czarna_pantera2
21.05.02, 10:11
W pewnej malej angielskiej miescinie byl sobie ksiadz, który
oprócz
obowiazków duszpasterskich lubil hodowle drobiu. Któregos jednak
dnia
ksiedzu zginal kogut. Poczatkowo ksiadz myslal, ze kogut po
prostu
uciekl,
jednak minal jakis czas a koguta nie ma. Ksiadz zmartwil sie i
doszedl do
wniosku, ze mu ukradziono koguta. Po niedzielnej mszy kiedy
wierni
zbierali
sie juz do wychodzenia, ksiadz ich powstrzymal:
- Mam jeszcze jedna, bardzo wstydliwa sprawe do zalatwienia.
(W tym miejscu nalezy wyjasnic dla mniej wtajemniczonych, ze po
angielsku
slowo cock znaczy kogut, ale moze tez oznaczac meskiego
czlonka).
- Chcialbym spytac kto z tu obecnych ma koguta (wszyscy
mezczyzni
wstali).
- Nie, nie to nieporozumienie. Moze spytam inaczej, kto ostatnio
widzial
koguta (wszystkie kobiety wstaly).
- Oj, nie, to tez nie o to chodzi, moze wyraze sie jeszcze jasniej,
kto
ostatnio widzial koguta, który do niego nie nalezy (polowa kobiet
wstala).
- Parafianie - nie rozumiemy sie, spytam wprost - kto widzial
ostatnio
mojego koguta (wstal chórek chlopiecy, ministranci, organista i
znajdujaca
sie przypadkiem w kosciele koza) ...