Dodaj do ulubionych

papierosy...

02.04.04, 17:20
Nie wiem, czy ktoś z Was pali. Nie chcę nikogo urazić, ale mam problem i mam
nadzieję, że może uda Wam się mi pomóc:-) albo chociaż jakoś pocieszyć w tej
sprawie:-)

Sama nie palę, nigdy przenigdy nie próbowałam. Luby też nie pali. Za to moi
rodzice, brat i siostra palą i to dużo. Jak wracam od rodziców, od razu po
wejściu do domu idę się wykąpać, a ciuchy wrzucam do pralki- nawet te z
walizki, teoretycznie czyste. I tak jeszcze kilka dni po prostu "śmierdzą" mi
włosy :-( Mieszkanie moi rodziców "czuję" już przy wejsciu na klatkę:-(

Jakoś to wytrzymuję, kilka dni zawsze jakoś przetrzymam, choć boli mnie gardło
i oczy mam czerwone jak królik:-( Ale moi rodzice dopominaja się, żebym
"przywiozła" G. I on by może w końcu się pojawił (po 6 latach), może nie na
święta, ale w wakacje, gdyby nie to, że on NIE ZNOSI papierosów i jest
prawdziwym faszystą w tej sprawie. Poza tym ma alergię i ten smrodek mu
szkodzi, nie mówiąc o dymie. Moi rodzice chyba nie zdają sobie tego sprawy, a
ja już nie wiem, jak mam tłumaczyć to, że G. nie chce do nich przyjechać...
Mamie dałoby się to jakoś powiedzieć, ale ojcu... Nie chcę, żeby im było
przykro. I co z tym fantem zrobić? Znowu jadę do domu i znowu musze się
zmierzyć z tymi pytaniami:-(

Tak w ogóle to mi się wcale nie chce... Muszę jechać całutki dzień, a wolnego
wcale nie jest dużo... Jadę w czwartek, we wtorek wracam. I ludzi będzie
multum... święta czasem to bardzo niewygodny wynalazek.
Obserwuj wątek
    • aariel Re: papierosy... 02.04.04, 17:45
      Ja tez nie znosze dymu papierosowego. Niestety moj Luby pali :( cohciaz
      chcialabym, zeby rzucil to palenie. Ale nie wystarczy, ze tylko ja chce.
      Palacze chyba naprawde sobie nie zdaja sprawy, ze zadymione pomieszczenie moze
      az tak przeszkadzac.
      Kiedys mi to nie przeszkadzalo. Ale np teraz nie znosze! Do pubow chodze
      niezmiernie rzadko i tylko z jakiejs wyjatkowej okazji przez dym papierosowy
      wlasnie.

      Ale wracajac do Twojego glownego tematu- to rzeczywiscie troche problem. Ale np
      na slowo alergia nie powinni sie czepiac i nie powinno byc im przykro chyba...
      • mrouh Re: papierosy... 02.04.04, 18:23
        aariel napisała:


        > Kiedys mi to nie przeszkadzalo. Ale np teraz nie znosze! Do pubow chodze
        > niezmiernie rzadko i tylko z jakiejs wyjatkowej okazji przez dym papierosowy
        > wlasnie.

        Ja to chyba raz tylko byłam w pubie! Też przez dymki:-) ale też dzięki temu, że
        w moim rodzinnym mieście nie ma takich lokali, a i tutaj niewiele:-)
        >
        > Ale wracajac do Twojego glownego tematu- to rzeczywiscie troche problem. Ale
        np na slowo alergia nie powinni sie czepiac i nie powinno byc im przykro chyba...


        Tylko, że oni wiedzą dobrze, że on ma alergię:-) Jakoś nie zdają sobie sprawy z
        tego, że to ludziom zdrowym szkodzi, a cóż dopiero... Chociaż, ja wiem.. chyba
        wiedzą, widzą jak się duszę, męczę i w ogóle, ale nie są w stanie zrezygnować:-(
        Dopóki mieszkałam w domu, byłam przyzwyczajona, tutaj nikt nigdy nie pali- prócz
        sąsiada na klatce, co doskonale czuję. Zupełnie się odzwyczaiłam i wyczuliłam na
        papierosy. Ech, no coż zrobić...
    • ann.k Re: papierosy... 02.04.04, 18:35
      Mrouh, może to brutalne, ale nie masz innego wyjścia jak powiedzieć im wprost.
      Mimo wszystko, to oni powinni się nagiąć do gościa (zwłaszcza jeśli sami go
      zapraszają), a nie on do nich.

      A jeśli chodzi o palaczy wręcz do szału mnie doprowadzają ludzie, którzy
      przychodzą do mnie w odwiedziny i zaraz od progu pytają czy mogą zapalić. Jest
      to jeden z powodów, dla których unikam zapraszania ludzi do siebie. Nie wiem
      dlaczego tak jest, ale większość palaczy sprawia wrażenie jakby się im razem z
      dymem mózg i kultura wydmuchiwały. Tym większym szokiem było dla mnie kiedy
      poszłam na pierwszy obiad z szefem i ten zapytał cyz będzie mi przeszkadzało,
      że zapali.
    • chiara76 Re: papierosy... 02.04.04, 19:36
      My też nie palimy. Hmmm, co do Rodziców. Może będę brutalna, ale to
      oni "uprawiają" szkodliwy nałóg, więc chyba muszą zrozumieć racje innych.
      Myślę, że wystarczy im powiedzieć prawdę, nie wiem, może po prostu powiedz jak
      jest, oczywiście bez drastycznych przykładów, ale posłuż się alergią G. Wiem,
      co to znaczy, bo sama jestem alergikiem i wiele obostrzeń mam choćby w domu.
      Powiedz, że on by chętnie ich odwiedził, ale po prostu boi się tego, jak
      zareaguje na papierosy jego organizm. Jeśli naprawdę chcą go poznać, to może
      jeden, dwa dni będą wychodzić gdzieś na balkonik? myślę, że wbrew pozorom, to
      oni mają głos ostateczny. A w sumie jeśli dotąd się nie widzieli to fakt, chyba
      by wypadało się poznać, no, ale wynika z tego, że Twoja Rodzinka musi sporo
      pomóc w tej sprawie. Uff...naplątałam, ale mam nadzieję,że Wiesz mniej więcej,
      co miałam na myśli.
      • mrouh Re: papierosy... 02.04.04, 20:38
        Chiara, też tak myślę, że po prostu to jest jakiś warunek- żeby przynajmniej
        ograniczyć palenie. To trudne, bo mieszkanie rodziców jest malutkie, ale gdzieś
        trzeba mieć wytchnienie:-)Nie wiem, czy to się kiedyś uda... Moja Mama dałaby
        się jakoś przekonać, natomiast ojciec... nie zniósłby stawiania warunków...
        ciężki charakter:-(

        Ale wkradło się nieporozumienie:-) Moi rodzice już widzieli G., troszkę go
        znają. Z tym, że wtedy kiedy on do mnie przyjeżdżał, mieszkał u mojego brata, w
        domu moich rodziców pojawiał się bardzo rzadko i znikaliśmy razem;-) Mój ojciec
        chyba nigdy z nim nie rozmawiał jakoś tak dłużej... Chociaż mój Ojciec dobrze
        go pamięta. Miałam Wam opowiedzieć, jak doszło do naszego spotkania, bo to było
        trochę niezwykłe, ale jest jeszcze jedna historia.
        TEraz będę przynudzać, kto nie ma ochoty niech nie czyta:-)



        G. jako mój Luby już, ale dopiero po roku znajomości listowej i tak naprawdę
        jednym, choć dwutygodniowym spotkaniu postanowił zrobić mi niespodziankę.
        SYlwester zawsze wydawał mi się niesłychanie melancholijnym dniem, smutnym,
        tęskniącym... od zawsze marzyłam, żeby się tego dnia spotkać z kimś, z kim
        dałoby się przegadać całą noc. G. znał to moje marzenie. Tuż po Bożym Narodzeniu
        postanowił po prostu do mnie przyjechać, tylko mnie nie uprzedził, bo to miała
        być niespodzianka:-)

        ciąg dalszy w następnym poście:-)) bo mi utnie, będzie długie...
        • mrouh historia sylwestrowa Mrouh :-) 02.04.04, 20:39
          Byliśmy w liceum jeszcze, G. nie miał jeszcze autka, jeździł pociągiem. A
          pociągi, jak to pociągi jeździły w dziwnych godzinach. Jedyny normalny
          przyjeżdżał do Włocławka gdzieś około 2:00 w nocy, a do mnie było jeszcze 24 km.
          Złapał stopa i dotarł do mojego miasteczka. Było wtedy okropnie zimno, około 20
          stopni mrozu. Luby niewiele myśląc przyszedł do mnie... ale oczywiście jak ktoś
          przychodzi o 3:00 w nocy bez uprzedzenia, to do drzwi rusza TATA:-))) Kto
          zaglądał do galerii ten wie, jak mój Luby wygląda- czarny, kudłaty, z brodą:-)
          Mój Ojciec nie bardzo był zorientowany,kto zacz, więc jak G. zapytał o mnie,
          rodziciel go wyśmiał i nie wpuścił. W ogóle go nie skojarzył. Ja słyszałam, że
          ktoś się dobija, obudziłam się, ale nie przyszło mi do głowy, żeby się w to
          mieszać. Rano, po wyjściu ojca obudziła mnie mama i stwierdziła, że z tego co
          jej ojciec w nocy (wściekły...) opowiedział, to ten nocny gość to był G. No to
          ja przerażona, ubrałam się raz-dwa i w miasto! BYł przecież mróz a mój bidny
          chłop nie miał się gdzie podziać! Miasteczko małe, poleciałam do hotelu, a
          nuż... nie było go, obeszłam dworce i dom mojego brata zamknięty na głucho (bo
          brat był we wojsku). I.. w końcu go dostrzegłam... brodę i wąsy miał oblepione
          szronem, małymi sopelkami, zamarznięty na amen mój Luby na szczęście żywy-
          znalazł się. Podobno przesiedział część nocy na dworcu, trochę na klatce w moim
          bloku, trochę się pałętał... Na szczęście rozumny jest, na biologii się znał i
          nie siadł i nie spał, bo by zamarzł niechybnie:-) Zawlokłam go do domu,
          wycałowawszy, odmroziłam i spędziliśmy super fajnego Sylwestra u mnie w domu.
          Rodzice byli na imprezie, został nam mój młodszy brat pod opieką:-) a właściwie
          to my pod jego:-D Ojciec mnie do tej pory przeprasza, i Lubego za mym
          pośrednictwem- że nie poznał G. Nawet wtedy chyba nie był na bieżąco, że my
          jesteśmy razem (no, nietrudno było siępomylić, bo to mój pierwszy i jedyny jak
          do tej pory facet...)! No,cóż z ojcem nie miałam najlepszych stosunków, chociaz
          już się polepszyło. No, ale ojciec wkrótce przekonał się jak poważna to sprawa-
          ja i G. Musiałam go prosić o pozwolenie na wyjazd na studniówkę do G., znowu się
          biedny zszokował- panna porządna sama do faceta 400 km po nocy pociągiem:-) Ale
          pozwolił, chyba w poczuciu winy za niewpuszczenie G. w środku nocy i w mróz:-)

          Tak się dziwnie przedstawiają dzieje znajomości mojego Lubego z moimi rodzicami.
          Ojciec chciałby, żebyśmy się pobrali, jest mocno konserwatywny... obawiam się,
          że odbyłaby się poważna rozmowa:-) w razie spotkania. Wiadomo jak to jest,
          wypada, żeby się "zięć" co jakiś czas pokazał i opowiedział co on zamierza,
          prawda? :-)
          • m-gosia Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 02.04.04, 21:01
            mrouh napisała:

            > Tak się dziwnie przedstawiają dzieje znajomości mojego Lubego z moimi
            rodzicami
            >
            > Ojciec chciałby, żebyśmy się pobrali, jest mocno konserwatywny... obawiam się,
            > że odbyłaby się poważna rozmowa:-) w razie spotkania. Wiadomo jak to jest,
            > wypada, żeby się "zięć" co jakiś czas pokazał i opowiedział co on zamierza,
            > prawda? :-)


            Oh, Mrouh! Skąd ja to znam...:)))Ja jeździłam jeszcze dalej do lubego i moi
            rodzice byli ostatnimi, którzy to rozumieli...(a nawet nie wróżyli za dobrze).
            Dziwym zrządzenie losu jednak im to przeszlo, po ślubie to się nawet z nim
            zaprzyjaźnili, więc spoko - wszystko przed Toba:)))
            • aariel Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 10:55
              m-gosia napisała:


              > Oh, Mrouh! Skąd ja to znam...:)))Ja jeździłam jeszcze dalej do lubego i moi
              > rodzice byli ostatnimi, którzy to rozumieli...(a nawet nie wróżyli za
              dobrze).
              > Dziwym zrządzenie losu jednak im to przeszlo, po ślubie to się nawet z nim
              > zaprzyjaźnili, więc spoko - wszystko przed Toba:)))

              Hmm.. to moze i u mnie sie jakos poprawi... chociaz coraz mniej na to licze....
              • m-gosia Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 11:19
                aariel napisała:


                > Hmm.. to moze i u mnie sie jakos poprawi... chociaz coraz mniej na to licze....
                >
                Hmm, to zależy....np. czy jesteś pierworodną córeczką tatusia:P
                • aariel Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 12:01
                  m-gosia napisała:

                  > aariel napisała:
                  >
                  >
                  > > Hmm.. to moze i u mnie sie jakos poprawi... chociaz coraz mniej na to licz
                  > e....
                  > >
                  > Hmm, to zależy....np. czy jesteś pierworodną córeczką tatusia:P

                  Jestem pierworodna, ale nie jestem oczkiem w glowie.
                  I to nie z nim jest problem...
                  • kasienka80 ja, pierworodna coreczka tatusia 05.04.04, 12:09
                    Hihi, u mnie tez tak bylo: nie chcieli, zebym jezdzila do sebka, no bo to nie
                    wypada. Babcia mowila, ze umrze jak bede mieszkac z facetem przed slubem, a
                    potem jak sie naczytala o akademikach we francji, to sama mnie namawiala, zebym
                    mieszkala z Sebkiem hihi
                    Jestem pierworona, ukochana coreczka tatusia, wiec wszyscy moi mezczyzni (ale
                    wlasciwie tych dwoch najwazniejszych) mieli przeprawe z tatusiem.
                    Na szczescie tata na poziomie i chce szczescia corki, wiec zawsze byl mily i
                    sympatyczny, ale przepytal ze wszystkiego :-)
                    Z Sebkiem ma gorzej, bo przepytac za bardzo nie moze, wiec mnie morduje,
                    ale....wysyla mame, zeby sie pytala i kontrolowala hihi
                    • mrouh Re: ja, pierworodna coreczka tatusia 05.04.04, 12:31
                      kasienka80 napisała:

                      > Hihi, u mnie tez tak bylo: nie chcieli, zebym jezdzila do sebka, no bo to nie
                      > wypada. Babcia mowila, ze umrze jak bede mieszkac z facetem przed slubem,

                      Mój ojciec był oburzony i obrażony, że tak się to wszsytko odbywa i przed swoją
                      Mamą a moj Babcią te moje plany długo ukrywał (fajną mam rodzinkę?...). A jak co
                      do czego przyszło, sama Babci powiedziałam i stwierdziła, że to może nawet
                      lepiej. Trafiłam po prostu na moment, kiedy rozwodziła się po dwóch latach
                      najstarsza wnuczka Babci, moja ciocie też już były po rozwodzie (w super
                      pobożnej rodzinie, więc latami było to trzymane w tajemnicy!) i nawet Babcia
                      zmiękła:-) Ona jedna mi nie robi przytyków, bo widzi, że 8 lat żyjemy razem i to
                      szczęśliwie:-) Babcia, chociaz sędziwa już, da się czasem łatwiej przekonać:-)

                      Ojciec też w sumie już tak nie marudzi (prócz życzeń z różnych okazji, kiedy to
                      życzy mi "ustabilizowania"- a cóż bardziej stałego niż ja?!?, hihi), na własne
                      oczy widzi, że trafiłam na porządnego choć dziwacznego (w jego mniemaniu)
                      człowieka. Pewnie chce dobrze i może inaczej sobie wyobrażał życie swojej
                      pierworodnej:-)
                      • kasienka80 Re: ja, pierworodna coreczka tatusia 05.04.04, 12:52
                        Moja rodzina tez nie robi przytykow, ale tak jak twoi czesto sie mnie o slub
                        pytaja !! a ja im na to, ze dlaczego teraz sie pytaja skoro jestesmy tylko 2
                        lata razem, a nie wczesniej jak bylam z moim bylym 3 !!!
                        na to oni odpowiadaja, ze to jest INNA sytuacja :-)))
                        Ale kochani sa. Wyobrazcie sobie co to musi byc dla rodzicow "oddac" corke
                        komus, kogo wlasciwie dobrze nie znaja, sa bardzo daleko, nie moga sie
                        z "zieciem" dogadac...czasami mysle, ze jednak to jest bardzo trudna sytuacja
                        dla moich rodzicow...ale coz, staramy sie z Sebkiem, zeby wiedzieli wiele, zeby
                        widzieli, ze jestem szczesliwa, moja ciotka, ktora mowi po fr'ancusku i mieszka
                        w Paryzu duzo nam pomaga w tym, bo "donosi" o naszych wizytach u niej do
                        rodziny...na szczescie ona wprost uwielbia Sebka :-))
                  • m-gosia Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 12:14
                    :))Więc to problem "w drugą strone"...., a więc tu nie mam doświadczeń. A luby
                    to nie przypadkiem "oczko w głowie"?
                    • chiara76 Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 12:19
                      m-gosia napisała:

                      > :))Więc to problem "w drugą strone"...., a więc tu nie mam doświadczeń. A luby
                      > to nie przypadkiem "oczko w głowie"?

                      oj, właśnie, ja coś o tym wiem:))
                    • aariel Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 12:47
                      m-gosia napisała:

                      > :))Więc to problem "w drugą strone"...., a więc tu nie mam doświadczeń. A luby
                      > to nie przypadkiem "oczko w głowie"?

                      W jakim sensie "oczko w glowie"? Albo raczej czyje oczko? ;)
                      • m-gosia Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 13:20
                        aariel napisała:


                        > W jakim sensie "oczko w glowie"? Albo raczej czyje oczko? ;)
                        >
                        Mamusi?
                        • aariel Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 15:23
                          m-gosia napisała:

                          > aariel napisała:
                          >
                          >
                          > > W jakim sensie "oczko w glowie"? Albo raczej czyje oczko? ;)
                          > >
                          > Mamusi?

                          Nie, na pewno nie.
                          • m-gosia Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 15:37
                            aariel napisała:

                            > m-gosia napisała:
                            >
                            > > aariel napisała:
                            > >
                            > >
                            > > > W jakim sensie "oczko w glowie"? Albo raczej czyje oczko? ;)
                            > > >
                            > > Mamusi?
                            >
                            > Nie, na pewno nie.
                            >

                            Więc w czym problem? Ty nie możesz się dogadać z jego rodzicielami?
                            • aariel Re: historia sylwestrowa Mrouh :-) 05.04.04, 15:56
                              m-gosia napisała:

                              > Więc w czym problem? Ty nie możesz się dogadać z jego rodzicielami?

                              Problem jest z moja mama.
          • malen_a a skad jestes??? 05.04.04, 11:23

            bo ja jestem z W-wka :DDD
            • mrouh Re: a skad jestes??? 05.04.04, 11:30
              Malena, me miasteczko rodzinne to Lipno:-)) W czwartek jadę do domu przez Ww-ek,
              oczywiście:-)
              • malen_a Re: a skad jestes??? 05.04.04, 11:35
                Tos Ty Kujawianka jak i ja!!
                moja mama w Lipnie w szkole pracowala :)))
                a ja jade do W-wka na Swieta w pt :))
                • mrouh Re: a skad jestes??? 05.04.04, 11:38
                  malen_a napisała:

                  > Tos Ty Kujawianka jak i ja!!
                  > moja mama w Lipnie w szkole pracowala :)))

                  A w której i... dawno?

                  E, ja już się z tymi Kujawami pogodziłam, chociaż jeden taki pan kulturalny w
                  moim miasteczku to powtarzać lubił, że Lipno to już Ziemia Dobrzyńska. Ale chyba
                  wolę Kujawy, bo przynajmniej ludzie kojarzą:-)
                  • malen_a Re: a skad jestes??? 05.04.04, 11:40
                    a nie wiem w ktorej, bo to bylo jak ja mialam 5 lat :)))

                    ee, Kujawy sa fajniejsze i maja ladny stroj :))

                    napisalam Ci maila, na gazete :)
                    odpisz :)))
                    • mrouh Re: a skad jestes??? 05.04.04, 11:56
                      Odpowiedź poszła;-)
                      • malen_a moja rowniez nt :)) 05.04.04, 12:02
              • chiara76 do Mrouh 05.04.04, 12:06
                a mówi Ci coś nazwa Chodecz? tam się urodziła moja Mama,potem dziadkowie
                przenieśli się do Włocławka:) Tak, że mam tam dużą część rodzinki!
                • mrouh Re: do Mrouh 05.04.04, 12:19
                  chiara76 napisała:

                  > a mówi Ci coś nazwa Chodecz? tam się urodziła moja Mama,potem dziadkowie
                  > przenieśli się do Włocławka:) Tak, że mam tam dużą część rodzinki!

                  W Chodczu nigdy nie byłąm, ale nazwa mi sięobiła nie raz i dwa... ładnie,okaże
                  się, że połowa forum z Kujaw pochodzi:-)
                  • chiara76 Re: do Mrouh 05.04.04, 12:20


                    no ja już nie Kujawianka, bo Mama się przeniosła do W-wy po szkole, ale
                    naprawdę sporo rodzinki tam mam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka