Dodaj do ulubionych

Nie lubimy Szopena?

24.10.05, 22:03
Sympatyczny młodzieniec bardzo ładnie wygrał sobie zwycięstwo w tegorocznym
Konkursie Szopenowskim. Nie znam się na muzyce poważnej, ot słucham sobie
czasami. I ucieszyłam się.
Konkurs na prezydenta był wprawdzie bardziej obecny w mediach i jego wynik
wzbudził o wiele większe emocje.
:-)
Obserwuj wątek
    • agni_me Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:19
      Lubimy, nawet bardzo. Z tej miłości nie piszemy o konkursie, a takze dlatego, że
      tu dużo ludzi, którym przeszkadzają przekleństwa. Poza tym o konkursie gadałam
      przez ostatnie tygodnie dzień w dzień.

      Kaczyński musi odejść!!! boguś oczywiście, to co zrobił w sobotę woła o pomste
      bogów wszelakich.

    • beatanu Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:19
      Chyba jednak nie wszyscy dali się zwariować Wczoraj - dla przeciwwagi
      postwyborczego zrzędzenia dostałam od przyjaciółki z kraju bardzo ładnego
      mejla, opisującego zwycięzcę konkursu. I podejrzewam, że nasza Aneta też
      pasjonowała się w ostatnich dniach Szopenem...

      Bo przecież życie toczy się dalej, najprzeróżniejszymi - i najzwyklejszymi i
      najdziwniejszymi torami, niezależnie od tego, w której Rzeczpospolitej
      obudziliśmy się dzisiaj rano :)
      • agni_me Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:24
        o, i co napisała?
        • aaneta Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 12:39
          agni_me napisała:

          > o, i co napisała?

          I nic nie napisała, bo nie umie pisać o Chopinie ani innych intymnych przeżyciach.


          A Boguś faktycznie jest kompletnie niestrawny. Nie słuchałam go, przełączałam
          się na radio, ale raz się spóźniłam nieco i usłyszałam: "Proszę państwa, to był
          właśnie utwór, który nazywa się mazurek."
          • brunosch ten bęcwał Kaczyński 25.10.05, 12:54
            dostaję białych oczu na jego widok. Jakie zalety anatomiczne sprawiły, że trafił
            do TV i jeszcze że się tam utrzymał tak długo? Dwa (tylko dwa) przykłady:

            1. Wywiad z Barysznikowem, którego przedstawia jako swojego przyjaciela, mówi o
            wzajemnej bliskości i przyjaźni, po czym... cały wywiad prowadzi z kartki, na
            której ma zapisane pytania. Barysznikow lekko i swobodnie odpowiada, aż się
            prosiło, żeby kolejnym pytaniem drążyć temat, ale NIE! następne pytanie z
            kartki, całkiem ni-pri-cziom do poprzedniego. A jak na chwilę odłożył papier
            obok, wpadł w lekką panikę co dalej.
            2. Festiwal pianistyczny (nie pamiętam gdzie), z offu głos Kaczyńskiego, mówi o
            wybitnej pianistce fińskiej, uczennicy takiej to uczelni, laureatce nagród,
            stypendystce etc. gdy na ekranie od dłuższej chwili już widać było miłego,
            młodego chłopca. Ja wiem, że Finowie mają dziwne imiona, ale nawet Juha
            Kekkonnen jest facetem.
            3. Dobra, niech będzie trzecia opowieść - na ekranie lira korbowa, z korbą jak u
            studni. Kaczyński komentuje to jako "cytrę".
            Muzykolog, korba jego mać.
            • aaneta Re: ten bęcwał Kaczyński 25.10.05, 13:01
              Mnie najbardziej wkurza, jak zachwyca się wszystkim i wszystkimi, niezależnie od
              tego, czy ktoś na to zasługuje, czy nie. Opera czy operetka, balet, cokolwiek,
              wszystko jest cudowne i zachwycające. Maksimum egzaltacji. I narcyzmu.
            • mamarcela Re: ten bęcwał Kaczyński 25.10.05, 13:08
              Siedzę sobie własnie patrząc przez niespecjalnie czyste szyby na zółto-brązowe
              drzewo rasy nieokreślonej (nawet znajomy po leśnictwie nie jest do konca
              przekonany, kto ono zacz) i czekam na pewną panią, która codziennie około 13
              myje zewnętrzny parapet swojego okna - zboczona jakaś ( o jest!) i zastanawiam
              się, jakim to przedziwnym zawirowaniom losu zawdzęczamy, że Boguś ciągle
              straszy w TV. Przecież to juz nawet nie relikt minionej epoki, nie wykopalisko
              nawet, ale jakaś skamielina. Przeżyliśmy różne absurdy komunistycznej
              telewizji: redachtorów najrozmaitszych, Adama Zwierza (rany Julek), festiwale
              jakieś przedziwne, teraz zastąpiły je nowe gwiazdy i gwiazdy, czasami jeszcze
              potworniejsze. A boguś trwa. Why, ja się pytam i poco?
    • braineater Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:28
      cenimy nagrodę dla Blechacza, natomiast nijak na Szopenie się wyznac nie umiemy
      i tak naprawdę na dłuższą metę nas męczy. Byc może to objaw słuchania złych
      wykonań, albo tez odporności na Szopenową muzykę. Wolałbym wybrac opcje
      pierwszę, ale obawiam się jednak, że jest to opcja druga.
      • eva.68 Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:39
        hmm... Może trzeba dać czas czasowi? ;-)
        Moja miłość do Szopena dojrzewała długo i nie jest bezgraniczna. We wczesnej
        młodości też uważałam, że nudny i słuchać się nie da.
        Przy mojej wiedzy muzycznej (a raczej jej braku) nie potrafię odróżnić
        wykonania złego od bardzo dobrego inaczej jak po nazwisku Wykonawcy. ;-)
    • itek1 Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:40
      Ja bardzo, bardzo, ale to bardzo lubie.
      Wykonanie mlodzienca z Nakla- powalajace:)
      • agni_me Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 22:53
        koncert też?
        • kriek Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 23:35
          nigdy nie umialem wniknac w koncert tak, zeby uznac go za swoj teren, tak wiec
          w konkursie omija mnie konsekwentnie final, nie slucham - co w tym roku zdaje
          sie oszczedzilo mi paru przykrych chwil :-)
          staralem sie miec dwojke wlaczona na okraglo, ale nie bede udawal, ze mnie
          tamten drugi konkurs nie obchodzil. jedno z drugim sie nie znosi. mozna sluchac
          mazurkow a potem wgryzc sie w tabelki badan opinii albo poczytac tych co pisza
          w kolko to samo o tym samym.
          PS. ale i tak nie bedzie juz nigdy takiej zadymy jak o Pogorelicia, onegdaj to
          siegnelo poruszenia w warszawskich liceach ;-)
    • jenny_s Re: Nie lubimy Szopena? 24.10.05, 23:05
      Przez ostatnie trzy tygodnie żyłam w innym świecie. Słuchałam konkursu w pracy,
      w samochodzie, w domu, od rana do nocy. Gnałam z Dziewczynami we wściekły mróz
      na parking, żeby posłuchać Rafałowych mazurków, bo tam gdzie byłyśmy dwójka nie
      odbierała z powodu bliżej mi nieznanych ekranów zakłócających. Wieczorami
      wysiadywałam do późna napawając się komentarzami pana D. i pana M. pełnymi po
      brzegi fioritur i agogiki. Płakałam słuchając jak Yuma gra koncert e-moll. W
      niedzielę z obłędem w oczach obleciałam filharmonię i parę empików w
      poszukiwaniu płyt z nagraniami uczestników. To były trzy tygodnie święta. A
      potem pozostało mi jedynie zgrzytać zębami słysząc jak jury sponiewierało tych,
      którzy wyrośli ponad przeciętność i nie dali się policzyć punktami.

      Tak, nie lubimy Chopina. Nie lubimy go z całych sił. Na szczęście następny
      konkurs dopiero za pięć lat.
    • broch Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 00:06
      pamietam emocje z lat fenomenalnych (dla Konkursu lat) 70' i poczatku 80'.
      Konkurs mial znakomitych, na skale swiatowa laureatow: Pollini, Argerich,
      Zimerman, Ohlsson. Potem pojawil sie kontrowersyjny Ivo Pogorelic, po ktorego
      eliminacji w protescie Martha Argerich opuscila komisje. Wowczas wygral niejaki
      Dang Thai Son, o ktorym nic nie slychac, podczas gdy Porogelic zapisal sie w
      historii pianistyki na stale. Wydaje mi sie ze nagroda znacznie podupadla.
      Dwukrotnie nie przyznano nagrody w latach 90'. Mam nadzieje ze mlody Rafal okaze
      sie pianista na miare Zimermana i karta sie odwroci. Tego konkursowi zycze.
    • brunosch dobre pytanie. 25.10.05, 09:15
      odpowiedź będzie w zasadzie pozamuzyczna. Ale jakoś się z tym uporacie... ;)
      Chopina traktuje się w Kraju (w Tym Kraju) jak Skarb Narodowy. Słusznie, rzecz
      jasna, ale sprawia to wrażenie, że oprócz niego w Polsce nigdy nie było
      jakichkolwiek innych kompozytorów. Nie było Karłowicza, Szymanowskiego, Bairda,
      czy Moniuszki. Polska to Chopin, Chopin to Polska, szopenizm to forma
      patriotyzmu. Chopina trzeba kochać, bo inaczej złym się jest Polakiem. Do tego
      należy słuchać go z odpiwiednią miną, wyrażającą absolutną ekstazę połączoną z
      wizjami dotyczącymi Historii i Męczeństwa Narodu.
      Taki sens odbioru Chopina zaistniał w mediach (w czasach, gdy muzyka poważna
      była normalnie prezentowana w radio, a nie spychana na margines kanałów
      tematycznych). Karmiono nas Chopinem do zanudy. Kalendarz szopenowski wyglądał tak:
      STYCZEŃ
      Nowy Rok - Polonez As dur
      17 I wyzwolenie Warszawy - preludia i etiudy
      LUTY
      miesiąc urodzin Chopina - Chopin dzieła różne
      MARZEC
      8 III Dzień Kobiet - Chopin, walce
      KWIECIEŃ
      Miesiąc Pamięci Narodowej - Chopin z nakierowaniem na etiudy i preludia
      MAJ
      1, a w porywach także 3 V Chopin (polonezy)
      CZERWIEC
      no, nie pamiętam co w czerwcu, ale z pewnością Chopin
      LIPIEC
      22 VII no, zgadnijcie kto ;)
      SIERPIEŃ
      1 VIII wybuch Powstania Warszawskiego - Chopin
      WRZESIEŃ
      1 IX wybuch wojny - Chopin
      PAŻDZIERNIK
      2 X Upadek Powstania - Chopin
      LISTOPAD
      1 XI Swięto Zmarłych Chopin
      GRUDZIEŃ
      24.XII Scherzo h-moll Chopina

      Do tego Chopin jako podkład muzyczny do każdego niemal dokumentu z historii,
      relacji z wizyt przyjacielskich przywódców bratnich krajów itede.
      Dzięki temu doprowadzono do sytuacji paradoksalnej - Chopina się wielbi, ale się
      nie lubi i na ogół nie zna. Jest tylko zbitką znaczeń, symboli i obrazów
      będących testem na poziom polskości.
      Samo jego nazwisko niesie ze sobą zbyt wiele konotacji pozamuzycznych, aby
      słuchać muzyki jako harmonii dźwięków. Oczywiście, można z tego się otrząsnąć i
      wrócić do czystej muzyki, ale z ręką na sercu - jakiemu Polakowi to się
      całkowicie udało?
      I tu zazdroszczę takim choćby Niemcom, którzy mogą lubić czy nie Schuberta,
      Bethovena stawiać ponad Wagnera i nikt nie traktuje ich rozmów muzyce jako
      deklaracji politycznej i patriotycznej.
      • dr.krisk Dobra odpowiedz.... 25.10.05, 18:18
        Tak, Chopin to "zelazny punkt" wszelkich rocznic oraz obchodow. Szkolne
        akademie, deklamacje wieszy pod trzeszczacy podklad z adaptera marki Mister
        Hit. A plyta to oczywiscie Chopin......
        Chopin wielkim kompozytorem byl.
        A szkoda. Znaczy - Chopina szkoda.
        KrisK
        P.S. Osobiscie nie gustuje, wole neoromantykow albo pokrewnych: Debussy,
        Mahler, Sibelius.....
    • e.mes Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 10:23
      Bardziej niż Szopena lubimy polskie siatkarki. Albowiem to dla nich właśnie czas
      antenowy łaskawszy się okazał, a i frekwencja wyższa niż podczas wyborów
      parlamentarnych :-)
      • eva.68 Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 10:40
        Ciekawe... A gdyby nie błysnęły złotem też byśmy je lubili? Bo ja czasem
        odnoszę wrażenie, że sympatie w jakiś sposób wiążą się z sukcesami obiektów
        tychże.
        P:-)
        • e.mes Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 10:49
          eva.68 napisała:

          > Ciekawe... A gdyby nie błysnęły złotem też byśmy je lubili?

          Też byśmy je lubili. Może nawet i bardziej niż gdyby wygrały. Bo wtedy byłyby
          moralnymi zwyciężczyniami pojedynku.
          • eva.68 Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 10:55
            To ładnie!
            :-)
            • e.mes Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 15:03
              eva.68 napisała:

              > To ładnie!
              > :-)

              I dlatego też, nie ukrywam, bardzo się cieszę, że jest opcja "moralnego
              zwycięzcy". Zawsze jest się czym pocieszać :-)
    • 3promile Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 16:50
      Nie lubimy. Nie rozumiemy powszechnych ochów i achów nad zapłakanym romantyzmem.
      Wolimy sążnistego Bacha i monumentalnego Beethovena. Ckliwe tirli-tirli nas nie
      rusza. Bez racjonalnych przyczyn.
    • staua Re: Nie lubimy Szopena? 25.10.05, 17:05
      Tez sie ucieszylam. Lubie Szopena, choc tez nie jestem znawca muzyki powaznej, zbyt pozno zaczelam
      :-) Ale akurat on bardzo mnie "rusza", wydobywa ze mnie duzo emocji.
      Moj maz po wiadomosci o zwyciestwie Polaka powiedzial "no tak, to wasz kompozytor, powinniscie
      ZAWSZE wgrywac".
      • brunosch Lecz gdyby 25.10.05, 18:38
        Lecz gdyby nie profesor Żurawliew i jego pomysł uruchomienia w Polsce Konkursu
        Chopinowskiego, pies z kulawą nogą Fryckiem by się nie zainteresował.
        Funkcjonowałby na marginesie naszej kultury muzycznej jako ciekawostka
        wielkoemigracyjna: "był taki pianista co pisał smutne walczyki".
        To, że odkryli go Polacy dla samych siebie, to zasługa cudzoziemców, którzy
        odkryli Konkurs.
        A potem samo się potoczyło.
        • agni_me Re: Lecz gdyby 25.10.05, 21:52
          No, a jakby w latach pięćdziesiątych nie "odkryto" Vivaldiego, to ten takze
          funkcjonowałby na obrzeżach kultury. I co z tego?
          • aaneta Re: Lecz gdyby 25.10.05, 22:35
            O tym odkryciu Vivaldiego w latach pięćdziesiątych nic nie wiem, ale bardzo mi
            się podoba, jak go odkryto na nowo ostatnio.
            • agni_me Re: Lecz gdyby 25.10.05, 23:44
              Widzisz, a ja wiem sporo o wykreowaniu mody na Vivaldiego w latach
              pięćdziesiątych, tuż po odgrzebaniu go z totalnego zapomnienia, a nie wiem nic,
              o modzie na niego współczesnej - wymienimy się? :)
              • aaneta nie wiem, czy to moda 26.10.05, 10:57
                Pewnie coś w tym rodzaju, ale przede wszystkim chodzi o to, że zupełnie inaczej
                się teraz Vivaldiego wykonuje, bardziej ekspresyjnie, z temperamentem, żywiołowo
                nawet. Taka tendencja pojawiła się kilkanaście lat temu, ja zauważyłam to
                dopiero niedawno. Kilka lat temu Cecilia Bartoli odkurzyła i odświeżyła jakieś
                arie Vivaldiego, ale to mi się nie podobało, przekonałam się dopiero do Fabio
                Biondiego i jego zespołu Europa Galante, no i ostatnio Francuzi wzięli się za
                opery, które wcześniej chyba w ogóle nie były znane, np. "Bajazet", o której
                było dosyć głośno parę miesięcy temu, a wcześniej cała seria, z wykonawcami
                takimi jak Magdalena Kozena i Philippe Jaroussky. Ten ostatni to kontratenor,
                bardzo uroczy zresztą, który wydał też solową płytkę z utworami Vivaldiego,
                nazywa się to "Virtuoso cantatas".
                Zresztą nie tylko Vivaldiego się teraz gra inaczej niż dawniej, to chyba dotyczy
                całego baroku. Taki zespół Cafe Zimmermann na przykład gra Bacha w taki sposób,
                że nawet mnie się podoba, a do tej pory muzyka dla mnie zaczynała się od
                romantyzmu. Dlatego Vivaldiego też dopiero odkrywam.
                :)
                • mamarcela Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 11:07
                  Dają dzisiaj gratis do Gazety. Właśnie słucham. :)
                  • aaneta Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 12:21
                    Właśnie przed chwilą to zauważyłam i zabrałam koledze, który nie był
                    zainteresowany. :)
                    Ale posłuchać będę mogła dopiero wieczorem w domu. :(
                    • mamarcela Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 12:27
                      Mój kot też okażał wyraźne desinteresment i wymiękł przy largo non tanto z
                      koncertu d-moll (mojego ukochanego). Faktem jest, że usiłował spać na kolumnie.
                      A podobno koty muzykalne są. :)
                  • broch Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 21:14
                    masz na mysli Krystiana Zimermana czy kogos innego?
                    Mam w domu troche:
                    Preludia Debussy'ego, Koncerty fortepianowe Beethovena i koncerty Ravela.
                    Chopina w interpretacji Zimermana nie mam.
                    Nawiasem mowiac Preludia Debussy'ego w wykonaniu Zimermana znalazly sie na
                    liscie 100 najlepszych wykonan muzycznych w historii. Z reszta Zimenman ma na
                    liscie kilka plyt o ile sie nie myle.
                    • aaneta Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 21:42
                      Cafe Zimmermann to trochę co innego niż Krystian Zimerman, a mianowicie:
                      www.culture.pl/pl/culture/artykuly/wy_in_koncert_cafe_zimmermann_fn
                      • broch Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 21:46
                        nigdy o nich nie slyszalem
                        • aaneta Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 22:00
                          To spróbuj, zwłaszcza że, zdaje się, lubisz Bacha. Tu link do ich wytwórni i
                          info o płytach:
                          www.alpha-prod.com/catal.asp?ct=96&r=Caf%E9+Zimmermann&oct=24&ttsc=Caf%E9+Zimmermann
                          Zresztą inne płytki Alpha Productions też są bardzo ciekawe.
                          • broch Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 22:22
                            dzieki.
                            Co prawda od tytulow jak: "Pastime with Good Company" staram sie trzymac z
                            daleka :), ale znalazlem ich "Concerts With Several Instruments" z kilkoma
                            koncertami Bacha moze sie skusze.
                            Ostatnio "siedze" glownie w muzyce powaznej XXw, ale Bacha zawsze chetnie slucham.

                            przy okazji, Bajazet byl kilkakrotnie nagrywany od lat 90' pod dyrekcja Lemieux,
                            Kirkby, Biondiego i cos tam jeszcze. Moze wiec znajdziesz inne interesujace
                            wykonania Vivaldiego.
                            • aaneta Re: Bach i Cafe Zimmermann 26.10.05, 22:46
                              Ten najnowszy "Bajazet" to właśnie pod dyrekcją Biondiego, ale jeśli mówisz, że
                              były wcześniejsze nagrania, to się rozejrzę.
                              "Pastime with Good Company" rzeczywiście wygląda na straszną komerchę, ale, jak
                              widzę, to tylko składanka z różnych produkcji Alphy, więc nie ma się czego bać :)
                              A ta płytka w dzisiejszej GW, której słuchała Mamarcela w południe, a ja będę
                              słuchać za chwilę, to właśnie "Concerts avec plusieurs instruments - II".
                            • aaneta Bajazet 27.10.05, 12:05
                              broch napisał:

                              > Bajazet byl kilkakrotnie nagrywany od lat 90' pod dyrekcja Lemieux,
                              > Kirkby, Biondiego i cos tam jeszcze

                              Szukam, szukam i znaleźć nie mogę. Wszędzie piszą, że nagranie Biondiego jest
                              prapremierowe. Emma Kirkby nagrała, owszem, ale tylko pojedyncze arie. Jest
                              jeszcze jakiś inny Kirkby? A Lemieux to już w ogóle nie wiem, kto zacz.
                              Znalazłam tylko Marie-Nicole Lemieux, kontralt z Kanady. Ją miałeś na myśli?
                              • broch Re: Bajazet 27.10.05, 13:42
                                nie, to wszystko, ale Bartoli tez tylko arie, myslalem ze tego poszukujesz. W
                                tej sytuacji Bondi to wszystko.
                • agni_me Re: nie wiem, czy to moda 26.10.05, 21:54
                  A to tak, masz rację, i inaczej i lepiej, ale ja jestem wierna najbardziej
                  żenującym wykonaniom stareńkiego Trevora, bo wyssany z mlekiem niejako.

                  No to teraz moja część wymiany. Pozwolę sobie pisać jedynie przybliżone daty i
                  nazwiska z pamięci, bo przecie nie o wykład chodzi a skrót jedynie tego co się
                  działo. Najbardziej pasjonujący kawałek historii Vivaldianów rozegrał się w
                  latach dwudziestych i trzydziestych, ale popularność przyniosły dopiero lata
                  pięćdziesiąte. Dla mnie to jedna z najbardziej fascynujących historii
                  muzycznych.

                  Muzyka Vivaldiego była traktowana bez specjalnego nabożeństwa w jego czasach,
                  drukowany był przez dobrego wydawcę Estienne Roger’a, ale bez porywających
                  nakładów. Utwory w niewielu kopiach pleśniały sobie w prywatnych bibliotekach.
                  O Vivaldim pamiętali jedynie muzykolodzy i to ci zajmujący się barokiem.
                  Bodajże w latach dwudziestych Salezjanie sprzedali bibliotece turyńskiej
                  manuskrypty i rękopisy z XVI, XVII, XVIII wieku, wśród nich była niewielka
                  część rękopisów Vivaldiego, drugą część odnaleziono i kupiono od spadkobierców
                  Giacomo Durazzo, który to pętał się po życiorysie mistrza. Gdzieś pod koniec
                  lat trzydziestych uporządkowano je i stworzono katalog tematyczny, czego
                  dokonał bodajże Peter Ryom, ale za to nie dam głowy.

                  Rzecz w tym, że na wrzesień 1939 roku zaplanowano wielką fetę z okazji
                  odnalezienia, uporządkowania i odkurzenia dzieł „wielkiego kompozytora
                  włoskiego”, niestetyż wojna, potem powojenne porządki, kto tam miał głowę do
                  jakiegoś Vivaldiego. Dopiero w 1951 roku z okazji Festival of Britain
                  przestawiono „nowoodkrytego mistrza” i jego utwory. No i szał, akurat w tym
                  czasie powstawały popularne programy telewizyjne i radiowe typu „zrozumieć i
                  pokochać muzykę klasyczną”. Vivaldi był wymarzonym obiektem do kochania,
                  melodyjny i mało skomplikowany, no i te cztery pory – czy jest coś lepszego do
                  pokazania, że muzyką też można malować? Nie umiem pisać o muzyce, ale jeśli
                  traficie na dobrą książkę „vivaldyjską” to podchody, tajemnice, sponsorzy,
                  podli krewni, zakonnicy, dobry naukowiec, który zrobi wszystko dla muzyki – to
                  właśnie jest dwudziestowieczna historia Vivaldiego, lepsza niż niejeden
                  kryminał.
                  • aaneta Re: nie wiem, czy to moda 26.10.05, 22:09
                    Dzięki wielkie, ale jeszcze powiedz, proszę, kto to stareńki Trevor, bo zupełnie
                    nie kojarzę.
                    • agni_me Re: nie wiem, czy to moda 26.10.05, 22:35
                      Trevor Pinnock. Wiesz co? Myślę, że byś się świetnie bawiła porównując
                      współczesne wykonania Vivaldiego i te trevorowe z lat siedemdziesiatych, które
                      ja znam z kaset. Takie "o! to fajne" kontra "to arcydzieło, bądźmy mu
                      maksymalnie wierni".
                      • aaneta Re: nie wiem, czy to moda 26.10.05, 22:55
                        Rzeczywiście, lubię takie zabawy, żeby jeszcze tylko doba dała się rozciągnąć
                        choć trochę to byłoby super. Może jednak coś wymyślę. Dzięki za pomysł i dobranoc :)
    • staua Re: Nie lubimy Szopena? 26.10.05, 03:52
      Wlasnie slucham sobie "Nokturnow", nie ukrywam, ze z powodu tego watku... Bardzo milo.
      • nchyb Re: Nie lubimy Szopena? 04.11.05, 14:37
        A ja nie wiem, czy lubię, czasem lubię, czasem nie. Chyba jednak raczej to
        lubienie na tak. Jak dorwę książeczkę z płytką, to kupię i wtedy zadecyduję

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka