Leniwa kraina
Jan Drda
JAK HONZA DO LENIRAJU WĘDROWAŁ
"Honza leżał za piecem, kiszki mu marsza grały, ale on gapił się w powałę i
tylko myślał sobie:
— No cóż, zobaczymy, czy by się nie dało nie jeść! Spróbuję się oduczyć,
przynajmniej bym nie musiał szczękami kłapać i jęzorem mleć!
Jednak nie dało się, z każdym dniem było gorzej. Gęba i żołądek były coraz
niespokojniejsze i Honza zrozumiał, że jeść się musi, że od tego nie można
odwyknąć, tak jak od pracy. A że matuś Honzy była komornicą i nie ostało się
po niej ani tyle, co kot napłakał, rad nierad musiał Honza poprosić
gospodarza, żeby go przyjął do służby. Kmieciowi nie uśmiechało się mieć na
garnuszku takiego pracusia od siedmiu boleści, ale że jak raz odszedł od niego
parobek, tedy Honzę na koniec jednak przyjął i posłał go na pole siać groch."
-------
Honza buł okropnie liwy człoziek. Jek zidzita cołyj dziań tlo społ za psiecam,
abo na trazie. Matula mu zdechła i łostał som. Tak sobzie mysli, cy musi jyść,
cy ni musi ? No ale gamba i bełk rychtycznie chioł jyśc i nie buło jinnej
drogi jek jiśc do pracy. Jek pracował Honza to i wy sia pośniejeta.
To sia działo na wsi, może i łu woju só tacy sójsiedzi ?

)))