mathias_sammer
12.10.05, 10:03
Probuje wylowic choc kawalek jego tekstu, ciezko, choc drukuja po polsku juz
jego ksiazki i felietony. Dwa dni temu odbyl sie wieczor literacki poswiecony
jego najnowszej ksiazce, a prowadzony przez Agnieszke Drotkiewicz. Zaraz
sprawdze czy jest niemiecki feedback, tymczasem przemieszczam sie w kierunku
jego ojczyzny, choc innymi slowy:
---
PRZECHADZKA PO LITEWSKIM LESIE
Nie jestem ani znawcą, ani miłośnikiem psychologii głębi, ale lektura
najnowszego numeru „Dekady Literackiej” (2/2005), poświęconego
tematowi „literatura litewska dziś”, dała mi dużo do myślenia. Zaintrygowało
mnie, jak przedziwnie obecne są we współczesnej literaturze litewskiej
reminiscencje sowieckiej przeszłości. Oczywiście, tu i tam przewinie się
Lenin, jakiś wiec, widmo kołchozu czy ciotka szlachcianka prześladowana za
pochodzenie – w tych nawrotach pamięci nie ma nic dziwnego. Zastanawia tylko
sposób ich istnienia. Stały się one mitologią, i nie ma w tym paradoksu,
zważywszy, że były mitologiczne, a raczej mitotwórcze od samego początku.
Cała ceremonialna oprawa stalinizmu była na wskroś wotywno-rytualna, miała
swoich bogów (Lenin, Stalin, Mao), swoje zbuntowane anioły (Trocki), swoje
ołtarze, swoje ofiary, zaklęcia (optymizm ludu pracy) i klątwy (zapluty
karzeł reakcji). Nie należy jednak zapominać, że była to ukryta twarz
komunistycznej rzeczywistości. Jej oficjalny grymas był na wskroś naukowo-
techniczny, daleki od zabobonów i wrogi „przednaukowym” formom myślenia.
Historia wykazała się jednakże rzadkim poczuciem sprawiedliwości, ponieważ po
tej zbiorowej halucynacji nie pozostał nawet ślad. W świadomości Litwinów
komunizm zachował się właśnie w tej wersji, którą pragnął ukryć najbardziej –
jako mit. Wspomnienie jego wymiaru „powierzchniowo-historycznego” zachowało
się w przedziwnie szczątkowej postaci, jak np. w wierszu Z historii wiary
Eugenijusa Ališanka:
[...] w blasku pochodni prawomyślni tańczyli
taniec świętego wita niegodziwcy krwawili i płakali jak zawsze było ich mniej
wiatr chwytał płomienie
i hulał z nimi po dachach było pięknie jak w wieczór
zaduszny na grobach rewolucja przetoczyła się
w ciągu jednej nocy a może tak mi się tylko zdawało
może minęło pół stulecia [...]
W tym fragmencie rewolucja niewiele różni się statusem od pozostałych mitów z
litewskiej przeszłości. Jest jednym z wielu mikroelementów współtworzących
osad zbiorowej nieświadomości, mikroelementem o bardzo „momentalnej”
ontologii. Być może historia ujawnia tu swoją niewiarygodną siłę, trudną do
zdefiniowania zdolność transsubstancjacji, która zamienia coś, co zdawało się
wieczne i niezniszczalne, w jeden z wielu epizodów. Vladas Braziūnas w
ankiecie przeprowadzonej przez „DL” opowiada, że „od najmłodszych lat wpajano
nam jakieś głupoty. Oto przykład: ktoś z rodziny opowiadał, że będąc małym
chłopcem, stanowczo twierdziłem, że mam trzech dziadków, jednego żyjącego –
tatę mamy i dwóch umarłych – ojca taty i Lenina (wniosek: jestem wnukiem
Lenina). Dziwne, że nie zastanawiałem się, kim mogłaby być moja trzecia
babcia”. Możemy zgadywać, że pewnie Krupską... Wielki charyzmatyk rewolucji
październikowej został tutaj wpisany w prywatną kosmologię i postawiony na
równi z kimś w rodzaju Dziadka Mroza czy Kniazia Igora. Epizodyczność,
momentalność i wtopienie w archetypalną glebę zbiorowej nieświadomości tego
kawałka dziejów przejawia się również w inny sposób, mianowicie w tym, że po
ponad półwieczu krzewienia radzieckiej kultury świadomość społeczna z
zadziwiającą lekkością w ciągu zaledwie kilkunastu lat powróciła na dawne
pozycje – do pradawnych pierwiastków wyobraźni ludowej, do baśniowości i
mitycznego obrazu świata. Nie ma jednak podstaw, by popadać w naiwne
uogólnienia, Litwini nie są narodem dziewiętnastowiecznych chłopów w sapogach
i samodziałach, których ominął wiatr modernizmu i postmodernizmu. Obie te
formacje kulturowe odcisnęły na literaturze litewskiej swoje piętno, ale
bynajmniej nie stały się wyznaniem wiary – modernizm dlatego, że jego losy
splotły się z komunizmem, postmodernizm zaś wyznaniem wiary z istoty swej być
nie może, jego misją jest raczej tworzyć przestrzeń wielowyznaniową. Skoro
modernizm się skompromitował, a postmodernizm ma charakter ramowy, to nic nie
stoi na przeszkodzie, by powrócić na dawne pozycje, co często dokonuje się
nieświadomie, krach ideologii po prostu wywołuje z podziemi stare archetypy,
pozornie zapomniane mity i motywy. Próbką tego były już partie przytoczonego
wiersza Ališanka, równie wymowny jest Sigitas Parulskis, który we fragmencie
prozy pod tytułem Choroba opisuje, jak to „leżąc na lodzie, można godzinami
gapić się na błądzący w trawach na dnie wodny świat, im więcej w nim lodu,
tym mniej tlenu i skrzela wielkich płoci nie wytrzymują, ryby próbują
wypłynąć na powierzchnię, a tam lód spowija je w swój całun z twardego
kryształu i teraz mam przed oczami najdziwniejszą na świecie martwą naturę, w
galerii przyrody żywej eksponowany jest fragment przyrody martwej, ryby w
lodzie, lodowe ryby. [...] Dużo później, na Kaukazie, w Republice Kabardyńsko-
Bałkarskiej, na jednej z przełęczy znów będę leżał z twarzą przyciśniętą do
lodu, a w dole nie będzie ryb, tylko strzelcy alpejscy, którzy tkwią tutaj od
czasów wojny, w pełnym ekwipunku, z mocno zaciśniętymi szczękami, z ustami
zabetonowanymi ciszą, z zamkniętymi oczami pełnymi ciemności i mrozu, w
całunie z wiecznego lodu [...]. Strzelcy alpejscy będą musieli zostać w
pamięci lodu przez resztę czasu”.
U Ališanki pojawia się podobny trop:
[...] twoje miejsce wśród tych co się nie nauczyli
oddychać płucami
zapuścili rybią łuskę
i przewracają się w mętnym śnie
twoje miejsce i w zimie i w lecie jest pod lodem
nawet pod bardzo cienkim nawet
pod nieistniejącym
Do współczesnej literatury litewskiej powraca (nieuchronnie przekształcony,
ale mimo to pokrewny) szerokim łukiem motyw, który korzeniami tkwi głęboko w
tradycji ludowej. Chodzi tu o motyw podwodnego królestwa, którego strukturę i
funkcję badali rosyjscy formaliści. Jest to wątek bardzo często przewijający
się przez rosyjskie legendy, byliny i baśnie. Życie pod wodą, zamknięty,
przejrzysty, bezpiecznie ukryty świat, do którego nikt z zewnątrz nie ma
dostępu. Bezpiecznie ukryty świat, schowany przed kataklizmami historii, ale
też świat, w którym panuje powolność i bezruch bliski śmierci. Mit
zagubionego w głębinach księstwa, w którym panuje pokój, dostatek i
praworządność, sugeruje jakby, że taki upragniony stan urzeczywistnić się
może tylko poza doczesnym życiem, w podwodnej przestrzeni, w której instynkty
i prawa ludzkiego świata tracą swoją moc. W tekstach litewskich pisarzy
odżywają i mity nowsze, jak w opowiadaniu Czyste serca Juozasa Erlickasa,
gdzie pojawia się w pełnej krasie l’homme de la nature Rousseau, tutaj w
postaci małżeństwa staruszków, których „przez przypadek” nie podłączono do
internetu i którzy przez to zachowali dziewiczość umysłów i wyobraźni. Z
kolei w opowiadaniu Birutė Januškaitė Trzy łuski odradza się swoisty mit
egzotyzmu w postaci wujka oficera z Polski, co parę lat przybywającego do
rodzinnej wioski bohaterki, dla której jest stuprocentowym wcieleniem Innego.
Trudno powiedzieć, jak to się dzieje, że czytając czeską czy polską
literaturę współczesną, nie odczuwam z taką intensywnością mitologicznego
podglebia jak w przypadku literatury litewskiej. Być może wyjaśnienie nie
jest takie trudne, Litwa to dla mnie wciąż terra incognita, nie znam dobrze
ani jej historii, ani tradycji literackich. To dlatego, jak sądzę, widzę las,
ale nie dostrzegam drzew. I bardzo mnie to cieszy, chciałbym, żeby tak
zostało, ponieważ wiem, że gdybym zaczął roz