Dodaj do ulubionych

Imprezy firmowe

02.11.05, 12:18
Osobiscie wychodza mi juz uszami.
To wieczor teamowy w knajpie przy kreglach, to imprezka calego dzialu tez w
knajpie, to coroczny familijny zjad calej firmy i oczywiscie swiateczny
wieczor calego koncernu.
A juz najbardziej zaskoczyli mnie ludzie z mojego teamu kiedy zorganizowali
wieczor kinowy przy pizzcie. Nie, ja juz mam dosc takich imprez. Czemu to ma
sluzyc??
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 12:46
      integracji:)
      że możesz szefowi po pijaku nawrzucać (pod warunkiem, że to on jest pijany nie
      ty:)
      że możesz nielubianej koleżance kieckę czyms lepkim a niespieralnym oblać.
      że możesz odkryć, że romans z kolegą który obsługuje ksero, to wcale nie jest
      taki dobry pomysł.
      że dowiadujesz się, że ludzie naprawde jedzą tartinki, a nie tylko robia im
      zdjęcia.
      że możesz sobie wpisac nadgodziny, nie będac przy tym szcegolnie zapracowaną.
      że możesz po prostu na nie nie iść - udało mi się tego uniknąć we wszystkich
      pracach jak na razie:)

      P:)
    • mamarcela Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:11
      mamarcela na szczęście nigdy (albo bardzo rzadko)do imprez biurowych z własnym
      dyrektorem zmuszana była. Wszystkie imprezy tzw. pracowe organizowane były jako
      spontan i w zdecydowanej opozycji do dyrekcji i dyrektyw odgórnych.
      niestety w pewnym okresie swego życia bywała mamarcela skłaniana do
      uczestniczenia w imprezach firmowych w ramach tzw. obowiązków małżeńskich. Jej
      zdecydowana niechęć, granicząca wręcz z kategorycznym sprzeciwem, potraktowana
      została jako odmowa małżeńskich obowiązków jako takich, co zainicjowało w
      życiu mamarceli szeregiem zmian, jak się później okazało na lepsze.

      mamarcela z sesją nad rzeką Ob na punkcie Alvina and chipmunks, czyli Joanny
      Newsom (dzięki za)
      • mamarcela Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:15
        szereg zmian - nie szeregiem zmian - przepraszam na wypadek, gdyby ktoś do
        stylu się czepiał
        Klawiatura głupieje, backspace nie słucha, a litery podwójne nie są podwójne.
    • crazy.berserker Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:16
      A wyjazdy całą ekipą za miasto w celach integracyjnych - mmm, miodzio po
      prostu. Te wieczorki nad jeziorem z grupą osób których sie kompletnie nie zna,
      pienia z gitarą pieśni ułańskich (bo dyrektory to ludkowie starszej daty), pęd
      do grila i bitwa o kiełbachę i karkówkę, długie rodaków rozmowy o polityce po
      ciemku w zadymionych papierosami 4-osobowych pokojach...

      A w firmie - spotkania pracowników z okazji Świat Bożego Narodzenia lub czyichś
      imienin, niezręcznie składane kolegom życzenia i wymuszone trochę obleśne
      obcałowywanie się po policzkach, dzielenie się jajeczkiem albo opłatkiem... -
      mimo wszystko ma to w sobie trochę uroku
      • stella25b Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:23
        Wlasnie zapomnialam napisac, ze integracji absolutnie one nie sluza!!!

        Hehe, Impreza Swiateczna w Niemczech to zarcie, zarcie i zarcie- ze swietami
        nic wspolnego nie ma!!! Niezaleznie od swiat, czy to Bozego Narodzenia czy
        Wielkiejnocy czy Ramadanu.

        Na imprezach wyjazdowych- takowa przeszlam we wrzesniu. Jechalismy 8 godzin
        autobusem do Hamburga aby tam razem z filia wieczorem udac sie na statek i
        poplywac w czasie zarcia po rzece. O godzinie 12- tej udac sie do hotelu i o
        godz 10 rano ruszyc autobusem z powrotem do Mainz. Alesmy sie zintegrowali!!!!
      • stella25b Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:30
        crazy.berserker napisała:

        > A wyjazdy całą ekipą za miasto w celach integracyjnych - mmm, miodzio po
        > prostu. Te wieczorki nad jeziorem z grupą osób których sie kompletnie nie
        zna,
        > pienia z gitarą pieśni ułańskich (bo dyrektory to ludkowie starszej daty),
        pęd
        > do grila i bitwa o kiełbachę i karkówkę, długie rodaków rozmowy o polityce po
        > ciemku w zadymionych papierosami 4-osobowych pokojach...

        Niemcy nie znaja wieczorkow przy gitarze wiec spiewac nie potrafia. Wyluzowac
        sie tez nie umieja wiec konsumpcja alkoholu przebiega w sztywnej atmosferze.
        Jesli jest hotel to kazdy ma wlasny pokoj.
        • crazy.berserker Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:57
          stella25b napisała:
          > Niemcy nie znaja wieczorkow przy gitarze wiec spiewac nie potrafia. Wyluzowac
          > sie tez nie umieja wiec konsumpcja alkoholu przebiega w sztywnej atmosferze.


          Niemcy pewnie nie umieją - ale za to Ukraińcy juz na pewno. Oprócz spiewania
          oczywiście na kazdej imprezie ochlejstwo u nich odchodzi pełną parą - kazda
          impreza jest dobra żeby sie upić, zacieśnić braterskie więzi między
          narodami,pośpiewać sobie niecenzuralne pieśni i puścic w prysiudy po sali.
          Jeszcze kilka lat po takim spotkaniu stosunki z tak poznanymi przyjaciółmi są
          jak najbardziej serdeczne - ponieważ Ukraincy lubia wspominać sobie: A
          pamiętasz, jak owego dnia piliśmy sobie krymskie wina i Pieta spadł pod stól -
          po takich wspominkach dalsze rozmowy handlowe - to furda
    • beatanu Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 13:19
      stella25b napisała:
      Czemu to ma
      > sluzyc??

      Zapewnie miłemu spędzaniu czasu, zacieśnianiu więzi (przyjacielskich,
      koleżeńskich, pracowniczych, niepotrzebne wykreśl) i miłości do firmy
      narastaniu...

      A ja czasami lubię się takie imprezy wybrać, bo:

      1.fajnie jest sobie ludzi pooglądać w "cywilnych" ubraniach zamiast w
      szpitalnych mundurkach
      2. fajnie jest porozmawiać o d...Maryni przy zimnym piwie i całkiem niezgorszym
      jedzeniu
      3. nie ma obowiązku uczestniczenia w takich mniej lub bardziej spontanicznych
      spędach pracowników

      A już na pewno wybieram się corocznie na bożonarodzeniowy szwedzki stół. Powód
      główny (i tu - mam nadzieję - zrozumie mnie Griszah): śledzie! Choćbym nie wiem
      jak się sprężała, nigdy nie wyczaruję piętnastu (albo coś w tych okolicach)
      rodzajów śledzi przeróżnych na własnym wigilijnym stole. A do tego jeszcze
      łososie na sposobów sześć i inne rybki bliżej mi nieznane... Uwielbiam. A gdy
      jeszcze uda mi się zaparkować przy stole przy sympatycznych ludziach (a takich
      mam w pracy większość!) - to... czemu nie?

      Gwoli wyjaśnienia - kwaszony śledź nie wchodzi w skład menu bożonarodzeniowego
      ale - uwaga! - kilka dni temu widziałam ogłoszenie jakiejś progresywnej
      restauracji, która swoją reklamą zaczęła w ten sposób: "Kwaszony śledź na
      wigilijnym stole.. ekhm... chociaż... dla Ciebie możemy zrobić wyjątek...." itd
      itp.

      Beata chwilowo bezśledziowa
    • blue.berry Re: Imprezy firmowe 02.11.05, 14:20
      dla mnie idea firmowych imprez jest chora.
      nawet jesli pracuje z bardzo fajnymi ludzmi to i tak spedzajac w ich
      towarzystwie znaczna czesc mojego dnia nie mam najmniejszej ochoty dokladac do
      tego jeszcze swojego wolnego czasu.
      ten chce spedzic w samotnosci lub z zdecydowanie innymi ludzmi.
      poza tym takie imprezy przebiegaja w ustalonym schemacie ktory zazwyczaj
      zaklada: objadanie sie smazonym na grillu miesem, picie alkoholu, debilne
      zawody sportowe, roznego rodzaju interakcje typu konkursy i dowcipasy.
      wszystko to wzbiera we mnie fale wymiocin i jeszcze bardziej negatywnie
      nastraja do swiata.
      a najgorsze w tym wszystkim jest to ze ludzie uwielbiaja takie wyjazdy.

      do swiat firmowych tez mam stosunek ambiwalentny - dla mnie kwestai swiat czy
      tez roznych imieninourodzin jest bardzo osobista. na tyle ze jakos nie chce
      dzielic sie jajem czy sledziem z pania ksiegowa czy panem zenkiem z supportu.

      na szczescie aktualnie firme mam mala i skladajaca sie z samych dobrych dusz.
      bez aspiracji do jakichkolwiek dzialan tego typu:)


      p.s. swojego czasu aby wykrecic sie od obowiazkowego wyjazdu integracyjnego
      poszlam sobie zrobic ekstrakcje osemki co zaowocowalo zwolnieniem. wolalam to
      niz wyjazd:)))
    • dr.krisk Impreza firmowa w budzetowce, czyli sekretne... 02.11.05, 16:18
      .. zycie pracownikow uczelni panstwowych.

      W Polsce na mojej uczelni kultywuje sie nadal zwyczaje gromadnego obchodzenia
      swiat, oraz Dzien Kobiet. Na szczescie powoli wymiera zwyczaj obchodzenia
      imienin rozmaitych nieszczesnikow.
      Jest to tylez urocze co krepujace. Wszyscy mecza sie przez dwie-trzy godziny
      przy ciasteczkach, kanapkach i cieniastych drinkach, usilujac prowadzic
      niezobowiazujaca rozmowe o niczym, po czy z ulga rzucaja sie do ucieczki.
      Jeszcze jest gorzej, gdy rektor postanowi "zintegrowac srodowisko" i zrobi
      jakis piknik - na szczescie nieobowiazkowy.
      Niestety, mam znajomych co w rozmaitych firmach pracuja, i musza brac udzial w
      pomyslach dzikich w rodzaju wspolnego wyjazdu na paintballa: nic bowiem nie
      cieszy jak mozliwosc postrzelania sobie do kolegow z sasiedniego dzialu....
      Odmowa wyjazdu traktowanana jest jako ostentacyjny przejaw braku milosci do
      firmy i grozi konsekwencjami......
      Ogolnie wole jak jest normalnie - brak zorganizowanych przejawow zycia
      towarzyskiego w pracy, przetykany piciem alkoholu po pokojach (lubie!), oraz
      wypadami do knajpy. Kto z kim chce i bez przymusu.
      • eva.68 Re: Impreza firmowa w budzetowce, czyli sekretne. 02.11.05, 19:57
        A w mojej firmie Dyrekcja wykroiła ostatnio integracyjny wyjazd na operetkę.:-)
        Nie wiem czy da się coś uszyć z tego wykroju, bo jakoś chętnych niezbyt wielu,
        ku oburzeniu i niezrozumieniu Dyrekcji. Mieszkam ja sobie na prowincji
        głębokiej i niektórym się wydaje, że jakakolwiek inicjatywa "kulturalnego"
        wyjazdu powinna osoby wykształcone do onego mobilizować. A ja operetki jakoś
        nie kocham. Dzięki Bogu przyjeżdża do mnie Gość w terminie operetkowym.
        Zostałam więc usprawiedliwiona. :-)
        • stella25b Re: Impreza firmowa w budzetowce, czyli sekretne. 02.11.05, 20:17
          Kulturne imprezy w mojej firmie tez juz przeszlam. Zaliczylam musical i kiedys
          teamowo kabaret- ale to akurat dobrze wspominam.
          • eva.68 Re: Impreza firmowa w budzetowce, czyli sekretne. 02.11.05, 20:21
            Kabaretowo-firmowo wywieziono nas kiedyś na Dańca. Mnie On jednak nie śmieszy.
            A na integrację podczas takich wyjazdów nie ma czasu, bo po spektaklu/występie
            wszyscy chcą do domu. A do domu z reguły w takich razach daleko... ;-)
            p:-)
            • mamarcela Daniec czyli dańce, tyńce i drozdy 02.11.05, 20:25
              To ja Ci naprawde współczuję. Tego Dańca. :)
              • eva.68 Re: Daniec czyli dańce, tyńce i drozdy 02.11.05, 20:30
                Wielkie Dzięki! Lat już trochę minęło i jakoś doszłam do siebie.;-)
                Z zestawu w Twoim tytule Tyniec, jak już. A drozdy fruwające i opierzone li i
                jedynie.
                P:-)
              • stella25b Re: Daniec czyli dańce, tyńce i drozdy 02.11.05, 20:31
                To ten sepleniacy z wasem?


                Ja juz wole jakas kulturna impreze. Wtedy sie siedzi i patrzy i nie trzeba
                udzielac sie w blyskotliwych dyskusjach firmowych.
            • mamarcela integracja za wszelka cenę 02.11.05, 21:04
              Siedem lat temu mamarcela spędzała wakacje w wynajetym domu 60 km od Warszawy,
              w towarzystwie trojga dzieci (najstarsze lat 10, jedno cudze), psa wielkiego
              niemal na krańcu swej życiowej drogi oraz kota w rozkwicie sił młodzieńczych.
              Fajnie było, chociaż do sklepu najbliższego wiejskiego trzeba było 4 kilometry
              przez las na rowerze jechać. To znaczy byłoby ekstra, gdyby ówczesny mąż
              mamarceli nie postanowił integrować się nałonie przyrody z szefem swoim
              Holendrem i nie przywoził go codziennie w charakterze Genowefy Bombke vel
              Sztompke na obiadki. Obiadki to byłby zresztą pryszcz, gdyby nie następujące po
              nich wielogodzinne dyskusje w języku, którym mamarcela włada (angielski), ale
              za to na tematy, które dla mamarceli są niezrozumiałe w żadnym języku. A facet
              o niczym innym chyba nie potrafił gadać. Trzeba było siedzieć, robić dobrą
              minę do złej gry, podsuwać zupki z knura uszlachetnione warzywami z ogródka i
              uważąć na każde słowo w języku polskim, bo Holender już kilka lat w Polsce
              przebywał i mocno się z naszym językiem ojczystym osłuchał.
              Integracje owe trwałyby dłużej, gdyby nie zadymiarz nr2 - lat wówczas 4, który
              w drugim tygodniu codziennych wizytacji powitał nawiedzającego Holendra
              nastepującymi słowy: Te Z*** moja mama mówi, ze jest na ciebie uculona. Co nie
              lozumies alelgię na ciebie ma!"
              No i fajnie było!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka