beatanu
11.10.05, 12:50
Chyba mi sią rzuciły na mózg. Ale tak mam z rzeczami, o których wiem mało,
albo nic, a które nagle mnie zainteresują. Bo o pigwach już było i na TWA i
na spotkaniu z Kwiecieńką. I ciągle miałam nikłe pojęcie o tych owianych
(przynajmniej dla mnie) tajemnicą owocach. Nie wiedziała o tym w piątkowe
popołudnie babuleńka stojąca przy Nowym Swiecie (a może Krakowskim
Przedmieściu)i sprzedająca dary z ogrodu swego. Nieomalże rzuciłam się na nią
z radości, gdy na moje nieśmiałe pytanie "Czy to pigwy?" odpowiedziała
twierdząco. O radoścci! Miałam ochotę babuleńkę przesympatyczną wyściskać.
Nie wyściskałam, ale nabyłam całe pół kilograma żółciutkich i przepięknie
pachnących owoców. Nareszcze wiedziałam jak wyglądają pigwy!!! Nie wiedziałam
jeszcze jak smakują i za chwilę, razem z towarzyszącymi mi Szwedkami (przed
dalszą podróżą do Krakowa poszwędałyśmy się trochę po warszawskiej Starówce)
przekonałam się, że smakują paskudnie. Są twarde jak kamienie i kwaśne jak
zawiązki jabłek. hmmm... mam nadzieję, że jak je wygotuję z cukrem, to się
ujadalnią. Bo pachną ananasowo-słodko-zachęcająco.
Może ktoś ma jakąś inną przydługą opowieść o sensacjach smakowych?
Beata Pigwą Ciut Zawiedziona
(Kwiecieńko, ale Twoja MARMELADA jest tym bardziej smaczna!!!)