Dodaj do ulubionych

o jednym takim drżeniu

11.09.05, 22:19
Co tu dziś tak pusto? Nie ma Was?
Historia jest taka: siedzę w jednym z krzykliwych fastfoodowych ogródków w
centrum Wa-wy. Miasto szumi, z głosników leci bełkot jednego sezonu, siedzę z
colą i papierosem w przerwie od ganiania po urzędach, bibliotekach i
sekretariatach- ważnych-placówek-oświatowych. I nagle co słyszę? Słyszę od
dawna niesłyszą "Love Song" The Cure i dostaję takich dreszczy, że pet
przykleja mi się do ust, a przez plecy biegną ciarki jak diabeł. Jeżeli
jeszcze tego nie wiedziałam nagle zdaję sobie sprawę: to jest GENIALNE!!
Takich iluminacji muzycznych miałam jeszcze w przeszłości:
- "Wrapped Around Your Finger" The Police w kuchni podczas zmywania ok m-c
temu. Zakręciłam wodę i falowałam po mieszkaniu. Po tylu latach świadomość:
To jest nadal GENIALNE!
- "New Year's Day" U2 w taksówce wiele lat temu. Udzieliło się nie tylko mnie-
wszyscy zamarli, 5 osób odezwało się po zakończeniu : To jest GENIALNE!
Książki to inny temat. W tej chwili mam wielką świadomość swojej fascynacji w
autokarze międzynarodowym gdzieś pod Zgierzem, na początku baaardzo długiej
podróży przez Europę: "O miłości i innych demonach" Marqueza. Zachłyśnięcie
pamiętane do dziś!
Co z Wami??
Ekstatyczna dziś i egzaltowana niezmiernie,
OHB
Obserwuj wątek
    • braineater Re: o jednym takim drżeniu 11.09.05, 22:27
      od zawsze - Dead can dance, jakikolwiek song w wykonaniu Lisy Gerard, i
      wszystkie utwory Diamandy Galas.
      Dośc często stosowane zamiast odświeżającego prysznica po jakiś cięzkich
      towarzyskich mitingach.

      Ksiązkami natomiast zachwycam sie wieloma - aktualnie "Grupami na wolnym
      powietrzu" Eli Barbura, który opisuje polskę lat 60' z takim pankowym
      zacięciem, jak jeszcze nikt. Polecam bardzo.

      P:)
      • olahabe Re: o jednym takim drżeniu 11.09.05, 22:34
        Dead Can Dance- o tak, ale nie do ekstazy.
        Z książęk- w tej chwili upaja mnie " Krystna córka Lavransa" Undset, czytana
        3ci raz w życiu. Kiedyś tylko tom I ceniłam naprawdę, dziś II, za 20 lat pewnie
        III. Ponadczasowa lektura dla kobiety!
        Film: "Lost in Translation". Amok!
    • brunosch Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 12:38
      no tożeż ja chyba stuknięty, bo od lat, od lat! zachwycam sie Weselem. I choć
      tekst dobrze znany, to za każdym razem ogarnia mnie -nie wiadomo jak to nazwać:
      dreszcz przerażającej świadomości jak niezmiennie aktualny jest tekstu sprzed
      100 lat? A przy tym trafność diagnozy polskich kompleksów, min, sosu-patosu.
      Muzyczny zachwyt wywołują też starocie, ot chociażby Romeo i Julia Prokofiewa,
      że o jego VII Symfonii nie wspomnę.
      • aaneta Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 13:57
        No, jeżeli Prokofiew to staroć, to co ja mam powiedzieć? Bo ja co i rusz
        odkrywam coś wprawiającego mnie w ekstazę w muzyce z I połowy XIXw., a nawet to,
        co znam od zawsze i czego słuchałam już wiele, wiele razy, ciągle uważam za
        genialne. Pisałam już kiedyś o tym, ale co tam, powtórzę się: Chopin, Schubert,
        Bellini, Verdi, Donizetti... A z dużo, dużo młodszej klasyki - Beatlesi,
        ostatnio wróciłam do nich po latach i też nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że
        byli genialni...
      • broch Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 15:06
        he, he
        z tym porownywaniem Prokofiewa do Cure to chyba nieporozumienie co? Brzmiace z
        "letka" snobistycznie. Nie dlatego ze sluchasz Prokofiefa, ale przez porownanie
        "staroci" (Cure/Prokofiew) spuszczajac przy tym skromnie oczeta :)))
        • olahabe kolejny powód do amoku 12.09.05, 15:30
          Słuchajcie, słuchajcie! Dostałam się dziś na doktorat!!
          Wprawdzie szemrany on nieco bo uzgodniony z profesorem, który po prostu pogadał
          ze mną, zapytał co chcę, zapytał jak i się zgodził!! Oczywiście oszalałam z
          radości, bo odbędzie się to na zasadach bardzo dogodnych dla mojej pracy
          zawodowej, której nie muszę rzucać, oraz przy dużej dowolności jeśli chodzi o
          temat i metodologię. Oczywiście boję się, że nie dam rady...Od zakończenia
          studiów minęło już chmmm... trochę, a ja nie czuję się za bardzo na siłach, nie
          wiem, czy podołam tak ambitnemu zadaniu. Czy zdaję sobie sprawę, jaki ogrom
          roboty przede mną?? Oj, chyba jestem egzaltowana. Myślicie że się uda?
          • kawa_malinowa Re: kolejny powód do amoku 12.09.05, 15:36
            Super! Gratuluję BARDZO :)
            • broch Re: kolejny powód do amoku 12.09.05, 15:56
              Dolaczam sie do gratulacji. :)
              Czy trudny zalezy od:
              a) dziedziny
              b) promotora

              Poniewaz jednak promotorowi tez zalezy (zwykle) na tym aby doktorant sie
              obronil, mysle ze dasz sobie rade. Tzn z definicji rzecz jest do wykonania. Badz
              wiec dobrej mysli.
          • braineater Re: kolejny powód do amoku 12.09.05, 16:37
            I doskonale.
            Co prawda ja jestem na etapie rozmyslania nad zmianą formuły mojego dr jak
            również uczelni na której bym chciał go przeprowadzic, tudzież zrobienia sobie
            jakiejś przerwy żeby sie kompletnie 'naukowo' oczyścic, zapomniec o tym tak na
            rok, ale sam pomysł robienia tegoż nadal uważam za jeden z mądrzejszych na
            jakie wpadłem (a raczej w jakie mnie wpadli:)

            P:)
        • aaneta Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 20:54
          Co za bzdura! Oczywiście nie mogę się wypowiadać za Brunoscha, ale nie widzę w
          jego wypowiedzi nic, co by mogło wskazywać na słuszność Twoich domysłów. Skąd Ci
          się to wzięło? Czy to przypadkiem nie projekcja Twoich skłonności?
          • broch Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 21:22
            nie interesuja mnie Twoje opinie. Wroc do Chopina, Schuberta i och! odkrytych
            wlasnie po raz kolejny Beatlesow :))))
            Jesli idzie o snobizm to Twoje wypowiedzi o obowiazku czytania przez ludzi
            wyksztalconych sa bzdura ktora jedynie snob moze wymyslec. Jesli wiec szukasz
            snoba to popatrz w lustro.

            Dajmy wiec sobie spokoj, ja nie zaczepiam Ciebie, wiec zostaw i mnie w spokoju.
            • braineater PAX MIĘDZY KRZEŚCIJANY 12.09.05, 21:27
              bo ciął bedę:)

              Pozdrowienia:)
          • brunosch zwłaszcza, że 12.09.05, 21:58
            mój snobizm wynika z odklejenia się od rzeczywistoći. Nie wiem, co kryje się pod
            pojęciem Cure (poza Maria Skłodowską-Cure, ale ona chyba nie gibała się z gitarą
            po estradzie, mam takie wrażenie) i kilkoma innymi zacytowanymi nazwiskami we
            wstępie. A Prokofiewa bronić będę jak niepodległości! I Rachmaninowa i paru
            innych snobistycznych staroci.
            PS W Radiu Klasyka, zmierziła mnie kiedyś taka reklama wewnętrzna (sami siebie
            chwalili) "Muzyka nie dla znawców". Brzmiało to tak, jakby muzyka poważna była
            przeznaczona tylko dla ezoteryków wtajemniczonych, po muzykologii co najmniej,
            wysublimowanych koneserów i za przeproszeniem, "snobów".
            • olahabe Re: zwłaszcza, że 12.09.05, 22:19
              Z tą Marią Skłodowską-CURE to mam nadzieję, że to celowe jest? Bo tak jakbym
              się głupawo trochę poczuła, no ale sama już nie wiem, redakcjo "Dziewczyny",
              pomóż!!
              Czy pamiętacie odcinek "Za chwilę dalszy ciąg programu", w którym Mann jako
              medium wywołuje duchy? "MARIO CURIO, MARIO CURIO, WZYWAMY CIĘ!"
            • broch Re: zwłaszcza, że 12.09.05, 23:15
              olahabe napisala:
              "Słyszę od dawna niesłyszą "Love Song" The Cure"
              co komentujesz:
              "Nie wiem, co kryje się pod pojęciem Cure (poza Maria Skłodowską-Cure.."

              Ktorej czesci zdania dziewczyny nie rozumiesz (nawet jesli nie znasz zespolu)?
              Twoj komentarz brzmi raczej glupio.

              "Brzmiało to tak, jakby muzyka poważna była przeznaczona tylko dla ezoteryków
              wtajemniczonych, po muzykologii co najmniej, wysublimowanych koneserów i za
              przeproszeniem, "snobów"."

              Oh, ojej
              o muzyce byl na TWA caly watek bylo wszystko od "Ciemnej strony ksiezyca" przez
              "Bialy album" i "Leile" do "Artikulation" "Ascension" i "Kontakte" oraz symfonii
              kompozytorow roznych.


              "A Prokofiewa bronić będę jak niepodległości! I Rachmaninowa i paru innych
              snobistycznych staroci."
              Obrona Prokofiewa i innych jest raczej bez sensu, poniewaz nikt Go nie atakuje.

              Obawiam sie nie rozumiesz: Nie uwazam sluchania Prokofiewa za snobizm (z reszta
              dla mnie jest raczej przecietny), po prostu zestawienie przez kontrast brzmi
              snobistycznie/smiesznie. Zdanie o niepodleglosci Prokofiewa jest po prostu
              beznadziejnie napuszone. Zupelnie niepotrzebnie.
    • staua Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 23:05
      Oj, z U2 mam tak czesto. Ostatnio przy "Love rescue me" i "Van Diemen's Land", ktore sobie
      sciagnelam, bo "Rattle and Hum", plyty, od ktorej zaczelam sluchac U2, nie mam.
      Z innej beczki muzycznie (tu puszczam oko do Brocha): koncert kolonski Jaretta. Fruwam, jak slucham.
      Czesto mi sie to zdarza w teatrze. Przy ksiazkach tylko przy takiej (nie wiem, jak to lepiej okreslic)
      "czystej" prozie (przyklady: Tamaro, Claudio Magris, Matviejevic).
      Jak bylam mlodsza (podstawowka), to okreslalam to jako "swedzenie mozgu". I zdarzalo mi sie to nawet
      w szkole, przy polaczeniu ciekawego wykladu z odpowiednim glosem nauczyciela, wytwarzajacym cos
      magicznego.
      • broch Re: o jednym takim drżeniu 12.09.05, 23:47
        Koncert Kolonski to jest to!
        Z ksiazek wlasnie "wykanczam" "Janka Santeuil" dobre do czytania na sloneczna
        jesien. Czesto wracam do "Three trapped tigers" ktore polecam bo jest to powiesc
        genialna. Na nadchodzaca jesien chyba tez "The Rings of Saturn" i "Austerlitz" o
        ktorych kiedys, staua, wspominalem. "Recognitions", "Raj", "Mason & Dixon",
        oczywiscie LFC o kazdej porze dnia i nocy :). Chcialbym znowu przeczytac "Muzeum
        ziemi ojczystej" tyle ze nie moge nigdzie znalezc tlumaczenia.

        Muzyka roznie, poniewaz znacznie szybciej niz ksiazka wprowadza w okreslony
        nastroj lub ten nastroj odzwierciedla.
        • staua Re: o jednym takim drżeniu 13.09.05, 01:07
          Celine przyprawia mnie o inny rodzaj drzenia - staczam sie w doly czytajac go :-)
          • daria13 Re: bez drżenia:( 13.09.05, 12:58
            Z biegiem lat zauważyłam u siebie spadek poziomu eufori i egzaltacji. Właściwie
            nie zdaża mi sie ostatnio przeżywanie wielkich uniesień w kontakcie z muzyką.
            Kiedyś nawet przy Stingu (takie They dance alone) potrafiłam odczuć drżenie, a
            teraz nic. Są oczywiście twórcy, których bardzo lubię, cenię, czy tacy których
            muzyka działa na mnie kojąco (właśnie Jarrett z koncertem kolońskim - może
            założymy fan klub, tylko musimy przekonać Braineatera, żeby nie zważał na
            euforyczne postękiwania Keitha;). Podoba mi się muzyka skrajnie różna. I tu
            proszę, żeby Broch nie traktował wymieniania w jednym rzędzie artystów z
            różnych epok i różnych gatunków, jako snobizm, czy ekstrawagancję, bo myślę, że
            większość z nas miewa upodobania nie zawsze jednolite. Mam słabość do mniej
            znanej grupy rokowej Tool, uwielbiam prawie całego Davisa i Coltrane'a, ale też
            słucham z dużym upodobaniem Mikołaja Góreckiego.
            Do dawnych fascynacji muzycznych nie wracam prawie wcale, pisałam już o tym w
            jednym z wątków okołomuzycznych, choć znam dużo osób z mojego pokolenia, którzy
            nigdy nie wyszli poza Led Zeppelin czy Genesis;) Ostatnio zrobiłam jeden
            wyjatek od tej reguły niewracania do dawnych fascynacji i z wielkim upodobaniem
            słuchałam Ewy Demarczyk. Ale wciąż jest to tylko upodobanie, a nie drżenie.
            Troche mi żal.
            Z książkami jest niestety podobnie. Już nie potrafię się zachłysnąć, włącza mi
            się jakiś taki tryb krytyki, poddawania ocenie, wychwytywania drobnych potknieć
            i banałów. To ta utrata spontaniczności, za którą kiedyś na FK tak mnie
            niektóre osoby wyklinały i wyzywały od snobów;) Jedynie z nieustającym podziwem
            jestem w stanie czytać wszystko, co wyszło spod pióra Marqueza, Cortazara i
            Borisa Viana (nie mylić z Sullivanem;).
            Chyba się starzeję:)))
            Pozdrawiam:o)
            • staua Re: bez drżenia:( 13.09.05, 17:54
              Przy Stingu, choc uwielbiam jego i Police (Wrapped around your finger, Every step you take) nie
              odczuwam drzen z wyjatkiem jednego utworu: Russians.
              Toola odrzucilam z zalozenia (nie poznalam nawet ich tworczosci) gdy moi koledzy zaczeli sie nim
              programowo upajac. Moze nadejdzie czas, by sprobowac.
          • broch Re: o jednym takim drżeniu 13.09.05, 17:46
            "Celine przyprawia mnie o inny rodzaj drzenia - staczam sie w doly czytajac go :-)"
            Sprojoj wiec "Balety..." (Ballets without Music, without Dancers, without Anything)
            Bedziesz zaskoczona, choc to ciagle Celine :)
            • staua Re: o jednym takim drżeniu 13.09.05, 17:51
              Sprobuje, bo tak naprawde znam przeciez tylko Podroz do kresu nocy...
              • stella25b Re: o jednym takim drżeniu 14.09.05, 21:45
                ....ktore trwa od lat to 'Jezebel' Sade.
                • daria13 Re: o jednym takim drżeniu 15.09.05, 19:34
                  Tak, tak, tak!
                  Sade Jezebel i cała reszta! Tak rzadko się o niej mówi, a cała jej twórczość
                  jest magiczna i powodująca drżenie.Ja nawet zastanawiałam się, czy ona nie
                  podpisała jakiegoś paktu z diabłem. Wygląda wciąż i śpiewa tak jak 30 lat temu.
                  Jest piękna i absolutnie cudowna! Najdziwniejsze jest jednak to, że ona przez
                  te lata śpiewa wciąż jedną tylko piosenkę, tylko nieco modyfikując słowa i
                  melodię. Jej muzyka jest bardzo monotonna, a nidy nie chce się znudzić ani
                  osłuchać. Dla mnie to jest niesamowite. Taki Cohen na krótką metę jest też
                  dobry, ale po pewnym czasie ta jego maniera śpiewania wciąż na jedną nutę jest
                  nie do wytrzymania. Z Sade tak nie jest nigdy. A może tylko ja tak odbieram?
                  Julka ostatnią płytę Lovers rock zna na pamięć, dosłownie!
                  Pozdrawiam serdecznie:)
                  • braineater Re: o jednym takim drżeniu 15.09.05, 19:36
                    Ekhm - muzyka Sade nie jest monotonna:)
                    Muzyka Sade jest obłędna w swojej melancholi, ma genialnych muzyków, którzy z
                    kilku dźwieków tworza precyzyjne mechanizmy do wywoływania określonych
                    nastrojów, no i jak Ona
                    wygląda......................................................

                    P:)
                    • stella25b Re: o jednym takim drżeniu 15.09.05, 22:50
                      Wlasnie ta jej melancholia....Dla mnie jest ona prawdziwa gwiazda z haryzma
                      ktora z mieszanki popu, regge i jazzu potrafi wykrzesac niesamowite ballady.
                      Pracuje rzeczywiscie z dobrymi muzykami bo Stuart Matthewman, Adrew Hale i Paul
                      S. Denman to przeciez smietanka muzycznego swiata.
                      Co do jej aparycji, to nazwalabym ja "smutna pieknoscia", oj ma cos w sobie,
                      ma...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka