Dodaj do ulubionych

Wybory ... frekwencja ...

14.06.04, 11:50
Wczoraj były wybory do PE (Parlamentu Europejskiego) i nie mam zamiaru
komentować ich wyników. Są takie, jakie jest społeczeństwo lub ta część,
która udała się oddać głos. No właśnie i tu zbliżamy się do sedna sprawy ...
frekwencja jest po prostu mizerna, śmiało można postawić tezę, że chyba wiele
osób nie jest świadoma swoich praw. Te osoby same sobie odebrały prawo
wyboru ... a ja odbieram im prawo do narzekania na władzę.
Obserwuj wątek
    • slotna Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 12:14
      Wiesz co Zohu... ale sam powiedz, jaki ma sens takie głosowanie dopóki się
      głosuje na listy, a nie na ludzi? Przecież jak głosuję na pana X to nie po to,
      żeby moim zdaniem głupi nieodpowiedzialny pan Y - znajdujący sie wyżej na tej
      samej liscie - się dostał. Już były takie numery przez to (choćby
      przewspaniały Buzek). To co to za głosowanie w ogóle...
      • zo_h Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 12:35
        Zaraz ... zaraz przecież głosuje się na konkretną osobę i rozdział mandatów do
        PE jest w następujący sposób: jeśli dana lista przekroczy wymagane minimum
        progu wyborczego to z tej listy desygnowane jest osoba/osoby, które zdobyły
        największą ilość głosów. A moze myle się ... w kazdym razie Twoje tłumaczenie
        nie trafia do mnie.
        • slotna Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 15:29
          'Tłumaczenie' - ech, jeśli chodzi o to, że się tłumaczę, to pudło, bo ja akurat
          głosowałam. Chociaż przyznam, ze miałam nawet chwilę wahania;) ale że mieszkam
          dokładnie naprzeciwko lokalu wyborczego zaobserwowałam ciekawą tendencję - otóż
          wyborcy nadciągali w godzinach 10, 13 itd... akurat jak się msze kończyły...
          Głównie takie starsze babcie... Przeraziłam się i skutecznie mi to wybiło
          głupie pomysły z głowy. Jeszcze błyskawiczną agitację zorganizowałam wśród
          znajomych;)

          No własnie o to mi chodzi! Przymijmy, że głosuję na pana, który ma na liście nr
          4. A wejdą dwie osoby - nr 1 i 2, na które ja wcale nie głosowałam! Bo ja
          przecież chciałam tę czwórkę! a pomogłam moim głosem tym z góry listy. No.
    • kokolores Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 14:03
      Przyznaje sie bez bicia ,ze nie bylam!
      Nie mam zielonego pojecia na temat kandydatow.Dostalam zawiadomienie ,gdzie moge
      glosowac i na kogo ,bez informacji kim sa ci ludzie.Wiem ,wiem moglam sama sie
      poinformowac ,ale ja wlasciwie nie wiem co jest dobre dla Polski!!Nie mieszkam
      tam juz od prawie 15 lat !!
      Zohu , czy ty naprawde wierzysz ,ze gdyby byla wieksza frekwencja to to cos
      zmieni.Politykom z reguly nie chodzi o dobro takich pionkow jak my ,a o
      zapelnienie swojego konta!!A diety sa niezle!!
      • zo_h Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 14:26
        Jeśli nikt nie będzie wierzył ... to po co to wszystko? ... a gdyby tak te
        blisko 80% społeczeństwa, które wcale nie zagłosowało oddałoby nieważny
        głos ... gdyby zamanifestowało swoją obecność.
        • kokolores Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 19:41

          No z tym "niewaznym glosen" to masz racje!!
          :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • slotna Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 15:32
      Lubię Dudlę, a akurat napisała notkę na temat, może trochę infantylne, ale
      poczytać można. Proszę:

      Da się zauważyć niepokojący trend wśród młodzieży polskiej (nie mylić z
      wszechpolską), mianowicie planem ambitnym i dającym powody do dumy jest
      plan "wyjechania stąd w cholerę", wyemigrowania do jednych z polskich
      odwiecznych eldorado, do Stanów, do Wielkiej Brytanii, do Kanady albo Holandii.
      A dlaczegóż to? A no dlategóż to, bo w Polsce to "się nigdy nic nie zmieni". No
      i właśnie to zdaje się być jądrem problemu. Wielu Polakom wydaje się, że za
      granicą, na wymarzonym, idealnym Zachodzie, opatrzność boska czuwa i w
      odpowiednim momencie zmienia wszystko na lepsze. O Polsce niestety, mimo tłumu
      świątyń, opatrzność zapomniała i w ogóle nic nie zmienia. Przyjmując takie
      rozumowanie rzeczywiście najlepiej wyjechać, bo nie ma co czekać, że fortuna
      sobie o nas przypomni i spadnie na nas deszcz dóbr wszelakich. Jednak dla
      wszystkich wielbicieli teorii boskiego uprzywilejowania Zachodu mam smutne
      wieści. Mianowicie rzeczy się tam same nie zmieniają, zmieniają je ludzie.
      Niewiarygodne, prawda? Zatem faktycznie, w Polsce nic się nie zmieni dopóki
      hasło "nic się nie zmieni" będzie powszechnie funkcjonować ze swoimi wariacjami
      dotyczącymi, kogoś lub jakichś kogosiów, bliżej niesprecyzowanych onych, którzy
      mieliby COŚ zmienić. Niestety bez względu jak bardzo bolesne to się może
      wydawać, hasło powinno brzmieć "W Polsce nic się nie zmieni, dopóki MY tego nie
      zmienimy". Tak proszę państwa, nie Opatrzność boska, fortuna, magia ani Harry
      Potter mają to zmienić. To My właśnie mamy to zmienić, a nie jechać na już
      zmienione na Zachodzie. Oczywiście zaraz usłyszę lament, że jak tu zmieniać,
      jak ta władza taka okropna, uciska nas i rozkrada kraj. A, i tu mam kolejną
      niespodziankę. Dotyczy ona istoty demokracji. Zatem uwaga, demokratyczny kraj
      ma to do siebie, że władza mu nie spada z kosmosu, ewentualnie ze Związku
      Radzieckiego, tylko władzę wybieramy MY spośród NAS. Jednak polska wersja
      demokracji wygląda w ten sposób, że idziemy na wybory, stawiamy krzyżyk przy
      największych idiotach na listach, tylko i wyłącznie po to, żebyśmy przez
      następne parę lat mogli obrzucać ich niewybrednymi epitetami i oskarżać ich o
      całe zło wszechświata.
      Zatem w Polsce jest do chrzanu, więc co robi polskie społeczeństwo? Jedna
      połowa pakuje się i spada na "już zmienione", a druga połowa na razie o tym
      tylko gada. I tu przyszedł czas przyznać się, że swego czasu byłam ogromną
      zwolenniczką poglądu, że W Polsce nic się nie zmieni, zatem należy stąd
      wyjechać jak najprędzej, bo inaczej czeka mnie życie smutne i krótkie, wyjechać
      oczywiście najlepiej minimum parę tysięcy kilometrów od ojczyzny, do cudownej
      Ameryki, gdzie chodniki są brukowane złotem i wszyscy są bogaci i uśmiechnięci.
      Tak więc zostawiłam rodzinę, przyjaciół, wszystko co znałam od urodzenia i co
      jak się okazało bardzo kochałam, spakowałam się w dwie walizy i odfrunęłam do
      tego raju na ziemi. Życie zrewidowało moje poglądy dość ostro. Nauczyłam się
      patriotyzmu z dala od domu i nieźle dostałam po dupie wtedy. Do tej pory mam
      nadzieję, że cała moja beztroska wyjazdowa była spowodowana jakąś aberracją
      umysłową, a nie stałym defektem mojej psychiki. Myślę, że odkryłam, że jestem
      patriotką na lekcji biologii w John Stark High School. Ms. Brady rozdała nam
      przyrządy jakieś potrzebne do doświadczenia, które wyglądały profesjonalnie i
      miały napis "Made In France", następnie za jakiś czas wniosła z pietyzmem
      pudełko i oświadczyła nam, że te przyrządy są jeszcze bardziej profesjonalne i
      mamy być z nimi hiper ostrożni, bo są bardzo drogie, i szkoły nie stać na
      kupienie nowych, i jak ktoś coś popsuje to będzie musiał odpracować w
      kamieniołomach. I tak, zgadliście, te przyrządy miały napis "Made In Poland".
      Ktoś w klasie to zauważył, i cała klasa po raz pierwszy spojrzała na tę
      imigrantkę z Polski z pewnym respektem. W ciągu kilku miesięcy dowiedzieli się
      dwóch niesamowitych rzeczy o Polsce, mianowicie, że latają tam samoloty, oraz
      że produkują tam bardzo drogie sprzęty, których zepsuć nie można, bo szkoły nie
      stać na więcej. Ja też dowiedziałam się paru rzeczu o Stanach, mianowicie
      chodniki nie są tam wyłożone złotem, a ludzie ciagle się uśmiechają, bo mają
      taką deformację mięśni twarzy. Z początkowych planów pozostania tu na zawsze i
      realizowania swojego American Dream bardzo szybko nie zostało mi nic.
      Uzmysłowiło się mi, że ludzie harują tu tyle, że w Polsce by się to zdało i
      niewiarygodne, a większość i tak gówno z tego ma. Już 16-latki po szkole od
      razu zapieprzaja do pracy, żeby mogły utrzymać samochód, który im potrzebny,
      żeby dojeżdżać do pracy.
      W tych Stanach poznałam Kasię, z która musiałam trzymać sztamę, jako że byłyśmy
      jedynymi Polkami w promieniu paru ładnych mil. Kasia była niezmienną
      zwolenniczką hasła, że w Polsce się nie zmieni. Jeździła gównianym samochodem,
      który rozpadał się przy byle okazji, do gównianej nielegalnej pracy, gdzie za
      parę dolarów zmywała talerze, co i tak nie starczało jej na opłacenie
      najbardziej gównianego koledżu w całym stanie, także bogaci rodzice słali jej
      pieniądze do Ameryki, i mimo wszystko zdawało jej się, że złapała Pana Boga za
      nogi. Zupełnie jej nie przeszkadzało, że do końca życia będzie nikim,
      obywatelem nie drugiej, ale trzeciej albo czwartej kategorii, zakładając, że w
      ogóle stanie się obywatelem tego kraju. W Polsce miała doskonałe warunki,
      bogaci rodzice, prywatne liceum, bezpłatne studia, jednak oczywiście American
      Dream był bardziej kuszący.
      Tak więc tabuny Polaków pakują się w kraciaste torby, ładują do ludowych linii
      lotniczych typu low-cost i odlatują do Londynu, żeby spełnić swoje marzenia o
      zmywaniu podłóg 12 godzin na dobę, z którego da się wyżyć, jeżeli zmaieszka się
      w 5 osób w pokoju i ograniczy jadłospis do puszkowanej fasolki. Tam nagle
      Polacy przestają narzekać, zaciskają zęby, znoszą upokorzenia i zapierdalają
      jak mrówki. Za to w Polsce siadają na tyłku, marudzą i czekają, aż ktoś
      przyjdzie i coś im da.
      Wszyscy ci, którzy teraz mają ochotę powiedzieć, że łatwo mi to wszystko pisać,
      z mojego nowego własnego mieszkanka, z pełnym portfelem i pełną lodówką niech
      się powstrzymają. Faktycznie to co mam, zawdzięczam rodzicom. I to nie jest
      tak, że im to wszystko spadło z nieba na skutek anomalii pogodowych. W 1989
      zaczynaliśmy z tego samego punktu co większość. Dwupokojowe mieszkanie, bez
      samochodu, rodzice na posadach w państwowych zakładach przeróbki niczego.
      Pierwszym odczuwalnym skutkiem kapitalizmu było wypowiedzenie, które dostała
      moja mama z powodu likwidacji zakładu, który zajmował się przeliczaniem w ten i
      z powrotem PGR-owskich buraków. Moja mama poszła na bezrobocie i po ocenie
      sytuacji postanowiła zapisać się na kurs, zmienić zawód i założyć własną firmę.
      I tak to właśnie było. Żadnej magii, tylko trochę przedsiębiorczości. Nie
      dorobiła się jeszcze willi w Konstancinie ani Mercedesa, ale specjalnych
      powodów do narzekań nie mamy. Tak czy siak, to jest mój kraj, i jeśli coś tu ma
      się zmienić to my to musimy zmienić. Jeżeli chcemy, żeby u nas było tak fajnie
      jak na Zachodzie, to musimy się nauczyć myśleć jak myślą na Zachodzie.
      Oczywiście najlepiej jest wyjechać, i proszę bardzo, jak ktoś chce niech
      wyjeżdza. Tylko dlaczego taka postawa jest powodem do dumy nie zrozumiem nigdy.
      Ameryka ani Wielka Brytania nigdy by nie była tam gdzie jest, gdyby w czasie
      kryzysów, wszyscy sobie wzięli i wyjechali. Zresztą niedługo ten masowy exodus
      Polaków się zakończy, niedługo się zachłysną tym Zachodem, aż im nosem pójdzie.
      I co mądrzejsi wrócą z zasilonym kontem i trochę odmienionym spojrzeniem na
      świat, i dobrze, właśnie tych co mądrzejszych nam potrzeba. I przy okazji, nie
      mam nic przeciwko krótkotrwałym wyjazdom zarobkowym, tak długo jak stosujemy
      się do zasady, zarób tam, wydaj tu
    • slotna Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 15:34
      c.d.

      (lub w lepszej wersji 'zainwestuj tu')
      Tak że tyle chciałam powiedzieć w kwestii spadania z Polski, patriotyzmu i
      mojego poglądu na to wszystko. Mam nadzieję, że nikt nie wziął powyższego
      wywodu do siebie. Z przerażeniem stwierdzam, że gdyby nie mój roczny pobyt w
      Stanach, najpewniej dalej bym ględziła o spadaniu stąd w cholerę. Tak więc moi
      drodzy, Polak mądry po szkodzie, ale nie ma tego złego co by na dobre nie
      wyszło, i pamiętajcie, że jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, a bez pracy nie
      ma kołaczy i cudze chwalicie a swego nie znacie.
      Poza tym przy okazji, Aaron stwierdził, że najpewniej zamieszkamy w Polsce, bo
      mu się tu bardziej podoba. Także pamiętajcie, za płotem trawa wcale nie jest
      zieleńsza.
      Niestety tak to chyba jest, że nam Polakom to bez problemu wychodzą wszystkie
      romantyczne narodowyzwoleńcze powstania, wtedy cały naród zrywa się do walki z
      pieśnią na ustach, gorzej już z taką pozytywistyczną pracą u podstaw, wtedy
      zaczyna się narzekanie i wykłócanie, aż w końcu zanim się obejrzymy musimy się
      znowu do jakiegoś powstania zrywać.

      PS. Przypominam, że dzisiaj wybory. Nie bądźcie jak ta pani w telewizji, co
      buńczucznie powiedziała, że NIE, ona głosować nie pójdzie, póki coś to się nie
      zmieni :)

      źródło: dudla.blog.pl
      • dociek Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 21:32
        Ojojojoj! Jakie to dobre jest! Brawo Słotna!!!
    • ryza_malpa1 Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 16:40
      Byłam i głosowałam.
      W godzinach wczesnowieczornych stłam nawet w krótkim ordynku po kratę do
      głosowania a lokal wcale nie świecił pustkami ( glosowaliśmy w szkole
      podstawowej - nie zapomne widoku Konkubneta siedzącego z trudem na
      mikroskopijnym krzesełki hihihi).

      Wbrew wcześniejszym pogróżkom, że poprę PSL oddałam głos na najmniej
      skompromitowanych i najmniej oszolomionych.

      Zadziwiła mnie natomiast wysoka pozycja LPR -w krótkim terminie po wyborach do
      polskiego parlamentu spodziewam się zamknięcia wszystkich galerii ( zacząwszy
      od Zachęty), obowiązku noszenia kółeczka różańcowego na palcu, zamknięcia
      wszelkich ginekologów w więzieniach jako potencjalnie szkodliwch spolecznie,
      lotnych kontroli płodności, wprowadzenia zakazu rozwodów i innych plag, przy
      których egipskie to pikuś .
    • ejno Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 17:30
      I ja byłam, może nic nie zmienię w tym kraju ale liczy się, że chcę coś
      zmienić!!! A Zoh ma rację:):) Nie robiąc nic możemy nie mieć żadnej nadziei na
      lepsze jutro:)
      • dociek Re: Wybory ... frekwencja ... 14.06.04, 21:38
        Nie wiele brakuje mi do tego by rzec tu publicznie: - jestem dumny z takich
        kumpli jak Wy! Mówię to z pełnym przekonaniem, mając codzienne, często
        wątpliwej jakości, doświadczenia z młodocianą, wymóżdżoną tłuszczą, która z
        pełnym zadufaniem uważa, że jest mądrzejsza od całego świata wokół...
        • ryza_malpa1 Re: Wybory ... frekwencja ... 15.06.04, 11:09
          dociek napisał:

          > Nie wiele brakuje mi do tego by rzec tu publicznie: - jestem dumny z takich
          > kumpli jak Wy! Mówię to z pełnym przekonaniem, mając codzienne, często
          > wątpliwej jakości, doświadczenia z młodocianą, wymóżdżoną tłuszczą, która z
          > pełnym zadufaniem uważa, że jest mądrzejsza od całego świata wokół...

          Doćku, nie wiem czy twoje pienia nie sa przedwczesne..ja naprawde uważam, ze
          jestem madrzejsza od całego świata wokół :]
          Poza tym hormony zaczynają mnie również wymóżdżac w kierunku mamusiowatości
          co bardzo mnie frustruje co prawda ale co zrobić......na hormony nie da rady.

          Odmóżdzona macierzyńsko Ryża Małpa
          • zo_h Re: Wybory ... frekwencja ... 15.06.04, 14:08
            Ze mnie chyba też nie powinieneś być dumny, bo jak na razie to widzę u siebie
            postępujący proces dualizmu osobowości. Z jednej strony targa mną postępujący
            proces zdziecinnienia a z drugiej strony dostaje mi się od niektórych osób, że
            jestem zbyt poważny. Chyba najlepiej będzie jak zacznę życz wg jakiegoś
            grafiku ... np. w czwartki będę totalnie infantylny ale już w piątek przejdę
            metamorfozę w totalnie statecznego i dojrzałego obywatela.
            A tak przy okazji to o czym ja mówię ... co? Chyba nie powinienem się tyle
            uczyć :D, bo doznaję groźnego dla zdrowia psychicznego przemieszczenia klepek.

            Pozdrawiam :).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka