menk.a 10.11.05, 15:28 Nie angażować się, a przynajmniej próbować, czy jednak dawać sobie szansę, narażając się na rozczarowanie, cierpienie,...? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
girl32 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:29 Ryzykować! Kto nie ryzykuje ten nie ma. Ksiąze na białym rumaku to bajka.Ryzykuj. Odpowiedz Link Zgłoś
azael11 bajka bajka 10.11.05, 15:34 ty wiesz jak w dzisiejszych czasach konie kradną białe w szczególnośći:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 jest taki wiersz/piosenka Jonasz Kofty 10.11.05, 16:08 Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Zamiast dmuchać na zimne Na gorącym się sparzyć Z deszczu pobiec pod rynnę Trzeba marzyć Gdy spadają jak liście Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliście Trzeba marzyć W chłodnej, pustej godzinie Na swój los się odważyć Nim twe szczęście cię minie Trzeba marzyć W rytmie wietrznej tęsknoty Wraca fala do plaży Ty pamiętaj wciąż o tym Trzeba marzyć Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Odpowiedz Link Zgłoś
moozio Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 16:06 w 21. wieku to chyba książe w białej beemce :D Odpowiedz Link Zgłoś
neita33 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:32 Ryzykować,próbować,dawać sobie szansę Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:33 PEWNIE; DO ODWAZNYCH SWIAT NALEZY:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 10:55 odważny nie boi się klaść głowy pod gilotynę;)))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 10:55 nie, bo jest optymista:))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 10:57 chcialam powiedziec: nie boi sie bo... Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:09 jest nieuświadomionym pesymistą;)) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:14 Moze masz w tym "conieco" racji.... Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:15 Czasem jest dobrze czegos nie wiedziec:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:18 nieświadomość jest ... słodka;) podobno Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:30 Czego ucho nie slyszy, tego serczu nie zal:)) jak mawiali starzy.... Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:30 i doswiadczeni:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:53 podobno, tak mawiają nadal;))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:57 no i maja racje:) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: ***** nie chcę pamiętać.........****** 11.11.05, 23:27 Świat ludzi i zwierząt łączy jedno: uczymy się na błędach i doskonalimy pamięć genetyczną. Dlatego koty nie wsadzają nosa do psich bud, a psy nie sikają na dywany swoich właścicieli. Bo tego nauczyło je doświadczenie minionych pokoleń. Tylko człowiek ze swoim rozwiniętym mózgiem, zdolnością do abstrakcyjnego myślenia i uczuć wyższych łamie niekiedy obowiązujące w przyrodzie normy i świadomie naraża się na cierpienie. Nałogowym palaczom pokazuje się wstrząsające zdjęcia zaatakowych rakiem płuc. Alkoholikom – obumierającą wątrobę. Narkomanom – całe spustoszone przez heroinę wnętrze organizmu, nie wyłączając papkowatego mózgu. Wszystko w kolorach, bo śmierć nie jest przecież czarno – biała. I co? I nic. Palą, piją, ćpają nadal. A jak ostrzegać przed konsekwencjami miłości? Co pokazywać zakochanym? Może zwłoki dziewczyny w ciąży wyłowione gdzieś z rzeki? Pannę młodą uciekającą sprzed ołtarza? Szanowanego męża i ojca odwiedzającego burdel? Znudzonych małżonków oglądających na wideo film porno, który ma wzniecić w nich dawną namiętność? Nie ma recepty na szczęśliwą miłość. Gdy chodzi o uczucia, nie da się uniknąć poparzeń. Zawsze będziemy wkładać łapy do wrzątku, by potem, z miną męczennika, przebijać bąble zdezynfekowaną igłą. A kiedy rany się zabliźnią, włożymy rękawiczki i ruszymy na poszukiwanie kolejnego kotła z ukropem. Kilka lat temu wyleczyłam oparzenia i wyrzuciłam na śmietnik wszystkie rękawiczki. Rozdarte serce wypełniłam rozsądkiem, a wielka dziurę zszyłam mocną nicią. Z początku moje serce trochę mi dokuczało, domagało się ciepła i obecności drugiego człowieka, ale tak długo ignorowałam jego potrzeby, że w końcu przestało tęsknić i robiło tylko to, co powinno – pompowało krew. W ten sposób odzyskałam wolność, spokój i emocjonalną równowagę. Nikt mnie już nie zrani, bo nikogo nie kocham. Nikogo nie kocham, więc nikogo nie zranię. Jestem samowystarczalna. Pozbyłam się stadnego instynktu. Potrafię zaspokoić swoje potrzeby fizyczne i duchowe. Nie rozumiem, dlaczego ludzie robią tyle szumu wokół erotyki i tracą cenną energię dl kilku chwil przyjemności. Seks to taka mało estetyczna babranina. No tak. Zapomniałam. Niektórzy chcą mieć dzieci. Kobiety pragną zostać matkami. Kochają dzieci, a potem patrzą jak te wkładają ręce do wrzącej wody. Dziękuję za takie wrażenia. Lubię swoje uporządkowane życie. Nie przeraża mnie monotonia codzienności. Nie pojmuję, czemu sąsiadów dziwi moje wyobcowanie. Współczują mi. To śmieszne. Równie dobrze mogą współczuć pustelnikom czy mnichom. Jeśli coś mnie przeraża to tylko perspektywa śmiertelnej choroby albo starcze zniedołężnienie – byłabym skazana na łaskę innych. Odkładam pieniądze, żeby w razie czego zatrudnić pielęgniarkę. Zaopiekuje się mną z profesjonalną obojętnością. Jeśli nie wykupię się od śmierci pieniędzmi, mam w apteczce solidne zabezpieczenie - sto tabletek nasennych. Bóg – jeśli istnieje – może na mnie zesłać chorobę, ale zabić się mogę bez jego pomocy. Zresztą to tylko czysto akademickie rozważania, bo Boga nie ma. Gdyby był, nie dopuściłby do... Martwię się tylko moimi powracającymi snami. Nie wiem jak z nimi walczyć albo jak je wyeliminować. Przynoszą niewyraźny obraz kobiety, która wystawia swoją twarz do słońca. Co za nieodpowiedzialne postępowanie, narażać się na raka. To chyba nie ja – ja jestem odpowiedzialna. Obok niej kreci się druga postać. Pojawia się nagle i na chwilę. Widzę tylko jej plecy. Co się stanie, jeśli odwróci głowę? Czy jedno spojrzenie szarych oczu rozerwie na powrót moje pozszywane z takim trudem serce? Wskrzesi z martwych miłość? Nie mogę do tego dopuścić. Dlatego od pewnego czasu w mojej sypialni co godzinę dzwoni budzik. To daje mi gwarancję powrotu do rzeczywistości w razie niebezpieczeństwa. Dlaczego do mnie wraca? Przecież ja nie kocham. Już nie. To się nie wydarzyło. To nie on się do mnie śmiał w tamten poranek. To nie on leżał w zamkniętej trumnie. To nie z nim nie mogłam się pożegnać. Nie jego ciało było wleczone przez pędzący tramwaj. To nie ja klęczałam w konfesjonale, domagając się odpowiedzi na krótkie pytanie : dlaczego? - Bóg was ukarał za życie w grzesznym związku – wycedził z niechęcią ksiądz. Zemdlałam pijana z bólu i nienawiści do całego świata. Nie. To nie mogłam być ja. Te wspomnienia należą do kogoś innego. To jakieś romantyczne bzdury, a ja nie jestem romantyczna. Nie mam przeszłości. Pozbyłam się fotografii. Nie odwiedzam grobów bliskich. Wymazałam z kalendarza imiona. To by mnie tylko wytrącało z równowagi. Niepotrzebnie. Z cmentarzami wiążą się złe wspomnienia. Zwłaszcza z jednym, gdzie kiedyś spędzałam każdą wolną chwilę. Ale to przecież nie ja byłam. Nie ja zasadziłam tam kolorowe bratki i nie ja szlochałam w marmurową płytę pewnego deszczowego listopadowego dnia. Co za brak rozsądku – moknąć w deszczu – a ja jestem przecież rozsądna. Rozsądna, rozsądna... do bólu. Znów dźwięk budzika przeszywa ciszę ... i moje myśli. W apteczce trzymam klucz do wiecznego spokoju. Nie chcę pamiętać jego twarzy. Zapomniałam już. Miał na imię... Odpowiedz Link Zgłoś
wesolutka72 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:36 Ryzykowac :) Odpowiedz Link Zgłoś
bebe80 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:37 menka a Ty jak myslisz? Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:39 ryzykować;) choćbym sie miała parzyć albo topić w głębokiej wodzie to nieważne!!!!!! ale z tym cały ambaras..., bo ten dla którego mogłabym zaryzykować... niemrawy. Albo on dla mnie nie zaryzykuje nawet mm paznokcia od palca u nogi:( Odpowiedz Link Zgłoś
girl32 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:41 To tak nim zakręć żeby się uaktywnił. Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:44 najwyżej powie : "odkróliczkuj się ode mnie!!" ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
girl32 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:46 To będzie głupi,bo nie wie co straci.:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:50 głupi będzie, jeśli nie bedzie się chciał przekonać czy warto ze mną marnować czas;))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
girl32 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 15:51 daj mi tu namiary na niego to mu cos powiem...zaraz do Ciebie przybiegnie. Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 10.11.05, 16:03 wolę, zeby on coś zrobił z własnej, nieprzymuszonej woli:) Odpowiedz Link Zgłoś
nickita13 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 19:36 no to masz problem: dlaczego taki niemrawy??? taki ma chrakter?? czy czegoś się boi?? czy nie gotowy czy coś tam jeszcze???? Bo jak coś z tego to czy tak warto sobie głowę zwracać??? po co ci taka niemrawa pie..??? A jeśli jednak warto i posiada jakieś niewrygodne zalety dla których warto ryzykować...to piłka po twojeje stronie. Nie masz wyjścia. Ale wiesz...czasem warto...szkoda życia na siedzenie i myslenie: ten - nie ten, wrto - nie warto,po prostu spróbuj. A jak nie wyjdzie to też się nic nie stanie...trichę poboli i przestanie. Rozejrzyj się ily facetów dodokoła :-)))). Wystarczy trochę uśmiechu, pomysłu, czaru i wszyscy twoi :-)))). PRÓBUJ!!! Kto nie próbuje nie żyje na prawdę!!!! Życie to nie tylko bezpieczeństwo i radość. To rownież rozczarowania, żal, sutek...bez tego byłoby nudne jak flaki z olejem, niedoprawione ....;-)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 19:42 ciekawy podpis;) Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 jest taki wiersz Jonasz Kofty 10.11.05, 16:09 Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Zamiast dmuchać na zimne Na gorącym się sparzyć Z deszczu pobiec pod rynnę Trzeba marzyć Gdy spadają jak liście Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliście Trzeba marzyć W chłodnej, pustej godzinie Na swój los się odważyć Nim twe szczęście cię minie Trzeba marzyć W rytmie wietrznej tęsknoty Wraca fala do plaży Ty pamiętaj wciąż o tym Trzeba marzyć Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Odpowiedz Link Zgłoś
zosia500 Re: jest taki wiersz Jonasz Kofty 10.11.05, 16:29 Piękny - wzruszyłam się, ech... Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: jest taki wiersz Jonasz Kofty 10.11.05, 21:29 ładne:)))))))) nie znałam tego;) Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: jest taki wiersz Jonasz Kofty 11.11.05, 15:39 a widzisz... spelniam tu role edkcyjna jak widac Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: jest taki wiersz Jonasz Kofty 11.11.05, 16:34 ja się całe życie uczę umrę i tak niedouczona;)))) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: jest taki wiersz Jonasz Kofty 11.11.05, 16:15 naprawdę fajny ten wiersz :) Odpowiedz Link Zgłoś
iberia29 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 09:58 wychodze z zalozenia ze lepiej byc samej niz z byle kim i na chwile, wybor nalezy do ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 10:48 jak do tej pory jedyny taki głos:) Odpowiedz Link Zgłoś
ruda_szczurka Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 11:02 I tak codziennie narazasz sie na rozczarowanie i cierpienie. Kupujac serek wiejski.... bierzesz takie cos ze sklepu, przygarniasz do serca i talerza a tu klops... okazuje sie, ze nieswiezy. Rozczarowanie i cierpienie bo zoladek boli ; ( Takie zycie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:10 zacznę żyć powietrzem, bo na miłość nie ma szans;)))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:11 Na milosc masz cale zycie szanse, nie zalamuj sie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:12 Po ziemi krocza nie tylko "bezdenne typy", uwierz mi:) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:18 ani się załamuję, ani wszystkich do wora nie wrzucam;))) trzymajmy się tytułu wątku;))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:29 Z drogi schodzic, nalezy do naszych ulomnosci:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:54 Niby idę prostą drogą, ale wylatuję na zakrętach albo skręcam w krzaki;))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 12:57 najwazniejsze, zeby te wlasciwa droge znowu odnalezc:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:05 kompas, mech po północnej stronie, wielki wóz, wschód słońca,..... a mimo to można zabłądzić;) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:07 Bo czasem dobrze jest nam w tym ciemnym lesie, bez orientacji... Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:08 nie wiem czy dobrze. Raczej nieznane jest pociągające. Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:11 Pociagajace tak, ale dla mnie osobiscie zarazem pelne obaw, bo nie naleze do tych najsmielszych... Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:13 smaczeku dodaje ta nieprewność, ciekawość. Ja czasem po cienkim chodzę lodzie. I mam ochotę czy zamiar znów na niego wejść. Zobaczymy czy odwagi starczy. Jest jednak wysokie prawdopodobieństwo, że sie skąpie w lodowatej wodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:18 W tym punkcie jestesmy inne:) Zbyt bardzo cenie sobie wygode i wyprobowane drogi, bez narazania sie na ryzyko. Ale o to wlasnie chodzi, zeby byc innym, zeby znalezc tego, ktory do tego wzoru najlepiej pasuje:) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:20 co do wygodnictwa jesteśmy raczej pogodne. z tymże ja czasem w kwestiach damsko - męskich jestem aktywna. Konserwatyści (czyli ci, którzy dają pole popisu wyłącznie facetom) by powiedzieli, że nazbyt aktywna. Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:26 No i dobrze ze TAKIE sa jak Ty, az strach pomyslec, co zrobiliby Ci niesmiali mezczyzni??? Ja naleze raczej do tych konserwatywnych, chociaz najwiecej odwagi mam wtedy, gdy mnie chlopak nie interesuje. Wtedy jestem chyba taka jak Ty:)) Tylko zainteresowanie powoduje u mnie paraliz i nie potrafie sobie z tym poradzic, wpadam w panike, brrrrrrr Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:30 u mnie różnie bywa, ale czasem jak nie jestem nadmiernie onieśmielona, mówię wszystko szczerze, że ja... tego.. ten,... no;)))) czasem;)) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:34 Tez tak uwazam z ta szczeroscia, ze to dobra droga:) Ale pewne sprawy zachowam i tak dla siebie, nie dam czytac z mojej ksiazki do ostatniej strony:))) To jest moja ksiazka:) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:39 chyba z nikogo nie da się wyczytać wszystkiego aczkolwiek niektórzy piszą duzymi literami, ślepcy jednak i tego nie widzą;) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:40 Bo zapatrzeni sa tylko w siebie, i dlatego zadna strata, jezeli ich nie poznamy:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:44 i tu się zgodzę:))) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:45 Ale z tego wynika, ze coraz wiecej takich zapatrzonych w siebie.... i to jest wlasnie smutne:( Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:49 a mnie koleżanka z pracy powiedziała: na świecie nie ma więcej zła. To złudzenie, gdyż częściej do nas docierają te złe informacje i to one są widoczniejsze. Dobre wiadomości gdzieś giną. A tak naprawdę więcej jest dobra i dobrych ludzi. Może coś w tym jest. Pozostaje wierzyć (ostatecznie chyba wie co mówi, jest 2 razy starsza ode mnie);)) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:52 Ja juz slyszalam takie same slowa u 24 letniego chopaka i to tez jest dobre.... Ja probuje tez w to wierzyc, chociaz to wcale nie takie latwe.... Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:53 uważam się za kobietę wiary i nadziei;)) nieraz mnie to ratowało;) Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:58 To jestes na bardzo dobrej drodze i tak trzymaj zawsze:)) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 13:59 chyba że skrecę na lewiznę:D Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 11.11.05, 14:00 to juz Twoja decyzja:D Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony przekształcając pytanie 11.11.05, 16:16 samotnie czy ryzykować: czy samotność nie jest w pewien sposób bezpieczna? Takie bezpieczne więzienie... zderzenie paradoksów Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:33 tu masz rację teoretycznie jest bezpieczna ale czlowiek to zwierzę stadne i potrzebuje towarzystwa;) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:36 menk.a napisała: > tu masz rację > teoretycznie jest bezpieczna > ale czlowiek to zwierzę stadne i potrzebuje towarzystwa;) myślę sobie, że jest sporo ludzi, którzy po poparzeniach nie potrafią się już otworzyć... i chcieliby i boją się Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:38 bezpieczenswo w samotnosci jest rownie realne jak blyskotliwosc wiekszosci ludzi z tego forum he he he bez urazy, jestes oswiecony to zalapiesz Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:43 irish76 napisał: > bezpieczenswo w samotnosci jest rownie realne jak blyskotliwosc wiekszosci > ludzi z tego forum he he he > bez urazy, jestes oswiecony to zalapiesz nie chodzi mi o logiczność takiej postawy, realność psychiczna jest b. często sprzeczna ze wszelką logiką Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:45 ale logika tutaj nie ma nic do rzeczy Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:50 jedni zostaną na pewnym etapie, zostaną w skorupie, zatrzymaja się, a inni mimo wszystko będą rzucać się na głęboką wodę albo w ogień, choćby mieli się po raz n-ty poranić nie wiem w czym tkwi przyczyna, czy to kwestia temperamentu, potrzeb, charakteru, pragnień, marzeń,... Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:53 menk.a napisała: > jedni zostaną na pewnym etapie, zostaną w skorupie, zatrzymaja się, a inni mimo > > wszystko będą rzucać się na głęboką wodę albo w ogień, choćby mieli się po raz > n-ty poranić > nie wiem w czym tkwi przyczyna, czy to kwestia temperamentu, potrzeb, > charakteru, pragnień, marzeń,... słusznie, cholera wie, ale są wyraźnie osoby, które dostają w dupę, a mimo to wstają i idą dalej choć znów mogą dostać w dupę, a są ludzie, którzy się chyba nie tylko poparzyli, ale oni chyba tego poparzenia oczekiwali i dlatego się różnią od optymistów, którzy zapominają o starych urazach bo one są męczące i skupiają się na tym fajne :) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 16:58 a może dotarło do takich, że jak się zatrzymają to umarł w butach: samo nie pzryjdzie;) optymiści wierzą, ze oprócz tego, iż istnieje rozwiązanie jakiegoś problemu, to na dodatek oni go znajdą;)) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:02 menk.a napisała: > a może dotarło do takich, że jak się zatrzymają to umarł w butach: samo nie > pzryjdzie;) > optymiści wierzą, ze oprócz tego, iż istnieje rozwiązanie jakiegoś problemu, to > > na dodatek oni go znajdą;)) i w pewnym momencie wiesz, że to jaki jest świat zależy od Ciebie i jak nic nie zrobisz to będzie bryndza i dobrze mi tak i w pewnym momencie wstajesz i mówisz "zrobię to". Nie zawsze jest łatwo, ale krok po kroku... ja nie znam innej metody ale pytanie jest jak sobie radzić z tymi, którzy ciągle narzekają... ja się odsuwam, bo często nie umiem ich odstresować i sam się czuję przy nich przytłoczony Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:06 chwile słabości, melancholii, refleksji miewać może każdy niestety bywa to zaraźliwe, a jeszcze gorzej jak długotrwałe jak ktoś mówi: nie należy brać zycia zbyt poważnie, bo i tak nie wyjdzie się z niego żywym;) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:08 menk.a napisała: > jak ktoś mówi: nie należy brać zycia zbyt poważnie, bo i tak nie wyjdzie się z > niego żywym;) fajne bardzo, wrzuć na luz i tak świata nie zbawisz, a jeszcze go do zguby za wcześnie doprowadzić możesz... czasem lepiej nie przeszkadzać życiu, niech się w spokoju toczy dalej... A najlepszym sposobem na luz jest taniec :) Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:12 tańcze na stole, kieckę zadzieram........ tańczą, tańczą nogi roztrańczone, tańczą nogi jak szalone;) wiesz czyje to? bez pomocy googla:))))) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:27 menk.a napisała: > tańcze na stole, kieckę zadzieram........ > tańczą, tańczą nogi roztrańczone, tańczą nogi jak szalone;) > > wiesz czyje to? bez pomocy googla:))))) no znam, ale nie pamiętam... wspomożesz pamięć mą? Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:41 Renata Przemyk Irena Kwiatkowska z Kabaretu Starszych Panów;)) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:46 menk.a napisała: > Renata Przemyk > Irena Kwiatkowska z Kabaretu Starszych Panów;)) istotnie, teraz przez mgłę sobie głos Renaty Przemyk przypomniałem. Wiesz właśnie ostatnio sobie uświadomiłem, że mam dostęp do zbyt małej ilości pięknych kobiecych głosów. Lubię Dido, Kayę, Avora dla mnie za nudna ;), lubiłem Shenead O'Connor... ale poszukać muszę by się nasłuchać. Jednocześnie bardzo lubię słuchać takich kawałków jak Crossroads czy inne gdzie śpiewają męskie głosy młodych chłopaków od Soulu, są czasem powalający Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 18:06 lubię soul, delikatną muzykę i głosy;) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 18:06 menk.a napisała: > lubię soul, delikatną muzykę i głosy;) jak piękne głosy potrafią ukoić :) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 18:14 menk.a napisała: > albo pobujać;)) można też pubujać aż do ukołysania ;) Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:14 no wlasnie w tym problem: jedni moga dostawac ale zawsze sie podnosza. ci ci tego ni potrafia labo juz sie nie podnosza abo bardzo sie obawiaja Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: przekształcając pytanie 11.11.05, 17:20 zn ubici albo udają na pzreczekanie?;) Odpowiedz Link Zgłoś
fajnaret *****być samemu czy ryzykować z kimś? 14.11.05, 13:57 Oczywiśćie że być samemu! NIECH ZYJE WOLNOŚĆ I SWOBODA!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****a propos;) 14.11.05, 15:27 Świat ludzi i zwierząt łączy jedno: uczymy się na błędach i doskonalimy pamięć genetyczną. Dlatego koty nie wsadzają nosa do psich bud, a psy nie sikają na dywany swoich właścicieli. Bo tego nauczyło je doświadczenie minionych pokoleń. Tylko człowiek ze swoim rozwiniętym mózgiem, zdolnością do abstrakcyjnego myślenia i uczuć wyższych łamie niekiedy obowiązujące w przyrodzie normy i świadomie naraża się na cierpienie. Nałogowym palaczom pokazuje się wstrząsające zdjęcia zaatakowych rakiem płuc. Alkoholikom – obumierającą wątrobę. Narkomanom – całe spustoszone przez heroinę wnętrze organizmu, nie wyłączając papkowatego mózgu. Wszystko w kolorach, bo śmierć nie jest przecież czarno – biała. I co? I nic. Palą, piją, ćpają nadal. A jak ostrzegać przed konsekwencjami miłości? Co pokazywać zakochanym? Może zwłoki dziewczyny w ciąży wyłowione gdzieś z rzeki? Pannę młodą uciekającą sprzed ołtarza? Szanowanego męża i ojca odwiedzającego burdel? Znudzonych małżonków oglądających na wideo film porno, który ma wzniecić w nich dawną namiętność? Nie ma recepty na szczęśliwą miłość. Gdy chodzi o uczucia, nie da się uniknąć poparzeń. Zawsze będziemy wkładać łapy do wrzątku, by potem, z miną męczennika, przebijać bąble zdezynfekowaną igłą. A kiedy rany się zabliźnią, włożymy rękawiczki i ruszymy na poszukiwanie kolejnego kotła z ukropem. Kilka lat temu wyleczyłam oparzenia i wyrzuciłam na śmietnik wszystkie rękawiczki. Rozdarte serce wypełniłam rozsądkiem, a wielka dziurę zszyłam mocną nicią. Z początku moje serce trochę mi dokuczało, domagało się ciepła i obecności drugiego człowieka, ale tak długo ignorowałam jego potrzeby, że w końcu przestało tęsknić i robiło tylko to, co powinno – pompowało krew. W ten sposób odzyskałam wolność, spokój i emocjonalną równowagę. Nikt mnie już nie zrani, bo nikogo nie kocham. Nikogo nie kocham, więc nikogo nie zranię. Jestem samowystarczalna. Pozbyłam się stadnego instynktu. Potrafię zaspokoić swoje potrzeby fizyczne i duchowe. Nie rozumiem, dlaczego ludzie robią tyle szumu wokół erotyki i tracą cenną energię dl kilku chwil przyjemności. Seks to taka mało estetyczna babranina. No tak. Zapomniałam. Niektórzy chcą mieć dzieci. Kobiety pragną zostać matkami. Kochają dzieci, a potem patrzą jak te wkładają ręce do wrzącej wody. Dziękuję za takie wrażenia. Lubię swoje uporządkowane życie. Nie przeraża mnie monotonia codzienności. Nie pojmuję, czemu sąsiadów dziwi moje wyobcowanie. Współczują mi. To śmieszne. Równie dobrze mogą współczuć pustelnikom czy mnichom. Jeśli coś mnie przeraża to tylko perspektywa śmiertelnej choroby albo starcze zniedołężnienie – byłabym skazana na łaskę innych. Odkładam pieniądze, żeby w razie czego zatrudnić pielęgniarkę. Zaopiekuje się mną z profesjonalną obojętnością. Jeśli nie wykupię się od śmierci pieniędzmi, mam w apteczce solidne zabezpieczenie - sto tabletek nasennych. Bóg – jeśli istnieje – może na mnie zesłać chorobę, ale zabić się mogę bez jego pomocy. Zresztą to tylko czysto akademickie rozważania, bo Boga nie ma. Gdyby był, nie dopuściłby do... Martwię się tylko moimi powracającymi snami. Nie wiem jak z nimi walczyć albo jak je wyeliminować. Przynoszą niewyraźny obraz kobiety, która wystawia swoją twarz do słońca. Co za nieodpowiedzialne postępowanie, narażać się na raka. To chyba nie ja – ja jestem odpowiedzialna. Obok niej kreci się druga postać. Pojawia się nagle i na chwilę. Widzę tylko jej plecy. Co się stanie, jeśli odwróci głowę? Czy jedno spojrzenie szarych oczu rozerwie na powrót moje pozszywane z takim trudem serce? Wskrzesi z martwych miłość? Nie mogę do tego dopuścić. Dlatego od pewnego czasu w mojej sypialni co godzinę dzwoni budzik. To daje mi gwarancję powrotu do rzeczywistości w razie niebezpieczeństwa. Dlaczego do mnie wraca? Przecież ja nie kocham. Już nie. To się nie wydarzyło. To nie on się do mnie śmiał w tamten poranek. To nie on leżał w zamkniętej trumnie. To nie z nim nie mogłam się pożegnać. Nie jego ciało było wleczone przez pędzący tramwaj. To nie ja klęczałam w konfesjonale, domagając się odpowiedzi na krótkie pytanie : dlaczego? - Bóg was ukarał za życie w grzesznym związku – wycedził z niechęcią ksiądz. Zemdlałam pijana z bólu i nienawiści do całego świata. Nie. To nie mogłam być ja. Te wspomnienia należą do kogoś innego. To jakieś romantyczne bzdury, a ja nie jestem romantyczna. Nie mam przeszłości. Pozbyłam się fotografii. Nie odwiedzam grobów bliskich. Wymazałam z kalendarza imiona. To by mnie tylko wytrącało z równowagi. Niepotrzebnie. Z cmentarzami wiążą się złe wspomnienia. Zwłaszcza z jednym, gdzie kiedyś spędzałam każdą wolną chwilę. Ale to przecież nie ja byłam. Nie ja zasadziłam tam kolorowe bratki i nie ja szlochałam w marmurową płytę pewnego deszczowego listopadowego dnia. Co za brak rozsądku – moknąć w deszczu – a ja jestem przecież rozsądna. Rozsądna, rozsądna... do bólu. Znów dźwięk budzika przeszywa ciszę ... i moje myśli. W apteczce trzymam klucz do wiecznego spokoju. Nie chcę pamiętać jego twarzy. Zapomniałam już. Odpowiedz Link Zgłoś
slonko182 Re: *****być samemu czy ryzykować z kimś? 15.11.05, 10:29 Najgorzej jest chyba przeżyć rozczarowanie i cierpienie... Mnie to już spotkało i nie dawno udało się z tego uwolnić ale to i tak wraca czasami.. Odpowiedz Link Zgłoś
menk.a Re: *****na nowo zakochałam się w tym tekście;) 15.11.05, 11:11 To really love a woman, To understand her, You've got to know her deep inside ... Hear every thought, See every dream, And give her wings when she wants to fly. Then when you find yourself lying helpless in her arms ... You know you really love a woman When you love a woman, You tell her that she's really wanted. When you love a woman, You tell her that she's the one. She needs somebody, to tell her that it's gonna last forever. So tell me have you ever really ... really, really ever loved a woman? To really love a woman, Let her hold you, Till you know how she needs to be touched. You've got to breathe her, really taste her, Till you can feel her in your blood. And when you see your unborn children in her eyes ... You know you really love a woman. When you love a woman, You tell her that she's really wanted. When you love a woman, You tell her that she's the one. She needs somebody, to tell her that it's gonna last forever. So tell me have you ever really ... really, really ever loved a woman? You've got to give her some faith, Hold her tight, a little tenderness. You've got to treat her right. She will be there for you taking good care of you ... You really gotta love your woman. And when you find yourself lying helpless in her arms, You know you really love a woman. When you love a woman, You tell her that she's really wanted. When you love a woman, You tell her that she's the one. She needs somebody, to tell her that it's gonna last forever. So tell me have you ever really ... really, really ever loved a woman? Odpowiedz Link Zgłoś
bettina75 Re: *****na nowo zakochałam się w tym tekście;) 15.11.05, 11:14 bo to nasze pragnienia... Odpowiedz Link Zgłoś