diffie
04.10.05, 11:37
Rodzina nie mogła znieść, że śni mi się Maria Dąbrowska. Siedzieliśmy przy
kolacji, opowiadaliśmy o swoich ostatnich snach, i wtedy powiedziałem, że
śniła mi się Maria Dąbrowska. Jako że od dziesięciu mniej więcej lat żyję jako
mężczyzna stanu wolnego, troskliwi bliscy po mojej opowieści oczekiwali co
najmniej nieprzyzwoitych sprawek z rudymi kobietami.
Wszyscy umilkli. Moja rzeczowa i nieco kostyczna siostra krzyknęła do Pamelki,
swojej córeczki, a mej siostrzenicy:
- Pelka, przynieś encyklopedię !
Pelka była bardzo rozbawiona, bo to wujkowi śniła się jakaś kobietka, ale
bystre dziecko już po drodze znalazło właściwą stronę.
- Mama, jemu śni się ta Dąbrowska !
- Dąbrowska. Gdzie ona znalazła tego fryzjera ? – zauważyła siostra.
- Więc ja wreszcie muszę ci to powiedzieć ! – wybuchła mama – czasami boję
się, że jesteś degeneratem !
Troszkę zmieszany zauważyłem, że w końcu „Dzienniki” Marii Dąbrowskiej
dostałem od mamy właśnie, jako prezent z okazji ukończenia studiów, pisałem o
tych dziennikach pracę magisterską i czytam je do dziś. Właściwie jednak
chodzi o kościelnego Izydora z miejscowości Stoczek, którego historię Maria
Dąbrowska opisała w tomie piątym bodajże, albo czwartym.
- Teraz zajmujesz się kościelnymi ? - spytała mama.
- Ten Izydor był głuchoniemy. Pracował jako kościelny i dorabiał sobie w
kuźni. Wykuwał ogrodzenia i bramy, a na każdej umieszczał nutki. Taka muzyka,
nutki. Na wszystkich bramach w okolicy były nutki.
- Ale na pewno nie myślicie, że utyłam ? – zapytała Pamela.
Do Stoczka Maria Dąbrowska jeździła latem. Kupiła dziecięce cymbałki, jeździła
po okolicy na rowerze, grała na cymbałkach i z żelaznych bram spisywała
nieziemsko piękną muzykę kościelnego Izydora. Potem jednak zdarzyła się
nieszczęśliwa historia ze słupami telegraficznymi, która sprawiła, że
proboszcz oddalił Izydora.
- On zajął się słupami telegraficznymi ! – jęknął szwagier, bardzo solidny
adwokat.
Otóż proboszcz ze Stoczka, ksiądz Trzaskalski, wybrał się pewnego dnia na
spacer. Szedł sobie tak polami, szedł, i nagle widzi, że kościelny Izydor
klęczy na ziemi. Pomiędzy udami ma ... słup telegraficzny. Na dodatek tuli się
do tego słupa i wykonuje dziwne ruchy!
- Izydorze, bój się Boga! – wykrzyknął proboszcz.
Tego krzyku Izydor nie słyszał. Ksiądz Trzaskalski podbiegł, podniósł laskę i
zaczął tłuc w telegraficzny słup. Izydor odczuł łomot i przestraszył się.
Uniósł ręce i chciał się obronić, powiedzieć księdzu, że spotkało go coś
pięknego.
- Muzyka, Izydorze ? – zapytał proboszcz – Gdzie, to niemożliwe!
Izydor nie umiał wytłumaczyć, że słyszał muzykę słupów telegraficznych.
- On jest degeneratem – zauważyła mama.