Gość: nieodprowadzana
IP: *.chello.pl
27.10.04, 20:30
Mam fajnego faceta, ale... Nie odprowadza mnie do domu, tylko na przystanek
(czasem nawet nie to)... Jakoś bym to przeżyła, gdyby nie to, że zazwyczaj ja
do niego jeżdżę (nie ma innej możliwości, ale nie z naszej winy) i on chce,
żebym zostawała u niego długo. Najczęsciej więc wychodzę od niego po północy,
on odprowadza mnie na przystanek, potem sama wracam nocnym (dresiarze
itp. ...), a potem jeszcze kawałek do mojego bloku (nieciekawa dzielnica,
jedna z niebezpieczniejszych w mieście)... Raz mnie nawet zaczepił jakiś
zbok, ale inny facet mi pomógł... Powiedziałam o tym chłopakowi, zaznaczając,
że już nie będę tak późno wracać, a on odpowiedział, że rozumie, żebym na
sibie uważała i puszczałoa mu stzrałki po powrocie... Nawet mu przez myśl nie
przeszło, żeby mnie odprowadzić... Czy to normalne? Czy to owy męski brak
domyslności, z którym nie ma co walczyc aluzjami, sugestjami, tylko walić z
grubej rury? Czy ja przesadzam i jestem przwrażliwiona? Bo ja po prostu czuję
brak opiekuńczości z jego strony, a to ogromny minus... Co mam zrobić?