Dodaj do ulubionych

Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy?

03.10.05, 19:30
A jeśli ktoś, to na co?
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 19:33
      jakbym miał bliżej niz te 300 kilometrów, to na wszystko a juz zdecydowanie na
      set około Hallowenowy:(
      • noida Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 19:35
        Hehe, ja właśnie męczę w bólach listę filmów, które Koniecznie Muszę Zobaczyć a
        ona rozrasta się odwrotnie proporcjonalnie do zawartości mojego portfela...
        • braineater Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 19:49
          nie da rady z jakims wkretem na akredytacje abo co?
          Legitymacje prasową moge pożyczyć, tyle, że pewno bedzie to wymagało paru
          drastycznych zmian w Twoim wyglądzie:)

          P:)
          • noida Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 20:06
            Akredytacja zdaje się też kosztuje...
            • noida Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 20:09
              Hehe, dopiero dotarło do mnie, że chcesz mi pożyczyć swoją legitymacje. No to
              rzeczywiście mogloby wymagać pewnych zmian ;-)
              Dobra, wybrałam 8 filmów za sumę 110 zł. Buuu...
    • kwiecienka1 Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 20:30
      a ja chyba pójdę :-)))
      będę w Warszawie od jutra do niewiemjeszczekiedy
      programu jeszcze nie znam
      jestem tylko pełna dobrej woli
      pozdrawiam wszystkich
      Kwiecienka Znowu Walizkę Domykająca
      • aaneta Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 21:13
        Program tu:
        www.wff.pl/pl_start.htm
        O filmach trochę tu:
        www.wik.com.pl/index.php?id=film&m=3&nr=236
        Dla Noidy na pocieszenie informacja, że u mnie koszty potrójne, bo wyhodowałam
        własnoręcznie dwóch kinomaniaków, na szczęście jeden stwierdził przed chwilą, że
        najchętniej poszedłby na wszystkie, a że nie może na wszystkie, to nie pójdzie
        na żaden, ale pewnie jeszcze zmieni zdanie. A Młody już planuje wagary, chociaż
        co to za wagary, sama go podpuściłam, bo rano i po południu taniej niż wieczorem.
        • noida Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 03.10.05, 22:48
          Ja w zeszłym roku nie poszłam na żaden, bo stwierdziłam, że nie jestem w stanie
          wybrać. Więc może nie zmieni zdania ;-)
          A Ty na co się wybierasz? To Ci powiem, na co ja, a potem wymienimy się
          wrażeniami :-)
          • aaneta Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 04.10.05, 15:54
            Ufff, właśnie skończyłam wypełniać zamówienie, niech się dzieje, co chce. Ale
            już nie mam siły, żeby wyliczać, co wybrałam, bo to było naprawdę bardzo
            wyczerpujące, a poza tym nie mam pewności, czy dostanę wszystkie bilety.
            Zamelduję wieczorem :)
          • aaneta Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 04.10.05, 21:38
            Zgodnie z obietnicą, oto mój zestaw:
            Kilometr zero
            Nie wracaj w te strony
            Szara ciężarówka w kolorze czerwonym
            Kekexili - górski patrol
            Jabłka Adama
            Bracia
            Żyj i stań się
            Jak w niebie
            Dusza Neapolu.

            Do kompletu zestaw Młodego:
            Dni i godziny
            Hawaje, Oslo
            Kraina obfitości
            Kierowca Wiery
            Sezon na kaczki
            Skrzat
            Drzwi obok

            Cezar na szczęście nie zmienił zdania, więc jest szansa, że nie zbankrutujemy
            (odpukać).
            • noida Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 04.10.05, 22:10
              No to się nawet bardzo nie dublujemy. Już bardziej się dubluję z Twoim Młodym.
              Mój zestaw:
              Bitwa w niebie
              Buty nieboszczyka
              Adam i Paul
              Uno (opcjonalnie, jeśli się okaże, że nie mam wtedy lekcji i będą jeszcze
              bilety)
              Sezon na kaczki
              Jabłka Adama
              Skrzat
              Yasmin
    • noida Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 07.10.05, 13:41
      Ojejku, właśnie wróciłam z "Bitwy w niebie".
      Ojejku, ale się zmęczyłam... aż mnie wszystko boli. Dlaczego się robi takie
      filmy? Takie męczące, niezrozumiałe, smutne, ponure, w których pierwsza scena
      jest straszna a potem już tylko gorzej? Czy oni w tym Meksyku nie widzieli
      komedii nigdy?

      Noida W Depresji.
      • aaneta Re: Kto idzie na Warszawski Festiwal Filmowy? 08.10.05, 18:52
        Co do Meksyku, to polecam "I Twoją matkę też", poza festiwalem oczywiście,
        płakałam ze śmiechu (ale nie tylko).
        A co do festiwalu, to ja dzisiaj obejrzałam "Kilometr zero" i "Nie wracaj w te
        strony", a Młody drugiego Wendersa, czyli "Krainę obfitości", po której wyraził
        się niecenzuralnie na temat Amerykanów. Ja moim Wendersem też nie byłam
        zachwycona, zdecydowanie wolałam go, kiedy robił filmy w Europie. Natomiast
        "Kilometr zero" to przejmujący, choć troszkę topornie zrobiony film o Kurdach i
        idiotyzmie wojny i antagonizmów narodowościowych, ale jak dla mnie za wcześnie
        się kończy, bo w momencie zdobycia Bagdadu przez Amerykanów i obalenia Saddama
        Hussajna, z czego Kurdowie bardzo się cieszą, bo są przekonani, że w tym
        momencie odzyskali wolność. Więc ten film też bez happy endu i obawiam się,
        Noido, że takich będzie większość :(
        • braineater aanetko 08.10.05, 20:22
          buziak w czólko wielki, bo jesteś pierwszą osoba, która w miejscu publicznem
          pochwaliła jeden z moich ulubionych filmow lat ostatnich, czyli I Twoja matkę.
          Może ty mi tez powiesz, czemu 99% ludzi, i to łacznie z takim, z którymi sie
          zawsze w tematach filmowych zgadzam, takie straszne psy na tym filmie wiesza?
          • kwiecienka1 próba wyłudzenia buziaka :-))) 08.10.05, 21:40
            :-)
            jam nie anetka, ale też chcę buziaka, więc odpowiem na zadane pytanie bo i mi
            ten film się spodobał:
            może dlatego że:
            * przeważyła (dla& wg niektórych) zbyt szokująca forma nad naprawdę głęboką
            treścią
            * może nie widzieli go do końca
            * mieli za mało czasu na pofilmową refleksję
            * nie podoba im się Gael Garcia Bernal (dziwni jacyś)

            dodam jeszcze, że w filmie tym była jedna piosenka, która do dziś za mną chodzi
            (kiedy chłopcy i Luisa jadą na tę plażę, w samochodzie słuchają radia, nie wiem
            kto ją śpiewa, muszę sprawdzić na soundtracku)
            pozdrawiam
            Kwiecienka na Buziaki Łasa
            • kwiecienka1 :-))) 08.10.05, 23:06
              już wiem :-)))
              ta piosenka to "By this river" Briana Eno
              była też w "Pokoju syna" Nanni Morettiego
              (ten film też polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli)
              pozdrawiam
              Kwiecienka Identyfikacją Ucieszona
            • noida Re: próba wyłudzenia buziaka :-))) 09.10.05, 00:24
              Albo Diego Luna im się nie podoba (też dziwni).
              Y tu mama tambien nie był jakąś szokującą rewelacją, ale nie był zły. Zwłaszcza
              w porównaniu z innymi dziełami meksykańskiej kinematografii. Piszę o niej swoją
              druga pracę magisterską, więc wiem :-) Powiedziałabym, że poziomem dorównuje
              ona czasem naszej kinematografi (meksykańska kinematografia, nie moja praca)...

              A ja dziś byłam na "Dead man's shoes" z Paddym Considine i coś czuję, że
              Brainy'emu by się podobało :-) Mnie też się podobało, choć nie mogłam się
              zdecydować, czy zaliczyć film do kategorii thriller czy raczej dramat. W każdym
              razie w stosunku do wczoraj znacząca poprawa.
              A jutro irlandzki film o narkomanach (to wyraz mojej miłości do Irlandii)...
              Chyba sama jestem sobie winna... Mogłam tylko komedie i filmy muzyczne wybrać :(
          • aaneta Re: aanetko 09.10.05, 15:52
            Za buziaka w czólko dzięki :) Cieszem siem niezmiernie, ale chyba mnie
            przeceniasz, drogi Braineaterze, bo niby skąd ja, której film się podobał, mam
            wiedzieć, dlaczego komuś innemu się nie podobał? Zwłaszcza że mówisz chyba o
            swoich znajomych, bo krytycy raczej pochlebnie się wypowiadali, a z moich
            znajomych "I twoją matkę też" oglądał tylko jeden i bardzo wychwalał, i nalegał
            wręcz, żebym obejrzała.
            W związku z powyższym podziękowania dla Kwiecieńki za odwalenie za mnie ciężkiej
            roboty odgadywania cudzych wrażeń, ale jednocześnie drobna polemika, bo jakoś
            nie mogę się doszukać żadnych objawów szokującej formy w tym filmie. Jeżeli już
            coś mogło kogoś szokować, to treść, chociaż tego też nie rozumiem, ale różnych
            cnotek i cnotków u nas pod dostatkiem, więc założę się, że mogli się zgorszyć.
            Tak jakoś kojarzy mi się to z "Intymnością" (w najbliższy wtorek w telewizorze,
            kto nie oglądał - polecam), która też swego czasu była źródłem zgorszenia, na
            przykład jedna z moich przyjaciółek zarzekała się, że absolutnie tego nie
            obejrzy, bo tam "naprawdę seks uprawiali przed kamerą". Moim zdaniem ci, którzy
            tak twierdzą, chyba nigdy sami tego nie robili, no chyba że po ciemku, pod
            kołdrą i po bożemu, ale to ich problem.
            Nie zmienia to faktu, że o ile nie podlega żadnej dyskusji, że Bernal jest
            śliczny, o tyle co do Diego Luny mam duuuuuże wątpliwości, no ale de gustibus
            non disputandum est, droga Noido ;) Ale, ale, przy okazji, ile magisterek Ty
            jeszcze masz zamiar napisać? A ta o kinie meksykańskim to przy okazji jakich
            studiów, przyznaj się bez bicia, jakieś filmoznawstwo albo cuś? I kiedy obrona,
            bo teraz to już Ci nie darujemy, sama na pewno nie będziesz oblewać, nie ma lekko!
            • braineater Re: aanetko 09.10.05, 17:20
              dla mnie ten film jest wielki, bo chyba po raz pierwszy w nim właśnie, pan
              reżyser pokazał i udowodnił, że coś takiego jak 'meska przyjaźń' jest mitem,
              legendą, fantazją oraz pobożnym życzeniem w jednym. Że zawsze jak sie spotka
              dwóch kolesie, to choćby powiedzieli sobie o sobie wszystko, to i tak nadal nic
              o sobie wzajem wiedzieć nie będa i, że jedynym związkiem między dwoma facetami
              może byc jedynie mniej lub bardziej ukryta rywalizacja - niby wszyscy to
              wiedzą, ale nikt nie mowi głośno.
              a oprócz tego parę innych zalet, czyli fajne, takie mocno czeskie przemieszanie
              komedi i tragedii, niezła muzyka (w tym 'Showroom dummies' Kraftwerka w wersji
              Senor Coconuta), niebrzydkie całkiem dziewczę - no i nadal nie wiem czemu się
              ten film ludziom nie podba:)

              Pozdrowienia i buzi w czólko dla kwiecieńki oraz noidy - równośc musi być:P
            • noida Re: aanetko 09.10.05, 22:32
              Jak dla mnie Bernal jest za niski... Tylko 168 cm wzrostu, czyli całe 6 cm
              niższy ode mnie. Co prawda w łóżku wszystkie różnice się niwelują, ale
              powiedzmy sobie szczerze, na trafienie do łóżka z Bernalem mam niewielkie
              szanse ;-)
              A zaś Luna- widziałaś go w Dirty Dancing 2? Film, powiedzmy to sobie szczerze,
              jakości miernej, ale Luna jako latino lover boski! Ten krzywy uśmiech... No i
              te 175 cm wzrostu to juz się da przeżyć :-)
              Ogólnie obaj są umiarkowanie urodziwi- Bernal ma krzywy nos i jest nieładnie
              zbudowany (nawiasem mówią powinno się zdaje się mówić Garcia Bernal, bo to
              nazwiska a nie imiona ma podwójne, tak jak Vargas Llosa), Luna ma fatalną cerę
              i kaprawe oczka ;-) No, ale cóż- półudniowcy mają swój urok.
              Poza tym z tej dwójki to Bernal jest zdecydowanie bardziej uzdolnionym aktorem,
              co mu się dodatkowo liczy na plus. Nawiasem mówiąc uważam, że jest to jeden z
              bardziej utalentowanych młodych aktorów, jacy pojawili się na ekranie na
              świecie w ciągu ostatnich 5 lat. W filmach z jego udziałem w zasadzie nie
              bardzo jest miejsce dla innych aktorów...
              No dobra, kończę już ten elaborat na temat męskiej urody.
              A magisterkę na razie planuję napisać tylko jedną, na tych studiach co wam
              mówiłam w Browarmii.
              Świętować mogę z wami, nie widzę przeciwwskazań :-) chociaż na razie pisanie
              idzie mi dość słabo...
              A film o irlandzkich narkomanach naprawdę dobry, powiedziałabym, że jak na
              razie najlepszy, chociaż dość przygnębiający. Jakby ktoś pragnął go obejrzeć a
              na festiwal się nie wybrał to można go ściągnąć z sieci, sprawdziłam, jest na
              Emulu.
              Noida Namawiająca do Przestępstw w Cyberprzestrzeni.
              • braineater ekhm 09.10.05, 22:51
                z tym ściagnieciem byłoby o wiel prościej, gdybys zdradzila sekretny jak na
                razie tytuł tego filmu:)

                Pozdrowienia:)
                • aaneta Re: ekhm 10.10.05, 00:20
                  No, no, no! Czyżby to elaborat Noidy Cię zainspirował?
                  A tytuł filmu nie taki znowu sekretny, linki do programu WFF były powyżej, sama
                  podawałam, można sobie zajrzeć, no co za lenistwo ;)
              • aaneta Re: aanetko 14.10.05, 22:11
                Najwyższa pora wrócić do tematu męskiej urody, bo tak nam się inne wątki
                rozmnożyły, i forumy też, że od paru dni nic nie napisałyśmy na temat WFF,
                oprócz tego drobnego wtrętu na temat "Jabłek Adama". A należy się, bo z tych
                filmów, które obejrzałam w tym tygodniu, prawie wszystkie były rewelacyjne.

                Na pierwszym miejscu zdecydowanie "Kekexili", choć nigdy nie podejrzewałam się o
                to, że będzie mi się tak bardzo podobać tzw. męskie kino. Tybet, lata 90-te,
                samozwańczy oddział walczy z kłusownikami zabijającymi masowo antylopy. Świetne
                zdjęcia, scenariusz i montaż, żadnej amatorszczyzny, ale też zero komerchy i
                tanich chwytów, a każda scena tak pełna napięcia, że po zakończeniu seansu nie
                mogłam się ruszyć z fotela.

                "Jabłka Adama", wyreżyserowane przez scenarzystę mojego ukochanego "Wilbura", w
                doborowej obsadzie - polecam duńską kinematografię w ogólności, przynajmniej
                najnowszą, bo wszystko, co ostatnio widziałam jest najwyższej próby, również
                "Bracia" Suzanne Bier, też pokazywani na festiwalu.

                "Jabłka Adama" są znakomitym kontrprzykładem dla "Powrotu" Zwiagincewa, o którym
                niedawno rozmawialiśmy. Też przypowieść, ale o zupełnie innej wymowie. Z sensem,
                co najważniejsze, widocznym gołym okiem nawet dla takiej heretyczki jak ja. Może
                się mylę, ale tak coś mi chodzi po głowie, że "Jabłka Adama" tak się mają do
                "Powrotu", jak protestantyzm do katolicyzmu.

                Po "Braciach" też nie mogłam się ruszyć, a teraz nie potrafię nic o tym napisać.
                Na pozór banalna historia, dosyć prosto opowiedziana, ale dotycząca strasznie
                trudnych spraw. Kto chce, może sobie przeczytać mini-recenzję w GW. W każdym
                razie dla mnie jest to film o tym, jak bardzo mylą się ci, którym się wydaje, że
                udział w wojnie to jak każda zwykła praca: kochana żono, wyjeżdżam na trzy
                miesiące, jak wrócę, to skończę kuchnię, do tej pory jakoś dasz sobie radę.
                Tylko że po powrocie nic już nie jest takie samo.

                I wreszcie "Jak w niebie" - tym razem Szwecja, tym razem dramaty na inną skalę,
                albo przynajmniej w inny sposób pokazane. Bardzo piękna, kameralna opowieść, z
                piękną muzyką i nieco hollywoodzkim zakończeniem, ale to do wybaczenia. No i ten
                nieśmiały drwal...

                I w ten oto sposób wracamy do tematu męskiej urody, ale właśnie przypomniało mi
                się, że widziałam jeszcze jeden film, "Szara ciężarówka w kolorze czerwonym" o
                tym, jak to nikt w byłej Jugosławii nie wiedział, o co ta wojna, która lada
                moment miała wybuchnąć. I ja też do tej pory nie wiem, mimo wyjaśnień
                Kwiecieńki, opartych na rozmowach z tambylcami. Ale film był śmieszny.

                No i tak się rozpisałam, że zabrakło mi czasu na rozważania na temat latino
                lovers, więc tylko drobna uwaga na temat Diego Luny: nie widziałam Dirty Dancing
                2 i nie chcę widzieć, zwłaszcza jeśli on tam gra. Ale to mniejszy problem w
                porównaniu z tym, który wynika z uwag Braineatera na temat męskiej przyjaźni:
                czy coś takiego w ogóle występuje w przyrodzie? Bo żaden z facetów, których
                znam, przyjaciela nie posiada, jak również nie przypominam sobie żadnych
                pozytywnych przykładów z literatury czy filmu i nie wiem, czy mnie pamięć
                zawodzi, czy coś mi umknęło?
                • braineater Re: aanetko 15.10.05, 08:57
                  aaneta napisała:

                  Ale to mniejszy problem w
                  > porównaniu z tym, który wynika z uwag Braineatera na temat męskiej przyjaźni:
                  > czy coś takiego w ogóle występuje w przyrodzie? Bo żaden z facetów, których
                  > znam, przyjaciela nie posiada, jak również nie przypominam sobie żadnych
                  > pozytywnych przykładów z literatury czy filmu i nie wiem, czy mnie pamięć
                  > zawodzi, czy coś mi umknęło?

                  W literaturze są - Marlowe i Myszka Malloy, Muszkieterowie, Winnetou i ten
                  białas:), w filmie też - Rick z Casblanki i francuski policjant, bohaterowie
                  Eeling i parę innych przykładów by się znalazło, ale to wszystko fikcja, bo w
                  przyrodzie takiego zjawiska raczej nie zaobserwowano, a nawet jeśli, to nie da
                  się tego doświadczalnie w laboratoryjnych warunkach odtworzyć. Faceci moga sie
                  lubić, szanować, nawet kochać, ale raczej nigdy nie będą się przyjaźnić, tak
                  jak przyjaźnią się z kobietami. Po prostu zdaje mi się, że facet po prostu nie
                  jest zdolny do totalnego otwarcia się przed drugim facetem, w takim stopniu,
                  jak może zrobić to przed kobietą. Mogę spędzać długie godziny na gadaniu z
                  facetami i nic o nich nie wiedzieć, nawet nie chcieć tego wiedzieć, natomiast z
                  kobietami rozmawia się zupełnie inaczej (to nie sexizm:)i da się im więcej i
                  inna rzeczy powiedzieć.
                  Tyle teorii:)
                  Pozdrowienia:)
                  • aaneta Braineaterze! Święte słowa! 15.10.05, 22:53
                    Te o przyjaźniach męsko-damskich przede wszystkim. Ale wiesz, że jesteś jedną z
                    niewielu osób, które dopuszczają coś takiego? Oczywiście ci, którzy twierdzą, że
                    to niemożliwe, bardzo dużo tracą, ale to ich problem.
                    Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście faceci nie otwierają się przed sobą
                    nawzajem tylko z obawy przed konkurencją. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób,
                    raczej wydawało mi się, że nie mają takiej potrzeby albo nie potrafią.
                    Niezależnie od tego nie jestem pewna, czy przykłady, które podałeś, są dobre, bo
                    tak na moje oko to wszyscy byli tylko kumplami (z wyjątkiem Marlowa i Myszki
                    Jakiejś Tam, których nie znam, przyznaję się bez bicia).
    • noida Podsumowanie. 15.10.05, 11:45
      Obejrzałam właśnie ostatni film festiwalu, niniejszym więc mogę dokonać
      podsumowania.

      Obejrzałam:
      3 filmy takie sobie
      3 filmy dobre
      1 film bardzo dobry.

      Zdecydowanie najlepszym filmem festiwalu (w moim wykonaniu oczywiście) był film
      o irlandzkich narkomanach, czyli "Adam i Paul" (www.adamandpaul.com). Kto może,
      niech sobie ściągnie i obejrzy, bo naprawdę warto. Aktorstwo rewelacyjne,
      scenariusz świetny a i do realizacji przyczepić się nie można.

      Do filmów dobrych należały "Jabłka Adama", "Yasmin" oraz "Dead man's shoes".
      Pierwsze dwa były bardzo sprawnie zrealizowane, dobrze zagrane, ale niestety
      przewidywalne i w związku z tym nie powaliły mnie. Film "Dead man's shoes" był
      nieprzewidywalny, ale mieścił się gdzieś pomiędzy thrillerem a dramatem i jak
      dla mnie był zbyt mało straszny jak na thriller a zbyt mało dramatyczny jak na
      dramat. Ale poza tym również bardzo dobrze zrobiony i fajnie zagrany. Polecam
      wszystkie trzy, choć nie tak mocno jak "Adama i Paula"

      Filmy takie sobie należały każdy do innej kategorii i każdy za co innego dostał
      tę ocenę.
      "Batalla en el cielo" czyli "Bitwa w niebie", film meksykański, był mocny,
      depresyjny, ale kompletnie nic z niego nie wynikło. Dużo szokujących scen,
      które niczemu nie służyły i epatowanie brzydotą. Nie przepadam za takim kinem.
      Jak bym chciała sobie pooglądać brzydkich, grubych ludzi uprawiających seks, to
      bym sobie kupiła lornetkę i popodglądała sąsiadów, a niestety nic poza tym ten
      film nie miał do zaoferowania.

      "Temporada de patos", czyli "Sezon na kaczki"- (produkcja jak wyżej)
      niskobudżetowa komedia, całkiem śmieszna i w ogóle przyjmna, ale do "Clerks"
      jej daleko. Kilka zabawnych scenek i żadnego ogólnego pomysłu na scenariusz.
      Niemniej ciekawy debiut, może nam się artysta rozwinie, jak jeszcze kilka
      rzeczy zrobi.

      "Skritek" czyli "Skrzat", produkcji naszych braci Czechów. No największa chała
      festiwalu. Fabuły żadnej, ani to śmieszne ani to straszne, ni to bajka ni to
      dramat. Aktorstwa brak, bo aktorzy cały czas puszczani są w przyspieszonym
      tempie. Tytułowy skrzat wygląda niczym pozostałość poprzedniego systemu.
      Jedyne, co ciekawe, to forma, ale taka forma to się nadaje do krótkometrażówki,
      najwyżej 15 minut, a nie 1,5 godziny! Jednym słowem film był głupi i o niczym i
      to "taki sobie" wypracował sobie wyłącznie ciekawą formą. Na dodatek musiałam
      wstać rano, żeby go obejrzeć, bo film był na 9.00, co mnie dodatkowo
      zdenerwowało.

      Ale chwilowo już jestem zmęczona i nawet się cieszę, że nie mam więcej
      biletów...

      Koniec podsumowania.

      PS. Aneto, Twój syn zdaje się też był na tym "Skrzacie", co on na to?
      • aaneta Re: Podsumowanie 15.10.05, 23:34
        Bartini też strasznie był "Skrzatem" zdegustowany, podobnie "Drzwiami obok".
        Pocieszyłam go, że jako początkujący kinomaniak takie filmy też powinien
        oglądać, żeby wiedzieć, co lubi, a co nie, tzn. co wybierać w przyszłości, żeby
        mamusia nie wyrzucała kasy w błoto. Za to bardzo podobał mu się "Kierowca
        Wiery", "Hawaje, Oslo" (też jego wybór), "Bracia" i "Żyj i stań się" (wybrane
        przeze mnie).

        O "Żyj i stań się" zapomniałam napisać poprzednim razem, bo ja też na tym byłam
        i też bardzo mi się podobał. Bardzo wzruszająca historia chłopca z Etiopii,
        który który w połowie lat 80-tych trafia do Izraela w ramach zorganizowanej
        przez Stany Zjednoczone i Izrael akcji pomocy głodującym czarnoskórym etiopskim
        Żydom. Problem polega na tym, że chłopiec ów Żydem nie jest, tylko go udaje -
        musi udawać, żeby przeżyć. Ma dużo szczęścia, bo jest bardzo inteligentny i
        zaradny, a na dodatek trafia do kochającej rodziny adopcyjnej, ale wokół niego
        dzieją się rzeczy straszne: okazuje się, że biali Żydzi nie akceptują Żydów
        czarnych i prześladują ich. A więc kolejna odsłona uprzedzeń rasowych i
        religijnych razem wziętych. Czy naprawdę ludzie muszą aż tak komplikować sobie
        życie? Mimo to cała ta historia jest bardzo ciepła i optymistyczna, a to lubię
        najbardziej.

        Wracając do "Jabłek Adama", to, o ile w zasadzie zgadzam się z opinią, że jego
        fabuła jest przewidywalna, to jednak nie przeszkadza mi to zbytnio. Naprawdę,
        wolę filmy przewidywalne, ale zgrabnie opowiedziane, niż nieprzewidywalne gnioty.
        • noida Re: Podsumowanie 16.10.05, 20:32
          Ja też wolę :-) Niemniej nie dostanie ode mnie oceny "genialny".
          Najwyżej "genialny w swoim gatunku"...

          A mnie z tym Skrzatem pokarało za snobizm chyba. Tak jakoś wszyscy się
          zachwycają współczesnym czeskim kinem i Czechami w ogóle, że chociaż ani za
          jednym ani za drugim nie przepadam, stwierdziłam, że się wybiorę... No i
          dostałam za swoje.

          A co do początkujących kinomanów i ich wyborów- nie uważam się już za
          początkującego kinomana, niestety. Co więcej, mam wrażenie, że mało co mnie w
          kinie jest w stanie zaskoczyć. Natomiast tak poczytałam, o czym były filmy, na
          które się wybrałaś i jest to tematyka, którą z góry odrzucam ze względu na to,
          że jest niezmiernie przygnębiająca. Ja co prawda też trafiłam na prawie same
          smuty, ale jakoś wydaje mi się, że filmy o uchodźcach, Chinach i wojnie w
          Afganistanie z definicji nie mogą być optymistyczne.

          I w ogóle jestem zła, że musiałam zaliczyć te meksykańskie dzieła, bo nie
          wybrałabym się chyba na nie z własnej woli, a musiałam je obejrzeć do pracy
          magisterskiej. A kilka skandynawskich produkcji zapowiadało się zdecydowanie
          lepiej (co i Ty i Twój syn poświadczyliście). No i podobno dobry był ten
          rumuński film, "Śmierć pana Lazarescu" czy jakoś tak- też nie dałam rady się na
          niego wybrać. Ech życie- sztuka kompromisu...
    • noida Ha! Jestem genialna! 18.10.05, 20:03
      Obstawiałam "Jabłka Adama" jako pretendenta do nagrody publiczności i dostał :-)
      • aaneta Re: Ha! Jestem genialna! 18.10.05, 21:21
        Gratuluję, koleżanko, ale gdzie obstawiałaś, bo chyba nie tutaj? ;) Ale jestem
        okropna, wiem. W każdym razie dobrze, że dostał, bo będzie w normalnym
        rozpowszechnianiu.
        A wracając na chwilę do naszego podsumowania, to upieram się przy optymistycznej
        wymowie "Żyj i stań się", tzn. filmu o uchodźcach z Etiopii. Oczywiście nie
        dotyczy ona całości problemu, tylko tego jednego chłopca, który jest bohaterem
        filmu, ale dobre i to. Fakt, że chłopak miał naprawdę dużo szczęścia, ale czy to
        właśnie nie jest optymistyczne?
        • noida Re: Ha! Jestem genialna! 18.10.05, 21:29
          U mojej siostry obstawiałam ;) Ja tez myślę, że dobrze, bo to porządny film
          był. Może się wybiorę na niego drugi raz z ukochanym, który nie widział, a na
          pewno by mu się podobało. Chociaż jak znam życie to moja skłonność do poświęceń
          nie wystarczy i będę wolała iść na coś, czego nie widziałam jeszcze :)

          Pewnie, nie upieram się przy tym, że takie filmy muszą być śmiertelnie
          pesymistyczne, ale zazwyczaj opis zaczyna się tak "Wojna w Etiopii. Pewien
          chłopiec ratuje się cudem skądśtam i ucieka do obozu dla uchodźców". No to nie
          zapowiada się wesoło, co?
          Ja wolę po prostu nie ryzykować ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka