Dodaj do ulubionych

BOŻE NARODZENIE

10.01.09, 16:35


Najpierw trzeba, ku*wa, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po
sklepach, przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach,
żeby wydać mnóstwo kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już
kiedyś komuś kupiłem.
Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię mu w
tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst
na etykiecie półlitrówki.
Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym, co go
kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył się termin ważności. W tym
roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem
przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem
nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej
kasy na Boże Narodzenie.
I tak ze wszystkimi.
Dziecko mordę drze o jakiś nowy program komputerowy, choć i tak
wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 2 godzinach, bo każda gra
jest dla tego półmózga za trudna.
Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura
dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co, jak co roku.
Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i
patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy", choć
wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował
za miskę zupy z brukwi przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca.
Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani
Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze
walą się jak króliki, kiedy są naprani.
Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić wymówki.
Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka - uważacie -
wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie
męczy od 15 lat bez zmrużenia oka. Garbata owca.
A jeszcze przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem, "żeby miało
ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w nosie ma choinkę, mnie,
Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny może mieć
jakiekolwiek wspomnienia?
No i kolacyjka wigilijna.
Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna wielka męka. Co za ku*as
wymyślił ten łzawy termin "rodzinna wieczerza"? Przyjdą wszyscy ci,
od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym skutkiem.
Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba
będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten chu*owy
krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną
kolekcję podobnych gówien, gdybym oczywiście zawalił szafę takim
badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko do
śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie?
Będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim
supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć
ludziom do wigilii.
Po prezentach się zacznie.
Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o
gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby
narzygał w nocy na mnie i pościel bo przecież wiadomo że śpię z
psem. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z
wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze, że trzymamy
się razem". Gówno prawda akurat, co wykażą następne dwie godziny,
kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać swojego ślubnego od
złamanych chu*ów. To oczywiście prawda. Jedyna nadzieja, że akurat w
tym roku 6-letnia latorośl kuzynostwa z Łodzi nie nawali w gacie w
połowie kolacji i nie zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed
deserem. Bo to, że coś wywali sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w
banku.
Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne gadki o polityce, przy których
wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie się
poobrażają.
Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło
swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.
A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na
pasterkę, bo to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie
wyjaśnił, po nagłą cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w
bezruchu przez godzinę czy więcej.
Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach
kościółka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy?
W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo
wierni tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo za duży tłok, żeby
upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak
nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco. Wracając
trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię
katolicka młodzież szczególnie lubi wpier*olić bliźniemu. Rok
temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był
zalany w płaskorzeźbę.
Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za
ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim
świątecznym życiu. Kilka dni odpoczynku. Ale mijają jak z bata
strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się kolejny kretyński
wynalazek...


Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka