Dodaj do ulubionych

Zazdrość:)

09.08.05, 14:00
Taki mi głupawy pomysł na wątek przyszedł. Chodzi mi o taką zdrową zadrośc,
bez ambicji i napinania się, żeby zazdroszczonemu obiektowi dorównać, coś
bardziej w stylu 'fajnie by było, gdybym to ja tak potrafił'. Macie takie
rzeczy/zjawiska? Bo ja na przykład ostatnio odkryłem, że podziwiam ludzi,
którzy potrafia jesć nie zostawiając wokół siebie totalnego chaosu i
pobojowiska, co dla mnie jest rzeczą niewykonalną:) I zawsze też chciałem
mieć 'radiowy głos', cokolwiek by to oznaczało:) - a aktualniej bliżej mi do
Toma Waitsa po przepiciu...
Jak macie jakies pomysły w tym stylu, to sie podzielcie:)
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • staua Re: Zazdrość:) 09.08.05, 16:09
      Niestety, jestem mistrzynia w niezdrowej zazdrosci, jak rowniez w wywolywaniu niezdrowej zazdrosci w
      stosunku do siebie :)
      A podziwiam i podziwialam od dawna pewna kolezanke z laboratorium, gdzie robilam doktorat. Ona
      byla postdokiem wtedy, teraz ma juz swoj lab we Francji. Jest oczywiscie Francuzka, wyglada jak
      Francuzka (drobna, szczupla, elegancka), robi wrazenie, a jednoczesnie jest niesamowicie inteligentna,
      zorganizowana, wszystko planuje i robi za siebie i swojego (dosc leniwego) meza, nie denerwuje sie
      niczym, ideal po prostu. A przy tym ja bardzo lubie! Bardzo duzo mnie nauczyla (profesjonalnie i nie
      tylko).
      Marzenie o upodobnieniu sie do tej osoby jest jednak tylko marzeniem. Absolutnie niewykonalne.
      • dr.krisk Podobnie.... 09.08.05, 18:07
        Zazdroszcze mlodym ludziom z zagranicy, ktorych spotykam czasem na
        konferencjach: doskonaly jezyk (albo ze trzy) obcy, niezly dorobek w postaci
        publikacji naukowych, a przy tym spokoj i pewnosc siebie. Widac, ze nie mieli
        90% z naszych polskich problemow.
        Kiedys rozmawialem z jedym takim chlopakiem, i zwierzyl mi sie, ze ma problem -
        chcialby odmalowac swoje male mieszkanko, a nie moze nikogo znalezc do tej
        pracy. Na moja beztroska sugestie - no to odmaluj sam, wytrzeszczyl oczy i
        przyznal ze nigdy w zyciu nie trzymal w reku pedzla.....
        No i co z tego, ze potrafie malowac, murowac, robic instalacje
        wodnokanalizacyjna, itp., itd???????
    • beatanu Re: Zazdrość:) 12.08.05, 20:47
      braineater napisał:

      > Taki mi głupawy pomysł na wątek przyszedł. Chodzi mi o taką zdrową zadrośc,
      > bez ambicji i napinania się, żeby zazdroszczonemu obiektowi dorównać, coś
      > bardziej w stylu 'fajnie by było, gdybym to ja tak potrafił'.

      A ja wcale nie uważam, że wątek głupawy :) Więcej, powiem, że bardzo mądry i
      chyba potrzebny... Bo samo pojęcie zazdrości jest okrutnie napiętnowane, a
      wydaje mi się, że niesłusznie. Bo zazdrość bez poczucia zawiści jest całkiem
      zdrowym, ba! potrzebnym motorem ludzkiego działania. Właśnie chęć dorównania
      komuś, chęć nabycia umiejętności (choć niekoniecznie samochodu...) zauważonych
      u sąsiada - to przecia nic zdrożnego!

      Zazdroszczę mojej przyjaciółce anielskiej cierpliwości w stosunku do dzieci i
      takiego bezgranicznego, jak ja to widzę, oddania. Ja tak nie potrafię...

      Zazdroszczę ludziom (włączając w to TWA-owiczów paru) łatwości, z jaką
      opowiadają/piszą o książkach/płytach/filmach. Poruszają się lekko, wyrywają
      kawałeczek tu i kawałeczek tam, porównują, analizują. Chciałabym tak też...

      Z zazdrości, w pewnym sensie, narodziła się u mnie chęć tłumaczenia
      literatury... Przez jakiś czas, jeszcze w Krakowie pracowałam jako tłumaczka
      przysięgła, później w Szwecji też miałam parę mniejszych lub większych
      tłumaczeniowych projektów, ale zawsze były to tłumaczenia tekstów użytkowych.
      Do podjęcia prób przekładu literatury pięknej dojrzewałam dosyć długo... A
      zainspirowali mnie przyjaciele, parający się przekładem zawodowo. I bez ich
      wsparcia duchowego nie miałabym chyba odwagi spróbować :)
      Chociaż mam już za sobą dwie wydane powieści i trzecią "w trakcie", ciągle
      uważam się za nowicjuszkę i tak mi jakoś nieswojo, chociaż - przyznaję bez
      fałszywej skromności - miło cholernie! Słowo się rzekło, kobyłka u płota, robię
      minireklamę, kto nie chce, niech nie czyta ;)
      www.merlin.com.pl/frontend/towar/376473
      www.merlin.com.pl/frontend/towar/411660
      Koniec przechwalanek.
      Beata przejedzona bobem, który w tym roku obrodził bardzo ładnie:))))
      • braineater Beato! 12.08.05, 21:20
        własnie uwierzyłem w swoją intuicyjną zdolność dedukcji, bo kupując Kraba tak w
        ciemno i spojrzawszy odruchowo na tłumacza, tak sobie półświadomie pomyslałem,
        kojarząc niektóre Twoje wypowiedzi, że to mogłaś być ty! I zgadłem. Powieść nba
        razie lezy na stercie kolejkowej, ale jak sama pewnie zgadujesz, przesunęła się
        na pierwsze miejsce w kolejce:)
        A my z Marysią i chyba też Toperzem (cos tajemniczy w temacie:) będziemy się
        przechwalać we wrześniu:)
        Pozdrowienia:)
        • nienietoperz Re: Beato! 15.08.05, 13:19
          Toperz przelotny troche sie odtajemnicza - bede sie we wrzesniu przechwalac (w
          towarzystwie mozgojadow plci obojga) wylacznie w imieniu Nienietoperzowej.
          Juz sie strasznie nie moge doczekac podlaczenia sie do nowych dyskusji, a tu
          kolejka do komputera dluga i choc moze niezbyt krwiozercza w nastawieniu, to
          lepiej nie prowokowac...
          Tymczasem pozdrawiam nowych i starych TWAowcow (a moze TWachow? a moze
          TWarcerzy? a moze, poprawniej, TWAdoratorow?)
          Wasz
          nntpz

          P.S. Murakami swietny. Z przyczyn lekturowych i pozalekturowych przez ostatni
          weekend czulem sie zupelnie jak Toru Okada na dnie wyschnietej studni,
          oczywiscie z zatrzasnieta pokrywa. O przyzczynach pozalekturowych potem -
          kolejka szczerzy zeby.
      • aaneta Re: Zazdrość:) 12.08.05, 22:10
        No to teraz już mogę się przyznać, że jednym z punktów mojego spotkania z
        Kwiecieńką tydzień temu, na etapie księgarni Traffic, było oglądanie wybranych
        pozycji z literatury skandynawskiej, ze szczególnym uwzględnieniem pozycji
        przetłumaczonych przez niejaką Beatę dwojga nazwisk, z których pierwsze polskie,
        drugie szwedzkie.
        Duża buźka!
        • staua Re: Zazdrość:) 12.08.05, 23:31
          To teraz musze te ksiazki kupic...
          Zazdroszcze Ci, Beata, zawsze chcialam tlumaczyc!
          Braineater, nie mozesz sie zaczac przechwalac juz teraz?
      • dr.krisk No i prosze, jak tu nie zazdroscic! 13.08.05, 05:23
        Jak jeszcze okaze sie ze umiesz grac na pile, jezdzic na lyzwach i znasz
        wszystkie dorzecza Biebrzy, to zazdrosc mnie zabije :)))
        To znakomity pomysl z tym tlumaczeniem. Ja tak sobie mysle aby na emeryturze
        zajac sie moze tlumaczeniem ksiazek naukowych z mojej dziedziny na jezyk
        polski. To znaczy - podrecznikow akademickich, bo polskie sa fatalne!!! Jest
        jakas w Polsce taka maniera pisania podrecznikow dla studentow, aby ci czuli
        respekt dla autora: im wyzszy koturn tym lepiej. A przy tym straszliwe
        niechlujstwo jezykowe, bledy w oznaczeniach, minimalna liczba przykladow....
        Zobaczymy. Na razie mam inne jeszcze pomysly, i je wdrazam.
        Z zazdrosnymi wyrazami podziwu,
        KrisK
        • beatanu Re: No i prosze, jak tu nie zazdroscic! 13.08.05, 10:17
          dr.krisk napisał:

          > Jak jeszcze okaze sie ze umiesz grac na pile, jezdzic na lyzwach i znasz
          > wszystkie dorzecza Biebrzy, to zazdrosc mnie zabije :)))

          Jest ogromna szansa na to, że przeżyjesz (i całe szczęście:)- bo: na
          instrumencie nie gram żadnym, chociaż chciałabym... Na łyżwach potrafię się
          przemieszczać w przód, ale nie lubię (bo ja w ogóle nie lubię wychodzić z domu
          w zimie:), co do Biebrzy, to do końca nie jestem pewna, gdzie sobie bierze
          początek i dokąd wpływa...

          A tak zupełnie poważnie, to już nie mam w zanadrzu żadnych niespodzianek. No
          chyba, że pojawią się jakieś...

          Czy będę bardzo niedyskretna pytając: a jakie to masz inne pmysły i je
          wdrażasz? Bo tłumaczenie podręcznków akademickich uważam za pomysł doskonały!
          Może warto zacząć już teraz?
          B ciekawa i ciekawska (jak zwykle?)
          • dr.krisk Moje pomysly... 13.08.05, 16:57
            beatanu napisała:

            > Czy będę bardzo niedyskretna pytając: a jakie to masz inne pmysły i je
            > wdrażasz? Bo tłumaczenie podręcznków akademickich uważam za pomysł doskonały!
            > Może warto zacząć już teraz?
            Naprawde? Bo np. bardzo mi sie podobaja amerykanskie podreczniki - proste
            (czasami az za bardzo), mnostwo przykladow, zadan z podanymi rozwiazaniami,
            rysunkow. Znam osobiscie rowniez niektorych autorow, i sa to czesto bardzo
            powazni teoretycy, piszacy prace naukowe na bardoz wysokim poziomie. Rozumieja
            jednak ze podreczniki musza byc zrozumiale i proste w obsludze: tak jak
            pierwszy posiadany samochod.
            Ale to zajecie na emeryture. Rozmawialem kiedys z wydawnictwem i byli srednio
            zainteresowani. Poczekamy.

            Na razie mam pomysl oto taki aby pokrecic sie jeszcze po swiecie jako wedrowny
            rzemieslnik naukowy, co to przyjedzie, zrobi co trzeba z rozgrzebanym
            beznadziejnie projektem, zainkasuje i wyjedzie. Bardzo to lubie! To troche jak
            naprawa motocykli :).

            Pozdrawiam - KrisK detto Artigiano Scientifico Ambulante
            • staua Re: Moje pomysly... 13.08.05, 17:47
              Potwierdzam, pamietam, gdy na studiach zachwycil mnie podrecznik do biologii molekularnej
              "Recombinant DNA" - super prosta ksiazka dla poczatkujacych studentow w tej dziedzinie. Jednym z
              autorow jest James Watson, ktory normalnie jest... bardzo powazny, wrecz nadety, a jednak podrecznik
              napisal swietny.
              • dr.krisk No wlasnie! 13.08.05, 18:00
                Ja tego nie jestem w stanie zrozumiec - dlaczego nasze polskie podreczniki
                akademickie musza byc takie trudne i hermetyczne. Powiem wprost - ja sam mam
                czasem klopot ze zrozumieniem o co chodzi, a co dopiero biedny student, ktory
                ma oprocz tego sto tysiecy innych przedmiotow do nauczenia sie.
                Dlatego zawsze prowadzilem wyklady poslugujac sie wlasnymi konspektami, wg.
                zasady - malo teorii ale dobrze. Tudziez mnostwo prostych przykladow z zycia
                codziennego w domu i zagrodzie. Znacznie latwiej wytlumaczyc np. zasade
                redukcji ukladu sil do skretnika tlumaczac mechanike odkrecania sloika z
                ogorkami, niz zapisujac jedynie calosc wektorowo......
                Musze powiedziec, ze napotykalem zawsze silny opor moich kolegow, ktorzy
                uwazali ze wyklady musza byc bardzo powazne i wzbudzac w sluchaczach respekt do
                wykladanego przedmiotu. A ja tu sie tarabanie ze sloikiem, drabina i deskami
                jakimis...... No niepowaznie zupelnie!
                A tak milo tlumaczyc rozwiazanie zagadnienia drgan ukladu o jednym stopniu
                swobody poslugujac sie odpustowa pileczka na gumce......
                KrisK
    • kawa_malinowa Re: Zazdrość:) 15.08.05, 10:40
      A ja troszkę zazdroszczę ludziom z dużych miast- Kraków, Poznań głównie- bo
      mają więcej kierunków studiów do wyboru. I chociaz sie cieszę z tego mojego
      Wrocławia wybranego z przyczyn ekonomicznych, bo blisko, to trochę mi żal tej
      skandynawistyki, ale może kiedyś....

      Pozdrowienia.
      Kawa - od października studentka :)
      • beatanu Re: Zazdrość:) 15.08.05, 13:10
        Ojej, naprawdę chciałabyś studiować skandynawistykę? Mam nadzieję, że kiedyś
        Twoje marzenie się spełni! I gratuluję czapki studenckiej!
        A Wrocław bardzo sympatycznie mi się kojarzy, świeżo po lekturze Ewy
        Stachniak "Konieczne kłamstwa". Czytałaś może?
        Pozdrawiam serdecznie i zadaję pytanie ciekawskiej - a co będziesz od
        października studiować?
        Beata :)
        • kawa_malinowa Re: Zazdrość:) 15.08.05, 13:14
          Nie czytalam, ale siegne. A miasto jako miasto lubie bardzo. :)

          Chciałabym bardzo - a jeśli będę miała możliwość to zacznę się uczyć języka
          (słyszałam, że można na lektoratach) szwedzkiego / norweskiego i postaram się
          pojechać na stypendium, bo dużo dobrego słyszałam o wyjazdach na Północ.
          Studiować będę polonistykę i jeśli władze wydziału pozwolą filologię rosyjską.
          Do końca września muszę się zdecydować, czy na pewno chcę i jestem świadoma
          tego co mnie czeka :)

          z pozdrowieniami.
          Karolina
          • beatanu Re: Zazdrość:) 22.08.05, 13:48
            kawa_malinowa napisała
            > Do końca września muszę się zdecydować, czy na pewno chcę i jestem świadoma
            > tego co mnie czeka :)

            Czy to znaczy, że straszą Cię ciut nadmiarem pracy? Może z zazdrości, że komuś
            się chce ;)Bo mnie takimi planami ciągnięcia dwóch kierunków jednocześnie
            zaimponowałaś bardzo. A gdyby się (odpukawszy!) okazało, że w porywach ciężko -
            to zawsze można na chwilkę przystanąć i odpocząć i nabrać sił. Myślę o Tobie
            ciepło i życzę radosnego studiowania. I mam nadzieję, że w przyszłości będziesz
            mogła pochłaniać literaurę skandynawską w oryginale...

            Beata
            • kawa_malinowa Re: Zazdrość:) 23.08.05, 21:56
              Dziękuję ogromnie :)
              Straszą, straszą.... Z drugiej strony ważni dla mnie ludzie mnie podtrzymują w
              tym temacie na duchu :)

              Karolina
    • kwiecienka1 Re: Zazdrość:) 15.08.05, 19:53
      :-)))
      już nie jestem najmłodsza - i to też jest powód do zdrowej zazdrości...
      za całego serca życzę sukcesów na filostudiach :-)
      pozdrawiam
      Kwiecienka Przecież Filolog
      • daria13 Re: Zazdrość:) 23.08.05, 15:04
        Jako osoba niezwykle zakompleksiona uczucie zazdrości znam aż za dobrze. Jest
        to na szczeście bardziej taka zazdrość, o jakiej pisze w pierwszym poście
        Braineater, czyli nie zawiść.
        Najbardziej zazdroszczę pięknym kobietom tego, że są piękne, bo przy moich
        obecnych przymiotach ducha, gdybym jeszcze była piękna, to moje życie z
        pewnością byłoby piękniejsze:)))
        A tak na serio zazdroszczę głównie błyskotliwości, bo wykszałcenie, oczytanie,
        czy nawet inteligencja, to rzeczy nabyte, a błyskotliwym się albo jest, albo
        nie i już.
        Zazdroszczę też pięknych włosów, a już całkiem szlag mnie trafia, kiedy facet
        ma bujną, piękną burzę włosów, bo na jakiego kija facetowi takie włosy? I
        bynajmniej nie jest tak, że moje włosy są jakoś wybitnie słabe, czy mizerne,
        ale nic na to nie poradzę, że chciałabym, żeby były naprawdę piękne, bo włosy
        są w moim odczuciu największym atrybutem urody:)
        Najbardziej na świecie nienawidzę panienek w typie Norah Jones; nie dość, że
        piękna i młoda, zgrabna i powabna, to jeszcze obdarzona takim talentem, takim
        boskim głosem, buuu. Nie znoszę ideałów;( Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że
        ma wyjątkowo wredny charakter, choć patrząc na jej uroczy uśmiech, trudno ją o
        to podejrzewać, hmmm....
        Pozdrawiam nieco rozdrażniona na myśl o tym, jak wiele jest rzeczy na świecie
        godnych pozazdroszczenia:)))))
        Ps.
        Pozdrawiam tutaj przy okazji wszystkich nowych, zwłaszcza Kawę malinową, jako
        najmłodszą i najbardziej niewinną, chłonną i ambitną, podejrzewam, z nas:))))
        Obserwuje Cię już od jakiegoś czasu droga Kawo i czuję z Tobą jakieś
        powinowactwo, może dlatego, że przypominasz mi troszeczke mnie z przed wielu,
        wielu lat, kiedy tak zachłannie i emocjonalnie odbierałam literaturę
        piękną:))))Jezu, jak to matronowato zabrzmiało! Już uciekam:)
        • kawa_malinowa Re: Zazdrość:) 23.08.05, 21:59

          Nie zabrzmiało :) Miło to czytać ... naprawdę :) A tym bardziej, że zapytana o
          ludzi, którzy mi imponują, wymieniam osoby z forum...

          A co do włosów- rudych i kręconych zazdroszczę :)
    • blue.berry niesmiało po raz pierwszy tutaj:) 24.08.05, 09:17
      zazdroszczę.
      zazdroszczę eleganckim kobietom. NIE pięknym, NIE szczupłym, NIE
      inteligentnym, NIE bogatym, NIE zdolnym. eleganckim. (oczywiście nie oznacza
      to, że wszystkie wymienione powyżej cechy posiadam, nie posiadam ale też nie
      prowokują one w mnie głębszych przemyśleń w kwestii posiadania ich przez
      innych).

      e le gan cja.

      to jak dar. rodzisz się z nim i z nim umierasz. nie musisz się go uczyć, nie
      możesz się go nauczyć. ona jest lub też jej nie ma. w moim życiu jej nie ma.
      nawet jakbym się wytarzała w tonie elegancji (uprzednio wydestylowanej z zwłok
      pozabijanych przeze mnie 245 elegantek) to jak wstanę i z lekka się otrząsnę,
      to wszystko opadnie. nie zostanie nawet ulotna smuga, pamiątka, ślad po tej
      tarzanej rozpuście.
      o proszę.
      taka podróż samochodem. po kilku godzinach jazdy zatrzymuję się na jakimś
      parkingu. wysiadam i wiem że jestem wygnieciona, makijaż dawno spłynął, na
      spodniach na pewno jest jakaś plama i w ogóle wyglądam tak jakbym nie widziała
      wody i grzebienia od tygodnia. wtem podjeżdża samochód, otwierają się drzwi i
      na rozgrzany asfalt płynnie wyłania się ona. e le gant ka. jasne powłóczyste
      spodnie nie mają na sobie nawet śladu zgniecenia (lewitowała w tym samochodzie
      czy co?) fryzura i twarz (nawet jeśli nie piękna) idealnie jakby przed chwila
      rozstały się z lustrem, buty doskonale dobrane do całości, torebka w ręce (a
      nie w pocie czoła wyszarpywana spod siedzenia). wszystko świeże, jasne i
      pachnące no i oczywiście bardzo eleganckie.
      zazdroszczę!
      czy próbowałam? oczywiście i całe mnóstwo razy. próby nabywania eleganckich
      ubrań zazwyczaj kończyły się tym że w bardzo e le gan ckim sklepie udawało mi
      się nabyć bojówki, które nawet jeśli były eleganckie, przestawały w sekundę po
      tym jak znalazły się na mnie. albo po powrocie do domu okazywało się że to co
      mylnie brałam za elegancję było efektem starej ciotki modnie ubranej do
      kościoła.
      u mnie nawet elegancka fryzura po trzech dniach przybiera kształt zbuntowanego
      punka po wizycie u borsuka.
      elegancka kobieta elegancko wygląda nawet w dżinsach i białym podkoszulku.
      ja nie wyglądam elegancko w niczym.
      zazdrość!
      chciałabym zawsze emanować efektem wyprasowania, szyku, świeżości i totalnego
      zadbania.
      jak ta pani e le gant ka z parkingu.
      lub jak Catherine Deneuve.
      niestety zazwyczaj wyglądam jak Juliette Lewis.
      z Kalifornii.
      choć się staram.
      i oczywiście zazdroszczę.
      • braineater :)))))))))) 24.08.05, 09:24
        a mów, co chcesz ale ja wolę Julittę Lewis niz wypindrzone paniusie w stylu
        Cathrin Denevue (No chyba, że takiej jak we Wstręcie Polańskiego)
        :P)
        • quarantina Re: :)))))))))) 24.08.05, 09:58
          Najbardziej na świecie zazdroszczę ludziom luzu. Takiego autentycznego
          wyluzowania. Nie mylić z lekkomyślnością czy bezmyślnością, czy też luzem
          wystudiowanym. Taki prawdziwy luz wiąże się z jakimś spokojem i pewnością
          siebie i chyba z pewną dojrzałością.
          • daria13 Re: :)))))))))) 24.08.05, 11:25
            Tak, tak, tak. Wiem dokładnie o co Ci chodzi Quarantino i też tak mam. Luz,
            nonszalancja, nieprzejmowanie się głupotami to jest to! NIe jestem osoba
            przesadnie sztywną i przejmującą się, mam, myślę, dobrą zasadę niezamartwiania
            się na zapas, ale zdecydowanie brakuje mi tego naturalnego luzu, tej pewności
            siebie, ale nie zarozumiałości, tylko takiego naturalnego poczucia własnej
            wartości. Zastanawia mnie, czy taki luz można zaszczepić dziecku, czy jest to
            dar niebios, z którym osobnik sie rodzi, jak z ta błyskotliwością, o której
            wcześniej wspominałam. Mnie Mama wychowywała po staroświecku, czyli byłam
            często poddawana krytyce i w zwiazku z tym o luzie mowy byc nie może. Ja za to
            dzieci nieustannie chwalę, bo też jest i za co, ale też nie widze, żeby one
            takie całkiem wyluzowane były. Na pewno bardziej ode mnie, ale nie całkiem, i
            ta nadwrażliwość Julki, hmmmm. Macie jakieś pomysły, jak pracować nad tym
            luzem, przynajmniej u latorości?
            Zupełnie za to nie rozumiem, jak można tak tęsknić za elegancją. A po jaką
            cholerę Ci ta elegancja Jagódko? Myślisz, że faceci tak lecą na to? Wątpię
            (niech więcej facetów się wypowie;), czy masz taką ambicję dla ambicji? Ja już
            dawno pogodziłam się z faktem, że nigdy w życiu szpilek nosić nie będę i wcale
            z tego powodu nie ubolewam. A spodnie bojówki, wiadomo, świetne i wygodne są,
            grunt to dobranie odpowiedniej do stylu i tuszy góry. No i kolory rzecz ważna,
            do tego odpowiednie obuwie i torebka. Oj, chyba jednak się zapędziłam.:)) Bo
            dla mnie właśnie elegancja to odpowiednie skomponowanie ubioru i dodatków,
            dobór kolorystyczny i fakturowy (z kolorami czasami przeginam). A
            niewygnieciony strój możliwy jest przecież tylko w przypadku ubrań z materiałów
            sztucznych, a to kłoci się z prawdziwą elegancją. Górą lny! A lny
            niewygniecione z założenia być nie mogą, nieprawdaż?
            Generalnie obawiam się, ze z tą elegancją to żart był chyba.Czy się mylę?
            Pozdrawiam:)
            • blue.berry Re: :)))))))))) 24.08.05, 12:07
              zdecydowanie nie byl zart:) ja tak naprawde i na powaznie. kazdy teskni za
              czyms innym. ja np nie narzekam na brak luzu:)
              elegancja dla mnie to nie szpilki i dobrze dobrana torebka czy zestawienie
              kolorystyczne - to stan ktory pozwala Ci od rana do wieczora wygladac tak jakby
              sie chwile temu wlasnie przygotowała do rozpoczecia dnia (nawet jesli jesteś od
              stóp do głów ubrana w len). to taki stan ducha ze niewazne czy masz na sobie
              dres czy balowa suknie to kazdy napotkany mezczyzna caluje Cie w reke i nisko
              klania bo nie wyobraza sobie ze mozna Ci przybic piątkę i huknąc "co tam
              slychać borówa":))))
              a mnie wlasnie przybijaja piatke nawet jek jestem w szpilkach:)))
              aha - lecenie facetów nie jest tutaj wartością naddaną - jest benefitem ktory
              znajduje sie na szarym końcu (uprzejmie facetów przepraszam:)
            • quarantina Re: :)))))))))) 24.08.05, 12:12
              Wiesz Dario, myślę, że elegancja też wiąże się z luzem. Taka nonszalancja w
              noszeniu się. Dopracowanie pod każdym względem przyprawia mnie o ból zębów.
              Kiedyś Fr. Starowieyski powiedział, że podoba mu się kobieta np. z nieumytą
              głową, ponieważ istnieje podejrzenie, że myśli ona jeszcze o czymś oprócz tej
              głowy (w sensie fryzury). Nie pochwalam niechlujstwa, ale podoba mi się
              coś co Francuzi nazywają bcbg (bon chic, bon genre), nie rzucająca się w oczy
              elegancja.
              • kawa_malinowa Re: :)))))))))) 24.08.05, 15:59
                Ten wątek nadaje się idealnie do prezentacji mojej koleżanki, powiedzmy, ze na
                imię ma Zosia - to jest chodzące połączenie luzu plus elegancji i jeszcze
                stylu. Dziewczyna zawsze wygląda świetnie - ciuchy i dodatki upolowuje w
                szmateksach, każde połączenie wzorów, tkanin, kolorów pasuje wygląda pięknie i
                oryginalnie. Nie mogę na nią nie patrzec bez zazdrości :)
                A do tego jest wyrazista, i nie dość, że wszystko co nosi, ale też wszystko co
                robi jest po prostu zapierającą dech manifestacją osobowści....
      • nienietoperz Elegancja? 24.08.05, 13:51
        Witam Jagodko,
        i przystepuje do czolowego ataku. Slowo elegancja przesladowalo mnie od
        wczesnych lat mlodziezowych, kiedy to kochani Rodzice tlumaczyli, ze nalezy
        wygladac porzadnie i ladnie sie ubierac. Glebokie postanowienie znalezienia
        sobie zawodu umozliwiajacego kompletna izolacje od rzeczywistosci eleganckiej
        mialo chyba zrodlo w owczesnych traumatycznych dyskusjach. I nie chodzilo wcale
        o pragnienie ubierania sie w cos awangardowego, niezwyklego i szokujacego -
        chodzilo po prostu o wolnosc zakladania na siebie codziennie rano pierwszej
        rzeczy na wierzchu stosiku w szafie, NIEkupowania koszul, marynarek i innych
        blebleczy. Od paru lat wojna domowa przeniosla sie na front malzenski, i
        skadinad zlagodniala - postawiono chyba na mnie kreske. Mysle zreszta, ze
        jakiekolwiek proby dostosowania sie do form eleganckich bylyby skazane na
        niepowodzenie. Na dowod historia sprzed dni kilku - jakis czas temu byla na
        forum dyskusja o tym, w co nalezy sie ubierac do teatru. Przypomniala mi sie
        bardzo slodko, kiedy zaraz po przyjezdzie do Edynburga (w celach nader
        teatralnych) pierwsza kawa wyladowala w calosci na dzinsach. Jedynych dzinsach.
        Rozumiem roznice w podejsciu do problemu zwiazane z roznica plci, ale
        a) podobnie jak braineater w konkursie JL vs CD glosuje za szalona Juliette
        b) tzw. wyszykowana kobieta budzi we mnie irracjonalny lek - bo jak do Kogos
        takiego sie zblizyc, zagaic, czy juz nie daj Boze dotknac?

        Ogolnie proponuje sie tarzac raczej w innych niz elegancja, przyjazniejszych
        materialach (np. w wyobrazni, nie ma nic lepszego niz tarzac sie w wyobrazni),
        wskoczyc w bojowki i koszulke, po czym bezwzglednie odbijac elegantkom
        adoratorow przy uzyciu usmiechu, perskich oczek i czaru intelektualnego.

        Z pozdrowieniami,
        Wasz
        nntpz
        • blue.berry Re: Elegancja? 24.08.05, 14:54
          witaj nienietoperzu:)
          bardzo mily frontalny atak:))
          byc moze problem polega na tym ze roznie rozumiemy slowo elegancja i rozne ono
          budzi skojarzenia.
          jak juz napisalam - kobieta z pierwiastkiem elegancji ma ten dar ze bedzie
          wygladac elegancko zarowno w dzinsach i bawielnianym podkoszulku jak i w
          kostiumie od Coco. o taką wlasnie elegancje mi chodzi - niewazne co wlozysz na
          siebie - tak czy inaczej emanujesz pewnego rodzaju klasa.
          poniewaz przyklad Katarzyny Francuskiej nie wzbudzil aplauzu podam inny - dla
          mnie taką kobietą jest Uma Thurman - niewazne jak jest ubrana, jak jest
          uczesna - dla mnie emanuje elegancja - i takiej wlasnie elegancji zazdroszcze:))

          (jakby kiedys przyszła dobra wróżka i zapytała - dziewczynko a jak teraz
          chciąłabys wyglądac - bez zmruzenia oka szybko bym odpowiedziała - jak Uma
          Thurman w Pulp Fiction (dodatek pod postacia Johna Travolty bylby mile widziany
          ale nie jest obligatoryjny).

          co do tarzania sie w wyobrazni - po pierwsze szkoda byloby zabijac osoby z
          wyobraznia zeby z nich wycisnac ta cenna esencje, jakby nie patrzec jest ich
          malo. po drugie - na brak wyobrazni nie narzekam, dodam wiecej - zwiekoszona
          jej ilosc zaczelaby mnie kwalifikowac do zakladu zamknietego.
          w bojowki i koszulke nie musze wskakiwac bo sila rzeczy w nich jestem (to
          podstawowy zestaw mojej garderoby:)
          a w ogole to zawsze chcialam budzic irracjonalny lek i juz wiem dlaczego nigdy
          nie budzilam - brak mi elegancji:)

          z serdecznymi pozdrowieniami

          i bardzo tu u Was milo
          • daria13 Re: Elegancja? 24.08.05, 15:22
            Nareszcie wiem, o co Ci chodziło z tą elegancją! Ja wcześniej kojarzyłam
            elegancję albo a. z klasyką ubioru i szpilkami, b. z tym, o czym pisała
            Quarantina. Dopiero przykład Umy uświadomił mi Twój punkt widzenia. Tak,
            chciałabym wyglądać jak Uma, zdecydowanie. Ale nie jest to moim njwiększym
            marzeniem i mogę żyć ze świadomością, że ten stan jest mi totalnie niedostępny.
            A pocieszające jest to, że Uma włosy ma takie sobie:) i że faceci właśnie boją
            się takich kobiet idealnych:)
            Szalenie intryguje mnie Twoje pragnienie budzenia lęku irracjonalnego. Po co Ci
            to? Może Tobie chodzi o to, żeby być kobietą elegancką, tajemniczą, taką trochę
            fame fatale, a jesteś po prostu świetnym kumplem. Powiem Ci jako kobieta
            doświadczona, żę pod każdym względem lepiej być dobrym kumplem. Lepiej dla
            Ciebie i lepiej dla Twoich bliskich/partnerów/kolegów/ukochanych itp. Takie
            kobiety fatalne lepiej wyglądają w literaturze i filmie niż w życiu i zarówno
            tam jak i tu z reguły źle kończą.
            Na zakończenie dygresja: Uma jest za wysoka. Moja Julka w wieku lat 14 ma 181
            cm, nadal rośnie i już teraz z przerażeniem myślę, gdzie ona znajdzie chłopaka,
            Aneta coś o tym wie:))))Jeśli nie wiesz o co chodzi, to przeczytaj krótki wątek
            o Toporze:)))
            Cieszę się, że dobrze się u nas czujesz i vice versa:)
            • blue.berry lęk irracjonalny 24.08.05, 16:34
              no coz - ja tez jakos moge (a wlasciwie musze) zyc ze swiadomoscia ze stan taki
              jest mi totalnie niedostepny (dawac tu ta dobrą wróżkę!!!) no ale w koncu bylo
              o zazdrosci wiec wyszarpałam się na wierzch i z moją.

              a co do lęku irracjonalnego - fajnie jest go budzic:)) i byc lady Berry a nie
              kumplem borówką:) z irracjonalnych powodow, niezaleznie od tego jak jest
              łatwiej i lepiej.

              oczywiscie sa to dywagacje okołozazdrościowe i kompletnie już idą swoja
              ścieżką. (zresztą nie sadzilam ze moj e le gan cki temat wzbudzi taki respons:)

              tak czy inaczej - rozwazania o potrzebie budzenia leku irracjonalnego pozwole
              sobie zdusic w zarodku tym wczesniejszym rubasznym stwierdzeniem:) moze kiedys
              temat przywroce i napisze wiecej o potyczkach jakie od lat tocza w mojej glowie
              dwie komiksowe bohaterki z ktorych jedna powloczy dluga czarna szata i
              strzelajac z dlugich krwistych paznokci rzuca "fajerbole" zza rogu a druga
              wyglada tak jakby się urwała z ekipy Nonstromo:) no ale przeciez nikt nie
              obiecywal ze zycie bedzie latwe.
            • aaneta Re: wzrost? 26.08.05, 21:00
              Dario, nie chcę Cię martwić, ale Uma ma "tylko" 183 cm, przed chwilą
              sprawdziłam. Nie lubię plotek i nie wiem, jak to teraz z nią jest, ale była żoną
              faceta niższego od siebie o parę centymetrów, i chyba nawet dzieci mają wspólne
              mimo to...
              Żarty żartami, ale dlaczego właściwie martwisz się o wzrost Julki? Już pomijając
              fakt, że na świecie jest wielu facetów wyższych od niej, m.in. moi synowie, jak
              wszem i wobec wiadomo, ale właściwie kto powiedział, że facet ma być wyższy od
              dziewczyny? Czy to nie jakiś przesąd, konwencja czy coś takiego? Obawiasz się,
              że niższy facet może mieć jakieś kompleksy z tego powodu? Jeżeli tak, to będzie
              znaczyło, że facet jest nic nie wart i nie ma czego żałować. Prawda, panowie?
              • kawa_malinowa Re: wzrost? 26.08.05, 21:06
                A ile masz wzrostu?
                Bo ja mam 179 i to bywa problem, uwierz.
                I z ubraniami i w kontaktach.. ekhm... towarzyskich.
                • aaneta Re: wzrost? 26.08.05, 22:05
                  Hmmm, chyba rozumiem, ja mam tylko 164... Ale mój Cezar ma 188, więc może by
                  tak... Chcesz zdjęcie? Tylko, kurczę, trochę daleko... Ale chętnie bym go
                  wysłała w Twoje strony, tyle że przejął ode mnie niechęć do Wrocka... Z
                  wyjątkiem Spiżu, oczywiście...
                  • braineater Re: wzrost? 26.08.05, 22:09
                    eeeeee - braineater ze swoim 175 poczuł sie mały:)
                    P:)
                    • aaneta Re: wzrost? 26.08.05, 22:20
                      No co Ty? Przy kim? Przy mnie? Proszę mi tu bez kompleksów!
                  • kawa_malinowa Re: wzrost? 26.08.05, 23:18

                    A lat ile ma? :)
                    Żeby nie było, że nieletni.... ;)
                    • aaneta Re: lat? 26.08.05, 23:47
                      Spoko, 20, rok po maturze, tyle że nie humanista, a inżynier, jak dobrze
                      pójdzie. Pisałam o nim gdzieniegdzie.
                  • beatanu Re: wzrost? 26.08.05, 23:29
                    To ja ze swoimi 160 centymetrami mam szansę wygrać konkurs na najniższą
                    Twaczkę, no chyba, że Kwiecieńka - po powrocie do domu mnie przebije :)
                    B
                    • aaneta Re: wzrost? 26.08.05, 23:50
                      Jako że jestem chyba jedyną osobą z tego grona, która miała zaszczyt poznać
                      Kwiecieńkę osobiście... Nie, nic nie powiem, sama zobaczysz ;)
          • staua Re: Elegancja? 24.08.05, 16:37

            > jak juz napisalam - kobieta z pierwiastkiem elegancji ma ten dar ze bedzie
            > wygladac elegancko zarowno w dzinsach i bawielnianym podkoszulku jak i w
            > kostiumie od Coco. o taką wlasnie elegancje mi chodzi - niewazne co wlozysz na
            > siebie - tak czy inaczej emanujesz pewnego rodzaju klasa.
            Otoz to - zwlaszcza wsrod Francuzek to sie da zaobserwowac. Natomiast rzadko wsrod Amerykanek,
            ktore jak juz chca byc eleganckie, to czesto sa... no wlasnie, "wyszykowane" (dobre slowo, Toperzu).
            Raz w zyciu uslyszalam komplement, ktory zapamietalam na zawsze, bylo to "wygladasz jak Francuzka"
            (mialam 19 lat i nigdy we Francji nie bylam, potem zycie komplement zweryfikowalo, negatywnie, ale
            wtedy zwalil mnie z nog).
            Dla mnie taka jest (jesli chodzi o aktorki) Juliette Binoche w Niebieskim, Emanuelle Beart zawsze, Fanny
            Ardant, z nie-Francuzek, ale prawie - Charlotte Rampling, poza tym Maria Bonnevie...
            • staua I jeszcze 24.08.05, 16:38
              bo zapomnialam o moim sztandarowym przykladzie - Kristin Scott Thomas.
              • braineater Re: oj nie elegancja nie:) 24.08.05, 22:18
                Tu znowu żona braineatera:)

                Tym razem będę się czepiać okreslenia Jagódki - otóż ta "elegancja" to nie
                pasuje chyba do tego o co Ci Jagódko chodzi. Mnie, tak jak zresztą i innym
                chyba, elegancja kojarzy się ze szpilkami, garsonkami, apaszkami itd. A to o
                czym piszesz to nie elegancja tylko... no właśnie nie wiem jak to okreslić:)
                Mogłabym się zgodzić ze "stylem", wspomnianym już, ale to też nie do końca to.
                To chyba "zgoda zewnętrzności z całą resztą" swego rodzaju "zgranie":)

                Tym samym ubranie czy też zewnętrzność odzwierciedla poniekąd Ciebie. Dlatego
                też czasem nic nie daje całodniowa wycieczka do sklepów w poszukiwaniu
                eleganckich ciuchów bo potem i tak okazuje się że nie pasują z tego bądź też
                innego powodu. Tu pomógł mi mąż podrzucając przykład męski - jedni faceci
                wyglądają fajnie w garniturach nawet w najbardziej dziwnym otoczeniu jak na
                garnitur - np.ogródek (patrz mój tato) a inni nie, nawet w sytuacjach jak
                najbardziej stosownych dla owego wdzianka, (patrz braineater w tym samym
                garniturze na obronie pracy). Po prostu dla niektórych są idealnie wyglądające
                garnitury, a dla niektórych pogniecione bojówki:)Tak już chyba jest i nie warto
                z tym walczyć bo i po co - nudno by było gdyby każdy wyglądał idealnie.

                A zresztą na pocieszenie - ludzie na których nawet bojówki się nie gniotą też
                pewnie zazdroszczą "luzakom":) Ja czasem zazdroszczę, że mąż po 2 godzinach w
                spodniach wyprasowanych przeze mnie w bólu bo nie nawidzę tego zajęcia wygląda
                tak jakby się w nich tarzał a moje po dwóch dniach jazdy autokarem mają lekkie
                zagniecenia:) Nie znaczy to, że wszystkie moje ciuchy zawsze tak wyglądają, ale
                naprawdę denerwująca jest sytuacja kiedy padasz na pysk po całym dniu a innym
                wydaje się, że cały dzień spędziłaś w domu i dopiero co wyszłaś:)

                A co do Umy - lubię ją bardzo ale stopy to ma przeokrutnie brzydkie:)Zresztą na
                niej wcale ciuchy nie wyglądają perfekcyjnie - i dobrze za to ją lubię!
                • agni_me elegancja - tak! tak! tak! 24.08.05, 23:03
                  Jeśli komuś elegancja kojarzy się z garniturem, szpilami i dopracowaną fryzurą
                  to sam jest sobie winien, może zbyt wiele "Dynastii" w młodości.

                  Elegancja to nic innego jak dobry smak i umiejętność przełożenia go na "własną
                  praktykę". Można być doskonale eleganckim w bojówkach, bo dobry smak oznacza
                  także umiejętność dobrania stroju nie tylko do okazji, ale także do własnej
                  osobowości. Jagoda znakomicie oddała subtelności elegancji. Z dużym talentem
                  opisała to czego "zazdrości". Bardzo podoba mi się jej wpis, wpis zresztą
                  elegancki. Bo z dużym humorem, dystansem do siebie i ładnie napisany - no
                  bardzo jej.

                  W ogóle, muszę dodać, nie podobają mi się te komentarze. Kiedy piszę, że
                  chciałabym być blondynką, nie oczekuję od ludzi, że mi powiedzą - eeeeeee,
                  zobacz jak fatalnie byś wyglądała, zupełnie byś mi się nie podobała, wolę
                  szatynki. Nic mnie to nie obchodzi. Piszę o swoim chciejstwie, a słuchający
                  mają się zrewanżować swoim, albo zmilczeć, a nie radzić, żebym poszła do
                  dobrego fryzjera. I tyle.

                  PS na szczęście nie chcę być blondynką, możecie sobie darować wpisy, że faceci
                  wcale nie wolą jasnowłosych piękności ;-)
                  • braineater Re: elegancja - tak! tak! tak! 24.08.05, 23:19
                    Po pierwsze - garnitury były tylko przykładem.
                    Po drugie - o osobowości i dopasowaniu do niej reszty właśnie pisałam.
                    Po trzecie - nie kwestionowałam "elegancji" wpisu Jagody.
                    Po czwarte - nikt, o ile zauważyłam, nie "radził" że lepiej być "blondynką" -
                    ja zasugerowałam jeno niewinnie, iż nic nie warto na siłę zmieniać.
                    Po piąte - też wolę szatynki, ale może kiedyś spróbuję blond.
                    Po szóste - pozdrawiam i zostawiam forum menszowi w pogniecionych bojówkach i
                    takimż t-shirtcie:)
                    • agni_me Re: elegancja - tak! tak! tak! 24.08.05, 23:25
                      Toż wpis był jeno niefortunnie umieszony. Dotyczył wszystkich poprzednich, a
                      nie tylko twego. Mam nadzieję, że wtedy inaczej go odczytasz.

                      Co do rad - ależ przeczytaj je proszę jeszcze raz. Nie chciałabym dokładnie
                      cytować, ale począwszy od twego męża, przez darię - wszyscy starali się
                      wybić "elegancję" z jagodowej głowy. Zakładam jeszcze, że nie umiem czytać
                      między wierszami, bo wiersze są dość jednoznaczne. :)

                      Pozdrawiam nie powiem w czym, bo to kompromitacja całkowita (słowo, nie jest to
                      muślinowy negliż, staranny makijaż i ufryzowana głowa)
                      • staua Re: elegancja - tak! tak! tak! 25.08.05, 17:02
                        Wcale nie, ja sie nie staralam - tak samo pojmuje elegancje i bardzo mi sie podobal jagodowy wpis,
                        czemu, wydawalo mi sie, dalam wyraz.
                  • agni_me Re: elegancja - tak! tak! tak! 24.08.05, 23:19
                    Właśnie zerknełam do słownika języka polskiego, tam elegancja = szyk. To chyba
                    o to chodzi. Właśnie. Szyk zawsze i wszędzie jest doceniany, a nie ma nic
                    wspólnego ze szpilkami, na szczęście.
                    • nienietoperz elegancja - tak? tak! tak? 25.08.05, 18:19
                      Agni_me droga,
                      szyk niestety jest juz dosc blisko wyszykowania, wiec budzi we mnie drobne
                      odruchy obronne :-)
                      Niemniej jednak wczesniejszy atak frontalny absolutnie nie mial na celu
                      pokonania przeciwnika, a wrecz przeciwnie, zapraszal do dyskusji, tradycyjnie
                      dla TWA leniwego przekomarzania sie, z nowo odnalezionym na terenach tutejszych
                      Owocem Lesnym. Co zreszta Jagodka rozpoznala zdaje sie bezwzglednie celnie.
                      Z serdecznymi pozdrowieniami (i z odrobina irracjonalnego leku:-)
                      klania sie
                      nienietoperz
                      (w wyjatkowo, jak na siebie, porzadnej koszuli flanelowej)
                      • braineater dementi tremens:) 25.08.05, 18:45
                        chciałbym jedynie sprostować, że akurat na obronie mgr w garniturze wyglądąłem
                        porządnie bo miałem doń wdziana koszulke z logiem Batmana (żółtym) oraż żólte
                        również martensy (garnitur szary)Oraz po raz kolejny podkreślić swą więź
                        duchową z Toperzem, bo on jako jedyny wie jak sie ubrać, żeby było fajnie:)
                        Pozdrowienia:)
                      • blue.berry Re: elegancja - tak? tak! tak? 25.08.05, 20:26
                        znaczy się tak - ataku frontalnego nie odczułam (widocznie jakaś grubokoścista
                        i skórna jestem). raczej odebrałam to jako miłe przywitanie i zaintereoswanie
                        obcą jednostką. co jest cenne bo zazwyczaj bywa tak że niby gdzieś tam cię
                        zaproszą, niby forum otwarte więc pojawiasz się, zagaisz z lewej, zagaisz z
                        prawej, że niby taki fajny równiacha jesteś co umie zagaić a tutaj M A R T W A
                        C I S Z A. no więc probujesz ponownie, tu kogoś zaczepisz, tam rzucisz
                        komplemencik (C I S Z A). zaczynasz sie robić z lekka mniejszy, pojawia się
                        przebłysk świadomości że może jednak nie jesteś taki równiacha (C I S Z A trwa
                        nadal). zastanawiasz się wiec czy aby nie piszesz sympatyczna klawiatura, która
                        sprawia ze twoje wpisy sa niewidoczne dla innych albo moze oni prze przypadek
                        (Przypadek) wlaczyli na twoim nicku ignorowanie. halo halo czy ktos czyta moje
                        posty? natepuje przypływ paniki, depresji, ponownej utraty wiary w siebie -
                        oczywiscie zeby sie tego pozbyć szybko budujesz sobie murek pod tytułem "to
                        banda snobów i nic nie wartych takich co to się na niczym nie znają". z kopa
                        traktujesz tabliczkę z napisem C I S Z A i sobie idziesz.

                        tak że dziekuje za zainteresowanie pod każdą postacią.

                        a wracając do ataku - nawet jakby się takowy pojawił to mnie się nie będzie
                        imał. to moja własna dobrze wypracowana zazdrosc "co to jom" hodowałam od wielu
                        lat (pare lat zajeło mi dojscie do tego w jakiej kwestii zadrosc powinnam
                        ujawniać, przez moment jeszcze zazdrosciłam dużego biustu ale to na szczescie
                        mineło).
                        tak więc co by nie było - było miło:)
                        i dziekuje nienietoperzowi za odrobine:)
                  • blue.berry :) 25.08.05, 09:19
                    dziekuje agni_me
                    normalnie cala pokryłam się buraczanym (tak dla odmiany) rumieńcem.
                    no i bardzo milo poznac mi żonę braineatera.
                    i w ogole to jest mi i tutaj bardzo milo.
      • dr.krisk O pewnej eleganckiej pani.... 25.08.05, 02:38
        Znalem kiedys pewna dziewczyne, ktora znakomicie odpowiadalaby twojemu
        idealowi. Ubierala sie glownie w zwykle plocienne portki + jakas koszule, ale
        nosila to z niebywalym wdziekiem.... Byla zawzieta sportsmenka, ale nawet
        spocona jak ruda mysz wygladala znakomicie. Mowila malo i madrze (albo tak mi
        sie wtedy wydawalo), patrzyla bystro i zawsze wydawala sie na swoim miejscu.
        Jak wchodzila do pokoju, to nie sposob bylo tego nie zauwazyc. Oryginalna
        uroda, brak calkowity makijazu.
        Na szczescie dla mnie pozbawiona byla poczucia humoru, bo inaczej zupelnie bym
        zglupial, i czekalby mnie koniec profesora Ratha z "Blekitnego Aniola" (co go
        Marlena Dietrich wykonczyla). A tak to podziwialem ja platonicznie z
        bezpiecznej odleglosci :)
        KrisK
    • eva.68 Re: Zazdrość:) 26.08.05, 20:10
      A ja zazdroszczę Wam, że tak tu sobie ładnie piszecie o różnych rzeczach (w
      różnych wątkach, "podglądam" sobie od jakiegoś czasu). Bez napadania
      i "obcinania". Kulturalnie i elegancko właśnie. :-) Że się przyjaźnicie, bo to
      widać w tych wszystkich postach. Że tyle wiecie... I dziękuję Wam przy okazji.
      W internetowej przestrzeni to nietypowe miejsce.
      Pozdrawiam sympatycznie. :-)
      • dr.krisk No wlasnie..... 26.08.05, 20:42
        Twoj mily i sympatyczny post mnie zastanowil - dlaczego takie rzadkie jest
        mowienie innym ludziom ze podoba nam sie to co robia, albo ze sa sympatyczni,
        itp. Wyglada na to ,ze znacznie latwiej jest kogos objazgotac, niz sie do niego
        usmiechnac?
        Tez pozdrawiam sympatycznie, milo mi sie zrobilo po przeczytaniu Twojego postu.
        I ten wykres co go wlasnie produkuje, tez mi sie wydaje jakis ladniejszy......
        KrisK Usmiechniety
        • eva.68 Re: No wlasnie..... 26.08.05, 21:55
          A mi jak miło!!!
          Jakiś czas temu odkryłam, że to działa. Czasem udaje mi się zastosować. :-)
          Może po prostu zakładamy, że ludzie powinni być mili i tacy, jak uważamy, że
          być powinni? I kiedy tacy właśnie są (sympatyczni), przyjmujemy to
          jako "oczywistą oczywistość". A kiedy wypowiedzą się lub uczynią coś wbrew
          naszemu oczekiwaniu - wtedy ich "objazgotowujemy" (o matko, co za słowo!!!).
          A może chodzi o zupełnie co innego?

          Ładny wykres... Ciekawe. A co obrazuje?
          Pozdrawiam i życzę samych ładnych wykresów :-))
          • beatanu I mnie też jest bardzo miło! 26.08.05, 23:02
            Witaj Ewo! I podoba mi się niezmiernie Twoja sygnaturka :)

            A jeszcze "w temacie" prawienia sobie komplementów... Kiedyś w pracy, będąc
            współuczestniczką rozmowy z pacjentem, rozmowy niesamowicie ciężkiej - bo
            rozmowy o śmierci, o tym, że już nic z medycznego punktu widzenia nie jesteśmy
            w stanie zrobić, że pozostaje opieka paliatywna - pomyślałam o prowadzącym
            rozmowę lekarzu, wow! on naprawdę potrafi, jak przyjdzie co do czego, to
            potrafi to robić świetnie! (do tej pory miał opinię człowieka, który nie za
            bardzo się w takich sytuacjach sprawdzał) - i po wyjściu z pokoju pacjenta, od
            razu, spontanicznie (bo tak już mam!) powiedziałam mu coś w tym stylu: "to była
            bardzo dobra rozmowa, poprowadziłeś ją w cudowny sposób! spokojnie, bez
            forsowania czegokolwiek, słuchając pacjenta, nie bojąc się jego łez..."
            I wiecie co ten facet, pięśdziesięcioletni twardziel zrobił? Skulił się,
            zaczerwienił, mamrotając coś - mrrr, mu, ehh, no co ty...
            Pomyślałam wtedy, że może nigdy nikt wcześniej mu nic takiego nie powiedział...

            Czasami trudno przyjąć komplement w naturalny sposób...

            B zadumana z lekka
            • eva.68 Cała przyjemność...! 27.08.05, 22:41
              Cieszę się. Przeogromnie! :-)
              To ciekawe, nad czym się zadumłaś. A z przyjmowaniem komplementów w naturalny
              sposób rzeczywiście mamy problem. I chyba nie dzieje się tak tylko dlatego, że
              nikt nigdy wcześniej... Może obawiamy się, że zostaniemy odebrani
              jako "zadufani w sobie"? Mnie się kiedyś zdarzyło. Padł dokładnie taki
              komentarz. I nie było mi miło. :-) Trudne to wszystko i na pewno cały problem
              ma wiele wymiarów, odcieni, aspektów...
              Jeszcze mała dygresja w kontekście innego wątku, ale także i w tym miejscu
              trochę w temacie (będą komplementy!:-)). Czytałam sobie wczoraj wątek o tym,
              jak TWA wyobraża sobie siebie. I oto, co sobie pomyślałam: "Są ludzie, którzy
              twierdzą, że cudów nie ma. A tu, proszę! Tyle Pięknych Osobowości. Na jednym
              forumie!!!" To nie jest lizusostwo! Naprawdę jestem pod wrażeniem. Może
              dlatego, że wyrosłam w smutnych "okolicznościach przyrody"? Może to powód
              mojego zauroczenia? Pomyślałam sobie jeszcze, że gdyby nie inter-sieć, może w
              ogóle nie wiedzielibyście o swoim istnieniu i wasze ładne rozmowy na różne
              tematy nie miałyby miejsca, a ja nie mogłabym sobie czytać. W tym miejscu
              chciałabym podziękować Wam wszystkim i każdemu z osobna. Może to nic takiego.
              Dla mnie jednak to Coś Wartego Zauważenia.
              Pozdrawiam sympatycznie
              E
    • agni_me Re: Zazdrość:) 27.08.05, 00:50
      Bogowie moi, toż ja wyraźnie pisałam że MNIE nie podoba się atak
      na "elegancję". Pomyślałam sobie jedynie, że źle bym się czuła mówiąc
      brejniteru, że lubię syfiących przy stole, a potem jescze te okruszki
      wyżerającym, a także, że nie śmiałabym zarekomendować darii odpuszczenie
      włosom, bo na to nie lecą faceci (znaczy na bujność splotów). Natomiast część
      wypowiedzi wyglądała, za przeproszeniem, tak:
      - chciałabym polecieć balonem,
      - eeeeeeeee, mów co chcesz, lepsze są szybowce
      - no co ty? myślisz, że facet poleci na to, że leciałaś balonem, wiesz jaka to
      katorga?
      - w wojsku zmuszali mnie do skoczenia z balonu, do tej pory nie zagadam do
      dziewczyny, która skacze albo lata balonem.

      Przepraszam, ale dla mnie to pozbawione sensu. Powtarzam, dla mnie. W końcu to
      TWA, od ananasów może zemdlić, niech sie trafi jaki "imbirowy" wiórek. ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka