llami
04.06.05, 20:00
Byłam z moim facetem 5 lat. Mogę powiedzieć, że tworzyliśmy naprawdę fajną ,
zgraną parę. Doskonale się rozumieliśmy.Podobne zaineterowania,
pasje,poglądy...byliśmy też przyjaciółmi. Ja nie potrzebowałam szukać kogoś
komu mogę się wypłakać bo on był ku temu odpowiedni. Zawsze mogłam na niego
liczyć, wiedziałam, że cokolwiek by się stało on będzie przy mnie trwał,
zawsze po mojej stronie. Czułam się kochana, czasem może nawet było tego za
dużo...przeżyliśmy tyle cudownych, radosnych chwil, ale to nie znaczy , że
nigdy nie było żle. Były też smutne dni...On jest osobą bardzo znerwicowaną,
agresywną, ja jestem spokojna, pogodna i zawsze uśmiechnięta...zaczęłam
jednak coraz częściej płakać...Wiem, że jego uczucie jest ogromne i prawdziwe
i potrafił mi to okazać, ale w sytuacjach wysokiego ciśnienia był
okrutny.Nie potrzebowł nawet całej minuty by przeobraźić się w potwora! Gdy
dochodziło między nami do spięć byłam dla niego nikim, zerem...Poniżał mnie
strasznymi wyzwiskami, których wstyd mi tu przytaczać.Zawsze byłam wobec
niego uczciwa,zawsze chętna do pomocy i do przytulenia. Nie miał powodów by
tak okrutnie mnie traktować, nawet nie potrafię opisać co się wtedy zazwyczaj
działo...Gdy wykrzyczał z siebie wszystko, natychmiast tulił, przepraszał,
mówił, że bardzo żałuje,że go poniosło i więcej tak już nie będzie...Nie
prawda...nigdy nie musiałam długo czekać na powtórkę z rozrywki.Nasz związek
popadał z skrajności w skrajność. Raz było cudownie, raz ...brak mi słów. To
było molestowanie psychiczne. Związek toksyczny.Ja zawsze mu wybaczałam i
wierzyłam, że będzie ok. Dlaczego? Bo go strasznie kochałam! Był wszystkim,
bo procz wad miał mnóstwo zalet!Mieliśmy termin ślubu, jednak wszystko
odkręciłam, czułam przez skórę , że coś jest nie tak. No i teraz się
dowiedziałam! Jest jeszcze ktoś! Niejaka Ania. Podobno tylko koleżnaka.
Sprwdziłam to na wszystkie sposoby. Wiem, że mnie nie zdradził, ale
rozmawiałm z tą dziewczyną. Dla niej było to coś więcej niż zwykła
znajomość,mimo ze do niczego nie doszło, nie ukrywała, że ona liczy na coś
więcej. On natomiast twierdzi , że to zwykła koleżanka, nie będe nawet
opisywać jak się mętnie tłumaczył.O tej fascynującej znajomości dowiedziałam
się jakiś czas temu, początkowo postanowiłam tylko obserwować i wejść do
akcji w odpowiednim momencie. Ale nie wytrzymałam, płakałam po nocach
powtarzając sobie w myślach treści jego smsów do tej dziewczyny. Wybuchłam ,
kazałam mu odejść. On bałagał bym tego nie robiła, przepraszał, obiecywał że
to się nie powtórzy. Tym razem nie uległam, kazałam mu się
wynosić.Zakończyłam tą znajomość bo na co miałam czekać?
Czy ktoś mi może powiedzieć co ja mam teraz robić? On był wszystkim
Wiem, że na 100% nie wróce bo nie mogę. Boję się ze następnym razem
zastałabym go w zdecydowanie bardziej bloesnej dla mnie sytuacji...
Wiecie co zrobił,jak mu powiedzialm, że wiem o wszystkim? zaczął wrzeszczeć ,
że go szpieguję, wyzywać mnie najstraszliwiej na świecie i nie wytrzymał i
uderzył...za co też mnie już przepraszał i obiecywał poprawę
Czy ktoś wie co ja teraz czuję???
Siedze sama w domu przed kompem z wielkim krwiakem na ramieniu. Swiat mi się
zawalił...
Czy ja będe potrafiła kogoś jeszcze pokochać? Czy będe potrafiła zaufać? Jak?
Skoro mój Anioł mnie oszukał...