brunosch 27.10.05, 12:48 czekam zagryzając wargi z niecierpliwości. Czekanie na relację z mycia parapetu wyzwala więcej emocji niż inne wyniki badań. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
aaneta Re: No i, Mamarcelo, no i? 27.10.05, 13:02 No co Ty, przecież codziennie jest to samo. Aczkolwiek w relacji Mamarceli nawet codziennie to samo jest pasjonujące :) Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: No i, Mamarcelo, no i? 27.10.05, 13:17 Powinnam pisać - nie piszę. Powinnam czytać - nie czytam. Powinnam iść gdzieś - nie idę. Ugotować coś - od czego są pizzerie. Kotu nalać wody - niech pije ze zlewozmywaka. Z psem wyjść - niech poczeka. O dziecko chore zadbać - niech juz gra na tym komputerze. Nawet Wam odpisywać nie bardzo mogę - ale dziecko zerka za firanki, a raczej w szparę pod roletą. I nic. Ale trwam na posterunku. Budź gatow - wsiegda gatow. mamarcela obserwująca o innych cudach podwórkowych też napiszę, bo zaiste ciekawe są Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Mamarcela story remixed - fristajl:) 27.10.05, 13:42 Radiowy budzik rozwrzeszczał sie głośno, burząc spokój Mamarceli najnowszym przebojem Britnejki. Ochrypły sznaps baryton prezentera nie bacząc na to, iż zupełnie nie zgrywa się z radosnym śpiewem ostatniej dziewicy popu, zapowiedział niechybne nadejście godziny 13. Nim wybrzmiał ostatni sygnał odliczanych sekund, Mamarcela zerwała się z fotela i kurcgalopkiem podążyła w stronę okna. Stając tak, by nie zostać zauważoną przez ewentualnego obserwatora, z napięciem wpatrywała się w okno sąsiedniego domu. Nie był to pierwszy raz, gdy Mamarcelę przyłapać można było, na tym w sumie niegroźnym dziwactwie, a i sam powód tego zachowania był całkiem interesujący. Otóż, od jakieś trzy miesiące temu, Mamarcela po raz pierwszy zauważyła, iz w obserwowanym oknie, dokładnie z wybiciem godziny trzynastej, pojawia sie tajemnicza dłoń, która przez chwil kilka dokładnie iz wielkim zaangażowaniem czyści parapet i zewnętrzne obramowanie. Po czym znika, pozostawiając za soba perfekcyjnie błyszczącą powierzchnię i budząc zazdrość lekką Mamarceli, gdyż jej parapet stanowił w opinii okolicznych gołebi najlepszą tarczę strzelniczą. Powtarzalność tej czynności, jej zrytualizowany i nigdy dotąd nienaruszony układ, cała choreografia wystudiowanych gestów osamotnionej dłoni, do tego stopnia zafrapowały Mamarcelę, że co dzień, stawała przy swoim oknie, wypatrując rozwoju wypadków. Można powiedziec, że sprawiało jej to nawet pewną przyjemnośc, niosąc ze soba jakies poczucie bezpieczeństwa, jakis stały punkt odniesienia, w dzisiejszym chaotycznym świecie. Nawet się nie spostrzegła, gdy obserwowanie sasiedniego okna stało sie dla niej samej takim samym rytuałem, jak poranna kawa, rozmowa z dziecmi przy kolacji, czy codzienne logowanie sie na forum, by podzielić sie radościami i smutkami mijajacego dnia. Próbowała znaleźć rózne wytłumaczenia, spróbowac sobie jakoś zracjonalizowac fakt pojawiania się zawsze tej samej dłoni, z zawsze ta sama, olśniewająco białą szmatką, ale wszystkie pomysły, które rodziły sie w jej głowie, natychmiast sama eliminowała, bowiem zdały jej sie zbyt absurdalne, lub wprost skopiowane z tanich szpiegowskich romansideł. Jedynym pewnym faktem, który udało jej sie ustalić po wielokrotnych próbach dyskretnego wypytywania sąsiadek, było to, że dłoń nalezy do pewnej wielce znanej i szanowanej kobiety, żony potężnego lokalnego watażki, zwanego Krzywym Ryjem, niewiasty o pociagającej urodzie i nienachalnym intelekcie, o której, 'wiycie somsiadko, to nawet we tym, we 'Życiu na Goraco', kiedyś pisali' Jednak samej kobiety Mamamarceli nie udało sie zobaczyć nigdy, mimo, iz kilkakrotnie czaiła sie w osiedlowych zaułkach, by przydybac owa pania, jak wraca na przykład z zakupów. Dziś Mamarcela postanowiła to zmienić. Przestała wystarczać jej dłoń bez twarzy, tułowia i imienia, zapragnęła wypełnic ja jakims konkretem a nie jedynie zwiewną tkanka własnych fantasmagorii. W tym celu, Mamarcela, zasięgnąwszy uprzednio porady u znajomych wojerystów i zobaczywszy klasyk kina podglądaczego 'Okno na podwórze", zaopatrzyła się w silna wojskowa lornetke marki Zeiss, którą w tej właśnie chwili wycelowała w okno obserwowanej kobiety. Coś jednak było nie tak. Odwieczny rytuał, zdawać by sie mogło, nienaruszalny, jak dogmat o nieomylności papieskiej, uległ dziwnemu zakłóceniu. Zamiast znajomych ruchów osanotnionej dłoni, w oknie, po raz pierwszy, za mamarcelowej pamięci, otwartym na oścież, pojawiła się cąła sylwetka ludzka. Nastawiwszy ostrość lornetki, Mamarcela wreszcie mogła dokładnie przyjrzeć się obiektowi wielotygodniowej fascynacji. To, co zobaczyła, jak szczerze westchnęła w duchu, nie było niczym niezwykłym. Ot, klasyczna lala-solara, strzaskana na mahoń w upalnych pomieszczeniach osiedlowego solarium, o włosach gustownie spalonych trwała i pasemkami robionymi przy pomocy domowej produkcji napalmu, odziana w olsniewająco biały dres z srebrzystymi lampasami, o oczach, tak kunsztownie podkreslonych makijażem, że w głowie Mamarceli zrodziła się myśl płocha, iż w ten sposób musi zapewne wyglądac panda w głębokiej depresji. Ku jej uciesze, sąsiadka jednak nie zarzuciła rytuału całkowicie, tylko, jak co dzień, zabrała się do wytrwałego polerowania parapetu. Wpierw kilka kolistych ruchów szmatką, później delikatne splunięcie i kolejne energiczne posuwiste ruchy. Poziomo, pionowo, wszerz, wzdłuż oraz w poprzek. W pewnym momencie kobieta zniknęła z pola widzenia Mamarceli, co kazało jej przypuszczać, w oparciu o własne wieloletnie doświadczenie w czyszczeniu powierzchni płaskich, iż w tym własnie chwili blondyna właśnie kuca, by z tego poziomu uważnie przyjżeć się, czy nie omineła przypadkiem jakiegoś miejsca. Wynik musiał być zadowalający, bo już chwilę później ponownie stała wyprostowana i wyciągniętą do granic możliwości ręką starała się dosięgnąć, najdalszych krańców zewnętrznej framugi. Nagle wyraz jej twarzy uległ gwałtownej zmianie. Mamarcela, zaskoczona, jeszce bardziej podkręciła ostrośc lornetki, by nie uronić ani jednego grymasu na twarzy sąsiadki. Kobieta wzniosła oczy ku niebu i tak trwała pogrązona w całkowitym zapatrzeniu. Mamarcela podązyła lornetka za jej wzrokiem. Niebo było szare, nieco zachmurzone, tu i ówdzie przetykane delikatnymi refleksami nieśmiałego październikowego słońca. Tuż nad blokiem sąsiadki unosiło się stado gołębi, nieco dalej krązyły w milczeniu szwadrony wron. Co ona tam widzi, pomyslała Mamarcela, próbując dojśc powodu dziwnego zachowania żony Ryja. Nie działo się kompletnie nic, a blondyna, jak żona Lota w słup soli pomieniona wpatrywała się w nieboskłon, leciutko poruszając ustami. Wtem, uwagę Mamarceli zwrócił jeden z gołębi, który lotem pikującym oderwał się od stada i zdawał sie zmierzac wprost ku wypolerowanemu parapetowi obserwowanego okna. Mamarcela zdziwiła się jeszce bardziej i nawet zaczęła myśleć, że może ten parapet pełni role jakiejs pułapki na ptactwo, wymyślnych sideł dostosowanych do warunków miejskiego kłusownictwa. Już chciała krzyknąć, juz miała głośnym taś, taś, ostrzec niewinną ptaszynę, gdy zauważyła, że sąsiadka wcale już nie stoi, że nad parapet wystaje ledwie czubek jej głowy i ręce wzniesione ku górze, a gołab z pełnym impetem wlatuje wprost do mieszkania. Mimo 12 krotnego powiększenia lornetka jednak nie pozwoliła Mamamarceli zauważyć jakichkolwiek szczegółów, ale po chwili stwierdziła, że od otwartego okna bije nieziemskiej jasności blask. Oj kurweńka, zaklęła w duchu, chyba juz wiem, co się święci. Zrezygnowawszy z prób podglądania dalszego ciagu wydarzeń znowuż wpadła w kurcgalopek, tym razem udając się w stronę regału z ksiązkami, skąd wydobyła opasłe tomiszcze. Przewertowawszy kilka stron, natrafiła widac na poszukiwany fragment, bo na jej twarzy zagościł usmiech zrozumienia, który w chwilę później zmienił się wyraz żalu i niezgody na niesprawiedliwośc świata. Nieco podłamana swym odkryciem Mamarcela wróciła do komputera, zalogowała się na forum, i cicho pociągając nosem, w puste pole temat wpisała "Świat jest niesprawiedliwy" po czym wypełniła ekran swoja skargą: "Ja wiem, że Duch święty dmie kędy chce, ale czemu tylko u mnie obsrywa parapet!!!???:((((" spontaniczny tribute to Roland Topor:) <przepraszam, nudze się w pracy a w literaki mi się z promilem grać nie chce:)> Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: Mamarcela story remixed - fristajl:) 27.10.05, 15:01 mamarcela w szoku jako heroina powieściowa udaje się na Koszyki w celu odreagowania żona ryja nie ukazała się była uwaga autopromocja - przygody mamarceli z gołębiami na TWArzach Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Uprzejmie prosze o ostroznosc!!! 28.10.05, 01:10 W obserwacji zaokiennej - albowiem wzmozone zaciekawienie z Twojej strony moze zostac odebrane niewlasciwie przez owego mafioso. I co zrobisz, gdy po otwarciu drzwi zobaczysz przed soba rozwscieczone tatuaze???? Nie uwierzy ci, ze zaspokajasz nasza ciekawosc co do przyczyn owej troski o parapet zewnetrzny..... Ale jakby co, to mozesz zwalic na nas. Odpowiedz Link Zgłoś