kserkses1
04.05.06, 15:03
Jaromir Nohavica w Krakowie
Jerzy Armata 04-05-2006 , ostatnia aktualizacja 04-05-2006 13:10
W Polsce cieszy się popularnością nie mniejszą niż w Czechach czy na
Słowacji. Każdy jego występ przyciąga tłumy oddanych fanów. Tak było przed
trzema laty w krakowskim Klubie Garnizonowym czy przed dwoma w Rotundzie. Tym
razem Jaromir Nohavica wystąpi we wtorek o godz. 20 na dziedzińcu Radia
Kraków. I... na dodatkowym koncercie o godz. 23
Urodził się w Ostrawie przed pięćdziesięciu laty. Twórczość artystyczną
rozpoczął od pisania tekstów dla innych wykonawców. Dopiero w 1982 roku -
namówiony przez przyjaciół - po raz pierwszy wystąpił przed publicznością. I
od tego recitalu zaczęła się jego wielka kariera. Do tej pory nagrał dziewięć
płyt. Wszystkie rozeszły się w olbrzymich nakładach. Ostatnia,
zatytułowana "Babilon", ukazała się - i szybko zniknęła - jednocześnie w
Cechach, na Słowacji i w Polsce.
Jaromir Nohavica to postać niezwykła, pełna uroku i charyzmy. Jest z jednej
strony - wyjątkowo bezpośredni, natychmiast nawiązujący intymny kontakt ze
słuchaczem, z drugiej - posiadający w sobie jakąś nieodgadnioną tajemnicę.
Już po kilku piosenkach jest "nasz", jednocześnie pozostając "swój".
Śpiewa o tym wszystkim, co w naszym życiu najważniejsze, o prawdzie, miłości,
przyjaźni, upływie czasu. Czyni to z punktu widzenia zwykłego człowieka, jego
codziennych radości i trosk. W jednej ze swych nowych piosenek, mającej formę
przejmującego listu do prezydenta republiki, jej bohater dzieli się z głową
państwa swymi nie tylko socjalnymi problemami, ale mówi także o tym, że
dzieci już prawie o nim zapomniały. Niech pan pomoże, panie prezydencie,
przecież pan wszystko może...
Uchodzący za "przedrewolucyjną, dysydencką legendę" czeski bard śpiewa często
o polityce. Ale nie czyni tego wprost, a poprzez człowieka właśnie. Jak w
piosence "Jacek", w której opowiada o swym polskim przyjacielu, mieszkającym
po drugiej stronie Olzy, w polskim Cieszynie, z którym nie może się spotkać,
pogadać, napić piwa, kiedy chce, bo dzieli ich granica państwowa, czy w
przejmującym, przepięknym, pełnym ukrytego dramatyzmu "Sarajewie". "Jeszcze
płonie ogień i szumi drzewo / a przed nami noc i sen / za najbliższym
wzgórzem jest Sarajewo / tam jutro miła pobierzemy się" (tłum. Renata
Putzlacher). Słuchając tej miłosnej pieśni, myślimy przecież o tym, co się
stało w tym mieście, na początku i na końcu ubiegłego wieku.
Nohavica w swych piosenkach łączy w jedno sprawy ważne i błahe, nastrój
powagi miesza się tu z żartem, tonacja serio z dowcipem i przymrużeniem oka.
Takie są jego piosenki. Takie jak nasze życie.
Ma w repertuarze blisko 200 skomponowanych i napisanych przez siebie
piosenek. Kiedyś, podczas koncertu w Helfstynie, który trwał dziewięć godzin,
zaśpiewał je wszystkie. Część z nich usłyszymy również w Krakowie.
A komu będzie mało, może się wybrać do pobliskiego kina Mikro & Mikrofalla
na "Rok diabła" Petra Zelenki, z Jaromirem Nohavicą w roli głównej.
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3322910.html