liselle
18.09.09, 18:24
Zaliczony. Ale jaki głuuuuupi. Stanęłam sobie na parkingu - strzeżonym, żeby
nie było :) Jakoś tak za blisko podjechałam do płota. To sobie myślę- cofnę
ciutkę. Niestety jakżem wjeżdżała tożem przejechała przez taki wielki kawał
wpuszczonej w glebiszcze płyty chodnikowej. Nijak cofnąć. Męczę się, dręczę
się z sił opadam, ale walczę. W końcu jest@!! Ku mej wielkiej radości poszło.
Ruszyła maszyna do tyłu...ruszyła...przechyliła się....coraz bardziej.... ręce
mi mdleją......zemdlały....bach Burgman dorobił się nowych rys na lakierze :/
Nic to myślę. Trzeba podnieść. I z tej go i z tamtej i nic. Ciskam się miotam,
wściekam, a on ani drgnie. W pewnej chwili jakżem szarpnęła to mój kręgosłup
dorobił się boleści na cały dzień (teraz ledwo siedzę ) a gad dalej leży.
Gdyby nie Pan z budki strażniczej to bym go chyba tak musiała zostawić. Lakier
się wypoleruje, ale co z tym moim kręgosłupem. Hlip Hlip.
Druga cudowna rzecz. Ewa dolewa oleju. No co się będzie męczyć ze
sprawdzaniem, rozgrzewaniem, mierzeniem. lejemy. Jak wlałam to potem przez
cała drogę dymiłam się jak parowóz jaki bo mi się te nadmiarowy olej z miski
olejowej na rurę sączył. Szlak by to :/ Ale nauczka jest.
Wynik dnia dzisiejszego - ja w boleściach, Burgi w boleściach - niedziela pod
znakiem polerowania :)