więzieniu, nie o ściętego
                                                    sojusznika Polski, Mikołaja z Ryńska, nie o zakutych za sympatie polskie
                                                    Potzkaua i Hechta, nie o opuszczony Związek Jaszczurczy, nie o pozostawiony
                                                    sobie bohaterski Kneiphof, przedmieście Królewca, ani Pasym, ani Elbląg, nie o
                                                    konszachty naszych dynastów - Marii Ludwiki, Sasów, a nawet Zygmunta Starego,
                                                    nie o egoizm panów polskich z sejmy pruskiego, ktorzy pomocy dla tej ziemi nie
                                                    chcieli dać, gdy o nią błagał Gizewisz. Na to moglibyście łatwo i niekosztownie
                                                    ze mną się solidaryzować.
                                                    Ja będę mówił o żonie poległego na posterunku nauczyciela Lanca, o męczonym
                                                    poecie mazurskim Kajce, o wdowie po ukamieniowanym Lince.
                                                    Aby ta Polska, ktora żyje obecnie, aby my i nasze pokolenie współczesne
                                                    widziało się współuczestnikiem dziejowej zdrady polskiej wobec tej ziemi, na
                                                    ktorej raz po raz odrastające pędy zwracają się... na południe.
                                                  • rita100 Re: Jeszcze o plebiscycie 11.10.06, 19:42
                                                    Przyszli ludzie z Polski i po omacku poczęli łazić po piersi tej ziemi,
                                                    nieznanej, obcej, wśród tego półmilionowego ludu polskiego - obcego,
                                                    nieznanego, nieufnego.
                                                    Co tu gadać....
                                                    Niemcy plebiscyt wygrali, bo byli tej ziemi gospodarzami, bo nią władali, bo ją
                                                    zagospodarowali, bo ich wolą kierowniczą dźwigała się na coraz wyższy poziom
                                                    życia.
                                                  • rita100 Re: Jeszcze o plebiscycie 11.10.06, 19:45

                                                    "Wówczas przed plebiscytem nastąpiła jedna z tych wzruszających delegacji do
                                                    Paryża z ziem dookolnych Polski.
                                                    Delegacja wschodniopruska prosić miała, aby nie dawano praw głosowania
                                                    przybyszom z Niemiec, którzy o tej ziemi zapomnieli, którzy do niej nie wrócą.
                                                    Wściekłość Niemców nie miała granic. Nasłano Lice prowokatorów, bandy
                                                    Grenzschutzu, więziono i dopiero na interwencję wypuszczano. Wówczas
                                                    postanowiono radykalnie się z nim rozprawić."
                                                    Dalsza część o Lince znajdziecie w tym watku

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=45903796
                                                  • rita100 Re: Przestępczośc na Mazurach 12.10.06, 21:41
                                                    Niemcy upewniają, że przestępczość na Mazurach jest o wiele większa, przy czym
                                                    specyficzne przestępstwa Mazurów to krzywoprzysięstwo, podpalanie i trucie
                                                    starych ludzi. Arszenik nawet nazywa się w potocznej gwarze
                                                    mazurskiej "proszkiem starych ludzi".
                                                    Krzywoprzysięgając, Mazur brał za pazuchę żywą żabę, wierząc, że to na nią
                                                    spadnie grzech.
                                                    Idąc ulicami miasteczek, ciagle natrafiałem na plakaty, obwieszczające nagrody
                                                    za ujęcie podpalaczy. Po chałupach skarżyli się starzy ludzie, że dzieci tak
                                                    egoistycznie urządziły pożar celem pobrania premii asekuracyjnej, że ich nie
                                                    uprzedziły i zgorzał im cały sprzęt, który nie był asekurowany.
                                                  • rita100 Re:Pieniactwo Mazurów 12.10.06, 21:42
                                                    Jest też wśród tego ciemnego ludu w najwyższym stopniu rozwinięte pieniactwo.
                                                    Jak nie było chcałupy, w ktorej nie opowiadano by o Kłobuku, tak nie było
                                                    chałupy, w której gospodarze nie byli by uwikłani w niesłychane nużące,
                                                    przewlekłe procesy sąsiedzkie o rzeczy błahe nie do wiary: o 'beleidunki'
                                                    (brazy), o jakiś rów, rozgraniczający gospodarstwa, o stary łańcuch od studni,
                                                    o niedostateczny procent tłuszczu w mleku wydzielanym dożywociarzom. Wymieniam
                                                    procesy, na które sam się natknąłem; wszystkie one trwały od lat, z całym
                                                    aparatem apelacji, kasacji, świadków dowodowych, badaniami...
                                                    Zrozpaczeni pieniactwem Niemcy wymyślili mądry urząd. Każda sprawa tego typu
                                                    musiała być najpierw rozpatrywana u sędziego rozjemczego, kóry był w każdej
                                                    wsi. Człowiek ten wybrany zarabiał na tym pieniactwie.
                                                    Warto jednak popatrzeć tylko na mimikę, na gest, na ogień, jaki bije z oczu
                                                    Olecha, kiedy opowiada o jakimś własnym procesie, ktory toczy od lat, żeby
                                                    zrozumieć całą siłę działania tego pieniaczego nałogu, równie zgubnego jak
                                                    morfina.
                                                  • rita100 Re:Pieniactwo Mazurów 12.10.06, 21:42
                                                    Przegląda akta i oto jakie sprawy w nich znajduję:
                                                    - Lipkowie skarżyli Gusków, że ci 'czarzyli', a to przez to, że w sianie
                                                    znaleźli podrzucone ludzkie ekskrementy. I zaraz im się bydło nie wiedło.
                                                    - Sadowski w karczmie mówił, że Brzózka obcinał w karczmie koniom ogony 'po sam
                                                    krempeć' i przedawał jednemu 'żydoziu' w Rozogach.
                                                    - Michała Berkała skarżył Gustaw Berkał, ze powiedział: "Ty piekielny parobku,
                                                    jak cię tym kneblem (kijem) zgrzebnę, to nie wstaniesz."
                                                    Michał Barkał broni się, ze Gustaw zaaplikował taki akt strzelisty: "Wczoraj
                                                    grzmiało, a gdyby jutro grzmiało, to niech cię piorun trafi w twój chciwy
                                                    bebech."
                                                  • rita100 Re:Stypa Mazurów 12.10.06, 21:44
                                                    Jechałem kiedyś z urzędnikiem jednego ze starostw mazurskich. Opowiadał mi, ze
                                                    u Mazurów istnieje zwyczaj wyprawiania stypy, połączonej z tańcami, zanim cialo
                                                    wyniesiono. Wiedziałem , że mowi prawdę, bo czytałem o tym obyczaju.
                                                    Otóż nowo przybyły z głebi Niemiec starosta gorszył się tymi makabrycznymi
                                                    tanami.
                                                    "Jak mogliście tańczyć, czyż wam to nie przeszkadzało, ze trup był w tej samej
                                                    izbie ? - pytał przy swoim objeździe w jednej ze wsi.
                                                    "A toć zrazu rychtycnie nie sło - odpowiedzieli dobrodusznie Mazurzy - ale
                                                    potem to my postawili na śtorc, to tam wiela nie wadził".
                                                  • rita100 Re:Czy Mazurzy są źli z gruntu ? 12.10.06, 21:45
                                                    Jeśli wierzyć ich znawcy Mrongowiuszowi to 'największa część tych ludzi posiada
                                                    dobrą naturę, która sama przez się łatwo się naprawia, byle tylko nałogowem
                                                    krwi puszczaniem lub pijaństwem i wszeteczństwem albo cielesnymi grzechami nie
                                                    była nadpsuta.'
                                                    Poszukując tej natury, ktora sama przez się łatwo się naprawia pójdziemy
                                                    jeszcze w najgłebszy las tych dusz.
                                                    Do widzeń Mazurów, do ich proroctw.
                                                    Ale w tym momencie zapraszam do książki.
                                                  • tralala33 Re:Stypa Mazurów 12.10.06, 21:47
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Jechałem kiedyś z urzędnikiem jednego ze starostw mazurskich. Opowiadał mi,
                                                    ze
                                                    > u Mazurów istnieje zwyczaj wyprawiania stypy, połączonej z tańcami, zanim
                                                    cialo
                                                    >
                                                    > wyniesiono. Wiedziałem , że mowi prawdę, bo czytałem o tym obyczaju.
                                                    > Otóż nowo przybyły z głebi Niemiec starosta gorszył się tymi makabrycznymi
                                                    > tanami.
                                                    > "Jak mogliście tańczyć, czyż wam to nie przeszkadzało, ze trup był w tej
                                                    samej
                                                    > izbie ? - pytał przy swoim objeździe w jednej ze wsi.
                                                    > "A toć zrazu rychtycnie nie sło - odpowiedzieli dobrodusznie Mazurzy - ale
                                                    > potem to my postawili na śtorc, to tam wiela nie wadził".
                                                    Taka sama scena jest w książce Kirsta 'Wilki'! Czy to możliwe, że Kirst czytał
                                                    Wańkowicza, czy też ten zwyczaj faktycznie był tak rozpowszechniony?
                                                  • rita100 Re:Stypa Mazurów 13.10.06, 20:12
                                                    To dowód , że tak Kirst jak i Wankowicz mówili prawdę. Jestem ciekaw czy teraz
                                                    Niemcy tez tak zwiedzają krainę jak Wańkowicz ?
                                                  • tralala33 Re:Pieniactwo Mazurów 12.10.06, 21:45
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Przegląda akta i oto jakie sprawy w nich znajduję:
                                                    > - Lipkowie skarżyli Gusków, że ci 'czarzyli', a to przez to, że w sianie
                                                    > znaleźli podrzucone ludzkie ekskrementy. I zaraz im się bydło nie wiedło.
                                                    > - Sadowski w karczmie mówił, że Brzózka obcinał w karczmie koniom ogony 'po
                                                    sam
                                                    >
                                                    > krempeć' i przedawał jednemu 'żydoziu' w Rozogach.
                                                    > - Michała Berkała skarżył Gustaw Berkał, ze powiedział: "Ty piekielny
                                                    parobku,
                                                    > jak cię tym kneblem (kijem) zgrzebnę, to nie wstaniesz."
                                                    > Michał Barkał broni się, ze Gustaw zaaplikował taki akt strzelisty: "Wczoraj
                                                    > grzmiało, a gdyby jutro grzmiało, to niech cię piorun trafi w twój chciwy
                                                    > bebech."

                                                    To sia w sondzie ze bełki ze śniechu trzymali smile))
                                                  • rita100 Re: Teraz sprawa Zientary 13.10.06, 20:13
                                                    Teraz dojeżdzamy do krytego słomą domku Zientary w Leleskach.
                                                    Stary Zientara, do którego chałupy wchodzimy był współtowarzyszem zamordowanego
                                                    Linki. Linka był ewangielikiem, Zientara jest katolikiem, ale wspólnie
                                                    pracowali dla sprawy polskiej i wspólny ich los spotkał.
                                                    W Szczytnie, kiedy w hotelu "Germania" Linkę wyciągnięto z wiecu i zatłuczono
                                                    pałkami, w krwawe ręce tłumu niemieckiego dostał się również Zientara.
                                                    Rozjuszony tłum rwał żerdzie z płotu. Jeden mu wbił łatę z gwoździem w kark,
                                                    drugi wyrżnął kołem w twarz, trzeci szuflą rozciął głowę. Bezwładnego dobrzy
                                                    ludzie przyciągnęli na ławeczkę stojącą podle ulicy. Siedział na niej, krew z
                                                    niego płynęła. Dwa miesiące następnie w domu leżał.
                                                    Lata, ktore przyszły były długim szeregiem szykan.
                                                    A mimo to, kiedy w 1933r poszedła Zientara do wyborów, do wyborów przegranych i
                                                    beznadziejnych, i tak donkiszockich.
                                                  • rita100 Re: Teraz sprawa Zientary 13.10.06, 20:14
                                                    Zientara szedł tą rozmytą koleiną gliniastej drogi, którąsmy tu dobrneli - do
                                                    lokalu wyborczego.
                                                    A w lokalu wyborczym przygotowali dwie kupki kopert. A okazało się, ze koperty,
                                                    które podsuwano Zientarom, były bez stempla - żeby je potem można unieważnić.
                                                    Willi, syn vorsitzendera, kazał Francowi, synowi Zientary, kopertę trzymać -
                                                    aby nie zobaczył oszustwa. Córka Zientary wzięła kopertę ale do głosowania nie
                                                    doszło, więc opuściła lokal. Członkowie komisji ze strachem za nią wybiegli, bo
                                                    koperta była dowodem. Kiedy zobaczyli , że dziewczyna kopertę wyrzuciła
                                                    odetchneli z ulgą. Na czas liczenia kopert paru Niemców wzieło Franca na piwo.
                                                    Stary Zientara, uparty i zjadliwy Mazur z gatunku pieniaczy i nieustępliwców,
                                                    doniósł Związkowi Polaków.
                                                    Związek zwłóczył. Dopiero po czterech tygodniach napisał protokół i zaskarżył
                                                    wybory. Sąd umorzył skargę, a natomiast wójtowi Centkowi, ktory był
                                                    przewodniczącym komisji wyborczej, kazano zaskarżyć Zientarę o potwarz i
                                                    fałszywe oskarżenie."

                                                    I tak zacznie się nowa historia życia Zientary.
                                                  • rita100 Re: Teraz sprawa Zientary 13.10.06, 20:15
                                                    Centek wystąpił. Ksiądz ich wzywał, namawiał, by się nie prawowali
                                                    o "beleidunek".
                                                    "Zientara, podajcie Centkowi ręka.."
                                                    "Nie..."
                                                    Nadszedł dzień sądu.
                                                    - Wleźlim na sąd - opowiada Zientara - ja wprzod, Joachim, najmłodszy syn, na
                                                    ostatku. A on ma zawdy takom śmiejoncom gębe. To sędzia jak krzyknie: "Rraus
                                                    aus der Stube!..." Czuję , ze bedzie źle....
                                                    Sąsiad Gromki, com tyle dobrego zrobił, to teraz, widzę, stanął świadczyć
                                                    przeciwko mnie.
                                                    Nie miałem adwokata. Nie gadałem nic. Jenom się modlił. Świadków nie miałem
                                                    zadnych - jeno swoje dzieci; ale one był własnie sądzone.
                                                    Sędzie przysięgłe wydały wyrok: mnie dali 14 dni, Francowi sześć tygodni,
                                                    Karolinie, Antosiowi, Joachimowi - po cztery tygodnie.
                                                    Wróciliśmy do domu. Dopirożś nam doskwarzyli ! Ogłosić kazali wyrok w trzech
                                                    cejtungach. Dziewczynę zwolnili ze służby w Olsztynie, syna też. Dzieci
                                                    mazurskie biegały za nami i rzucały grudkami.. Sąsiedzi nie wpuszczali nas do
                                                    siebie.
                                                    Zelżony, pozbawiony opieki i obrony Zientara-Don Kichot poszedł wreszcie
                                                    odsiadywać wraz z całą rodziną zbrodnię "beleidunku", którym obraził machinację
                                                    Centka.
                                                  • rita100 Re: majątek Donimirskich 17.10.06, 20:33
                                                    A co u Wańkowicza słychać ?
                                                    Wańkowicz dalej pisze tak:
                                                    "Siostra mojego ojca wyszła za Świackiego z Bielicy, a sym ich Karol ośenił się
                                                    z panną Donimirską z Łysomic na Pomorzu. A ci Donimirscy mają krewniaków
                                                    Donimirskich w ziemi malborskiej. Nie wiem ja dobrze: ani gdzie to, ani jak to,
                                                    ale powód i okazja mocna do odwiedzin.
                                                    Jedziemy z Olsztyna do Kwidzyna z dwukrotnym przesiadaniem. W konsulacie
                                                    polskim dowiadujemy się, gdzie mamy jechać własciwie. Koleją dwadzieścia minut
                                                    i od Sztumu końmi, dziesięć kilometrów do Ramz, majątku p.Donimirskiego.
                                                    (...)
                                                    W szklanych drzwiach, wiodących z obszernego hallu do pokoi gościnnych na
                                                    pierwszym piętrze, wymalowany jest herb Donimirskich, w saloniku, w ktorym
                                                    zasiadamy z gospodarzami, stoi już omszała butelczyna węgrzyna.
                                                    Nalewamy po pierwszym i poczynamy dyskurs.
                                                    Tak tedy wiem niebawem , że praprapraprzodek Donimirskich wabi się Niałek i
                                                    rezydował pod Chociebużem. Niałki pieczętowali się herbem Jeleń.
                                                  • rita100 Re: majątek Donimirskich 17.10.06, 20:34
                                                    Pan Donimirski mowi:
                                                    - Niałkowie prali, ich prali, dosyć że w czasie wojen domowych jeden z nich
                                                    musiał wyemigrować na Śląsk, gdzie posiadał dobra Brochwicz. Część tych
                                                    Brochwiczow zniemczyła się - rozmawiałem o tym z dowódcą O.K. Prus Wschodnich,
                                                    gen. von. Brauchitsch - zaś nasz Brochwicz zaciągnął się na służbę do
                                                    Krzyżaków, a gdy w perypetiach z Kazimierzem Jagiellończykiem w wieku XV
                                                    Krzyżacy zalegli z żołdem, otrzymali Brochwicze pod Kartuzami dobra Donimierz,
                                                    liczące 18 000 morgów.
                                                    Bóg jakoś błogosławił i niebawem ród Donimirskich rozrósł się na Malboreję,
                                                    władając Górkami, Zajezierzem, Buchwałdem, Czerninem, Cygusami, Ramzami.

                                                    A więc na obszarze całych Prus Wschodnich jedyna ziemiańska rodzina polska i
                                                    szlachecka - to Donimirscy.
                                                  • tralala33 Re: majątek Donimirskich 17.10.06, 21:00
                                                    A jedna z panien Donimirskiech, Helena (po mężu Szymerowa) napisała wspomnienia
                                                    o swojej rodzinie "Był taki świat..." (Halina Donimirska-Szymerowa Wydawnictwo:
                                                    Cyklady, 2003). Po wojnie zamieszkała w Olsztynie, dużo pisze o pierwszych
                                                    powojennych latach w naszym mieście - dla mnie był to oczywiście najciekwaszy
                                                    rodział jej książki, choć przedwojenne losy jej rodziny też są bardzo
                                                    interesujące.

                                                  • rita100 Re: majątek Donimirskich 17.10.06, 21:20
                                                    Jekby tu poziedzieć, to nie jidzie wszystkich ksióżek pocytac - zycia brak smile
                                                    Może kiedy. A ło Donimisrskich eszcze bandziem wspomninać u Wańkowicza.
                                                  • rita100 Re: majątek Donimirskich 18.10.06, 21:03
                                                    "Pan Kazimierz Donimirski poczuwa się do obowiązków obywatelskich i przez czas
                                                    długi był prezesem Związku Polaków Ziemi Malborskiej. Jako taki przetrwał
                                                    plebiscyt i ciężkie późniejsze chwile.
                                                    Tak sie wówczas złożyło, ze rozkaz pobicia Donimirskiego przez bojówki
                                                    hitlerowskie zgubiła sztafeta rowerowa, znalazł jakiś komunista i dostarczył
                                                    Polakom."
                                                    Wańkowicz bardzo długo i przyjacielsko rozmawiał z p. Donimirskim, a przytoczę
                                                    teraz fajny kónsek ło wiejskich obrządkach, bo i ło nich sobie rozprawiali.
                                                  • rita100 Re: Wiejskie obrządki 18.10.06, 21:04
                                                    Wiejskie obrządki
                                                    A oto jak wspaniale opisał Wańkowicz wiejski obrzadek, opierajac sie na
                                                    opowiadaniu Donimirskiego. Brak słów, nie wiem czy ktoś lepiej i szczegółowo
                                                    opisał by to, uwzględniając , każde rodzaj drzewa i różnorodnośc grup ludzi
                                                    wiejskich.

                                                    "Dwa są wiejskie obrządki, których połączenie daje człowiekowi pełny spokój
                                                    duchowy: to jest nabożeństwo we własnej parafii i objad. Oba te obrządki należy
                                                    umieć celebrować, aby szły ku pożytkowi duszy i ciała. Obrządek kościelny nie
                                                    ogranicza się do wysłuchania mszy. Przed nią i po niej idzie skomplikowany
                                                    szereg czynności, poczyniając od wysunięcia nogi z powozu, poprzez rozpostarcie
                                                    się w kolatorskiej ławce, pogaduszkę w plebanii oddzielnie, a pod każdym
                                                    drzewkiem na cmentarzu oddzielnie, przy czym pod dębuszkiem jeszcze sie mówi z
                                                    sąsiadami, pod klonem ze stateczniejszymi gospodarzami, na nie ocienionej
                                                    spiece z drobiazgiem ludzkim, a już za ogrodzeniem koscielnym, włażąc do
                                                    powozu, z miejscowym Żydkiem. Po czym się buja człowiek na resorach po tych
                                                    dołkach, od króla Ćwieczka znajomych, i przygotowuje się do spokojnego
                                                    trawienia.
                                                    Osiąga się to w ten sposób, ze do koscioła, póki się jedzie nie przez swoje
                                                    ziemie, patrzy się i wydziwia na "położone' albo podmokłe zboże sąsiadów, a na
                                                    kilkaset metrów przed swoimi polami zapada sie w błogą przedobiednią drzemkę."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Wiejskie obrządki 18.10.06, 21:05
                                                    "Objadek najlepiej się trawi, jeśli Bóg zdarzył goscia, a gościa najlepiej się
                                                    trawi, jeśli go przyprawić sokiem grzeczności. A jakoże grzeczność najlepiej
                                                    okazać, jak nie uczciwszy gościa miłego przemową.
                                                    Przemowa musi być, choć ty siadłszy płacz. Miałem takiego stryja jąkałę i nie-
                                                    Demostenesa. Ów, gdy mu kilkadziesiąt osób gości w dom zjechało, wśród krórych
                                                    najgodniejsza matrona pochodziła z majątku nad Ikwą, przy stole począł orację w
                                                    ten sposób:
                                                    - Ży-y-yła nniewia-a-a-sta nnad brze-brze-brze-gami I-i-i-i-i-
                                                    - Ikwy - pomagaliśmy mu z miejsca.
                                                    - I-i-i-i...- kark stryjaszka dobrodzieja zrobił się purpurowy
                                                    Zrobiliśmy huczek, calowanie z kielszkami rączek; obrządkowi stało się zadość -
                                                    oracja została wypowiadziana.
                                                    Pan Kazimierz Donimirski jest doskonałym mowcą, wyrobionym działaczem
                                                    społecznym, który w zyciu piastował najprzeróżniejsze i najpoważniejsze
                                                    mandaty. Ale tradycja panie dobrodzieju, tradycją, czułem więc już, jak tylko
                                                    dano homary, ze mówka jest murowana.
                                                    Jest jedna dobra strona tych mówek: nie mówi sie ich na glodny brzuch i bez
                                                    uprzedniego podlania."

                                                    Nie koniec panie dobrodziejku z naszym Kazimierzem Donimirskim. Wańkowicz tak
                                                    bardzo go polubił i te tradycyjną mówkę z podlaniem, że odwazajemnił się za
                                                    taką wspaniałą gościność, oracją w przysłany liście dziękczynnym, ktory pozwolę
                                                    sobie ku uciesze duchowej przekazać.
                                                  • rita100 Re: pan Kazimierz Donimirski 19.10.06, 20:41
                                                    "Otar wąsy pan Kazimierz Donimirski, powstał i tak oto rzecz zagaił:
                                                    - Kiedy przed paru tygodniami bawił w moim domu pan konsul Rogalski, dała znać
                                                    służba, ze do komina wleciał rój pszczół. Zapytywany, co by to znaczyć mogło,
                                                    odrzekł przedstawiciel Rzxeczypospolitej, że znak to niemylny, iż dom moj
                                                    spotka zaszczyt zgoła nieoczekiwany. I istotnie tak się stało. Oto
                                                    przyjechał ..."
                                                    Ehe - dalej nie dowiecie się, kto przyjechał.
                                                    Teraz gdy pisze te słowa, widzę doskonale, raz jeszcze dwór w Ramzach. I Pana,
                                                    Panie Kazimierzu, jak wygłasza Pan orację do gościa przybyłego z kraju.
                                                    Zapominam o moich czytelnikach i poczynam pisać list do Ciebie, nie, nie list -
                                                    wstaję i odpowiadam Ci na Twój toast.
                                                    A odpowiadam tak:
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: pan Kazimierz Donimirski 19.10.06, 20:42
                                                    - Czcigodni Państwo ! Niech mi wolno bedzie imieniem moim i córeczki mojej - co
                                                    mowię ! - imieniem tych tysięcy moich czytelników, podziekować za goscinę,
                                                    którą znaleźliśmy w starym domu ramzeńskim. Przybyliśmy do Was z ziemi dalekiej
                                                    i zabranej, poprzez Polskę wolną i około swego dnia krzątliwą, na ziemię, ktora
                                                    szumi polskim klosem, ale pobudowane ma niemieckie bastiony ; na ziemię, w
                                                    ktorej nas witają 'pochwalonym', ale pomykają trwożliwie wzrokiem.
                                                    Przyjechaliśmy, przerąbując się przez wały zmartwiałego ludu, skostniałego w
                                                    prusackiej skorupie. Przedrylowaliśmy tę ziemię ze wschodu na zachód, z puszcz
                                                    między wasze zielone wzgorza, znad jezior, aż tu, pod wieczną granicę Wisły.
                                                    Nie wiemy jeszcze, kiedy wrócimy do siebie. Wiemy, ze jeszcze najcięższe sprawy
                                                    tej tu ziemi są przed nami. Więc żeście nas przyjęli i ogrzali, zescie dali
                                                    odpocząć, nim dalej pójdziemy, niech mi wolno bedzie podziękować i za siebie, i
                                                    za tych, dla ktorych zbieramy polskie ziarna po tej popękanej ziemi
                                                    krzyżackiego Czarnego Krzyża."

                                                    Podlejmy tą piękną oracje Wańkowicza.
                                                    Zrobimy huczek, całowanie z kieliszkami rączek - obrządkowi stało sie zadość -
                                                    oracja w naszym imieniu została wypowiedziana smile
                                                  • rita100 Re: pan Kazimierz Donimirski 20.10.06, 22:22
                                                    A tak Samulowski psisał :

                                                    Marsz, marsz, wiarusy !
                                                    Z Bogiem w sercu i duszy.
                                                    Glosujmy na swojego:
                                                    Na Donimirskiego !
                                                    1893r

                                                    Chodzi tu o Henryka Donimirskiego (1844-1918) z Zajezierza, który w 1893 r
                                                    został posłem do Parlamentu Rzeszy.
                                                  • rita100 Re: "Krwawiąca granica" 23.10.06, 20:27
                                                    "Krwawiąca granica"
                                                    Jako motto tego rozdziału Wańkowicz podaje ten czterowiersz:

                                                    Westpreussen sitzt, eine trauernde Magd
                                                    Auf Ufer der Weichsel und weint.
                                                    Mein Graudenz, mein Dirschau, mein Danzigm o sag !
                                                    Wenn werden wir wieder wereint ?

                                                    Prusy Wschodnie, żałosna dziewica, siedzi nad brzegiem Wisły i łka: "O mój
                                                    Grudziądzu, mój Tczewie, moj Gdańsku - kiedyż złączymy się znów ?"

                                                    U ludności zaś polskiej na Warmii jest piosenka:

                                                    Tam za Zisło, w łokolicy
                                                    Psiankno dolina,
                                                    Tam siedziała i płakała
                                                    Polsko grafina.

                                                    W cianiu drzewa zielonego
                                                    Łodpoczywała,
                                                    Psiośnka smutno i żałobno
                                                    Sobzie spsiewała:

                                                    Łojciec wzianty jest na Sybir
                                                    Cara ruskiego,
                                                    Bracia w wojnie zaginęli
                                                    Za wolność drogo.

                                                    A ja bziedna sama jedna
                                                    W mam lichem stanie,
                                                    Gdzież to znajde dla mnie mniejsce
                                                    I me schrónianie ?

                                                    Widzimy, że 'psiankno dolina za Zisło', do ktorej tak tęsknili niemieccy
                                                    koloniści w Iznotach, jest wielką atrakcją dla obu narodów, co jeszcze więcej
                                                    widać w dziejach niż w pieśni.
                                                  • tralala33 Re: "Krwawiąca granica" 23.10.06, 20:45
                                                    Fejniuchna ta psiosenka. Dom jo do kóntka warnijskiego, można?
                                                  • rita100 Re: "Krwawiąca granica" - pytanie 24.10.06, 20:16
                                                    Dobra Tralala, dzianki


                                                    "Wybierając się na objazd tej osławionej "krwawej granicy", zaczynamy
                                                    pielgrzymkę od Malborka, którego masyw goreje nad tą równiną wiślaną jak wielki
                                                    znak dziejowego memento.
                                                    Z daleka już wita nas przestara, wysoka na 25 stóp fugura Matki Boskiej,
                                                    polichromowana stiukowa rzeźba, wykładana kawałkami szkła i napuszczona róznymi
                                                    kolorowymi pastami - niesamowita. Ten idol już w 1410 r płoszył wojowników
                                                    Jagiełły. Według Niemców jest to keine weibliche Madonna, według Polaków, że
                                                    zacytuję Srokowskiego, " po prostu potwór, rodzaj szyldu bojowego, wystawiony
                                                    ponad mury zamczyska".
                                                    ---
                                                    Przykro mi , nic o tym nie słyszałam , jakie sa dalsze dzieje tego pomnika ? W
                                                    cyklu zamków krzyżackich chyba nic o tym nie mówili, albom bardzo nieuważnie
                                                    słuchałam opowieści zamkowych.
                                                  • tralala33 Re: "Krwawiąca granica" - pytanie 24.10.06, 21:21
                                                    No to ja przyznam się bez bicia, że jeszcze nigdy, przenigdy nie byłam w
                                                    Malborku. Przejeżdżałam obok dziesiątki jak nie setki razy, zawsze patrzę sobie
                                                    z okna pociągu na zamek ale jeszcze nigdy nie wysiadłam, żeby go zwiedzić.
                                                    Kożden rychtyczny poznańczyk poziedziałby 'ale poruta' sad
                                                    No banda szukać co to buła za figura Madonny.
                                                  • rita100 Re: "Krwawiąca granica" - pytanie 24.10.06, 21:30
                                                    To tak jok jó, psiyrszy roz słysze ło takiej figurce.
                                                  • fedar Re: "Krwawiąca granica" - pytanie 24.10.06, 22:25
                                                    "Wydzieloną częścią, pozostającą jednak elementem składowym zamku konwentualnego, był kościół. Stanowił wspaniały przykład połączenia ideologii religijnej ze śmiałymi rozwiązaniami architektonicznymi. Był to reprezentacyjny kościół państwa zakonnego w Prusach. Od XIV wieku do dnia dzisiejszego można go wyraźnie wyróżnić w zabudowie wschodniej ściany zamku. Efekt podkreślała 8 metrowa rzeźba Madonny z dzieciątkiem, patronki Zakonu (zniszczona w trakcie działań wojennych w 1945 roku i do dziś nie odbudowana)."

                                                    Z historii zamku (okres 1330-1334)
                                                    www.zamek.malbork.com.pl/index.php?m=01&p=01
                                                  • rita100 Re: "Krwawiąca granica" - pytanie 25.10.06, 20:18
                                                    dzianki, dzianki Fedar, łuz prazie końcymy, wszcze pare tematów i bandzie
                                                    ksójżka przerobziona smile

                                                    "W tym to Malborku król Batory odprawuje nad Gdańszczany sądy w 1575r.
                                                    Tutaj gości w 1593 roku Zygmunt III z małzonką.
                                                    Jan III, zwiedzajac tereny powodziowe, tutaj mieszka w 1673r.
                                                    Tu w 1698r przebywa August II, tu przez cztery miesiące mieszka w 1708 r. krol
                                                    Leszczyński, tu wreszcie w 1807r wkraczają polskie wiarusy wraz z Napoleonem.
                                                    Ale obecny Malbork jest wypucowany doszczętnie zw wszystkich wspominków
                                                    historycznych.

                                                    "Kto wieczorem na pograniczu układa się spać, nigdy nie wie, czy nie rozbudzi
                                                    się w pętach albo z ostrzem miecza na gardzieli."
                                                    Henryk Sienkiewicz 'Krzyżacy'

                                                    "Dwie są potęgi na świecie, oczom ludzkości nie objawione tak dobrze jak nam
                                                    Polakom. To Rosja i Niemcy. Rosja, bo daleko leży. Niemcy - bo ich drapieżność
                                                    głównie nasila się na naszej granicy"
                                                    Melchior Wańkowicz 'Na tropach Smętka'
                                                  • rita100 Re: Twierdze niemczyzny 26.10.06, 20:45
                                                    Siedzi jesiotr w ganku
                                                    W lelujowym wianku,
                                                    A mu jego jesiotrzęta
                                                    Musim skakać, niebożęta,
                                                    Obkoło niego....

                                                    (Mazurska piosenka ludowa)

                                                    "Jest pod Szczytnem miejscowość Jabłonka - siedziba niemieckiego uniwersytetu
                                                    ludowego. Pojechałem tam niewiele myśląc. Był to krok nieroztropny i
                                                    beznadziejny. Jablonkowski uniwersytet jest kuźnią germanizacji. Cóż może być
                                                    za rozmowa z polskim dziennikarzem ? Ale jeśli "Angriff" mógł mi proponować
                                                    artykuł na temat Ein Pole erlebt Ostpreussen, to ja mogę dyrektorowi tego
                                                    zakładu zaproponować wywiad. Jak przyjaźń to przyjaźń. Niepradwa ? smile"

                                                    No i tak Wańkowicz podjechał pod szkołę, opis szkoły i wnętrza zostawię
                                                    ciekawym czytelnikom w książce, a jest co czytać i powiem szybciutko co
                                                    dyrektor zakładu udawał bardzo zapracowanego i nie miał czasu na wywiad. Żona
                                                    dyrektora odprowadza Wańkowicza grzecznie do auta.
                                                    Wańkowicz idzie sobie calkiem spokojnie również na objad w Szczytnie , a po
                                                    drodze spotyka zmotoryzowanych Cyganów. Ogląda ich , przypatruje się im i nagle
                                                    do niego podchodzi jakaś utleniona Gretchen, z kaczym noskiem, ale ubrana
                                                    nadzwyczaj starannie i zaczyna prowokować do wspólnej rozmowy.
                                                    A dialog ten tak Wańkowicz przedstawia:
                                                    "Niemiecka dama niesłychanie i niezdarnie interesuje się moją skromną osobą. A
                                                    co robię , a gdzie jadę, a u kogo w Olsztynie mieszkam, a z kim w Szczytnie
                                                    przestaję, a na jakiej ulicy w Warszawie mieszkam.
                                                    Mówię, że na Szczebrzeszyńskiej, i mam rzetelną uciechę, widząc, jak Niemeczka
                                                    mocuje się z tym piekielnym słowem, jak stara się zapamiętać, jak pyta, co to
                                                    znaczy po polsku.
                                                    - No, cóż znaczy ? Miasto tak się nazywa - Szczebrzeszyn..
                                                    Na Niemeczkę poty biją. Widać ma instrukcję, aby wybadać mnie niepostrzeżenie.
                                                    - A może to leży koło jakiegoś innego miasta - pyta mdlejącym głosem.
                                                    - Naturalnie - oświadczam z miłą gotowością - w Polsce miasta są gęsto
                                                    rozsiane. Szczebrzeszyn lezy między Brzmichrząszczem, Trzypstreprzepiem i
                                                    Pietrzewieprzepieprzem.
                                                    Jestem stary koń. A takiej uciechy nie miałem nawet wtedy, kiedyśmy łacinnikowi
                                                    posypali tabake i stary straszliwie krzyczał i raz po raz kichał.
                                                    Niemeczka widać zrezygnowała z subtelności wszelkich i na papierowej serwetce
                                                    zapisuje: Schtschepscheschynnstrasse 3.
                                                    I znowu sytuacja jest jasna. I znowu wszak wzrok się krzyżuje.
                                                    - Muszę iść, mamusia niepokoić się bedzie.
                                                    Ach, ty wydro ! Widziałem dziś tę twoją mamusię z wąsami, z brzuszkiem i w
                                                    cwikierze na tarasie uniwersytetu jabłonkowskiego.
                                                  • rita100 Re: Twierdze niemczyzny 26.10.06, 20:47
                                                    "Człowiek tu musi bez ustanku podnosić rękę, w hitlerowskim powitaniu, mówić
                                                    Heil, mowić Mahlzeit.
                                                    - Ba - odpowiedział jeden z Polaków - teraz to wy podnosicie jedną, ale wkrótce
                                                    bedziecie podnosić obie rece.
                                                    - Kiedy ?
                                                    - Jak polskie wojska przyjdą.
                                                    Nie dodał wprawdzie Zahlen, ale i tak otrzymał trzy miesiące paki.

                                                    inny przykład:

                                                    Pewna Mazurka przyszła do urzędu, rozdającego bezpłatnie węgiel najbiedniejszej
                                                    ludniści, i prosi o dwadzieścia kilo.
                                                    " A co jest z niemieckim pozdrowieniem ?" - pyta po niemiecku urzędnik
                                                    zgorszony, ze go starowinka przywitała jakąś 'pochwalonką'.
                                                    "A to proszę tego też dać dwadzieścia kilo" - odpowiada skwapliwie babina.
                                                  • rita100 Re: Dr Obitz 27.10.06, 20:32
                                                    Urodził się pod Węgoborkiem, tam gdzie nikt po polsku nie mówił. Nie mowił też
                                                    po polsku ani ojciec ani matka, wywodząca sie z rodziny litewskiej. Aż po lata
                                                    uniwersyteckie nie mówił po polsku. W Berlinie jest redaktorem
                                                    czasopisma "Cech", pismo w języku niemieckim. Coraz częsciej zaczynają się w
                                                    nim pojawiać felietony w gwarze mazurskiej i drukowane szwabachą. Niemcom coraz
                                                    bardziej pismo się nie podoba. Z ten wiersz zamieszczony w 'Cechu' Obitzowi się
                                                    oberwało.

                                                    Im Osten erwacht ja die Sonne
                                                    Aus schimmernden Morgenrot
                                                    ..Vielleicht rewecki Dich Masuren
                                                    Auch einst des Schopiers Gebot.

                                                    czyli Na wschodzie budzi się słońce z świetlistej jutrzenki...może i ciebie
                                                    Mazowsze, kiedyś zbudzi rozkaz Stwórcy.

                                                    Kurt Obitz pseudonim Wasz Przyjaciel, Pogorzelski (urodził się 16 stycznia 1907
                                                    r. w Brzozowie – zmarł 8 sierpnia 1945 r. w Szwecji.), lekarz weterynarii,
                                                    dziennikarz, pracownik naukowy, jeden z najwybitniejszych działaczy mazurskich
                                                    dwudziestolecia międzywojennego, redaktor „Cechu”, organu Związku Mazurów
                                                    (Masurenbund). Było to pismo w języku niemieckim. Ukazywało się w latach 1928-
                                                    1932. Wzywało Mazurów, by pamiętali o swoim polskim pochodzeniu, czcili
                                                    tradycje ojczyste oraz zachowywali odrębność kulturalną.
                                                  • rita100 Re: Kąt burz 27.10.06, 20:33
                                                    Na zakończenie ksiązki Melchiora Wańkowicza "Na tropach Smętka" wybrałam taki
                                                    cytat z rodziału 'Wetterwinkel" czyli 'Kąt burz':

                                                    "Historia Prus Wschodnich - to walka. Walka stworzyła Wschodnio-Prusaków,
                                                    ukształtowała ich duchowość, która jest rdzeniem istotnej pruskowości."

                                                    Nadprezydent prowincji Prus Wschodnich
                                                  • tralala33 Re: Kąt burz 27.10.06, 20:56
                                                    To już koniec książkie? Szkoda - teraz trzeba będzie sięgnąć po papierowe
                                                    wydanie i powolutku sobie jeszcze raz poczytać.
                                                    A jak się bazywał ten nadprezydent Prus? Czy to nie ten sam, który potem resztę
                                                    życia spędził w barczewskim więzieniu?
                                                  • rita100 Re: Zakóńczenie 27.10.06, 21:05
                                                    Nie ziem , jek sia nazywał ?

                                                    Eszcze pozostał tymat św. Wojciecha i Tanannbergu, ale to łosobne tematy bandó.
                                                  • rita100 Re: Zakóńczenie 27.10.06, 21:08
                                                    Tralala, a może nie robzić łosobnych tematów tlo ciągnąć dalej , wątek nie jest
                                                    taki długi , a wszystko bedzie razem, choc Tanannberg to długi temat.
                                                  • tralala33 Re: Zakóńczenie 27.10.06, 21:09
                                                    Czyli jeszcze nie koniec smile))
                                                  • rita100 Re: Eszcze ni 01.11.06, 17:16
                                                    Eszcze ni, bo łostały dwa tymaty ło św. Wojciechu, no możem to zamnieśćić tu,
                                                    ale ło Tanannbergu to trza chyba jinny temat. A może dalej ciagnąć - taka
                                                    jestem niepewna co zrobzić ? Potrzebuje twardej decyzji.
                                                  • tralala33 Re: Eszcze ni 01.11.06, 20:21
                                                    Zaro zrobzia nowy kóntek - tak może tamoj dasz Rito to Melchiorowe godanie ło
                                                    Tannenbergu?
                                                  • rita100 Re: Eszcze ni 01.11.06, 20:34
                                                    dobra - a ło ś. Wojciechu dokończym tutaj. Tak bandzie psianknie. To krórkie ,
                                                    a tak świantecznie łukończym Smętka.
                                                  • rita100 Re: Warmia 17.11.06, 21:51
                                                    Warmia

                                                    Pulsuje w słońcu jezior mika,
                                                    gościniec drżący żywym srebrem,
                                                    las się z objęcia trzcin wymyka,
                                                    co pędzlem wodzą po tle niebnym.

                                                    Woda, las, słońce - trzy żywioły,
                                                    które na imię mają Warmija.
                                                    A wczoraj tu krwawiła armija,
                                                    nie owad brzęczał, ale ołów.

                                                    A jeszcze wczoraj w cieniu swatyk
                                                    brunatny Smętek ostrzył pazur
                                                    i trwał uparty w walce Mazur
                                                    mocno wczepiwszy się w te chwasty.

                                                    Dziś woda, słońce, las - trzy struny
                                                    jednym rozbrzmiały się weselem
                                                    i drżą w jeziorach srebne runy
                                                    gościńca, co się w jutro ściele.

                                                    Kazimierz Andrzej Jaworski
                                                    Lublin 1946
                                                  • rita100 Re:Droga Św. Wojciecha 19.11.06, 19:05
                                                    "Przejeżdzamy przez wąską mierzeję na brzeg, ku pełnemu morzu podany. Wysiadamy
                                                    z auta i idziemy drogą piaszczystą w sosnowy las. Na wyniesionej lasu tego
                                                    polanie stoi wielki prosty krzyż, kuty z żelaza. W tym miejscu, w Tenkitach,
                                                    padł pod ciosami pogan, w czasie odprawiania mszy pod dębem, pierwszy męczennik
                                                    słowiański, z czeskiej krwi krolewskiej, z polskiej matki Strzeżysławy,
                                                    Chrobrego druh serdeczny i planów wielkich powiernik, świety Wojciech,
                                                    Adalbertys."

                                                    Tak pisze Wańkowicz w książce "Na tropach Smętka"
                                                  • rita100 Re:Droga Św. Wojciecha 19.11.06, 19:07
                                                    " O świętym Wojciechu niewiele wiedziałem. I dlatego, kiedy patrzyłem na krzyż
                                                    jego pamięci dźwignięty, myślałem o powtarzającym się polskim micie Habdanków,
                                                    micie Ossolińskich, o micie złota, ktore niedbale zostaje upuszczone na bruki
                                                    rzymskie, do skrzyni niemieckiego cesarza, o micie biednej wdowy, której
                                                    pieniądz zaważył, bo symbolizował miłość."

                                                    "Aż kiedy na południu, w Polsce , pęklo przepełnione uczuciami serce narodu w
                                                    powstaniu 1831 r , emigrantka, margrabina Wielopolska, dźwignęła krzyż.
                                                    Krzyż podmyło morze. Był wysoki, z drzewa, jak polskie krzyże, jak
                                                    litewskie 'smutkialisy'.
                                                    Aż przyszedł rok 1897, dziewięćsetna rocznica męczeństwa. Ponieważ więc tak
                                                    wypadało z historycznego rozkładu jazdy, z kolejki "Jubileumsów", przyszły
                                                    pastory i ufundował Zbór ewangielicki jeszcze jeden Denkmal z lanego żelaza,
                                                    uczciwie u jedo nasady pisząc, ze krzyż odlała Giesserei zu Konigsberg in
                                                    Preussen, a pierwotnie go ufundowała Wielopolska.
                                                  • tralala33 Re:Droga Św. Wojciecha 19.11.06, 20:25
                                                    Krzyż żeliwny upamiętnił miejsce śmierci św. Wojciecha, gdy tymczasem wykonane
                                                    z bronzu Drzwi Gnieźnieńskie prezentują sceny z całego życia Adalberta. Na
                                                    prawym skrzydle zobaczymy też scenę śmierci. Tak to Prusowie trafili do
                                                    Gniezna, przynajmniej ikonograficznie:

                                                    galeriaotwarta.nets.pl/drzwi.htm#Motywy
                                                    Lewe skrzydło drzwi pokrywają wyłącznie zdarzenia poprzedzające działalność
                                                    misyjną św. Wojciecha (narodziny syna Sławnika, jego dzieciństwo, młodość,
                                                    działalność biskupią, pobyt w klasztorze św. Aleksego na Awentynie). Na
                                                    skrzydle prawym występują jedynie tematy związane z pobytem św. Wojciecha w
                                                    Polsce (działalność misyjna wśród Bałtów pruskich, śmierć męczeńska, wykupienie
                                                    zwłok i przeniesienie ich do kraju oraz złożenia ciała w Gnieźnie). W wyborze i
                                                    podziale scen, czyli ich tematycznym uporządkowaniu, dostrzegamy wielką troskę
                                                    o wprowadzenie jasnego podziału. Opowiadanie zaczyna się na lewym skrzydle od
                                                    dołu i rozwija do góry przechodząc na prawe skrzydło od góry na dół.


                                                  • gajowy555 Re:Droga Św. Wojciecha 20.11.06, 11:59
                                                    A ja znalazłem inne miejsce śmierci Św. Wojciecha. Poczytajcie, bo warto...

                                                    elblag.2lo.elblag.pl/okolice/swgaj/swgaj.html

                                                  • rita100 Re:Droga Św. Wojciecha 20.11.06, 21:11
                                                    Jo dołoże łostatni łurywek o św. Wojciechu z Wańkowicza.
                                                    A pewno eszcze bandziem rozmawiać , bo stronki ciekawe.

                                                    "Heilige Adalbertus więc jest uczczony lanym krzyżem z żelaza, zakatalogowany i
                                                    mianowany patronem Prus Wschodnich. Daje to złudne gwarancje, ze się ukoi żar
                                                    jedo niespokojnego ducha, ktory przepala dzieje tej krainy, żar tek miłości
                                                    ludzi, stworzenia wszelkiego i Boga, ktory obejmuje wszystko. Że te wspominki
                                                    da się temperować, że tą miłoscią, ślepą, niezrozumianą, szaloną - da się
                                                    popędzić turbiny w młynach, w ktorych się miele Smętkowe ziarno."

                                                    Ciekawe , czy jeszcze ten żelazny krzyż św Wojciecha tam stoi ?
                                                  • tralala33 Re:Droga Św. Wojciecha 20.11.06, 21:15
                                                    Jęsli to ten krzyż, o którym piszą na stronie podanej przez Gajowego - to nie,
                                                    już go nie zobaczymy sad
                                                    "Poprzedni krzyż, postawiony w 1834 r. wynikiem starań hrabiny Elżbiety
                                                    Wielopolskiej, miał napis w języku niemieckim: "Biskup św. Wojciech zmarł tu
                                                    śmiercią męczeńską, niosąc światło chrześcijaństwa". W 1945 r. został
                                                    kompletnie zniszczony przez Rosjan."
                                                  • rita100 Re:Droga Św. Wojciecha 20.11.06, 21:21
                                                    Ło jenu, łoni niszczyli wszystko co było napisane w języku niemieckim, nie
                                                    patrząc na historie.
                                                  • rita100 Re: Bibliografia Wańkowicza 06.12.06, 20:49
                                                    Ponieważ oddaje już książkę "Na tropach Smętka" Wańkowicza, warto spojrzeć do
                                                    jego zródeł, skąd czerpał taką wiedzę:
                                                    Barke Hugon - Skąd pochodzą Mazury ?
                                                    Bielski Włodzimierz - Oto Prusy
                                                    Giertych J - Za północnym kordonem
                                                    Glass Jakub - Mazurzy pruscy w Niemczech powojennych
                                                    Fisahn J - Ostpreussen und Polen
                                                    Gaerte - Vorgeschichte Ostprreussens
                                                    Gryficz Bol - Plebiscyt Wschodniopruski i jego skutki
                                                    Hauser Ernst - Wetter im Osten
                                                    Hein Max Dr - Ostpreussen 700 Jahre deutsches Land 1930
                                                    Jarochowski Karol - Sprawa Kalksteina. Warszawa 1978
                                                    Kage - sprawa nowych fortyfikacji niemieckich na granicy polskiej (Strażnica
                                                    Zachodnia 1927 nr 3
                                                    Kajka Michał - Pieśni Mazurskie
                                                    Kętrzyński W. - O powołaniu Krzyzaków przez Konrada Maz.
                                                    Kostrzewski Józef - Zabytki przedhistoryczne Prus Wschodnich.
                                                    Kurnatowski J - Zagadnienie Prus Wschodniach 1925
                                                    Laskowski Otton Mjr - Grunwald
                                                    Limanowski Bolesław - Mazowsze Pruskie 1925
                                                    Łowmiański H. - Prusy Pogańskie Toruń 1935
                                                    Łubieńska Anna - Moje wspomnienia plebiscytowe.
                                                    Małłek Karol - Jutrznia na Gody
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Bibliografia Wańkowicza 07.12.06, 19:38
                                                    Miegel Agnes - Engelkes Busse
                                                    Noskowicz Mieczysław - Pamiątka z Gietrzwałdu, Poznań 1918
                                                    Pohorecki W. - Mazury w Prusach Wschodnich Sprawy Narodowościowe
                                                    Pol Wincenty - Północny Wschód Europy. Lwów 1876
                                                    Polkowska-Markowska W. - Dzieje Zakonu Dobrzyńskiego
                                                    Proroctwa pustelnika Michała Pieńkowskiego
                                                    Prutenus - Problem Prus Wschodnich w świetle sił przyrody. 1928
                                                    Rajski Ogródeczek, Jan Arndt
                                                    Rogowski Jan - Mazurzy Pruscy 1926
                                                    Romer E. Prof - Polacy na kresach pomorskich i pojeziernych 1919
                                                    Sembrzycki J. - O gwarze Mazurów Pruskich.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Bibliografia Wańkowicza 08.12.06, 21:06
                                                    Skowronneck - Das Masurenbuch - Das Schleichende Gift
                                                    Sławik S. - Dostęp Polski do morza a interesy Prus Wschodnich 1925
                                                    Srokowski Stanisław
                                                    - Z krainy Czarnego Krzyża 1925
                                                    - Jeziora i moczary Prus Wschodnich 1930
                                                    - Prusy Wschodnie - kraj i ludzie 1929
                                                    - Pamiatki polskie w Prusach Wschodnich 1932
                                                    - Rozwój i znaczenie sieci drogowej Prus Wschodnich, Bellona 1930
                                                    - Enklawa Wschodniopruska "Strażnica Zach." 1925
                                                    - Granica Prus Wschodnich Bellona 1933
                                                    - Indywidualność geograficzna Prus Wsch
                                                    - Lasy Wschodnio-Pruskie, Bellona
                                                    Steffen A. - Zbióe polskich pieśni ludowych w Warmii. Poznań 1931 i Nasi poeci
                                                    1935
                                                    Sukertowa Emilia - Mazurzy w Prusach Wschodnich 1927
                                                    - Legendy Mazurskie 1923
                                                    - Polskość Mazowsza Pruskiego 1921
                                                    - Na szlaku Jagiełłowym
                                                    - Zarys piśmiennictwa polskiego na Mazurach Pruskich
                                                    - Przywódcy duchowi Mazurów
                                                    - "Diabeł na Mazurach" Działdowo 1936
                                                    Szymański Adolf Dr - Mazurzy Prus Wschodnich przed zagładą. Poznań 1922
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Bibliografia Wańkowicza 09.12.06, 21:36
                                                    Turkowski T. - Żywioł polski w Prusach Wschodnich i Zachodnich Warszawa 1915
                                                    Weichsel Augustyn Ks. - Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwaldzie, Brunsberga
                                                    1883
                                                    Wiechert Ernst - Heinrich von Plauen 2 tomy
                                                    Zajączkowski Stan Dr - Zarys Dziejów Zakonu Krzyżackiego Toruń 1934

                                                    I ogromna ilość niemieckich pisarzy w niemieckim języku.
                                                  • rita100 Re: Ksiójżka łoddana 11.12.06, 22:00
                                                    I tak łozitałam sia z ksiójżkó, pożyczyłam, trza było łoddać , ale łogromie sia
                                                    lejduje co mowam jó na Forum Warnija - prawie całó. Mym jek Biblioteka. smile
                                                  • fedar Re: Ksiójżka łoddana 22.12.06, 14:13
                                                    Łodzitalim sia z ksiojżkom papierowom, a przyzitalim z kompjuterowom smile
                                                    Łobaczta, co nalazłem:
                                                    Na tropach Smetka
                                                  • rita100 Re: I mowam ksiójżke wirtualnó 22.12.06, 19:23
                                                    Dziankuje Fedar, to mowam łuz kolekcje tyj ksiójżki. Chto chce może pocytać
                                                    całość.
                                                    To mowamy ksióżke przerobionó rychtycznie dokładnie, łod deski do deski, abo
                                                    łod 'A' do 'Z' smile
                                                  • gajowy555 Re: 115 rocznica urodzin Wańkowicza 10.01.07, 15:44
                                                    No jó, to dzisioj, jeky żuł, tak Melchior Wańkowicz mniołby geburstag.
                                                    115 lot tymu łurodziuł sia 10 janwara 1892 roku. Ło Wańkowiczu gwołt w tam
                                                    kóntku napsisane, tak podam tlo linka do Wikipedii, jek by chto chcioł chibko
                                                    poczytoć:

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Melchior_Wa%C5%84kowicz

                                                    Nagrobek Melchiora Wańkowicza na Cmentarzu Powązkowskim, Warszawa, 30 lipca 2006
                                                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/42/Melchior_Wankowicz_monument.JPG
                                                  • rita100 Re: 115 rocznica urodzin Wańkowicza 10.01.07, 19:56
                                                    Dzianki Gajowy co nie zaboczyłeś ło niym. To buł człoziek niesłychanie
                                                    wspaniały, a jego ksiójżki to takie jinne, takie prawdziwe, takie ciekawe, takie
                                                    wciągające.
                                                    Dziś własnie pożyczyłam następną "Ziele na Kraterze"

                                                    I z okazji jego rocznicy urodzin taki wierszyk z tej książki nolazłam :

                                                    "A jeśli kiedyś błądząc po świecie
                                                    Napotkasz okręt wichrem strzaskany....
                                                    Poświęć mu, poświęć, łezkę choć jedną,
                                                    On tobie Polskę przypomni biedną. "

                                                    Psiankny, psiankny zierszyk, to chyba ło jygo życiu.
                                                    Dziankuje Gajowy , eszcze roz. Bardzo lejduja Wańkowicza i bardzo go cenie.
                                                    Warnije tyż Wańkowicz lejdował, może nawet ziancej.
                                                  • rita100 Re: 115 rocznica urodzin Wańkowicza 10.01.07, 23:01
                                                    Eszcze cosik z Wańkowicza

                                                    "Na podwórku belwedełskim
                                                    Stoi wiałus polskiej wiały
                                                    Na łajtoku oficerskim
                                                    Krzyż Viłtuti Militałi"
                                                  • gajowy555 Re: 115 rocznica urodzin Wańkowicza 11.01.07, 09:50
                                                    No jó,ło takim człozieku zaboczyć nie łoddo...

                                                    www.wsd.com.pl/gazeta/moduly/zakladki/index.php?idart=2
                                                    www.wsd.com.pl/gazeta/pliki/zakladki/2/max/melw.jpg
                                                    www.wsd.com.pl/gazeta/pliki/zakladki/2/max/wankowicz2.jpg
                                                  • gajowy555 Re: Cukier krzepi 11.01.07, 09:54
                                                    A czy zieta co Melchior Wańkowicz (1892-1974), publicysta i pisarz,
                                                    buł autorem takiygo hasła reklamowygo:
                                                    *** Cukier krzepi ! ***
                                                    Ciasam podaje sia także jygo dalszy ciąg (niekiedy również przypsisywany
                                                    Wańkowiczowi): "Wódka lepiej."

                                                    No jó, mnioł recht?!
                                                  • rita100 Re: Cukier krzepi 11.01.07, 20:50
                                                    "Cukier krzepi" do dziś to powiedzenie funkcjonuje i nie wiedziałam , że to
                                                    Wańkowicza. I popatrzcie , nie życzył sobie państwowego pogrzebu.
                                                    Indywidualna osobistośc. Jeszcze bedzie mowa o nim przy 'zielu na kraterze'.
                                                    Powrócimy do niego.
                                                  • rita100 Re: Wańkowicza kolęda góralska 11.01.07, 21:07
                                                    Wańkowicza kolęda góralska
                                                    taką śpiewał z rodziną:

                                                    "Pon Jezus maluśki, Pon Jezus nieduzy,
                                                    Usiadł se na piecku, fajulkę se kuzy
                                                    Matka Boska śpiwo,
                                                    Pietryk z Pawłem tańcuje
                                                    A Duch Świenty ziwo: "ua".
                                                  • rita100 Re: św. Wojciech 27.01.07, 22:06
                                                    schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=360
                                                    Z tego zródła korzystał Wańkowicz
                                                  • rita100 Re:Na tropach Smętka (wypowiedź Małłka) 29.01.07, 21:16
                                                    A taką wzmiankę napisał Karol Małłek w "Interudium Mazurskim"

                                                    "Za naszym przykładem na Mazury Pruskie podążyli i inni ludzie, by zapoznać się
                                                    bliżej z tamtejszymi stosunkami. Miedzy innymi wybrał się tam także znany
                                                    publicysta Melchior Wańkowicz. Rezultatem tej wyprawy była głosna jego ksiązka
                                                    "Na tropach Smętka", ktora zresztą przysporzyła wiele kłopotów ludziom o których
                                                    pisał."

                                                    Tak , chyba do dziś nikt nie opisał dalszych losów bohaterów tej ksiązki.
                                                    Zarzucano Wańkowiczowi, ze przez tą własnie książkę ludzie Ci nie mieli łatwego
                                                    życia w Prusach Wschodnich.
                                                  • gajowy555 Re:Na tropach Smętka 31.01.07, 20:07
                                                    Jako że srodek zimy, tak cias pomyśleć ło urlopie. Trza zaplanować szlak
                                                    podróży, coby tropami Smętka i Wańkowicza połazić.
                                                    To na poczóntek tako propozycja...

                                                    www.masurenurlaub.net/index_pl.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka