Dodaj do ulubionych

Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne

19.10.04, 22:50
Z wielu innych wątków na tym forum zaczyna się wyłaniać cholernie ciekawy
nowy - jeśli wierność jest
wbrew naturze człowieka i jest czymś wpojonym przez kulture i wychowanie, to
może nie jest to słuszna zasada? Historycznie czemu ona służyła, to mozna się
domyśleć. Kobiecie gwarantowała utrzymanie, a mężczyźnie wychowywanie
własnego
potomstwa i przekazywanie własnych genów. Obecnie wydaje się, ze już te
czynniki nie maja takiego znaczenia. Kobiety sa samodzielne, a mężczyźni mogą
swój materiał genetyczny rozsiewać dość swobodnie, a wszystkie dzieci sa
nasze :).
Z drugiej strony czym jest zdrada? Zdrada w sensie relacji między kobietą i
mężczyzną w układzie partnerów życiowych. Czy chodzi o seks z inną kobietą?
Czy
aby na pewno tylko o to? A może o trwałe porzucenie koiety na rzecz innej? W
pierwszym przypadku to powaga sytuacji właściwie polega na zagrozeniu tym
drugim, bo to dopiero jest prawdziwy problem, jak mi się wydaje. A i to w
obecnych czasach nie do końca.
W zasadzie można by postawic tezę, że jednorazowy skok w bok, lub też
powtarzajace się co jakiś czas epizody nie powinny nikogo niepokoić, jeśli
partner deklaruje chęć pozostania w związku, nie zaniedbuje pod wzgłedem
wszelkich kontaktów drugiej strony, nie płodzi na boku dzieci, na które
bedzie
musiał łożyć i nic do domu nie przywlecze :). Pozostaje kwestia urażonej
ambicji, ale tu też jakby nie bardzo to można tak rozpatrywać, bo co tu jest
za
szkoda: partner wykorzystuje inną osobe do zaspokojenia chuci i tyle. Moze
nawet lepiej, że inną? :) Poza tym druga strona może zrobić to samo (a może
robi) i nie ma co włosów z głowy rwać. A już chyba nie warto robic awantury.
Prędzej sensownym wydaje się zbadanie jak to wygląda od drugiej strony - taki
skok w bok potajemnie i w celach czysto rewanżystyczno-poznawczych mógłby
właściwie ugasić niepokój wynikajacy z obawy, że takie zdarzenie, to może być
coś więcej niż jednorazowe zapomnienie się. No, chyba, że się okaże czymś
poważnym, ale takie ryzyko mamy zawsze, no i wtedy też zdradzony uprzednio
partner ma generalnie problem z głowy :).
Trwałe odejście partnera ma charakter ostateczny i właściwie nie ma co nad
tym
dywagować. Tak się zdarzało, zdarza i będzie zdarzać. Na szczęście w obecnych
czasach to nie jest już życiowy problem ekonomiczny dla porzucanych ludzi -
mamy ochronę prawną i równouprawnienie płci :). Jednak trwały rozpad związku
spowodowany wewnętrznymi reperkusjami wynikającymi ze skoku w bok wydaje sie
lekka przesadą w kontekście poprzedniego akapitu. Wydaje mi się, że po prostu
nie warto :).
Generalnie wydaje się że postępując zgodnie z naturą i idąc z duchem czasów
można by zaryzykować eksperyment polegający na likwidacji instytucji
małżeństwa. Kobiety wychowujące dzieci mogły by otrzymywać ochronę Państwa
(dotacje) i nie stanowiłoby problemu, czy mają stałego partnera, który łoży
na
potomstwo, czy nie. Podobnie mężczyźni, bo dotacje szły by za dzieckiem.
Kulturowo byśmy przyjęli, ze ludzie z zasady sa niewierni, a jak ktoś chce
być
z kims dłużej, to jego wybór. Ile to by problemów rozwiązało! Ile łez by sie
nie wylało! Ile serc nie złamało! A ile by było jednak miłych rozczarowań? I
jaka wymiana kodu genetycznego! Czy nie było by tak lepiej? Czy nie wleźliśmy
w
jakąś ślepą uliczkę? :)

Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: expercik Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.04, 23:04
      wytrzymuje z jedną samicą całe życie - i widzicie do czego to jego
      doprowadziło ?:)
      • madziapoznan Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 20.10.04, 10:31
        kochanie wszystko bylo by ok z twoja teoria, ale niektorzy ludzie wyposazeni sa
        w serce, ktore czuje i nie bawi ich zaspokajanie swoich potrzeb, nazwijmy
        je "fizjologicznych" (bo ponoc seks jest jedna z takich potrzeb) tylko
        odnalezienie czlowieka na ziemi, ktory bedzie kochal i ktorego kochac bedzie
        mozna. czlowieka wspierajacego w kazdej sytuacji, czlowieka do porozmawiania,
        kogos, kogo moznaby zabrac na bezludna wyspe i nikt wiecej ani nic wiecej nie
        byloby potrzebne.
        nie chcesz kochac i byc kochanym??
        oczywiscie ze seks ciagle sie gdzies przewija w naszym zyciu i fantastycznie
        byloby moc sobie pobzykac za kazdym razem kiedy sie ma ochote, ale to jakby...
        opuszczenie ukochanej osoby. chcialbys zeby twoja kobieta seksila sie z jakims
        innym facetem? nie czulbys ze nie uwaza cie juz za tak seksownego i
        pociagajacego jak ongis? nie byloby ci przykro??
        pozdrawiam
        • Gość: expercik Re: pisałem skarbie o samcach, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.04, 17:36
          samiczki nie maja takich potrzeb - ewentualne reklamacje do matki natury :)
        • szefu13 Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 20.10.04, 22:35
          Droga Madziu!

          Z kontekstu Twojej wypowiedzi wywnioskowałem, że odnosi sie raczej do mojego
          posta niż do expercika. :) Tak więc pozwoliłem sobie na odpowiedź. :)

          Moja teoria w żadnym punkcie nie stoi w sprzeczności z sercem i uczuciami.
          Przecież wiesz dobrze, że to, co chłopa trzyma przy kobiecie i na odwrót, to
          uczucie, a nie kontrakt, czy presja społeczna. Żaden kontrakt ani żadna presja
          społeczna nie zagwarantują już w tych czasach dozgonnej trwałości związku.
          Przecież ludzie sie rozwodzą i tak, mimo tych wszystkich trudności, a Ci którzy
          trwaja w związku mimo, że uczucie się mocno nadwerężyło i właściwie ze sobą
          mają niewiele wspólnego (chyba, że są bogaci, to mają wielki majątek
          wspólny :) ) się okropnie meczą w takim związku "pod respiratorem". :)
          Ja proponuję pozbyć się tej sztuczności i obłudy i zlikwidować (na razie
          wirtualnie na potrzeby dyskusji :) ) instytucje małżeństwa, a co więcej zdjąć z
          ludzi presję społeczna na to, że ten związek musi trwać. Presja ta i tak
          zresztą słabnie sama z siebie - kto dzisiaj bedzie potępiał
          rozwodnika/rozwódkę? Zdjęcie presji natomiast może się odbyć tylko w przypadku,
          gdy juz od dziecka nie będziemy wpajali sobie do głów nieprawdziwych historii o
          związkach, wierności i dozgonnej przysiędze małżeńskiej. Po co? Żeby nie było
          rozczarowań potem. To znaczy złych rozczarowań. Załóżmy sobie, że kobiety i
          mężczyźni są z natury niewierni i nie wymagajmy od nich wiernośći - myślisz, że
          to doprowadzi do jakiejś szczególnej rozwiazłości? Wątpię .... Przecież to nie
          na kontraktach to życie polega, tylko na uczuciach, no nie? Tak więc czego tu
          się bać? Po co ludzie wymyslili takie kontrakty? Ano jak spojrzeć historycznie,
          to w celach majatkowych, układów klanowych i zabezpieczenia interesów. O tym
          trzecim elemencie juz wspominałem, więc się nie będę powtarzał, a dwa pozostałe
          nie sa tematem tej dyskusji, żeby sie nad nimi rozwodzić. :) A dzisiaj? Nie ma
          powodu, żeby tą tradycję ciagnąć, bo przeradza się ona w farsę, hipokryzję i
          obłudę. Dlaczego? Zaczyna się od przysięgi małżeńskiej.... Przeważnie składają
          ją ludzie nie w pełni władz umysłowych, bo zauroczeni sobą i pod wpływem ostrej
          chemii własnych organizmów :). Poza tym obiecują sobie cos, na co mają w sumie
          (każde z nich z osobna) niewielki wpływ - nie można przewidzieć, co się stanie
          w przyszłości, jak sie ludzie zmienią, kogo sie w życiu spotka .... A
          powiedzenie "widziały gały co brały" jest z gruntu głupie, bo nie widziały, a
          nawet jak widziały, to dzisiaj widzą co innego i co? ....
          Następnie zwiazek się ciągnie często bo tak wypada. Minie szał, minie chemia i
          okazuje się, że to jednak nie to .... Czasami wystarczy zamieszkać razem, żeby
          się galopkiem o tym przekonać :), a często przed ślubem nie jest to możliwe. I
          co? I meczymy się dalej... Po co? Bo tak naobiecywaliśmy i takie jest
          oczekiwanie tłumu. :) Bo grzech, bo wstyd, bo olaboga. Bo żeśmy się
          przyzwyczaili ........
          Kiedy wreszcie związek się wali, to jesteśmy rozczarowani, czujemy się
          oszukani .... Czym? Przez kogo? Nikt nie brał chyba obietnic dawanych w stanie
          ostrej euforii na serio? Normalnie w życiu by nie wziął - skąd ten pomysł, żeby
          to tak traktować właśnie teraz? A rozczarowanie? Przecież to było od jakiegoś
          czasu widać, że to nie to i że to był błąd.... Poczucie winy? Dlaczego? A
          mogliśmy coś z tym zrobić? Żeby jeszcze decyzja o małżeństwie była podejmowana
          świadomie .... ale jak wcześniej ustalilismy tak się nie da ... za dużo stopni
          swobody w tym modelu, zeby to człowiek mógł cos wyliczyc i przewidziec i
          odpowiedzialnie obiecać ......

          A jak się kochaja i wszystko wychodzi i nie ma problemu, to i zadne kontrakty i
          presje nie są potrzebne. Żeby im tylko do głowy nie przyszło, że są razem, bo
          muszą! Bo to jest śmierć miłości! :)))))

          I jak teraz? :)
          • madziapoznan Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 21.10.04, 09:24
            kochanie, gdyby twoja teoria byla opisem rzeczywistego stanu rzeczy, to juz w
            tej chwili wlasnie lezalabym w lozku z facetem na ktorego mam NIESAMOWITA
            chrapke i ktory jest jak ksiaze z bajki (mam namieszane w glowie bo to
            zauroczenie?? mozliwe). jednak do niczego nie dochodzi, bo on ma obraczke i to
            wlasnie to powstrzymuje mnie przed czymkolwiek. to swego rodzaju immunited dla
            jego zony :) hehehehehhe
            oj i wygadalam sie ;p
            calusy robaczku :)

            ps. a ty jestes po rozwodzie? czy upodobales sobie stan kawalera?? :)
            • szefu13 Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 24.10.04, 23:07
              No i czy w związku z tym moja teoria nie jest przypadkiem całkiem do
              rzeczy? :))) Podałaś po prostu przykład, że zaproponowany przeze mnie model
              gdyby był wdrożony, to by Ci dał szczęście (w tym konkretnym przypadku) :)))
              A tak z innej beczki: co zrobisz, jeśli się okaże, że inna dziewczyna też miała
              chrapkę na tego faceta, ale za to skrupułów, to jakby wcale i on dla niej rzuci
              żonę? Da się z tym żyć? :))))))))))
              A skąd taka pewność, że facet w ogóle jest do wyrwania, co? :) Czy to Twoje
              (być może słuszne) samopoczucie, czy brak wiary w facetów? A może brak wiary w
              to, że facet potrafi byc szczęśliwy z jedną kobietą? :))))

              Ad p.s.: po rozwodzie. :) Czy to coś zmienia? :)
              • madziapoznan Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 25.10.04, 12:34
                nie wiem kochany, czy inna laska miala czy ma czy moze bedzie miec chrapke na
                tego kochanego potworka. wiem natomiast, ze nie zostalaby inaczej niz ja
                potraktowana, tzn. dalby sie wodzic za nos, ale nie skusilby sie. mimo checi i
                ochoty.
                wiesz, kazdy ma sumienie, jedni slysza jego glos lepiej, inni gorzej. ja chyba
                trace z nim kontakt ;)

                ale chrapke na prosiaczka mam nadal :)


                ps. to ze po rozwodzie nic nie zmiania, chcialam wiedziec ;p i tyle :)
                • szefu13 Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 25.10.04, 23:38
                  Nie widzę za bardzo związku z sumieniem. Poza tym nie do końca jestem
                  przekonany, że to kwestia sumienia :). Może zwykły strach przed zmiana i
                  konsekwencjami. Ludzie w sumie mają masę oporów wbitych do głowy w długim,
                  nudnym i pokręconym procesie wychowywania :)))))). A co by się stało jakby się
                  puscił? Nic. O ile nigdy nikomu by o tym nie powiedział :))))). Ale z czymś
                  takim trzeba umieć żyć i trzymać jęzor za zębami, chocby nie wiem jak to tzw.
                  sumienie (czytaj: wbite do głowy w hipnotycznym transie wychowania zasady
                  powodujące skurcze strachu na sama myśl o ich przekraczaniu) go gryzło .... :)))
          • Gość: ... Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń IP: *.anwa.com.pl / *.anwa.com.pl 25.10.04, 19:43
            spróbuj stworzyć taki związek, który nie rozczaruje ani Ciebie ani Twoich
            dzieci. Jest to trudne, ale niektórym udaje się
        • Gość: ... Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń IP: *.anwa.com.pl / *.anwa.com.pl 25.10.04, 19:39
          fajnie to ujęłaś, nie ujęłabym tak ładnie tego ale mogę się podpisać
      • szefu13 Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 20.10.04, 17:13
        A skąd to wiadomo? Moze po prostu jest dyskretny i sie samice nie skarżą :))))))
        • Gość: expercik Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.04, 17:35
          dyskretnie chowa się w krzakach i kopuluje z inna partnerką ?:)
          • szefu13 Re: wśród ssaków tylko samiec-słoń 20.10.04, 18:34
            Nooooo - chowa się przed okiem swojej samicy i badaczy przyrody, żeby go potem
            w prasie naukowej nie obsmarowano ..... :)))))))
    • Gość: Anula Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.04, 13:21
      Szeufunciu Drogi,
      Dywagacje dość ciekawe. Ale wytłumacz mi jedno dlaczego Państwo ma płacić za
      wybryki i przyjemności faceta? On sobie będzie tak z kwiatka na kwiatek a
      podatnicy niech utrzymują jego dzieci. Mój drogi utopia! Poza tym tu jeszcze
      wchodzi w grę wychowywanie dziecka a to nie tylko kwestia ubrania go i
      nakarmienia. Czy matka samotnie wychowująca dziecko to własciwy wzorzec?
      Moim skromnym zdaniem to ludzie którzy nie czują potrzeby przebywania w stały
      związku nie powinni dażyć do wchodzenia w takie układy. Wieczny singiel
      antykoncepcja i sprawa z głowy. Tylko gdzie jest miejsce na jakiekolwiek
      uczucia? Czy można żyć samą fizjologią? Może facet tak potrafi, zaspokoić chuć
      i rozsiać jak najwięcej materiału genetycznego?
      • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 20.10.04, 17:51
        osobiscie mnie smieszy caly ten problem - bo tak spojrzawszy na to logicznie
        nie moze byc tak ze tylko faceci sa oskarzeni o skok w bok, a to z prostego
        powodu - z kim facet mialby to robic gdyby nie bylo kobiet ktore by mu dawaly
        d..y??? Wiec zeby zaistnial skok w bok musza byc kobiety (nie licze
        homoseksualistow i innych zoofili::))

        Nie rozumiem kobiet oburzajacych sie na faceta ktory pisze o zdradzie - same
        to robicie, tylko ze na zewnatrz boicie sie do tego przyznac, a to dlatego ze
        jest u nas wieksze przyzwolenie na rozwiazlosc mezczyzn a nie kobiet
        - facet ma powodzenie , ale kobieta to juz k..wa w takich przypadkach...

        Moim zdaniem nie ma winnej strony - obie plcie odpowiadaja za to w 50%

        oczywiscie morlanym glupstwem jest przysieganie sobie wiernosci az do smierci
        (to akurat w trakcie slubu koscielnego), ale z drugiej strony czym jest
        wiernosc i czy ta wiernosc zostaje zlamana przy skoku w bok, jesli wciaz jest
        sie z ta sama kobieta, mezczyzna i wciaz sie wychowuje wlasne dzieci...
        Oczywiscie kobiety sa w lepszej sytuacji niz mezczyzni - gdyz zawsze sa pewne
        ze wychowuja swoje dzieci - ojcowie nie do konca moga byc tego pewnie (no chyba
        ze zdecyduja sie na badania DNA lub dziecko urosnie na tyle aby byc pewnym
        podobienstwa...)

        Wiec prosze was panie - nie pieprzcie glupot na temat moralnosci i zdrady i
        tego jacy to faceci sa psami na baby - bo same nie jestescie lepsze, a czasami
        wrecz gorsze...

        Pzdr
        • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 09:29
          MK w zyciu nie czytalam glupszej wypowiedzi. jak kobieta ma lepiej do cholery?
          bo jest pewna ze to jej dziecko a facet takiej pewnosci miec nie moze?
          KURDE!!!!!! skoro panowie tak bardzo chca wychowywac swoje dzieci to dlaczego
          jest tyle samotnych matek? wwrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr denerwuja mnie takie samce
          jak ty! ktorzy w sytuacjach podbramkowych, kiedy okazuje sie, ze dziewczyna
          jest w ciazy, zadaja pytania: tak?? a z kim?
          nic tylko pod murem rozstawic i powybijac!
          wwwwrrrrrrrr

          juz jestem spokojna :)
          • Gość: spiro Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.10.04, 09:58
            Jeśli chodzi o zdradę kobiety są o wiele bardziej okrutne. Facet zdradzi tylko
            z powodu seksu, u kobiety to wszystko jest bardziej skomplikowane. No i kobiety
            w takich momentach są pozbawione skrupułów. Wiem to z doświadczenia, bo i mnie
            to spotkało i sam "spotykałem się" z mężatką...
          • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 10:15
            Madzia a powiec mi w czym takim sklamalem w swoim poscie???

            To ze faceci nie do konca moga byc pewni czy dziecko jest jego??? Nie sadze -
            to akuarat ja mam racje

            Skad tyle samotnie wychowujacych matek?? - bo sady w Polsce bardzo rzadko
            przyznaja prawo opieki dla ojca (nawet w przypadkach patologicznych , gdy matka
            jest alkoholiczka i ma gdzies te fdzieci , bo woli wode) to i tak sad uzna ze
            to kobiety beda sie zajmowaly lepiej dzieckiem niz facet...

            A mnie denerwuja takie samice jak Ty - powiedz mi ile ty masz lat, co przezylas
            w swoim zyciu i dopiero potem mozesz mi mowc ze nie mam racji...

            W ilu stalych zwiazkach bylas, w ilu przypadkach dostales kopa od
            zycia/partera, ilu facetow Cie zdradzilo , ze patrzysz na nas samcow w tak
            plytki sposob???

            Nie watpie w milosc, nie watpie w wiernosc (przynajmneij do jakiegos tam
            momentu w zwiazku), pozniej niestety te rzeczy sie rozmazuja i nie ma juz biale-
            czarne... akle jak podasz mi przyklady ze swojego zwiazku to moze uczyle czola
            przed wacpanna (chociaz ze stylu pisania wnioskuje zes mloda, niedoswiadczona i
            nawet nie jestes w stanie znalezc sobie faceta....::))) moze wlasnie to jest
            powodem tej calej goryczy i w sumie glupiego gadania/myslenia jakie
            reprezentujesz...smutne, zal mi Ciebie...
            • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 10:50
              MK a ja zakladam, ze ty za to jestes bardzo doswiadczony przez zycie. moje
              gratulacje. twoje marne proby sprowokowania mnie do jakis wywnetrznien i
              agresji w odpowiedzi na twoja sa malo skuteczne. moze warto sie zastanowic nad
              soba???
              fakt faktem, ze musze sie z toba zgodzic, w sprawie sadow w polsce i ich nie
              zawsze sprawiedliwego osadzania sprawy. ale te dzieci, jesli w ogole ich
              ojcowie dojda do wniosku, ze sa ich i ze warto byloby o nie powalczyc (co jest
              rzadko spotykane, a wrecz unikalne) wychowywane sa w rodzinach patologicznych
              (czyli niepelnych - najczesciej). jednakze przede wszystkim w trudnych
              sytuacjach spotykamy sie z tym, ze facet zawija kite i znika, zostawiajac
              dziewczyne sama z dzieckiem i maja gdzies cala sprawe. umywaja rece - i za to
              nie znosze takich dupkow. jasne, seks jest dla ludzi, antykoncepcja rowniez.
              nie wszystkie kobiety stac na nia. a prezerwatywa kosztuje ile - 5 zl?? sama
              mam to szczescie, ze moge sobie zafundowac co miesieczna kuracje i moge byc
              pewna, ze jakby co, to mamusia za wczesnie nie zostane.
              jestem mloda, co nie znaczy, ze nie doswiadczona przez zycie. poza tym mam oczy
              i widze!
              za to wychowywalam sie w rodzinie patologicznej. ojciec zostawil nas, kiedy moj
              brat mial kilka miesiecy a ja lezalam w warszawie, gdzie cale stado lekarzy
              zastnawialo sie co mi jest i jak zapobiec temu co sie dzieje. ojciec
              pohjechal "zarabiac na leki" i tam sobie dupczyl ile wlezie. co go
              usprawiedliwia w takiej sytuacji? zostawil zone, z malutkim dzieckiem na
              ramieniu, i z drugim umierajacym w szpitalu na cos o czym jeszcze wtedy nikt
              nie wiedzial, bez srodkow. a co dopiero mowic o pieniadzach na leki, ktore
              trzeba bylo sprowadzac ze skandynawi i ktore MOZE by mi pomogly.
              jakie ja moge miec w takiej sytuacji poglady na facetow?
              jak myslisz - czego ja teraz najbardziej potrzebuje? i co czuje kiedy widze
              moje rowiesniczki, ktore juz bedac dorosle jednak jeszcze czasami tula sie do
              swoich ojcow, kiedy widze milosc w ich oczach??

              facetom zawsze latwo jest umyc rece i podziekowac za uwage, konsekwencje ponosi
              zawsze kobieta - niestety.
              jesli jestes inny - chwala ci za to. ale nie dziw sie moim pogladom.
              • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 11:04
                Madzia,

                teraz jest wszystko jasne - tzn Twoj stosunek do facetow...ale nie mozna
                generalizowac... Zostalas skrzywdzona przez ojca, a nie przez wszystkich
                facetow...Oczywiscie ze sa tacy ludzie ktorzy zostawia swoje dzieci i
                generalnie sie niemi nie przejmuja - ale tyczy sie to dwojga plci...Co do
                zdrady - tez tyczy sie to dwojga plci, a Ty usilnie probujesz przekonac
                wszystkich o tym, ze to tylko faceci sa winni...- a ja uwazam ze do tgeo
                potrzeba dwojga - ale Ty poprzez swoje "skrzywione" spojrzenie na zycie i tak
                nie dasz sie przekonac...

                Przykro mi bardzo ze mialas takie a nie inne dziecinstwo, ale teraz jest pora
                na top zeby samej decydowac o swoim zyciu, szczesciu...- jak bedziesz patrzyla
                tylko z tej swojej skrzywdzonej perspektywy na zycie i facetow - to jest prawie
                w 100% pewne ze wszystkie te zale z dziecinstwa przezucisz na swopjego faceta i
                w ten sposob sprawisz ze ten facet odejdzie od ciebie...- wiem taka kwadratura
                kola - ale tak bedzie - ja osobiscie nie chcialbym byc obwiniany za winy kogos
                innego...

                Co do mnie to tak zostalem zdradzony przez kobiete - ale to nie powod zebym
                wszystkie nazywal k***ami - po prostu kazdy jest inny i nie generalizuje...
                • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 11:10
                  :)))

                  ale musisz przyznac, ze z powodu zdrady jakie cie dotknela, tez masz "spaczone"
                  spojrzenie na pewne sprawy - czyz nie??
                  :) wiesz... eeeeehhhhhhhh nie rozpamietuje w nieskonczonosc przeszlosci, bo
                  sensu nie ma to najmniejszego, i nie wydaje mi sie, zebym obwiniala
                  towarzyszacych mi przez zycie mezczyzn winami ojca. tylko dzieki NIEMU
                  potrzebuje teraz nie tylko zwykle faceta - partnera, ale i opiekuna... mam to
                  gdzies tam gleboko w sobie i trudno mi to wytlumaczyc.. mam nadzieje, ze choc
                  ociupinke rozumiesz...

                  przepraszam za ostra krytyke i slowa. zgadzam sie z toba: zdradzaja obie
                  strony, ale uwazam, ze najwieksze konsekwencje ponosi i tak kobieta.

                  caluje
                  • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 11:31
                    oczywiscie ze zostalo w jakis sposob spaczone moje spojrzenie na kobiety,
                    zwiazki itd... ale z drugiej strony chyba na lepsze mi to wyszlo..::))teraz
                    podchodze do niektorych rzeczy zdecydowanie inaczej niz wczesniej::)))
                    • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 11:37
                      :)))))
                      jaki wniosek na koniec proponujesz?? :))
                      hehehehhe moze np: jesli chleb ze smalcem to tylko w towarzystwie ogoraskow
                      kiszonych?? :)))))))))
                      heheh pozdrawiam :)
                      • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 11:50
                        :::))

                        nie wiem co z tym smalcem robisz - ja osobiscie nie przepadam::)))

                        Ale jak juz ktos to lubie to napewno z ogoraskami bedzie lepszy...:::)))no
                        jeszcze by sie tylko pifko przydalo...::))

                        Pzdr
                        • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 12:00
                          oj przydaloby sie przydalo :) w zasadzie to od piwka moznaby zaczac :)
                          hehehheheheh :) ja dzis nastawilam sie na fortunke a tu klops. plany odwolane :/
                          • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 12:05
                            no to jak juz nie masz fortunki (totek???) to mozna sie napic piwka coby lepiej
                            poszlo nastepnym razem..::)))
                            • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 12:26
                              :) heheheh fortunka - to piwko :) ciemne i jasne - wysmienite :) goraco
                              polecam :)))
                              • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 12:29
                                niestety ciezko bedzie mi je skosztowac - nie mam dostepu do polskich piwek
                                (poza przyjaxdami do Polski na urlop oczywiscie - ale za to nadrabiam wtedy za
                                caly rok...::)))a to jakis browarek poznanski czy tez mozna to cos kupic w
                                calej Polsce??? acha i jaki to ma smak - ostatnio dostalem do sprobowania piwko
                                bananowe - ochydztwo straszelne..::))
                                • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 12:43
                                  z tego co wiem, to fortuna jest dostepna w calej polsce :))) sa 2 rodzaje:
                                  ciemna i jasna :) wiem, ze jedna z nich jest potwornie slodka :) ale jedno
                                  trzeba im przyznac - siekaja na stojaco :) a wchodza jak soczek :)
                                  heheheh "rżnięte" to mieszanka obu fortun - w proporcji 50/50 jasna i ciemna -
                                  DOSKONALA!!!!! :)
                                  goraco polecam :)
                                  • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 13:25
                                    no po takiej reklamie to juz musze to sprobowac - szkoda ze jeszcze 8miesiecy
                                    do urlopu w Polsce...::((((
                                    • madziapoznan Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 14:21
                                      a na weekend sie nie da??
                                      gdzie ty sie w ogole podziewasz na tym swiecie??
                                      calusy :)
                                      • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 15:08
                                        na nieszczescie w Irlandii- strasznie pijacki narod...ale to raczej pogoda
                                        zmusza ich do picia, caly czas butelkowa jest..::)))

                                        tutaj na ten przyklad byl poruszony tez temat zdrady - przeprowadzono nawet
                                        jakies badania tego zjawiaska wsrod malzenstw - i okazalo sie ze w 70 czy 80%
                                        zwiazkow to sie zdarza...
      • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 24.10.04, 23:25
        Hej,

        Lepiej późno niż wcale jak to mówią Aborygeni ..... :)

        Państwo nie płaciłoby za wybryki faceta jedynie, ale za wybryki panienki i
        faceta, bo jak wiemy z biologii, do zrobienia dziecka potrzeba dwojga
        figlujących odmiennych płci. :) Jeśli chodzi o figle osobników tej samej płci,
        to nauka nie rozstrzygnęła definitywnie, czy z tego mogą być dzieci, bo próby
        wciąż trwają. :)))) Tak więc zaproponowałem, aby pieniądze szły za dzieckiem,
        niezależnie, czy to kobieta, czy mężczyzna wychowuje .... Oczywiście mężczyzna
        np. nie wykarmi piersią niemowlaka, ale tu można zastosować jakis sztuczny
        produkt zawarty we flaszce z taką małą prezerwatywką z dziurką :)))
        Matka samotnie wychowująca dziecko, to taki sam dobry wzorzec jak ojciec
        samotnie wychowujący dziecko. A czy to dziecko ma gorzej niż takie wychowywane
        przez dwojga rodziców? Z moich obserwacji wynika, że nie za bardzo ....
        A rada, żeby ludzie, któzy nie chcą przebywać w stałym związku stosowali
        antykoncepcję jest ewidentna i oni tak robią - problem jest z tymi, co chcą być
        w stałym związku, ale im nie wyszło .... I tu dochodzimy do sedna moich
        teoretyzowań: chodzi o to, żeby ludzie nie robili tragedii z takiego czegoś jak
        skok w bok, bo od tego się świat nie zawali oraz żeby umieli w miarę gładko
        przejść przez odejście partnera (partnerki) ze związku. Skoro np. niewierność
        mężczyzn jest rzeczą nauralną, to może trzeba umieć z tym żyć - zaproponować
        inny model relacji kobieta-mężczyzna zamiast walki z wiatrakami .... A poza tym
        uważam, że niewierność nie jest tylko domeną mężczyzn ... oczywiście kobiety
        udaja, że problem ich nie dotyczy, ale co mają mówić, kiedy my jako ludzkość
        dopiero wychodzimy z patriarchatu i miejmy nadzieję, że zmierzamy ku
        partnerstwu.

        A sama fizjologią może i można żyć, ale co to za życie ..... :)))))))))))
    • libressa Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 21.10.04, 10:02
      Od razu *zdrada*, to jest wyjscie alternatywne :)
      ---
      Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
    • Gość: PAULA Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.softomasz.pl 21.10.04, 14:45
      Ja widzicie mam ochotę czasem póść na boczek z jakimś przystojniakiem, ale tak
      sie składa że mój chłopak nie toleruje zdrady, więc tego nie robię, w
      małżeństwie czy zwiazku balansujemy chyba na poziomie tego co nam wolno na co
      sobie obydwoje pozwalamy, my osobiście nie pozwalamy sobie na zdrady, uważam ze
      wierność jest z morlanego punktu widzenia w porządku, a zdrada jest nie w
      porządku, i dlatego nie ma oficjalnego przyzwolenia na zdrady, wogóle temat
      jest bardzo złożony, wszystko zalezy od uczucia, dla mnie to zdecydowanie
      najwazniejsza sprawa, nie potrafiłabym zdradzić dopóki KOCHAM, a jak przestaję
      to odchodzę z innym i tyle>
      • Gość: MK1 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.17.253.* 21.10.04, 15:26
        Paula, alez nikt nie kwestionuje tego ze wiernosc jest z moralnego punktu
        widzenia w porzadku...Jest i powinna byc...ale sa wypadki gdy sie zdradza i
        tyle...
        • Gość: ADAM BYCIE RAZEM CZY NIE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 16:22
          SZEFUNIU...."inne wątki"?????no ..już ty wiesz co ja chce powiedieć....
          ale kwestia jest tego typu...JESLI BYĆ RAZEM TO PO CO? no bo jesli ktoś
          "ma w genach" zdradę, tak jak ten koleś sprzed kilku dni...TO PO CO TO WSZYSTKO?
          A ja (?)kiedyś wymyśliłem: KONTRAKT. kontrak roczny , dwu czy iluśtamletni, NA
          WYŁĄCZNOŚĆ. Kontrakt, którego zerwanie groziłoby poważnymi konsekwencjami
          prawnymi...nie jakiś tam rozwód i do widzenia. WYŁĄCZNOŚC PARTNERÓW dawałaby
          wtedy partnerom pewność, że TEN I ÓW jest przez pewien okres MÓJ/MOJA...
          a jeśli nam ze sobą dobrze , to kontrakt sie przedłuża o następne lata....

          wiem totalna schiza.... ale cóż...tak tylko DYWAGUJĘ....
          BOGA UMARŁ... I WSZYSTKO SIĘ SYPIE............
          • Gość: MK1 Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? IP: 62.17.253.* 21.10.04, 16:31
            adam,

            ja tez tak robie - nie wierze w zadne koscielne pirdulki zwiazane ze zwiazkiem -
            wlasciwie nie wierze w koniecznosc brania slubu czy to tylko cywilny czy
            koscielny...po co???

            jak kiedys bede mial dziecko - to przeciez bede je tak samo kochal jakby sie
            urodzilo w zwiazku legalnym...tak samo bede sie nim opiekowal itd...

            Z tego co widze po swoich znajomych to na kazde 10 slubow sa przynajmenij 2
            rozwody - po co czlowiekowi to wszystko, po co nerwy, wyrzuty, procesy itd...

            szkoda zycia..::))
            • Gość: ADAm Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 16:55
              Nie,nie...nie chodzi o to żeby się NIE WIĄZAĆ..ja bym bardzo chciał..tylko od
              samego związku, i chyba o to w tej dyskusji chodzi, bardziej mnie interesuje
              POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA, pewność, ze przez jakiś czas moge czuć się..hmmm jak
              to ując..PRZYNALEŻNY do kogoś. małżeńswto nie daje takiej gwarancji...
              dla mnie, BO TAK ZOSTAŁEM WYCHOWANY!!!!!, przysięga , to przysięga...
              lojalność to lojalność..i nie ma tu miejsca na zdradę, chociaż ORGANIZM ,
              czasem,chciałby czego innego...no własnie...ORGAN-izm....
              małżeństwo, patrząc NA MOICH znajomych ( ty masz więcej szczęścia) właściwie
              jest w zaniku...wszyscy albo po rozwodach albo w trakcie....
              Ja myślę, że trzeba by zacząć karać pieniężnie za zdrady..he , he
              ...na rzecz skarbu państwa...szybko wyszli#byśmy z kryzysu... :-)
              • Gość: MK1 Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? IP: 62.17.253.* 21.10.04, 16:59
                moim zdaniem nie trzeba karac za zdrady a raczej trzeba wprowadzic porzadne
                lekcje wychowania seksualnego - skoro kolo 80-90% malzenstw jest "wymuszonych"
                dzieckiem w drodze to pozniej sa takie a nie inne wyniki...Ludzie sie rozwodza
                gdyz nie znaja swoich partnerow - zdrada nie jest wynikiem ciekawosci, ale
                raczej "spadkiem notowan" drugiej strony - bo nie stara sie, bo nie maluje , bo
                nudna lub zrzedzaca jest itd itp...::))

                • Gość: ADAM Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 10:03
                  No właśnie....nie stara sie...a jak będzie "kontrakt" , to cały czas trzeba
                  będzie się starać....
                  co do edukacji, no to muszę się zgodzić z szanownym przedmówcą........
                  • szefu13 Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? 24.10.04, 23:36
                    Adam,
                    A nie lepiej postawic na wolny rynek? :)))) ..... Zamiast kontraktów i
                    zobowiązań mniej lub bardziej długoterminowych obwarowanych ciężkimi karami,
                    czy nie lepiej postawić na wolną amerykankę? Jeśłi będzie kontrakt z
                    odpowiednio bolesnymi karami, to co zmisi pratnerów do starania sie o siebie?
                    Według mnie pozabijaliby się. Już przy obecnym stanie rzeczy wiele małżeństw
                    trwa i się męczy tylko dlatego, że rozwód jest z wielu powodów kłopotliwy ....
                    Z kolei w przypadku braku jakichkolwiek kontraktów ludzie aby być ze sobą
                    musieliby się starać, a jak któs by przestał to robić, to by ponosił
                    konsekwencje w miarę szybko. Wydaje mi się, że taki "wolny rynek" podniósłby
                    jakość naszego życia w rodzinie ... :)

                    A tak w ogóle to podpisałbyś taki kontrakt jaki proponujesz? Tak prawie w
                    ciemno? Przecież wszystkiego nie przewidzisz ..... :)
                    • Gość: ADAM Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 10:23
                      CZY BYM PODPISAŁ???? TAK!!!!!!!!!! Przeciez mówię, że wymyśliłem ale spotkało
                      się to z dezaprobatą drugiej strony.....na rok, dwa... można przedłużać w
                      nieskończoność.BO JA MAM NABYTY BRAK POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA....he, he..
                      UMOWA NA WYCHOWANIE DZIECKA na 6 lat np.???? no jadę teraz w sajensfikszyn..ale
                      czemu nie, przecież sobie DYWAGUJEMY teoretycznie...? Jest cała masa facetów,
                      którzy z przerażeniem myślą o dozgonnym byciu razem, a taki kontrakcik...prosze
                      bardzo...wolny rynek???????? nie , to nie dla mnie...JA TO MIAŁEM z DRUGIEJ
                      STRONY...jak się dowiedziałem ....póżniej....i po 4 latach się rozstaliśmy...
                      ja jestem nie z tej epoki, mnie interesuje MONOGAMIA choćby, wielokrotna....
                      • szefu13 Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? 25.10.04, 12:49
                        Wiesz, taka umowa na wychowanie dziecka, to może jest dobry pomysł .... tyle
                        tylko, że to by była umowa na 18 lat :)))) Długo troszkę .... :) Kto by to
                        podpisał? :) Ale idea niezła, tylko, że umowa nnie mogła by obejmować takich
                        sporaw jak seks. Trzeba by ją ograniczyć do przebywania większość wolnego czasu
                        razem, wspólnego łożenia na utrzymanie do ustalonej wysokości :), nie
                        przyprowadzania innych partnerów do domu w sposób mogący posiać w dziecku
                        wątpliwość kto jest tatusiem, a kto mamusią i dlaczego np. do taty przychodzi
                        tyle cioć jak mamy nie ma w domu (i vice versa) :)))))))))) No, a seks byłby
                        raczej sprawą dowolną, bo nie można człowieka za to trzymać, zwałszcza, że
                        ciało się nie "zmydli" jak mawiają niektórzy :))))))) A z kolei gwarantowanie w
                        kontrakcie pożycia, to według mnie zalatuje już leciutką prostytucją, ale może
                        mi się tylko wydaje .... :)))))))).
                        Czyli generalnie ideę kontraktu popieram jako rozwiązującą problem wychowania
                        dzieciaka, kwestia tylko kształtu takiej umowy i wyłączyłbym z niej seks (w
                        sensie żadnych ograniczeń typu obowiązek wierności, czy np. gwarancja 2-ch
                        stosunków na tydzień). :)))))))))))
                        • madziapoznan Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? 25.10.04, 13:04
                          2 stosunkow na tydzien czy na dzien???
                          ;)
                          • szefu13 Re: BYCIE RAZEM CZY NIE? 25.10.04, 17:03
                            aaaaa.... to się tu jakiś błąd drukarski musiał wkraść ... :)))))))))))))
    • sunny73 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 11:27
      matko jedyna ...aleś się napisał....gratuluje zacięcia :-) a wsoją droga to
      pezentujesz tu ciekawy ponkt widzenia...:-)...ale wiem z pewnego źródła że nie
      koniecznie twój...;-)
      pozdrawiam, nickita...:-)
      • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 12:13
        No wiesz, nie można tak od razu demaskować ludzi :))))))))) A poza tym, to do
        końca nie masz pewności, że ja tak nie myślę, prawda? :)))))) No i chodzi o
        dyskusję teoretyczną, a jak już ustalimy jak ma wyglądać idealny model relacji
        kobieta-mężczyzna, to wtedy dopiero zdecyduję się na poważniejsze próby :)))))

        Pozdrawiam. :)
        • Gość: nickita Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 195.117.5.* 25.10.04, 12:45
          oj...przepraszam nie miałam zamiaru cię demaskować....:-))))) ...ale myslę że
          takie teortetyczne rozważania tak naprawdę zawsze ukrywaja coś pod
          płaszczykiem...;-))))
          • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 12:58
            taaaaaak i nie jest to kot, ani nie są to rybki albo np. falafel :))))))))
            Chyba zdrowiej będzie jak przejdziemy na e-maila - wyślę Ci SMS-a :)))))
    • sunny73 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 11:30
      sorki za błędy ...jeszcze się nie obudziłam.....:-/
      • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 12:17
        Każdy ma prawo do popełniania błędów - POBUDKAAAAAA!!! :)))))))))))))))))
    • Gość: kTośka Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 19:22
      nie czytałam całego wątku, dlatego może powtórzę coś za kimś, ale to dowodziło
      by jedynie, że mam z kimś zbieżne poglądy. A zatem - swego czasu, gdy byłam
      świeżo po ślubie mój współmałżonek zaczął biegac po domu w powyciąganych
      drechach i rozdeptanych jakiś kapciach. Zdziwiłam się raz, drugi, aż w końcu
      nie wytrzymałam i zapytałam - czy Ty tak długo będziesz po tym mieszkaniu w tym
      stroju paradował? był zdziwiony pytaniem, to ja ciągnę dalej - myślisz, że jak
      żónę złapałeś to już możesz chodzić jak fleja? (to taki typowy tekst, który
      faceci serwują kobietom!!!!! ale faceci wyglądają mniej więcej tak samo, tylko
      kobiety chyba są w tym względzie bardziej tolerancyjne - ale tego to nie
      rozumiem! nie wymagam niewiadomoczego, ale odrobinę krytycznego spojrzenia na
      siebie).
      A poza tym uknułam na własny użytek teorię, że właściwie można byłoby zawierać
      kontrakty, czy małżeństwa - jak kto woli z klauzulą, czy jak ja tam nazwać, że
      po np. 15 latach bycia razem - być już razem nie musimy. czyli po 15 latach
      rozsatjemy się bez żadnych zobowiązań. nie wgłębiałam się w temat za daleko
      uważając go za utopię, ale jedno mi się podobało: rozstajemy się , ale możemy
      też i zostać razem jeśli jest taka nasza wola bycia razem. jeśli nie - prawo na
      to nam zezwala. widziało mi się oczyma wyobraźni, że kobieta stara sie być dla
      męża na tyle atrakcyjna, aby po 15 latach jednak z nią pozostał, a mężczyzna
      będzie starał się równie mocno, aby kobieta została właśnie z nim. I take tam z
      tym związane różne dziwne rzeczy jakie łączą dwoje ludzi. To jest teoria -
      czysta teoria, ale może to, gdyby w takim lub podobnym kształcie zaistniało
      skłoniłoby współmałżonków do większej tolerancji, przyjaźni, miłości i jeszcze
      wiele innych słów tym podobnych.
      osobiście już nie jestem ze swoim współmałżonekiem z początku opowieści - może
      ktoś powie, że wymagania za duże, że wredna baba, albo tym podobne rzeczy, ale
      myślę, że w moim przypadku te 15 lat przydałoby się. byłabym zapewne bogatsza,
      a tak to bogatsi stali się prawnicy, notariusze i im podobni. :))))))))))))))
      myślę, że nie jest źle - przeieszała mi się teoria z rzeczywistością, która i
      tak weryfikuje wszystkie nasze dywagacje na temat. :)
      • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 23:51
        No i mniej-wiecej o coś takiego mi chodziło. Po co te obietnice "na zawsze", po
        co te nadzieje i roszczenia z jednej strony, a kompletne niemyślenie i
        zaniedbania z drugiej. Nie lepiej puścić to w obecnych czasach na żywioł i
        żeby "rynek" sam wszystko uregulował? :))) Nie leipej nie robić tragedii ze
        skoków w bok, nie lepiej traktować to wszystko z przymrużeniem oka? :)
        Ile w naszym życiu jest jeszcze przestarzałych zasad i stereotypów nie
        pasujących w ogóle do obecnej rzeczywistości i naszych potrzeb. Dlaczego nie
        porwać się na zmianę tego? Może da sie wyskoczyc ponad to, co nam
        zaprogramowano i sami bedziemy potrafili się zmienić .... może .... :)
    • Gość: ... Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.anwa.com.pl / *.anwa.com.pl 25.10.04, 19:38
      Ciekawy wywód.
      "Kulturowo byśmy przyjęli, ze ludzie z zasady sa niewierni, a jak ktoś chce
      > być
      > z kims dłużej, to jego wybór. Ile to by problemów rozwiązało! Ile łez by sie
      > nie wylało! Ile serc nie złamało! A ile by było jednak miłych rozczarowań? I
      > jaka wymiana kodu genetycznego! Czy nie było by tak lepiej? Czy nie wleźliśmy
      > w
      > jakąś ślepą uliczkę? :)"

      Myślisz że ludzie są z zasady niewierni? NIe wiem, ale chyba masz złe
      doświadczenia. NIe można uogólniać. Twoje teorie napewno mają uzasadnienie, ale
      model życia który przedstawiłeś nie byłby do zaakceptowania. Chciałbyś w ten
      sposób żyć?
      • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 25.10.04, 23:45
        A dlaczego nie? Dałoby się gdybym tylko sam był w stanie nie robic tragedii z
        cudzych skoków w bok, no nie? :))))
      • Gość: .. Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.anwa.com.pl / *.anwa.com.pl 26.10.04, 08:54
        Nie wiem. Wg mnie człowiek ma zakodowaną potrzebę bliskości drugiej osoby. Skok
        w bok ma miejsce kiedy jest coś nie tak (przynajmniej u normalnych ludzi-
        pomijam "zdobywców" nobilitujących się ilością).
        • Gość: kTośka Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.devs.futuro.pl 26.10.04, 08:59
          odnoszę wrażenie, że głównie kobiety przeżywają zdradę - odbierają ją całą
          sobą. faceci natomiast zdradę taktują raczej jako coś w kierunku urażonej
          ambicji - "to ja jestem aż tak beznadziejny, słaby, że moja własność
          wypowiedziała mi posłuszeństwo?"
          • Gość: ... Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.anwa.com.pl / *.anwa.com.pl 26.10.04, 09:36
            to zależy od człowieka. Gdzie jest powiedziane że facet ma mniejszą wrażliwość
            • Gość: kTośka Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.devs.futuro.pl 26.10.04, 09:42
              To tak jak ze wszystkim dokoła - jeden jest bardziej wrażliwy a inny mniej -
              dyskusja jest na tematy ogólne i posługujemy się raczej stereotypami. W
              indywidualnym podejściu zmieniamy swoje zapatrywania - w stosunku do... -
              Wszystko możemy udowadniać, ale w tej chwili jest to na poziomie dywagowania.
              eh!
            • sunny73 facet też człowiek..:-) 26.10.04, 09:43
              masz rację, faceci też są wrażliwi, też czują i podobnie jak kobiet i innych
              istot zyjących nie nalezy ich bezmyślnie krzywdzić...dlatego instytucja
              kontraktu w którym określa się czas trwania związku i jego zasady wydaje się
              dość praktycznym rozwiązaniem i wcale nie wykluczającym wielkiej miłości...:-)
          • sunny73 własność...... 26.10.04, 09:41
            właśnie...moja własność...nawet nie zauważamy kiedy stajemy się własnością...
            zgadzam się na kontrakty na czas ograniczony ale 15 lat to za długo:-)...
            jakieś 3 zypełnie wystarczy żeby wiedziec czy się kimś chce dalej być czy
            nie...Zauwazyłam jedną rzecz: poglądy podobne do naszych..:-) mają osoby z
            jakims, niekoniecznie pozytywnym, bagażem doświadczeń...czy to nie jest tak że
            kiedyś, kiedy się raz zaangazowaliśmy w coś na poważnie, z wielkiej miłości itd
            i to coś nie wyszło....teraz nie zalezy już nam na takim związku? że teraz
            chodzi tylko o kogoś bliskiego z kim nie trzeba nawet mieszkać?? wystarczy
            przespać się od czasu do czasu i nawet nie do końca poznawać bo po co?? kiedy i
            tak za jakiś czas dokonamy kolejnej zmiany partnera?? tylko czy to jest ktoś
            bliski??? gdzie jest granica między przyjaźnią, miłością, oczarowaniem?? gdzie
            ta cholerna granica??
            • Gość: kTośka Re: własność...... IP: *.devs.futuro.pl 26.10.04, 09:46
              :)))))))))))))))))))
              • Gość: ADAM Re: własność...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 11:32
                No właśnie...jak ktos się raz sparzył....
                cos w tym jest.
                Może boimy się kolejnego zranienia i nie angażujemy się w kolejne "trwałe"
                związki....
                czyli wszystko zaczyna sie Z BRAKU czegośtam.... no no...zaczynamy dochodzic do
                jakichś wniosków... ;-)
                • Gość: kTośka Re: własność...... IP: *.devs.futuro.pl 26.10.04, 11:48
                  może dlatego szukamy (na pewno!) tego drugiego kogoś, bo tak naprawdę
                  uzupełniamy swoje braki - czy to w tej czy w innej sferze.
                  i chyba zbaczamy z tematu - a może nie? bo właściwie skoro nam w związku
                  brakuje uzupełnienia tego czego nie mamy, to szukamy poza? może gdy się wypala,
                  albo zaczyna mniej pasować, bo np. nasza "techologia" rozwoju poszła ciut
                  dalej?
                  • sunny73 Re: własność...... 26.10.04, 12:03
                    wlasnie...technologia rozwoju....cudne określenie.....czasem mam wrażenie że z
                    każdego kolejnego związku wynosze jakies doświadczenia i naprawdę z nich
                    korzystam... ale jednym z podstawowych wniosków jest to że bez kompromisów się
                    nie da... i teraz kolejny problem: czy zdrada jest jakimś kompromisem na który
                    się idzie z samym sobą, żeby wytrwać mimo wszystko w związku który nie
                    zaspokaja tych potrzeb ale zaspakaja inne...?
                    • Gość: kTośka Re: własność...... IP: *.devs.futuro.pl 26.10.04, 12:39
                      myślę, że zdrada jest takim wykrzyczeniem swojej frustracji, potrzeb - czy ja
                      wiem czego jeszcze? sprawdzenia siebie? chyba nie to! ale coś mniej więcej
                      takiego...
                      • sunny73 Re: własność...... 26.10.04, 12:51
                        ale przyznasz że kiedy pojawias się choćby maleńki pomyslik żeby zdradzić jest
                        to jawnym dowodem na to że coś w związku jest nie tak....?....chyba nie ma
                        takiej możliwości żeby było wszystko ok i nagle skaczesz w bok??
                        • Gość: ADAM Re: własność...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 13:32
                          Eeeee...skacze się w bok nie tylko dlatego, ze czegoś w zwiazku brakuje...
                          czasem z GŁUPOTY!!! korzysta się z okazji...jest, to się bierze...to jak w
                          supermarkecie- kupujesz rzeczy, bez których mógłbys się obejść ale jak jest...?
                          i to " W BONUSIE" ,to czemu nie wziąć?
                          Zdrada zawsze będzie formą egoizmu!!!! a zresztą, wszystko można podciągnąć pod
                          egoizm...chyba się zagalopowałem...
                          • sunny73 Re: własność...... 26.10.04, 13:55
                            hahaahah...no własnie... zagalopowałeś sie :-)..czy przypadkiem nie jest tak że
                            wszyscy jesteśmy egoistami w pewnym stopniu??? i to jest o, oczywiście w sposób
                            umiarkowany. I wydaje mi się, że formą egoizmu jest decyzja o byciu singlewm,
                            albo zawieraniu luźnych związków krótkoterminowych...tak jest wygodniej...może
                            nie łatwiej ale wygodniej...
                          • Gość: kTośka Re: własność...... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 16:44
                            kupujesz w supermarkecie wszystko co Tobie wcisną? aaaaaaaaaaaaaaaaa jak podane
                            extra? może? bo może brak Tobie akurat estetycznie opakowanego czegośtam? ale
                            to też wynika z "braku poczucia", a w gruncie rzeczy masz to samo w domu tylko
                            w kartonowym pudełku, takim szarym, starym... może nowszy model?
                            juz nie wiem - może to wszystko nie jest warte roztrząsania? może
                            lepiej "chwytać czas"? eh! pewnie i tak nikt nie znajdzie na te pytania
                            odpowiedzi - każdy szuka tego samego w swoim życiu, jak świat światem...
                        • szefu13 Re: dlaczego zdrada 26.10.04, 22:31
                          U facetów to jest zdziebko inaczej. Zdrada (w rozumieniu definicji: seks z inna
                          kobietą niż stała partnerka) jest możliwa również gdy w związku jest wszystko
                          OK. Facet może się puścić, bo:
                          - to takie proste i przyjemne :),
                          - to jest zgodne z jego naturą :),
                          - taka jest presja otoczenia :))),
                          - nie chce sobie robic wrogów (kobiety, które się oferują mężczyźnie nie
                          wybaczaja odmowy :))) ),
                          - zaskoczyła go sytuacja i stracił panowanie :))),
                          - jest perwersyjny (lubi zerżnąć niewiniątko :) ),
                          - jest perwersyjny (lubi pokazać odwalonej lasce, że chłop to nie przelewki),
                          - jest ambitny (lubi pokazać odwalonej lasce, że go stać),
                          - nie ma swojej kobiety pod ręką,
                          - chce zgłębiać wiedzę na temat seksu w praktyce :)))))).
                          Moze i powodów jest więcej .... ale tyle można podać od ręki :)))))))))))).
                          • Gość: Jane_Doe Re: dlaczego zdrada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 22:53
                            Odnoszę wrażenie, że teoretyzowanie o zdradzie, jest tak samo jałowe, jak
                            teoretyzowanie np. o śmierci. Tak naprawdę istotny jest zawsze konkretny
                            przypadek: kto kogo zdradził, kto umarł.
                            • szefu13 Re: dlaczego zdrada 26.10.04, 23:19
                              Wiesz jak ktoś umarł, to już nie zamrtwychwstanie (póki co :) ) i nie ma
                              faktycznie o czym gadać. Nic mu juz nie pomoże, stało się, jest to
                              nieodwracalne, a żywi muszą jakoś z tym żyć dalej i mają prawo do szczęścia ...
                              Ze zdradą jest podobnie: stało się, czasu się nie cofnie (a może niektórzy by
                              chcieli :) ) pozostaje nam nauczyć się z tym żyć i nie dać sobie taką w końcu
                              duperelą zniszczyć szczęścia. Tylko jak? No i o tym tu teoretyzujemy :)))))
                              Czasmi wprost, a czasami ogródkami :)))) Zdarzają się też posty nie na temat,
                              ale takie jest już święte prawo forumowiczów :))).

                              Wiesz, ze zdradą jest jak z karaluchami: wyplenić się tego nie da, więc trzeba
                              się do tego przyzwyczaić (no, bo polubić, to raczej lekka przesada na tym
                              etapie rozwoju człowieka :)))))))))))) ).
                              • Gość: Jane_Doe Re: dlaczego zdrada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 01:15
                                Jasne, po czyjejś zdradzie, jak i po czyjeś śmierci, tez trzeba dalej żyć, ale
                                myślę, że każdy, kto tego doświadczy, musi radzić sobie po swojemu. To sprawa
                                bardzo indywidualna, wszystko zalezy od stopnia zaangażowania, miłości do
                                człowieka, który odszedł lub zdradził. To raczej kwesie osobnicze. Na świeżo
                                żadne teorie nie pomagają, krew się pali, dopiero jak się wypali, można słuchac
                                dobrych rad, typu, że na tym życie się nie kończy, nie bedzie ten/ta, to będzie
                                inny/inna, taka jest kolej lub natura rzeczy i trzeba to przyjąć do wiadomości.
                                Ale wówczas ludzie sami dochodzą do takich wniosków, instynkt samozachowawczy
                                działa:))
                                • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 27.10.04, 10:31
                                  Wiesz Jane, zgodnie z tym, co napisałaś, to wypadałoby o niczym nie dyskutować,
                                  tylko siedzieć w domu i bić się z własnymi myślami, co w końcu doprowadziłoby
                                  nas do obłedu. A w końcu jesteśmy istotami towarzyskimi i lubimy sobie
                                  pogadać :)))))).
                                  Poza tym tu nie chodzi o to, żeby komuś udzielać rad, bo co trzeba robic, żeby
                                  było dobrze, to każdy wie, tylko z implementacją troszkę gorzej :)))). Dyskusja
                                  tutaj jest prowadzona raczej po to, żeby sobie uświadomić pewne sprawy i
                                  obnażyć naszą obłudę i zapędzenie w kozi róg. A to już połowa sukcesu, jęsli
                                  chodzi o wyjście z tego impasu :). No bo z jednej strony wierzymy w idealną
                                  miłość, a idealna miłość jak to już dawno temu stwierdzono "... ci wyszystko
                                  wybaczy i kłamstwo i zdradę i gniew ...", a z drugiej przy pierwszej
                                  weryfikacji tej miłości padamy jak muchy w grudniu. To coś jest nie tak, no
                                  nie? Albo Ordonka kłamała :) albo z nami jest coś nie halo. A może tej idealnej
                                  miłości, to my oczekujemy od partnera, a sami się nie poczuwamy? :) Ale wtedy
                                  ta nasza już nie jest taka idealna, więc nie ma co rozpaczać przy potknięciach
                                  partnera ..... :))))) Widzisz, to się wszystko kupy nie trzyma tak na chłopski
                                  rozum - czas tu coś zmienić. Tylko co? I o tym to leci .... :)))))))))))))
                                  • Gość: Jane_Doe Re: pisac nie pisac ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 21:02
                                    Zgoda, rozstrząsania teoretyczne można prowadzić na każdy temat i to bywa nawet
                                    miłe:))Chodzi mi raczej o to, że jak przychodzi co do czego, to nawet
                                    najbardziej uświadomiony teoretycznie mądrala pada własnie jak owe muchy w
                                    grudniu. Bo tu chodzi o wielkie emocje, a wtedy rozum śpi. Teoriami można sobie
                                    taką zdradę tłumaczyć potem, wybierając dowolnie taką, jaka nas najbardziej
                                    zadawala. A poza tym trzeba byc naprawde bardzo silnym, żeby wybaczyć zdradę,
                                    łatwo jest tylko w piosence, ale chyba nie czerpiemy wskazówek do życia z
                                    piosenek, prawda?:)) I nie ogólniałabym, poczuwamy się, czy nie poczuwamy do
                                    miłości, my, to znaczy kto? Ludzkość? Jeden się poczuwa, a inny nie. Orzeł
                                    wygrywa, reszka przegrywa. I nic tu się nie da zmienić, różnorodnośc może być
                                    dowodem na istnienie Boga:))
                                    • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 28.10.04, 00:06
                                      Jednakowoż posługujemy się bezmysłnie i odruchowo teoriami wymysłonymi dawno
                                      temu i wbitymi nam do głowy w procesie wychowania, a więc umiemy coś stosować w
                                      różnych sytuacjach. Jeśli okazuja się one nieprzystające do obecnej
                                      rzeczywistości, a nawet uciążliwe w życiu, to proponuję najpierw wymyśleć inne
                                      teorie (albo przynajmniej jedną :) ) - i to na tym forum staramy sie zrobić - a
                                      potem zaczniemy ja sobie wbijać do głowy, aby umieć jej użyć odruchowo, gdy
                                      nadejdzie potrzeba :))))

                                      Wskazówki z piosenek można użyć w życiu, jeśli uznamy je za mądre. A we
                                      wspomnienej piosence, to raczej nie są wskazówki, tylko tak wyobrażano sobie
                                      kiedyś miłość i jak wiemy dzisiaj to już nie jest prawda :))))

                                      Gdyby można było udowodnić istnienie Boga, to nie byłoby w co wierzyć, bo
                                      istniałby dowód. I padła by wiara i runęłaby teoria wolnego wyboru
                                      człowieka :)))) Tak więc nic nie może byc dowodem na istnienie Boga jak też nic
                                      nie może temu istnieniu jednoznacznie zaprzeczyć. Tak już to genialnie
                                      wymyślono :))))))
                                      • Gość: Jane_Doe Re: pisac nie pisac ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 00:40
                                        Byc moze mylimy tu dwie sprawy: wiernośc i stałośc uczuć. Nikt nie twierdzi
                                        przecież, że stałośc uczuć, czy dozgonny związek jest normą, to rzadkość,
                                        zdarza się chyba tylko wtedy, gdy trafia na siebie dwie jednostki monogamiczne.
                                        Nierozerwlność związku rzeczywiście wpajano ludzkości dawniej, np. dla tzw.
                                        dobra biznesu rodzinnego (majątek, ród, honor rodziny itp.) A zdrada zawsze
                                        będzie zdradą, to coś haniebnego, nie tylko w miłości. I żadną chemią czy
                                        natura mężczyzny nie da się tego całkowicie usprawiedliwić. Człowiek to jednak
                                        coś więcej. Inna sprawa to przebaczenie zdrady, to już zależy od partnera,
                                        jedni są do tego zdolni, inni nie.
                                        "Mój" dowód na istnienie Boga był z gatunku lekkich :))
                                        • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 28.10.04, 00:49
                                          Zdrada, zdrada. No jasne, że to określenie jest pejoratywne i kojarzy się nam z
                                          czymś wstrętnym. Tylko czy nazywając skok w bok zdradą nie przesadzamy? Może to
                                          się nie kwalifikuje na taka kompletną zdradę, co? :))))))))))))))))
                                          A poza tym kto i dlaczego byłby zdradzony w takim przypadku? :)
                                          • Gość: Jane_Doe Re: pisac nie pisac ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 01:12
                                            A co to jest kompletna zdrada? Rozumiem, że nie nazywamy zdrada tego, że facet
                                            poflirtuje sobie towarzysko w pracy z koleżanką. O zdradzie, moim zdaniem,
                                            można mówić wtedy, gdy łamie się bezdyskusyjnie pewne zasady, jakie rządzą
                                            związkiem między dwojgiem ludzi. Jeżeli partnerka pozwala Ci na skoki w bok, bo
                                            nie widzi w tym nic złego, czy wręcz ustalacie, że obie strony mają tu wolną
                                            rekę, bo priorytety znajdują się gdzie indziej, to oczywiście, nie nazywacie
                                            takich zachowań zdradą. Obie strony o tym wiedzą i to akceptują, prosta i
                                            uczciwa sytuacja.
                                            • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 28.10.04, 16:57
                                              Niekoniecznie. Chyba rzadko ludzie się godzą na dowolność skoków w bok, bo
                                              występuje tu taki dość naturalny element przykrości. To takie niezadowolenie
                                              jak w przypadku pójścia do kina, do teatru czy do knajpy. Najfajniej by było z
                                              osoba, którą się kocha i jak ona się umawia nas pomijając, to jest nam przykro.
                                              Ale czasami dla higieny psychicznej człowiek musi się oderwać, bo się udusi.
                                              Dla dobra związku :))))))))))))))))).
                                              To nie znaczy, że to nie sprawi przykrości, ale nie powinno to być tragedią. :)
                                              No i po co to zaraz nazywać zdradą? A po jście do kina z kimś innym, to też
                                              zdrada? :)
                                              • Gość: Jane_Doe Re: pisac nie pisac ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 21:11
                                                Zdradą nie będzie nigdy to, o czym wie partnerka/partner. Bo wtedy jest gra w
                                                otwarte karty. Zdradza się w tajemnicy, ukrywając swoje postępowanie. I nie
                                                chodzi o pójście do kina czy na spotkanie z kims innym, o i ile nie jest to tak
                                                pięknie nazywana schadzka. Jeżeli będąc z kimś w związku ukrywałabym, że
                                                spotykam się z kimś innym, kogo darzę uczuciem, jakie może łaczyć mężczyznę i
                                                kobietę (pozostańmy przy tradycyjnych wariantach)to zdradzałabym go. A taki
                                                przypadek, gdy partner otwarcie stawia sprawę i informuję o tym, iż posiada
                                                inne kobiety znam z własnego doświadczenia. Z własnej i nieprzymuszonej woli
                                                zaakceptowałam to, nie odczuwałam nigdy jako zdradę i był to najbardziej, jak
                                                dotąd, udany związek w moim życiu. Ale też i mężczyzna był wyjątkowy, co może
                                                świadczyć tylko o tym, że wybitnym jednostkom pozwala się na więcej:))
                                                • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 28.10.04, 22:14
                                                  Dokładnie tak: niektórym wolno, a niektórym nie :))))))))))
                                                  Gdyby naprzykłąd jakiś kolega poklepał Cię po pupie, to prawdopodobnie dostął
                                                  by po pysku, a gdyby to zrobił Kevin Costner, albo Antonio Bandzioras, to
                                                  byłabyś zachwycona, no nie? :)))))))))))))
                                                  • Gość: Jane_Doe Re: pisac nie pisac ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 22:37
                                                    Na szczęcie nie wszystkim facetom miłość kojarzy sie z klepaniem po tyłku, za
                                                    to dostałby każdy, a może przede wszystkim jakiś Costner czy Banderas. Poza
                                                    tym, wyjątkowości człowieka nie oceniam na podstawie urody,jeno osobowości.
                                                    A cały czas chodzi mi o jedno: zeby grać uczciwie, czy to także przesąd,
                                                    stereotyp czy kalectwo spowodowane tradycyjnym wychowaniem?
                                                  • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 28.10.04, 23:32
                                                    A czy Ty przypadkiem nie jesteś leciutko obłudna? Przecież pierwsze kryterium
                                                    Twojej oceny facet przechodzi jak pojawi sie na Twoim horyzoncie - juz wtedy od
                                                    razu odruchowo oceniasz, czy chcesz wejść mu w pole widzenia, czy Cie on nie
                                                    interesuje :)))))))) Mam rację? :)))))
                                                    A co to za miłość bez klepania po pupie? :) Platoniczna? :)))) Eeeeee to nie
                                                    dla mnie :))))))
                                                    No i co to ma wspólnego z uczciwą grą? :) A uczciwa gra, to taka, w której nie
                                                    obiecuje sie czegoś, na co sie nie ma najmniejszego wpływu :))))))).
                                                  • Gość: Jane_Doe Re: pisac nie pisac ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 00:19
                                                    A znasz powiedzenie, że mężczyzna powinien być tylko trochę przystojniejszy od
                                                    diabła? Dla niektórych kobiet ocena wyglądu faceta niewiele znaczy, jasne, że
                                                    jej dokonują, to się dzieje w zasadzie w sposób automatyczny, natomiast wcale
                                                    nie idzie za tym decyzja, czy chce sie mu wejśc w pole widzenia, czy nie. Cały
                                                    czas dokonujemy tego typu ocen. Znacznie ważniejsza bywa atrakcyjność
                                                    intelektualna, właśnie osobowość, dojrzałość, namiętność ( a jak mówią znawcy,
                                                    seks jest w oczach. Nie jestem obłudna, nie twierdzę, że wygląd absolutnie nie
                                                    ma znaczenia, odstręczałby mnie jakis pasiony grubas, facet z zajęczą wargą czy
                                                    karzeł. Ale między przysłowiowym Banderasem, a facetem po prostu nie rzucającym
                                                    się od razu w oczy jest chyba jakaś różnica? Mam podejrzenie graniczące z
                                                    pewnością, że stosujesz kryteria typowo męskie, co jest jak najbardziej
                                                    naturalne :)I pewnie nie ma sensu się przekonywać, kto ma rację, bo racji może
                                                    być więcej.
                                                    Między miłością platoniczną, której też nie jestem wyznawczynią, a klepaniem po
                                                    tyłku mieści się cały wszechświat miłosnych gestów, jest w czym wybierać.
                                                    No właśnie, jak się jest pozbawiony na czymś całkowicie kontroli, to sie nie
                                                    obiecuje i to jest własnie uczciwa gra. Nie ma sie kontroli nad uczuciami, to
                                                    jest ryzyko i dlatego nie należy obiecywać miłości do grobowej deski, ale nad
                                                    skokami w bok jakąś kontrolę sie chyba ma? A jak nie, to już jest raczej sprawa
                                                    dla specjalisty:))
                                                  • szefu13 Re: pisac nie pisac ... :) 29.10.04, 10:42
                                                    Słuchaj, ja znam dziewczyny, kóre się potrafiły czepiać facetów o to, że są 5
                                                    cm za niscy albo nie wystarczająco eleganccy :))) Ale znam też takie, którym to
                                                    nie przeszkadzało .... W sumie, to zakodowane mamy w głowie, że należy u ludzi
                                                    cenić wartości duchowe, ale prawda jest taka, że patrzymy na nie przez pryzmat
                                                    powierzchowności człowieka. Tak jak mężczyźni patrzą na buzie, figurę, wzrost,
                                                    nogi, biust, włosy, elegancję, klasę (dla każdego to oznacza co innego :) ) i
                                                    konfabulują na temat jaka to ona jest wspaniała - na pewno łączy świętość
                                                    anioła z lubieżnością monogamicznego diabłą :)))) tak kobiety patrzą na wzrost,
                                                    przystojność, schludność, kasę, potencjał (zdolność osiągania celów),
                                                    powierzchowną błyskotliwość (mylona często z inteligencją i mądrością) i
                                                    uduchawiają facet, bo jest ładny :))). Często walory intelektualne jak słusznie
                                                    zauważyłaś są oceniane po oczach (jakie to zabawne :))) ). Niestety tak
                                                    jesteśmy skonstruowani i tak funkcjonujemy. I trzeba to polubić. I warto sobie
                                                    uswiadomić, że obie strony patrzą podobnie i nie ma w tym nic złego. Zarzuty
                                                    typu, że zwracanie uwagi na urodę jest takie przyziemne, płaskie i nie fair
                                                    jest z gruntu fałszywe i ma na celu manipulowanie ludźmi - ze znikomą
                                                    skutecznością zresztą, bo trudno jest oszukać naszą własną naturę :)))))))).
                                                    Tak samo jest z klepaniem po pupie: generalnie dziewczyny oceniają w lot czy to
                                                    czułość, żart, czy chamstwo. No i tu też ocena jest na podstawie
                                                    powierzchowności: w przypadku Bandziorasa, czy dowolnego eleganta podejrzenie o
                                                    chamstwo będzie mało prawdopodobne (zależy jeszcze jaką przy tym zrobi minę i w
                                                    jakim kontekście to się odbędzie :) jak np. będzie Ci się patrzył w oczy jak
                                                    pies wyjadający kiełbasę z Twojego talerza, to zasadniczo mu to ujdzie
                                                    płazem :)))) ). W przypadku faceta wyglądającego jakby właśnie oderwał się od
                                                    łopaty, czy innego narzędzia o podobnym stopniu komplikacji najprawdopodobniej
                                                    zostanie on zmieszany z błotem, a do rękoczynów nie dojdzie tylko i wyłącznie z
                                                    obawy przed odwetem :))))).
                                                    A skoki w bok? Czy zawsze można je kontrolować. Według mnie nasza psychika jest
                                                    zbyt skomplikowana, by to jednoznacznie stwierdzić. Przyczyn może być bardzo
                                                    wiele od niezadowolenia i frustracji począwszy na burzy hormonów i ciekawości
                                                    skończywszy. Problem polega na tym, żeby właściwie oceniać zjawisko i nadawać
                                                    mu odpowiedni ciężar gatunkowy, a nie dać się ponosić niezdrowym emocjom. Nie
                                                    mówię, że to jest łatwe, ale to nie znaczy, że nie powinniś,my nad tym
                                                    popracować, prawda? :)))
                              • sunny73 Re: dlaczego zdrada 27.10.04, 12:18
                                wiecie co....zdradziłam kiedyś kogoś kogo bardzo kochałam...i ten ktos
                                powiedział mi potem że wolałby żebym umarła bo wtedy wiedziłaby że stało się
                                coś ostatecznego..... a tak musimy dokonać wyboru.... taka sobie refleksja a
                                propos porównania zdrady do śmierci....
                                • szefu13 Re: dlaczego zdrada 27.10.04, 12:37
                                  Wiesz, tak ogólnie to trafnie określiłaś tą subtelną róznicę między zdradą a
                                  śmiercią. O ile skutki śmierci są przez sam fakt zgonu juz dobrze określone, o
                                  tyle na skutki zdrady nadal mamy wpływ i to my de facto określamy ich
                                  rozmiar ... No i dlatego warto dyskutować jak zniwelować negatywne skutki
                                  zdrady, skoro zdradzie zapobiec na 100% się nie da ... :) Ze śmiercią byłoby
                                  troszkę gorzej ..... ale człowiek sobie poradzi ze wszystkim - na szczęście :).
                                  A czy Ty uważasz, że ten ktoś, kogo zdradziłaś Ciebie kochał? A dlaczego
                                  powiedział, że wolałby, żebyś umarła niż żeby sie dowiedzieć o zdradzie? Nie
                                  chciał juz z Tobą być? Ale wolałby, żebyś zniknęła, wtedy nie byłoby czego
                                  żałować, a tak Twoje istnienie będzie mu stale przypominać to, co było dobre
                                  między Wami .... ale nie do tego stopnia, żeby odpuścić Ci zdradę ... A czy
                                  Twoja zdrada, to było już rozstanie, czy tylko przygoda? Czy on potem z Tobą
                                  zerwał?

                                  No i kwestia z tego wątku: skoro kochałaś, to dlaczego zdradziłaś? :)))
                                  • Gość: kTośka Re: dlaczego zdrada IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 12:49
                                    a tak a propos śmierci i żałowania - kogo tak naprawdę żałujemy? kogoś kto
                                    umarł - ale to jemu jest akurat obojętne - czy siebie, że go nie ma? skłaniam
                                    się (przynajmniej ja) ku temu drugiemu...
                                    • szefu13 Re: dlaczego zdrada 27.10.04, 13:18
                                      Ależ dokładnie tak jest jak mówisz. :)))))))))))))))))))))))))))))))
                                      Na pogrzebach jest nam smutno, bo ktoś bliski nas opuścił, a wiec jest nam
                                      przykro, ciężko i źle. To tak, jakby wyjechał, nie wiadomo dokąd i już nie
                                      wróci ani nie napisze ....
                                      Mamy w sobie taki zdrowy, naturalny mechanizm, który błyskawicznie reaguje
                                      naszym smutkiem, gdy oceni, że nasza sytuacja się jakoś pogorszyła ... :))) To
                                      nam pomaga w przeżyciu :)))))))))))))).
                                      • Gość: kTośka Re: dlaczego zdrada IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 13:49
                                        blahhhhhhhhhh! czy ja wiem czy aż tak pomaga - śmierć, jak narodziny - jest
                                        naturalna dla życia... pomaga? nie wydaje mi się - a okazywanie żałoby? czy to
                                        jest szacunek dla osoby, która odeszła czy okazanie jak nam jest przykro (bądź
                                        nie - łobłuda). To chyba bardziej gra pozorów!
                                  • sunny73 Re: dlaczego zdrada 27.10.04, 13:03
                                    dokłądnie tak jak powiedziałes moje istnienie ciągle przypomina....:-) i
                                    dlatego nie jesteśmy już razem... rozstanie, przygoda...za dużo by
                                    pisać ...długa historia :-)
                                    dobre pytanie: "skoro kochałaś, to dlaczego zdradziłaś? :)))" bo widzisz ...jak
                                    sam zauważyłeś prawdz czasem leży na samym widoku ale owinięta w papierek a nie
                                    złotko i dlatego trudniej ją zauważyć...:-)



            • szefu13 Re: granica :) 26.10.04, 22:19
              Jakby było wiadomo gdzie jest ta granica, to by życie było proste i bysmy tu
              nie mieli takich ciekawych dyskusji :). Generalnie ja bym to widział tak:
              - wszystko musi się zacząć od oczarowania, bo to jest taki bonusowy zapas
              paliwa do przejścia do dalszych etapów,
              - następny jest seks jako wynik oczarowania (zazwyczaj następuje w czasie od 1
              sekundy do 5 dni po oczarowaniu zależnie od refleksu i przytomności umysłu
              faceta oraz pruderyjności dziewczyny :) jeśli nie nastąpi po 5-ciu dniach, to u
              dziewczyny - o dziwo - mija oczarowanie :)))) ),
              - potem zawiązuje sie pomalutku przyjaźń wypierając częściowo oczarowanie
              (piszę częściowo, bo oczarowanie tak do końca nigdy może nie zaniknąć, ale na
              pewno zelżeje :) ) o ile wszystko gra i znajduje się nić porozumienia, dobra
              wolę itp. itd. :) ,
              - a miłość? miłość = przyjaźń + seks + ta resztka oczarowania, która została, a
              która jest jednak niezbędna, aby miłość była miłością :)))))))))))

              Jak więc widać, to granice tutaj jednak nie mają znaczenia i nie ma co sie nad
              nimi zastanawiać. Poza tym wyraźną granicę mają tylko oczarowanie i seks (to
              pierwsze ma tylko granicę początku, bo końca czasami się trudno dopatrzeć na
              szczęście) :)))))
              • Gość: kTośka Re: granica :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 22:47
                wiesz szefu13 - lubię Ciebie czytać, ale odnoszę czasami wrażenie, że to jest -
                cokolwiek ładnie wyglądające - ale bleblanie. nie wiem gdzie jest granica
                między "to mądre" a "to bleblanie" - możliwe, iż się przeplatają. ale wygląda
                ładnie i ciekawie (co już podkreśliłam).
                niewątpliwie w wielu punktach masz rację, ale... gdyby to wszystko było tak
                ładnie i pięknie i oczywiście tak do końca - to podejrzewam, że nie byłoby
                ciekawie.
                • szefu13 Re: granica :) 26.10.04, 22:56
                  Cóż kTośka, no nic Ci nie poradzę na Twoje wątpliwości, czy moje pisanie, to
                  nie bleblanie. Ale fajnie, że Cię ono bawi, bo o to mi też chodzi :))))
                  A czy jest na serio? A jak Ci się wydaje? - skoro masz wątpliwości, to
                  znajdujesz tam coś serio dla Ciebie, prawda? :))) Nie każde mądre treści muszą
                  być podawane w sposób ponury, no nie? :)))) Trochę zaufania do żartobliwej
                  formy :))))))))))))). Widzisz a nie wierzysz - nawet Tomek jak zobaczył, to
                  uwierzył :))). Czasami prawda leży pod nogami, tylko jest zawinięta w gazete, a
                  nie w złotko .... :)))

                  Pozdrawiam :)
                  • Gość: kTośka Re: granica :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 23:01
                    nie zionę ponuractwem - ale mam tyle pytań tak do siebie, jak i do otaczającego
                    świata, ale co raz częściej zastanawiam się, czy warto szukać odpowiedzi. może
                    faktycznie nie warto szukać - warto stanąć i spojrzeć czy to w lewo w prawo czy
                    pod nogi. znaczy się - nie widzimy co widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć -
                    przekroczyć granicę tego widzenia to dopiero!...
                    no nic - mi i tak smutno nie jest, bo nie ma powodu - dalej szukam - taka natura
                    • szefu13 Re: granica :) 26.10.04, 23:09
                      No ciepło, ciepło :))))))))))) A może to jest tak, że sprawy obiektywnie są
                      proste, tylko my je niepotrzebnie komplikujemy z niewiedzy, bo nam ktos głupot
                      nawkładał do głowy, ze strachu, z potrzeby racjonalizacji naszych kompleksów, z
                      powodu samych kompleksów, może z jeszcze jakiś innych powodów ..... :)))))
                      • Gość: kTośka Re: granica :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 23:17
                        ogólnie rzecz ujmując łatwiej manipuluje się ludźmi gdy stworzy im (nam) się
                        pewne kanony sobietylkoznane (no!!!! ;)))))))))))))))))) i lecimy! ale wydaje
                        mi się akurat ten temat bardzo ciekawy - bardzo. to mi trąca akurat poziomami
                        świadomego życia :)))))))))) kedyś to mnie bardzo bulwersowało, ale okazuje
                        się, że jest właśnie tak :))))))))))) ciekawe!
    • password01 ciekawy temat 26.10.04, 22:55
      ale ciekawy ciekawy temat . no nie mofłeś go jakoś lepiej zatytulowć. tearz to
      nie pogadam chyba. No i dlaczego od tazu taki dłufi ?
      • szefu13 Re: ciekawy temat 26.10.04, 22:59
        No Stary, to zaproponuj jakieś alternatywne tytuły - jakie według Ciebie by
        były "chwytliwe"? :)))
        A co do długości, to chciałem podać odpowiedni background do dyskusji, a poza
        tym, to nie tylko ja się tu tak grafomańsko wyżywam :))))))))))))))))))
        • password01 Re: ciekawy temat 26.10.04, 23:18
          podadam o tym jutro nie dzisiaj o nie :)
          • szefu13 Re: ciekawy temat 26.10.04, 23:21
            OK - miłych odlotów, dobrego wchłonięcia, krótkiego kaca :))))))))))))))
            • Gość: ADAM THE DAY AFTER IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 10:02
              A to się państwo zagalopowali głęboko w noc... ho, ho....
              A ja się NADAL zastanawiam...CZY MONOGAMIA jest cechą właściwą CZŁOWIEKA/owi(?)
              Byłem wczoraja w STOLICYNASZEJKOCHANEJ, nie było mnie tu... dawno, chociaz
              jestem warszawiak..i cóż widzę?....widzę stado PIĘKNYCH LUDZI i chyba rozumiem
              ten MIEJSKI PŁODOZMIAN...no po prostu brać,brać, brać...całymi garściami.....
              Oj, skoczył mi TESTOSTERON... pamiętam jak kiedyś w pociągu relacjiWROCŁAW-
              Warszawa, grupa panów w delegacji toczyła pianę z pyska na widok konduktorki,
              zachowywali się jak psy spuszczone ze smyczy....
              taaaaaaaaaa.... monogamia......podobno coś takiego JEST w przyrodzie....
              • sunny73 Re: THE DAY AFTER 27.10.04, 12:24
                • sunny73 poprawka...:-) 27.10.04, 12:29
                  wiesz coś w tym jest.....ja nie pochodze z wawy i jak wracam w rodzinne strony
                  to widzę że tam zupełnie inaczej życie płynie, innym rtytmem inne sa
                  priorytety...w dużym mieście, zyjąć w pęłnym pędzie człowiek chce czuć że
                  żyje...więc jak trafia się okazja czemu nie...pomyśli o tym jutro...
                  nieee...monogamia jest szkodliwa, rodzi konflikty i frustrację....;-)
                  • szefu13 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 13:09
                    Wiesz, monogamia zostałą wymyślona przez ludzi. I to nie jako pierwszy pomysł
                    na związki mężczyzn i kobiet i nawet nie przez Chrześcijan, tylko przez Rzymian
                    i to ze względów praktycznych - jak się ludziom wydawało w tamtych czasach...
                    Jako pomysł ludzki podlega ona ludzkiej krytyce. Aczkolwiek wydaje mi sie, ze
                    skoki w bok i posiadanie kochanków, to jeszcze nie bigamia, czy poligamia, bo
                    to oznaczałoby wielożeństwo jak np. w niektórych krajach Islamskich (ale pomału
                    od tego odchodzą również ze względów praktycznych - chodzi o generalną walkę z
                    przestarzałymi i zacofanymi obyczajami). Tak więc tzw. zdrada nie ma nic
                    wspólnego z odejściem od monogamii. To raczej przygoda miłosna. No, może tylko
                    erotyczna :)))). Tak samo sekwencyjne zmienianie stałych partnerów mieści się w
                    pojęciu monogamii, jak mi się wydaje ... Proponuję więc zostawić tą jakąś tam
                    gamię i skoncentrować się na problemie zdrady.
                    Uważamy , ze nie powinniśmy zdradzać i często z oburzeniam patrzymy jak inni to
                    robią, ponieważ w procesie naszego wychowania wbito nam do głowy, że to
                    straszne. Ponieślibyśmy okropne kosekwencje takiego czynu: od smażenia się w
                    piekle począwszy (dobre dla dzieci :) ) przez konsekwencje natury cywilno-
                    prawnej po robienie krzywdy rodzinie i całemu społeczeństwu skończywszy. A
                    dlaczego się oburzamy jak inni to robią? Według mnie z trzech powodów:
                    1. uważamy, że nasze zasady są jedynie słuszne (jakie nasze? :))) ktoś nam to
                    wpoił i tyle), więc jak ktoś ich nie przestrzega, to nam uwłacza i naszej
                    ambicji i godności osobistej :), czyli z głupoty i naiwnośći :),
                    2. skoro my się boimy zdradzić i z tego tytułu ponosimy wyrzeczenia, to i innym
                    niech nie będzie za dobrze - czyli po prostu z zazdrości. No i jeszcze możemy
                    dostrzec, że nasze zasady nie są słuszne (straszak tak naprawdę nie działa) i
                    marnowaliśmy sobie życie odmawiając sobie troszkę zabawy :), a tego byśmy za
                    skarby swiata nie chcieli .... :),
                    3. jeśliby zdrada została ogólnie zaakceptowana społecznie, to mogłoby się
                    okazać, że nasz partner by znalazł kogoś lepszego dla niego od nas (a nie ma do
                    tego prawa? :) ) i nas porzucił, a już był tak pięknie zaklepany i nie trzeba
                    było się w ogóle starać, żeby go trzymać na smyczy :))))). Czyli z lenistwa :).

                    A dlaczego chcemy zdradzać? Czy chcemy w ogóle? Czy czasami? Nie wydaje mi się,
                    że dlatego, że to jest "trendy" :))). No, chyba, że to padnie na nasze
                    kompleksy... ale z kompleksów gazem nas wyleczy zakochany partner, no nie? :)))
                    • sunny73 grafoman...;-)))))))) 27.10.04, 13:27
                      matko jedyna ... ależ ty masz pisane...lepsze niż ja gadane ;-)
                      zdrada jak samo słowo mówi to "zdrada" czyli: umawiasz się z kimś na monogamię
                      i skaczesz w bok czyli zdradzasz czyli jesteś tak czy inaczej związany z więcej
                      niż jednym partnerem czyli to juz nie jest monogamia - to tak w skrócie bo nie
                      mam czasu na pisanie...;_)
                      • szefu13 Re: a i tak za mało...;-)))))))) 27.10.04, 14:21
                        No dobrze, dobrze, ale nie o to tutaj chodzi - zastanawiamy się dlaczego ludzie
                        zdradzają, dlaczego to nazywaja pejoratywnie "zdradą" i dlaczego (albo po
                        co? :) ) robia z tego tragedię?
                        • sunny73 Re: a i tak za mało...;-)))))))) 27.10.04, 14:33
                          bo zdrada to przegrana walka z samym sobą...:-)
                          • szefu13 Re: a i tak za mało...;-)))))))) 27.10.04, 15:24
                            Chahahahahha :)))))))))))))))))))))
                            Jak można przegrać z samym sobą? :) Załóżmy punktację: 1 za wygraną, -1 za
                            porażkę i 0 za remis. W przypadku walki z samym soba czyli ja kontra ja możliwe
                            wyniki, to:
                            a. 1:-1, a więc raz wygrywam, raz przegrywam, w sumie punktóów 0,
                            b. 0:0, a więc remisuję sam ze sobą, osiągając sumę punktów 0,
                            c. -1:1 sprowadza się do przypadku a. z sumą punktów 0.
                            Jakby tym nie kręcił, to zawsze wychodzimy na zero, czyli remis - nie da się
                            wygrać, czy przegrać z samym sobą ..... można natomiast wygrać lub przegrać z
                            kims innym, z ideami, które ktoś nam narzuca wbrew naszej woli i nie koniecznie
                            dla naszego dobra .... :)))))))))))))
                            • sunny73 Re: a i tak za mało...;-)))))))) 27.10.04, 15:44
                              co jak co ale kota ogonem odwrócić to ty potrafisz....;-))))))))))))))
                        • Gość: ewuś Re: a i tak za mało...;-)))))))) IP: *.elektron.com.pl 27.10.04, 16:37
                          Jak juz wcześniej wspomniałes drogi szefu13,mamy wbite to do głów.A dokładniej
                          to, że będąc jedynym właścicielem drugiej osoby mozemy czuć się
                          bezpieczni.Mnie wydaje się,że masz absolutna rację, a rozszerzając Twoje
                          dywagacje właśnie będąc jedynym właścicielem chcemy mieć gwarancję,że mozemy
                          przestać się starać? Że zaniechanie starań o szczerość wobec siebie i partnera
                          prowadzi do omawianej tu zdrady,bo druga strona nie zaspokaja naszych potrzeb?
                          Bo MA naszą obietnicę i kiwa nią jak batem nad głową niewiernej?
                          Przerabiałam to z każdej strony-zdradzanej i zdradzającej.W pierwszym przypadku
                          robiłam z tego tragedie bo traciłam kontrolę nad partnerem,w drugim czułam się
                          własnością i uciekałam od kontroli.Teraz mój wniosek jest taki,że zdradzę znów
                          jak mój "współżytek" będzie ignorował moje potrzeby pomimo starań i deklaracji.
                          A prawie 40-to letnie życie nauczyło mnie,że partner tez podejmuje swego
                          rodzaju decyzję o"zaniechaniu"-a ta jak każda inna ma swoje konsekwancje.
                          hough!
                          • szefu13 Re: a i tak za mało...;-)))))))) 28.10.04, 00:13
                            Zgadzam się. I tak to właśnie wbity nam do głowy model relacji kobieta-
                            mężczyzna prowadzi nas do degrengolady tego związku. Czy to zjawisko jest nowe?
                            Nie wydaje mi się: opisane przez Ciebie "kryzysy" w związkach znane są od
                            tysiącleci, a Ci którzy im się nie poddali po prostu poddali się drugiej osobie
                            rezygnując z siebie. Tylko czy byli szczęśliwi? Obecnie nikt już z siebie
                            rezygnować nie chce i mamy tzw. zdrady i rozpady związków.
                            Wydaje mi się, że nadszedł najwyższy czas na przeprogramowanie wspomnianego
                            modelu i dostosowanie go do potrzeb ludzkości :)))))).
                  • Gość: kiki Re: poprawka...:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 13:24
                    albo daje odprężenie i poczucie radości życia. Różnie to bywa. Wszystko zależy
                    czego ludzie oczekują od siebie. Nie dziwię się facetowi, który żenił się z
                    zadbana dziewczyną, która zmieniła się w 'dulską", ze szuka kogoś na boku i
                    odwrotnie to też ma usprawiedliwienie. Małżeństwo, czy nawet wolny związek to
                    ciągłe dbanie o siebie, zaskakiwanie partnera i wtedy małe jest podobieństwo
                    zdrady. Jak wychodzę elgancka do pracy, to mój stary nie myśli raczej o
                    zdradzie, ale o tym, by mnie ktoś nie zaczepił. Nawet mówi, że się tym
                    martwi?:)))
                    • szefu13 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 14:23
                      A gdyby Cię zdradził (w sensie skoku w bok) jakbyś zareagowała?
                      Załóżmy, że:
                      a. sam się przyznał :),
                      b. dowiedziałaś się od kogoś,
                      c. zastałaś ich "in figlanti" :)?
                      • sunny73 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 14:48
                        jeśli chodzi o mnie to w każdym przypadku bym zerwała...:-)
                        • szefu13 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 15:29
                          Ależ Ty jesteś nienowoczesna! :))))))))))))))))))))))))))))))
                          I dlatego to forum jest potrzebne! Jeszcze duuuuuuuuuużo pracy tu mam :))))))
                          Ale wierzę, że w końcu osiągnę sukces .... :)))))))))))))))))))
                        • szefu13 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 15:29
                          ... a tak a propos, to dlaczego jeśli wolno wiedzieć? :)))
                          • sunny73 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 15:43
                            to proste.....jeśli zdradził to znaczy że coś między nami było nie tak. jesli
                            było coś nie tak i o nie mógł/chciał o tym porozmawiać to znaczy że jest to
                            poważna sprawa i że w przyszłości i tak by na wierzch wylazła. Jeśli zdradził
                            bo po prostu mu się " zachciało" albo jakaś nieludzko piękną laskę
                            spotkał....to znaczy że typ faceta co jak ma okazję to zdradzi znowu a tu
                            nasywa się pytanie po co mi ftaki facet...:-). Zauwaz że jest to rozumowanie
                            kobiety, ewentualnie zdradzonej kobiety, nie byłam w takiej sytuacji więc
                            teoretyzuję....nie wiem, może od razu bym go zabiła.....:-)
                            • Gość: ADAM BEZ POPRAWKI :-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 15:49
                              A ja myślę,ze Szefunio szuka usprawiedliwienia dla swoich grzeszków....
                              Czemu ze zdrady robimy tragedię????? Bo TO BOLI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                              Bo to niedotrzymanie NIEPISANEJ umowy na linii JA-TY, MNIE-TOBIE...
                              No, chyba,ze ludzie WCZEŚNIEJ umawiają się na skobiwboki....ale ja o tym nie
                              mówie...oj szefuniu, szefuniu....PRACUJ DALEJ
                              • sunny73 Re: BEZ POPRAWKI :-( 27.10.04, 15:54
                                hm...niestety musze koledze przyznać rację :-), i pomijając moje zdanie w tym
                                temacie to generalie każda zdrada boli...czase tylko zdradzoną osobę, czase
                                równiez zdradzająca...bo jak wcześniej powiedziałam jest to porażka: zdradzony
                                doznaje zawodu, zdradzany idzie na łatwiznę pozwalając wziąć górę swoim
                                słabością. No chyba że się wcześniej umówili na skokiwboki ale takich
                                przypadków to ja nie znam
                                • sunny73 Re: BEZ POPRAWKI :-( 27.10.04, 15:55
                                  oczywiscie zdradzający idzie na łatwizne...to chciałam powiedzieć...głodna
                                  chyba jestem, literki zjadam
                                  • Gość: ADAM Re: BEZ POPRAWKI :-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 16:06
                                    No jak nie znasz? Szefu się chwali....że dużo może...
                                    • sunny73 Re: BEZ POPRAWKI :-( 27.10.04, 16:13
                                      oj....jak słusznie zauważyłeś on się "chwali" !!!...ach ten szefunio...ciekawe
                                      co tak naprawdę o tym wszystkim mysli......;-)
                              • szefu13 Re: BEZ POPRAWKI :-( 27.10.04, 17:30
                                Szuka nie szuka nie w tym rzecz :)))))))))))))))))))))))
                                Ja nie twierdzę, że zdrada nie boli (chociaż nie mogę się kategorycznie
                                wypowiadać, bo nie wiem, czy mnie ktoś zdradził, czy nie - nie mam co prawda
                                takiej pewności jak sunny73, ale o niczym takim mi nie wiadomo, więc nie
                                boli :))) ). Ja tu dyskutuję DLACZEGO ludzi to tak boli - skąd takie podejście,
                                że to takie okropne i straszne i nieszczęście, skoro się podobno zdarza
                                nagminnie? Nie wiem jakbym sam zareagował - może awanturą, może rzeczową
                                rozmową, żeby w pięty poszło, a może zemstą, czyli ciężkim puszczeniem
                                się :)))) ale raczej bym nie zrywał ..... chyba, że z rozmowy by wynikało, że
                                partnerka mnie olewa, ma gdzieś i nie mam interesu z nią dalej być (nie
                                zrealizuję z nią moich życiowych celów), ale to już inny powód zerwania niż jej
                                skok w bok .....
                                • sunny73 Re: BEZ POPRAWKI :-( 27.10.04, 17:49
                                  dlaczego boli??? myslę że dlatego że ktoś komu ufałeś cię okłamał, powiedział
                                  że cię kocha i będzie z tobą i nie dotrzmał słowa. Wraca tu problem czty w
                                  ogóle cokolwiek obiecywać...?
                                  nie jestem taka pewna czy nawet gdyby partnerka okazała skruchę mógłbyś z nia
                                  zostać...czy męską duma pozwoliłaby ci łyknać taką zniewagę????...nie wiem
                                  trudno mi sądzić za faceta, wiem że kobiecie byłoby trudno.
                                  • szefu13 Re: BEZ POPRAWKI :-( 28.10.04, 00:32
                                    Jak ten ktos mnie okłamał? Kochał i pewnie kocha, mimo zdrady (jak wiemy można
                                    kochać i zdradzić). Powiedziała, że będzie i jest (przeciez wróciła, bo jak by
                                    odeszła, to po ptokach i nie ma o czym gadać). W czym mogła nie dotrzymać
                                    słowa? W tym, że obiecywała wierność? No cóz - to było pod wpływem chwili - jak
                                    ktoś chce sie uczepić takich deklaracji wygłaszanych w stanie oszołomienia
                                    miłosnego, to po prostu szuka dziury w całym :))))))
                                    Tak, problem czy obiecywać wraca: nie obiecywać! Nie obiecywać rzeczy, na które
                                    sie nie ma wpływu i nie wierzyc takim obietnicom (nie brać tego na serio, tylko
                                    jako miłe słówka i komplementy :)) ). Ja wiem, że wygodniej jest wierzyć w te
                                    obietnice, a potem się czepić jak coś będzie nie tak, ale to w sumie nie do
                                    końca fair .... :)

                                    Moja męska duma? Zniewagę? Ja nie mam 16-tu lat! :)))))) Ja generalnie staram
                                    się najpierw pomyśleć i zrozumieć, a potem dopiero działam. To fakt, że
                                    niektórzy to mają u mnie za naiwność i tłumaczenie innych a są i tacy, którzy
                                    próbują mną na tym tle manipulować, ale szybciutko sie przekonują, że popełnili
                                    błąd :))) Tak więc najpierw bym pogadał, zrozumiał co było przyczyną i
                                    oszacował, czy są jednak szanse na kontynuację drogi do moich celów. Skrucha
                                    partnerki byłaby odczytana jako jej dobra wola - nie potrzebowałbym chyba sie
                                    na niej wyżywać, gdyby sama wiedziała, ze może mi byc z tym źle, ale sytuacja
                                    ją do tego w pewnym sensie pchnęła. A może też i moje działania ...... któż to
                                    wie?
                                    A czy nie jest zdradą, gdy partner przed ślubem gra kogoś innego niż ten, kim
                                    okazuje się być po ślubie? Czy to nie taka sama zdrada jak seks? A moze nawet
                                    większa? A piętnujemy to? Generalnie w społeczeństwie nie za bardzo ........
                                    Nie czepiajmy się tylko majtek - w związkach następuje dużo więcej zdrad i
                                    wykroczeń zanim dojdzie do tych majtek i to bywa, że te poprzedzające
                                    wydarzenia są dużo cięższego kalibru ......
                                    • sunny73 idealny facet!!! 28.10.04, 10:03
                                      szefu jesteś facem idealnym...:-))))))
                                      • szefu13 Re: idealny facet!!! 28.10.04, 17:04
                                        Mam nadzieję, że moja "idealność" nie polega na tym, że wierzysz, że ja
                                        wszystko wybaczam jak leci. Otóż nie :)))))))))))))))))))))).
                                    • Gość: ewuś Re: BEZ POPRAWKI :-( IP: *.elektron.com.pl 28.10.04, 19:10
                                      Nic dodać nic ująć:)-to jest prawdziwa szczerość!
                                      A już myślałam, że jestem jakimś okazem zoologicznym z takimi poglądami a tu
                                      znalazł sie jeszcze jeden taki;)
                            • szefu13 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 16:15
                              proste, nie proste ..... a Ty zawsze potrafisz o problemach pogadać? :) I od
                              razu jesteś ich swiadoma? :) Może po jakimś czasie one dopiero docierają do
                              Ciebie i wtedy może się znienacka przydarzyć to i owo .... :)))))) Sprawa może
                              nie być aż tak poważna, skok w bok może nie być aż taki wyrachowany, a laska
                              nie musi wcale być ładniejsza od Ciebie :)))))))))))))). A jeśli założyć, że
                              nie warto się wiazać z facetem, który może zdradzić, to właściwie wyklucza
                              wszelkie trwalsze związki z facetami :))))))))))))))))))))))))))))))).
                              • sunny73 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 16:18
                                nie potrafię ale wtedy wiem że coś jest nie tak i że się zemści,
                                straszliwie...w jakiejść bliżej nieokreżlonej przyszłości....albo i nie...ale
                                lepiej założyc że tak...:-) i mówiłam...to czysto teoretyczne rozważanie...nie
                                wiem co bym zrobiła bo mnie jeszcze nikt nie zdradził :-)
                                • Gość: ADAM Re: poprawka...:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 17:02
                                  To ja się wtrące jeszcze na chwilkę...no własnie...skoro wiadomo ,ze KTOŚ
                                  ZDRADZI to nie warto się z tym kimś wiązać...i dlatego wybrałem SAMOTNOŚĆ.
                                  do wi dze nia.....
                                  • sunny73 Re: poprawka...:-) 27.10.04, 17:04
                                    wow......cóż za pesymistyczne podejście do tematu...cóż kolega ma doła
                                    najwyraźniej...
                                    • Gość: kiki Re: poprawka...:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 00:04
                                      Mnie się wydaje, że zdrada, ale tylko ta fizyczna, nie jest najgorszym złem na
                                      tym świecie. Padło pytanie, czy wybaczyłabym zdradę, nie ma problemu, ważne
                                      jest z kim partner chce być na stałe. Tak różne przyczyny powodują, że ludzie
                                      zdradzają, że niektórych naprawdę trzeba zrozumieć. Może piszę herezję, ale
                                      świat będzie pełen zdrad, ja potępiam tylko taki układ, gdy jedna ze stron
                                      biorących udział w zdradzie chce rozbić rodzinę. Czasami zdrada, to jedyny
                                      sposób, by uratować związek:)
                                      • szefu13 Re: poprawka...:-) 28.10.04, 00:37
                                        Dzięki. Czuję, że mój wysiłek nie idzie na marne :)))))))))))))))))))).
                                        To znaczy nie przypisuję sobie broń Boże zasługi tego, że masz mądre podejście
                                        do życia, ale raczej że ten wątek sprowokował Cię do tej - jedynie słusznej
                                        zresztą :))) - wypowiedzi. :)

                                        Pozdrawiam :)
                                        • alma77 Re: poprawka...:-) 28.10.04, 23:35
                                          Szefuniu, jaka nagła cisza w temacie!Czyżby wszyscy czując ciche przyzwolenie i
                                          niemal rozgrzeszeniie poszli zdra...:))
                                          • Gość: misiek44 Re: poprawka...:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 00:52
                                            Temacik cacy. Szefie, Twoje podejście do problemu jest moim zdaniem trafione w
                                            punkt. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie sprawy, które przewijają się w
                                            wypowiedziach tych, którzy omamieni procesem wychowawczym (a ja dodałbym
                                            jeszcze religię), potępiają zdradę - poczucie własności i poszukiwanie winy za
                                            wszelką cenę.
                                            Już kiedyś pisałem na ten temat i urodziła mi się teoryjka, że głównym
                                            problemem jest wmówienie w ludzi, a w Polaków w szczególności, że słuszna jest
                                            zasada mniejszego zła. Jeśli mam osiągnąć jakąś radość, która może komuś
                                            sprawić przykrość, to nie należy tego robić.
                                            A gdyby tak zastąpić to zasadą większego dobra. Dla rachunku, w zdradzie
                                            uczestniczą trzy osoby (minimum) zdradzający, zdradzany i ten z ktrórym zdrada
                                            zostaje dokonana - mamy więc dwie osoby zadowolone (tu ?) i jedną ewentualnie
                                            pokrzywdzoną - wynik prosty 2:1, a jeśli jeszcze dodamy, że zdradzany się nie
                                            dowie to mamy 2:0
                                            • Gość: kiki Re: poprawka...:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 01:02
                                              Zdrada w trakcie zdradzania zawsze jest przyjemna!:))
                                              • szefu13 Re: poprawka...:-) 29.10.04, 10:51
                                                :))))))))))))))))))))))
                                            • szefu13 Re: poprawka...:-) 29.10.04, 10:50
                                              Nieco perwersyjne ujęcie (chodzi o scoring), ale co do całej wypowiedzi, to
                                              generalnie mniej więcej o to właśnie chodzi :))))))
                                              Mniej kajdanów obyczaju, obłudy i nienawiści, więcej myślenia, wolności i
                                              miłości :).
    • Gość: Karolina Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 10:21
      KARY DLA OSÓB ROZBIJAJĄCYCH RODZINĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      DOTKLIWE KARY FINANSOWE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • sunny73 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 29.10.04, 10:28
        no..kurde ...tu też cię przyniosło???? a kto tu mówi o rodzinie albo o
        rozbijaniu!!!??? my włąsnie o tym czy ewentualna zdrada musi koniecznie
        rozbijać, a może na przekór wszelkiej logice właśnie scalić??? coś uświadomoć,
        wyjaśnić??? nie wszystko musi byc czarno białe!!!!!!!!
        • Gość: grześ Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.29.137.* 29.10.04, 10:44
          No to mamy średniowiecze w wykonaniu panienki:)))))))
          Potrzeba nam stosów!!!i Inkwizycji:)))))))))))))))))
          • sunny73 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 29.10.04, 10:48
            a wiesz co jest najgorsze?????....ludzie o takich poglądach zadziwiająco często
            się ostatecznie zaczynaja puszczać....a jak nie to wyrastaja na stare
            sfrustowane baby i rozlaźniętych sliniących się facetów...;-) (wiem ,
            uogólniłam jak można najbardziej ale coś qw tym jest..:-)
            • marbolo Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 29.10.04, 11:46
              wow,
              wreszcie po 2 dniach udało mi sie przeczytać ten wątek w calości...
              temat jest niezły, ale zanim wszystko przeczytałem pogubiłem się juz zupełnie,
              w tym co chciałbym dodać...
              odezwę sięjak sobie przypomnę...

              aaale generalnie zgadzam się z tym, iż to w dużym stopniu nasze wychowanie
              powoduje iż traktujemy zdradę jako coś bardzo bolesnego.
              uważam że gdyby przyjąć na potrzeby rozważań że żyjemy w świecie gdzie
              panuje "wolny rynek" i zdradza kazdy z kazdy i kiedy chce, to sądzę że
              wychowani w takim świecie mielibyśmy zupełni inne (może zdrowsze) podejście
              do "zdrady" która nie byłaby wówczas "zdradą" tylko czymś tak normalnym jak
              wyjście do pubu z kumplami w piątkowe popołudnie... I wówczas oszczędzilibyśmy
              sobie massę łez, stresu i nawet obecnych tu dywagacjiu, zdradzać czy nie
              zdradzać, jak się przed tym bronić i czym to się je.
              Ponadto jak wielu z Was zauważyło zjawisko "zdrady" czy jest tak czy inaczej
              niemal powszechne, więc przydałoby się czyba trochę zdrowsze podejście do
              tematu. I tu odwołuję się do omawianych wcześniej "kontraktów". Spotkałem się
              już z taką wizją świata w książce "Polska +50" (wizje naszego kraju i nietylko
              za 50 lat). O ile rządzący w procesie legislacji znów by czegoś nie spieprzyli,
              mogło by to być całkiem dobre rozwiązanie. Muszę przyznac, że w tym momencie
              wydaje mi się rozwiązaniem wręcz idealnym pod warunkiem, że obydwie strony
              miałyby wpływ na treść umowy. Wówczas możnaby było ustalić w niej dowolne
              interesujące nas szczegóły, od ilości stosunków dziennie do ustalenia kto
              wynosi śmieci;)

              Pozdrawiam
      • szefu13 Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne 29.10.04, 11:08
        Mocno powiedziane, ale ......
        Kto odpowiada za rozbicie rodziny? Mąż, który się puścił, czy żona, która go
        zaniedbywałą? Mąż który chleje, czy żona, która odchodzi? Mąż który się
        rozwodzi, czy żona, która przy ludziach wiecznie gada, że ma chłopa do dupy?
        Mąż, który leje żonę i dzieci, czy żona, która od niego ucieka? No kto?
        A to są i tak te najbardziej wyraziste przypadki ..... :)
        Może być jeszcze tak, że ktoś grał osobę bardzo sympatyczna i miłą, omamiwszy
        drugą stronę do tego stopnia, żeby się pobrać, a potem już się nie chciało nic
        grać i sie partnerowi(partnerce) oczy otworzyły i co wtedy? Kto jest winien? :)
        Orzekanie o winie w sprawach rozwodowych jest cholernie trudne i
        prawdopodobieństwo niesprawiedliwego wyroku jest wysokie .... Może przegrać
        ten, kto pierwszy będzie miał tego wszystkiego dosyć i będzie chciał to
        wszystko zakończyć. Dlatego wszelkie "kary" w tym przypadku mogą bardziej
        przysłużyć się pogłębianiu krzywd niż sprawiedliwości. A poza tym za co karać,
        co? No i kogo? Partnera/partnerkę, czy jego/jej kochankę/kochanka? :) Kto tu
        rozbijał? I co? Czy było jeszcze coś do rozbijania? Czy mamy prawo tak
        kategorycznie oceniać innych?
        W każdym razie u nas przed wymierzeniem jakiejkolwiek kary musi być sąd. Póki
        co :)))))). I dlatego czarno ten Twój pomysł widzę :).
        • Gość: kiki Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 11:17
          Jak to karać, że ktoś dwie, czy trzy godziny w tygodniu się do kogoś innego
          przytuli?! To chyba jeszcze nagradzać trzeba za taką dobroć w ludziach!!!!!!!!!
        • Gość: grześ Re: Wierność i Zdrada - dywagacje teoretyczne IP: 62.29.137.* 29.10.04, 11:25
          Przybij piątke :))))
          Kobita pragnie zemsty a NIE-sprawidliwości!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka