dominna
06.11.06, 11:28
hmm.smieszne to i zalosne ale coz... jak kazda mam taki sam problem i
dochodze do wniosku po co ci faceci sa...zeby co...chyba tylko po to zeby nam
nerwy psuc bo nic innego z ich zachowania nie wynika...a wiec moj...myslalam
ze przyszly maz zreszta do tego dazylismy snulismy plany i wogole, kociaku
uwielbiam cie tratata...stwierdzil ze musiszmy sie rozstac i pozwol mi odejsc
bo co...jak sie okazuje bo chcialam za duzo...i czasu i milosci i to ja
oczywiscie jestem najgorsza...bo dzwonilam do niego jak sie spoznial...bo sie
o niego balam jak sie nie odzywal....smieszne...kocham, go nadal i zrobilabym
wszystko zeby z nim byc...czulam sie jak nigdy na swiecie...jakbym sie
unosila 10 metrow nad chodnikiem...gdy sie pojawial blisko niebo robilo sie
bezchmurne...ale coz tam sobie w glowce wymyslil i wyszedl tylnymi
drzwiami9...a ja zostalam ze zlamanym sercem....no i efekt jest taki ze sie
mecze i staram sie teraz jeszcze cos zrobic...ale koles mi stanal okoniem i
sie broni twierdzac ze to uczucie jest w nim ale niepozwala mu zrobic zadnego
kroku bo wciaz reszta ma duzo znakow zapytania...jezus maria co to ma byc
wogole to wszystko......faceci sa do dupy...tyle powiem i badzmy mega silne
bo tylko to moze nas uratowac....