Dodaj do ulubionych

Tragedia w Kopalni!

12.03.04, 19:37
Pięciu pochodzących ze Śląska górników zginęło w czwartek w czeskiej kopalni
Lazy niedaleko Karviny, przy granicy z Polską. Śmierć poniosło też dwóch
Czechów. To największa katastrofa w czeskim górnictwie od 14 lat

Do tragedii doszło w czwartek po godzinie 17. - Górnicy pracowali 680 metrów
pod ziemią. Drążyli chodnik. Wtedy doszło do silnego tąpnięcia. W zawalonym
chodniku zginęło siedmiu górników z naszej firmy, pięciu Polaków i dwóch
Czechów - powiedział nam Andrzej Szproncel, dyrektor ds. personalnych w
firmie Czechpol, która w kopalni Lazy prowadzi roboty górnicze.

Po silnym wstrząsie zaczął ulatniać się metan, na szczęście nie doszło do
pożaru. Ratownicy musieli korzystać ze specjalnych aparatów tlenowych. O
godzinie 20.30 udało się im się dotrzeć do ciała pierwszej z siedmiu ofiar.
Wczoraj wciąż trwała akcja ratunkowa, a ratownicy próbowali dotrzeć do ciała
ostatniego z górników, który zginął w katastrofie.

- To dla nas wielka tragedia. Jestem załamany. Kierownictwo naszej firmy
szybko podjęło decyzję, że wracamy do Polski. To dobrze, bo i tak bym nie
zjechał pod ziemię - mówił nam jeden z zatrudnionych przez Czechpol górników,
którzy wczoraj wrócili na Śląsk. Nikogo nie było też w w hotelu robotniczym w
Havirzowie, gdzie mieszkają polscy górnicy zatrudnieni w kopalni Lazy.

- Po takiej tragedii ludzie muszą odpocząć psychicznie. Już w czwartek byli w
swoich rodzinnych domach - dodaje Zygmunt Olszowski, prezes firmy Czechpol.

Polacy, którzy zginęli w czeskiej kopalni mieli od 36 do 40 lat. Byli
mieszkańcami Świętochłowic, Woli k. Tychów, Jaworzna, Dąbrowy Górniczej i
Żor. Spółka Czechpol zatrudnia 45 osób w kopalni Lazy. - To wyjątkowej klasy
specjaliści. Są zatrudnieni przy pracach wymagających dużego doświadczenia i
wiedzy - mówi Olszowski.

- Takiej tragedii jeszcze nie przeżyłem - powiedział wczoraj PAP o sile
tąpnięcia Miroslav Minarz, dyrektor kopalni Lazy. Pracownicy departamentu
górnictwa Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach powiedzieli nam, że
tąpnięcie do jakiego doszło w Czchach (o sile 3 razy 10 do potęgi szóstej
kilodżula) należy do bardzo silnych. - Wszystko zależy od tego, gdzie
znajduje się epicentrum wstrząsu. Jeśli jest daleko o miejsca, w którym
prowadzone są roboty górnicze, górnicy odczuwają lekkie drganie. Jeśli jest
blisko, może dojść do tragedii i tak było w tym przypadku - mówią specjaliści
z WUG.

Czwartkowa tragedia to największa katastrofa w czeskim górnictwie od 1990
roku. Wtedy w czasie pożaru w kopalni 1 Maja w Karwinie zginęło 30 górników.

link:
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,1963384.html
Obserwuj wątek
    • albrecht1 Pożegnano ofiary katastrofy 20.03.04, 11:49
      W Świętochłowicach, Dąbrowie Górniczej i Oświęcimiu pożegnano w piątek trzech
      górników, ofiary zeszłotygodniowej katastrofy w czeskiej kopalni Lazy niedaleko
      Karwiny. Podziemny wstrząs zabił wtedy siedmiu górników, w tym pięciu ze Śląska.

      Górników żegnały rodziny, znajomi, przyjaciele oraz górnicy z Konsorcjum
      Przedsiębiorstw Robót Górniczych i Budowy Szybów. W pogrzebach uczestniczyli
      też przedstawiciele spółki Czechpol, w której zatrudnieni byli górnicy ze
      Śląska. Dziś w Żorach i Jaworznie odbędą się pogrzeby pozostałych ofiar
      katastrofy.

      Przypomnijmy, że do tragedii doszło 11 marca. 680 m pod ziemią górnicy drążyli
      chodnik, gdy doszło do silnego tąpnięcia. W zawalonym chodniku zginęło siedmiu
      górników - pięciu Polaków i dwóch Czechów.


      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1978604.html?nltxx=1077751&nltdt=2004-03-20-04-04

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka