Dodaj do ulubionych

Liwa kraina

30.04.07, 21:37
Leniwa kraina
Jan Drda
JAK HONZA DO LENIRAJU WĘDROWAŁ

"Honza leżał za piecem, kiszki mu marsza grały, ale on gapił się w powałę i
tylko myślał sobie:
— No cóż, zobaczymy, czy by się nie dało nie jeść! Spróbuję się oduczyć,
przynajmniej bym nie musiał szczękami kłapać i jęzorem mleć!
Jednak nie dało się, z każdym dniem było gorzej. Gęba i żołądek były coraz
niespokojniejsze i Honza zrozumiał, że jeść się musi, że od tego nie można
odwyknąć, tak jak od pracy. A że matuś Honzy była komornicą i nie ostało się
po niej ani tyle, co kot napłakał, rad nierad musiał Honza poprosić
gospodarza, żeby go przyjął do służby. Kmieciowi nie uśmiechało się mieć na
garnuszku takiego pracusia od siedmiu boleści, ale że jak raz odszedł od niego
parobek, tedy Honzę na koniec jednak przyjął i posłał go na pole siać groch."

-------
Honza buł okropnie liwy człoziek. Jek zidzita cołyj dziań tlo społ za psiecam,
abo na trazie. Matula mu zdechła i łostał som. Tak sobzie mysli, cy musi jyść,
cy ni musi ? No ale gamba i bełk rychtycznie chioł jyśc i nie buło jinnej
drogi jek jiśc do pracy. Jek pracował Honza to i wy sia pośniejeta.
To sia działo na wsi, może i łu woju só tacy sójsiedzi ? wink)))

Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Liwa kraina 30.04.07, 21:42
      Kiedy Honza przyjechał na pole, dobrą chwilę przedumał nad grochem, no bo nie
      wiedział, co z nim robić. Wreszcie jednak nabrał pełną czapkę i jął okrągłe
      ziarenka rozrzucać po polu jak popadło.
      — Szkoda, że go przedtem nie ugotowałem — mruczał pod nosem — byłby miększy i o
      wiele szybciej by wzeszedł!

      wink
      -----------------
      fejn, prowda ? No jó nie ziam cy Honza doł by rady warzyć groch, boć to liwyj
      człoziewk buł !
      • rita100 Re: Liwa kraina 30.04.07, 21:48
        Pole było pod lasem, na pierwszych z brzegu sosnach siedziały gołębie. Jak tylko
        zobaczyły, że Honza rozrzuca po polu groch, zaczęły jeden przez drugiego gruchać;
        — Gro-oo-chu, gro-oo-chu, Honza daj nam groochuu!
        Honza słuchał tego gruchania przez chwilkę, po czym nie rzekłszy ani be, ani ce,
        rozrzucał groch dalej. Aż tu gołębie całą chmarą spadły na pole i zaczęły groch
        wydziobywać, gdzie tylko go Honza posiał. Widząc to, po drugiej zaledwie czapce,
        którą jak raz kończył rozsypywać, zjadoził sia:
        — Ładny kwiat, ja będę nogi ciągał po całym polu, a wy mi będziecie wszystko
        wyjadać za piętami! Nie ma głupich! Na, macie tutaj na kupie, przynajmniej nóg
        oszczędzę i odpocznę sobie po tej mitrędze!

        ------
        - Psiankny ksiat, jó bande nogi ciójgnół po colym polu, a wy ma bandziecie
        wszystko wyżerać za psiantami ! Ni ma głupsich ! No, mowacie tutaj na kupsie, jó
        przynojmniej łuszporuje i lodpoczne sobzie po tyj mitrandze.
        Bo tyn Hanzik liwyj człoziek buł !
        • rita100 Re: Liwa kraina 30.04.07, 21:51
          Wysypał groch z worka na jedną kupę, uwalił się opodal i pusty worek włożył pod
          głowę. Gołębie rzuciły się na groch, do leśnego stadka siniaków hurmem zleciały
          się głodomory skalne i ich kumo-terkowie z wiejskich gołębników i, zanim
          oddzwoniono południe, wydziobały wszystko do czysta. Po tej sowitej uczcie
          przyfrunął najstarszy gołąb trzymając w dziobie złotego dukata, którego leśne
          siniaki znalazły w gnieździe sroczym, i rzucił go Honzie:
          — Na, masz Honzuniu, za ten groszek!
          Honza wsadził dukata do kieszeni i był zadowolony.

          ----------
          No wenowejcie jek psianknie ptoszki zapłaciły Honzkowi, ale co zrobzi gbur ?
          • rita100 Re: Liwa kraina 30.04.07, 21:55
            Sianie grochu miał z głowy, teraz jedynie czekał, żeby mu przyniesiono obiad.
            Ale u kmiecia był zwyczaj, że każdy brał sobie sam w pole pajdę chleba z
            twarogiem. Tedy Honza czekał po próżnicy. Jakoż w końcu nie wytrzymał, bo mu
            żołądek kruczał już jak diabli, wsiadł na furę i ruszył na obiad do wsi. Po
            drodze natknął się na swojego gospodarza, orzącego zagon pod buraki. Gbur,
            ujrzawszy Honzę, z daleka do niego zawołał:
            — No jak, posiałeś?
            — Posiałem, wszystko co do ziarnka — przytaknął Honza z zadowoleniem. — A do
            wieczora co mam niby robić?
            — Ano przy grochu, co mu przynależy! — krzyknął gospodarz, mając na myśli
            zagrabywanie i bronowanie.

            -----------
            Tak Honza posioł groch i lejdował sia co za prace bandzie mnioł jydło. Jek tlo
            sobzie poje pójdzie dalyj pracować to co do niygo noleży.
            • rita100 Re: Liwa kraina 30.04.07, 21:59
              Honza przyjechał do zagrody, w obejściu nie zastał żywej duszy, gdyż wszyscy
              byli w polu. Ukroił porządny połeć słoniny, co wisiała w komorze, napchał w
              kieszenie chleba i kiedy przegonił głód, zaczął myśleć, co niby ma teraz robić.
              Jak to gospodarz powiedział? Przy grochu, co mu przynależy? No, co w powszedni
              dzień przynależy do grochu, jak nie kasza! Toż to i w śpiewce jest:
              A przy grochu kasza,
              marna dola nasza,
              to nas czeka dzień za dniem!

              -----------
              No i jek myslita co bandzie robził Honza ?
              A przy grochu kasza
              morna dola nosza,
              a zianc Honza nocznie siać kasze i to bandzie fejn, bo Honza liwyj człoziek buł !
              • rita100 Re: Liwa kraina 01.05.07, 20:22
                A w niedzielę przynależy do grochu elegancki kawał wędzonki z kiszoną kapustą, o
                tym wiedzą nawet małe brzdące zasmarkańce. Że wędzonka rośnie raczej w chlewku,
                a nie na polu, to Honza wiedział, nałożył tedy na wóz worek kaszy, którą miała
                gospodyni w spichlerzyku, i ostatnią beczkę kiszonej kapusty, co pozostała w
                obejściu po zimie, po czym jazda z powrotem na pole, żeby zadość uczynić
                gospodarzowi.
                ---
                No to tan Honza wymyśloł smile co do grochu to sia daje wandzonki, szpek , kapuste
                kiszonó i łobaczcie co łón robzi, co łón zrobzi gburowi ? Wszystko to wzioł z
                piwnicy i na wóz nakład i jydzie na pole z tam wszystkim. Taki to Honza prawyj
                człoziek buł ! Pomnientajcie co eszcze kasze tyż cisnół na wóz.
                • rita100 Re: Liwa kraina 01.05.07, 20:26
                  Gołębie już miały pełne wola grochu, do kaszy się nie garnęły, tak że Honza był
                  zmuszony nabierać ją w czapkę i rozrzucać po polu. Jakiś czas go nawet to
                  bawiło, ale wreszcie przyszło mu do głowy, że od tego ustawicznego rozrzucania
                  może go rozboleć ręka i będzie dla niego lepiej, jak wysieje ją prosto z wozu.

                  --------
                  To je fejn. Honza czopkó nabzieroł koszy i po polu sypoł. Ale zidzita co sia
                  ranka jygo łumenczyła i wpodł na pomysł co zrobzi dure w worku i bandzie tak
                  jechoł wozem , a kosza bandzie sia soma sypoła.
                  • rita100 Re: Liwa kraina 01.05.07, 20:36
                    Narobił w worku z kaszą dziur, żeby się sama sypała, worek rzucił na tył gnojaka
                    i jeździł po polu wszerz, w poprzek i na skos, tak jak akuracik mu się
                    zachciało. Rychło worek się spłaszczył, a na brunatnej powierzchni gleby, widać
                    było białe pręgi zygzakami znaczące drogę, którą Honza kaszę wytrząsał.
                    Następnie przewrócił do góry dnem beczkę kiszonej kapusty i całą tę kupę, która
                    wypadła na ziemię, rozrzucił widłami po polu.
                    Wieczorem zapytał gbur Honzę:
                    — No jak, zrobiłeś wszystko, co przynależało?
                    — A jakże, panie ociec, nasamprzód posiałem groch, potem zaraz po nim kaszę,
                    żeby pani gospodyni miała wszystko po gromadzie, kiedy zabierze się do
                    gotowania. A uwrocie obsiałem kiszoną kapustą, co przynależy do grochu w niedzielę!
                    Gbur złapał za kij i pogonił Honzę przez całą wieś, póki mu z oczu całkiem nie
                    zniknął w ciemności za wsią.
                    -----
                    No i jek, nie wydaje mi sia co Honza liwyj człoziek buł - fest sia napracowoł
                    bidok, fest tyż pojodł. łoj , bziedny Honza, bziedny , musi jiśc precz. Toć
                    pamnientacie co Honza ma eszcze talarek złoty co mu ptoszki zapłaciły.
                    Mójenu, toć Honza to taki momón wink)))
                    • rita100 Re: Zgniło kraina 01.05.07, 20:47
                      Tak ma być. Zgniły, czyli leniwy, rączna czyli pracowita.
                      Mójenu, mójenu i nic ni godacie, co tak szpetnie buło ?

                      A co łoznacza liwyj ? - lewy
                      • rita100 Re: Zgniło kraina 02.05.07, 21:38
                        Oj, bziedny Hoza, kaj mnioł tero jiść ? Poziedzioł sobzie , co pójdzie w śwat.
                        Jek poziedzioł tak zrobził:

                        Gościńcem akuracik z turkotem toczył się powóz, Honza uczepił się z tyłu i
                        dojechał do pierwszej karczmy. Tam jak raz smażono dla furmanów wątrobianki, ich
                        zapach tak uderzył Honzę w nos, że natychmiast zeskoczył na ziemię i wcisnął się
                        do karczmy.

                        Mnioł eszcze w kabzli złoty dukat i porosił o brytfane wóntróbianki.
                        • rita100 Re: Zgniło kraina 02.05.07, 21:41
                          Opodal w rogu szynkowni siedzieli trzej wygłodniali wędrowcy, którym nadaremno
                          ciekła ślinka do tej rozkosznej woni i aż do tej chwili myśleli, że dzisiaj
                          sądzone im iść spać o pustym żołądku. Ale kiedy im tak kusząco zadzwonił w
                          uszach złoty dukat Honzy, spojrzeli po sobie, że niby od tego bęcwała można by
                          co nieco uszczknąć, i duchem poskoczyli do Honzy z zapytaniem, czy mogliby się
                          przysiąść.

                          A czamu ni, Honza lejdował kamratów i ni buł skópy.

                          Kiedy mu przyniesiono brytfankę wątrobianek i zmiarkował, jaką ci trzej
                          wędrownicy mają na nie ślinkę, zachęcał ich szczerze, żeby sobzie po wątrobiance
                          wziali z brytfanki, i poczęstował ich też chlybem. A i ten tłuszczyk, co w
                          naczyniu łostanie, mogó sobzie na kóniec pospołu wymazać skórkami od chlyba.
                          • rita100 Re: Zgniło kraina 02.05.07, 21:47
                            Wędrownicy rozpływali się nad Honzą w dziękczynieniach, a że ich bełki błogo
                            grzało, jęli przechwalać się, w jakich to przedziwnych krainach bywali i co
                            który widział w życiu i czego uświadczył.
                            Czeladnik piekarski rozwodził się nad Mahometanią, do której mu dane było
                            dotrzeć i gdzie wszystko jest na odwyrtkę, choćby to, że chłopy tam chodzą w
                            kieckach, a baby w portkach.
                            Na to krawczyk zaczął go przekrzykiwać z fanfaronadą, że to jeszcze nic, bo on
                            na wędrach zaszedł aż do Sakraboniji, gdzie go jeden majster krawiecki zaprosił
                            na weselisko swojej córy. Już ta muzyka, co tam groła, ludkowie mnili, gały by
                            wam na wierch wyszły! Trzy skórzane trąby, dwoje skrzypiec z tataraku, z
                            drożdżowego ciasta upsieczona basetla, a bębny słomiane! A stół od jadła aż się
                            uginał, a były tam udka szczupacze z wędzonymi ogórkami, kapłonie rogi obsypane
                            piernikiem, sumie pazury, wiewiórcze mlecze w lukrze, wafelki z motyli, całuski
                            z sadzy i pierniczki z lodowych sopli!

                            No zidzita jeke muzykanty buli , a jeke jadło ?
                            Zidzieliśta takie cuda, takie splytki ?
                            • rita100 Re: Zgniło kraina 02.05.07, 21:53
                              — Ee tam, to są wszystko trele-morele — piorunem krawczyka przyszpilił szewc —
                              takie duby smalone plotą stare baby, kiedy po wsiach drą pierze w zapusty! Ale
                              ja temu panu, co nas tak wybornie ugościł, powiem, gdzie to ja byłem, a będzie
                              to sama prawda najprawdziwsza, jakem Bożydar Brechta!
                              — A dzie to panoczek buł, eśli wolno zapytoć? — zaciekawił się Honza.
                              — W Leniraju! Miły mój, to jest kraj! Nic na świecie mu nie dorówna! I mógłbym
                              tam być do dziś, gdybym przez własną głupotę sam wszystkiego nie popsuł.

                              I tak bandziewam rejzowac po Zgniłym kraju.
                              • rita100 Re: Zgniło kraina 05.05.07, 21:57
                                — No a jek panoczek tam trafił?
                                — Wtenczas to mi drogę pokazał jeden kamrat, wystarczyło tylko przeskoczyć potok
                                i było się na miejscu. Ale szliśmy po nocy, w ciemnicy choć oko wykol!
                                Przeskoczyłem i na jednym brzegu rosła zwyczajna trawa, ale ten drugi, co już
                                należał do Leniraju, był z miękuchnego piaseczku. Tylko że figa z makiem,
                                zamiast piasku był tu tłuczony cynamon z cukrem! A zamiast olch wznosiły się na
                                tym brzegu przeróżne drzewa, bułkowce, pączkowce, racuchowce, powidłaki
                                struclistne, sękacze lukropienne, lipy naleśne!
                                ----
                                Zidzita, co Leniraju i szczepy z cółty só i szczepy pónczków, racuchowe szczepy,
                                lipy nalesnikowe i sękacze lukropienne.
                                • rita100 Re: Zgniło kraina 05.05.07, 21:59
                                  Ja byłem od takiego szkraba pies na racuchy, piorunem ci wdrapałem się na ten
                                  racuchowiec i natargałem racuchów pełną torbę! Ach, jejusmargaryna, to ci były
                                  frykasy, ciepluchne, chrupkie, pachnące! Jednego ci po drugim elegancko maczałem
                                  w tym maślanym potoku, żeby się tego masła dobrze nasysały, po czym nurzałem je
                                  w tym piasku z cynamonu i cukru! Trzeba wam było widzieć, jaką grubą warstwą
                                  tych słodkości się pokrywały! Ale ledwom na język wziął pierwszego z brzegu,
                                  skądś pędem do mnie przydrałował jakiś profesor albo co! I zaraz na mnie z
                                  pyskiem urzędowo, że tutaj obrywanie racuchów jest surowo wzbronione i żebym mu
                                  nie wmawiał, że mi same spadły, bo on wszystko widział i przyłapał mnie na
                                  gorącym uczynku. Ja na to, że też ma o co taki krzyk podnosić, o tych parę
                                  placków, toż macie ich pełne drzewa, nie ubędzie wam, jak się pożywi co nieco
                                  ubogi wędrowniczek! A on cięgiem swoje:
                                  — A wiesz ty, człowieku, gdzie w ogóle jesteś? Tu mamy Leni-raj, nijakiej pracy
                                  tu się nie wolno imać! A tyś naruszył nasze prawa, fatygowałeś się na drzewo,
                                  trudziłeś się rwaniem, to jest surowo zakazane!
                                  — A co na Boga Ojca miałem robić, kiedy byłem głodny, a te racuchy mi tak
                                  pięknie zapachniały?
                                  — Podle naszych przepisów trza się uwalić pod racuchowcem, rozdziawiać gębę i
                                  czekać, aż racuchy na słoneczku dojrzeją. Wtedy same do gęby zlatują.
                                  ---
                                  No tutej to ni banda godac , bo tak ma ślinka w gembzie wierci co ni jidzie nic,
                                  tlo smaka mam takiego coby tyż zgniłym być.
                                  • rita100 Re: Zgniło kraina 05.05.07, 22:05
                                    Co buło robzić , ludkowie mnili ? Prosiłem ło łodpuszczenie grzechu i
                                    poziedziołem co sia porazie. A łón , tan profesór goda:
                                    - Jek na psyrszy roz, to ujdzie ci to na sucho, ale smaruj do mniasta na urząd
                                    po papsiery, cy abytys nie je taki nadgorliwiec w parcy co tlo udaje zgniłego.
                                    Kto ziy co za skóró człozieka siydzi !

                                    Tak w rejza do mniasta poszedłem.
                                    • rita100 Re: Zgniło kraina 05.05.07, 22:08
                                      Ludkowie moi, ależ tam była droga! Błota ci tam było wszędzie po kolana, i to
                                      jakiego błota! Raz ci białego, lepiło się do butów, a była to kasza ze śmietaną,
                                      to znów żółciutkiego, znaczy się twaróg z jajkami, a to siwoczarne to był tarty
                                      mak z cukrem, lekutko tylko podlany miodkiem dla większej spoistości. Co chwila
                                      nogi w tej mazi grzęzły, człowiek padał na pysk, ubabrywał sobie ręce, w nosie
                                      wierciło, język mi wprost skołowaciał z ciągłego oblizywania się, zanim
                                      doczłapałem do mniasta.
                                      -----
                                      Dojdzie cy nie dojdzie ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka