e_wok
09.02.05, 21:59
no, w kazdym razie noszacy okulary. Wiec chcialam uprzejmie doniesc o
objawieniu, jakiego doznalam ponad pol roku temu. Objawienie nazywa sie
soczewki dzien i noc. Czyli zaklada sie raz w miesiacu, nosi sie bez przerwy,
czyli rowniez bez przerwy nocnej i po 30 dniach wymienia sie na nowe. Pewnie
o nich slyszeliscie i pomysleliscie, ze cos w tym musi zgrzytac. Otoz - nic
nie zgrzyta. I to twierdze ja, czyli osoba, ktora regularnie co pol roku
wizytowala okuliste z jakims nie-wiadomo-skad-przyplatanym zapaleniem
spojowek. Od kiedy nosze te soczewki, przestalam miec problemy ze spojowkami,
z wyschnietymi oczami, z lzawiacymi oczami, z uczulonymi nie wiedziec na co
oczami. Czasem zdejmuje soczewki, kiedy mam w najblizszych planach robienie
henny albo jakis inny zabieg kosmetyczny, ktory moglby mi wejsc w oczy. I
wtedy problem wraca - albo oczy wysuszone albo lzawiace. Zakladam znowu
soczewki - mija jak reka odjal.Nawet nie mam potrzeby uzywania kropli
nawilzajacych. Odpada problem codziennego grzebania w oku, jak rowniez
problemy charakterystyczne dla okularow - parowanie, problemy z
przejrzystoscia szkiel i z widzeniem ograniczonym oprawkami. A luksus ostrego
widzenia od razu po przebudzeniu - nie do przecenienia :-) Juz dwie znajome
zaagitowalam i obie sa rownie jak ja zadowolone, a - co wazne - wszystkie
trzy spedzamy bardzo duzo czasu przed kompem. Zanim odkrylam te soczewki,
calkiem serio myslalam o operacji. Teraz - w ogole zapominam, ze mam wade
wzroku.