21.06.05, 09:52
od godziny już:)
a jak lato to:

truskawki w cukrze
byczenie sie na tarasie z ksiązką
co najmniej 3godzinny rower
lody
07 zgłoś się w telewizji
i...?

Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • noida Re: LATO! 21.06.05, 10:16
      Ugh.

      Co wy wszyscy w tymi rowerami?
    • daria13 Re: LATO! 21.06.05, 10:50
      Lato to prozaicznie: niższe rachunki za gaz! Co tam truskawki - czereśnie!
      A najważniejsze to dłuższy dzień. Jasne, rozśpiewane (w sensie ptasich treli:)
      poranki, jasne późne wieczory! Więcej dnia, więcej czasu na spacery z psem.
      Ładniejsze ciuchy, ładniejsza buzia, bo nieco opalona i wszystko ładniejsze!
      Odkąd mieszkam za miastem staciłam sentyment do zim i nawet do jesieni, bo ta
      złota, polska coraz krótsza i nie można czytać na przystanku, bo już się
      ściemnia, i marzną łapki trzymające książkę:)
      Zdecydowanie kocham lato!
      U nas dzisiaj pogoda optymalna; ciepło, ale nie gorąco, słonecznie, ale nie
      skwarno. Po prostu chce się żyć!
      Pozdrawiam słonecznie i radośnie:)
      • beatanu Re: LATO! 24.06.05, 11:27
        daria13 napisała:
        > A najważniejsze to dłuższy dzień

        No, gwoli ścisłości, to tego dnia właśnie zaczyna ubywać ale NA SZCZęśCIE tego
        jeszcze nie widzimy, bo inaczej w jakiegoś jesiennego doła wpaść by można już
        na dzieńdobry ;)

        I zazdroszczę Ci (i wszystkim innym!) czereśni, bo tutaj lokalnych nie ma a te
        pikne i ogromne z Turcji/USA są piekielnie drogie i jakieś takie plastikowe...
        A dlaczego nie mogą eksportować czereśni z Polski, zapytała przytomnie moja
        córka, też entuzjastka tych przepysznych owoców. No właśnie, dlaczego? (polskie
        jabłka, truskawki i pieczarki są)

        Też zdecydowanie kochająca lato B (chociaż bardzo lubię wiosnę, a może jeszcze
        bardziej przedwiośnie)
    • nienietoperz Re: LATO! 21.06.05, 10:58
      ... koc na trawie, ksiazka + ew. kartka i dlugopis
      ... wychodzenie z plecakiem z domu (na pare tygodni)
      ... spacery wieczorem
      ... praca noca (w dzien jest za cieplo)
      ... sandalki + krotkie spodenki
      ... i nawet nienietoperzowa jakby mniej depresyjna :-)


      a poczatek lata i truskawki = Wimbledon w telewizji (przepraszam, ze znow o sporcie)
      • broch Re: LATO! 21.06.05, 16:14
        "07 zgłoś się w telewizji" to jest to czego najbardziej nie moge przebolec.
        Rowery: hmm statnio bylo 46C - odpada (dzisiaj jest chlodniej: tylko 37C)

        Rowery/bieganie na 7km raczej na pozna jesien/zima/wczesna wiosna. Teraz jest
        czas klimatyzacji, zimnego bialego wina, kawy i ksiazki.

        noida, noida wysilek fizyczny to dobra rzecz. Ehhh to mlode pokolenie.. :)
        • noida Re: LATO! 21.06.05, 16:52
          Wysiłek fizyczny jest ok. Na przykład basen- zwłaszcza w upały, tai chi w
          parku, spacery ze zwierzętami i bez itp. Ale rower? Zwłaszcza w obliczu tej
          zbiorowej obsesji rowerowej, która opanowała nasz kraj. Jak ktoś nie ma roweru
          to prawie tak, jakby był niewierzący... I te rodziny w kaskach, odblaskowych
          kamizelkach i gatkach z pieluszką zasuwające całe 15 km/h wzdłuż trasy Warszawa-
          Gdańsk. No dla mnie to jest jakieś chore. Rowerom mówię stanowcze nie!
          • dr.krisk I to mi sie podoba!!! 21.06.05, 17:21
            noida napisała:

            >Ale rower? Zwłaszcza w obliczu tej
            > zbiorowej obsesji rowerowej, która opanowała nasz kraj. Jak ktoś nie ma
            roweru
            > to prawie tak, jakby był niewierzący... I te rodziny w kaskach, odblaskowych
            > kamizelkach i gatkach z pieluszką zasuwające całe 15 km/h wzdłuż trasy
            Warszawa
            > -
            > Gdańsk. No dla mnie to jest jakieś chore. Rowerom mówię stanowcze nie!
            I to mi sie podoba! Jestem rowerzysta zapamietalym, calorocznym i
            dlugodystansowym - dlatego popieram ten zdrowy glos sprzeciwu wobec rowerowemu
            przegieciu paly. Co prawda lepsze te 15 km niz nic, ale troche smieszy mnie
            nasz polski nowobogacki zachwyt nad kultowym spedzaniem wolnego czasu.
            Co prawda kaski i kamizelki sa OK (sam nie uzywam, bo w razie wypadku wielkiej
            straty nie bedzie, ot jednego starego kriska mniej), majty z pampersem nie maja
            sensu przy tak krotkich podrozach, smiesza taz mnie zarowiaste kolorki
            koszulek, zatrzaskowe pedaly, rowery z pelna amortyzacja, hamulce tarczowe - i
            to wszystko po to aby dostojnie popedalowac pare kilometrow w te i wete....
            Sam na mojej ulubionej lesnej trasie rowerowej obserwuje to targowisko
            proznosci... troche to smieszne i straszne troche tez.
            Ale w sumie - jakos tam pozytywne jednak.



            • noida Re: I to mi sie podoba!!! 21.06.05, 17:29
              Pewnie :-) Lepiej, żeby jeździli rowerami niż pochłaniali tony chipsów przed
              telwizorem lub szlajali się po supermarketach (co zapewne i tak robią w wolnych
              od pedałowania chwilach). Ale to nie oznacza, że ja też muszę, prawda? Wolę
              moje tai chi, chociaż ćwiczę w wielkich gaciach i starych trampkach i znajomi w
              kolorowych koszulkach się ze mnie śmieją, śmigając wokół nowiutkimi górskimi
              rowerami ;-)
              Co napisawszy udaję się na basen.
              W zdrowym ciele zdrowy duch!
              Noida Na Sportowo.
            • broch A moze by tak zdrowy rozsadek? 21.06.05, 17:34
              czy doktor aby nie przesadza? Cos robia, zle, nic nie robia tez zle. Wydawalo mi
              sie ze w dziedzinie wysilku fizycznego ideologia lezaca u podstaw nie ma
              znaczenia. A niech sobie jezdza. Pamietam szal na tenisa, szal na ping ponga
              szal (wzmozony) na pilke nozna.

              Ludzie! Dajcie ludziom spokoj. Toz to juz byla dosc.. no nie wazne dyskusja o
              snobizmie literackim. Teraz dochodzi krytyka snobizmu nowobogackich na rowery.
              Najwyzsza pora na snobowanie sie na krytyke snobizmow. Z reszta w wypadku
              cwiczen gimnastycznych jestem za snobizmem. To wylacznie jest zdrowe.
              • dr.krisk Pewnie ze przesadzam! 21.06.05, 17:42
                broch napisał:

                > czy doktor aby nie przesadza? Cos robia, zle, nic nie robia tez zle.
                Oczywiscie ze przesadzam. Ot tak tylko podsmiewam sie w kaciku z mod
                rozmaitych. Sam zreszta im ulegam w jakims stopniu, bezwiednie nawet. Ale
                brochu drogi, jak tu nie parsknac smiechem na widok goscia posuwajacego wraz z
                maloletnim synem na "full wypas sprzecie" - tarczowe hamulce hydrauliczne,
                amortyzatory tez hydro, pedaly zatrzaskowe Crank Brothers + stosowne butki,
                itp. Gosc ma do helmu przyczepiony mikrofon i gada przez komorke przyczepiona
                do kierownicy: "No teraz to ostro dajemy na jezioro, a potem wracamy..".
                W sumie - 10 km.....
                Ale oczywiscie nabijanie, nabijaniem, a pozytywy bezsprzeczne sa!
                • quarantina Re: Pewnie ze przesadzam! 21.06.05, 19:14
                  Kiedy czytam doktora w różnych wątkach i widzę jego miłość do dwóch kółek,
                  kojarzy mi się zupełnie fenomenalna pod podobnym względem opowieść: Pirsinga,
                  Zen i sztuka oporządzania motocykla.
                  :)
                  • dr.krisk Moje spotkanie z Robertem Pirsigiem.... 21.06.05, 19:33
                    To dosc ciekawa historia. Ksiazke owa zauwazylem przegrzebujac sterty
                    literackie w ksiegarni Mondadori w Mediolanie. Po wlosku rzecz jasna "Lo Zen e
                    l'arte della manutenzione della motocicletta". Nie mialem pojecia ze to kultowa
                    i znana rzecz jest, zwabiony tytulem (moze o tulejach tlokowych bedzie?)
                    zabralem sie za przegladanie. A ze bardzo mi sie spodobala, nabylem i
                    popedzilem czytac - oczywiscie ze slownikiem w reku i zmarszczonym czolem. Ale
                    nie byla napisana szczegolnie trudnym jezykiem i w dwa wieczory bylo juz po.
                    Potem dopiero sie dowiedzialem, ze rzecz to powszechnie znana ....

                    Choc osobiscie uwazam, ze nic sie nie rowna z ksiazka "Naprawa radzieckich
                    motocykli", wydana w 1953 roku. Zwlaszcza wstep, pokazujacy niepodwazalna
                    wyzszosc radzieckich dwukolowcow z przyczepa nad imperialistycznymi wytworami.
                    Tego sie nie da opowiedziec... Na przyklad rozdzial opisujacy proste
                    proletariackie metody naprawy uszczelek poprzez wykrawanie ich ze starych
                    cholew...
                    • quarantina Re: Moje spotkanie z Robertem Pirsigiem.... 21.06.05, 19:43
                      Coś zatem w tym jest. Fajdros też wykrajał jakieś części z puszek, już nie
                      pamiętam po czym.
                      Choć bardziej interesował mnie wątek jakościowy, to fragmenty o oporządzaniu
                      czytałam z otwartą (przepraszam) gębą, nic z tego nie rozumiejąc.
                      :)
                      Czy doktor kiedykolwiek zmajstrował coś z niczego, swemi ręcami w celu
                      udoskonalenia swego pojazdu?
                      • dr.krisk Oczywiscie! 21.06.05, 19:52
                        quarantina napisała:

                        > Czy doktor kiedykolwiek zmajstrował coś z niczego, swemi ręcami w celu
                        > udoskonalenia swego pojazdu?

                        Motocykle moje skladalem wylacznie ze zlomu. Jak juz wyjasnilem w watku o
                        szajbach, w czasach mojej motocyklowej aktywnosci, prawdziwe motocykle w Polsce
                        nie wystepowaly! Jedyna szansa na posiadanie czegokolwiek o pojemnosci wiekszej
                        nic 250 cm szesciennych bylo znalezienie jakis starych wrakow i doprowadzenie
                        ich do stanu uzywalnosci. Tak tez i zrobilem.
                        I nawet to cos jezdzilo!
                        Brakujace czesci mozolnie wypilowywalem w imadle.. Z roznym skutkiem zreszta.
                        Kierownice typu chopper wygial mi znajomy hydraulik z rur wodociagowych.
                        Blokade regulatora wyprzedzenia zaplonu zrobilem z aluminiowej lyzki.
                        Takoz inne czesci wycinane pracowicie z blachy ocynkowanej, itp..
                        Mnostwo zabawy!
                      • braineater zupełnie offtopic 21.06.05, 20:35
                        sie wpisze świezo przebudzony braineater, tylko coby się fałszywą erudycja
                        pochwalic i polecić "Zen i Sztukę strzelania z łuku'Eugena Herrigella. Jesli
                        byłem kiedykolwiek bliższy nawróceniu sie na jakąs religie, to tylko przy
                        Simone Weil. Polecam mocno.
                        Pozdrowienia:)
                        • daria13 Re: zupełnie offtopic 22.06.05, 21:53
                          Halo, czy wszyscy dzisiaj śpicie? Wake up, Polly! Open your eyes!:))))
                          A ja miałam nadzieję, że ktoś z Was pogratuluje mi dzisiejszego mojego
                          rozmówcy. No może nie tak całkiem mojego, bo to główniee Yodorius z nim
                          polemizował, ale niemniej jednak w wątku przeze mnie założonym i do mnie też
                          się zwracał, nawet po imieniu, ha:))))))
                          Uważam, że Carlos Marrodan Casas jest jednym z lepszych tłumaczy na polski i mi
                          osobiście naprawdę pochlebiło, że zaszczycił nas swoją obecnością w dyskusji na
                          temat tytułu ostatniej powieści Marqueza. Było fajnie, mówię Wam:)))
                          Pozdrawiam w nadziei, że ktoś z Was się jeszcze dzisiaj obudzi:)
                          • braineater Re: zupełnie offtopic 22.06.05, 21:58
                            Się zmilczałem, bo sie okaząło, że miałem wczoraj oddać 3 teksty, które dziś
                            już trzeba było napisac, ale dyskusje przesledziłem, i owszem pasjonująca,
                            tyle, że o Smutnych Dziwkach/kurwach nic nie wiem, bo mam uraz do Marqueza
                            za "Raport" i "Na wariackich papierach", temu też na razie poń nie sięgam:)
                            Pozdrowienia:)
                            • daria13 Re: zupełnie offtopic 22.06.05, 22:24
                              Po tym jak pojawił się na FK sam Marrodan Casas, pomyślałam, może trochę
                              głupio, że w sumie niewykluczone jest, że czytają je czasami niektórzy nasi
                              młodzi, dajmy na to, pisarze. Hmmm, kto wie?
                              Przeraziła mnie myśl, że na przykład Szymborska czyta czasami forum, albo ktoś
                              czyta i jej poleca, i że czytała te wszystkie idiotyzmy na swój temat, na temat
                              swojej zamierzchłej przeszłości i co ona musiałaby wtedy poczuć. Brrr, mam
                              głęboką nadzieję, że tak nie jest, ale często rozmawiamy o niej, jakby już
                              dawno nie żyła, a przecież ona przynajmniej teoretycznie może to czytać.UFFFF.
                              Straszne to trochę. Ciekawe, jak zareagowaliby Grzech czy Tad9, gdyby nagle
                              Szymborska się do nich odezwała. Myślę, że z wrażenia podkuliliby pod siebie
                              ogonki. No, moż jeszcze Tad próbowałby stawić czoła:)))) Na szczęście to jest
                              zbyt mądra osoba, żeby ryzykować najmniejsze skalanie się tym całym błotem i
                              bagnem naszej mentalności jedynych, prawdziwych Polaków.
                              Pozdrawiam:)
                              • noida Re: zupełnie offtopic 23.06.05, 00:43
                                Dario, a u nas ten Pan był kiedyś na wydziale i bardzo mądrze odpowiadał na
                                nasze pytania, więc rozumiem Twój zachwyt :-) i opowiadał też ciekawe rzeczy o
                                o innych powieściach Marqueza i o "Cieniu Wiatru", a przede wszystkim o Vargas
                                Llosie. A w ogóle to strasznie fajny człowiek jest, przynajmniej ja odniosłam
                                takie wrażenie.
                          • dr.krisk Usprawiedliwienie. 23.06.05, 00:10
                            Niniejszym prosze o usprawiedliwienie mojej nieobecnosci na forum TWA w dniu
                            dzisiejszym, czyli w srode. Powodem mojej nieobecnosci jest wykonywanie przeze
                            mnie pracy zawodowej, niezbednej mi do utrzymania sie przy zyciu, tj. nabywaniu
                            zywnosci, odziezy oraz alkoholu i cygar. Pomimo usilnych staran pogodzenia
                            w/wym pracy zawodowej z aktywnoscia wzajemnoadoracyjna, w dniu dzisiejszym
                            zmuszony bylem calkowicie skupic resztki intelektu na walce o byt.
                            Uprzejmie prosze o usprawiedliwienie mojej nieobecnosci i niewyciaganie
                            konsekwencji.
                            Z powazaniem - KrisK
                            • noida Re: Usprawiedliwienie. 23.06.05, 00:44
                              Usprawiedliwiam :-)
                            • daria13 Re: Usprawiedliwienie. 23.06.05, 09:25
                              Tłumaczenie przyjęte ze zrozumieniem, acz z żalem. Żal tym większy, że taka
                              sytuacja może się niestety, podejrzewam, powtarzać, a to dla nas wszystkich
                              wielka strata:(
                              Mam jedynie nadzeję, że taki nawał pracy zdarza się nie tak często i zawsze
                              nasz drogi dottore znajdzie odrobinę czasu dla forumowych przyjaciół:)
                              Pozdrawiam serdecznie i słonecznie:)
                            • nienietoperz Usprawiedliwienie, experymentatorzy and all that 23.06.05, 11:38
                              Drze Krisk,
                              poruszyl doktor bolesny aspekt egzystencji... Co prawda cygar nienietoperz nie
                              nabywa, a nabywanie odziezy redukuje do minimum, ale zywnosc i alkohol same
                              przychodzic nie chca. I chwilami zazdrosc (pozytywna) ogarnia wzgledem tych
                              TWAowiczow, ktorzy sa w stanie forumowac pracujac lub pracowac forumujac.
                              Pytalem sie swojego czasu Brocha, czy jest eksperymentatorem - uzyty wtedy
                              przymiotnik `wredny' nie mial zamiaru urazenia maestro, byl powodowany wylacznie
                              ww. zazdroscia. Bo przeciez taki biochemik to wrzuci do probowki troche bialego
                              proszku, troche zielonego proszku, szczypte bakterii, wlaczy wirowke, i ciach na
                              forum. Za 6 godzin oglada wyniki, i jakies cyferki zawsze tam sie pojawia. Jesli
                              moja wizja pracy doswiadczalnej jest nieco skrzywiona, to zdaje sie rowniez
                              staua ma kompetencje, by mnie troche wyprostowac? I jak forumowanie dziala w
                              przypadku `real-life jobs'? (tak sie tu mowi na prace pozauczelniane)

                              A nienietoperz tak nie moze - to znaczy probowal zostawiac kartki z jasno
                              przedstawionym opisem problemu, postawionymi pytaniami czy sugestiami, a
                              nastepnie na pare godzin. I co? I nic. Nie dziala. Pytania jak byly, tak sa;
                              odpowiedzi jak nie bylo, tak nie ma.
                              Pozostaje sie usprawiedliwiac tym, ze i tak wytezonej pracy umyslowej nie mozna
                              wykonywac bez przerw dluzej niz godzine (wiem, wiem, to nieprawda), i wymykac
                              sie do biura maszyn liczacych w celach adoracyjnych. Ostatnio przychodzi to mi
                              jakby latwiej, polowa wspolpracownikow juz na wakacjach, za oknem goraco
                              (zreszta ma sie juz nam cieple lato angielskie skonczyc, przeciez juz trwa
                              tydzien!), a juz w przyszla srode I podroz wakacyjna, hoorah!
                              Pozdrowienia,
                              nntpz
                              • aaneta Re: Usprawiedliwienie, experymentatorzy and all t 23.06.05, 14:17
                                Witam szanowne i przemiłe TWA. Czy mogę się dołączyć? Bo tak podczytuję Was od
                                jakiegoś czasu i już zdążyłam Wam trochę poznać i trochę bardziej niż trochę
                                polubić, ale ponieważ w przeciwieństwie do niektórych z tego grona wykonuję
                                tzw. real-life job, więc z forumowaniem u mnie ciężko, zwłaszcza że w domu mam
                                bardzo silną konkurencję w konkurencji dostępu do komputera. To oczywiście w
                                ramach odpowiedzi na pytanie szanownego przedmówcy. Stanowczo real-life jobs
                                nie są zbyt friendly w odniesieniu do aktywności forumowej, ale z forum jak z
                                chodzeniem po bagnie, wciąga, więc jest duża szansa, że jak się rozkręcę, to mi
                                nie będzie mój (moja? moje?) real-life job za bardzo przeszkadzać. A tak na
                                poważnie to różnie bywa u mnie w robocie, czasami mam luzik, a kiedy indziej
                                nie mogę się wyrobić, i to nie ode mnie zależy, niestety. Zdarza się, że
                                napisanie paru zdań zajmuje mi kilka godzin, bo co i rusz ktoś mi przeszkadza,
                                ale sama chciałam, więc nie mogę marudzić.
                                A czy za to mogę, jako nowy element na tym forum, z którego to powodu jeszcze
                                nie wiem wszystkiego o stałych bywalcach, zadać koledze nntprzowi niedyskretne
                                pytanie o wymykanie się "do biura maszyn liczących w celach adoracyjnych"? I
                                bynajmniej moje pytanie nie dotyczy celów adoracyjnych, tylko tego biura maszyn
                                liczących, żebyście nie pomyśleli, że ja jakaś wścibska jestem.
                                Pozdrawiam letnio! Tzn. gorąco, ale letnio, bo lato.
                                • nienietoperz Re: Usprawiedliwienie, experymentatorzy and all t 23.06.05, 14:56
                                  Biuro maszyn liczacych = computer room.
                                  Nienietoperz jako stworzonko wciaz na dole drabinki uniwersyteckiej (zwanej
                                  inaczej lancuchem pokarmowym) wciaz nie doczekal sie (to znaczy juz sie
                                  doczekal, ale potem sie przeniosl, i teraz nie, ale juz wkrotce tak... wiem, ze
                                  to trudne) maszyny liczacej na swoim biurku. Zreszta chyba dobrze, bo biurko
                                  jest zazwyczaj zawalone papierami, ksiazkami, pracami do przeczytania na
                                  wczoraj, pracami do napisania na jutro, i komputer by ilosc cennego miejsca
                                  ograniczal.
                                  A w domu, zgodnie z dawno ustalonym planem (zawsze lepiej marnowac czas pracowy
                                  niz potencjalnie prywatny:-), sieci brak.
                                  Wasz
                                  nntpz
                                • dr.krisk Rowniez uprzejmie witam.. 23.06.05, 15:27
                                  aaneta napisała:

                                  > Witam szanowne i przemiłe TWA. Czy mogę się dołączyć?
                                  Jak najbardziej -prosiemy bardzo.
                                  A "maszyny liczace" pamietam z czasow mej mlodosci - od najprostszych (suwak
                                  logarytmiczny) do wyrafinowanych (sumator mechaniczny na korbke). Juz na
                                  studiach poznalem uroki tzw EMC (kto wie co to znaczy?????) - Odra 1301, oraz
                                  Odra 1305........ ech, lza sie w oku wyblaklem kreci....
                                  Tu dr KrisK zalal sie lzami i powrocil do terazniejszosci.



                              • daria13 Re: Usprawiedliwienie, experymentatorzy and all t 23.06.05, 14:42
                                Moja real-life job jest tak zwana zrywowo-naprzemienna. Co łatwo rozszyfrować
                                jako pracę, w której albo nie wiem, w co ręce najpierw włożyć, a potem 2
                                godziny luzu i tak naprzemiennie:) I podobnie jak u naszej nowej koleżanki,
                                którą serdecznie przy okazji witam:) nie ode mnie to wszystko niestety zależy.
                                Ale w sumie fajnie, że każdego dnia mam te chwile luzu i swobody i mogę się bez
                                przeszkód oddać a to adorowaniu wzajemnemu:), a to dyskusjom na FK. Zaglądałam
                                na inne fora, ale to jakoś nie dla mnie, choć korzystam z niektórych linków tu
                                zamieszczanych z dużym upodobaniem. Opowiadanka na P zrobiły furrorę u moich
                                latorośli:) W sumie, gdybym narzekała na job, to bym ciężko zgrzeszyła. Tylko
                                te pobudki o 6.15 mnie dobijają, ale sama wybrałam życie za miastem i codzienne
                                dojazdy. Mimo wszystko nie narzekam:)
                                Pozdrowienia dla wszystkich:)
                              • dr.krisk O wyzszosci realu nad wirtualem... 23.06.05, 15:14
                                No wlasnie - tez podejrzewam tych eksperymentatorow, ze sie niezle bawia tymi
                                rozmaitymi "maszynami, ktore robia "ping!""! Albo jeszce gorzej: biora cukier,
                                wode, drozdze i eksperymentuja gdzies w kacie, dla niepoznaki zastawiwszy sie
                                barierkami z napisem "Biohazard - authorized personnel only". O uroku bialych
                                kitli nie wspomne...
                                Ja co prawda tez miewam takie chwile wytchnienia - zapakuje moj 32 procesorowy
                                komputerek jakims zadaniem i musze czekac na wyniki. Wtedy zaszywam sie w moim
                                kubiklu (nie mylic z podobnie brzmiacym polskim wyrazem, oznaczajacym zupelnie
                                inne miejsce) i wymadrzam sie na forum TWA, albo jeszcze gdzie indziej.
                                Ale juz za chwile mam komunikat na ekranie "Error - Program terminated", albo
                                jeszcze cos zlosliwszego, i rozpoczyna sie Szukanie Bledu.
                                Wlasnie szukam.
                                Pozdrowienia dla wywczasowiczow!
                                KrisK
                                • braineater Re: O wyzszosci realu nad wirtualem... 23.06.05, 15:41
                                  Przywitajnik najnowszej forumowiczce:)

                                  About my job:
                                  Urodziłem sie leniwy, jestem leniwy i zejdę leniwie, dlategóż zawsze wybierałem
                                  sobie prace, które nijak w tym leitmotivie zycia mego nie przeszkadzają: a to
                                  stróżowanie nocne, a to przesiadywanie w małej, nikogo nieinteresującej
                                  hurtowni książek, które nikogo poza mną nie interesują, a to pisanie pierdółek
                                  róznorakich, co nie zmusza mnie do porzucenia obłomowszczyzny i nawet z łóżka
                                  wtedy wstawac nie muszę. Jedyna wada pracy aktualnej, to hardkorowe pory w
                                  których się odbywa czyli, 8-16, co wiąże się niestety z codziennymi próbami
                                  mordu na 3ch budzikach i komórce oraz rozładowaniu napięcia poprzez jazdę
                                  komunikacją miejską:)
                                  Natomiast już siedząc w hurtowni, sam sobie będąc myszą, siecią i portalem, że
                                  zacytuję poetę, mogę w całości oddać się obijaniu przez 9 miesięcy w roku - bo
                                  przez jeden jestem na urlopie, a przez pozostałe dwa zaczyna się koszmar,
                                  zwany 'sezonem podręcznikowym', w którym własnie najwłaściwszym byłoby sie pod
                                  ręcznik schowac i przeczekać...
                                  Pozdrowienia:)
                                  • aaneta Re: O wyzszosci realu nad wirtualem... 23.06.05, 16:21
                                    Wielkie dzięki za powitanie, Darii również.
                                    Z powodu mojego lenistwa, którego jednak jakoś nie mogę zrealizować w moim
                                    życiu (o, jak zazdroszczę leniwcom, którym udaje się żyć zgodnie ze swoją
                                    naturą!), w tym miejscu nawiążę ponownie do wypowiedzi nienietoperza, bo mnie
                                    strasznie rozśmiesza to biuro maszyn liczących. Tutaj niektórzy są zbyt młodzi,
                                    żeby to pamiętać, może nawet nie wiedzą, że tak było, ale ja na studiach miałam
                                    do czynienia z komputerami, które zajmowały całą halę, do tego dochodził
                                    jeszcze niemały pokój z maszynami do dziurkowania kart albo taśm, a na dodatek
                                    byle kto nie miał do tego dostępu, chociaż zdarzyło mi się dziurkować, ale do
                                    obsługi takiego komputera była pani w białym fartuchu, jak w laboratorium,
                                    którą trzeba było grzecznie prosić, żeby puściła jakiś programik na zaliczenie.
                                    I to wcale nie było tak dawno temu...
                                    • dr.krisk Dawnych wspomnien czar.... 23.06.05, 16:31
                                      aaneta napisała:

                                      >Tutaj niektórzy są zbyt młodzi,
                                      >
                                      > żeby to pamiętać, może nawet nie wiedzą, że tak było, ale ja na studiach
                                      miałam
                                      >
                                      > do czynienia z komputerami, które zajmowały całą halę, do tego dochodził
                                      > jeszcze niemały pokój z maszynami do dziurkowania kart albo taśm, a na
                                      dodatek
                                      > byle kto nie miał do tego dostępu, chociaż zdarzyło mi się dziurkować, ale do
                                      > obsługi takiego komputera była pani w białym fartuchu, jak w laboratorium,
                                      > którą trzeba było grzecznie prosić, żeby puściła jakiś programik na
                                      zaliczenie.
                                      >
                                      > I to wcale nie było tak dawno temu...

                                      Ha! Pamietam straszliwe zeliwne NRD-owskie stacje do dziurkowania kart marki
                                      Soemtron. Wygladaly niezwykle dostojnie i tajemniczo. Albo dziurkowanie tasm
                                      papierowych na dalekopisach....
                                      Maszyna cyfrowa wygladal wtedy naprawde jak maszyna: wielka, mruczaca i
                                      migajaca lampuszkami. Psula sie regularnie co pare dni. Obsluga owego Behemota
                                      Cyfrowego byla absolutnie ponad smiertelniki wszelkie, to byly Osoby
                                      Wtajemniczone! Kontakt z owymi Archaniolami odbywal sie poprzez Okienko
                                      Podawcze, sprytna moda wyrzezane w odrzwiach. Okienko owo rozwieralo sie na
                                      dwie godziny dziennie - mozna wtedy bylo niesmialo wreczyc plik kart
                                      perforowanych do kompilacji, albo tez dostac wydruk z wynikami.
                                      Byla to praca benedyktynska, przy ktorej praca sredniowiecznych kopistow wydaje
                                      sie zajeciem rozrywkowym i pelnym emocji!
                                      To tak mi sie przypomnialo.
                                      KrisK
                                      • daria13 Re: Lato! 14.07.05, 18:48
                                        Lato to pół kilograma czereśni dziennie, conajmniej!!!!
                                        Wiem, że u Beaty ciężko z prawdziwymi czereśniami, a jak w innych obcych
                                        krajach?
                                        Wielka miłośniczka czereśni D.:)))))
                                        • beatanu czeresnie 16.07.05, 04:55
                                          Ha!
                                          Zaszalalam i juz drugi raz kupilam czeresnie (tureckie) i... znów sie
                                          zawiodlam, bo one sa piekne z wygladu, ale w smaku daleko im do soczystosci i
                                          slodyczy tych zapamietanych z Krakowa...
                                          Ale morele (francuskie niestety:( smakowaly wczoraj jak w dziecinstwie u
                                          babci...
                                          Beata rozmarzona i... wlasnie z pomyslem nowego watku!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka